 gosiazlata 2008-10-05 . chapter 13Niesamowicie piszesz! Twoja wyobraźnia nie ma granic w dodatku masz świetny styl i opowiadanie czyta się jednym tchem.
Bohaterzy błyskotliwie nakreśleni a fabuła pełna niespodzianek.
Bardzo mi się podoba i z wielką przyjemnością przeczytam ciąg dalszy.
Pozdrawiam bardzo serdecznie i wypatruję aktualizacji |
 Kairin 2008-09-08 . chapter 13 Ja mam prośbę, albo raczej groźbę. Ja cię bardzo proszę, czy mogłabyś napisać coś nowego? mile byłby widziany nowy rozdział "Mgły" chociaż co do nowych części innych twoich opowiadań też nie miałabym nic przeciwko.
Żywię nadzieję, że nie zapomniałaś o pisaniu i swoich wytęsknionych za nową częścią czytelnikach i niedługo powrócisz.
Z pozdrowieniami
Kairin |
 Kairin 2008-03-02 . chapter 13 Jej. Tyle tylko jestem w stanie narazie wypowiedzieć. W tej części szczerze mówiąc przeszłaś samą siebie i nawet nie wiem od czego mam zacząć komentowanie tego wszystkiego. A opinie burzą się we mnie jak wodospad, więc muszą znaleźć gdzieś ujście. Także nie miej mi za złe, jeśli mało co zrozumiesz z tego komentarza ;)
Ta sprawa z Draco zagmatwała się chyba jeszcze bardziej. To po pierwsze. W poprzedniej części przynajmniej i ja i on mogliśmy określić to jaki on jest, kim jest i co zrobi (chociaż to ostatnie to ja nie do końca ^^) A teraz "BUM!" i nie ma już nic pewnego. Mam nadzieję tylko, że wróci do domu pod skrzydła ciotki i przynajmniej postara się wyrzucić ojca i jego poglądy ze swojej głowy. Rozczulające jest też to, jaki nieporadny jest Draco w świecie mugoli. Nie przeżył by nawet jednego dnia, chociaż jest taki pewny tego, że by sobie poradził ^.^
A jeśli chodzi o Dumbledora to on naprawdę mnie wkurza. Jest trochę jak jakiś schizofrenik. Żyje we własnym świecie i nie za bardzo interesuje go to co jest poza nim. I dlaczego McGonagall ulokowała Krukonów i ślizgonów z daleka od Ślizgonów? I przepraszam jeżeli już o tym pisałaś. Nie pamiętam tego.
"Ja i moja zastawa jesteśmy na tak." |
 Mirzam-black 2008-02-24 . chapter 12 Ahh... dziękuję;D
Czuję jak moje wnętrzności roztapiają się jak masło na słońcu po wpływem tego ficka.
ekhm, no dobrze, kończę z tymi obrazowymi porównaniami..
Mogę lakonicznie stwierdzić, iż pomysł i realizacja ciekawe, czy coś w tym stylu, aczkolwiek bliższe prawdzie będzie wielce subiektywny wniosek, iż rzadko zdarza mi się trafić na fan fick o tak intensywnej i skondensowanej dawce wszelakiej maści emocji;) ^^
w tej chwili, od razu po przeczytaniu, ciężko mi wykrzesać z siebie coś więcej niż: podobało mi się bardzo, toteż póki co na tym poprzestanę:)
Wena życzę i z niecierpliwie wypatrywać będę następnego rozdziału:) |
 Kairin 2008-02-22 . chapter 12 To było...nawet sama nie wiem, jak to zdefiniować. Było piękne, dramatyczne, przerażające...okropnie odsłaniające wszystkich bohaterów.
Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że wróciłaś do "Mgły"! I jeszcze ta obietnica o szybkim jej skończeniu. Nareszcie pomyślałaś trochę o swoich czytelnikach ;)
Co do tekstu to muszę powiedzieć, że denerwuje mnie bycie po tej stronie komputera. Mam ochotę uświadomić Syriusza w tym, że wcale mu się nie wydaję i, że znajduje się po nieodpowiedniej stronie lustra. Ale on najwyraźniej, jak najbardziej uparty osioł ignoruje wszystkie sygnały, które mu to mówią.
Cieszę się, że Harry przyszedł do Remusa. Obu im potrzeba wsparcia tej drugiej osobie, z tym, że Harryemu chyba trochę bardziej. Jest strasznie zagubiony i potrzebuję kogoś kto mu pomoże chociaż trochę zapanować nad jego życiem. Jak sam Remus, mam wątpliwości, czy trafił na odpowiednią osobę (bo za przeproszeniem pan Lupin sam wydaje się być ździebko zagubiony), ale lepszy ktoś taki niż nikt. Ktoś kto patrzy na niego, a nie na bohatera z plakatów.
A co do Draco... to nie mam pojęcia co ci napisać. Masz rację, stał się małym nazistą i po tej części mam straszne wrażenie, że nie ma nikogo kto mógłby go z tego wyciągnąć. Szczerze mówiąc, zepsułaś mi mojego ulubionego bohatera serii pani Rowling.
Wierna czytelniczka
Kairin
P.S.: Piszesz coraz bardziej wspaniale i chwali ci się to :)I przepraszam za tak nieskładny komentarz ;)
K. |
 univien 2007-04-01 . chapter 11 Nie uważam, żeby ten odcinek był nudny. Bynajmniej. Jest smutny, melancholijny i pełen mgły, ale to tak jakby spaja całość, łączy klamrą i wiele wyjaśnia. Choć dalej są rzeczy, których nie potrafię zrozumieć.
Ale ja nie o tym chciałam... Wiesz, co było w tym odcinku dla mnie najgorsze? Scena z Syriuszem i Swetrem. Syriusz ma królika... Syriusz ma zwierzątko, którym musi się opiekować. Syriusz ma swój prywatny, mały, futerkowy problem... I w ten sposób ten królik staje się dla mnie Syriuszowym Remusem z drugiej strony lustra.
*wzdycha* znowu wymyślam dopowiedzenia, które są jak kołek w wampirze serce XDD
Pozdrawiam i życzę jak najwięcej weny (; |
 tsuchikage 2007-01-17 . chapter 10Czy będzie dalszy ciąg? pod innym tytułem czy po prostu mam czekkać na nowy rozdział? |
 Milen Cassandra Riddle 2006-11-07 . chapter 10Są takie chwile, kiedy ma się ochotę zrobić coś relaksującego. Na przykład nasłać smutnych panów w mundurkach przywodzących na myśl Hermanna Brunnera na Nie to, żebym miała jakieś takie bardziej konkretne powody, ale kiedy najpierw przez kilka tygodni nie przychodzą do ciebie żadne zawiadomienia a potem nagle pojawia się ich zalew właśnie wtedy, kiedy wyjeżdżasz do domu na święta i niespecjalnie możesz coś z tym fantem zrobić budzi taką kreatywność. Zwłaszcza w momencie, kiedy orientujesz się, że daty publikacji wspomnianych różnych rzeczy są mniej więcej tak świeże jak przeciętna fryzura znanego skądinąd mistrza eliksirów.
Ale do rzeczy, bo wspomniane powyżej plany będą musiały poczekać jeszcze chwilę aż nasi miłościwie panujący reaktywują sugerowaną formację. Rozdział jak zwykle świetny (jakżeby inaczej – i czy mogłybyśmy się umówić, że opinia obejmuje także i opublikowaną niedawno część pochodną historii, przy okazji której bezpośrednio nie wiem kiedy będę się mogła odezwać, bo właściwie to powinnam teraz siedzieć zagrzebana po uszy w rozważania problemu wpływu Nafty na Kanadę i Meksyk... i cóż się dziwić, że czytam fanfiki zamiast?). Bardzo mi przypadł do gustu twój sposób przedstawienia sprzecznych myśli Syriusza. Tak szczerze powiedziawszy, dopóki nie przeczytałam nie pomyślałabym, że można to tak dobrze i tak naturalnie napisać wplatając po drodze tyle informacji dodatkowych. Cóż powiedzieć... chylę czoła przed taką wprawnością pióra.
Ale żeby nie było za miło i tradycji stało się zadość – atak czepliwca (którego jak przypuszczam zaczęłaś się spodziewać mniej więcej w momencie, kiedy zobaczyłaś, kto jest autorem recenzji):
Akapit 10: „Harry otrząsa się, dłonie opadają, zasłony zamykają, a lustro znika.” (wychodzi na to, że albo dłonie się opadają, albo zasłony zamykają jekieś niewidzialne cosie – a może i nawet niewidzialne ręce rynku, kto je tam wie?)
Ak. 30: „chociaż z tego, co pamiętał to w tym chłopcu było całe mnóstwo gniewu” (nic specjalnego, ale chyba lepiej byłoby z przecinkiem po pamiętał – ale pewnie już wspominałam, że interpunkcję traktuję raczej intuicyjnie w większości przypadków więc...)
Ak. 34: „Remus zrozumiał dopiero wiele lat później co tak naprawdę miała na myśli” (o ile się nie mylę to mamy do czynienia ze zdaniem złożonym, którego części zwykło się od siebie przecinkiem oddzielać)
Ak. 44: „stać go chyba na to by” (a imię jego będzie... ale ja nie o tym. Może wyszedł ze mnie duch przecinkowego czepialstwa, ale znowu mi jednego brakuje – przecinka , tego przed „by”– bo czepialstwa mam aż w nadmiarze, co widać zapewne)
Ak. 46: „w którymś momencie słyszy jakby zza szyby” (lubię, kiedy tekst otwiera możliwości dla wyobraźni czytelnika. Ale nie wiem, czy zatrudnianie jej przy ustaleniu, czy mamy do czynienia ze „słyszy jakby” czy „jakby zza szyby” było tym co tygr... ehm wyobraźnie lubią najbardziej)
Ak. 51: „jak kocie” (myślę, że w tym wypadku chodzi raczej o małe ledwo przyjrzałe się światu kocię, nie natomiast o zwrot bezpośredni do kota... Kocie! Zwierzaku mój! Tyś jest jak huragan...)
Ak. 52: „pokojów gościnnych” (tutaj trochę z pamięci, bo pod ręką słownika nie mam za to coś mi się kołacze zasłyszanego u prof. Miodka – pokój gościnny i pokój na świecie – zgadza się, ale już w dopełniaczu mamy „brak pokoi gościnnych” i „podpisanie pokojów Białogórskiego i Praskiego”)
Ak. 82: „na powierzchnie świadomości” (ja tylko z pytaniem – ile cokolwiek, w tym świadomość może mieć powierzchni?)
Ak. 100:
-„cos gorszego” (nie byłabym sobą, gdybym nie wytkęła NNBPL – nikomu nie przeszkadzającego braku polskich liter)
- „tą satysfakcję” (niby poprawnie, i słownikowo, a poza tym nie można za wiele wymagać od słownictwa Syriusza, który przez 12 lat bądź co bądź siedział w więxieniu, ale czy nie sądzisz, że jednak forma „tę” brzmi tak trochę lepiej?)
Ak. 119: „Dziesięć. Nie dwanaście. Syriusz jest pewien, że dwanaście.” (chciałoby się spytać, ‘to ile w końcu?’ Widzę tu dwie mozliwości – albo „Dwanaście. Nie dziesięć.” Albo”Dzieśięc. Nie, dwanaście.”; nie wiem, jakie było pierwotne założenie ale zgaduję, że jedno z tych dwóch)
Ak. 142: „bo ludzi nie lubią takich jako ona” (nagle z jakichś względów przypomniały mi się Gwiezdne Wojny... Nie twierdzę, że w naszym pięknym języku inwersja nie jest możliwa. Podobnie jak poprawna forma „jako” we wspomnianej konfiguracji – obie są zwykle zatrudniane przy archaizacji. Zakładam jednak, że to nie wspomniany zabieg literacki był twoim celem a raczej coś o wiele prostszego jak „bo ludzie nie lubią takich jak ona”
Ak. 161: „z Ślizgonami” (znowu intuicyjnie, bo czytałam książki w oryginale i niespecjalnie mam gdzie sprawdzić, ale... próbowalas powedzieć to na glos? Jak spróbujesz zastanów się, czy „ze Ślizgonami” nie byłoby łatwiej”
Ak. 171: „To wieś podaj drugą” „Jakkolwiek nie będę ukrywać, że jestem w stanie dostrzec związek z obszarami aktywności sektora rolniczego gospodarki - ach ta poprawność polityczna – a nadmiernym spożyciem alkoholu, zdecydowanie mniej podtekstów mogących wywołać oskarżenia autorki – o ile się nie mylę przebywającej na dokładkę w Wawie – o świadome umieszczanie treści dyskryminacyjnych w swoich utworach zawiera proste „weś”, które może być użyte w tym przypadku)
Ak. 184: „Oczywiście mówiło to” (Nie, no tego to się już nie spodziewałam... żeby do tego stopnia popierać dyskryminacje wilkołaków, żeby nawet jednego z głównych bohaterów w rodzaju nijakim... biedny Remus...)
Ak. 185: „T nawet zabawne” (może to moje spaczone poczucie chumoru, ale osobiście nie widzę, w czym akurat „t” jest zabawniejsze od innych rezydentów alfabetu)
To by było na tyle. Pozdrawiam serdecznie, jeszcze raz gratuluję dzieła i wracam zakopać się w tej nieszczęsnej NAFTA zanim zacznie mnie straszyć po nocach. A nie, przepraszam, już to robi... |
 fae 2006-11-04 . chapter 10 Dziękuję, że nie porzuciłaś. Rozdział wspaniały, a nawet lepszy niż poprzednie (chociaż jak dla mnie, przyczynia się do tego obecność Syriusza). Z niecierpliwością wyczekuję kolejnych części. |
 fae 2006-08-22 . chapter 9 Eleganckie i wyjątkowe. Kontynuujesz? |
 Dasha 2006-07-18 . chapter 9 Nie no piękny ficzek. Jszcze nidy takiego nie czytałam. Mam nadzieję że go dokończysz;) |
 Milen Cassandra Riddle 2006-06-04 . chapter 9Witaj. Mam nadzieję, że jesteś psychicznie gotowa na atak czepliwca pospolitego czyli mojej skromnej osoby. Wprawdzie po powrocie z długiego weekendu nie miałam specjalnie czasu siąść i poczytać jakieś fanfiki, nie mówiąc już o pisaniu recenzji (nie to, żebym starała się wyjaśnić skąd ta wiejąca pustką dziura w moich recenzjach przy teraz już przedostatnim rozdziale) ale doszłam do wniosku, że skoro ty, będąc przywalona egzaminami dajesz radę napisać nowy rozdział, to ja przy egzaminach, które demoklesią się nade mną dam jakoś radę napisać recenzję. A tak przy okazji, będę trzymać kciuki w poniedziałek. Ale do rzeczy.
Rozdział jak zwykle ciekawy, do tej pory nie mogę wyjść z podziwu jeśli chodzi o twoje trącające surrealizmem opisy wiążące się z drobnym tete-a-tete Harrego z Tą w Czerni (swoją drogą ja naprawdę zaczęłam ją w myślach tak nazywać – właściwie to złapałam się nad tym, że podczas przerwy w nauce błądzę myślami ku twoim fanfikom właśnie dzięki temu, że mój umysł zarejestrował „Tą w Czerni”). Bardzo się podoba też twoja postać Morgianny – im bliżej pozwalasz się nam jej przyjrzeć tym bardziej ją lubię. A skoro już o Malfoy’ach mowa to osobiście bardzo mi odpowiada to, że jako jedna z nielicznych autorek kojarzysz Draco bardziej Drakonem niż z ogniodyszną, przerośniętą, uskrzydloną podwawelską jaszczurką. Może wynika to z tego, że ja sama zawsze myślalam o tym imieniu właśnie w tych kategoriach. W końcy, jak sama zauważyłaś, Draco to w angielskim nasz kochany Drakon a ja raczej widzę pana Lucjusza M. nadającego synowi imię po okrutnym erm, znaczy surowym antycznym prawodawcy niż po zwierzaku z rodzaju tych, z którymi zadaje się „nieodpowiednie towarzystwo” (jak Hagrid czy Weasley’owie). Więc jak dla mnie Dracon jest jak najbardziej na miejscu, zdaje się że staram się powiedzieć od jakiegoś czasu. Myślę, że nie powstała by też w niebie dziura inna niż ozonowa gdybyś zmieniła pisownię utożsamiając milusińskich zupełnie. Podjęcie świadomej decyzji w jakiejś kwestii ułatwia w końcu ponoć adaptację. No i oczywiście całokształt też świetny.
A teraz, żeby nie było za różowo obiecany wcześniej atak czepliwca. Oto drobne obserwacje poczynione przeze mnie podczas czytania:
Akapit 3: „umieścił by” (ja osobiście dałabym łącznie. To w końcu zwykły tryb przypuszczający, nie wyrażenie celowości – choć i wtedy brakowałoby przecinka)
Ak. 28: „od razu miałaby do niebo pretensje” (jakkolwiek pretensje skierowane do Niebios/Siły Ostatecznej/Absolutu nie są rzeczą niespotykaną wydaje mi się, że w tym wypadku pomiot ewentualnych pretensji był o wiele bardziej skonkretyzowany)
Ak.29, 30, 40, 59, 61, 97: „czół” (zakładając, że to, co czuł nie kumulowało się w płacie czołowym myślę, że należałoby coś ty zmienić. Co ciekawe, kiedy piszesz, że „Harry poczuł” zjawisko nie występuje)
Ak. 30: „tylko refleks uratowało go” (jak rozumiem tego dnia refleks czuł się wybitnie nijako)
Ak. 32: „mimo chodem” (wspomnę mimochodem, że ja piszę to łącznie)
Ak. 47: „dodając do twarzy imię, nazwisku i mnóstwo skomplikowanych emocji” (zakładam, że założonym celem nie było ‘dodając nazwisku imię do twarzy’)
Ak. 83: „Jak nie miałam wcześniej przyjaciół, tylko brata” (jeśli dobrze zrozumiałam założenia tego zdania, należałoby odjąć stąd jedno ‘k’ dla większej przejrzystości
Ak 95: „poczuł nieodparta chęć” (czyli nie byłabym sobą gdybym nie wytknęła NNBPL – nikomu nieprzeszkadzającego braku polskich liter)
Ak. 108: „Wegry” (i jako miły akcent na koniec wyliczanki jeszcze raz NNBPL)
A tak poza tym to oczywiście gratuluję (kolejnego) świetnego rozdziału, podziwiam, że znalazłaś czas na jego napisanie i wręczam wirtualne kwiaty autorce za taką zdolność do poświęceń. Pozdrowienia ze stolicy Księstwa dla stolicy Kongresówki. |
 Cassy 2006-06-03 . chapter 9 ... zrobiłabym serduszko z tej klamry i 3, żeby w pełni pokazać mój support, ale nie jestem pewna, czy nie potraktuje tego jak HTML-a i nie utnie całej reszty moich wypocin...
Absolutnie cudowne. Urzekł mnie wątek Harry'ego :o a dialog pomiędzy Remusem i Moriganną był cudny. Gdyby ktoś streścił mi go, skrzywiłabym się i uznałabym, że mi nie pasuje - ale jednak rozpisany przez Ciebie nie tylko pasuje, ale mam wrażenie, że nie mogło być inaczej.
Czyli Remus pozostał jednak po naszej stronie ^.^. Byłam ciekawa, czy Moriganna zdąży, czy nie...
Tak z ciekawości - czy ten fik w zamierzeniu kończy się przed rozpoczęciem HBP, czy rozgrywa się dalej podczas trwania akcji 6 tomu?
Wprawdzie d sprawy nic to nie wnosi, ale mi też nie pasuje odmiana imienia Draco, bo wygląda to jak przerabianie Cedrica na Cedryka i inne niefajne akcje :o. |
 Milen Cassandra Riddle 2006-05-05 . chapter 7Późno już, nie miałam dzisiaj szczęścia do czasu. A fakt, że coś dość nachalnie świrgoli za oknem zachęcając do wyjścia sytuacji nie poprawia. Ale zdążyłam wykroić tyle, żeby przeczytać mam nadzieję, że uważnie. Oto efekty:
+ akapit 6: "konwersacyjnych. - A o czym tu rozmawiać? – rzucił" (może to tylko moje wrażenie, ale lepiej chyba wyglądaloby, gdyby dialog zaczynał się od nowego akapitu. Ale ja zawsze marudzę - nawet zupy mlecznej w dzieciństwie z uporem odmawiałam - więc czego się spodziewać innego niż marudźnięć w sprawach, które zwykłemu śmiertelnikowi w życiu nie przeszkadzają)
+ akapit 29: "To była naprawdę dobry film" (jak rozumiem mówimy o wersji filmu stworzonej specjalnie dla radykalnych feministek. W końcu teraz można wyszukać coś dla każdego więc czemu nie dla nich?)
+ akapit 48: "Syriusz uśmiech się półgębkiem" (cóż, bywają nawet tacy, co się uśmiechują. byle robili to z uśmiechem)
+ akapit 134: "Z resztą" (Ale nie narzekam. Zresztą i tak jestem oczarowana bez reszty twoim fikiem)
+ akapit 137: "Co, jak co, ale" (bez przecinka po pierwszym "co" - to funkcjonuje w całości. Czego jak czego, ale tego jestem pewna)
Więcej moich marudźnięć nie stało. Może i dobrze. Zamarudznie na śmierć słynni światowi dyktatorzy nie stosowali jako wyszukanej formy egzekucji tylko dlatego, że nie dane im było mnie poznać. Pozdrawiam. |
 Milen Cassandra Riddle 2006-05-04 . chapter 6Znów ja, bo któżby inny. Po drobnej analizie swych odczuć wspomaganych przez cokolwiek mętnie pałętające się po mej pamięci fragmenty zajęć z psychologii doszłam do wniosku, że moje poczucie rozczarowania jest podświadomą reakcją na to, że czuję, że nie jestem się w stanie odpłacić autorce za tekst, który znalazłam zajmującym. Obawiam się, jednak, że Freud nie byłby zbyt dumny z moich wniosków. Jest podświadomość, ale coś mało seksualności, więc jakby nie w jego stylu. Chociaż na dobrą sprawę, jeden z bohaterów jest właściwie po części wilkiem, więc można wtrącić jakieś podświadome (a co!) pożądania animalistyczne i wyjdziemy na prostą. A co do moich zwykłych (już) obserwacji:
+ akapit 9:
- "znał ludzi, w których posiadłość rodowa Malfoyów napawała lękiem i taki, którzy mówili..." (zakładam, że nie chodzi o odbicie Odyseuszowskiego lęku, że po powrocie do Itaki zastanie małżonkę w raczej niedwuznacznej sytuacji z jego zaufanym sługą i osobistym psem)
- "Ten, który wpadł na to, żeby wznieść dom z czarnego granitu" (biorąc pod uwagę, że nie mamy wcześniej wymienianki zasłużonych przy powstaniu budowli chyba trochę lepiej brzmiałoby "ten, kto", ale dla pewności przepowiedz na głos)
+ akapit 46: "Z resztą" (a nawet bez reszty - znów się złośliwię, okropny zwyczaj, pewnie zostanę wrednym aspołecznym cynikiem. Albo prawnikiem.)
+ akapit 53: "obce materia" (zgadza się, że forma końcówki "ia" była wykorzystywana - i nadal bywa - do tworzenia liczby mnogiej. Obawiam się jednak, że nie jest to jeden z tych przypadków)
Jutro poczytam dalej. Dzień był ładny to wybyłam na trochę dłużej niż pierwotnie planowałam. A zresztą jak już się spóźniać z wykonaniem plany to na całego, efektownie i z beszczelnym uśmiechem. Inaczej jeszce przez przypadek mielibyśmy w kraju jakąś autostradę, która nie jest tylko atrakcją turystyczną. Pozdrawiam. |
|