Help
Home Just In Communities Forums Beta Readers Dictionary Search
: B s . A A A    : full 3/4 1/2   : E E   : Light Dark Books » Harry Potter » A my to już mgła

ayass
Author of 15 Stories

Rated: T - Polish - Drama/Romance - Remus L. & Sirius B. - Reviews: 37 - Updated: 02-29-08 - Published: 01-26-05 - id:2236270

„A my to już mgła”

Od tamtego dnia w parku, za każdym razem gdy Harry zasypia, we śnie wraca znów pod wodę. Tylko, że tym razem oddychanie jest tak proste jak na powierzchni, a on nie jest już sam.

Za pierwszym razem Harry dryfuje bezwładnie i w milczeniu wpatruje się w zarys sylwetki ukrytej gdzieś na samym dnie.

Za drugim razem stara się popłynąć niżej, w głąb. Na końcu znajduje jednak nie dno, ale kobietę pogrążoną we śnie.

Za trzecim razem kobieta otwiera oczy i Harry wie już, że to ta sama twarz, którą widział wcześniej. Oblicze pełne przerażająco starych oczu. Harry nie umie zapamiętać nic oprócz tego wzroku.

W ciągu nocy pogrąża się i wynurza ze snu na przemian, jakby w jego głowie ścierały się jakieś dwie potężne siły i każda z nich ciągnęła go w innym kierunku. Na dno sennego oceanu powraca za każdym razem i czasem, gdy kobieta z wody przygląda mu się bez słowa, wydaje mu się, że zostanie tam na zawsze. Czas gubi swoje właściwości i minuta równa jest godzinie, a sekunda wieczności.

Oczy śledzą go uważnie, sięgają po jego umysł bez pytania, a Harry nie ma nawet jak się bronić przed tym wtargnięciem. Czuje jak jego myśli i pragnienia badane są czujnie i uważnie i jak dłonie obierają jego myśli z pozorów i konwencji, aż zostaje tylko to, co jest w nim niezaprzeczalne, co na krańcu świata i przestrzeni pozwoliłoby odróżnić go od tysięcy innych.

Postać w wodzie nabiera ostrości i rys, a Harry oddycha coraz lżej, jakby urodził się pod wodą. Kobieta o starych oczach wyciąga do niego dłoni.

Spójrz, mówi, a on widzi nagle lustro, gładką, srebrną taflę, spójrz, to jesteś ty.

Harry patrzy w głąb lustra i rozpoznaje w odbiciu prawdę, chociaż gdyby ktoś miał go potem poprosić by opisał, co widział, nie umiałby znaleźć właściwych słów. Ale teraz, gdy ma przed sobą własne odbicie, wie, że to co widzi jest prawdziwe. Wie też, że kobieta w wodzie uważa, że on jest smutnym dzieckiem. Samotnym.

Harry otrząsa się, niewidzialne dłonie opadają, a lustro znika. Kobieta patrzy na niego, jej twarz zwrócona lekko w górę.

Czego pragniesz, dziecko?

Harry nie odpowiada, ale nie musi, bo otacza go woda, ma wodę w płucach i krwi, a ta kobieta jest tutaj już tak długo, że ona i woda stały się jednością. Harry nie wie skąd to wie, ale jest tego pewien.

Zobaczymy.

Pół obietnicy, bo całość jest jeszcze poza zasięgiem, całkiem jak pełne przebudzenie.

Może...jeśli...

Odpowiedź przychodzi z nikąd i zewsząd. Przytłumiona, jak zza mgły. Harry wie, że sen zaraz się skończy.

Gdy Harry się obudzi, nie będzie pamiętał wody i kobiety.

Rozdział 8/12 – „Początek czegoś starego”

Remus wytrzymał we względnym spokoju dokładnie pół dnia i jedną noc i trzeba przyznać, że w nocy było o wiele prościej, bo sen zagłusza wszystko i miło jest znów na chwilę nie rozmyślać. Gdy jednak znowu nadszedł ranek, Remus złapał się na tym, że nie może usiedzieć w miejscu. Jakaś nerwowa energia rozsadzała go niemal od środka i chcąc nie chcąc Remus zmuszony był porzucić rozpoczętą poprzedniego dnia książkę i znaleźć sobie zajęcie.

Remus ruszył więc do pracy, bo domowi i tak przydałoby się gruntowne czyszczenie, a nawet magia nie była w stanie ukryć faktu, że jego wnętrza nie widziały ścierki ani miotły od ponad dziesięciu lat. Remus nie miał nic przeciwko, w końcu były to zajęcia z tych mniej skomplikowanych, a fizyczna praca zawsze go uspokajała.

Syriusz chyba miał rację, kiedy wiele lat temu oświadczył, że Remus powinien się był urodzić kurą domową. Nie to, żeby Remus to wtedy docenił. O ile dobrze pamiętał dał mu za to po głowie podręcznikiem do historii magii. Wersją w twardej oprawie. Mocno.

Remus uśmiechnął się do własnych myśli i wrócił z powrotem do obierania mieszkania z pajęczyn. Naprawdę nie miał nic przeciwko sprzątaniu. Jedyne czego w tym nie lubił, to fakt, że zostawiało mu to za dużo miejsca na myślenie, a to ostatnimi czasy kończyło się nie dla niego nienajlepiej.

Nienajlepiej. Eufemizm roku, pomyślał Remus, spoglądając w kierunku pozostałości po magicznym kręgu. Tym też trzeba będzie się zająć. Dobrze przynajmniej, że Morgianna wiedziała co robi, inaczej źle przerwane zaklęcie mogłoby narobić niemałych szkód.

Niemałych. Też coś. Ostatni przerwany na siłę krwawy krąg zmiótł z powierzchni ziemi pół całkiem sporej wioski. Będzie musiał coś zrobić z tą swoją skłonnością do łagodzenia wszystkiego bez wyjątku, bo zaczynał denerwować nawet sam siebie.

Nieważne. Ważne, że krąg został przerwany umiejętnie i nie było katastrofy.

Remus Lupin nie do końca wierzył w przypadki. Nikt, kto wychował się w magicznym świecie, nie mógł na poważnie wierzyć w to, że los jest ślepy. W którymś momencie każdy odkrywa, że w magii jest pewna logika, której zrozumienie wykracza daleko poza możliwości tych, którzy magią „władają”. Pewne rzeczy nabierają sensu dopiero po latach i czasami, gdy magia woła wyraźniej niż zwykle, trzeba się poddać i iść za jej głosem. A czasami, gdy magia uprawia swoje zwyczajowe sztuczki i wykonuje mało subtelne manewry, trzeba dokładnie rozglądać się dookoła. Bo bywa też tak, że zawczasu zobaczy się drogę, na którą w końcu i tak się trafi. Z własnej lub niewłasnej woli.

Nic dziwnego, że żadna religia nie zadomowiła się nigdy po magicznej stronie. Czarodzieje już mieli swoje bóstwo, swoją kapryśną Panią.

Remus stopniowo ścierał z podłogi pozostałości po kręgu, ruchem odwrotnym do wskazówek zegara.

Morgianna nie była przypadkiem, przypadkiem nie była też księga i szum wody, ale zagadka była zbyt wielka by ją kontemplować. Gdzieś pod tym wszystkim ukryty był zupełnie inny gracz, który pozostawał nadal poza zasięgiem wzroku. Pozostawało mieć tylko nadzieję, że stał on po ich stronie. O ile istnieje w ogóle coś takiego jak ich strona.

A więc Morgianna zabiera bratanka na Węgry, pomyślał Remus, wracając do spraw przyziemnych. W nadziei, że uda jej się go wyprostować i wyjdą jeszcze z niego ludzie. Remus nie zazdrościł jej tego zajęcia. Nie wiedział jak Malfoyowie załatwiają tego typu sprawy, ale coś słyszał o tym, że w przeszłości metody miewali raczej niezbyt humanitarne. Gdy dziedzic rodu nie spełniał oczekiwań, naprostowywano go za pomocą Crucio i na tym się kończyło, chyba, że lekcja nie została przyswojona, wtedy kończyło się czasami na ładnie zaaranżowanym zabójstwie. No, ale w tamtych czasach Malfoyowie mieli zazwyczaj więcej dzieci i mogli sobie pozwolić na takie drastyczne decyzje.

Cóż, Morg będzie musiała sobie poradzić. Remus miał nadzieję, że da radę, chociaż z tego, co pamiętał, to w tym chłopcu było całe mnóstwo gniewu, a Morgianna nie należała nigdy do cierpliwych. Remus wietrzył wybuch.

A może po prostu nie był w stanie wyobrazić sobie Morgianny w roli czyjejkolwiek opiekunki. Z drugiej strony, to samo myślał kiedyś o Syriuszu i nie mógł się bardziej pomylić. Można go było oskarżyć o wiele rzeczy, ale nie o to, że nie umiał zajmować się Harrym. Wszyscy byli zdziwieni, nawet James. Syriusz Black został ojcem chrzestnym Harry’ego Pottera, bo był najlepszym przyjacielem jego ojca. Był to raczej gest niż przemyślana decyzja i nikt się po tym wiele nie spodziewał. Oczekiwano, że Syriusz przyjmie to wszystko z miłym uśmiechem, sporadycznymi wizytami i paroma dodatkowymi prezentami na gwiazdkę. Nikt nie spodziewał się, że Syriusz będzie chciał się tym dzieckiem zajmować, że zostanie pełnoetatową niańką i będzie mu oddany do grobowej deski. Remus zaczął kiedyś snuć na ten temat pewną teorię, która zakładała między innymi, że Syriusz podświadomie uznał Harry’ego za tą nić, która naprawdę uczyniła z niego brata Jamesa, ale porzucił ją, gdy usłyszał, że Syriusz zdradził, a James nie żyje.

Gdy Remus myśli teraz o tamtych dniach, nadal nie może zrozumieć czemu uwierzył w oficjalną wersję wydarzeń. Oczywiście są różne okoliczności łagodzące. Gdy rozgrywała się ta cała tragedia, Remus był unieruchomiony w pewnej piwnicy, od przeszło trzech miesięcy unikał zarówno Potterów, jaki i Syriusza, bo nie mógł znieść ich podejrzliwego wzroku, a zanim wyszedł z szoku, było już po sprawie, a Syriusz został wysłany do Azkabanu. Minęły trzy lata nim Remus dowiedział się w ogóle, że Syriusz nigdy nie miał procesu. Poza tym, wszyscy dookoła byli pewni, że to on. Nie było żadnych wątpliwości. Żadnych. A najgorsze w Remusie, jest to, że zawsze chciał żyć, zachowywać się i myśleć jak większość.

Syriusz musiał wrócić, powrócić prawie jak zza grobu, żeby Remus przypomniał sobie jak potrafi być oddany. Od niemal piętnastu lat cały magiczny świat rozmawiał o Harrym Potterze. Był ich bohaterem, zbawcą i własnością publiczną. W szkołach pisano o nim wypracowania, używano go jako elementu metafory w piosenkach i powieściach. Każdy miał coś do powiedzenia na jego temat, a większość ludzi nie życzyła mu źle. Ale nawet ci, którzy dbali o jego bezpieczeństwo i dobro, nie podchodzili za blisko. Dopiero Syriusz wyciągnął do niego ręce i zaoferował mu dom, tak po prostu, jak gdyby nigdy nic, nie zastanawiając się zupełnie czy nadaje się do wychowywania nastolatka. Dopiero Syriusza stać było na tak idiotyczne gesty jak zamieszkanie w jaskini byle tylko móc mieć oko na Harry’ego.

Remus chyba by tego nie potrafił. Przez całe życie mozolnie przyswajał gorzką prawdę, którą Madame usiłowała mu przekazać tuż przed śmiercią. W twojej sytuacji najlepiej będzie jeśli zostaniesz egoistą - powiedziała mu wprost. Remus zrozumiał dopiero wiele lat później, co tak naprawdę miała na myśli. Żeby samotnie przetrwać na świecie, trzeba się nauczyć nie przywiązywać do ludzi i rzeczy, trzeba nauczyć się kochać i lubić płytko, istnieć w cieniu, obserwować, a nie uczestniczyć, trzeba nauczyć się nie sięgać po nic i nie wyciągać rąk.

Gdy James i Lily umarli, Syriusz okazał się mordercą, a Peter rozrzucony został na kawałki, Harry Potter został prawie całkiem sam. Remus spotkał Petunię może dwa razy, jej męża tylko raz, ale wiedział, że Harry’emu nie będzie z nimi dobrze. Pamiętał też, że krewni, którzy cię nie chcą są straszną rzeczą. Przez chwilę myślał o tym, żeby samemu zająć się Harrym, ale wytłumaczono mu, że odwieziono go już do Dursleyów, a poza tym wilkołak nie może się nikim opiekować samodzielnie, szczególnie narodowym bohaterem. Remus dał się przekonać bardzo szybko, ale wyrzuty sumienia odzywały się co jakiś czas nieproszone. Czasami też Remus rozpoznawał w sobie uczucie, które nazwać można było tylko tęsknotą. Parę razy uczucie to zaniosło go w okolice domu Dursleyów, ale nigdy nie zapukał do drzwi. Nie widział w tym sensu. Na co dwulatkowi wizyty złamanego człowieka?

Gdy Remus spotkał wreszcie Harry’ego po raz drugi, chłopiec miał już trzynaście lat i było za późno na jakieś powroty. Z resztą, do czego mógł się Harry’emu przydać.

A potem Syriusz wrócił i Remus zrozumiał, że zupełnie się mylił.

Czasami mam wrażenie, że Harry jest jakimś rodzajem pionka, który Dumbledore przestawia po szachownicy. Nikt mu nigdy nic nie mówi. A przecież chodzi tu głównie o niego.

Chciałbym, żebyś co jakiś czas kupował Harry’emu jakiś zupełnie niepraktyczny prezent.

Jest w tym wszystkim jeszcze jakaś inna prośba, niewypowiedziana i zamknięta pomiędzy wierszami.

Remus Lupin zaczął swój pobyt w Hogwarcie od głupiego błędu. Pojawił się tam z Morgianną, do tego rozmawiał z nią długo i wyraźnie po przyjacielsku. A potem został Gryfonem, a ona Ślizgonką i dowiedział się, że Gryfoni po prostu nie mogą dogadywać się ze Ślizgonami. Zanim zdążył sprawę przemyśleć, uznany został przez własny dom za kogoś, kto ma jakieś bliżej niesprecyzowane konszachty z wrogiem. I wtedy, gdy uwierzył już prawie, że lata nauki spędzi praktycznie sam, Syriusz Black, czarna owca gryfindorskiej rodziny, postanowił zostać jego przyjacielem, bo, jak twierdził, tacy, jak oni powinni trzymać się razem. Remus nigdy nie zapomniał, że zanim James Potter i inni przekonali się, że Syriusz nie jest nasłanym przez Ślizgonów szpiegiem, Remus Lupin był jedyna osobą, z którą Syriusz w ogóle rozmawiał. Tego nie da się wymazać. James Potter mógł zostać bratem Syriusza, ale Remus Lupin miał na zawsze zostać jego pierwszym przyjacielem.

Co się stało z twoją odwagą?

W jakiś dziwny sposób, Remusowi udało się porzucić sprzątanie i wyjść z domu. Praktycznie tego nie zarejestrował. Oprzytomniał dopiero przed kwadratowym domem bez wyrazu. Nawet nie pamiętał dokładnie jak tu trafił. Chyba się starzeję, pomyślał.

Wiedział co zaraz zrobi, to nie była wcale taka trudna decyzja. Zaraz zapuka do drzwi i może coś się stanie, a może nie zdarzy się nic. Remus Lupin ma trzydzieści sześć lat i stać go chyba na to, żeby raz w życiu wyciągnąć do kogoś ręce.

Grimmauld Place, druga strona lustra

Na początku jest wrażenie miękkości i lekkości, jakby leżało się wśród puszystych, białych piór. Syriusz wie, że pióra są białe, bo czuje pod palcami ich świeżość, oddycha czystym powietrzem, a płuca wypełnione ma nieskalaną bielą. Ta biel pachnie trochę jak jego dzieciństwo i to jedyna rzecz, która absolutnie się nie zgadza, bo Syriusz pamięta doskonale, że jego przeszłość miała kolor smutny i zapach przywodzący na myśl więzienie.

Tak naprawdę to Syriusz nie ma pojęcia gdzie jest. Wie, że to dobre miejsce, nareszcie dobre, podpowiada coś z jego wnętrza, ale nie umie tego miejsca określić do końca. Lęk nie przychodzi tak szybko jak powinien, może w ogóle nie nadejdzie, i Syriusz unosi się przez jakiś czas w tej krainie białego puchu, gdzieś pomiędzy jawą a snem, aż w którymś momencie słyszy, jakby zza szyby, cichy szum płynącej skądś wody. Woda ogarnia go i otula, jak ciepłą kołdrą, i Syriusz czuje łagodne kołysanie fal, a potem nagle znika woda, biel, puch i Syriusz otwiera oczy.

W pokoju panuje półmrok i jego wzrok z trudem wyławia rzeźbione motywy pokrywające sufit. Przez jakiś czas przygląda się ich kształtom bez ruchu, bez słowa. Może przez kilka sekund, może minut. A potem odwraca się i widzi, że nie jest w pokoju sam. Na stoliku obok stoi zapalona lampka nocna i w jej świetle Syriusz odnajduje czyjeś ręce trzymające książkę i parę zbyt chudych nóg. Jest też sukienka w duże, bezkształtne plamy i zapach truskawek. Kobieta odkłada książkę i deser i zdejmuje nogi z brzegu łóżka.

- No nareszcie – mówi, wstając z fotela i przenosząc się na łóżko. – Zaczynaliśmy się już martwić.

Dłoń zatrzymuje się na czole Syriusza tylko przez parę sekund. Jej właścicielka, zadowolona z efektu badań, rozluźnia mięśnie twarzy.

- Lily i James przyjechali cztery dni temu. Remus jest tu od dwóch dni, a jego szanowna małżonka od wczoraj.

Syriusz ledwo rejestruje jej słowa. Kręci mu się w głowie i czuje się dziwnie słabo, jak kocię, które ktoś próbował utopić w rzece i które wyciągnięto z wody zaledwie przed chwilą.

- Dobrze, że Peter się ostatnio towarzysko nie może udzielać, bo zaczyna nam brakować zdatnych do użytku pokoi gościnnych.

Syriusz zerka w stronę, z której dochodzi głos i znów rejestruje, na wpół tylko przytomny, jedynie długie, patykowate nogi i fragment jakiejś kolorowej sukienki. Dołączenie do tego pozostałych elementów zajmuje mu parę minut. Chude, koślawe nadgarstki, czarna bluzka. Tapeta z roślinnym wzorem, którą wybrał sam, po ciężkich i długich poszukiwaniach. Stare łóżko z baldachimem. Rzeźbienia spoglądające na niego w dół. Nimfa zaklęta w drewnie i księżyc za oknem. Robi się coraz ciemniej i rzeczywistość wymyka się Syriuszowi z rąk.

- Syriusz? Cholera, nie rób mi tego...Syriusz?!

Syriusz Black opada znów w głąb, pod powierzchnię świadomości.

Wnętrze jego umysłu wyłożone jest skrawkami wspomnień i obrazów. Fragmenty nie zawsze do siebie pasują i jakaś część Syriusza upiera się, że to istotne, ale inna część każe mu zostawić to w spokoju i nie budzić uśpionych chwilowo smoków. Syriusz wznosi się i opada, mija po drodze biel, ciemność i kawałki zewnętrznego świata. Czasami zza tego wszystkiego dobiegają go czyjeś głosy.

- To jest w ogóle normalne? Bo on nie wygląda jakby mu się poprawiało.

- Słyszałeś co powiedziała, może jeszcze dzień czy dwa.

- Ale dwa dni temu mówiła to samo.

- Lepszych specjalistów nie ma, więc nie wiem co jeszcze chcesz, żebym zrobiła.

- James, dajże spokój.

- Tobie łatwo mówić, bo przyjechałeś dopiero dziś i nie przyglądasz się od dwóch dni, jak mu się wybitnie nie poprawia.

- I to jest niby m...

- Rebe...

- Remus, ty mi nie przerywaj, bo...

- On może ci przerywać kie...

- Cisza! Oboje! Jak z dziećmi, z wami.

Zdanie urywa się, znika. Jego echo zostaje z Syriuszem. Energiczne kroki, gniew, napięcie w powietrzu. Nie do końca napięcie, może bardziej przejęcie. Czymś? Kimś? Jest jakiś niuans pomiędzy tymi dwoma słowami, maleńka, niezwykle istotna różnica. Odpowiedź odpływa w kierunku tła. Syriusz skupia się na głosie. Jest w nim coś znajomego. Ton nie do końca się zgadza i głębia jest nie na miejscu, ale pod tym wszystkim ukrywa się coś, co było kiedyś znane na wylot. Bliskie jak krew. Bliższe, bo Regulus...

Regulus?

Ciemne oczy dziecka w kołysce.

Regulus, który umarł.

Umarł jak James, który był bratem i którego głos słyszy Syriusz. James i Lily. Lily i James. James i Lily. Syriusz powtarza ich imiona, zmienia kolejność, bawi się nimi jak elementami układanki, obracając je na wszystkie strony. James ma kolor zielonych traw i zapach akacji, a Lily migocze, gdy się nią potrząśnie. Syriusz wie, że nie ma to najmniejszego sensu.

James, który nie żyje. James i Lily. Lily i James. I zimowy ślub, na którym niektórzy płakali, a ktoś patrzył, jakby tego nie pochwalał (kto?), a Peter dawał Lily tygrysie lilie, a ona się śmiała. Dostała je też na dziesiątą rocznicę, tylko więcej, bo Peter ma lepszą pracę i stać go na tuziny lilii, ale Lily mówi, że ten ich zimowy ślub był chyba najsmutniejszym ślubem świata i że nie cierpi tygrysich lilii, ale nie chciała Peterowi robić przykrości, a Sara patrzy z dziwnym wyrazem twarzy jak oni wszyscy wybuchają śmiechem.

Sara?

Regulus?

Ciemne oczy dziecka w kołysce.

Regulus, który umarł jak James, który nie umarł, bo jest przecież Sara. Musi być Sara.

Sara Potter, Sara. Katastrofa. Córeczka tatusia.

Ja ci mówię Syriusz, mężczyźni nie powinni się zajmować córkami. I tak nie dojdą o co im chodzi.

Sara ma fiołki na ścianach pokoju i ciemnozielone zasłony, a najbardziej lubiła (lubi? Czas teraźniejszy to niezbadana tajemnica), jak Remus zabierał ją do parku i opowiadał jej dziwaczne historie. Sara, sarenka, katastrofa. Sara, która łamała Jamesowi serce, uśmiechając się do Remusa i łamała też serce Remusowi, bo ojciec chrzestny to nie to samo co tata.

Sara, Sara, Sara. Ruda Sara. Ciemnooka Sara, którą James uwielbia ponad niebiosa. James, który nie żyje, bo...?

Głos wybija go ze snu, na chwilę wynurza się na powierzchnie świadomości.

- Z jego ostatniego listu wynika, że ten twój chrześniak to wcielenie złośliwości i przebiegły złoczyńca, który w czasie wolnym morduje szczenięta. Za to Lily mówi, że Harry uważa, że coś jest z Draconem nie tak. Podobno napisał też coś o tym, że nie wie w ogóle o co chodzi, co tylko udowadnia, że jest synem swojego ojca, a głupota jest dziedziczna. A ty się łaskawie obudź, bo zaczynam gadać sama do siebie, więc...

Draco?

Słowo odbija się echem od nieobecnych ścian i powraca niezmienione. Słowo?

Imię. Na pewno imię.

Draco...

Draco?

Draco Malfoy.

Mały smok Morgianny.

Blond czupryna i duże szare oczy i wystarcza, żeby Lily się poddała i otworzyła dom i ramiona. Na chwilę, mówi. Na trochę.

Morgianna mówi za to, że nie miała do kogo pójść i że Lily musi jej pomóc, bo ona nie potrafi, a Lily ma wprawę. Rude loki ożywają, a Lily potrząsa głową i mówi „nie”, a wszyscy wiedzą, że tak właśnie trzeba. Za oknem nie pada już śnieg i niedługo, za chwilę będzie wiosna, pełna irysów i gladioli.

Syriusz jest pewien, że nie ma pojęcia jak wygląda gladiola.

Morgiannie udało się zapędzić go już parę razy do pracy w ogrodzie, ale nadal nikt nie jest na tyle naiwny, żeby zrzucić na niego pielenie, bo to zawsze kończy się kwietnym pogromem.

Syriusz jest pewien, że od przynajmniej dwunastu lat nie widział żadnego ogrodu.

Morgianna przy łóżku, z rękoma zaciśniętymi konwulsyjnie i przestraszonymi oczami, zupełnie tak przestraszonymi, jak te Jamesa, kiedy Lily pierwszy raz zaszła w ciążę.

Dzieko, rozumiesz, dziecko...

Morgianna ma włosy ścięte tuż za ucho i to też jest nie takie, nie ten szczegół, bo Syriusz nigdy nie widział Morg z krótkimi włosami.

Morg, Morg. Tak mówi Rebeka, Lily i Remus, nikt inny. Dwie dziewczyny i Remus, któremu wolno, bo jest kuzynem, chociaż Syriusz i Morgianna mają więcej wspólnej krwi, ale to się nie liczy.

Morgianna Malfoy. Malfoy, Malfoy. Jest coś nie tak z tym nazwiskiem i jest to coś gorszego niż parę mglistych wspomnień. Lucjusz Malfoy ma w ręku wszystkie asy, a Rebeka nie żyje, bo zemsta wymaga poświęceń. Ale poświęceń nie będzie, a Lucjusz Malfoy będzie żył długo i nikt go nie powstrzyma. Syriusz pamięta doskonale, że Lucjusz Malfoy nie żyje od czterech lat, zabity przez Azkaban i Syriusz ma tę satysfakcję, że on potrafił wytrzymać dłużej.

To zdanie nie ma sensu.

A może?

Gladiole w Gnieździe są takie żółtobrązowe, a Remus twierdzi, że jest na ten kolor jakaś nazwa, ale Remus zawsze był jakiś taki dziwny.

Morgianna ścina włosy na dzień przed ślubem. To ma coś wspólnego z chichotem Rebeki i zapachem alkoholu. Remus uśmiecha się do niej jakby był jej wdzięczny, a Morgianna jest prawie miła. Syriusz wraca z przyjęcia kawalerskiego i nie może zasnąć przez całą noc.

Morgianna Malfoy. Morgianna Lupin.

Lucjusz jest w Azkabanie, Narcyza, głupia Narcyza zginęła przez przypadek, a Draco jest sam i Morgianna ma oczy pełne strachu, a Remus głodu, bo niczego tak w życiu nie pragnął jak rodziny. James mówi, że to ma sens. Rebeka marszczy brwi, a gdy już mieszkają razem, czasami wydaje mu się, że słyszy jak ona w nocy szlocha. Jedno z drugim nie ma nic wspólnego, a słońce jest za daleko i Syriusz nie może go dosięgnąć.

Ta myśl sprawia, że ogarnia go głęboki smutek. Z jego celi nigdy nie widać nieba, a Syriusz nie umie przetrwać tygodnia bez solidnej dawki promieni słonecznych, przyzwyczajenie, którego nabrał podczas pobytu w Egipcie.

Jest cela i jest Egipt i nie mogą być razem. Logika jest okrutna, a dwa plus dwa nie równa się niczemu.

Ślub jest piękny i pełen kwiatów, mariaż uczucia z rozsądkiem, a Syriusz pije za dużo i nie wie dlaczego. Rebeka dotrzymuje mu kroku.

Rebeka, której twarzy nie może sobie przypomnieć, bo było tak dawno, a Rebeki nie ma i utonęła.

Czasem Syriuszowi wydaje się, że wszyscy są martwi.

- Nie mówiliście, że to wygląda tak źle...

- Nie przesadzaj.

- Nie przesadzam, on naprawdę wygląda źle.

- Szczerze mówiąc, już mu lepiej. Gdy Rebeka nas wezwała, był bardziej biały niż prześcieradło, na którym go położono. Przez chwilę myślałem, że...

- Już po nim?

- Owszem.

- W sumie najważniejsze, że wszystko w sumie w porządku. Ale musisz przyznać, że trochę to potrwa nim wszyscy się przyzwyczają. On wygląda jakby się postarzał o dziesięć lat. Bardzo ciężkich lat.

Dziesięć. Nie, dwanaście. Syriusz jest pewien, że dwanaście. Jeden, dwa, trzy, cztery, pięć...

Co tak liczysz?

Dwanaście, odpowiedź jest jasna, ale pytanie umknęło już gdzieś za horyzont. Dwanaście, myśli Syriusz. Jeden, dwa, trzy, cztery, pięć, sześć, siedem, osiem, dziewięć, dziesięć, jedenaście...

Dwanaście, odpowiedź to „dwanaście”. Peter nie ma racji, a Syriusz jest zadowolony, bo Peter nie zasługuje na to, żeby mieć rację, ani na żadne zwycięstwo, chociaż Peter i tak już wygrał dawno temu.

Co wygrał?

Kto?

James wygrał raz konkurs picia piwa na czas i był zachwycony, do następnego dnia, kiedy to obudził się z ogromnym bólem głowy i usłyszał od Lily, że skoro chce się upijać mugolskim alkoholem, to może cierpieć jak Mugol i zrobiła się z tego wielka awantura. Coś idiotycznego i małżeńskiego i Lily chyba powiedziała, że żałuje, że w ogóle za niego wyszła i że była młoda i głupia, ale teraz wie lepiej. James odparł w podobnym klimacie i prawdopodobnie nazwał ją harpią i sekutnicą i czymś jeszcze, a na końcu pojawił się na Grimmauld Place i objął we władanie kanapę. I było zabawnie przez tydzień, a potem Syriusz nie mógł już dalej słuchać jak to James nie może znieść Lily i zaczął się zastanawiać o co tak naprawdę chodzi.

W końcu musieli ich oboje zamknąć razem w pokoju bez okien i liczyć na to, że to im wystarczy do przemyślenia tej ich kłótni, bo cała sprawa była przecież niedorzeczna. I na szczęście się udało, chociaż Syriusz w sumie nigdy nie zrozumiał o co chodziło i całe zdarzenie wylądowało na półce oznaczonej napisem „niewyjaśnione” razem z tajemnicą ginących skarpetek i kilkoma innymi ambitnymi pytaniami o sens istnienia.

Syriusz nie zagląda tam zbyt często.

W domu na Grimmauld Place jest wiele półek, szaf i pokoi, do których Syriusz nie zagląda, bo ukryta jest w nich ciemność. Co jakiś czas Rebeka zakasuje rękawy i wkracza do akcji, a czasem prosi nawet o wsparcie i Syriusz słucha wtedy jak Lily, Morgianna, Rebeka i czasami też Alice albo Dorcas dyskutują namiętnie o jakiś rodzajach tkanin, farb i wzorów i podaje im herbatę i ciastka. Syriusz jest wdzięczny z jednej strony, a z drugiej nienawidzi Rebeki za wtrącanie się, bo chociaż Syriusz nie cierpi tego domu, to każdy mroczny zakamarek jest pamiątką po tych wszystkich, których zaczął nienawidzić nim nauczono go, jak przestać ich kochać. Syriusz wie, że Rebeka rozumie o wiele za dużo i czasami wymieniają ponad głowami gości pełne zrozumienia spojrzenia.

Syriusz wie, że większość ich znajomych nadal czeka na dzień, w którym on i Rebeka zostaną parą. Jest pewien, że ten dzień nigdy nie nadejdzie. Nie wie skąd bierze się ta pewność, ale wie, że Rebeka rozumie to za ich dwoje i to mu wystarcza. Gdy Remus delikatnie próbuje wydobyć z niego odpowiedź, Syriusz mówi mu - Nie jestem tobą – i jest mu przykro, bo choć nie zamierzał nikogo ranić, najwyraźniej ukrył gdzieś w tym zdaniu ostrze, bo Remus zwija się w sobie i zmienia temat. Gdy James pyta go wprost o co chodzi, Syriusz mówi, że nie wie i żeby dał spokój. Gdy Peter mało subtelnie zwraca uwagę na to, że oni i tak razem mieszkają, Syriusz go ignoruje.

Gdy w końcu wszyscy dają mu spokój, Syriusz ląduje w środku nocy w kuchni i razem z Rebeką piją jakieś wino. Rebeka mówi mu, że oboje są głupcami, a Syriusz nadal nie może przypomnieć sobie jej twarzy, bo nie widział jej od tak dawna i całkiem o niej już zapomniał. O dziewczynie, która zginęła.

Za dużo wody. Zbyt wiele.

- Jeśli on jeszcze kiedyś zbliży się do Zasłony, to go ukatrupię. I ciebie też.

- O tak, bo to jest oczywiście wszystko moja wina.

- No, moja na pewno nie.

- Lily, ty weź zrób coś z tym swoim mężem, zanim...

- Mnie w to nie wciągaj.

- A więc to tak. Rozumiem.

- Co niby rozumiesz? Tylko nie zaczynaj odgrywać niewinnie pokrzywdzonej.

- Nikogo nie odgrywam, a Syriusz, może przypomnę, bo wam się chyba coś pomieszało, ma lat trzydzieści sześć, a nie osiem i jest w stanie podejmować samodzielne decyzje.

- Tylko, że wszyscy wiemy, że samodzielne u Syriusza nie do końca oznacza rozsądne.

To jest genialny plan, naprawdę.

Rebeka jest zbyt mądra, mówi Morgianna, zawsze była i przez to ma wiecznie problemy, bo ludzi nie lubią takich jak ona, a Rebeka nie umie się kłaniać i jest gorsza nawet niż Severus. James kończy dyskusję, bo nie chce słyszeć ani słowa o Snapie.

Ty i ja i przygoda? Co masz do stracenia?

Co on robi po Hogwarcie? Co on robi?

Syriusz Black?

Auror?

Syriusz Black, auror.

Tak przez chwilę, bo jest Voldemort i jest wojna, a Jamesowi wydaje się to oczywiste, więc Syriusz po prostu idzie za nim, ale dalej jest ciemno i pusto.

Zimne podłogi i ściany, nie widać nieba, ale jest krzyk i Syriusz niedługo umrze, albo gorzej, bo nie można tak żyć bez końca, a Dementorzy są coraz bliżej i są coraz cichsi. Jeśli Syriusz kiedyś się stąd wydostanie, obiecuje to sobie w głębi duszy, już zawsze będzie spał pod otwartym niebem, albo chociaż w pokoju wielkości stodoły i będzie puszczał w kółko muzykę, bez przerwy, w dzień i w nocy.

Syriusz nigdy nie trafił do więzienia, ale i tak uzależnia się od dźwięków.

No i jak Black?

Syriusz jest trochę zbyt pijany i wydaje mu się, że będzie wspaniale, ale naprawdę nie jest źle, bo robi coś pożytecznego i może dyskutować o tym do rana, a Rebeka jest wredna i złośliwa, ale ma miękkie serce i czasem piecze mu ciasteczka kokosowe. Syriusz myśli czasami, że może wszystkie decyzje powinien podejmować po pijaku, bo wtedy najlepiej mu wychodzi.

Syriusz Black, auror.

Syriusz Black, więzień.

Syriusz Black, morderca?

Syriusz przymierza wyrazy do własnej twarzy.

Syriusz Black, królik doświadczalny.

James mówi, że Syriusz zgłupiał na dobre, a Remus daje mu w prezencie łaciatego królika i Syriusz prawie się obraża. Peter mówi, że mógłby robić to samo pracując w ministerstwie, a nie na własną rękę i przynajmniej byłyby z tego większe pieniądze.

Syriusz mówi mu, że ma gdzieś pieniądze.

Jego niechęć do ministerstwa jest zupełnie niezrozumiała i nie daje się wytłumaczyć.

Syriusz lubi zapach ryzyka i czuje się trochę jak kiedyś, gdy był jeszcze w Hogwarcie i w czwórkę prowadzili z Ślizgonami wojnę podjazdową. Tak naprawdę to Syriusz wolałby być młodszy.

Gdy był jeszcze młody, świat był zabawniejszy.

- Co ty masz zamiar ze sobą w życiu robić?

- Ja to bym głównie chciał być i wyglądać pięknie.

- No to taki zawód to znam. To się chyba potocznie męska prostytutka nazywa.

- Nie no, to się nie nadaje, za duże wymagania fizyczne, mnie się nie chce tyle ruszać.

- No wiesz, niekoniecznie... To głownie na leżeniu polega, z tego co wiem.

- Bo ty się oczywiście na tym doskonale znasz.

- Ty, ta butelka to pusta jest?

- No jakby.

- To weś podaj drugą, jeśli mamy tak dalej o tym co i jak robią męskie prostytutki... My w ogóle to mieliśmy Syriusza pilnować, a nie...

- Potter, czy ty naprawdę nawet pijany nie możesz być jakiś taki bardziej nieodpowiedzialny?

- Nie jestem pijany.

- Jesteś.

- Nie.

- Tak.

- Nie.

- A co my w ogóle pijemy?

- Szampana bezalkoholowego.

- Potter?

- Malfoy?

- Nienawidzę cię.

Syriusz wiedział od początku, że Harry skończy w Slytherinie. Nabrał tej pewności mniej więcej w tym samym momencie, kiedy Remus zwrócił mu uwagę, że Harry manipuluje całym magicznym przedszkolem. Od kucharki, przez opiekunki, na własnej przedszkolnej grupie kończąc. Na początku nie uwierzył, ale gdy przyjrzał się temu bliżej, zauważył, że Harry nie dość, że żywi się samymi deserami, robi tylko to, na co ma ochotę i najwyraźniej ignoruje drzemki jako takie, ale także ustawia to wszystko tak, że opiekujący się nim dorośli święcie wierzą, że sami podjęli te decyzje. Sprawa nie trafia do Jamesa i Lily i kończy się tylko na poważnej dyskusji między Syriuszem, a młodym winowajcą. Najwyraźniej Harry nie miał nic złego na myśli i chciał tylko uniknąć paru niedogodności. No i jest jeszcze ten fakt, że Harry jadał wyłącznie desery dlatego, że oddawał swoje obiady niedożywionej dziewczynce z domu obok, z którą jakimś cudem się zaprzyjaźnił.

Harry dostał od Remusa upomnienie, a Rebeka zajęła się nasyłaniem na rodziców tej dziewczynki opieki społecznej. Remus zawsze mówił, że Rebekę powinno się opatentować jako broń zaczepną. Oczywiście mówił to, gdy Rebeki w pobliżu nie było.

To nawet zabawne, jak Remus usiłuje za wszelką cenę jej nie drażnić. A może i zrozumiałe? Syriusz też chyba bałby się dziewczyny, która nie żyje?

Nie żyje?

Syriusz myśli, że chyba traci rozum.

Skąd ten pomysł?

Przecież pamiętałby gdyby Rebeka...

Woda, wszędzie woda.

Gdy idą kupować od Snape’a składniki eliksirów, Rebeka wdaje się w długie, cięte dyskusje i Syriusz patrzy jak Snape usiłuje zabić ją wzrokiem. Lily uważa, że to urocze, a Rebeka wygrzebuje skądś teorię na temat zasłony i koniecznie chce ją sprawdzić. Syriusz się zgadza, bo czemu nie, a poza tym...

Woda, woda...

Woda i ...

Myśl ucieka i skrywa się we mgle.

- Pamiętaj, że masz jutro zabrać Sarę na zakupy. Wyrosła już każdej możliwej kurtki.

- Zajrzymy na ulicę Pokątną jak będę jutro odbierał Dave’a z dworca.

- Nie możesz tego zrobić jutro, bo Dave przyjeżdża o 18, a sklepy zaczynają zamykać godzinę wcześniej. No i miałeś wstąpić do banku, bo nie mamy z czego żyć.

- A co ty robisz w tym czasie?

- Ja przytakuję ci, kiedy mówisz, że nie potrzeba nam mugolskiego konta bankowego, karty kredytowej ani samochodu, a centra handlowe to wynalazek szatana.

James Potter. James szczęściarz.

Przykazanie pierwsze, nie zazdrościć. Nie zazdrościć Jamesowi normalnych rodziców, domu i tego wszystkiego, czym James zawsze się z nim dzielił. Nie zazdrościć nazwiska, które wszyscy podziwiają i którym nikt się nie brzydzi.

To jest o wiele łatwiejsze, gdy Syriusz też jest młody i popularny i gdy dziewczyny w Hogwarcie ustawiają się do niego w kolejce, a nauczyciele go chwalą. Jest trudniej gdy Syriusz ma trzydzieści sześć lat i jest sam, a James ma żonę, którą uwielbia i nieustanne kłopoty w postaci trójki dzieci.

Chociaż może nie ma czego zazdrościć, bo James twierdzi, że pewnego dnia zejdzie na serce i tak to się skończy. I trzeba przyznać, że on i Harry bardziej się mijają niż rozumieją, a fascynacja Sary Remusem nadal trwa. Tylko David jest lojalny i świata poza ojcem nie widzi.

A może to nie ma znaczenia, bo na koniec to oni wszyscy są rodziną, a Syriusz tylko kimś, kto ich odwiedza. Gdy wraca czasami do ciemnego domu, zazdrość przestaje być obcym słowem. Powinien czuć się z tym gorzej. Nie wypada zazdrościć życia, komuś kto już umarł.

Umarł?

Coś musiało mu się pomylić.

A dom nie jest pusty, bo Rebeka mieszka na piętrze i jej książki walają się po całym domu.

Chyba, myśli Syriusz, chyba właśnie się budzę.

Ma rację.



Return to Top