Help
Home Just In Communities Forums Beta Readers Dictionary Search
: B s . A A A    : full 3/4 1/2   : E E   : Light Dark TV Shows » Cold Case » Police Rapist

ruda
Author of 5 Stories

Rated: K+ - Polish - Angst/Drama - Reviews: 3 - Published: 08-20-06 - Complete - id:3114768

„POLICE RAPIST”

PG-13

Lilian Rush kończyła właśnie swoją pracę papierkową. Spisywała ostatnie słowa raportu ze śledztwa w sprawach gwałtów i morderstw dokonanych ostatnio w centrum miasta przez nieznanego sprawcę.

„Wszystkie kobiety miały nie więcej niż 40 lat, policjantki lub pracownice urzędów, wszystkie były blondynkami. Niektóre ofiary przeżyły spotkanie z gwałcicielem, ale nie wiedzą jak wyglądał. Opisuje go jako średniego wzrostu mężczyznę w kominiarce. Sprawca używał prezerwatywy, gdyż nie znaleziono na żadnym z ciał DNA, włosów i spermy. Zdaniem psychologa sprawcą jest biały mężczyzna w średnim wieku (30 – 50 lat) z problemami natury psychicznej. Prawdopodobnie porzucony przez żonę, mający problemy z kobietami.

Motywy sprawcy zostały określone jako zaburzania psychiczne wywołane stanem chorobowym. Być może nasz sprawca miał dosyć bycia upokarzanym przez kobiety.”

Jej palce zatrzymały się nad klawiaturą. Nie wiedziała co ma jeszcze napisać. Była zmęczona.

Spojrzała na zegarek i zdziwiła się nieco iż dochodziła już 6 rano. Często zdarzało jej się przepracować całą noc, ale nigdy nie pisała w nocy raportu. Zazwyczaj wertowała w archiwum.

Wstała i poszła do świetliczki, gdzie położyła się na sofce i nastawiła budzik na 7:30. Postanowiła przespać się chociaż te półtorej godziny, bo czuła, że kawa jej nie pomoże.

Punktualnie o 7:30 zbudził ją sygnał budzika. Zdziwiła się czując, że jest przykryta. Zdjęła koc, wstała, nalała sobie kawy, ziewnęła kilka razy i spostrzegła, że przy jej biurku ktoś siedzi, mężczyzna. Skądś znała jego posturę i żałowała iż ma biurko ustawione tyłem do świetliczki. Wzięła kubek z kawą i podeszła do mężczyzny.

- Witaj Lilly- uśmiechnął się do niej jej stary przyjaciel.

- Chris... Cześć- odwzajemniała uśmiech i uściskała byłego partnera.

Tak, to był Chris Lassing, ten z którym pracowała zanim pojawił się Scotty.

- Wyglądasz...- zaczął były detektyw, ale Rush mu przerwała.

- Wiem, jak miotła- uśmiechnęła się szeroko i usiadła- Spałam tylko półtorej godziny i to w świetliczce, na sofce. Wiesz jakie tu są warunki.

- To coś ty robiła tyle czasu?

- Pisałam raport. Długo czekasz?- Lil pociągnęła łyk kawy.

- Dopiero przyszedłem, ale widziałem jak śpisz.

- A więc to ty mnie przykryłeś... I nie powiedziałeś mi? Nie obudziłeś? Ja cię kiedyś zamorduję, wiesz?- zaśmiała się, a Chris postawił przed nią papierową torebkę z McDonald’a.

- Zamówiłem ci duże frytki i dużą expresso z mlekiem i cukrem- wyszczerzył zęby.

Lil podziękowała i zabrała się za ‘pożywne’ śniadanie, a chwilę potem w biurze pojawił się Valens.

- Hej Lil!- rzucił na przywitanie i zamarł stojąc przy niej.

Jego wzrok skupił się na Chris’ie.

- To twój narzeczony?- uśmiechnął się- Czyżbym o czymś nie wiedział?

- Scotty... To jest twój poprzednik, Chris Lassing... Chris, to jest mój nowy partner, Scotty Valens- przedstawiła ich sobie Rush poczym wróciła do zajadania frytek.

- Miło mi cię poznać- rzekł Scotty podając mężczyźnie rękę.

- Mnie również- uśmiechnął się Lassing odwzajemniając gest.

- Zostawię was. Zapewne macie sobie wiele do opowiedzenia...- uśmiechnął się Scotty i stuknął Lilly w ramię- Powinnaś się przespać, wiesz? Wyglądasz jak monstrum.

- Dzięki Scotty- uśmiechnęła się Rush- I tak zaraz wychodzę. Spędziłam tu całą noc.

- Zadzwoń do mnie, Lil. Jak tylko wrócisz do domu. Może będę miał jakieś informacje- odwrócił się i kręcąc głową poszedł ku toalecie.

- Wrócę po południu!- krzyknęła za nim.

Lilly z uśmiechem skończyła jeść, ubrała płaszcz i wraz z przyjacielem wyszli na spacer do parku.

- Jak ci się powodzi?- zapytała.

- Nie bardzo. Żona ode mnie odeszła- poinformował ją- Straciłem pracę. Byłem w szpitalu na dość długim leczeniu. Tęsknię za policją.

- To zrozumiałe Chris.

Chadzali rozmawiając o dawnych czasach wspominając różne zabawne wydarzenia z lat, gdy pracowali jeszcze razem. W końcu odprowadził ją do domu. Lil zaprosiła go na herbatę. Nie odmówił. Wszedł za nią do jej apartamentu i usadowił się na kanapie w salonie, gdy Lil dzwoniła do Valens’a.

- Herbata- powiedziała Lil niosąc dwa parujące kubki- Powiedz mi coś Chris. Co cię sprowadza do naszego biura?

Lassing wziął od niej kubek i położył go na blacie stoliczka. Usiadła obok niego.

- Stęskniłem się za wami i pracą- odpowiedział patrząc jej prosto w oczy- A najbardziej za tobą, Lilly.

Rush spłonęła rumieńcem i zrobiła łyk herbaty. Chris zawsze był szczery i miły, ale coś jej tym razem nie pasowało w jego zachowaniu. Nawet kociaki nie przybiegły by się z nim przywitać, a on nie zwracał na nie uwagi.

- Wiesz... Położę się spać na trochę... Jestem wyczerpana- powiedziała Lilly przyłapując kolegę na tym iż skupia swój wzrok tam, gdzie nie powinien.

Spojrzała na zegarek. Minęło 5 godzin odkąd opuściła posterunek. Lassing podziękował za herbatę i wyszedł.

- Chodź tu!- krzyknął mężczyzna powalając Lil na ziemię.

Była półnaga. Miła rozciętą wargę, posiniaczoną twarz, obite żebra, knebel z szalika w ustach i skute kajdankami ręce z tyłu. Napastnik przyciągnął ją do siebie używając całej swojej siły.

- Zabawimy się- uśmiechnął się zdzierając z niej resztki bielizny.

Przygwoździł ją swoim ciałem na podłodze w kuchni. Rush modliła się w duchu, by przyjechał do niej Scotty, by wszedł teraz do jej mieszkania i zabrał od niej tego mężczyznę.

Próbowała krzyczeć, ale knebel skutecznie jej to uniemożliwiał. Zamknęła oczy czując go w sobie. Płakała i próbowała się wyrwać, ale nie mogła. Czuła ból, ogromny ból. Nie chciała tego przeżyć, pragnęła, by ją zabił. Tu i teraz zakończył jej cierpienie. Zrozumiała iż znalazła seryjniaka, którego szukali od dłuższego czasu. Nie wiedziała kto to, bo miał kominiarkę.

- Otwieraj oczy zdziro!- krzyknął nagle i pociągnął ją za włosy- I jęcz. Chcę widzieć twoją rozkosz.

Lil jęknęła, ale z bólu i poczuła uderzenie w twarz. Potem kolejne i kolejne. W końcu uderzył ją pod żebra. Z bólu otworzyła na moment oczy, następnie znów je zamknęła i płakała otwarcie.

Dochodził już wieczór i Scotty zaczął się niepokoić i swoją partnerkę. Dzwonił do niej kilka razy, ale linia była zajęta. W końcu wstał i poszedł do Stillman’a.

- Szefie, jadę do Lil. Miała wrócić po południu, ale jej nie ma- powiedział stając w drzwiach.

Porucznik kiwnął głową znad papierkowej roboty.

- Pojadę z tobą, co?- zagadnęła Josie wstając od biurka.

- Nie, ty poszukaj czegoś na temat Chris’a Lassing’a. Ten facet śmierdzi- rzucił i wybiegł z biura.

Wsiadł do samochodu i pojechał skrótem do domu Lil, w którym było ciemno. Spojrzał na zegarek. Dochodziła dwudziesta, a o tej porze Lilly jeszcze nie śpi.

Wybiegł z samochodu i zaczął się dobijać do niebieskich drzwi partnerki. Nie otwierała. Złapał za klamkę i spostrzegł, że drzwi są otwarte. Wyjął broń i wszedł do jej domu. Przeszedł przez hol i zamachnął się by sprawdzić kuchnię. Na podłodze dojrzał niewielką ciemną plamę. Zrozumiał, że to była krew. Sprawdził salon i nic nie znalazł. Usłyszał jakieś stuknięcie na górze i tam skierował swe kroki. Poruszał się bezszelestnie, a jego serce miało ochotę wyskoczyć mu z klatki piersiowej. Sprawdził jej sypialnię. Nic. Zszedł z powrotem na dół i dojrzał, że na podłodze w kuchni nie ma już krwi. Nie był w tym domu sam. Poczuł chłód. Zerknął na drzwi wejściowe. Były uchylone. Podbiegł do nich, ale nikogo nie zobaczył. Odwrócił się i dojrzał drzwi do łazienki, z pod których sączyło się światło. Otworzył je po woli i zamarł. Wyciągnął telefon i zadzwonił po karetkę.

- Lilly... Lilly...- szepnął podchodząc do leżącej w wannie, nagiej i nie przytomniej Rush.

Wyciągnął ją z wody. Miała skute ręce. Zdjął jej kajdanki i owinął ją ręcznikiem, który nie osłaniał jej zbyt mocno. Zdjął więc swój płaszcz i owinął ją w niego. Sprawdził jej tętno i oddech. Żyła.

Pocałował ją w czoło. Zrozumiał co jej się stało. Dostrzegł na jej twarzy sińce, rozciętą wargę i guza w okolicach skroni. Jej nadgarstki były poprzecinane od kajdanek. Nogi na wysokości bioder miała poobcierane i poobijane.

- Lilly... Ocknij się, proszę- mówił gładząc jej policzek.

Nagle Rush oprzytomniała, odsunęła się i krzyknęła zasłaniając się rękoma i kuląc w ‘kłębek’. Była wystraszona i roztrzęsiona. Valens dotknął jej pleców. Poczuł jak się napina.

- Lilly, to ja... Scotty. Jesteś już bezpieczna... Jestem tu...- mówił do niej gładząc jej plecy.

Spojrzała na niego, a z jej oczu momentalnie poleciały łzy. Nic nie powiedziała, tylko zasłoniła twarz dłońmi i zaczęła płakać. Scotty nie bacząc na nic przytulił ją do siebie.

Chwilę później przyjechała karetka. Lil nie chciała puścić Scotty’ego, więc wsiadł do karetki i pojechał z nią do szpitala. W jej oczach widział ból, gdy okrywali ją skuloną w jego płaszczu kocem. Nic nie mówiła. Trzymała rękę Valens’a i patrzyła w martwy punkt. Po środkach uspokajających rozluźniła się na tyle by usnąć. Po przybyciu do szpitala zajęli się nią lekarze pozostawiając Scotty’ego na korytarzu przed salą, w której ją umieścili. Skorzystał on z okazji i zadzwonił do porucznika.

- Szefie...- zaczął roztrzęsionym i podenerwowanym głosem- Jestem z Lil w szpitalu.

- CO! Scotty, co się stało?- krzyknął Stillman do słuchawki- Zaraz tam przyjadę!

- Pogadamy na miejscu- rzekł Valens i rozłączył się.

Kwadrans później w szpitalu pojawił się porucznik z Sutton.

- Mów- powiedział Stillman.

- Znalazłem ją w wannie. Była naga, poobijana, skrępowana... Uważam, że została zgwałcona, ale tego dowiemy się dopiero po badaniu- powiedział Scotty chowając twarz w dłonie- Uważam też, że sprawcą mógł być Lassing. Był dziś w biurze i razem wyszli.

- Boże...- szepnęła Jossie siadając obok niego.

Stillman również usiadł. Czekali tak kolejny kwadrans. W końcu z sali wyszła lekarka.

- Który z panów to Scotty?- zapytała.

Valens wstał, a lekarka powiedziała mu, że Lil pytała o niego. Następnie wyjaśniła iż policjantka została brutalnie zgwałcona.

- Sprawca użył prezerwatywy i ciężko ją pobił. Ma stłuczone żebra, guza na głowie, ale nieszkodliwego, masę zadrapań... Ten kto to zrobił... Umył ją po akcie. Zrobiłam zdjęcia, które wyślę prosto na posterunek- powiedziała.

- A co z jej psychiką?- zapytał Scotty patrząc na drzwi do sali, w której leżała Lil.

- Pff...- westchnęła- Jest w szoku. Cała się trzęsie. Dziś zostanie na obserwacji, ale jutro... Wyjdzie do domu. Czy to stało się tam?- zapytała, a Valens kiwnął głową- Będzie potrzebować pomocy, wsparcia. Jeśli ma rodzinę, to zaleciłabym, by zamieszkała z nią na jakiś czas- spojrzała na zegarek- Wybaczcie. Muszę już iść. Mam pacjentów.

- Czy... Mogę tam wejść?- zapytał Scotty.

- Tak, ale państwo muszą zostać tu. Ona nie będzie w stanie znieść tylu osób na raz- powiedziawszy to oddaliła się.

Valens po ciuchu wszedł do salki. Lil leżała skulona na łóżku z twarzą zwróconą w stronę okna tak, by nikt jej nie zobaczył.

- Scotty- usłyszał za sobą porucznika- Pojedziemy do domu. Wpadniemy tu jutro, ok.?

- Ok.

Valens wszedł do salki i zamknął drzwi. Podszedł do łóżka, usiadł na krześle obok. Rush miała zamknięte oczy, pomyślał, że śpi, ale nie. Otworzyła je, gdy tylko poczuła jego ciepłą dłoń na swojej.

- Jak się czujesz?- zapytał cicho.

- Dobrze- odparła prawie szeptem- Dali mi coś na ból.

- Wiem- powiedział mierzwiąc jej włosy- Wiem.

- Scotty... Czy będę musiała zeznawać?- zapytała, a do oczu napłynęły jej łzy.

Valens zbliżył się do niej.

- Nie wiem Lil. Na pewno będziesz musiała opowiedzieć co się stało- rzekł cicho i zobaczył przerażenie w jej czysto niebieskich oczach- Ale nie teraz, nie dziś, nie jutro Lilly. Umówmy się tak, że jak poczujesz się na siłach, to porozmawiamy, ok.?

Przytaknęła i zapytała kiedy będzie mogła opuścić szpital.

- Prawdopodobnie jutro cię wypuszczą.

- Zostaniesz?

Valens uśmiechną się i kiwnął głową.

- Jasne, że tak.

- A... Ja... Do domu...

- Nie obawiaj się. Jeśli chcesz, to możesz zamieszkać u mnie- powiedział i widząc iż policjantka chce coś powiedzieć, ale nie może wydobyć z siebie słowa, dodał- Nie protestuj. Wiem, że nie masz się gdzie podziać. Poza tym... Potrzebujesz pomocy.

Rush kiwnęła głową. Scotty poprosił by zamknęła oczy i spróbowała zasnąć. Posłuchała go. Środki przeciwbólowe i uspokajające działały dość silnie i czuła się zmęczona, toteż usnęła kilka minut później trzymając Scotty’ego za rękę.

Valens patrzył na nią zanurzoną we śnie. Sińce na jej twarzy zdążyły już zrobić się fioletowe. Co jakiś czas mamrotała coś sobie pod nosem, ale nie mógł zrozumieć co. Trzymał jej drobną, chłodną dłoń w swojej i co jakiś czas mierzwił jej włosy. Nad ranem, jeszcze przed świtem, zbudził ją koszmar.

- Nie! Proszę! Błagam, zostaw mnie! Nie...- płakała rzucając się na łóżku przez sen.

Scotty szybko usiadł obok niej na łóżku i zaczął ją uspokajać.

- Lil, Lilly... To tylko zły sen. Lilly, obudź się proszę, to tylko sen. Jego już nie ma, słyszysz? Nie ma go tu- mówił do niej.

W końcu otworzyła oczy i z przerażeniem spojrzała na partnera.

- Nie bój się Lil, ja ci nic nie zrobię, przecież wiesz...- szepnął odgarniając jej włosy z czoła.

- Scotty?- zapytała.

- Tak, Lil, to ja. Nie on. Nie bój się, nie pozwolę cię skrzywdzić- powiedział spokojnie.

Podniosła się do pozycji siedzącej i przytuliła do niego.

- Ja go ciągle czuję, Scotty... Jego dotyk, oddech... Czuję go... We mnie- wyjąkała i skrzywiła się.

Valens położył ją delikatnie z powrotem.

- Boli?- zapytał kładąc rękę na jej brzuchu.

Kiwnęła głową.

- Tak, ale nie tu...- szepnęła.

Spojrzał niżej. Wiedział co ją bolało i niechciał nawet myśleć jak bardzo musiało jej to doskwierać.

„Zapewne przez kilka dni będzie mieć kłopoty z siadaniem” pomyślał naciskając guzik, by zawołać pielęgniarkę.

Po chwili Lil dostała zastrzyk przeciwbólowy.

- Za godzinę przyjdzie doktor Tavita, która badała panią wczoraj i zdecyduje, czy może pani wyjść- powiedziała pielęgniarka zanim opuściła salę.

- Dziękujemy- odpowiedział jej Scotty i spojrzał na Lil.

Znów leżała na boku. Patrzyła się na niego martwym wzrokiem. W jej oczach dostrzegł pustkę, bezsilność, strach. Nigdy nie widział swojej partnerki w takim stanie. Pragnął zabrać od niej cały ból.

- Będzie dobrze- powiedział wstając- Przyniosę ci coś do jedzenia, co?

- Nie- zaprzeczyła szybko unosząc lekko głowę i łapiąc go za rękę- Nie jestem głodna. Proszę cię... Nie zostawiaj mnie tu samej, bo zwariuje...

Valens znieruchomiał.

- Dobrze- szepnął- Nigdzie nie wychodzę. Chcesz wody?

Nie czekając na jej odpowiedź sięgnął po dzbanek i nalał jej wody do szklanki. Zrobiła kilka łyków.

Siedzieli dalej w milczeniu i czekali na przyjście lekarza.

Doktor Eva Tavita przyszła punktualnie o 7 rano.

- Jak się czujesz Lilly?- zapytała spokojnie- Czy jest pani w stanie wrócić do domu? Rozmawiała pani z kimś z rodziny, kto mógłby pani pomóc?

- Pojedzie ze mną- odpowiedział za nią Scotty- Lil jest jeszcze rozdrażniona, ale... damy sobie radę.

- Zgadzasz się Lilly?- zapytała lekarka.

Rush kiwnęła głową.

- To mój najlepszy przyjaciel- szepnęła patrząc na rozmówczynię.

- A jak się czujesz? Boli cię coś?- kontynuowała wywiad Tavita.

Valens wstał i poprosił ją na bok.

- Może ja będę mówić. Lil nie jest chyba na siłach na tę rozmowę- rzekł cicho i spojrzał na partnerkę skuloną na łóżku patrzącą w okno- Ma problemy z siadaniem. Boli ją... No wie pani co ją boli.

- To potrwa parę dni. Obrażenia sromu są bardzo bolesne, a to był naprawdę brutalny gwałt. Dawno nie widziałam kobiety z takimi obrażeniami- odpowiedziała lekarka.

- Czy może mi pani przedstawić sytuację?

- Czyli obrażenia, jakie wykryłam podczas badania, tak?- spojrzała Scotty’ego, a ten kiwnął głową- Otarcia sromu do krwi. Będzie odczuwać ból przy oddawaniu moczu. Otarcia wewnętrznej strony bioder i ud; masa zadrapań i siniaków na brzuchu, żebrach, plecach, rękach; odcisk dłoni na jednej piersi, na drugiej zadrapanie. Prawdopodobnie ją za mocno ścisnął. Guz w okolicach lewej skroni, nie groźny. Badanie rezonansem nic nie wykazało. Trochę siniaków na twarzy- mówiła cicho, prawie szeptem, by Lil nic nie słyszała- Rozerwana skóra na nadgarstkach, brak śladów nasienia, włosów. Tylko jakieś włókno, które oddałam do analizy. To nie był jednorazowy gwałt, detektywie Valens. Penetracji dokonano kilka razy. Włosy i jakiekolwiek włókna z ciała detektyw Rush mogła zmyć woda, ale w pochwie coś znalazłam.

- Boże...- szepnął Scotty czując, że zaraz braknie mu powietrza- Pytała ją pani o sprawcę? Pamięta coś?

- Tak, pamięta, że to był mężczyzna. Została uderzona w głowę i zaciągnięta do kuchni, gdzie doszło do gwałtu. Pamięta, że było jej zimno, a mężczyzna zadawał jej ból. Kazał jej udawać orgazm. Później ponownie uderzył ją w głowę i straciła przytomność. Ocknęła się dopiero w pana ramionach.

- Czy... Czy ona długo będzie cierpieć?- zapytał oddychając głęboko.

- Może to potrwać nawet kilka miesięcy. Ból fizyczny minie, ale psychiczny zostanie. Zapewne nawiedzać ją będą koszmary- odpowiedziała Tavita- Jeśli jest pan w stanie poświęcić się dla niej... Może ją pan zabrać, ale jeśli nie jest pan pewien, czy wytrzyma, radziłabym ją odstawić do rodziny. Nie może się pan przy niej załamać, bo to ją pogrąży. Zadzwonię jak dostanę wyniki krwi.

- Wytrzymam- powiedział cicho i podszedł do łóżka Lilly- Zabieram cię stąd, tylko zadzwonię do Stillman’a by podwiózł ci trochę ciuchów, ok.?

Kiwnęła głową i wsunęła swoja drobną dłoń w jego. Lekarka przyglądała się im chwilę poczym wypisała recepty i dała je Valens’owi wraz z instrukcją podawania tych leków.

Dwie godziny później Stillman i Sutton podwieźli do szpitala walizkę z rzeczami Lil.

- Jak się czujesz?- zapytała Jossie siadając na krześle obok łóżka koleżanki.

Lil nie odpowiedziała. Wstała i ruszyła w stronę łazienki. Omal się nie przewróciła, ale w porę złapał ją Scotty, który szedł za nią.

- Przebierzesz się i pojedziemy, tak?- zagadnął zanim zamknął drzwi do łazienki.

- Tak- odpowiedziała cicho.

- Gdyby co, to mnie zawołaj.

- Ok.

Scotty zamknął drzwi i podszedł do łóżka, by je zaścielić.

- Zostaw, ja to zrobię- powiedziała Sutton odsuwając go.

- Widzę, że ona ci ufa- powiedział nagle Stillman- Na mnie nawet nie spojrzała, zignorowała Jossie. Odezwała się tylko do ciebie.

- Jest roztrzęsiona. Bardzo. I bardzo cierpi- powiedział Valens siadając na krześle i chowając twarz w dłoniach- Ja ją znalazłem, ja z nią byłem całą noc, ja ją obudziłem, gdy śnił się jej koszmar.

Opowiedział im i obrażeniach jakich doznała w wyniku gwałtu i pobicia. W jego głosie słychać było ból i złość. Widocznie nie mógł sobie wybaczyć tego, że nie mógł zapobiec gwałtu.

- Wiedzieliśmy, że ten idiota atakuje policjantki lub pracownice urzędów, wszystkie to blondynki... Wiedzieliśmy, a nie pomyśleliśmy o Lilly- rzekł.

- Współczuję- powiedziała Sutton kończąc ścielenie.

- Scotty?- usłyszeli z łazienki cichy głos Lil.

- Tak?

- Możesz mi pomóc?

Scotty wszedł do łazienki po woli i spojrzał na partnerkę. Siedziała spięta na krzesełku przy umywalce.

- Nie mogę założyć bluzki- powiedziała nie patrząc na niego.

Podszedł do niej. Nie widział jej posiniaczonego ciała, gdyż owinęła się ręcznikiem. Widział tylko, że spodnie już założyła.

- Podnieś ręce do góry- powiedział.

Zrobiła jak prosił, a on nałożył jej bluzkę przez ręce i głowę. Sciągnęła spod bluzki ręcznik i chciała się wziąć za nakładanie butów, ale Valens ją uprzedził. Założył i zasznurował jej trampki, a następnie pomógł założyć kurtkę. Chwilę potem oboje wyszli z łazienki.

- Poruczniku, czy może nas pan odwieść do mnie?- zapytał patrząc na Stillman’a.

- Tak, chodźcie- odpowiedział szybko Tom i zagarniając gestem Jossie wyszli z sali.

Scotty pomagał Lil utrzymać równowagę. Miała nogi jak z waty. Szła bardzo powoli, bo każdy ruch, sprawiał jej ból. Stillman i Sutton szli za nimi. Tom niósł walizkę.

- Długo będzie to pamiętać- powiedział szeptem do Jossie.

- Nigdy tego nie zapomni- poprawiła go.

Pół godziny później Scotty wprowadzał partnerkę do swojego mieszkania.

- Chcesz się położyć? Mogę ci pościelić w sypialni- powiedział prowadząc ją do kanapy.

Usiadła i syknęła. Osunęła się do pozycji pół siedzącej i spojrzała na niego.

- Nie. Później.

- To może coś zjesz?- zapytał.

- Sama nie wiem.

- Frytki, chcesz?

Lil kiwnęła głową od niechcenia, a Scotty powędrował do kuchni po telefon. Zamówił frytki i coca colę poczym usiadł obok Lilly.

- Chcę moje kociaki- powiedziała nagle nie patrząc na niego.

- Dobrze. Zadzwonię do Stillman’a.

Pod wieczór Lil postanowiła się pójść wykąpać. Nie obyło się bez bólu. Resztkami sił Rush powstrzymywała się przed ‘skrobaniem’ ciała. Wiedziała, że to nic nie da.

Po kąpieli Scotty pomógł jej się ubrać i wgramolić do łóżka, na które momentalnie wskoczyły jej dwa kociaki. Przed oczyma wciąż miał widok jej nagiego, posiniaczonego ciała. Nie chciał tego widzieć. Nie potrafił pogodzić się z myślą, że to prawda.

- Nie gaś światła, dobrze?- poprosiła go, gdy wychodził z sypialni.

- Zostawię ci nocną lampkę, może być?- zgasił górne oświetlenie- W razie, gdybyś czegoś potrzebowała, to mnie zawołaj.

- Mhm- przytaknęła i ułożyła się na boku w nadziei, że zaśnie.

Valens poszedł do salonu, gdzie rozłożył sobie sofę. Nie spał od ponad 24 godzin i czuł się zmęczony, ale to co zobaczył w łazience, ubierając Lil... Nie potrafił powstrzymać łez. Lekarka mówiła mu o obrażeniach jego partnerki, ale nie wiedział, że to wygląda aż tak strasznie.

Ukrył twarz w poduszce. Niedługo potem zasnął.

Około siódmej rano obudził się czując, że coś jest nie tak. Leżał chwilę nasłuchując. Z sypialni dobiegł go cichy odgłos płaczu. Wstał i najciszej jak tylko potrafił poszedł tam. Otworzył drzwi i zerknął do pokoju. Lil leżała skulona na łóżku z twarzą ukrytą w dłoniach, płakała. Podszedł do łóżka, dotknął jej pleców. Załkała mocniej i zaczęła się trząść.

- Lilly, to ja- powiedział siadając na brzegu łóżka- Nic ci nie zrobię. To ja, Scotty.

Rush nic nie mówiąc przytuliła się do niego tak, by położył się obok niej.

- Już dobrze, jestem tu- szepnął wtulając twarz w jej włosy.

Leżał tak aż się uspokoiła. Uniosła głowę i spojrzała mu w oczy.

- Przepraszam- powiedziała- Głupia jestem.

- Lil...- zaczął biorąc jej twarz w swoje dłonie- Co ty wygadujesz, co? Nie mów tak. Nie jesteś głupia, tylko... Zagubiona, wystraszona. Masz prawo do tego. To co przeżyłaś...

- Wiem, Scotty, ale ja... Ja... Bałam się- przerwała mu- Bałam się, że umrę. On był... Boże, Scotty, on był naprawdę zły!

- Shhh...- szepnął kładąc jej palec na ustach- Nic nie mów. Jak będziesz gotowa, to opowiesz mi wszystko co chcesz.

- Ja...- zająknęła się, ale Scotty jej przerwał.

- Złapiemy go Lilly. Nie bój się.

Lil przymknęła oczy.

- Zostaniesz?- poprosiła.

Valens bez chwili wahania ułożył się tak, by mogła się w niego wtulić, objął ją i modlił się by pospała jeszcze trochę.

Około dziewiątej rano zadzwonił telefon budząc Scotty’ego. Zsunął on delikatnie Lil z siebie, wstał i powędrował do salonu.

- Valens- rzucił do słuchawki.

- Cześć, Scotty- usłyszał w słuchawce znajomy głos- Jak Lil?

To była Sutton, która zapewne została podpuszczona przez szefa i kolegów do tego telefonu.

- A jak myślisz?- zapytał.

- Stillman nie chce was naciskać, ale potrzebujemy jej zeznań.

- Rozumiem.

- Jeśli mógłbyś...

- Zobaczę co da się zrobić i oddzwonię- powiedział i po krótkim ‘cześć’, odłożył słuchawkę.

Wrócił do sypialni. Lil siedziała na łóżku i patrzyła na niego. Miała potargane włosy i zaspane oczy.

- Obudziłem cię? Przepraszam- powiedział siadając na brzegu łóżka- Nic cię nie boli?

- Trochę. Trochę boli- powiedziała gładząc Olivię po grzbiecie.

- Dam ci tabletki, ale najpierw musisz coś zjeść. Hmmm...- zamyślił się chwilę- Jajka na bekonie, co ty na to?

- Umiesz je zrobić?- zdziwiła się lekko.

Uśmiechnął się pokazując szereg białych zębów.

- Mama mnie nauczyła. Chodź, pójdziemy do kuchni.

Wstała i powędrowała za nim trzymając go za rękę. Usiadła na krześle, na którym wczoraj Scotty położył poduszkę i obserwowała jak przygotowuje śniadanie.

„Kuchnia” pomyślała „W kuchni...”

Odegnała tę myśl najdalej jak tylko mogła, ale wspomnień nie potrafiła przepędzić.

- Zabawimy się suko- szepnął mężczyzna tuż przy jej uchu zdzierając z niej resztki bielizny.

Zamknęła oczy. Czuła jak w nią wchodził. Sprawiał jej ogromny ból, nienawidziła w tej chwili swojego ciała, umysłu... Miała wstręt do całej siebie. Chciała krzyczeć, ale knebel jej to skutecznie uniemożliwiał.

Czuła zimno pochodzące od kafelków, którymi wyłożona była jej kuchnia.

Wstała i poszła do łazienki. Nie wytrzymałaby dłużej, zwymiotowała.

- Lil?- usłyszała za sobą głos partnera i poczuła jak odgarnia jej włosy do tyłu.

Zwymiotowała ponownie przypominając sobie po raz kolejny chwilę, w której gwałciciel wtargnął w jej ciało. Znów poczuła ten ból. W dodatku teraz, w tej chwili, patrzył na nią Scotty. Nie chciała by widział ją w takim stanie, by ktokolwiek na nią patrzył, ale z drugiej strony pragnęła opieki. Kogoś, kto pomoże jej się uporać z demonami nawiedzającymi ją każdego dnia.

Valens jedną ręką trzymał jej włosy, a drugą podał kubek z wodą.

- Masz- powiedział- Wypłucz sobie usta.

Zrobiła jak prosił. Przepłukała buzię i wypluła wodę do toalety. Scotty spuścił wodę i obrócił ją w swoją stronę.

- Już?- zapytał- Lepiej?

Kiwnęła głową oddychając głęboko. Miała przymknięte oczy.

- To...- szepnęła- Kuchnia... Przypomniałam sobie jak on... Wtargnął we mnie.

- Już dobrze, Lil. Rozumiem.

Rush westchnęła i kiwnęła głową.

- Możemy zjeść w salonie?- zapytała.

- Jasne, że tak- uśmiechnął się do niej Scotty czując, że serce rozpada mu się na kawałki.

Za każdym razem widząc Lil w takim stanie czuł jak jego serce pęka. Łzy cisnęły mu się do oczu, ale on nie dawał im upustu. Postanowił, że da jej oparcie i pomoc, więc dotrzyma danego sobie słowa. Nie miał zamiaru dołować jej jeszcze bardziej.

Lil ‘dziumdziała’ w talerzu. Trochę zjadła, ale więcej nie mogła w siebie wmęczyć. Valens obserwował ją przez chwilę.

- Wiesz... Jeśli nie jesteś głodna, nie jedz. Nikt w ciebie nie wmusza- powiedział.

- Dzięki.

Odłożyła talerz na bok. Scotty zebrał i zmył naczynia, następnie usiadł obok niej na kanapie. Biały kociak władował mu się na kolana.

- Rano dzwoniła Sutton. Stillman chciałby spisać zeznania- powiedział przerywając trwającą kilkanaście minut ciszę- Chcesz, to zrobić teraz, czy później?

- Ale nie pojedziemy na posterunek?

- Nie. Zadzwonię do Stillman’a, by przyjechał tutaj.

- Więc zrób to- odparła- Jeszcze dziś.

Valens spojrzał na nią ‘spode łba’.

- Jesteś pewna?- zapytał.

- Tak, chcę mieć to już za sobą.

Scotty zadzwonił do porucznika, który przyjechał trzy kwadranse później z notatnikiem i dyktafonem. Valens myślał, że szef zabierze ze sobą Sutton, ale ten na szczęście tego nie zrobił. Domyślił się, iż Lil by krępowała jej obecność. Po pierwsze, Josie jest nowa; po drugie, Lil jeszcze nie zna jej na tyle, by darzyć ją zaufaniem.

Porucznik wszedł do salonu, gdzie na sofie leżała Lil. Zobaczył jej twarz i powstrzymał się od jakichkolwiek komentarzy. Sińce zaczynały robić się zielone, a poza tym, była blada i niewyspana. Jej oczy, niegdyś pełne blasku, teraz świeciły pustką.

Usiadł na pufie po drugiej stronie stolika. Dyktafon położył na blacie i spojrzał na Scotty’ego.

Lil usiadła.

- Jesteś pewna, że chcesz to zrobić?- zapytał Stillman przenosząc na nią wzrok.

Kiwnęła głową.

- Chcę to mieć już za sobą.

- Dobrze, a więc...- zaczął porucznik włączając dyktafon; Valens usiadł obok Rush- Opowiedz mi co się dokładnie stało.

Lil patrzyła na stół. Ręce skrzyżowała na klatce piersiowej i podwinęła nogi pod siebie.

- Byłam z Chris’em, ale poprosiłam go by wyszedł, bo chciałam się przespać. Opuścił mój dom- powiedziała- Potem... Ktoś... Nie wiem jak, ale ktoś otworzył moje drzwi, a ja tego nie słyszałam. Poczułam uderzenie w głowę i zaczęło się- mówiła cicho, a głos jej się trząsł- On rzucił się na mnie, przygwoździł mnie swoim ciałem, skrępował...- przerwała chowając twarz w dłoniach; Scotty zmierzwił jej włosy i zapytał, czy chce przerwać, ale pokręciła głową- Zaciągnął mnie do kuchni, zdarł ubranie. Gdy próbowałam krzyczeć, obwiązał mi szalik wokół głowy, tak, by zrobić prymitywny knebel. Wyrywałam się, ale on wtedy mnie bił. Nie patrzył gdzie i z jaką siłą. Po prostu mnie bił. Gdy... Gdy wszedł we mnie zamknęłam oczy. Nie chciałam patrzeć, chciałam, by dał mi spokój...- po jej policzkach płynęły łzy- On... Uderzył mnie w twarz, kazał otworzyć mi oczy i... Jęczeć. Nie posłuchałam go, więc gwałcąc bił mnie dalej. W końcu straciłam przytomność... Pamiętam tylko jak Scotty mnie znalazł.

Stillman siedział w osłupieniu. Tak samo Valens.

„Co za sadysta każe ofierze otwierać oczy i jęczeć?” pomyśleli obaj o tym samym.

Scotty przytulił ją do siebie.

- Lilly, czy pamiętasz coś charakterystycznego? Może głos, kolor włosów, oczu... Cokolwiek?- kontynuował przesłuchanie porucznik.

Rush pokręciła głową.

- On szeptał. A kiedy krzyczał, zmieniał intonację głosu- odparła- Miał kominiarkę. Więcej nie pamiętam.

- Dobrze Lil. To już wszystko. Będzie dobrze, złapiemy tego drania- powiedział spokojnie Stillman wyłączając dyktafon- Scotty, mogę zamienić z tobą słówko?- podszedł do Lil i położył jej rękę na kolanie- Zaraz ci go oddam. Trzymaj się.

Lil kiwnęła głową, odsunęła się od partnera. Valens wstał i odprowadził porucznika do drzwi.

- A ty? Zauważyłeś coś dziwnego?- zapytał szeptem stojąc już przy drzwiach ponownie włączając dyktafon.

- Napastnik był jeszcze w domu, kiedy ja się tam pojawiłem, ale nie widziałem go- powiedział- Najpierw sprawdziłem hol i kuchnię. W kuchni była niewielka plama krwi, zapewne należała ona do Lil. Poszedłem na górę i usłyszałem jakiś szelest na dole. Wróciłem, a w kuchni nie było już krwi. Drzwi wejściowe były uchylone. Potem zobaczyłem, że z łazienki sączy się światło. Gdy tam wszedłem... Zobaczyłem Lil leżącą w wannie, nagą i pokiereszowaną. Nie zanurzył jej głowy. Woda była zimna. Mogła zginąć.

- Boże...- Stillman zanotował jego słowa- Masz wolne Valens. Pomóż jej najlepiej jak potrafisz- pożegnał się i wyszedł czując jak serce kraja mu się na kawałki.

Scotty odwrócił się i zobaczył stojącą w progu wejścia do salonu Lil. Miała bardzo niewyraźną minę i trząsł się jej podbródek.

- Dlaczego mi nie powiedziałeś?- zapytała.

- Lilly...

- Dlaczego!- krzyknęła, a on aż podskoczył.

Nie ze strachu, ale w jej krzyku było tyle bólu... A z resztą... po raz pierwszy słyszał jej krzyk. Nigdy nie unosiła głosu, a teraz to zrobiła.

- Nie wiedziałem jak- powiedział zbliżając się do niej- Byłaś... Jesteś ciągle w szoku. Boisz się każdego szelestu Lil. Nie wiedziałem jak ci to powiedzieć. Nie chciałem dostarczać ci dodatkowego bólu...

Rush oparła się o framugę i zamknęła oczy powstrzymując łzy. Fakt, bała się i czuła się z tym źle, ale nie potrafiła przełamać strachu. To co zrobił jej ten bydlak ciągle ją bolało. Każdy siniak, każde zadrapanie... Wystarczyło, że postawiła krok, bądź usiadła, a odczuwała ból. Zarówno fizyczny jak i psychiczny.

- Przepraszam- powiedział cicho Scotty obejmując ją.

- Nie...- szepnęła- To ja przepraszam za to, że tak na ciebie naskoczyłam. Nie powinnam.

Stillman wszedł do biura. Wszyscy siedzieli przy swoich biurkach. Na widok szefa Jeffries, Vera i Sutton wstali.

- I jak?- zapytała Jossie podchodząc wraz z kolegami do porucznika.

Stillman zawołał ich gestem do swojego biura, zamknął drzwi i usiadł w swoim fotelu za biurkiem. Wyjął dyktafon i włączył PLAY.

- Boże...- szepnął Vera.

Reszta powstrzymała się od komentarzy. Stali z otwartymi ustami niewiedząc co powiedzieć.

- Trzeba sprawdzić Lassing’a- zarządził Stillman.

- Zrobiłam to wcześniej na prośbę Stotty’ego- powiedziała Sutton pokazując im teczkę- Był wtedy przy bankomacie. Podejmował pieniądze, tu są zdjęcia z kamery ochrony.

- Cholera!- syknął Vera- Czyli nadal nie mamy nic!

- Mamy- wtrąciła Jossie zanim porucznik zdążył cokolwiek powiedzieć- Z badania Lil wynika, że nie znaleźli śladów spermy, ale... Znaleźli to- podała Stillman’owi papierek- Zbadali włókno, które znaleźli w... Ekhm... Podczas badania ginekologicznego. To bawełna, kolor biały. Moim zdaniem sprawca miał rękawiczki i prawdopodobnie w nich zakładał prezerwatywę pozostawiając na niej to włókno.

- Bawełniane rękawiczki?- zdziwił się Vera- Co za idiota takich używa? Gwałciciele używają raczej gumowych, albo wcale.

- Racja- przytaknął Stillman- To włókno na pewno nie jest z rękawiczek. Dowiedzcie się skąd może ono pochodzić.

Mężczyźni opuścili biuro porucznika, a Sutton została na moment, by zapytać jak się czuje Lilly.

- A jak ma się czuć osoba po gwałcie, która prawie nic nie pamięta i która była gwałcona kilka razy?- odparł również pytaniem Stillman.

- Kilka razy?

- Tak. Kilka razy.

- Z rozmowy wynika, że tylko raz...

- Bo Lil pamięta tylko to pierwsze zajście. Lekarka podczas badania stwierdziła, że doszło do kilkukrotnej penetracji. Nie jest w stanie określić ile razy to bydle się zabawiało, ale twierdzi, że gwałtu dokonano przynajmniej dwukrotnie w krótkich odstępach czasowych- odparł szybko zdejmując okulary- Musimy złapać tego drania, Jossie.

- Wiem- szepnęła- Wiem.

Sutton opuściła biuro szefa z sercem w gardle. Nie znała detektyw Rush zbyt dobrze. Zamieniły ze sobą może parę zdań, ale ta kobieta wydawała jej się bardzo miłą i sympatyczną policjantką. Na pewno wiele przeszła obracając się w tym świecie mężczyzn zanim zdobyła ich zaufanie, ale z tego co udało jej się spostrzec, wszyscy bardzo ją szanowali, lubili... Lil traktowano jak taką młodszą siostrę, której na wiele się pozwalało. Nawet w oczach szefa była ulubienicą.

Czytała akta sprawy z George’m. Dowiedziała się z nich, że wtedy Rush po raz pierwszy w życiu zastrzeliła człowieka, podejrzanego i winnego wielu brutalnych mordów dokonanych na młodych kobietach.

Sutton obawiała się pierwszego spotkania z Lilly. Myślała, że zobaczy potężną i groźnie wyglądającą policjantkę, a ujrzała drobną, młodą i sympatyczną kobietę, która, gdyby nie kabura, mogłaby uchodzić za pracownicę jakiegoś ważnego urzędu.

Josie podeszła do swojego biurka i zabrała się za czytanie raportów z poprzednich gwałtów.

Zajęło jej to całą noc, ale znalazła pewne ważne ślady. Zaczęła pisać raport:

„Wszystkie dziewięć kobiet łączyła praca (2 policjantki, 3 pracownice wojskowe i 4 agentki ochrony). Jedna z policjantek, Hellen Gilmoure, nie żyje. Tak samo jedna z wojskowych, Martha Dewoo oraz dwie agentki ochrony: Annie Matzuka i Dana Hogan. W pięciu przypadkach na ciałach ofiar nic nie wykryto nic zaś u reszty znaleziono białe bawełniane włókna. Na ciele Hellen Gilmoure znaleziono krew grupy AB Rh, a pod jej paznokciami znaleziono naskórek sprawcy.

Hellen Gilmoure była pierwszą ofiarą, zgwałconą pół roku temu w miejscu zamieszkania. Można twierdzić, ze sprawca popełnił ten błąd tylko raz, ale wtedy nasuwa się pytanie: Skąd te włókna i dlaczego nie są one na wszystkich ciałach (czyżby tylko Hellen była w stanie się bronić)?”

Więcej nie była już w stanie napisać, bo do biura zaczęli schodzić inni pracownicy, a hałas jaki robili i jej zmęczenie nie pozwalały na wymyślenie i napisanie jakiegokolwiek sensownego zdania.

- Hej Sutton! Siedziałaś tu całą noc?- usłyszała tubalny głos.

- Cześć Nick, tak, siedziałam- odpowiedziała przecierając oczy- Znalazłam parę ciekawostek. Patrz- dała mu do przeczytania ten kawałek raportu jaki napisała.

- No brawo! Praco holizm się czasem przydaje- uśmiechnął się ponuro Vera i klepnął ją w ramię.

- Zastanawiam mnie tylko pochodzenie tych włókien- powiedziała- Nie mam pojęcia skąd one są.

- Ja również, ale wiemy chociaż jaką grupę krwi posiada sprawca. Zobacz krew Lassing’a- rzekł po chwili namysłu Nick.

Josie wyszukała w bazie danych byłego partnera Lil.

- Nie pasuje. Ma 0 RH+- westchnęła i wsparła głowę na ręce.

- Wiesz... Idź do domu się przespać, a ja poszukam jakiejś zbieżności. Przejrzę wszystkich gwałcicieli, którzy wyszli na wolność pół roku temu- zarządził- Powiem Stillman’owi, gdzie jesteś.

- Dzięki- uśmiechnęła się lekko, zabrała płaszcz, komórkę, broń i wyszła z biura.

Scotty podniósł słuchawkę telefonu. Nie chciał, by Lil się obudziła ponownie, bo nie spała ponad pół nocy. Budziły ją koszmary związane z gwałtem, w których przeżywała wszystko jeszcze raz.

- Valens- rzucił cicho i poszedł do holu, by nie hałasować w pobliżu sypialni.

- Tu doktor Tavita- usłyszał- Mamy wyniki badania krwi detektyw Rush. Została otumaniona lekką dawką środka uspokajająco usypiającego. Nazwy nie znamy. Lek zdążył się już wchłonąć.

- Dziękuję- powiedział.

- Prosiłabym ją pokazać do kontroli dziś, najdalej jutro.

- Dobrze. Dziękuję.

Wrócił do salonu i położył słuchawkę na stoliku. Podszedł do progu sypialni i zajrzał do środka. Lilly spała spokojnie. Uśmiechnął się do siebie, podszedł do łóżka i poprawił jej kołdrę, która prawie zsunęła się na podłogę. Przyglądał się jej chwilę poczym powędrował do kuchni, by zrobić śniadanie. Zaparzył kawę, przygotował sałatkę z tuńczyka i tosty pszenne.

- Ładnie pachnie- usłyszał cichy głos Lil za plecami.

Stała w progu kuchni ziewając.

- Zjemy w salonie?- zapytał.

- Nie. Tutaj- rzekła i usiadła na krześle z poduszką- Kto rano dzwonił?

- Słyszałaś?

- Tak, ale nie słyszałam rozmowy. Nie miałam siły wstawać.

Scotty postawił przed nią talerz z tostami, kawę i miseczkę z sałatką. Następnie usiadł naprzeciwko i sam wziął się za śniadanie.

- Dzwoniła doktor Tavita. Ma wyniki twojej krwi- zaczął i spojrzał na nią; patrzyła wprost w jego oczy- Zostałaś odurzona. W twojej krwi znaleźli ślady środka uspokajająco usypiającego. Nie było tam tego tyle, by wskazać nazwę... Wiesz, Tavita chce cię zobaczyć. Badanie kontrolne.

- Nie chce- odparła spuszczając wzrok na talerz- Mam dość.

- Lilly, proszę. Nie chcę byś cierpiała, ale chcę wiedzieć, że wszystko się dobrze goi- powiedział.

Rush spojrzała na niego i odsunęła talerz. Kiwnęła głową godząc się na badanie.

- Kiedy mam tam być?

- Dziś lub jutro. Decyzja należy do ciebie.

- Pojedźmy dzisiaj. Zaraz. Chcę i to mieć już za sobą- powiedziała, odeszła od stołu, powędrowała do łazienki, by się umyć i przebrać.

- Może zaboleć- powiedziała Tavita przeprowadzając badanie.

Lil poczuła ukłucie bólu i syknęła. Nie było przy niej Scotty’ego, a to przyprawiało ją o strach.

Kolejne ukłucie bólu, tym razem mocniejsze, jęknęła.

- Wszystko się goi- powiedziała lekarka zdejmując rękawiczki- Będzie dobrze. Przepisze ci nowe leki i jakąś maść, ok.?

Lil kiwnęła głową i ubrała się.

- Zaraz wrócę- rzekła Tavita i opuściła gabinet.

Wyszła na korytarz, by porozmawiać ze Scotty’m.

- Jak ona się czuje? Nic jej nie będzie?- zapytał.

- Nadal jest obolała. Rany goją się bardzo powoli. Nadal nie wygląda to dobrze, ale jest mała poprawa. Zaraz wypiszę jej nowe leki i maść na złagodzenie zaczerwień. Za tydzień powinna się tu pokazać- odpowiedziała- I mam prośbę.

- Tak?

- Detektyw Rush ma kłopoty ze snem?

Scotty kiwnął głową i opowiedział jej o koszmarach dręczących jego partnerkę co noc.

- Wypiszę jej lekki środek usypiający. Jest nadal roztrzęsiona. Słychać to w jej głosie i widać po zachowaniu. Ona potrzebuje ciepła i myślę, że rozmowa z psychiatrą dobrze jej zrobi. Albo chociaż z psychologiem.

- Myślałem, że pani jest tylko ginekologiem... A co do psychiatry lub psychologa... Lil na to nie pójdzie. Znam ją.

- Cóż, w takim razie podbudowanie jej psychicznie leży w pana rękach- powiedziała- Jestem też internistą. Pan wybaczy, wypiszę leki i będzie mógł pan zabrać detektyw Rush do domu.

- Dziękuję.

Lekarka zniknęła z powrotem w gabinecie, z którego chwilę później wyszła Lil. Na jej twarzy Scotty zauważył ból.

„Badanie musiało być ciężkie” pomyślał wyciągając do niej rękę.

Wtuliła się w niego i odetchnęła głęboko. Wyszeptała, że jest zmęczona. Valens pocałował ją w czoło.

- Pojedziemy do domu i położysz się spać, dobrze?- zagadnął- A po drodze wykupimy ci leki. Lekarka wypisała ci coś na sen.

Lil spojrzała na niego.

- Poprosiłeś ją... Dziękuję. Ja nie byłabym w stanie.

- Bolało?- zapytał, ale znał odpowiedź; stojąc na korytarzu, usłyszał jej jęk pełen bólu.

Kiwnęła głową.

- Gdzie Jossie?- zapytał Stillman wczesnym popołudniem.

- W domu, śpi- odparł Nick- Odwaliła w nocy kawał dobrej roboty. Zobacz!

Vera pokazał mu wstępny raport, jaki Sutton pisała w nocy i powiedział, że teraz on przejął pałeczkę.

- Szukam w naszej bazie danych gwałcicieli z tą grupą krwi, którzy wyszli z więzienia pół roku temu, bądź nie odsiadują już. Na razie znalazłem tylko czterech. Jeffries ich sprawdza.

- Doskonale- rzekł porucznik i wrócił do swojego biura- Informuj mnie na bieżąco.

Vera wstał z miejsca i poszedł do biura Stillman’a. Musiał zapytać go o coś na osobności.

- Lil będzie musiała przechodzić przez rozpoznanie?

Porucznik spojrzał na niego znad teczki, na której widniał napis: Lillian Rush. Kiwnął głową ze skwaszoną miną.

- Jak każdy- rzekł ponuro.

- To są jej akta?

- Tak, ale... Nie mogę ich nikomu udostępnić. Już kiedyś jej obiecałem, że sprawy dotyczące jej będę prowadzić ja. Nie złamię danego słowa, Nick- odpowiedział kładąc rękę na teczce.

Vera nie protestował. Rozumiał zachowanie szefa. Sam też bardzo lubił Lil, ale nie potrafiłby oglądać JEJ zdjęć, które dotyczą jakiegoś przykrego zdarzenia, a zwłaszcza gwałtu.

- Jak znosi to Scotty?- zapytał.

- Ciężko mu, ale się trzyma- brzmiała odpowiedź.

- A Lilly?

- Jest ciągle roztrzęsiona. Okazało się, że została odurzona. Dziś na badaniu wyszło, że rany goją się bardzo po woli, a jej psychika jest nadszarpnięta.

Nick westchnął i opuścił biuro Stillman’a. Podszedł do swojego biurka i zabrał się z powrotem za sprawdzanie możliwych podejrzanych.

- Hej Nick- usłyszał za sobą damski głos.

- Cze Jossie- odparł.

- Co mamy?

- Oprócz pokrzywdzonej Lil? Prawie nic. Jeffries sprawdza potencjalnych sprawców- burknął- Jak dorwę tego gnoja w swoje ręce, to...

- To co? Zabijesz go? Nick... To nic nie da, ona nie zapomni tego do końca życia. Psychika goi się dłużej niż ciało- powiedziała Sutton siadając za swoim biurkiem- Już zawsze, gdy będzie prowadzić taką sprawę, będzie miała przed oczami to, co się jej przytrafiło. Będzie sobie przypominać...

- A ty mądralo... Skąd to możesz wiedzieć?

Jossie spojrzała mu prosto w oczy. Jej wzrok był nasycony bólem.

- Bo ja to przeżyłam- odparła i odwróciła się do niego plecami.

Nick’a sparaliżowało. Nie wiedział co powiedzieć, myśleć.

Lil usnęła jakąś godzinę temu, więc Scotty wykonał telefon do Stillman’a. Dowiedział się, że szpital podesłał już zdjęcia i dostał informację o białych włóknach.

- Zapytaj ją delikatnie, czy pamięta cokolwiek białego u napastnika- poprosił porucznik.

- Jasne. Ale nie teraz, usnęła około godzinę temu. Niech odpocznie. Miała ciężki dzień.

- Tak, wiem. Niech się prześpi- Stillman westchnął- Chcesz akta?

Valens usiadł na sofie w salonie i podrapał się po podbródku.

- Sam nie wiem. Nie potrzebuję zdjęć, by wiedzieć jak wyglądają jej obrażenia.

- Tu są nie tylko zdjęcia, Scotty. Doktor Tavita postarała się nam dostarczyć kilku informacji na temat konsekwencji tego zajścia i udziela kilku wskazówek. Po za tym... Udostępniam ci akta Lil. Raport 49 i całą resztę oraz jej dawne sprawy, które rozwiązywała. Może ty coś znajdziesz, może uda ci się z nią o tym porozmawiać... Nie wiem...

- Dobrze, więc podrzuć je po pracy- powiedział Valens.

Stillman podziękował i odłożył słuchawkę, a Scotty położył się na sofie, wymęczony. Odkąd Lil została zgwałcona, nie przespał całej nocy. Nie chciał, nie potrafił. Bał się, że jeśli zbyt mocno będzie spał, to nie obudzi się, gdy ona będzie tego potrzebować.

Przed dziewiętnastą Stillman podwiózł mu akta Lil. Wszystko mieściło się w jednej teczce. Scotty zajrzał do sypialni. Drzwi zostawiał zawsze otwarte, by wiedzieć kiedy Rush się obudzi. Jeszcze spała. Rudy kociak ułożył się obok niej na poduszce tak, że gdyby się obróciła, mogłaby go przygnieść. Zabrał kotka z łóżka i wrócił do salonu, gdzie zajął się teczką.

„Lillian Rush, lat 10, pobita w drodze do sklepu około północy. Napad miał na celu rabunek. Sprawca uciekł, gdy dziewczynka upadła na ziemię, nie przytomna.

Obrażenia jakich doznała: złamana szczęka, pięć złamanych zębów, masa siniaków i zadrapań na twarzy.

Z wstępnych zeznań wywnioskowaliśmy, że napastnik, to wysoki mężczyzna. Kolor włosów ciemny, oczy zielone. Dziewczynka twierdzi iż bijąc ją, sprawca się śmiał – sprawiało mu to przyjemność.

Matka zeznała, że nie wie, co jej dziecko robiło w środku nocy na dworze. Z zeznań dziewczynki, rodzicielka wysłała ją po alkohol. Siostra pobitej, Christina, potwierdza ten fakt.

Ellen Rush, matka, zostanie poddana terapii odwykowej, a dziewczynki dostaną się pod tymczasową opiekę socjalną.

Sprawca został ujęty i oskarżony. Osiem lat więzienia, orzekł sąd.”

Scotty’ego zamurowało.

„Jak można zrobić coś takiego dziesięcioletniemu dziecku?” wzdrygnął się.

Zrozumiał dlaczego Lil nie mówiła nigdy o swoim dzieciństwie i pojął, że zrobił błąd pytając jej kiedyś, czy między nią a matką nie ma jakiejkolwiek więzi. Teraz uzyskał odpowiedź.

„Młoda detektyw Lillian Rush, lat 25, zrzucona została ze schodów przez swojego pijanego narzeczonego, którego przyłapała w łóżku z siostrą, Christiną Rush. Mężczyzna, architekt, nie pozwolił zamieścić w aktach swojego nazwiska.

Obrażenia jakich doznała: wstrząs mózgu, złamana noga (prawa).

Siostra detektyw Rush została oskarżona o współudział w napaści – sąd oczyścił ją z zarzutów na podstawie braku odpowiednich dowodów.

Architekt został oskarżony za czynną napaść – sąd orzekł niepoczytalność – napastnik otrzymał zakaz zbliżania się do poszkodowanej, pół roku odwyku i nakaz pieniężnej rekompensaty w wysokości 10 tysięcy dolarów.

Detektyw odmówiła przyjęcia danej kwoty.”

Kolejny cios prosto w serce Scotty’ego. Nie mógł uwierzyć, że tak wspaniałej osobie jaką jest Lilly, mogły się przydarzyć wszystkie te okropieństwa. Zamknął teczkę i schował ją w szufladzie. Nie potrafił, nie chciał już więcej czytać, nie dziś. Nie mógł spojrzeć na zdjęcia.

Podszedł do progu sypialni i obserwował śpiącą Lil. Dochodziła już druga w nocy.

„Leki działają” pomyślał i podszedł do brzegu łóżka.

Miał łzy w oczach. Usiadł. Pogładził delikatnie policzek partnerki i odgarnął jej włosy z czoła. Miała taki spokojny wraz twarzy. Pomimo tych zzieleniałych sińców, wyglądała pięknie. Pocałował jej czoło. Czując jej zapach, jego serce zabiło szybszym rytmem. Otarł łzy, które spływały mu po policzkach i wstał. Miał już wyjść z sypialni, gdy usłyszał jej cichy głos. Obróciła się na plecy i spojrzała na niego zaspanymi oczyma.

- Zostań- powiedziała sennym głosem- Wiem jakie sofy są niewygodne, a łóżko jest duże.

Scotty uśmiechnął się do niej. Chwilę stał patrząc na nią. Resztkami sił utrzymywała powieki w górze.

- Najpierw wezmę prysznic. Śpij- powiedział.

- Mhm...- mruknęła i zamknęła oczy- Te tabletki są dobre...

Scotty uśmiechną się i poszedł pod prysznic. Gdy wrócił, Lil już spała. Wśliznął się obok niej pod kołdrę i położył na boku, twarzą do jej pleców. Uśmiechnął się do siebie i zamknął oczy.

Nad ranem Lil zaczęła mamrotać przez sen. Zbudził ją delikatnie.

- Znów koszmar?- zapytał szeptem.

- Nie... Nie wiem...- odpowiedziała.

- Chodź tu- powiedział i zaprosił ją w swoje ramiona.

Przysunęła się. Objął ją ramieniem i wtulił twarz w jej włosy. Leżeli tak kilka minut, aż Lil nagle podniosła wzrok na niego.

- On miał na sobie białą bawełnianą koszulkę- powiedziała.

Valens spojrzał jej w oczy i zmierzwił jej włosy.

- Przypomniałam sobie we śnie...

- Lil...- zaczął- Miałem się ciebie zapytać o to. Stillman powiedział mi, że w kobietach znaleziono białe włókna.

- W... A nie na?- zapytała.

Kiwnął głową i przytulił ją do siebie ponownie.

- Czy mogę cię o coś zapytać?

Kiwnęła głową.

- Czy... pamiętasz moment, w którym ten mężczyzna... zakładał prezerwatywę?- te słowa ledwo przechodziły mu przez gardło.

Ponownie kiwnęła głową, wtulona w jego tors. Podkuliła nogi.

- Czy... Miał je w kieszeni od bluzki?

- Tak- usłyszał jej głos pełen bólu i poczuł jak jej drobne ciało zaczyna się trząść- I... On miał moje klucze. Dlatego... nie było śladów włamania.

- Cii...- szepnął gładząc jej plecy.

- Nic mi nie jest- powiedziała patrząc na niego; w oczach miała łzy, ale nie dała im upustu- Zadzwoń do Stillman’a i powiedz mu.

Sutton wparowała do wydziału jak burza niosąc jakąś paczkę. Nie obchodziło jej, że u porucznika siedzą jacyś ludzie, po prostu tam weszła i postawiła paczkę na jego biurku.

- Ta paczka nie ma nadawcy. Jest przeznaczona dla detektyw Rush- oznajmiła.

Stillman poprosił gości, by opuścili jego biuro i wziął do ręki nożyk. Ostrożnie otworzył paczkę, zajrzał do środka. Była w niej kaseta VHS.

- Zawołam Nick’a i Will’a- powiedziała Jossie, ale porucznik zaprotestował.

- Wyjdź i ty- rzekł.

Zasunął żaluzje i włożył kasetę do magnetowidu. To co zobaczył przyprawiło go o mdłości. Ujrzał ‘film’ z gwałtu dokonanego na Lilly i zrozumiał, że napastników było dwóch.

„Jak ona mogła tego nie pamiętać?” zapytał sam siebie oglądając jak oprawca bije i gwałci jego podwładną, która chcąc krzyczeć wydawała z siebie dźwięki pełne bólu.

„-Teraz ja- usłyszał chrypliwy głos, który należał do kamerzysty.

Mężczyzna zanim zszedł z Lil ogłuszył ją i wstrzyknął jej coś w udo. To był ten lek, który wykryto w jej krwi.

Sprawcy zamienili się miejscami.”

Rozległ się telefon. Stillman nie włączając pauzy podniósł słuchawkę.

- Napastnik miał białą bawełnianą koszulkę z kieszenią, w której trzymał prezerwatywę- usłyszał głos Scotty’ego.

- Valens...- szepnął porucznik- Dostaliśmy kasetę z nagraniem gwałtu. Było ich dwóch.

Scotty’ego zamurowało. Rozłączył się i spojrzał na Lil.

- Co się stało?- zapytała.

- Było ich dwóch- powiedział siadając na kuchennym krześle naprzeciwko partnerki jedzącej właśnie śniadanie.

Rush przełknęła ostatni kęs omal się nie dławiąc.

- C... Co?

- Stillman ma kasetę video, Lil. Było ich dwóch- powiedział widząc jak Lil chowa twarz w dłoniach.

- Jak mogłam tego nie pamiętać?- szepnęła.

- Byłaś w szoku. W takich wypadkach wiele rzeczy się zapomina.

Stillman obejrzał kasetę jeszcze raz i zatrzymał ją w miejscu, w którym pierwszy z napastników robi zastrzyk w nagie udo Lil. Wyjął kasetę i zszedł do laboratorium, gdzie nakazał technikowi zrobić powiększenie.

- Proszę. Strzykawka od insuliny, wielokrotnego użytku, automatycznie wstrzykuje lek, po umieszczeniu igły w ciele- powiedział informatyk.

- Lassing- syknął porucznik, nakazał wydrukować to zdjęcie i wrócił do biura- Mamy jednego z napastników, którzy dopuścili się gwałtu na detektyw Rush- oznajmił pokazując im zdjęcie- Vera, Sutton, jedziemy do Lassing’a, Jeffries, ty zajmij się nakazem.

Porucznik z dwójką detektywów udali się do byłego partnera Lilly. Czekali kilka minut pod jego domem, aż Will podjechał z nakazem aresztowania i przeszukania mieszkania.

Stillman wykopał drzwi byłego detektywa i powalił go na ziemię jednym ciosem.

- Jesteś podejrzanym o gwałt na funkcjonariuszu policji, masz prawo milczeć, wszystko co powiesz może zostać użyte przeciwko tobie- wyrecytował- Vera, skuj go.

Nick podniósł mężczyznę z ziemi i założył mu kajdanki.

- A oto i nasza strzykawka- powiedziała Jossie machając Chris’owi przed nosem znalezionym dowodem- Zapewne znajdziemy tu krew detektyw Rush, prawda?

Przed wieczorem na posterunku pojawili się Scotty i Lil. Oczy całego wydziału zwróciły się w stronę Rush, Valens obszedł ją do koła i zasłonił obejmując ramieniem jej talię. Weszli do pokoju za lustrem weneckim, w pomieszczeniu obok siedział Chris Lassing z twarzą ukrytą w dłoniach.

- Chcesz mi wmówić, że to on?- zapytała Lil swojego przełożonego kręcąc głową- Nie wierze.

- W jego mieszkaniu znaleźliśmy strzykawkę, którą wpuścił ci środki odurzające. Na strzykawce znaleźliśmy ślady twojej krwi- wyjaśnił jej Stillman- Zaraz go przesłucham.

- To po co ci ja?- zapytała ponownie roztrzęsionym głosem.

- Będziesz musiała podpisać pewne dokumenty. Musimy wydusić z niego nazwisko drugiego napastnika- powiedział porucznik poklepując ją delikatnie po plecach- Idę, przesłucham go.

- Więc twierdzisz, że nic takiego nie pamiętasz, tak?- zapytał Stillman otwierając teczkę- Zaprzeczasz, że ta strzykawka, którą znaleźliśmy w twoim mieszkaniu, to ta sama co ta na zdjęciu mimo śladów krwi poszkodowanej? Zaprzeczasz tego co widziałem na kasecie video, którą podesłano?

- Nie muszę na nic odpowiadać.

- Kto ci towarzyszył?

- Pieprz się.

- Chris... Byłeś dobrym detektywem, cholernie dobrym. Odszedłeś z problemów zdrowotnych, niedługo potem opuściła cię żona. Straciłeś pracę, popadłeś w depresję. Pasujesz do profilu, a strzykawka to dowód twojej winy.

- A skąd wiesz, że ona tego nie chciała?- zagadnął z szyderczym uśmiechem Lassing- Że nie zażądała, bym przyszedł i kochał się z nią ostro? Hę! Ona tak chciała, a teraz próbuje mnie oskarżyć! JAK ŚMIE!

Stillman wstał i wyjął z teczki plik zdjęć.

- Osiem innych kobiet... One też tego chciały? Niektóre z nich chciały zostać zamordowane? Grozi ci kara dożywocie, ale ja zawalczę o karę śmierci- syknął i opuścił pokój przesłuchań.

Lil wpatrywała się w Chris’a. Po jej policzkach płynęły łzy. Uderzyła pięścią w stolik.

- Jak... on... mógł...- wyszeptała starając się zachować normalny ton głosu.

Scotty przytulił ją do siebie. Rozpłakała się na dobre. Sięgnął po jej płaszcz i okrył ją nim.

- Zabieram cię stąd- powiedział.

Do pokoju wszedł Stillman.

- Zanim pojedziecie... Podpisz proszę to. Spisałem twoje zeznania, ale nie mam podpisu- poprosił podchodząc do nich z dokumentem.

Scotty pogładził jej włosy. Patrzył jak trzęsącą ręką Lil podpisuje papiery, a następnie wyprowadził ją z biura i zawiózł do domu. Dopiero tam się uspokoiła. Udało mu się nawet namówić ją na zjedzenie kolacji, po której postanowiła wziąć prysznic.

- Będziemy tu siedzieć dopóki nie wyjawisz mi nazwiska wspólnika- rzekł Stillman popijając kawę- To co zrobiliście Lil... Nie myślałem, że taki jesteś, Chris.

Lassing milczał. Patrzył na byłego przełożonego z zawadiackim uśmieszkiem.

- Jeśli mnie nie puścisz, to nie wezmę leków, a jak nie wezmę leków, to dostanę ataku i wtedy nici- powiedział kilka minut później.

Do pokoju ktoś wszedł bez pukania. Był to wysoki mężczyzna z teczką pod pachą.

- Nie wolno wam tyle godzin przesłuchiwać mojego klienta- powiedział wyciągając rękę do Chris’a, by się przywitać.

- Kim pan jest?- zapytał groźnie Stillman wstając.

- Adam Bordeman, adwokat pana Lassing’a. Chris, nic im nie mów.

Lassing uśmiechnął się i odmówił reszty zeznań. Stillman opuścił pokój, udał się do swojego biura.

Rzucił teczką o ścianę z całą siłą. Pracownicy będący akurat w biurze spojrzeli na niego. Był wściekły jak cholera. Miał ochotę zabić za uzyskanie tego nazwiska.

Włożył kasetę z nagraniem gwałtu ponownie do magnetowidu i zaczął oglądać w nadziei, że coś zdradzi mu tego drugiego napastnika. Niestety nic takiego się nie dopatrzył.

Dochodziła pierwsza w nocy, Lil spała, a Scotty wertował jej akta. Chciał znaleźć coś, co może doprowadzić ich do wspólnika Chris’a. Z bólem serca przyglądał się zdjęciom ran zadanych Lil.

Nie znalazł nic. W głowie czuł całkowitą pustkę. Nie wiedział co robić, by znaleźć tego bydlaka.

Usłyszał pukanie do drzwi i zobaczył jak ktoś wsuwa mu kopertę pod drzwi. Otworzył je, ale na korytarzu nikogo nie było. Schylił się po kopertę, otworzył ją i znalazł kartkę z napisem: „Ona miała zginąć i tak się stanie, prędzej, czy później. Póki ja żyję”.

Scotty zamknął drzwi i złapał za telefon.

- Poruczniku- zaczął- Mamy problem.

Piętnaście minut później byli u niego Stillman, Vera i Sutton. Pokazał im kartkę wraz z kopertą.

- To jakiś psychopata- syknął Scotty- Zna mój adres, może tu przyjść w każdej chwili.

- Złapiemy go Valens- powiedział porucznik- Nick, Jossie, pojedziecie z tym do laboratorium, a ja zostanę tutaj. Pomogę ci, Scotty, z ponownym przekartkowaniem akt.

Vera i Sutton zabrali kopertę i pojechali do laboratorium. Na kopercie nie było odcisków palców, tak samo na kartce, ale w miejscu zaklejenia koperty, Chaleza (laborantka) znalazła DNA pasujące do tego z pod paznokci pierwszej ofiary.

- Czyli to ten sam sprawca- rzekła Sutton- Prawdopodobnie zawsze było ich dwóch.

- Tak, ale jeden z nich jest mądrzejszy od drugiego- powiedziała Chaleza.

- Bo jeden z nich to były glina- poinformował ją Vera- Złapaliśmy tego gada. To Chris Lassing.

Laborantka otworzyła usta w zdumieniu.

- Ten Chris Lassing?- zapytała.

- Tak, ten- powiedziała Jossie- Wybacz, ale musimy jeszcze zadzwonić do Stillman’a. Pa.

Vera i Sutton wrócili do biura i poinformowali telefonicznie szefa o znalezionym DNA oraz postanowili porozmawiać z psychologiem kryminalnym.

- Może on pomoże ustalić profil tego drugiego gwałciciela- stwierdziła Jossie.

W momencie, gdy Stillman odkładał słuchawkę z sypialni wydobył się krzyk przerażonej Lil. Scotty i porucznik złapali za broń i wbiegli do pokoju. Rush siedziała na łóżku opatulona kołdrą, roztrzęsiona.

- On tu był- powiedziała- Stał nade mną i powiedział... Powiedział...- głos jej się załamał.

Valens wszedł na łóżko i przytulił ją do siebie szepcząc, że wszystko będzie ok.

- To był zły sen Lil. Złapiemy go, obiecuję ci.

- To jej się nie śniło- powiedział Stillman patrząc na podłogę obok łóżka- On tu był i zostawił nam kolejną wiadomość- podniósł z podłogi taśmę magnetofonową, włożył ją do wieży i włączył PLAY.

„Nigdy nie zapomnę dotyku twojej aksamitnej skóry...”

Stillman szybko wyłączył wieżę widząc jak Lil zaczyna mocniej płakać w ramionach Scotty’ego.

- Wybacz, ale muszę o to spytać- zaczął porucznik siadając na brzegu łóżka i dotykając jej pleców- Co dokładnie ci powiedział? Poznałaś ten głos?

Rush skuliła się jeszcze bardziej, ręce położyła na klatce partnera, który trzymał ją w ramionach.

- P.. Powiedział tylko, że... Że mnie... Że skończy co zaczął- wyjąkała przez łzy.

- Nie widzisz, że ona jest przerażona?- oburzył się Scotty; wiedział, że nie powinien, ale jego serce pękało na kawałki słysząc płacz kobiety, którą kochał.

Tak... Kocha ją. Może to teraz powiedzieć. Od dawna czuł coś do Lil, ale nie był pewien tego uczucia, a wydarzenia ostatniego tygodnia, mimo iż tragiczne, utwierdziły go w tych uczuciach.

- Daj jej spokój, proszę- dodał po chwili gładząc jej plecy.

Stillman wstał i podszedł do okna.

- Wyszedł tędy- rzekł- Weź Lil do salonu, a ja poszukam śladów.

Pół godziny później porucznik wszedł do salonu. Rush piła kakao, a Scotty kawę.

- Znalazłem odcisk palca od zewnątrz. Oddam go do analizy, może to nam coś da. Wezmę też kasetę i dam technikom do sprawdzenia. Może wychwycą coś z tego głosu- powiedział spokojnie pakując się.

- Weź też teczkę. Leży w kuchni na blacie- poprosił go Valens- I zadzwoń jak coś wykryją.

Porucznik zabrał co miał zabrać, obiecał im, że postawi szpicla na zewnątrz w samochodzie i wyszedł.

- Chcesz się położyć?- zapytał Scotty odstawiając na stolik pusty kubek po kawie.

Pokręciła głową.

- Może coś zjesz?

- Nie, dzięki- mruknęła- Poniosło mnie, przepraszam.

- Przestań- uśmiechnął się- Też bym się wystraszył, gdyby... Wiesz...

Vera i Sutton siedzieli przed gabinetem psychologa. Dali mu informacje dotyczące drugiego sprawcy i mieli zaczekać na profil.

- Wiesz...- zaczął Nick- Nie wiedziałem o tobie i...

- Gwałcie?- przerwała mu- Byłam wtedy w liceum. Do równoległej klasy chodził taki przystojniak... Podkochiwałam się w nim, ale myślałam, że mnie nie dostrzega. Zaprosił mnie na studniówkę i... Cóż...- spuściła wzrok- Stało się. Odurzył mnie i zgwałcił mnie na tylnym siedzeniu swojego Jeep’a.

- Zamknęli go?

- Dostał dwa lata w zawieszeniu na rok, bo jego ojciec był dobrym adwokatem.

Dalszą rozmowę przerwał im psycholog.

- Wasz poszukiwany, to prawdopodobnie stary gliniarz. Zna wasze techniki i stara się was przechytrzyć, ale jest zbyt słaby lub zbyt zadufany w sobie i mu się to nie udaje, popełnia błędy. Może mieć kłopoty z alkoholem. Nie ma żony, bezdzietny. Prawdopodobnie został zwolniony z pracy. Jest niebezpieczny. Może brać narkotyki. Jego wiek waha się miedzy 40, a 55 rokiem życia. Jest wysportowany i zdeterminowany, być może przez lęk przed czymś, albo chorobę psychiczną- poinformował ich- Mężczyzna rasy białej. Finansowo przeciętny.

- Dziękujemy- powiedziała szybko Jossie i wraz z Verą popędzili z powrotem do biura.

Stillman wszedł do wydziału i od razu natknął się na Sutton i Nick’a.

- Ten drugi to glina- powiedzieli jednocześnie.

- A ja mam odcisk palca. Zaraz zobaczymy kto to- uśmiechnął się i poszli do laboratorium.

Technik zeskanował odcisk i wprowadził go do bazy danych. Kilka sekund później otrzymali wynik.

- Cholera!- zaklął Stillman- To niemożliwe! Sprawdź starą bazę danych. Szukamy gliniarza.

Technik zrobił jak mu kazano. Znów nic.

- Moment- rzekł wstając od komputera- Mam tu stare akta w szafce. Trzeba je przejrzeć.

Po dwóch godzinach poszukiwań znali już imię i nazwisko drugiego sprawcy.

- Gil Sherman- warknął porucznik i wyciągnął telefon.

Zadzwonił po nakaz aresztowania i przeszukania mieszkania. Chwilę potem trójka detektywów pędziła do prokuratora.

- Twierdzisz, że nie wiesz o co cię oskarżamy, tak?- zagadnął Stillman przesłuchując Sherman’a- Zdjęcia i dowody twojej winy też ci nic nie podpowiadają? Przegrałeś. Za zgwałcenie dziewięciu kobiet i zamordowanie czterech grozi co kara śmierci. Nadal nic ci się nie nasuwa na myśl?

Porucznik rozłożył przed nim zdjęcia kobiet „po akcie”. Były detektyw odwrócił od nich wzrok. Po trwającym już ponad godzinę przesłuchaniu, zaczął się przełamywać.

- To jest koszulka jaką miałeś na sobie, biała. Znaleźliśmy białe włókna, jak myślisz... Będą pasowały do tych z twojej koszulki?

Gil westchnął.

- Nie chciałem ich zabijać- powiedział prawie szeptem- Chciałem tylko, by dały mi to czego nikt mi nie dał, miłość.

- I dla miłości je zabiłeś?- warknął Stillman patrząc na byłego glinę z odrazą.

- Nie... Nie chciały dać tego mnie, to nie dadzą nikomu- uśmiech zagościł na twarzy Sherman’a- Nikomu.

- Jesteś nienormalny. Ponadto wkradłeś się do mieszkania detektywa Valens’a przez okno w sypialni. Założę się, że analiza elektronicznie zmienionego głosu z taśmy, wskaże na ciebie. Jesteś skończony!

Porucznik resztkami sił opanował się, by nie uderzyć Gil’a. Spojrzał na niego groźnie, zebrał zdjęcia, dyktafon i wyszedł z pokoju pozostawiając winnego sam na sam z myślami.

W mieszkaniu Scotty’ego panował półmrok. Zaczęło właśnie świtać. Lil siedziała nadal na sofie w salonie, zamyślona, owinięta polarowym kocem. Odkąd obudził ją napastnik będący w sypialni, nie potrafiła zasnąć. Valens chadzał po salonie w tę i z powrotem w oczekiwaniu na telefon. W końcu zadzwonił.

Scotty słuchał chwilę, poczym odłożył słuchawkę.

- Mają go, Lil. To Sherman- powiedział.

Rush spojrzała na niego i kiwnęła głową.

- Lil- zaczął- Stillman prosił, bym się tam zjawił dzisiaj. Najlepiej zaraz. Mam coś podpisać, jedziesz ze mną?

Pokręciła głową.

- Dobrze, więc... Góra za godzinkę będę z powrotem, ok.?

- Ok.

Scotty wparował do biura. Stillman od razu podał mu plik dokumentów do podpisu.

- Co to jest?- zapytał szefa.

- Znalazłem dowody, było włamanie... Trzeba podpisać- odpowiedział porucznik- Jak Lil?

- Roztrzęsiona. Chcę pomówić z tym gnojkiem.

- Nie, daj spokój. Został oskarżony, przyznał się. Dostanie karę śmierci jak nic.

Valens usiadł na biurku.

- Oni ją skrzywdzili, a ja nie wiem jak mogę jej pomóc. Zamknęła się w sobie, nie chce jeść, spać... Musiałem poprosić lekarkę o leki nasenne! Jeśli dojdzie do procesu Lassing’a, a dojdzie do niego, bo się nie przyznał, to ona nie może zeznawać w jego obecności. Trzeba zrobić wszystko by uchronić ją przed tymi bydlakami.

- Rozumiem cię Scotty- Stillman położył rękę na jego ramieniu- Chcesz ją chronić, ale pamiętaj, że Lil jest świadkiem, ofiarą i musi zawalczyć o sprawiedliwość. Będzie jej ciężko, ale po to ma przyjaciół, a w szczególności ciebie, by ją wspierać.

Valens porozmawiał jeszcze z szefem. Zanim się obejrzał minęło półtorej godziny. Podziękował Stillman’owi za wszystko i udał się do domu.

- Lil?- zagadnął od progu.

Nie uzyskał odpowiedzi. Wyciągnął broń i rozejrzał się po mieszkaniu. Znalazł ją leżącą na podłodze w łazience. Wokół niej rozrzucone były białe tabletki, a w ręku ściskała pomarańczowy pojemnik. Scotty odłożył broń i wyjął pojemniczek z ręki nieprzytomnej partnerki. Omal nie dostał zawału widząc nazwę leku. Były to silne środki psychotropowe, które trzymał w apteczce, gdy Elisa z nim mieszkała. Myślał, że wyrzucił wszystkie jej leki, ale się mylił. Szybko wygrzebał z apteczki wymiotnicę w płynie. Podniósł Lil z podłogi, ‘wpoił’ w nią lek i pochylił nad sedesem.

- Zwróć je Lil- powiedział jedną ręką ją trzymając, a drugą odgarniając jej włosy do tyłu- Zwróć tabletki!

Rush po chwili zwymiotowała. Była półprzytomna. Scotty nie miał pojęcia ile tabletek połknęła, ale wiedział, że wystarczyły jej trzy, by wywołać śpiączkę albo ataki padaczki.

- Tak- szepnął- Zaraz poczujesz się lepiej.

Lil zwymiotowała jeszcze kilka razy. Gdy nie miała już czym, Scotty rozkręcił letnią wodę pod prysznicem i usiadł z nią w brodziku. Oparł ją o swój tors i uniósł jej głowę.

- Oddychaj głęboko- powiedział gładząc jej mokre już włosy- Będzie dobrze.

W myślach oskarżał się o gapiostwo. Te tabletki mogły wyrządzić jej trwałe uszkodzenia organizmu. Modlił się, by jego reakcja była wystarczająco szybka.

- Napędziłaś mi stracha.

- Wybacz. Zapomniałam jak nazywa się mój lek i chyba się wzięłam nie taki jak trzeba- wyszeptała oddychając głęboko- Zakręciło mi się w głowie i... Nie wiem...

- Już dobrze Lil. Nic ci nie jest.

Rush uśmiechnęła się lekko i oparła głowę o jego ramię.

- Uratowałeś mnie po raz kolejny- powiedziała- Co z Sherman’em?

- Przyznał się. Dostanie karę śmierci- uśmiechnął się Scotty.

Godzinę później Lil siedziała na łóżku, opatulona kołdrą i z kubkiem gorącej herbaty w ręku. Zdążyła już dojść do siebie na tyle, by pamiętać ile wzięła tabletek.

- Dwie- powiedziała- Nie było cię długo i zaczęłam się denerwować.

- Przepraszam. Rozmawiałem ze Stillman’em, w sprawie Chris’a będzie proces sądowy- rzekł siadając obok niej- Poinformują nas kiedy. Sprawą zajął się sam prokurator okręgowy.

- Kite...- wzdrygnęła się Rush na samą myśl o nim.

Nie chciała, by jej były facet zobaczył ją w taki stanie, a ona sama nie chciała z nim rozmawiać i patrzeć na niego po tym jak się rozstali.

- Nie, nie Kite. Jego przełożony, sam główny prokurator naszego okręgu.

Lilly odetchnęła z ulgą.

- A teraz prześpisz się, dobrze? Nie spałaś prawie całą noc, musisz odpocząć. Kładź się- dodał biorąc od niej pusty kubek po herbacie.

- Scotty- sprzeciwiła się- Proszę... Nie zmuszaj mnie do snu. Nie chcę.

Stillman wszedł do prokuratora, u którego siedział adwokat Lassing’a, Adam Bordeman. Zastępca prokuratora stał za swoim szefem przy oknie.

- Witam poruczniku- powiedział Bordeman z szerokim uśmiechem.

- Nie przyszedłem tu, by się uśmiechać panie Bordeman. To poważna sprawa- warknął Tom nie podając ręki adwokatowi- Panie Wright, tu są kompletne akta.

- Dziękuję- odpowiedział prokurator- Mów mi Richard.

- Tom- mężczyźni podali sobie ręce.

- Usiądźmy więc. Z podanych mi wcześniej informacji wynika, że pańska podwładna, detektyw Lillian Rush została brutalnie zgwałcona przez dwóch napastników, z których jeden przyznał się do winy, a drugi nie- zaczął prokurator; Kite poruszył się, nie wiedział, że sprawa dotyczyć będzie Lil- Detektyw Gil Sherman złożył zeznania i sprawa pójdzie zupełnie innym torem, więc od razu pomijamy jego osobę. Natomiast detektyw Lassing do niczego się nie przyznał- Stillman kiwnął głową.

- Mój klient był przetrzymywany przez policję- wtrącił adwokat Chris’a.

Wright zignorował to zdanie.

- Po zapoznaniu się z orzeczeniem lekarskim, dokumentacją ze szpitala oraz zdjęciami, oświadczam, że nie zgodzę się na jakąkolwiek ugodę- zwrócił się do Bordeman’a- Albo pana klient złoży zeznania na komisariacie i przyzna się do popełnionych mu czynów, albo sprawa skończy się w sądzie.

- Mój klient jest niewinny. Nie przyzna się do tych ohydnych zbrodni, o które go oskarżacie.

- Więc... Spotkamy się w sądzie. Dziękuję panu, panie Bordeman- prokurator pokazał adwokatowi drzwi.

Kite podbiegł do Stillman’a, który wyszedł przed chwilą z biura prokuratora.

- Poruczniku?- zagadnął.

- Tak, Kite?

- Co z Lil? Jak ona się czuje? Mogę ją zobaczyć?- ADA miał milion pytań, ale Stillman mu przerwał.

- Kite, nie wtrącaj się proszę. Nie sądzę, by Lilly chciała się z tobą zobaczyć. Daj jej spokój. Ona ma już dość nieprzyjemności, jest roztrzęsiona, zagubiona... Po prostu wystopuj.

- Ale...

- Nie ma żadnego ale, Kite. Lil jest bezpieczna i ma kto się nią opiekować.

- Ten parszywy Valens?- Kite wymówił nazwisko detektywa przez zaciśnięte zęby.

- Uważaj na słowa. Wiele się zmieniło przez ostatnie półtora roku. Trzymaj się od nich z daleka. Jeśli mnie nie posłuchasz, doniosę do twojego przełożonego- powiedziawszy to, Stillman oddalił się szybkim krokiem.

Scotty odłożył słuchawkę telefonu na nocną szafkę. Lil spojrzała na niego.

- Rozprawa za trzy dni- powiedział- Jutro mamy jechać do biura prokuratora. Chce z tobą porozmawiać.

- A Kite?- zapytała- On tam będzie, Scotty.

- Kite...- szepnął odgarniając jej grzywkę z czoła- Kite’a się przepędzi jak będzie trzeba. Nie martw się.

- Będziesz tam ze mną, prawda?

- Tak, będę. Nie zostawię cię samej, obiecuję.

Uśmiechnęła się lekko i przytuliła do niego.

- Prześpij się trochę, proszę- szepnął delikatnie kładąc się z nią w ramionach.

- Mhm- mruknęła.

Czując ciepło jego ciała i lekki zapach wody kolońskiej czuła się bezpieczna, otoczona miłością.

Scotty pocałował jej włosy. Wiedział, że nadal jest wystraszona. Wszystko działo się dla niej za szybko. Życie nie raz pokazało jej jak świat jest brutalny.

Następnego dnia Valens z Lil znaleźli się w gmachu prokuratora okręgowego. Rush opowiedziała trochę faktów ze zdarzenia, resztę dopowiedział Scotty, który był całkowicie doinformowany co do gwałtu.

Kite nigdzie nie było widać, co ucieszyło zarówno Lilly jak i Scotty’ego, obawiał się zbędnych pytań z jego strony, które mogłyby urazić policjantkę. Prokurator był sympatycznym siwiejącym już mężczyzną. Żonaty z dwójką dzieci, z których jedno studiuje prawo.

- Będzie dobrze Lil- powiedział Wright- Mogę ci mówić po imieniu, prawda?

Rush kiwnęła głową. Nie uśmiechała się, siedziała jak na szpilkach: spięta, wystraszona... Po raz kolejny przypomniała sobie cały ból z tamtej chwili. Jej psychika była bardzo krucha. Zarówno Scotty jak i Wright obawiali się, by nie dostała większego załamania w czasie procesu. Będzie musiała opowiadać o wszystkim na forum sądu, patrząc na oprawcę. Pytania obrońcy Lassing’a będą uderzać w jej czułe punkty i jeśli Lil się załamie... Chris może wyjść na wolność za kaucją, co mogłoby zagrozić nie tylko psychice kobiet, które zgwałcił, ale i ich życiu.

- Wsadzimy tego drania za kratki, ale potrzebujemy twojej pomocy. Nie możesz się załamać, rozumiesz to, prawda?- zapytał ponownie Richard.

- Tak, ale to nie jest miłe- powiedziała prawie szeptem Lil.

Splotła ręce na kolanach. Nie chciała o tym myśleć. Minął zaledwie tydzień od gwałtu, a ona musi to na nowo przeżywać. Czuła, że może stracić kontrolę nad sobą, której i tak prawie nie ma. W tej chwili, jak nigdy dotąd, potrzebowała ogromnego wsparcia, poczucia bezpieczeństwa i troski. Nigdy nie była silna emocjonalnie. Panowała nad sobą tylko w pracy, udając twardą i bezwzględną panią detektyw, królową lodu, ale to było zaprzeczenie jej natury. Chciała dorównać mężczyznom w pracy tak bardzo, że weszło jej to w krew, a w domu... Tam zakładała zwykłe ciuchy i chadzała w samych skarpetkach. Upust emocjom dawała wieczorami, do poduszki.

Po spotkaniu z George’m, tym jak została zmuszona zabić go w samoobronie, powyrzucała zdjęcia wszystkich ofiar, których sprawy prowadziła. Pragnęła zmienić swoje życie, poukładać je, ale sprawy poszły w inną stronę. Na szczęście słowa psychopaty, George’a Marks’a, nie sprawdziły się. Nie jest sama, ma wspaniałych przyjaciół i mężczyznę swoich marzeń u boku. Jednakże nie jest gotowa, by się pozbierać, unieść głowę i zacząć układać życie od samego początku. Matka zabrała jej dzieciństwo, mężczyzna, który ją pobił, gdy miała dziesięć lat, poczucie bycia bezpiecznej na ulicy, Patrick, wiarę w miłość, a dwóch byłych detektywów odebrało jej godność.

- Lil, słuchasz mnie?- z zamyślenia wyrwał ją głos prokuratora i dotyk ciepłej dłoni Scotty’ego na ramieniu.

- Zamyśliłam się, może pan powtórzyć?

- Richard- rzekł spokojnie Wright- Nie pan, Richard- spojrzał na Valens’a- Młody człowieku, zabierz swoją partnerkę do domu. Podjadę tam jutro i dokończymy to, dobrze? Jest zmęczona.

Scotty kiwnął głową i podał mu adres poczym pomógł założyć płaszcz partnerce i wyprowadził ją do samochodu.

- Która godzina?- zapytała.

- Dochodzi piąta po południu. W domu zjemy obiad i będziesz mogła odpocząć. To był ciężki dzień- powiedział otwierając przed nią drzwi do samochodu i pomógł jej wsiąść.

Kite obserwował dwójkę detektywów z okna swojego biura. Widząc Lilly poczuł jak przez jego ciało przepływa fala zimna. Jej twarz, poznaczona zielonymi już siniakami... Jej drobne ciało potrzebujące pomocy nawet przy wsiadaniu do samochodu... Bolało go to. Chciał być u jej boku zamiast Valens’a, ale wyrządził jej za dużą przykrość, by prosić ją o wybaczenie.

„Nie w tej chwili” pomyślał „Nie, gdy ona jest w takim stanie”

Stillman dostał wiadomość od prokuratora Wright’a, że sprawa nie będzie łatwa. Przesłuchanie Lil sprawia jej ogromny ból. Wszystko dzieje się dla niej za szybko i mimo iż mają winnych, z których jeden już siedzi w więzieniu, a drugi czeka na rozprawę i wyrok w areszcie, to nie będzie łatwo wygrać.

- Świadek jeśli przestanie mówić, będzie wyglądał w oczach przysięgłych jak osoba zmyślająca bieg wydarzeń- poinformował Richard.

- Lil nie jest twarda jak w pracy. Znam ją od lat, jestem dla niej niczym ojciec, a ty mówisz, że nie będzie łatwo? Dla niej już życie dość się skomplikowało!- oburzył się Stillman i odłożył słuchawkę.

Wyciągnął z pod biurka butelkę szkockiej i nalał sobie do kubka. Wiedział, że nie powinien pić.

„Smutków nie topi się w alkoholu” pomyślał biorąc potężnego łyka.

Przełknął alkohol i spojrzał na butelkę. Następnie jego wzrok skierował się na w połowie pełny kubek, który trzymał w ręku.

„Nie, nie będę bawić się w Ellen” powiedział sam do siebie mając na myśli matkę Lilly i cisnął kubkiem o ścianę.

- Coś nie tak?- w progu pojawiła się Jossie.

- Nie. Wszystko w najlepszym porządku.

Sutton usiadła w fotelu naprzeciwko porucznika.

- Przecież widzę, szefie. Chodzi o Lil i rozprawę, tak?

Stillman zmierzył ją wzrokiem i spuścił wzrok.

- Tak- rzekł po chwili.

- Jak się rozklei na sali i przestanie mówić, to nie wezmą jej serio, tak?- było to raczej stwierdzenie niż pytanie.

- Skąd... Jak...

- Doświadczyłam tego samego szefie. Lata temu- opuściła głowę- I wiem jakie to będzie dla niej ciężkie. Chciałbym z nią porozmawiać.

- Nie wiem, czy Lil będzie chciała rozmawiać. Dziś miała bardzo ciężki dzień. Była u prokuratora i nie opowiedziała wszystkiego. Słowa utykały jej w gardle...- Stillman wstał; cały był spięty- Gdyby to ode mnie zależało... Zabiłbym tych dwóch- warknął .

Jossie spojrzała na niego. Od samego początku widziała, że porucznik lubi Lil i na wiele jej pozwala. Nie znała jednakże przyczyny tego zachowania.

- Mam pytanie, ale nie wiem czy mogę je zadać- powiedziała.

- Mów- Stillman usiadł wzdychając ciężko.

- Czy pan faworyzuje detektyw Rush?

Porucznik spojrzał na nią. Obawiała się ujrzeć w jego spojrzeniu gniew, wściekłość, ale zamiast tego zobaczyła ból. Mężczyzna, w którym zawsze było tyle energii wyglądał teraz jak dmuchany manekin z którego ktoś upuścił powietrze.

- Lil... Ja jej nie faworyzuje, Jossie- zaczął- Ona miała ciężkie życie. Znam ją od ponad 10 lat, gdy była jeszcze na studiach na grafologa. Nie miała ojca, matka... O niej nawet nie wspominam, bo do tej pory sprawia kłopoty. Siostra wcale nie lepsza, faworyzowana przez matkę. Lilly miała bardzo ciężkie dzieciństwo. Pobicia, zastraszanie, widok pijącej i puszczającej się matki, która najbardziej kochała tę drugą siostrę...- spojrzał na Sutton- Byłem pierwszym człowiekiem, w którym znalazła oparcie w bardzo ciężkich życiowych chwilach, powierzała, to mnie jako pierwszemu zaufała. Nie narzeczonemu, który zrobił jej świństwo... Zaufała mi. Powierza mi tajemnice, o których nikt inny nie wie. Moje małżeństwo rozpadło się wiele lat temu i nie miałem kontaktów z córką...- przerwał nie wiedząc jak dobrać słowa.

- To traktujesz Lil jak swoje dziecko- powiedziała Jossie z lekkim uśmiechem- Rozumiem.

- Nie, nie rozumiesz. Lil była jedyną kobietą w całym wydziale przez prawie 10 lat i jak widzisz, w oczach wielu nadal tak jest traktowana. Nie chodzi tu o żadną faworyzację, czy ułatwienie jej pracy, nie. Po prostu Lil jest sympatyczną młodą policjantką, zawsze taka była. Jest bardzo inteligenta, kocha pracę, bo to w niej zapomina o życiu jakie miała. Fakt... Przepracowuje się, ale dzięki temu nie fiksuje jak inni z rodzin patologicznych...- porucznik spojrzał na rozmówczynię- Cholera... Wyciągnęłaś to ze mnie... Nie wiem jakim cudem, ale... Cóż, więcej nie mogę wyjawić. Jeśli chcesz porozmawiać z Lil, to najpierw zadzwoń do Scotty’ego.

- Dobrze- powiedziała Jossie wychodząc z biura Stillman’a z sercem w gardle.

Nie myślała, że szef może się przed nią otworzyć. Poczuła, że Stillman zaczyna darzyć ją większym zaufaniem, co było dla niej powodem do dumy.

Jej przeszłość wydała jej się teraz wspaniałą. Gwałt w liceum, przegrany proces, kłopoty z facetami... To wszystko wydało jej się teraz maleńkimi porażkami.

Wyciągnęła telefon i wykręciła numer partnera Lil.

Scotty wszedł do sypialni, gdzie na łóżku leżała Lil. Jeszcze nie usnęła, więc jak tylko zobaczyła partnera stojącego w progu zapytała się, czy coś się stało.

- Nie, dzwoni Jossie. Prosi o rozmowę, ale nie telefonicznie- powiedział siadając na brzegu łóżka ze słuchawką telefonu przyciśniętą do klatki piersiowej.

- Dobrze, niech przyjedzie- rzekła Rush.

Scotty przyłożył słuchawkę do ucha i przekazał, że Lil godzi się na rozmowę, poczym rozłączył się.

- Będzie za kwadrans- oznajmił cicho zapalając lampkę nocną.

Od wczoraj Lil spała przy zgaszonym świetle, co cieszyło Valens’a. Oznaczało to, że Rush czuje się bezpieczna w jego obecności i po woli wraca do siebie.

- Gdzie ona jest?- zapytała Jossie wchodząc do mieszkania Scotty’ego.

- W sypialni- odpowiedział- Zawołam ją do salonu, poczekaj- rzekł i ruszył w stronę pokoju, w którym była Lilly, ale poczuł uścisk na przedramieniu.

- Ja tam pójdę. Zostaw nas same, ok.?

Valens zawahał się moment, ale ustąpił i pokazał, gdzie ma się skierować Sutton.

Weszła do sypialni, którą oświetlała umieszczona przy łóżku lampka nocna. Lilly siedziała w pozycji półleżącej, wsparta na poduszkach.

- Usiądziesz?- zapytała Rush wskazując krzesło stojące nieopodal łóżka- O czym chcesz rozmawiać?

- O rozprawie- zaczęła Sutton- Powinnaś to przełożyć na późniejszy termin. Rób wszystko, by sprawę przeciągnąć.

- Dlaczego? Chcę go wsadzić za kratki.

- Wiem Lil, ale posłuchaj mnie uważnie- Jossie wstała z krzesła i usiadła na brzegu łóżka- Adwokat będzie chciał cię złamać i uda mu się. Jego słowa zabolą cię na tyle, że się załamiesz. Zacznie manipulować dowodami i twoimi zeznaniami, a wtedy Lassing wyjdzie na wolność. Musisz uspokoić się wewnętrznie i...

- Nie mów mi co mam robić Sutton!- wrzasnęła Lilly czując jak łzy cisną jej się do oczu- To ja zostałam zgwałcona, nie ty! Nie wiesz co przeżyłam, nie wiesz jak się czuję, jak mnie to boli! Mam dość bycia czarną owcą i magnesem na pecha! CHCĘ ŻYĆ CZUJĄC SIĘ BEZPIECZNA, A TAK NIE BĘDZIE DOPÓKI CHRIS NIE PÓJDZIE ZA KRATKI!

Do pokoju wparował Scotty. Jossie odsuwała się od łóżka, Lil stała naprzeciwko niej i wymachiwała rękami; z oczu płynęły jej łzy. Poruszała się jak zwykle wolno z lekko rozstawionymi nogami, by nie sprawiać sobie zbyt dużego bólu.

- Lilly, uspokój się- powiedział Scotty odsuwając ją delikatnie od Sutton.

Rush trzymała ją za kapy marynarki i próbowała nią potrząsać, ale brakło jej sił. Puściła policjantkę i osunęła się na ziemię ukrywając twarz w dłoniach.

- Ja już... pójdę- powiedziała zmieszana Sutton patrząc na Lilly- Ale zanim wyjdę co ci powiem- zwróciła się do siedzącej na podłodze detektyw- Wiem co przeszłaś. Wierz mi, że wiem jak to boli.

Jossie opuściła mieszkanie Valens’a. Scotty kucnął przy partnerce i odciągnął delikatnie jej dłonie od twarzy. Popatrzył na nią. Nie chciała spojrzeć na niego.

- Nie denerwuj się, Lil. Chodź do łóżka. Połóż się, prześpij- rzekł podnosząc ją z podłogi.

Gdy wsunął rękę pod jej kolana, jęknęła cicho. Oplotła rękoma jego szyję i wtuliła w nią twarz.

Scotty delikatnie ułożył ją na łóżku. Nie chciała puścić jego szyi zmuszając go do położenia się obok. Czuł jej drżenie i dotyk jej chłodnych dłoni na karku. Była zdenerwowana, łzy nadal płynęły jej z oczu.

- Chciałam umrzeć- wyszeptała- Gdy mi to robił... Chciałam, by mnie zabił- po tych słowach wybuchnęła płaczem.

Nigdy dotąd nie słyszał aż tak silnego ataku jej płaczu. Chciał, by to się już skończyło, cała ta sprawa, wszystko... Chciał, by jej życie wróciło do normy, by mogła zapomnieć.

- Ciii...- szeptał jej cicho do ucha gładząc jej drżące od płaczu plecy- Ciii... Jestem tu i nie pozwolę cię już więcej skrzywdzić, obiecuję.

Zapewne dla większości ludzi, Lil mogła się wydawać w tej chwili osobą żałosną, ale w oczach Scotty’ego była tylko bezbronną, drobną i skrzywdzoną kobietą, która potrzebuje pomocy. Nie liczyło się dla niego ile czasu będzie się odbudowywać jej psychika. Chciał tylko być przy niej i dawać jej oparcie w trudnych chwilach. Pragnął, by łzy wypłakiwała w jego tors, szyję... Ale nie w poduszkę.

Następnego ranka przyjechał prokurator Wright. Był wcześniej niż się Scotty spodziewał.

- Lilly jeszcze śpi, panie Wright- szepnął zapraszając gościa do salonu.

- Mówi mi po imieniu młody człowieku- poprosił z uśmiechem Richard- Niech śpi. Mamy czas.

Valens zaparzył kawy. Nie spał już od godziny i czuł się lekko zmęczony. Rush nie spała do późna. Zdenerwowała się wczoraj na Sutton na tyle, by nie móc zasnąć. Scotty’ego to rozwścieczyło, więc dziś z samego rana, zanim przyszedł Wright, wykonał telefon do Stillman’a prosząc, by taka sytuacja nigdy się nie powtórzyła. Wiedział, że Jossie chciała dobrze, ale nie potrafił patrzeć jak ktokolwiek krzywdzi Lil. On wyprowadzał ją na prostą, a inni próbując to zrobić pogrążali ją.

- Wygramy?- zapytał dopijając kawę.

- Dowody są obiecujące, ale obawiam się, że sąd wypuści go za kaucją. Był detektywem, zna prawo, a Lilly nie będzie w stanie się sprzeciwić. Bordeman chce przesunąć rozprawę. Twierdzi, że jego klient został pobity przez policję i przesłuchiwany wbrew regulaminowi, prawie dwanaście godzin- poinformował go Wright.

Scotty pokręcił głową.

- Cholera- syknął cicho- Uda mu się załatwić kaucję?

- Bardzo możliwe. Proszę nie mówić o tym detektyw Rush.

- Zobaczę. Jeśli uznam to za stosowne, a na razie tak to widzę, powiem jej.

W tym momencie do salony weszła powoli Lil. Przetarła oczy i ziewnęła.

- Wstałaś już? Chodź, usiądź, zrobię ci herbaty- powiedział wstając i wpuszczając ją na sofę.

Zniknął na moment w kuchni poczym wrócił niosąc kubek z parującym napojem.

- O czym tak najęcie szeptaliście?- zapytała patrząc to na jednego, to na drugiego.

Wright uśmiechnął się.

- O niczym ważnym- rzekł- Scotty i ja...

- Mogą go wypuścić za kaucją Lil- wtrącił Valens siadając obok Rush- Richard mówi, że to bardzo prawdopodobne.

Lilly spojrzała na prokuratora wzrokiem pełnym obaw, strachu i bólu. Nie mógł on znieść tego spojrzenia, więc spuścił głowę.

- Cz... Czy to P... Prawda?- zapytała ledwo mówiąc.

Prokurator kiwnął głową.

- Adwokat Chris’a właśnie to chce zrobić- powiedział- Prosiłem detektywa Valens’a, by ci nic nie mówił, ale...

- Miałem ukryć przed nią kolejny fakt? Nie!- wtrącił ponownie Scotty- Już raz to zrobiłem i więcej tak nie postąpię. Z resztą... Lepiej takie fakty znać przed rozprawą niż zostać zaskoczonym w sądzie.

Lilly spojrzała na Valens’a, a następnie powróciła wzrokiem do prokuratora.

- Od... Od... Od kiedy... Pan wie o... Tej kaucji?- zapytała.

Richard spojrzał jej w oczy.

- Od pierwszej rozmowy z Bordeman’em. Od trzech dni- odpowiedział.

- I ja nic nie wiem? To po co ja cokolwiek mówię? Po co? I tak go wypuszczą!- Rush zamachnęła ręką, zrzuciła kubek pełen herbaty na podłogę, wstała i wyszła do łazienki.

Wright popatrzył za nią. Nie wiedział co powiedzieć.

- Pff... Kolejna porażka na drodze do sprawiedliwości- powiedział Valens- Proszę wyjść. Jeśli wypuszczą gnoja na jutrzejszej rozprawie... Zmienimy oskarżyciela.

Prokurator opuścił mieszkanie detektywa. Scotty nie zajął się sprzątaniem kubka, gdyż na dywanie zobaczył krew. Niewielkie krwawe ślady prowadziły do łazienki, w której siedziała Lil.

- Lilly?- zapukał do drzwi- Wszystko w porządku? Mogę wejść?

Nie usłyszał odpowiedzi, więc otworzył drzwi i zobaczył ją siedzącą na podłodze obok wanny. Gałgan zwiniętego papiery toaletowego trzymała przyciśnięty do prawej stopy.

- Skaleczyłam się- wyszlochała- Szkło weszło mi w stopę...

Scotty podszedł do niej, ukucnął i odciągnął jej drobną dłoń od rany. Nie było to wielkie skaleczenie i zapewne nie bolało ją mocno, ale w sytuacji w jakiej jest teraz... Każde, nawet drobne zadrapanie bolało ją bardzo. Jej psychika była na skraju wytrzymania.

- Wyjmę szkło- powiedział biorąc z apteczki pensetę- Nie bój się.

Rush zamknęła oczy i odwróciła wzrok. Nawet nie zauważyła kiedy Valens skończył. Przelał jej ranę wodą utlenioną i zakleił plastrem.

- Mam dość tej sprawy, wiesz?- zagadnęła, gdy złapał ją pod ramiona i podniósł z podłogi- Mam dosyć siebie samej. Czuję obrzydzenie do... Do mnie... Do mojego... Ciała. On mnie... On... Scotty, ja... Minął tydzień a ja… Ja nadal go słyszę, czuję, widzę… Czuję się zbrukana- jej głos drżał, ale starała się powstrzymać wybuch płaczu- Boję się być sama, boję się w snach, on mnie... On mnie przeraża, Scotty... On nie daje mi spokoju... Utkwił mi w pamięci niczym... Boże... Czy to się nigdy nie skończy?

- Lilly...- zaczął Scotty biorąc ją w swoje ramiona- Wiele w życiu przeszłaś, większość, to były złe doświadczenia., wiem, ale teraz... Teraz musisz uwierzyć, że będzie dobrze.

Podniósł ją i zaniósł do salonu, gdzie postawił przed nią gorącą melisę.

- Wypij. Uspokoisz się trochę. Nie chcę cię szprycować tymi tabletkami uspokajającymi. Wystarczą ci przeciwbólowe.

- Boję się rozprawy- powiedziała, gdy podawał jej środki na ból.

- Wiem- pogładził jej włosy- Będzie dobrze, pamiętaj. Jestem tu i będę cały czas. Ufasz mi, prawda?

Kiwnęła głową wtulając się w jego tors. Bolała ją głowa, łono, żebra... Była kłębkiem nerwów. Bała się każdego szmerku, ruchu, głosu kogoś innego niż Scotty. Nawet głosy prokuratora Wright’a i porucznika Stillman’a przyprawiały ją o dreszcze. Tylko Scotty’emu ufała. Sama siebie pytała w myślach: „Dlaczego on? Czemu ufam właśnie jemu?”. Odpowiedzi nie znała. Nie chciała jej poznać. Dobrze było jej u Valens’a. Otoczył ją troską, opieką, miłością... Te uczucia były jej dotąd obce, a zawsze o nich marzyła. Od dziecka.

Lil spała tej nocy bardzo niespokojnie. Co godzinę budziła się z krzykiem, zlana zimnym potem, w dreszczach. Nawiedzały ją koszmary minionego tygodnia, które dopiero teraz się zaczęły nasilać. Scotty wiedział, że to dopiero początek góry lodowej, wstęp do naprawdę ciężkich koszmarów.

Za każdym razem, gdy budziła się krzycząc, Valens był przy niej. Przytulał ją do siebie i uspokajająco gładził jej plecy.

Nad ranem, gdy było jeszcze ciemno, wstała z łóżka, gdy Scotty usnął obok niej. Skierowała swe kroki do kuchni, gdzie zaparzyła sobie herbaty z malinami i usadowiła się w salonie na sofie. Bała się rozprawy. Bała się tego, że ujrzy twarz swojego oprawcy, mężczyzny, który odebrał jej chęć do życia i zbrukał jej ciało.

Gdy zaczęło świtać Scotty otworzył oczy. Leżał w łóżku sam. Wstał i praktycznie pobiegł do salonu, w którym zastał śpiącą na sofie w pozycji siedzącej Lilly. Miała zapuchniętą od płaczu twarz i zaczerwienione oczy. W dłoni trzymała pusty kubek po herbacie. Valens wyjął jej delikatnie naczynie z ręki i popatrzył na jej drobną, zwiniętą postać. Spojrzał na zegarek, dochodziła siódma rano, więc postanowił pozwolić jej jeszcze pospać. Uniósł ją w swoich ramionach i zaniósł do sypialni. W ostatniej chwili, zanim położył ją do łóżka, oplotła rękoma jego szyję i wtuliła w nią twarz.

- Rano?- zapytała przez sen.

- Śpij, masz jeszcze czas- szepnął.

Ułożył ją na łóżku i upewniwszy się, że śpi, poszedł do kuchni zaparzyć melisy dla Lilly i napić się kawy.

Pozwolił jej pospać do 8:30, gdyż musieli się przygotować na rozprawę, która miała rozpocząć się o 9:30.

- Lilly- szepnął gładząc jej włosy- Pora wstać. Musimy się szykować.

Rush otworzyła po woli oczy. Rozejrzała się dokoła zamglonym wzrokiem.

- Zasnęłaś na sofie. Nie wiem jak i kiedy, ale...- przerwał i podał jej kubek z melisą- Postanowiłem dać ci jeszcze pospać, więc przeniosłem cię tutaj. Wypij.

- Co to?

- Melisa.

- Nie chcę. Muszę trzeźwo myśleć.

- Lilly, proszę... To nie żadne pastylki, tylko zioła. Uspokoją cię, ale nie zamglą. Wypij, nie chcę, byś się denerwowała. I tak cała się trzęsiesz- spojrzał jej w oczy.

Kiwnęła głową i wypiła duszkiem zawartość kubka.

Budynek sądu był bardzo stary. Można go było porównać z kamienicą: brak windy, długie schody z masą stopni do pokonania, trzy piętra. Sala, do której zmierzali Lil, Scotty i Stillman mieściła się właśnie na samej górze. Rush miała kłopoty z podejściem pod taką ilość stopni – bolały ją wszelkie obtarte i poranione miejsca na nogach. Do pierwszego piętra weszła sama. Z pokonaniem następnych stopni pomogli jej Valens i Stillman, łapiąc ją pod ramiona i praktycznie wnosząc na górę.

- Witam- prokurator Wright posłał w ich stronę słaby uśmiech.

Lilly stała i spojrzała za niego. Do sali wprowadzali Chris’a.

- Lil!- krzyknął- Lilly! Jestem niewinny! Ja ci tego nie zrobiłem!

Rush odwróciła głowę. Pragnęła ogłuchnąć i oślepnąć, nie słyszeć jego słów oraz nie widzieć jego twarzy. Nogi miała jak z waty. Złapała Scotty’ego pod rękę, gdy wchodzili na salę sądową.

Sędzia przewodniczący był mężczyzną. Ogłosił czego dotyczy proces, a gdy skończył, wstał adwokat Bordeman.

- Chciałbym prosić wysoki sąd o wypuszczenie mojego klienta za kaucją. Został on oskarżony bez konkretnych dowodów, przesłuchiwano go dwanaście godzin- rzekł szybko.

- Sprzeciw!- krzyknął Wright- Klient pana Bordeman’a jest podejrzanym dziewięciu gwałtów i cztery morderstwa! Usiłował zabić moją klientkę, detektyw Lillian Rush.

- Oskarżony nie przyznaje się do winy- powiedział adwokat ponownie zwracając się w stronę sędziego.

Sędzia spojrzał to na jednego, to na drugiego.

- Ustalam kaucję wysokości dwudziestu tysięcy dolarów. Ma pan zakaz zbliżania się do detektyw Rush i innych kobiet, których nazwiska znajdują się w aktach. Nie wolno panu opuścić miasta, rozumie pan?

Lassing kiwnął głową i spojrzał z triumfem na Wright’a. Sędzia dał znak, by zacząć.

Pierwszy był Bordeman.

- Wzywam na świadka samą poszkodowaną, Lillian Rush- oznajmił.

Prokurator, Valens i Stillman byli zszokowani, a Lil po prostu zbladła.

- Mam proste pytanie- rzekł adwokat i pokazał na ekran telewizora- Coś pani pokażę- włączył PLAY; na ekranie pojawiło się nagranie dokonanego na niej gwałtu- Czy jest pani w stu procentach pewna, że mój klient zrobił pani to, co widzimy na tej taśmie?

Lil pobladła jeszcze bardziej. Wszystkie oczy zwrócone były teraz ku niej. Zabrakło jej tchu, dusiła się i telepała. Nie była w stanie nic powiedzieć. Po prostu patrzyła się w ten głupi telewizor obserwując gwałt, którego dokonano na niej w zeszłym tygodniu. Przed oczyma mignęło jej wszystko co zdołała zapamiętać, znów czuła ból. Bolało ją wszystko tak samo jak tamtego cholernego dnia, wieczora... Nawet pory gwałtu dokładnie nie pamiętała.

Czuła jak jej ciało ponownie ogarnia fala obrzydzenia. Z chwili na chwilę narastały w niej mdłości. Bezsilność i strach sparaliżowały ją.

- Proszę przerwać obrady!- wykrzyknął Wright patrząc na Lilly, która wyglądała jakby miała zaraz zemdleć.

Sędzia spojrzał na świadka i zrozumiał. Przerwał rozprawę opóźniając ją do jutra po południu.

Rush wstała i na uginających się nogach wyszła na korytarz. Scotty wybiegł za nią. Była zgięta w pół, ręką zasłaniała usta.

- Lilly?- szepnął dotykając jej pleców- Co jest?

Mruknęła przez zasłonięte usta coś, z czego zrozumiał tylko słowo „łazienka”. Poprowadził ją we wskazane miejsce. Lil ledwo weszła do ubikacji, pochyliła się nad sedesem i zwymiotowała osuwając się na ziemię. Torsje trwały kilka minut, które dla Valens’a wydawały się wiecznością.

- Już dobrze, Lil- szeptał odgarniając jej włosy.

Stillman stał z boku. Nie wytrzymał długo i wyszedł.

- Co pan sobie do cholery myśli!- ruszył na Bordeman’a- Nie widzi pan w jakim ona jest stanie? Tylko jej pan szkodzi!

- Wykonuję tylko swoją pracę- warknął adwokat z szyderczym uśmiechem.

- Broniąc gwałciciela, który skrzywdził moją podwładną. Nie waż się pan do niej zbliżać!

- SPOKÓJ!- usłyszeli donośny głos.

Na korytarzu pojawił się sędzia przewodniczący w towarzystwie prokuratora okręgowego, Wright’a.

- Panie Bordeman, zapraszam do mojego gabinetu- rzekł spokojniej i zniknął z adwokatem w swoim biurze.

Stillman wlepił wzrok w prokuratora, który stał naprzeciw niego i zapytał co się dzieje.

- Lil nie będzie zeznawać w obecności Lassing’a. Udało mi się przesunąć rozprawę na pojutrze- wyjaśnił Richard.

Tom uśmiechnął się mimowolnie, ale mina mu zrzedła, gdy zobaczył Scotty’ego wynoszącego owiniętą w płaszcz Rush z łazienki. Słyszał jej płacz i widział jak jej drobne ciało trzęsie się w ramionach policjanta.

- Boże- szepnął podbiegając do detektywów- Scotty... Lilly... Jezu... Co się stało?

- Zabieram ją do domu, jest w szoku- Valens miał łzy w oczach, ale ton jego głosu nie zdradzał jego zdenerwowania.

Stillman pogładził Rush po głowie i ucałował jej policzek.

- Będzie dobrze, zobaczysz- szepnął- Obcuję, że te bydle nigdy więcej nie ujrzy światła słonecznego.

Lil resztkami sił wtuliła się w Scotty’ego i poprosiła, by zabrał ją do domu.

- Zawieziesz nas?- zapytał Valens.

Porucznik kiwnął głową.

- Otworzę ci drzwi- zaoferował Stillman widząc jak Scotty niesie Lil do domu.

Valens kiwnął głową i powiedział, że klucze ma w prawej kieszeni płaszcza. Porucznik otworzył im drzwi. Scotty wniósł Rush do domu i skierował swe kroki do sypialni, zanim się tam znalazł poprosił szefa, by przyniósł z kuchni tabletki uspokajające.

- Są na tacy obok melisy.

Lilly cała się trzęsła. Czuł to cały czas odkąd objął ją w łazience. Mamrotała, ze jest jej zimno, że mdłości nie ustały. Błagała go o pomoc, a on nic nie mógł zrobić. Bezsilność jaką czuł dobijała go coraz bardziej.

Usiadł z nią na brzegu łóżka. Zwinęła się na jego kolanach telepiąc się przeraźliwie.

- Masz, weź to- poprosił delikatnie Stillman podając jej tabletki i szklankę wody.

Rush odwróciła głowę w drugą stronę.

- Pokaż- powiedział Scotty biorąc od szefa tabletki; zwrócił się do policjantki- Weź je proszę. Lilly, pomogą ci.

Policjantka wyciągnęła rękę i wzięła od niego tabletki. Szklankę trzymał jej Scotty, gdy popijała je wodą.

Kilkanaście minut później usnęła na jego kolanach, co pozwoliło mu opuścić sypialnię, usiąść w salonie i najzwyczajniej w świecie dać upust emocjom. Z jego oczu popłynęły łzy. Stillman położył mu rękę na ramieniu.

- Musisz być silny- powiedział spokojnym tonem- Jeśli ona cię zobaczy w takim stanie...

- Wiem- przerwał mu trzęsącym się głosem- Wiem, ale... Ja nie wiem jak jej pomóc szefie. Ona cierpi, błaga mnie o ratunek, a ja jestem bezsilny. Nie potrafię zabrać od niej całego bólu...

- Rozumiem, ale proszę cię... Weź się w garść. Mogę ci pomóc jeśli chcesz.

- Niby jak? Tłumacząc jej koszmary senne? Dając jej swój rękaw do łez? Poszukaj dowodów, które skażą Lassing’a na śmierć!

Porucznik kiwnął głową.

- Dobrze, więc... Jeśli będziesz czegokolwiek potrzebował... Znasz mój numer. Dzwoń o każdej porze dnia i nocy- rzekł ‘zwijając się’.

Scotty kiwnął głową i podziękował za wyświadczoną pomoc. Gdy tylko Stillman opuścił mieszkanie, Valens zatopił twarz w poduszce i popłakał się. Jego ciałem wstrząsały dreszcze, których nie potrafił opanować. Ostatnim razem czuł się tak po stracie Elisy. Płakał wtedy kilka dni, równie mocno jak teraz.

Stillman siedział przez chwilę w samochodzie pod domem swojego podwładnego. Twarz miał ukrytą w dłoniach. Miał ochotę zabić Lassing’a i jego adwokata.

„Jak można zrobić takie świństwo bezbronnej, pokrzywdzonej i delikatnej kobiecie?” pytał sam siebie.

Uderzył dłonią w kierownicę i wyciągnął telefon.

- Richard? Postaraj się przenieść przesłuchanie o jeszcze jeden dzień- powiedział- Lil jest w szoku, potrzebuje czasu, by się unormować. Dzięki.

Włożył komórkę z powrotem do kieszeni i odpalił silnik.

- Jak poszło?- zagadnął Vera, gdy Stillman wszedł do biura.

Oczy całego wydziału były zwrócone ku niemu. Pokazał palcem na Nick’a, Jossie i Will’a. Gestem zaprosił ich do swojego biura, gdzie wskazał im fotele.

- Usiądźcie- mina Stillman’a mówiła wszystko, a zarazem nic.

Dało się wyczytać, że w sądzie wydarzyło się coś złego, ale nie wiedzieli co.

- Więc?- naciskał Vera wpatrując się w szefa.

Porucznik westchnął głośno i zaczął opowiadać:

- Adwokat puścił kasetę z nagraniem gwałtu, gdy wywołał Lil na świadka- Nick walnął pięścią w stół, Jeffries’owi opadła szczęka, a Jossie mruknęła pod nosem „Popierdolony”; Stillman nie zwrócił uwagi na bluźnierstwa- Rush zatkało, nic nie powiedziała. Ten kretyn doprowadził ją do torsji. Jest w szoku- detektywi kręcili głowami- Ale to nie wszystko- wszyscy skupili na nim wzrok- Chris jest wolny. Wyszedł za kaucją.

- CO!- oburzyli się Nick i Will jednocześnie.

- SPOKÓJ!- porucznik podniósł głos i zagroził im palcem- Żadnych krzyków. Macie znaleźć więcej dowodów. Kolejna rozprawa za trzy dni.

Detektywi opuścili biuro porucznika z gotującą się w żyłach krwią. Vera walnął w biurko z całej siły tak, że pękł blat i wszystkie rzeczy spadły na podłogę.

- Niech to ktoś do cholery naprawi!- krzyknął- To ma być biurko? Cienkie jak papier toaletowy!

- Nick...- upomniała go Jossie- Spokojnie.

- Spokojnie! Moja przyjaciółka właśnie jest w szoku, zobaczyła coś czego nie powinna a ty mi mówisz, że MA SIĘ USPOKOIĆ!

- VERA!- wrzasnął Stillman, który zobaczył co się dzieje- Marsz do domu i nie wracaj dopóki nie ochłoniesz.

- Już mi lepiej- warknął detektyw.

- DO DOMU!- porucznik pokazał mu drzwi- Williams, zajmujesz miejsce detektywa Very. Sutton, wprowadź nowego w szczegóły.

- Pierdole to. Znajdę tego gnoja i osobiście go połamię, zabiję...- syknął Nick przechodząc obok szefa.

- Vera, zostajesz właśnie zawieszony w pracy na czas bliżej nie określony. Oddaj odznakę i broń. Masz zakaz opuszczania miejsca zamieszkania, będziesz pod dwudziestoczterogodzinną obserwacją- wyrecytował Stillman- Jeśli oskarżonemu w sprawie gwałtu na detektyw Rush coś się stanie, ty będziesz pierwszym podejrzanym.

- Nie będę siedział potulnie z dupą w domu, gdy ten zboczeniec grasuje po ulicach i gwałci kobiety. Dość szkód już wyrządził!

- Dobrze, więc... Aresztuję cię na czterdzieści osiem godzin za zakłócanie porządku publicznego- rzekł Stillman i zawołał jednego ze strażników- Do izolatki. Przykro mi Nick.

- Scotty?- szepnęła Lil stojąc przy sofie, na której spał wycieńczony detektyw- Scotty?

- Hmmm...?- mruknął otwierając oczy- Lilly, nie śpisz? Która to godzina?

Przeciągnął się i spojrzał na zegarek. Minęło prawie pięć godzin odkąd wrócili z sądu.

- Nie mogę spać- szepnęła.

Spojrzał jej w oczy i wiedział. Poznał, że jest jej potrzebny, że ona pragnie, by ją przytulił. Otwarł ramiona, w które momentalnie się wtuliła. Otulił ją kocem, którym sam był przykryty i pogładził po włosach. Nadal drżała, ale już mniej.

- Głupio mi- powiedziała nagle- Zachowałam się jak dziecko. Przepraszam...

- Lilly...- jego serce skurczyło się- Nie przepraszaj, bo nie masz za co. Adwokat nie powinien był zrobić tego, co zrobił. Sędzia nie był tym faktem zadowolony, bo nie został poinformowany o treści kasety. Twoja reakcja była całkowicie naturalna.

- Ale...

- Nie ma ale, Lilly. Nie obwiniaj się o nic, bo to zawinił Lassing. To on ciebie skrzywdził, nie ty jego, zapamiętaj.

Kiwnęła głową i odetchnęła głęboko. Scotty dotknął jej czoła, było gorące.

- Z tego wszystkiego masz temperaturę- szepnął okrywając ją szczelniej kocem- Zimno ci?

- Trochę.

- Zrobię ci herbaty z miodem- zaoferował i chwilę później przyniósł jej kubek pełen herbaty- A powiedz, jak się czujesz? Mdłości ci przeszły?

Kiwnęła głową. Valens wiedział, że Lil nie lubi ostatnio się odzywać, a on nie chciał ciągnąć jej za język.

- Wiesz... Nie chcę cię do niczego zmuszać, bo to nie leży w mojej naturze, ale proszę cię... Jeśli coś cię trapi... Wyrzuć to z siebie.

Spojrzała na niego. Jej wzrok był nasycony strachem i obawami. Patrzyła na niego inaczej niż Elisa, czy Christina. W jej oczach było zaufanie, stu procentowe zaufanie do jego osoby.

- Ja...- zaczęła nie odwracając od niego wzroku- On... Gdy zobaczyłam tę... Kasetę... Poczułam się jak tydzień temu. Bezsilna, bezradna i brudna. Całe zdarzenie mignęło mi przed oczyma i wiesz... Coś sobie przypomniałam. Nie wiem jak, ale... Ich było trzech. Scotty... Ich było trzech...- po jej policzkach pociekły łzy, głos się załamał- Tak bardzo nigdy się nie bałam...

Valens przysunął ją delikatnie do siebie i przytulił ponownie dając jej się wypłakać.

„Jest taka delikatna, krucha i bezbronna” myślał za każdym razem, gdy jej dotykał, pomagał się umyć, ubrać „Nie zasłużyła sobie na takie życie. Nikt nie zasłużył”.

- Ten trzeci...- szeptała- On nie miał maski, myślał, że ja nic nie widzę... On... nadzorował, wydawał rozkazy... On... Kazał im mnie zabić- skuliła się w jego objęciach- Kazał mnie zabić i wyszedł. Ja go znam... Nie wiem skąd, ale znam go.

Scotty poczuł ścisk w żołądku.

Stillman siedział w swoim biurze, gdy dostał wiadomość od Valens’a o trzecim napastniku. Porucznik poprosił, by przyjechali na posterunek.

- Posadzimy ją przed komputerem- rzekł- Może rozpozna kogoś z naszej bazy danych.

Dwa kwadranse później Lil siedziała z podkurczonymi nogami w fotelu Stillman’a przeglądając bazę danych filadelfijskiej policji, a Scotty i porucznik mogli spokojnie porozmawiać na boku.

- Jak ona się czuje po tej akcji w sądzie?- zapytał Tom patrząc na drobną postać Lil skuloną na jego dużym fotelu.

- Ledwo się trzyma. Dostała gorączki- odparł Scotty wzdychając- Ale... Wyjdzie na prostą. Wszystko na to wskazuje. Rozmawia zemną, gdy ją poproszę. Nie okłamuje mnie...

- Zaufała ci, Scotty. Nie zmarnuj tego i nie skrzywdź jej, bo wtedy...- zagroził mu palcem- Będziesz miał ze mną do czynienia.

- Proszę się nie bać. Nie pozwolę jej skrzywdzić, nikomu- uśmiechnął się na przymus Valens- Gdzie Vera?

- W izolatce na czterdzieści osiem godzin.

- C... Co?

- Dostał szału jak powiedziałem o sytuacji w sądzie.

Nagle Lil podniosła się z fotela z przerażeniem w oczach.

- Wiedziałam, że skądś go znam- powiedziała podenerwowanym głosem- To.. To ten co mnie pobił... Jak miałam dziesięć lat.

Stillman podszedł do niej i położył jej rękę na ramieniu. Skrzywiła się, uciekła spod jego dłoni wprost do Scotty’ego.

Tom lekko zdziwiony spojrzał na ekran komputera, gdzie widniało zdjęcie ciemnego bruneta z blizną na prawym policzku: Ernest Duvall.

- Lil, zaczekasz chwilkę na zewnątrz? Tu, pod gabinetem?- poprosił porucznik.

Rush z oporem wyrytym na twarzy wyszła z biura.

- Co zrobiłem nie tak?- zapytał Stillman Scotty’ego.

- Położyłeś jej rękę na ramieniu, które ma całe posiniaczone wraz z łopatką i piersią- Valens spuścił głowę, słowa z trudem przechodziły mu przez gardło.

- Ekhm...- zakrztusił się porucznik- S... Skąd wiesz?

Scotty nie patrząc na szefa powiedział mu, że Lil nie jest jeszcze w stanie założyć bluzki, a przez kilka pierwszych dni pomagał się jej myć.

- Stąd wiem.

- Rozumiem... Boże... Scotty, wybacz mi moje wcześniejsze słowa, o tym żebyś jej nie skrzywdził, przepraszam.

- Nie ma sprawy. Możemy już iść?

Stillman kiwnął głową, a gdy tylko Lil i Scotty opuścili wydział, zawołał do siebie Sutton oraz Jeffries’a.

- Mamy kolejny trop. Oto trzeci z napastników, prawdopodobnie zleceniodawca, był u Lil wraz z Lassing’iem i Sherman’em. Złapcie go i przyprowadźcie tutaj- nakazał.

- Przydałby nam się Vera- mruknęła Jossie pod nosem.

Porucznik usłyszał co powiedziała.

- Nick powinien odsiedzieć swoje- rzekł.

- Wiem szefie, ale... Wszyscy są zdenerwowani. Inni to ukrywają, a Vera pokazuje. Co w tym złego?

- Stanowi zagrożenie.

- Zagrożeniem nazwałabym tych dwóch detektywów, którzy zgwałcili Lil i ich zleceniodawcę.

Stillman westchnął głęboko i zgodził się na uwolnienie detektywa, którego niedawno wpakował do izolatki.

- Ale jeśli coś odwali...

- Dopilnuje go- wtrącił Jeffries.

Vera wyszedł z celi w lekkim szoku. Przeprosił szefa za swoje zachowanie i obiecał, ze taka sytuacja się nie powtórzy.

- A jak Lil?- zapytał po cichu Jossie.

- Ciężko. Najpierw sąd, potem to wszystko...- przekazała mu wszystkie informacje na temat trzeciego sprawcy i Lilly- Jest totalnie przybita. Valens mówi, że miewa koszmary, mało śpi... To normalne, ale im dłużej sprawa będzie trwać, tym bardziej Lil może zamknąć się w sobie. I jeszcze ten adwokat...

- Wiem- burknął Nick- Zabiłbym drania z miłą chęcią.

Sutton poklepała partnera po ramieniu.

- Możesz zawieźć mnie do mojego domu?- zapytała cicho Rush.

Scotty zatrzymał się na światłach, akurat zapaliło się czerwone światło.

- Nie sądzę, by to był dobry pomysł Lilly- powiedział patrząc na nią.

Odwróciła twarz i wyglądała przez okno. Poprosiła ponownie tłumacząc, że chce po prostu zobaczyć, przypomnieć sobie wszelkie szczegóły, które mogą się przydać do skazania sprawców.

- No dobrze, ale jeśli JA wyczuję, że coś jest nie tak, bądź zobaczę, że to cię przerasta... Wyjdziemy- zgodził się.

Lil kiwnęła głową i skupiła wzrok na swoich butach.

- Ernest Duvall! Policja! Otwórz drzwi!- krzyknął Vera stojąc wraz z oddziałem antyterrorystycznym pod drzwiami prawdopodobnego zleceniodawcy gwałtu na detektyw Rush.

Nikt nie odpowiadał. Z mieszkania nie dochodziły żadne dźwięki. Sutton dała znak do rozpoczęcia akcji.

Oddział wywarzył drzwi i wszedł do środka. Sprawdzili całe mieszkanie, jeśli w ogóle można to było nazwać mieszkaniem.

- Czysto!- powiadomił ich dowodzący grupą- Wychodzimy.

- Skur...- zaczął Vera, ale zamilknął pod wpływem miażdżącego wzroku Jeffries’a.

Trójka detektywów z obrzydzeniem sprawdziła ‘norę’ Duvall’a. Znaleźli masę zdjęć Lil jeszcze z lat dziecięcych. Większość fotografii ukazywała Lil w ciężkich sytuacjach: pobitą, zapłakaną, krzyczącą, sprzątającą po matce, a nawet zrzuconą ze schodów.

- Te n facet miał na jej punkcie obsesję- stwierdziła Sutton pokazując plik zdjęć kolegom.

- Te są nowe- rzekł Jeffries przeglądając sporą ilość fotek- Nie miałem pojęcia jak bardzo ona przeżyła ten incydent z George’m.

Rzucił zdjęcia na stół. Vera i Jossie zaczęli je oglądać. Ujrzeli Lilly siedzącą na sofie w salonie, z chusteczką przy twarzy. Na innym darła zdjęcia z szuflady przy łóżku, a na jeszcze innych... Zobaczyli sceny gwałtu. Nie tylko tego, który nagrany był na VIDEO, ale i tych kolejnych, gdy Rush była już odurzona.

Do mieszkania wszedł Stillman i zabrał im zdjęcia.

- Wezmę to, a wy znajdźcie mi Ernest’a- rzekł ze skwaszoną miną przeglądając fotografie.

Scotty zaparkował samochód przed domem Lil.

- Jeśli nie chcesz...- zaczął, ale ona mu przerwała mówiąc, że chce i wysiadła z samochodu.

Niepewnie ruszyła w stronę budynku. Valens wysiadł i ruszył za nią wyjmując jej klucze z kieszeni swojego płaszcza. Zaczął otwierać drzwi, gdy poczuł jej rękę w swojej.

- Jestem tu, pamiętaj, że ja tu jestem- powiedział składając delikatny pocałunek na jej czole.

Otworzył drzwi i wprowadził ją do środka. Cały czas trzymała jego rękę. Obejrzała hol, salon i doszła do kuchni, gdzie wszystko się wydarzyło. Podłoga była czysta, ale ona wiedziała gdzie dokładnie została zgwałcona. Zapamięta to miejsce do końca życia.

Ścisnęła jego rękę, gdy ruszyli do łazienki. Nic nie mogła sobie przypomnieć oprócz chwili, gdy ocknęła się w ramionach Scotty’ego. Podążając przez salon w stronę schodów potknęła się o zawinięty dywan. Serce stanęło jej w gardle. Omal nie upadła, ale na szczęście Scotty był przy niej. Spojrzała na podłogę, a przed oczami mignęło jej coś. Zobaczyła, przypomniała sobie, że tu też się coś wydarzyło, ale nie mogła sobie przypomnieć co. Widziała blask, migające jasne światło, czuła chłód i... Ból.

- Tu też- szepnęła i podskoczyła słysząc dźwięk telefonu.

Valens szybko wyjął komórkę z kieszeni i odebrał. Chwilę słuchał poczym powiedział, że wraz z Lilly są u niej w domu.

- Stillman ma coś, zdjęcia. Przyjedzie tu, by je porównać z różnymi miejscami- powiedział- Myślę, że powinniśmy stąd wyjść, Lil.

- Nie- zaprotestowała delikatnie i cicho- Oni robili mi tu zdjęcia. Teraz wiem skąd ten... Blask.

Valens niechętnie zgodził się by zaczekać na szefa.

Porucznik przyjechał niecały kwadrans po telefonie z plikiem fotografii. Rush wyjęła mu je z ręki i zaczęła przeglądać. W jej oczach nabierały łzy, gdy patrzyła na swoje bezwiedne, nagie i bezbronne ciało gwałcone przez dwóch mężczyzn w kominiarkach.

Scotty zabrał jej zdjęcia i obserwował ją jak siada na sofie chowając twarz w dłoniach. Spojrzał na fotografie. Odebrało mu mowę. Zrobiło mu się niedobrze, ale to nie on pobiegł do łazienki. Rush zerwała się z kanapy i zniknęła w owym pomieszczeniu w chwili, gdy on powstrzymywał się od wymiotów.

- Znajdź go szefie- syknął Valens oddając zdjęcia w ręce Stillman’a- Znajdź i wpakuj mu karę śmierci- spojrzał na porucznika i ruszył do łazienki.

Zastał tam Lil opartą o umywalkę i spoglądającą w lustro. Nie zwymiotowała, ale widać było, że powstrzymuje się od tego z całych sił.

Podszedł do niej, odwrócił ją w swoją stronę i pogładził jej policzek, po którym chwilę potem spłynęła łza.

- Niedobrze mi od tego wszystkiego- wymamrotała ze wstrętem- To wszystko prześladuje mnie jak nigdy. Ten mężczyzna, gwałt... Wszystko mi się śni... W koszmarach znów to przeżywam... Cały czas czuję odrazę do siebie, do tego wszystkiego... Nie potrafię się pozbierać, Scotty. Nie umiem być już silna jak kiedyś...- głos jej się urwał, gdy rozpłakała się w jego ramionach.

Valens objął ją delikatnie, ale na tyle mocno, by dać jej poczucie bezpieczeństwa i oparcia.

Nagle oboje usłyszeli odgłos strzałów dobiegających z góry jej domu. Scotty wyciągnął broń, objął ramieniem trzęsącą się Lilly i po woli ruszyli na górę.

- Boże!- krzyknęła Rush klękając na ziemi obok postrzelonego w ramię Stillman’a.

- Będzie dobrze- szepnął porucznik i odwrócił głowę w stronę drzwi do jej sypialni- Zabiłem go, Lil. Zabiłem...

- Lilly...- Valens klęknął obok niej- Zejdź na dół i zadzwoń do Very. Ja pomogę szefowi.

Rush wstała i zrobiła co prosił.

- To była samoobrona, prawda?- zapytał Scotty cicho, gdy pomagał się podnieść Stillman’owi.

Ten kiwnął głową i opowiedział o tym jak wszedł na górę.

- Otworzyłem drzwi sypialni, a on onanizował się na JEJ łóżku- rzekł mocno wymawiając słowo ‘jej’- Widząc mnie dobył broni. Strzelił pierwszy. Dobrze, że Lilly nie zobaczyła jego ciała, bo gdyby wiedziała, że się masturbował...

- Wiem- szepnął Scotty kończąc rozmowę, wskazał na Lil siedzącą na podłodze w holu.

Spojrzała na nich wzrokiem małej, wystraszonej dziewczynki z oczami pełnymi łez.

- Tylko tu jest czysto- powiedziała- To wszystko przeze mnie. To przeze mnie cię postrzelili, przeze mnie oboje macie tyle problemów... Jestem do bani...

Stillman uklęknął obok niej i położył delikatnie dłoń na jej kolanie.

- Lilly, nie mów tak, nigdy, rozumiesz? Jesteś dla mnie jak córka, nigdy nie pozwoliłbym cię skrzywdzić, wiesz o tym- powiedział- Teraz ten człowiek, zleceniodawca, nie żyje. Zajmiemy się powiązaniem go z Lassing’iem, a ty...- wskazał kiwnięciem głowy na Scotty’ego- Pojedziesz z Valens’em do domu, prześpisz się i odpoczniesz, dobrze?

Rush kiwnęła głową i przytuliła się do Stillman’a. Po raz pierwszy od chwili gwałtu znalazła się w ramionach kogoś innego niż Scotty, więc trwało to bardzo krótko, ponieważ gdy zrozumiała co robi momentalnie się odsunęła ze strachem w oczach. Na jej płaszczu widniała krwawa plama, której Lil dotknęła dłonią. Następnie dotknęła ramienia szefa i z jej oczu popłynęły łzy.

- Jedź do szpitala, ok.? I zadzwoń, czy wszystko jest w porządku...- poprosiła, gdy Scotty pomagał jej się podnieść.

Tom kiwnął głową i uśmiechnął się krzywo.

- Zabierz ją- powiedział, gdy do domu weszli Vera, Jeffries, Sutton i sanitariusze.

- Lilly- Nick dotknął krwi na jej płaszczu; Rush odsunęła się i schowała przy boku Valens’a nie patrząc na kolegów.

- Nic jej nie jest- powiedział Scotty obejmując ją ramieniem- Szef dostał. Na górze znajdziecie Duvall’a.

Jeffries podziękował za informację i odprowadził wzrokiem parę wychodzących z domu detektywów.

- Samoobrona?- zapytała Jossie stając obok Stillman’a, którego właśnie opatrywali sanitariusze.

Ten tylko kiwnął głową i poprosił, by przeszukali ubrania denata.

- Już to zrobiłem- powiedział Vera pokazując im torebkę ze złamaną rękojeścią od śrubokręta- Zobaczcie na to zdjęcie. Tu, widzicie?- pokazał na dziwaczne siniaki znajdujące się na plecach ofiar- A teraz zobaczcie tu- wskazał ułamany koniec rękojeści. To narzędzie, którym ten bydlak katował wszystkie kobiety, wraz z Lil. Ona ma takie sińce na łopatkach- pokazał im kolejne zdjęcie- I zobaczcie jeszcze to- pokazał im zdjęcie, na którym denat stał wraz z Lassing’iem i Sherman’em przy hotelu na Hawajach- Przyciśnijmy Sherman’a. Może jeśli zagwarantujemy mu dożywocie zamiast kary śmierci... Zacznie sypać i wsadzimy Chris’a za kratki.

Stillman kiwnął głową, zbyt słaby by mówić. Lekarze zebrali go do szpitala, a detektywi udali się do więzienia, w którym siedział Jill.

- Wiemy o twoich kontaktach z Lassing’iem i Duvall’em- powiedziała Sutton- Wiemy, że dostaniesz karę śmierci. Chcesz tak skończyć, czy wolisz pomóc i dostać dożywocie?

- A jaki układ mi proponujecie?- zapytał nawet nie żądając swojego adwokata.

- Wydasz nam współudział Lassing’a- powiedział Vera.

- Macie Duvall’a- uśmiechnął się Sherman- Po co wam Lassing?

- Duvall nie żyje. Wydasz nam Lassing’a i pożyjesz jeszcze trochę, albo będziesz milczał i zdechniesz na krześle- warknął Jeffries uderzając pięścią w stół.

Jill podskoczył na krześle. Po chwili zastanowienia zgodził się na propozycję.

Lilly usnęła w ramionach Scotty’ego. Ostatnimi czasy spała w miarę spokojnie tylko wtedy, gdy czuła jego bliskość. Inaczej budziła się co kilka godzin z płaczem i krzykiem.

Valens obserwując delikatne rysy jej twarzy rozmyślał o ostatnich wydarzeniach. Wiedział co do niej czuje, ale bał się to wyznać. Obawiał się odtrącenia i tego, że może ją urazić.

„Jest taka krucha” mówił sam do siebie.

Zadzwonił telefon. Scotty szybko podniósł słuchawkę i słuchał. Na jego twarzy pojawił się uśmiech.

„Nareszcie... Koniec pogoni za dowodami...” pomyślał odgarniając grzywkę z czoła partnerki.

Następnego dnia odbyła się kolejna rozprawa, w której Wright poprosił na świadka Sherman’a. Ten zeznał jakiego czynu dopuścił się wraz z Chris’em Lassing’iem i Ernest’em Duvall’em na wszystkich dziewięciu kobietach. Prokurator przedstawił nowy materiał dowodowy i wygłosił mowę do przysięgłych. Bordeman’owi opadła szczęka. Lassing’a nie było na rozprawie z niewiadomych przyczyn.

- Sąd ogłasza przerwę.

Bordeman wstał i podszedł do Wright’a, który siedział wraz z Lil i Scotty’m.

- Mam niepokojące wieści dotyczące mojego klienta- oznajmił; Rush poruszyła się nerwowo- Ale proszę o dyskrecję.

Prokurator kiwnął głową.

- Po tym co tu usłyszałem... Nie mogę dłużej milczeć. Wczoraj dowiedziałem się o zniknięciu mojego klienta. Zadzwonił do mnie i powiedział... Powiedział, że musi skończyć to co zaczął.

- On chce mnie- szepnęła Lil; Scotty poczuł jak drży.

- Nie dostanie cię- rzekł uspokajająco- Trzeba go znaleźć. Nie wiesz gdzie może się ukrywać?

Bordeman pokręcił głową.

- Zapytamy wspólnika- usłyszeli głos za sobą, stał za nimi Stillman z ręką na temblaku- Zostańcie. Zaraz Wrócę.

Porucznik opuścił salę sądową, a Wright udał się do sędziego, by powiadomić go o komplikacjach.

Scotty otworzył drzwi swojego mieszkania i poczuł silne uderzenie w głowę. Wszystko stało się ciemne. Upadł na podłogę we własnym przedpokoju.

- Scotty!- krzyknęła Lilly widząc leżącego partnera na podłodze.

Poczuła szarpnięcie. Zobaczyła twarz napastnika, to był Chris. Wciągnął ją do mieszkania używając całej swojej siły i rzucił ją na ziemię. Przystawił jej broń do skroni, gdy próbowała się wydostać spod jego ciała, które ją przygwoździło. Czuła jak wolną ręką zdziera z niej bluzkę i dobiera się do stanika. Zaczęła płakać i wołać o pomoc.

- Zamknij się zdziro!- dostała w twarz z lufy od pistoletu- Zamknij się!

- Dlaczego mi to robisz?- zapytała przez łzy.

- Powiedziałem zamknij się! To przez ciebie straciłem żonę, pracę... Czas zapłaty- syknął przystawiając jej broń między oczy i śmiejąc się- Zabawimy się, Znów będzie ci tak dobrze jak za pierwszym naszym razem.

- Jesteś chory...

- ZAMKNIJ DZIÓB!- uderzył ją ponownie w twarz rozcinając jej łuk brwiowy.

Straciła na moment przytomność.

Ocknęła się słysząc strzał i czując jak ciało napastnika pada na nią uniemożliwiając jej oddychanie. Czuła jak jego ciepła krew oblewa jej półnagie ciało.

- Lilly, już dobrze, jestem przy tobie- usłyszała.

Zaczęła płakać, gdy Scotty zdjął z niej zwłoki Lassing’a i przytulił ją do siebie. Płakała i trzęsła się bardzo długo, nawet wtedy, gdy obmywała się z krwi, gdy przyjechała policja, sanitariusze, Stillman i reszta brygady. Była cała przemoczona krwią. Miała zawroty głowy. Valens ubrał ją w swoją bluzę i poprosił lekarzy, by zeszyli jej ranę.

- Au...- jęknęła, gdy zaczęli szycie.

Scotty przytulił ją do siebie i trzymał jej głowę w pozycji pionowej.

- Jeśli możecie dać jej jakiś zastrzyk... Niech się uspokoi i prześpi- poprosił, gdy Lil jęknęła po raz kolejny- Nie chcę by jeszcze cierpiała.

- Nie pójdę spać- zaprotestowała cicho.

- Pójdziesz Lil, prześpisz ten bajzel- rzekł, gdy lekarz robił jej zastrzyk.

Kiwnęła głową spojrzawszy w jego oczy. Lek zaczął działać zadziwiająco szybko, więc niecałe dziesięć minut później Rush usnęła w jego ramionach.

- Zanieś ją do łóżka- powiedział Stillman siadając na brzegu ławy- I sam też odpocznij. Obejrzał ktoś twoją głowę?

- Tak, nic mi nie jest- rzekł i złożył szybkie zeznania.

- Ok. Będzie dobrze. Idź z nią do pokoju, my tu wszystko posprzątamy. Zanim wyjdziemy, dam znać.

Valens skinął głową.

Rush obudziła się w ciepłych ramionach partnera. Spojrzała na niego i zobaczyła uśmiech.

- Sprawa zamknięta- powiedział- Wiem, że cierpisz i będziesz jeszcze długo pamiętać to wszystko, ale... Proszę cię... Jestem i zawsze będę tu, dla ciebie, by ci pomagać i opiekować się tobą. Chciałbym żebyś została ze mną. Przynajmniej dopóki nie wydobrzejesz.

Rush spłonęła rumieńcem. Wtuliła się w jego ramiona najmocniej jak tylko potrafiła. Zrozumiała co miał jej do przekazania.

- Zostanę nawet dłużej- szepnęła.

THE END



Return to Top