|
Author of 14 Stories |
A fee odcinek IV: In da pub aka Absurdus Immortalus
(nasycony nastrojem głupawki spowodowanej oczekiwaniem na listę przyjętych do szkół średnich)
Był czerwcowy wieczór. Hitler i Stalin w dalszym ciągu nie żyli.
Słońce już dawno oświetlało drugą połowę Ziemi, gdy zziajany Książe Saiyan stanął u wrót baru „Włoszka” (polecamy lody-głosił napis u wejścia)
-Poproszę piwo-wysapał zadziwiająco wysokim głosem.
-Pedałom nie sprzedajemy. –Oświecił uprzejmie barman Stefan, któremu żona wiecznie przypominała o tolerancji w niewłaściwych momentach.
FLESZBEK XD
Stefan siedział wgnieciony w fotel przez swojego kota Lumpa i popijał Tuskie razem ze szwagrem Jarosławem. Oglądali mecz Wolska: Se-kwa-dor. Wolakowie mieli właśnie maksymalnie rozprute tyłki drugim golem strzelonym przez wrogów (-A masz ty brzydki wrogu! – wypiszczał Jarosław i rzucił puszką w teleodbiornik i zasłonił pusty czerep) ,więc był niemożliwie podenerwowany tymże przykrym dla wszystkich prawowitych Wolaków faktem. Wtem do pokoju wpadła Ryszarda z tłuczkiem do mięsa marki Bolesny ™ w ręku i rzuciła z zapałem swym niskim, przerażającym głosem:
-Stefun, ty ino pamintoj, ża Mosz być tolriancyjny, ksiundz tak godoł i doktór w Miejskim Osirodku pomocy społycznyj!
Przerażony Stefan wywalił się wraz z wielkim fotelem na szwagra Jarosława, który to biedny wydał swój ostatni pisk zaskoczony tą jakże haniebną i niespodziewaną wizytą kostuchy przy jego Klepsydrze Żywota Tm marki Najtańsza Menelowa ( c ).
PO FLASHBACKU
-Dej mi to pifo ffendzlu, bo jak cie kopne i cie twoja stafa zobaczy to jej się z fwazenia mlekiem ojca odbije!
-Chyba matki –zauważył jakże spostrzegawczy na trzeźwo Stefan.
-Milcz i powiedz mi skąd mam wziąć bfwowaf!
-Browar?
-A co ja kufa powiedziałem?!
Stefan podszedł do baryłki piwa i odkręcił kurek, gdy pojawił się Kakarotto i wychylił całą zawartość.
-Coś ty zfobił! Wypiłeś moje piwo mieszańcu!
-Hy nom –czknął sobie zdrowo równie zdrowo nawalony Saiyan.
-Tak cie zniszcze, że jak cie twoja matka by wzięła zobaczyła, to by jej kłaki na tyłku w szefegu stanęły ty mendo!
-Tyle, że moja matka, to też twoja matka, tak?
-Co?!
-No, mamy wspólnych ojców, czajników, nie?
-idź ty w cholefe, pijanyś jak kufczak.
-A nie?
-Twój stafy to Bafdock!
-Chojarska? –nie zrozumiał równo podchmielony Goku.
-Nie. I mówi się stfażaków, ty ignofancie.
-FANTA? BAMBOOCHA JE JE JE WRÓĆ!...-Zaśpiewała pijana Zyta Gilowska, która ratowała się alkoholem po utracie stanowiska.
-Czajnikóóóów! –zirytował się niemało Goku, zamienił się w SSJ2 i wpadł na Bogu ducha winnego mężczyznę niosącego kubeł z wymiocinami.
Owe wymiociny wylądowały niefortunnie na głowie wysokiego Saiyana.
-Patrz, Vejita! Mam Super Czajnik Jina Osiemdziesiąt siedem!
-Masz bełty na głowie, łomie jeden.
-Ou.
-Nieważne. Dej mi z jedno (L)ECH! –zwrócił się do Stefana, który usłużnie podał butelkę i nawet nie zażądał zapłaty onieśmielony występem Goku.
Saiyan chwycił piwo i uniósł je do ust, a łudząco podobny do Edwarda Nortona mężczyzna pokręcił z przerażeniem głową.
Jeden łyk i...
TFUUU!
-Co to kufa jest!? –książę wściekł się niezmiernie i rzucił butelką w dal, tj. w krzesło obok.
-Piwo z Kaczora –zauważył wspomniany przed chwilą człowiek.
Na krześle obok siedziała Joanna Senyszyn, która uderzona butelką w głowę upadła na Ryszarda Kalisza, który z kolei zupełnie nie przygotowany upadł na Agenta Ehrena, który znajdował się nie w tym fiku, co trzeba i na własne nieszczęście siedział za Kaliszem i popijał Primaverę.
(Wypada bowiem wiedzieć, że Agent Ehren Icandoitshit należał do alternatywnego wszechświata w którym Książę Vejita był jego życiową obsesją. A dokładniej jego tyłek)
-Ała- jęknął Ehren spod zadu Ryszarda K.
Edwardopodobny facet skrzywił się słysząc odgłos łamanych kości.
-Oni tu idą na jakość? –zdziwił się Vejita widząc noszone kolejne kubły z odpadkami typu wymiociny klientów konsumujących (L)ECH’a.
-Na litry. –zauważył Goku.
I wtedy zjawiła się Ona...
KONIEC ODCINKA IV