|
Author of 2 Stories |
Gra
Obudziłam się, kiedy słońce dawno już górowało na niebie. Rozejrzałam się po pokoju. Duże, wygodne łóżko wyścielone niezliczoną ilością poduszek i delikatną, letnią pościelą haftowaną w kwiaty jaśminu. Na podłodze położono miękkie owcze skóry tak, gdy na nie stanęłam poczułam jak moja stopa się w nie zapada.
Miałam na sobie tylko zwiewne nocne kimono. Podeszłam do okno. Rozciągał się z niego widok na zamkowy ogród. Po alejkach przechadzały się dumne pawie. Prawie jak na dworze cesarskim, a nie u barbarzyńskiego, mongolskiego władcy, pomyślałam.
Drzwi cicho się otworzyły.
- Pani – ukłoniły się smukłe dziewczyny identyczne jak dwie krople wody. Ciemnowłose, o oczach czarnych jak węgle, w których grały niebezpieczne, wesołe iskierki.
- Chciałbym się wykąpać – powiedziałam.
Dziewczyny ukłoniły się i jedna natychmiast znikła za drzwiami. Druga podeszła do garderoby i spytała:
- Jaki strój przygotować, Pani?
- Kiedy rozpoczną się walki? – Spytałam zaskakując ją.
- Pierwsze dwie dziś wieczorem po zakończeniu obrad.
- Wnioskując z twojego tonu…
- Nazywam się Soshi, Pani…
- Zatem Soshi rozumiem, że moje pierwsze starcie nie odbędzie się dziś.
Dziewczyna uśmiechnęła się pokazując rządek perłowobiałych zębów.
- Nie. Twój pierwszy pojedynek będzie jutro, Pani.
- Wybierz mi zatem coś Soshi, jesteś wszak garderobianą.
Dziewczyna spokojnie podeszła do pakunków i sprawnym, niemal błyskawicznym ruchem wybrała szaty w piaskowym kolorze zdobione motywem motyli. Jasne i lekkie, więc odpowiednie na upalny, czerwcowy dzień. Do tego nierzucające się w oczy, ale jednocześnie mające coś w sobie. Uśmiechnęłam się zadowolona.
- Masz dobry gust, Soshi. Czy Twoja siostra jest równie utalentowana?
- Hien doskonale układa włosy i maluje.
- Zadziwiające, że tak utalentowane pomocnice przydzielono właśnie mnie – powiedziałam nie spuszczając z niej wzroku.
- Niestety mylisz się, Pani – powiedziała rumieniąc się. – Jesteśmy dopiero praktykantkami. Gdyby nie to…
- …że jestem nikomu nieznaną Katrią z Kraju Ognia to pewnie upłynęłoby wiele czasu zanim dopuszczono by was do usługiwania którejś z Tancerek.
Soshi spuściła głowę.
- Pani…
- Nie czuj się zażenowana domyślałam się, że tak będzie. Zresztą lepiej nie mogłam trafić – jeszcze raz spojrzałam na dobrane szaty.
Dziewczyna ponownie obdarzyła mnie uśmiechem. W jej tajemniczych oczach pojawiły się wesołe iskierki. Właśnie zyskałam bardzo ważnego sprzymierzeńca, pomyślałam.
- Dobrze. Zatem teraz kąpiel.
Woda cudownie przywracała do życia obumarłe snem ciało. Czułam jak siły witalne rozchodzą się po moim ciele z nowa mocą. Łaźnia Pałacu Niższego była tak naprawdę naturalnie wybijającymi w tym miejscu gorącymi źródłami, ujarzmionymi ręką człowieka. Odpowiednio, według zwyczaju podzielonymi na dwie części dla kobiet i mężczyzn. Gorąca woda o barwie mleka miała cudowne właściwości enrgetyzujące i lecznicze.
Soshi i Hien mimo młodego wieku doskonale orientowały się we wszystkich tajnikach swego zawodu i nie ustępowały w obsługiwaniu mi pozostałym pomocnicą Katri, które wraz ze swymi Paniami zażywały kąpieli. W dwóch z nich rozpoznałam towarzyszki tej harpii – Mei Chu. Jednak ani jej ani też Yuki nie było wśród obecnych.
Nie miałam czasu by dłużej nad tym dumać, bo Hien właśnie przekazała mi informację, że Sasuke oczekuje mnie przy śniadaniu. Musiałam się bardzo starać by nie parsknąć śmiechem, ale wyobrażenie Uchiha pokornie czekającego na mnie przy stole z filiżanką herbaty było prawie absurdalne.
Kiedy weszła do pokoju wydało mi się, że słońce wstało ponownie i mam je przed sobą. Bogini otoczona jasnym, promiennym blaskiem. Złudzenie trwało tylko chwilkę, lecz dostatecznie długo by zapaść mi w pamięć. Tak naprawdę wyglądała raczej normalnie. Owszem elegancko, ale nie prowokująco. Jasna, lekka szata poruszała się przy każdym ruchu. Włosy upięte i przyozdobione drobnymi, żółtymi kwiatuszkami. Żadnej biżuterii, żadnych zdobień. Dwie młode służące energicznie poruszały się obok niej niczym dwa pieski. Patrzyły z takim uwielbieniem na swoją nową Panią, że aż mnie ciarki przechodziły. Wiedziałem, że Sakura łatwo nawiązuje kontakty z ludźmi, ale to było trochę dziwne…
Skłoniłem się nisko, a ona odpowiedziała mi tym samym. Kolejna gra pozorów. Zasiedliśmy do stołu, na którym wcześniej ustawiono potrawy.
Dyskutowaliśmy tylko nad sprawami związanymi z turniejem. Nic poza tym, mając na uwadze, że jesteśmy obserwowani.
- Rozkład walk wygląda następująco – mówiłem przedstawiając jej plan turnieju dostarczony mi rano. – W dniu dzisiejszym odbędą się dwie walki.
Haruno przyjrzała się diagramowi.
- Mei Chu i Yuki są w jednej grupie. Kto będzie walczył jako pierwszy?
- Pani Yuki, Sakura-sama – odpowiedziała jedna z bliźniaczek.
- O której zacznie się turniej? – Spytałem.
- O szóstej będzie pierwszy pojedynek. Kolejny…
- …w zależności od tego ile potrwa ten wcześniejszy, tak wiem o tym Hien – powiedziała Sakura z delikatnym uśmiechem. – W każdym razie mam dla was małe zadanie, moje panie.
- Twoje życzenie jest dla nas rozkazem – przytaknęły jednocześnie.
Różowowłosa roześmiała się.
- Cieszy mnie wasz zapał. Chcę mieć trochę informacji o każdej z uczestniczek turnieju. Na tyle na ile to możliwe z zachowaniem reguł – powiedziała widząc na twarzach bliźniaczek złośliwy uśmieszek.
Cóż, zwiad był podstawą. Rozpoznanie przeciwnika i zgromadzenie jak największej ilości informacji o jego słabościach czy technikach walki mogło przesądzić o zwycięstwie lub porażce. Było wiadomym, że każda z uczestniczek turnieju chciwie chroniła swoich tajemnic. Oficjalnie zresztą przeszpiegi były zabronione, ale Chan pozwalał na małą zabawę w kotka i myszkę między zawodniczkami, gdyż gwarantowało to o wiele zacieklejsze zmagania podczas samych walk. Wszystko było dozwolone o ile nie przekraczało się pewnych granic. Zdobywaniem informacji zwykle zajmowały się służące, dlatego też Katrie musiały w pewnym sensie zabiegać o ich przychylność czy to przekupstwem, bądź groźbą czy też jak w przypadku Sakury po prostu jakimś innym cudem zdobyć ich lojalność.
Bliźniaczki kręciły się niecierpliwie mocno podekscytowane zleconą im misją. Wyraźnie czuły się docenione poprzez powierzenie im tak ważnego zadania. Haruno zauważyła ich niespokojne twarze.
- Możecie odejść – powiedziała popijając zieloną herbatę.
Dziewczyny skłoniły się nisko i błyskawicznie znikły za drzwiami.
Zostaliśmy sami. Sakura odstawiła filiżankę:
- Co sądzisz? – Spytała odgarniając kosmyk włosów z czoła.
- Na razie nie zauważyłem w nich nic niepokojącego oprócz nadmiaru hormonów – odparłem gdyż wiedziałem, że pytała o bliźniaczki. – Niemniej doradzam ostrożność…
- Zgadzam się – przytaknęła. – Skoro gra zaczęła się już na dobre może i my byśmy uczynili mały rekonesans?
Przyjrzałem się jej. Na jej twarzy gościł tajemniczy uśmiech, a szmaragdowe oczy lśniły niebezpiecznie spod zasłony długich rzęs. Odłożyłem kubek i podałem jej rękę:
- Chodźmy zatem na mały spacer…
Pałacowy ogród tonął w kwiatach. Dosłownie. Wyłożone żwirem alejki obsypane były opadającymi płatkami. Drzewa mieniły się kolorami tęczy. Ogród wyglądał pięknie, ale tylko zapewne w jednym miesiącu – w czerwcu. Wszystkie bowiem rośliny zgromadzone w ogrodzie miały porę kwitnienia właśnie w tym okresie. Zapewne w późniejszych miesiącach nie było w tym miejscu nic prócz bujnej zieleni. Cóż, Chan widać cenił minimalizm. Całe miasto przyjmowało i gościło jego dwór i gości tylko w tym jednym miesiącu w roku, więc wszystko było gotowe by w tym czasie prezentować się niczym raj na ziemi, co do reszty roku nie miało to żadnego znaczenia.
Zeszliśmy do najbardziej wysuniętej na wschód części ogrodu, prawie pod sam mur. Zapewne było to najmniej atrakcyjne miejsce w całym ogrodzie. Drzewa rosły tu wysokie i rozłożyste, co całkowicie eliminowało sadzenie jakiś niższych drzewek czy krzaków ozdobnych. Miało to swoje dobre strony. Przyjemny cień zapewniał większy komfort spaceru, a odosobnienie i mały wodospad pozwalał zagłuszyć szepty i rozmowy, które prowadziliśmy.
Sasuke jednostajnie kroczył obok mnie i czasami zmuszał się do puszczenia jakiegoś komentarza na temat budowy ogrodu czy też znajdujących się w nim roślin. Jednak, gdy tylko opuściliśmy tłoczne, gwarne alejki i zatrzymaliśmy się obok niewielkiej wodnej kaskady, zauważyłam jak się dyskretnie rozgląda wypatrując szpiegów. Trwało to przez jakiś czas dopóki nie upewnił się, że dzieli nas od nich odpowiednia odległość, bo oczywiście towarzyszył nam niewielki ogon w postaci młodej dziewczyny zbierającej kwiaty do kosza, która jakoś dziwnie upatrywała sobie wszystkie krzaki nieopodal nas. Zmieniał ją, co jakiś czas starszy mężczyzna o smagłej twarzy. Poczułam na sobie dobrze znany zimny wzrok. Czas zacząć.
- Sasuke – powiedziałam uśmiechając się – czy byłbyś tak miły i zechciał zerwać mi kilka kwiatów z tamtego drzewa. Chciałbym je wpleść we włosy dzisiejszego wieczoru. Pasowałyby idealnie do stroju, który planuję założyć.
- Jak sobie życzysz, moja Pani – odparł i wyciągnął rękę do obsypanej białymi kwiatami gałęzi. Odwróciłam się przypatrując się niby wodospadowi, ale kątem oka obserwowałam naszych „Strażników". Widocznie nie zauważyli nic nadzwyczajnego, gdyż trzymali się w miarę daleko. Poczułam jak po plecach przechodzi mi znajomy dreszcz.
- Czy tyle starczy? – Spytał mój szelmowski Gardian podając mi naręcze kwiatów.
- Tak – powiedziałam odbierając gałązki. Dostrzegłam niewielki ruch między gałęziami.
- Czy coś się stało?
- Wydawało mi się, że coś białego przemknęło wśród listowia. Tak jakby – ostentacyjnie wstrzymałam oddech – wąż…
Uchiha z udawaną ostrożnością rozchylił ponownie gałęzie.
- Nic tu nie ma, moja Pani. Niemniej mógł to być jeden z białych węży, widziałem kiedyś podobne. Przyciąga je zapach tych kwiatów.
Zrobiłam zatroskaną minę.
- Może powinniśmy kogoś zawiadomić?
Sasuke uśmiechnął się:
- Nie ma potrzeby, nie są jadowite. Do tego zazwyczaj unikają ludzi.
Spojrzał na mnie przenikliwie i nieznacznie się zbliżył.
- Boisz się węży, Pani? – Mogłabym przysiąc, że w jego głosie usłyszałam jawne szyderstwo. Zamierzamy się trochę zabawić, tak? No dobrze, niech Ci będzie mi też się przyda odrobina rozrywki, pomyślałam.
- Może, choć bardziej odpowiednie byłoby stwierdzenie, że się ich brzydzę. Kojarzą mi się z czymś plugawym i obślizgłym…
Zmierzył mnie wzrokiem.
- Doprawdy? Aż tak cię przeraża ich powierzchowność?
- Nie wygląd budzi u mnie takie odczucia, lecz ich natura. Podstępna, zdradziecka, haniebna…
Sasuke uśmiechnął się.
- To tylko zwierzę, Pani, a ty nadajesz mu cechy typowo ludzkie. Czyżby w twoim życiu pojawił się jakiś wąż w ludzkiej skórze?
Czarne źrenice mroziły chłodem i perfidną grą czekając na moment, aż popełnię błąd.
- Bywają ludzie o wiele gorsi od tych stworzeń i w pewnym sensie ich przypominający. Obślizgli w swej dwulicowości, zarażający serca ludzkie jadem, zrzucający skórę, gdy stanie się niewygodna i nie mieszcząca ich chorych ambicji. To tymi ludźmi gardzę – powiedziałam najchłodniej jak tylko umiałam oczekując odpowiedzi.
- Wydaje się, że miałaś przykrość spotkać takiego gada na swojej drodze, co napawa mnie smutkiem.
- Niepotrzebnie. Każdy z nas ma styczność z takimi ludźmi. Taki jest ten świat. Troska o kogoś, kto walczył z kimś takim jest zbędna. Podobnie jak żal nad ranami, które mu zadano, gdy tą walkę prowadził. Bardziej w moim mniemaniu należy żałować tych, co przyciągnięci hipnotyzującą, złudną „otoczką węża" poszli za nim nie podejmując walki…
Przez chwilę mierzyłam się jeszcze z jego onyksowymi źrenicami. Wydały mi się jeszcze bardziej zawzięte niż zazwyczaj. Dobrze wiedziałam ze nasza mała „gra" nie była zbyt rozważna, ale ani on ani ja nie chcieliśmy przegrać.
Spojrzenie zza długich, czarnych rzęs przenikało do głębi mojego umysłu. Było w nich coś na kształt cichego oskarżenia, nie miałem co do tego wątpliwości. Nie o to, że odszedłem, lecz o to, że tak łatwo się poddałem woli mojego własnego „węża". Że za nim poszedłem nie rozglądając się za inną drogą...
- Robi się gorąco. Wracajmy do zamku – usłyszałem głos Haruno – przechadzka mnie zmęczyła.
- Pani – podałem jej ramię.
Wydawało się, że nasze małe starcie zostało odroczone na później. Teraz były inne, ważniejsze sprawy, którymi należało się zająć, a do tego potrzebowałem zacisznego miejsca, zdecydowanie pozbawionego natrętnego ogona.
Kiedy wróciliśmy do pokoju naczynia po śniadaniu zostały uprzątnięte, na stoliku pozostawiono karafkę z chłodnym napojem. Bliźniaczki nadal były poza pomieszczeniem. Sakura usiadła i zajęła się kwiatami, które zerwałem. Pozostała w głównej komnacie. Ja udałem się do swojego pokoju. Był o wiele mniejszy niż ten przeznaczony dla Pani Wachlarzy i o wiele bardziej surowy, bez zbędnych zdobień i dupereli. Wewnątrz panował przyjemny chłód. Grube mury nie przepuszczały ciepła słońca.
Usiadłem na podłodze wyłożonej szorstką skórą dzika i wykonałem kilka pieczęci. Czułem jak skumulowana chakra napływa do rąk, a później do oczu. Zza drzwi dochodził dźwięczny głos Sakury. Śpiewała. Dzięki temu wiedziałem, że jesteśmy sami.
Zamknąłem oczy, lecz nie przestałem widzieć. Teraz patrzyłem na świat oczami małego białego węża, który bezszelestnie kierował się wzdłuż muru do Pałacu Wyższego…
- Soshi pomóż mi proszę – łagodny głos Sakury dochodził za zdobionych drzwi jej pokoju.
Stałem przy oknie oczekując, aż moja Katria przygotuje się do wyjścia. Pierwsza walka miała zacząć się niedługo. Słońce powoli chyliło się na horyzoncie zwiastując, że niedługo zapadanie wieczór. W oddali majaczyła sylwetka drugiego pałacowego kompleksu – siedziby Chana. Mój biały szpieg przedostał się do tamtejszego ogrodu, lecz z dalszym działaniem należało poczekać, aż wszyscy skoncentrują się na Turnieju Kwiatów. Wolałem nie ryzykować, że ktoś przerobi mojego wysłannika na torebkę lub szaszłyk.
Ku mojej uldze na pokrytych białym kwieciem drzewach przy Pałacu Wyższym rzeczywiście przemykało kilka białych węży. Nikt nie powinien zwrócić większej uwagi, że jedno ze stworzeń przemknęło do budynku. Na wszelki wypadek odegraliśmy tą cała scenkę w ogrodzie.
Drzwi skrzypnęły cicho i próg przekroczyła Haruno wraz ze swoimi służącymi. Tym razem miała na sobie czarne, jedwabne szaty zdobione jaśminowymi kwiatami. Przez chwilkę przemknęło mi przez myśl, że Władca Kraju Ognia musi być kompletnym idiotą. Cały ekwipunek Katri, a dokładniej stroje musiały być warte w sumie tyle, co ta błyskotka, którą mieliśmy zdobyć. Czy nie łatwiej by było kupić inny klejnot lub kazać wykonać podobny u jakiegoś złotnika? Niż angażować się w całe to przedsięwzięcie, jakim była ta mistyfikacja i udział w Turnieju. Jeśli do kosztów kamuflażu dodać nasze wynagrodzenie to nie wiem czy nie wyszłoby mu taniej zrobić swoją własną błyskotkę. A wszystko przez jedną głupią kobiecą zachciankę…
- Jak myślisz, Sasuke? – Sakura okręciła się dookoła własnej osi. Ukazując w tanecznym ruchu całą zwiewność i piękno swojego stroju.
- Wyglądasz uroczo, moja Pani – powiedziałem zgodnie z prawdą.
- Sasuke-san to mało powiedziane! – Pisnęła oburzona Hien. – Sakura-sama wygląda przecudnie! Jest najpiękniejszą ze wszystkich! Prawda Soshi?
- Pewnie. Żadna inna Pani Wachlarzy nie może się z nią równać.
Sama zainteresowana roześmiała się promiennie.
- Chyba wasza euforia mi się nie udzieliła… - powiedziałem zgodnie z prawdą.
Bliźniaczki prychnęły.
- Sasuke-san ty to chyba masz to i owo rzeczywiście z kamienia…
Mój przyboczny zbliżył się do Hien, która odskoczyła przerażona albo raczej zakłopotana.
- A dokładniej to niby, co mam z kamienia, jeśli można spytać?
Dziewczyny oblały się rumieńcem.
- No kąpielowe mówiły… - powiedziała Hien patrząc na swoje stopy.
- Coś mi mówi, że zawróciłeś w głowie kolejnym niewiastom, mój Gardianie – stwierdziłam słodko.
- Doprawdy? Jakby mnie to interesowało – odpowiedział chłodno, choć czułam, że jego męska próżność została mile połechtana. – Skończmy to przedstawienie, zobaczę czy możemy już iść.
Jak tylko wyszedł Soshi przypadła do moich kolan.
- Sakura-san nie jesteś tym zdziwiona, prawda?
- Nie jestem – odparłam ze śmiechem.
- Znaczy, że Sasuke-san tak zawsze?
- Owszem. Zawsze jest taki opanowany i chłodny w obejściu. Kobiece wdzięki nie znaczą dla niego nic, kiedy ma misję do spełnienia, a i po jej spełnieniu nigdy nie zwracał na to szczególnej uwagi. Po prostu łaskawie toleruje zachwyt, jaki wzbudza u dziewczyn. Na was też wywarł jak widzę spore wrażenie.
Dziewczyny zachichotały.
- Jest przystojny, ale wątpię by któraś z nas miała szanse w ogóle wzbudzić w nim zainteresowanie skoro nawet Mei Chu się to nie ud… – powiedziała Hien i natychmiast zakryła usta dłonią. Soshi spojrzała na nią oczami pełnymi dezaprobaty.
Pod wpływem mojego wzroku zaczęły mówić.
- Nie wspominałyśmy Ci o tym Pani, bo to tylko plotki. Dziewczyny mówiły, że Mei Chu niby przypadkiem pomyliła łaźnie akurat wtedy, kiedy Sasuke-san tam był.
A to harpia, pomyślałam. Czyżby próbowała wykluczyć nas z turnieju poprzez oskarżenie Sasuke o napastowanie? Nie, nie przeszłoby. To nie on wszedł do damskiej części kąpieliska tylko ona do męskiej. Chodziło o coś innego, ale o co?
- Co się stało dalej?- Spytałam.
Dziewczyny westchnęły jakby trochę zawiedzione.
- No w sumie nic. On po prostu wyszedł i tyle. Mei Chu była ponoć wściekła – zachichotała Hien. – Nawet nie zaszczycił ją wzrokiem. Dlatego dziewczyny zaczęły gadać, że ma albo serce z kamienia albo woli chłopców…
- A wy jak myślicie?
Soshi spojrzała na siostrę swoimi czarnymi jak węgle oczami, a ta przytaknęła.
- Sasuke-san wydaje się nie dostrzegać kobiet oprócz jednej, a mianowicie ciebie Pani.
- No cóż, jest moim przybocznym. Trudno mu by było chronić obiekt, którego istnienie lekceważy, prawda?
- Ale..
- Skończmy tą rozmowę. Zapewniam Was, że jakiekolwiek uczucia żywi do mnie Sasuke z pewnością nie jest to żadne romantyczne uniesienie. Po prostu dobrze wypełnia swoją rolę. Chodźmy, pierwsza walka zaraz się zacznie.
Podniosłam się z krzesła i ruszyłam ku drzwiom. Czułam na sobie wzrok bliźniaczek, ale postanowiłam to zignorować. Nie mogłam jednak nie usłyszeć tego ostatniego zdania zanim wyszłam:
- Mów co chcesz Hien, ale tak się nie patrzy na obiekt do pilnowania. Nie takim wzrokiem…
Wkroczyliśmy na wewnętrzny dziedziniec Pałacu Wyższego skąpanego w promieniach czerwonego słońca. Był o wiele większy od tego w mniejszym kompleksie zamkowym przeznaczonym dla nas. Już na pierwszy rzut oka widać było, że został zaprojektowany by móc służyć za arenę walki. Kamienne werandy pałacu służyły doskonale za trybuny dla możnych i książąt. Pod ich filarami rozsiedli się służący i mniej ważni przybysze odpowiednio wyizolowani od Chana.
Sama arena wyglądała dość dziwnie. Dwa podesty dla Pań Wachlarzy ustawione naprzeciw siebie w odległości dziesięciu metrów otoczone były specjalnymi basenami. Jeśli Katria jak w przypadku Yuki używała wody basen wypełniano właśnie nią, jeśli walczyła za pomocą ziemi oczko wypełniano złotym piaskiem, co też teraz miało miejsce.
Poprowadzono nas na specjalnie wydzielone trybuny po drugiej stronie dziedzińca od strony murów. Dzięki temu panowie mieli widok nie tylko na walczące obecnie Katrie, ale również na pozostałe panny, które całe zajście obserwowały. Zajęliśmy miejsca. Po chwili rozległ się głos rogu i na balkon wkroczył Chan ze swoim dworem. Korzystając z zamieszania spowodowanego jego przybyciem przyjrzałam się człowiekowi, na którego skinienie wszystko to przygotowano.
Był to wysoki, mocno zbudowany mężczyzna o typowej dla przemierzających stepy smagłej cerze i skośnych oczach. Włosy i wąsy miał tak czarne jak smoła. Ubrany w lekką szatę o szarym kolorze. Nie był urodziwy, lecz jego fizjonomia sprawiała, że człowiek czuł na swój sposób przed nim respekt. Zasiadł na obłożonym miękkimi skórami fotelu i dał znak by pozostali uczynili to samo. Rozmowy ucichły. Wszyscy wpatrywali się w wodza, który ledwo zauważalnym skinieniem dłoni dał znak by zacząć turniej.
Bez przemówienia, powitania. Nie było potrzeby by bawić się w takie gierki. Sądząc po zniecierpliwionych twarzach gości jasne było, że możni są znudzeni trzecim dniem obrad i łakną jakiejś rozrywki. Trzymanie ich dłużej w ryzach musiałoby być nieco trudne.
Na skinienie Mistrzyni, która pojawiła się nie wiadomo skąd dwie zawodniczki wyszły na dziedziniec. Przedstawiono je sobie i widowni. Panny ukłoniły się przed Chanem, przed gośćmi i przed sobą. Nie interesowała mnie cała ta otoczka, ja również uważałem ją za zbędną, ale widać należało to do tradycji. Podeszli Gardiani trzymając w rekach drewniane pudełka. Growl stanął przy drobnej Yuki sprawiając, że drobna dziewczyna wydała się jeszcze bardziej krucha i delikatna. Nie sięgała mu nawet do ramion. Mężczyzna otworzył pudełko. Błękitna wyjęła jego zawartość i od razu skierowała się w stronę jednego z podestów. To samo zrobiła jej przeciwniczka – wysoka dziewczyna o regularnych rysach i bystrych, brązowych oczach.
Obie Katrie skłoniły się ponownie. Na znak Mistrzyni szybkimi ruchami dłoni rozwarły wachlarze. Powietrze zawirowało od koncentracji chakry w dłoniach. Panny mierzyły się wzrokiem jeszcze przez chwilkę. Panowała cisza niezakłócona najmniejszym szeptem. Wydawało się, że wszystko zastygło, kilka osób wstrzymało oddech.
Pierwsza uderzyła Yuki. Z wody, która ją otaczała wyskoczył błękitny orzeł i ruszył prosto na przeciwniczkę. Ta stała spokojnie by potem wykonać taneczny ruch wachlarzem. Piaskowe węże chwyciły i rozerwały na strzępy wodnego ptaka nim zdążył dolecieć do celu. Dziewczyna odchyliła teatralnie głowę do tyłu posyłając widowni tajemniczy uśmiech. Zawrzało. Niebieskie oczy Yuki zwęziły się niebezpiecznie. Wachlarze drgnęły delikatnie. Jej wrzosowa szata zafalowała na wietrze. Piasek wokół drugiej tancerki zaskrzypiał. Po chwili wystrzelił w górę tworząc dwie sylwetki kojotów. Chowańce ruszyły do ataku błyskawicznie. Yuki zdawała się tylko na to czekać. Wykonała ledwo widoczny ruch nadgarstkiem prawej ręki. Z wody powstały dwa wirujące talerze. Pierwszy zwierzak został przecięty na pół już w połowie drogi. Drugi, kierowany ruchem Katri, ominął niebezpieczne ostrze i skoczył wprost na dziewczynę. Wydawało się, że piaskowe pazury zaraz rozszarpią delikatną twarz dziewczyny. Yuki zdawała się w ogóle nie reagować. Jakby od niechcenia machnęła wachlarzem. Chakra odrzuciła kojota na pobliskie drzewo, gdzie natychmiast rozsypał się w piasek.
Spojrzałem na widownie. Ludzie przyglądali się oczarowani. Bajeczny ni to taniec ni to walka zawładnęła nimi całkowicie. Sam przypatrywałem się temu starciu, było w nim coś hipnotyzującego i poruszającego wszystkie zmysły. Było coś jeszcze bardziej interesującego.
- Zauważyłeś – stwierdziła Sakura patrząc z ukosa na moją twarz.
- Porusza się zupełnie inaczej. Nawet wtedy na bankiecie wydawało się, że w ogóle nie potrzebowała Twojej pomocy. Nasza mała przyjaciółka skrywa większą moc niż przypuszczaliśmy.
- To nie wszystko. Jest coś jeszcze – Haruno ściszyła głos. Całkowicie niepotrzebnie, wrzawa towarzysząca kolejnemu atakowi Yuki, który prawie przełamał piaskowa obronę jej przeciwniczki, zagłuszała rozmowę. – Wszystko wskazuje, że Yuki pochodzi z rodziny możnych…
- …ale?
- Nie wiadomo nic na temat jej ojca. Ani kto jest sponsorem. Pewne jest tylko to, że jej matka to zmarła 10 lat temu słynna Katria – Arai.
- Czyli jakieś nieślubne dziecko.
- Całkiem możliwe. Arai była bardzo popularna. Wygrała dwa Turnieje pod rząd. Cieszyła się łaską poprzedniego Chana, mieszkała w jednym z pałaców na rubieżach, ale 11 lat temu popadła niespodziewanie w niełaskę i została wykluczona z dworu.
- Powody nie są jasne – powiedziała Hien znajdująca się za moimi plecami – jednak miało to miejsce jeszcze przed narodzinami Pani Yuki. Dziwne jednak, że tyle lat po śmierci Pani Arai nagle ktoś wystawia jej córkę do Turnieju.
- Zadośćuczynienie?
- Nie wiadomo. Ważne jednak, że trzeba będzie mieć ją na oku. Soshi, Hien liczę na was – powiedział Sakura.
- Tak jest, Pani.
- A teraz, Pani, zechcesz mi wyjaśnić zasady tego pojedynku do końca? – Spytałem. – Nadal nie wiem, na jakiej zasadzie ogłasza się zwycięzcę.
Haruno skinęła dłonią na Hien.
- Sprawa jest prosta – powiedziała dziewczyna. - Pierwsza zasada mówi, że Katria nie może wypaść ze swojej areny. Do tego nie wolno używać jej niczego oprócz wachlarzy i tańca żywiołów by obalić przeciwniczkę. Wygrywa ta, która zrzuci drugą z areny lub do pierwszej krwi.
- Krwi? Chcesz mi wmówić, że będą się obrzucały piaskiem i wodnymi zwierzakami, aż któraś zacznie krwawić?
- No jakby nie patrzeć Sasuke-san to tak – uśmiech Soshi był naprawdę wredny.
Sakura westchnęła:
- Mężczyznom zawsze się wydaje, że kobiety nie mogą poważnie podchodzić do walki.
- A potem często lądują z nożem w sercu…
Subtelny wieczorowy makijaż powoli rozmywał się pod wpływem emocji i potu. Piaskowa Katria opadała z sił, czego nie można było powiedzieć o Yuki. Choć jej oddech również przyśpieszył to chłodny wyraz twarzy i pozbawione emocji, perfekcyjne ruchy coraz bardziej nakreślały obraz zwycięstwa. W zbiorniku wokół jej podestu zostało jednak niewiele wody. Wachlarze znów zatańczyły w powietrzu. Dziewczyny szykowały się do ataku. Tym razem ostatniego.
Z resztek zapasów wody Yuki uformowała swojego ulubionego Chowańca, małego, błękitnego słowika. Był on jednak tak napakowany chakrą, że samo dotknięcie go mogło skaleczyć. Piaskowa Tancerka głupio nabrała otuchy widząc tak niepozorne stworzenie za swojego przeciwnika. W jej oczku zostało jeszcze sporo piasku. Ostatkiem sił zaczęła formować ostateczną broń. Dwa złote ptaki o ostrych szponach.
Yuki uderzyła. Błękitne ostrze pognało do celu. Ruszyli piaskowi przeciwnicy. Ostre szpony chwyciły jednak tylko powietrze, a wodny Chowaniec sięgnął celu.
Na biały, marmurowy podest zaczęła kapać krew z rozciętego ramienia.
- Łatwe zwycięstwo – powiedziała Soshi. – Te jej ptaki ruszały się jak flaki z olejem.
- Nie do końca – powiedziała Sakura. – Wszystko zostało przygotowane o wiele wcześniej. Nie zauważyłyście, że to Yuki atakowała na początku pozwalając żeby wszystkie jej ataki zostały rozbite przed samym nosem Katri.
Dziewczyny zmarszczyły brwi. Pierwsza odkryła to Hien.
- Chciała nasączyć piasek wodą, żeby był cięższy…
Haruno zmrużyła swoje kocie oczy.
- Tak. Ma doskonałą strategię i świetnie orientuje się w słabościach przeciwnika.
- Kiedy będzie następna walka? – Spytałem.
- Kiedy tylko skończą ustawiać pochodnie – usłyszałem odpowiedź za plecami.
- Szybko.
- Cóż następne Katrie, które się zmierzą to Mei Chu, która włada ogniem i Pani Chen, która specjalizuje się w użyciu powietrza, więc przygotowania nie potrwają długo.
Sakura podniosła się z miejsca.
- Nie zamierzasz obserwować walki, Pani? – spytałem z przekąsem.
- Nie. W tym wypadku łatwo przewidzieć zwycięzcę. A ja chciałbym zamienić słowo z Panią Yuki…
Złapałem ją za rękę.
- Uważaj Pani, może się okazać, że stąpasz po kruchym lodzie…
Odtrąciła moją dłoń.
- Jeśli chodzi o ludzi z lodu i stąpanie po nim to mam w tym niejaką wprawę, więc nie musisz się martwić. Postaram się jednak pozostać w zasięgu twojego wzroku skoro, aż tak się o mnie troszczysz – uśmiechnęła się zdecydowanie zbyt słodko…
Yuki widocznie zauważyła moje intencje, bo czekała pod filarami. Growl jak tylko się zbliżyłam dyplomatycznie odszedł spory kawałek. Podobnie jednak jak Sasuke nie spuszczał ze swej podopiecznej wzroku.
- Piękna walka, Yuki – powiedziałam całkowicie szczerze.
- Ach Sakura-san nie wydajesz się być jakoś szczególnie zaskoczona moim zwycięstwem.
- Bo i nie jestem. Wiedziałam, że masz spory talent od momentu, gdy zobaczyłam twojego Chowańca na przyjęciu. Nie przypuszczałam, że to piękne stworzenie jest jednocześnie tak niebezpieczną bronią.
Dziewczyna uśmiechnęła się pogodnie:
- Wydajesz się dostrzegać pewne rzeczy bardziej niż inni. I ty i ja mamy swoje powody żeby zwyciężyć. Dlatego liczę, że to właśnie z Tobą zmierzę się w ostatnim pojedynku. Bo jako jedyna masz powód, który uznaję za wart tej farsy – powiedziała patrząc jak Mei Chu tańczy wśród płomieni.
- Może… - szepnęłam. - Walka to rozstrzygnie Yuki…Obyśmy tylko nie pogubiły się w grze, jaką prowadzimy zanim nastąpi ostatni akt…
|
Review this Chapter |