Help
Home Just In Communities Forums Beta Readers Search
B s . A A A   full 3/4 1/2   E E   Light Dark
Books » Harry Potter » Lew i wąż
akumaNakago
Author of 104 Stories
Rated: M - Polish - Hurt/Comfort/Angst - Draco M. & Harry P. - Reviews: 195 - Updated: 08-17-11 - Published: 03-04-09 - id:4903131
Share

oryginał: The Lion and the Serpent (link w moim profilu)

autor: Emily Waters (link w moim profilu)

Tłumaczenie za zgodą autorki


OSTRZEŻENIE

Jest to mroczne, poważne fanfiction, w którym pojawiają się wątki nie przez wszystkich akceptowane, jak ukazane graficznie sadomasochistyczne stosunki seksualne bohaterów tej samej płci, gwałt, tortury i niewolnictwo. Jeśli taka tematyka nie jest przez Was tolerowana, radzę w ogóle nie zaczynać lektury poniższego tekstu.


Rozdział dwudziesty piąty

Mrok gęstnieje


Dwoma szybkimi zaklęciami Harry uwolnił Dracona i Calixę z pęt.

- Jesteście ranni? - spytał krótko.

Oboje pokręcili przecząco głowami, nadal patrząc na niego w szoku. Czerń powoli znikała z oczu Harry'ego, pozostawiając je ostatecznie ciemno zielonymi, prawie ludzkimi, uznał Draco w duchu.

- Ciekawy pokaz czarnej magii, profesorze - odezwała się Calixa nonszalancko, rozcierając poczerwieniałe nadgarstki. - Żeby przekanałować Klątwę Zabijającą... To wydarzenie bez precedensu.

- Dziękuję - powiedział Harry.

- To nie był komplement - mruknęła.

Harry parsknął.

- Panno Cain, muszę powiedzieć, że nie przestaje mnie pani zadziwiać. Żeby w taki sposób zaproponować własne życie w zamian za cudze... Jak rany, powinnaś była trafić do Gryffindoru.

- Nie musi mnie pan obrażać. - Patrzyła na niego ponuro. - Powiedziałam Tiarze Przydziału, że jeśli zrobi coś takiego, to rozedrę ją na strzępy.

Przez moment Harry wyglądał na prawdziwie wstrząśniętego.

- Groziłaś Tiarze Przydziału? - upewnił się. Kąciki ust uniosły mu się w krzywym uśmieszku. - To aż nazbyt zabawne.

Calixa znowu posłała mu nieprzyjazne spojrzenie.

- Jak się już pan skończy śmiać, chcę punkty. Dla Slytherinu. Trzysta trzydzieści pięć w sumie. - Harry uniósł brew, lecz Calixa pozostała nieugięta. - To są punkty, które nam pan odebrał w tym roku szkolnym. Chcę je wszystkie z powrotem.

- Stoi - zapewnił uśmiechnięty Harry. - Chociaż wyznaczanie ceny za tak szlachetny akt poświęcenia siebie wydaje się niemal poniżające.

Calixa skrzywiła się kwaśno.

- Och, proszę - jęknęła. - Nie jestem kompletną idiotką. Wiedziałam, że moja bransoletka wprawi w ruch każdą jedną hogwarcką osłonę, gdy tylko opuszczę teren szkoły. No i, oczywiście, jest na nią nałożone zaklęcie śledzące. Domyślałam się, że wkrótce poślą za nami swoje psy. A potem zobaczyłam migotanie... - Wzruszyła ramionami. - Musiałam tylko przyciągnąć jego uwagę na wystarczająco długo.

Harry pochylił głowę w płytkim ukłonie.

- Imponujące - stwierdził. Przez chwilę przeszukiwał swoje kieszenie i z jednej z nich wydobył gładki, obły kamyk. - Chwyćcie się mnie oboje. Świstoklik zabierze nas z powrotem.

Calixa roześmiała się krótko i złośliwie.

- Yyy... Proszę pana? Potrafi pan zatrzymać Klątwę Zabijającą, ale nie jest pan w stanie aportować się na obszarze osłoniętym tarczami?

Harry westchnął.

- Jestem mrocznym czarodziejem, panno Cain, nie cudotwórcą. Chwyćcie mnie teraz za ręce, albo wrócicie piechotą. To tylko osiemdziesięciokilometrowa przechadzka, powinniście się wyrobić w dwa dni. Nawet wam pokażę, w którą stronę powinniście iść.

To definitywnie zakończyło sprzeczkę. Draco i Calixa złapali Harry'ego za rękę, a on w następnej chwili aktywował świstoklik. I cała trójka znalazła się przed drzwiami prowadzącymi do komnat Harry'ego.

- Dobranoc, panno Cain - pożegnał się nauczyciel. - Niech pani w pierwszej kolejności złoży wizytę Poppy. Do zobaczenia jutro na lekcji.

Odeszła szybkim krokiem, bez jednego słowa, kiedy jednak ruszała, musnęła palcami łokieć Dracona.

Harry otworzył drzwi i obaj weszli do pokoju. Przy stole siedziała Hermiona patrząca na nich z przerażeniem.

- Hermiono, jak... - zaczął Harry, lecz zaraz sam sobie przerwał. - Znowu Minerwa?

- Mówi mi o wszystkim - przytaknęła Hermiona. - Co wam się stało, do diaska? Draco! Ociekasz... - Wciągnęła powietrze nosem. - Dobry Boże!

Skoczyła na równe nogi i zaczęła rzucać na Dracona zaklęcia czyszczące oraz sprawdzać, czy nie jest ranny. Harry tymczasem wziął ze stołu obrożę i zapiął ją Draconowi na szyi. Draco uśmiechnął się z rozmarzeniem, całując dłoń Harry'ego. Harry poklepał go po głowie, po czym podszedł do kominka i skontaktował się z Minerwą, aby podziękować jej, jak również przekazać dane dwóch Gryfonów ze starszego rocznika, którzy mieli zostać niezwłocznie aresztowani i którzy znajdowali się w posiadaniu Laski Feniksa.

Kiedy Harry wreszcie usiadł przy stole naprzeciwko Hermiony, Draco ukląkł przy nim i położył mu głowę na kolanie. Harry zaczął bezmyślnie przeczesywać palcami włosy Dracona, mówiąc do Hermiony:

- Twoje praktyki chyba nie idą najlepiej, jeśli przy najmniejszych sygnałach o kłopotach zjawiasz się tutaj.

- Nienawidzę moich praktyk - oznajmiła Hermiona otwarcie. - Nienawidzę przebywać w Londynie. Nie wracam tam.

Harry mruknięciem wyraził aprobatę, wodząc palcem po obroży Dracona.

- Artur próbował dzisiaj spalić Dracona żywcem - wymamrotał.

- Artur? Chyba nie Artur Weasley? - wyszeptała Hermiona ze zgrozą. - Harry, to... oni praktycznie należą do rodziny... uratowałeś mu kiedyś życie!

- Wiem - przytaknął. - Będę szczery: nie spodziewałem się tego. Nawet za milion lat. Tam, na zewnątrz, jest coraz gorzej, prawda?

Hermiona przez chwilę myślała, zastanawiając się nad jego pytaniem. Gdy odpowiedziała, jej słowa sprawiły, że Draconowi po plecach przeszły dreszcze.

- To jest straszne. Czy ty kiedykolwiek oglądasz wiadomości, Harry? Nie, nie sądzę. Jeśli sądzisz, że w Hogwarcie dzieje się źle... cóż... nie masz pojęcia, jak dobrze tu macie. Ta... trucizna... esencji Voldemorta jest absolutnie wszędzie. Ludzie już tego nawet nie zauważają. I to zarówno w świecie czarodziejów, jak mugoli. U mugoli mnożą się strzelaniny w szkołach, rabunki, gwałty, morderstwa - jak nigdy przedtem. W naszym świecie, no cóż... sam widziałeś. Świat chyli się ku upadkowi. Nie przesadzam, mówiąc, że tam, na zewnątrz, nie został już nikt.

Draco w milczeniu słuchał drżącego głosu Hermiony. Jak więc udało jej się, przeszło mu przez głowę, jak jej się udało zostać sobą? Czy tak po prostu budziła się rano zdeterminowana, że będzie czynić dobro, że będzie miła, że nigdy nie zawaha się w swoich decyzjach?

- Właśnie coś sobie przypomniałam - powiedziała cicho.

Harry nadal gładził włosy Dracona, kiedy słuchali jej trzęsącego się, przerażonego głosu.

[...] Wszystko w rozpadzie, w odśrodkowym wirze;
Czysta anarchia szaleje nad światem,
Wzdyma się fala mętna od krwi, wszędzie wokół
Zatapiając obrzędy dawnej niewinności;
Najlepsi tracą wszelka wiarę, a w najgorszych
Kipi żarliwa i porywcza moc.
Tak, objawienie jakieś się przybliża*

Harry nagle zacisnął dłoń na włosach Dracona, który jęknął cicho.

- Znam to - przerwał jej Harry, podchwytując najwyraźniej tam, gdzie Hermiona skończyła:

[...] gdzieś w piaskach pustyni
Kształt o lwim cielsku i człowieczej głowie,
Z okiem jak słońce pustym, bezlitosnym,
Dźwiga powolne łapy, a wokoło krążą
Pustynnych ptaków rozdrażnione cienie. [...]
I cóż za bestia, której czas wreszcie powraca,
Pełznie w stronę Betlejem, by tam się narodzić?*

- Tak właśnie jest, Harry - wymamrotała Hermiona. - To ciemność Voldemorta szukająca sposobu na własną reinkarnację... związuje się z żyjącym ciałem. To właśnie robi, nawet w tej chwili, podczas naszej rozmowy. Wszystkim.

- Ale co z nami? - spytał Draco wciąż przyciskający głowę do uda Harry'ego. - Na Hermionę to nie działa... ja też nie jestem zły... no, przynajmniej nie bardziej niż zawsze byłem. Jak to możliwe?

Hermiona zachichotała smutno.

- Draco, ty słodki głuptasie. Ty nigdy nie byłeś zły. Tylko gniewny, złośliwy i doktrynerski.

- Dzięki, szlamo - odmruknął Draco.

Oboje Gryfoni zachichotali na dźwięk jego słów.

- To Znak - stwierdził Harry. - Przyciąga do siebie mrok. Skupia go. Powoduje, że jestem niewrażliwy na Niewybaczalne. I... ludzie, którzy zawsze są blisko mnie, nadal pozostają pod wpływem Voldemorta, ale w mniejszym stopniu. Dlatego w Hogwarcie nie jest tak źle, jak na całym świecie poza szkołą. A wy dwoje... większość czasu spędzacie ze mną.

Hermiona wstała i poszła do jednego z kątów. Wtedy Draco zauważył stojący tam plecak i torbę podróżną. Przeszukawszy plecak, wyjęła z niego nocną bieliznę.

- Zorganizuję ci pokój - powiedział Harry. - Gdzieś blisko.

- Nigdzie się stąd nie ruszam - poinformowała go.

- I gdzie zamierzasz spać? - zapytał Harry z rozbawieniem.

- W łóżku Dracona - odparła bez ogródek, zarzucając plecak na ramiona.

- Hermiono... - jęknął Harry z rozpaczą - zachowujesz się irracjonalnie...

- Och, proszę cię - zadrwiła. - Napięcie seksualne między wami jest tak gęste, że mogłabym na nim wieszać staniki. A może powinnam rzucić Revelio na łóżko Dracona, aby dowiedzieć się, od jak dawna tam nie spał?

- Nie - zaprzeczyli zgodnie.

Roześmiała się cicho, speszona. Harry westchnął z rezygnacją i pomógł jej podnieść cięższą torbę, którą następnie zaniósł do sypialni Dracona. Draco nie ruszył się, nadal klęczał przy krześle, milcząc. Gdy za Hermioną zamknęły się drzwi, Harry stanął nad Draconem, przyglądając mu się w zamyśleniu.

- Mogę przetransmutować stół w sofę - zaproponował w końcu. - Albo w łóżko...

Nie podniósłszy się z kolan, Draco spojrzał w górę i uśmiechnął się psotnie.

- Przestań się przechwalać swoimi zdolnościami w transmutacji i zabierz mnie wreszcie do łóżka.


KONIEC
rozdziału dwudziestego piątego


* fragmenty wiersza Williama Butlera Yeatsa "Drugie przyjście" w przekładzie Stanisława Barańczaka


Bardzo dziękuję za komentarze, które pojawiły się pod poprzednim rozdziałem. Jednocześnie przypominam, że nie trzeba być zarejestrowanym, aby móc komentować teksty na tej stronie. Służy do tego poniższy przycisk Review this Story / Chapter - wystarczy na niego kliknąć, w wąskim pasku wpisać przezwisko, w dużym oknie komentarz i wcisnąć napis pod spodem. Komentarze są dla mnie bardzo ważne, ponieważ pozwalają mi poznać Czytelników i ich opinie na różne sprawy. Nie mówiąc już o przyjemności płynącej z ich czytania ;-).

lwica O ile wiem, Kaczalka zaczęła gdzieś tłumaczyć inne opowiadanie tej autorki, "Popioły Armageddonu", gdzie Harry jest znacznie gorszy niż tutaj. Tylko że tam na miejscu Dracona znajduje się Severus. Polecam, jakby co, chociaż "Popioły..." są naprawdę ciężkie, znacznie cięższe i mocniejsze od "Lwa i węża". No cóż, kolejne rozdziały "Nowego domu Harry'ego" niewątpliwie przetłumaczę, ale jeszcze nie teraz. Przed nim mam w kolejce inne opowiadanie, a do tego dochodzą jeszcze te regularne... Nie spodziewałabym się na Twoim miejscu nowego rozdziału przed końcem sierpnia.

Aratanooniel Ono jest, nie zaprzeczę. Artur miał powody, to bez wątpienia. A zachował się, jak się zachował, z tego samego powodu, dla którego ogromna większość ludzi w tym opowiadaniu zachowuje się podle. Wyjaśnienie - plus minus - w tym rozdziale było podane. Mroczny Harry... jest chyba częstszym zjawiskiem w fanfiction niż Artur Weasley palący ludzi żywcem. Łatwiej się do niego przyzwyczaić, tym bardziej, że Harry w tym opowiadaniu jest nieprzyjemny (delikatnie mówiąc) od początku, więc od przeszło dwudziestu rozdziałów. Myślę, że większość czytelników oczekuje z jego strony raczej wszystkiego najgorszego i łatwo się już zaskoczyć nie da. Przynajmniej aktami sadyzmu. Zresztą... może przekonamy się o tym po następnym rozdziale, który będzie w zasadzie jedną wielką zabawą sadomasochistyczną :-P. O ile czytelnikom będzie się chciało komentować; jeżeli nie będzie się chciało, to się nie dowiemy. No trudno. Cóż, mogę tylko napisać, że jeszcze pewne niespodzianki nas czekają. I powinny należeć do raczej szokujących. Ja, w każdym razie, byłam parę razy naprawdę wstrząśnięta. Emily Waters potrafi ;-).

Review this Chapter

Return to Top