|
Author of 104 Stories |
oryginał: Grease (link w moim profilu)
autor: Henry Plantagenet (link w moim profilu)
Tłumaczenie za zgodą autorki
Rozdział jedenasty
Co by było, gdybym nigdy nie podsłuchał Trelawney i Dumbledore'a?
Nigdy nie usłyszałbym przepowiedni.
Nigdy nie pognałbym w podskokach do Czarnego Pana, aby powiedzieć mu, co słyszałem...
x
A co gdyby Lord Voldemort nigdy nie usłyszał przepowiedni? Nie miałby nic przeciwko Potterom. Nie próbowałby ich zniszczyć. I gdyby on i Harry spotkali się pewnego dnia na ulicy, nie mieliby powodu, żeby zwrócić na siebie uwagę, i minęliby się bez słowa.
I najpiękniejsza istota, jaką nosił świat, nadal by żyła...
x
George miał rację. Tak, wyobrażałem sobie, że syn Lily będzie miał jej rude włosy i jej śliczny uśmiech. I, tak, przeżyłem wstrząs, kiedy dziecko mojej wyobraźni zastąpiła kopia Jamesa Pottera w komplecie z oburzającym talentem do quidditcha, aroganckim zachowaniem oraz... oraz oczami Lily.
x
Poczułem ostre walnięcie w plecy i usłyszałem głośny, przyjazny głos, ryczący mi do ucha:
- Severusie, zachowaj wszystkie te swoje głębokie przemyślenia na inny czas i inne miejsce. Ile razy ci mówiłem, że długa zaduma nie służy lodom? Lody nie zaczekają, aż zwrócisz na nie uwagę! Lody się roztopią!
Florian Fortescue wycelował różdżkę w płyn znajdujący się w wysokiej szklance stojącej przede mną i na powrót zamroził go, tworząc deser identyczny z tym, jakim był wcześniej. A potem znowu walnął mnie w plecy.
- Proszę bardzo! - powiedział.
Wyraziłem swą wdzięczność uśmiechem.
Znałem Floriana równie długo jak Gwillima. Przesiadywałem w jego kawiarni całymi godzinami, ze wszystkich sił starając się napisać podręcznik do eliksirów na tyle dobry, żeby Gwillim mógł go wydać, i raz za razem ponosząc sromotną klęskę. A za każdym razem, gdy schodziłem tu z biura Gwillima zdenerwowany jego ostatnim odrzuceniem mojej twórczości, Florian dawał mi deser za darmo.
- Czekasz na kogoś? - spytał.
- Em, nie - odparłem. Ale było to kłamstwo. Czekałem na Harry'ego.
Wiedziałem lepiej niż ktokolwiek, ile kłopotów może przynieść podsłuchiwanie. Mimo to chciałem być pająkiem na ścianie gabinetu Archiego i Gwillima i podsłuchać ich rozmowę z Harrym. Czy to o mnie rozmawiali? Oczywiście, że tak. I co o mnie mówili? Nie śmiałem nawet o tym rozmyślać.
A jednak...
Czy naprawdę słyszałem głos Harry'ego dochodzący ze składającego się z przerośniętych tropikalnych chwastów lasu Kalpurni? Czy słyszałem, jak mówił, że mnie nie nienawidzi?
Musiał ukrywać się pod tą swoją peleryną niewidką i podsłuchiwać tę śmieszną rozmowę z Archiem i Gwillimem, którą właśnie zakończyłem. Chyba ze sto razy powiedziałem im, że Harry mnie nienawidzi...
- Severusie! - krzyknął Florian. - Spójrz tylko na swój deser!
- Przykro mi - wymamrotałem. - Strasznie mi przykro.
- O co chodzi, Severusie - zapytał. - Odrzucili ci kolejną książkę?
- Nie - odparłem. - To akurat na szczęście nie zdarzyło się już od wielu lat.
- No ale co się stało? - nie ustępował. - Nad czym teraz płaczesz?
- Florianie - odparłem z godnością. - Dorośli mężczyźni nie płaczą. Ewentualnie od czasu do czasu ulegają emocjom.
- Niech ci będzie - zgodził się uprzejmie. - Dlaczego uległeś emocjom?
- Ktoś właśnie mi powiedział, że mnie nie nienawidzi.
Florian sprawiał wrażenie zadziwionego.
- I to cię tak zmartwiło?
- Nie, wręcz przeciwnie. Jestem... dogłębnie wzruszony.
- Płaczesz - o, przepraszam, uległeś emocjom - ponieważ ktoś powiedział, że cię nie nie lubi?
- Tak, właśnie - stwierdziłem. - Jestem jak sierota wychowany na kleiku, który smakuje swój pierwszy w życiu deser lodowy.
Florian położył mi dłoń na ramieniu.
- Severusie, życzę temu sierocie wspaniałego deseru lodowego codziennie, do końca jego życia - powiedział.
Chciałem mu podziękować za te słowa. Ale nie mogłem. Ponieważ pła... uległem emocjom.
KONIEC
rozdziału jedenastego
Bardzo dziękuję za komentarze, które pojawiły się pod poprzednim rozdziałem. Jednocześnie przypominam, że nie trzeba być zarejestrowanym, aby móc komentować teksty na tej stronie. Służy do tego poniższy przycisk Review this Story / Chapter - wystarczy na niego kliknąć, w wąskim pasku wpisać przezwisko, w dużym oknie komentarz i wcisnąć napis pod spodem. Komentarze są dla mnie bardzo ważne, ponieważ pozwalają mi poznać Czytelników i ich opinie na różne sprawy. Nie mówiąc już o przyjemności płynącej z ich czytania ;-).
Lossie Czy ja wiem, czy nieskładnie? W każdym razie wiadomo, o co chodzi, a to najważniejsze ;-). No i jest to trafna uwaga, moim zdaniem. Z moją pamięcią też bywa kiepsko - najłatwiej przychodzi jej zapominanie o obowiązkach :-P. Co ja z nią czasami mam... Wiem, jak to jest: chyba każdej kobiecie (nie wiem, jak mężczyźni) zdarzają się okresy rozregulowania emocjonalnego, kiedy płacze (albo śmieje się, ale to raczej rzadko, a szkoda) z byle powodu. Z całą pewnością mam tak ja i wszystkie moje koleżanki z pracy. Jesteśmy, mimo wszystko, emocjonalnymi stworami, tak nas ułożyła natura, i jeśli mamy zbyt dużo silnych bodźców, zwykle z każdej możliwej strony, to w końcu płaczemy w sytuacjach, w których normalnie nawet nie pła... uległybyśmy emocjom :-P. Normalne. Jeśli chodzi o kanonicznego Snape'a, to powiem tak: czort go wie. Czort go wie, jaki on był naprawdę, jaki był w swoich komnatach, jaki był, kiedy nikt nie patrzył. W takich sytuacjach można sobie przypomnieć wspomnienia Severusa z siódmego tomu, emocje, które pokazał, do których się przed Harrym przyznał. To nie był monument z żelaza i stali, to nie był Blaszany Drwal bez serca. Był dumnym, zimnym, oschłym człowiekiem, który gnębił uczniów, z sarkazmem traktował dorosłych i udawał, że nie ma uczuć - ale przecież je miał. Według mnie nigdy nie wiadomo, jaki człowiek jest naprawdę, do końca nie świadczą o nim ani słowa, ani czyny, choć jeśli już, to te drugie z pewnością bardziej niż pierwsze. Ale nawet czyny, przynajmniej te, których otoczenie jest świadome, mogą wprowadzać w błąd i z pewnością nie mówią o nich wszystkiego, co warto wiedzieć. Tak jest w życiu i tak jest, według mnie, z kanonicznym Snape'em. Oraz wszystkimi kanonicznymi postaciami, może poza Harrym, bo to jednak z jego perspektywy prowadzona jest narracja. Może i to, co napisałaś, rzeczywiście brzmi jak cytat z łzawego romansidła, ale doskonale opisuje Severusa. Nim naprawdę targały namiętności, silne emocje, którym nie dawał upustu, więc z pewnością, w jakimś stopniu, zżerały go od środka. Zrywy. Zrywy! Ja bym chciała mieć czas na pisanie, wtedy pewnie pisałabym prawie non stop, aż odpadałyby mi palce! Że o tłumaczeniach nie wspomnę. A z pracy zwalniam się z przyczyn kompletnie niezwiązanych z pisaniem - po prostu mam serdecznie dość mojego zawodu i chcę od niego odpocząć. Dłuuugo.
Klio No, kurczę, niespodzianka. Ten rozdział miałam zamieścić również w piątek, nawet miałam go na czas przełożonego (bo też długi nie jest, jak widać), pozostały mi odpowiedzi na komentarze... i w ramach krótkiej przerwy chciałam sobie obejrzeć "Kości", których czwarty sezon pożyczyła mi koleżanka. No, to sobie obejrzałam. Cały weekend je praktycznie oglądałam, tak mnie wciągnęły. I przepadło. Piątek, znaczy się, przepadł. Ale co się odwlecze, to nie uciecze ;-) (to już chyba moje tłumaczeniowe motto... :-P) Jak tak dalej pójdzie, to wszystkie moje tłumaczenia pozapominacie. Hm... No, ale niespecjalnie mogę coś na to poradzić - nie mam tyle czasu, żeby tłumaczyć więcej / szybciej. Trudno, jakoś to będzie. Przyznam, że jako czytelnik też nie potrafiłam zrozumieć, dlaczego Harry się nie domyślił. Możliwe jednak, że w wirze emocji, jakie nim obecnie targają, ma problemy z myśleniem i kojarzeniem. Nigdy nie byłam w podobnej sytuacji, więc mogę tylko przypuszczać ;-). Przyznam, że kompletnie zapomniałam o urodzinach Harry'ego - dopiero Twój komentarz mi o nich przypomniał. Nawet zastanawiałam się, czy czegoś z tej okazji nie napisać, ale jakoś żaden możliwy pomysł nie przyszedł mi do głowy. Zresztą... mam zaległe fanfiki na Dzień Matki, Dzień Dziecka, czterdzieste dziewiąte i pięćdziesiąte urodziny Severusa i... to chyba wszystko. Znaczy: to są fanfiki, do których mam pomysły, ale nie zdążyłam ich zrealizować w terminie. I tak sobie leżą i gniją... Może chociaż na Dzień Nauczyciela napiszę to, na co wpadłam w zeszłym roku... Tak, Severus jest w sytuacji nie do pozazdroszczenia. I, jak wiele osób w podobnej sytuacji, wmawia sobie różne bzdury i sądzi, że jest gorszy niż jest. Na szczęście Harrym rozmowa Severusa z Gwillimem i Archiem wstrząsnęła na tyle, że się ujawnił. Miło z jego strony, swoją drogą. Ja również mam nadzieję, że częste aktualizacje szybko się nie skończą, a obecny poślizg w czasie jest jednorazowy.
duszu Przeczytaj, przeczytaj. To powinien już być ostatni raz, bo kolejne rozdziały będą, mam nadzieję, ukazywały się na tyle często, że nie trzeba będzie zaczynać czytania od początku, aby wiedzieć, o co właściwie w tym chodzi i co już się zdarzyło w poprzednich rozdziałach. Powiedzmy, że ten gest Harry'ego w poprzednim rozdziale to zapowiedź przełomu - na razie, jak widać, nic szczególnego się nie stało. Ale na pewno coś w relacjach między nimi drgnie i to niebawem. Archie mnie zabił swoją sukienką z "Króla Henryka Czwartego" - myślałam, że wścieklizny dostanę, tłumacząc jej opis :-P. Sam w sobie jest postacią bardzo sympatyczną; podobnie jak Gwillim, moim zdaniem. Odnośnie orła się nie wypowiem, opowiadanie niebawem wszystko wyjaśni samo z siebie ;-).
Magda Osobiście lubię parę - w różnym sensie - w postaci Harry'ego i Severusa praktycznie w każdej odsłonie; chociaż przyznam, że czytałam kiedyś fanfik, w którym Severus torturował Harry'ego i było to tak paskudne, a zarazem tak niekanoniczne, że nie mogę się po nim otrząsnąć do tej pory. Dziwne to było. Ale większość tekstów z ich udziałem jest albo możliwa do przeczytania, albo nawet bardzo dobra, więc czytam. I czytam, i czytam. Jeśli chodzi o pozostałe moje tłumaczenia, to bardzo chętnie. Problem w tym, że wiele z nich ma raczej długie rozdziały, które przekłada się nie godzinami, lecz dniami. Mogę szturchać je po kawałku dziennie, ale nawet w weekend, gdybym cały poświęciła na jeden rozdział, miałabym problemy z przełożeniem go. Robię, co mogę. Może niedługo coś się wreszcie ukaże. Niczego jednak nie obiecuję.
Okami18 Nadziei raczej nie warto tracić, jeśli o moje przekłady chodzi, mam bowiem szczery zamiar doprowadzić je wszystkie do szczęśliwego końca. Ale to potrwa, więc należy się nastawić na dłuższe przerwy. Co jednak akurat tego fanfika dotyczyć nie powinno, bo kolejne rozdziały mają się ukazywać regularnie co tydzień (no, prawie - w przypadku tego rozdziału, przynajmniej.) Czyli powinnam go opublikować do końca przed wrześniem jeszcze. Zobaczymy, jak mi pójdzie. Ja również lubię fanfiki, w których autorzy pokazują, jak mogłyby wyglądać stosunki między Harrym a Severusem, gdyby ten ostatni przeżył wojnę (albo i nie - jest sobie taki sympatyczny fanfik po angielsku, w którym Severus jest duchem zaprzyjaźnionym z... synem Dudleya... który jest magiczny, oczywiście; milutkie, powiedziałabym; pierwsza część jest zakończona, a w sequelu, który obecnie się ukazuje, właśnie jest Boże Narodzenie, które Severus spędza w domu swojego młodego przyjaciela, a na obiad wszyscy są zaproszeni do Harry'ego - ubaw po pachy ;-).) Zresztą... jakich ja ich nie lubię! Przedwojennych, wojennych, powojennych - wszystkich! Mam, normalnie, z głową :-P.
lwica Tak, to trochę irytujące, prawda? Patrzeć z boku, jak obaj się, w zasadzie, męczą, obaj chcą praktycznie dokładnie tego samego, ale żaden z nich nie potrafi pierwszy wyciągnąć ręki. W zasadzie żadnemu z nich się nie dziwię, bo życie ich tak ukształtowało, że brakuje im nieco tego rodzaju odwagi - za bardzo boją się obaj odrzucenia, aby mieć ochotę zaryzykować. Za bardzo im obu zależy na tym drugim, aby ryzykować, że zostanie wyśmiany. To bardzo ludzkie. I kiedy czyta się takie rzeczy, warto się zastanowić, czy my też tak czasem nie postępujemy. Kto wie, może ktoś, w kim się po cichu podkochujemy albo z kim chcielibyśmy się zaprzyjaźnić, żywi do nas takie same uczucia, tylko że też się boi je okazać? Może jednak warto zaryzykować i się odezwać, zamiast czaić się bez końca i ostatecznie stracić życiową szansę? ;-)
Hakkajrii Jak Wy we mnie nie wierzycie... *kręci głową z niedowierzaniem* Nie żebym dawała Wam jakieś wielkie podstawy do wierzenia we mnie, ale mimo wszystko... *znowu kręci głową, która zaraz jej się odkręci :-P* No dobrze, wiem, przestoje mam. Zwłoki. Ale, jak zwykle, mogę tylko obiecać, że postaram się lepiej. Więcej wolę nie obiecywać, bo, jak się znam, pewnie obietnicę złamię. Staram się zawsze, to zatem mogę obiecać z czystym sumieniem. No, prawie. Powiedziałabym, że jakoś narracji pierwszoosobowej - jak i każdej innej zresztą - zależy w sumie od pisarza. Owszem, narrator w pierwszej osobie zawsze będzie ukazywał jeden punkt widzenia, podczas gdy narrator na przykład w osobie trzeciej może ukazywać jeden punkt widzenia równie dobrze jak wszystkie, ale ma to swoje zastosowania. Z tym, że piszę to z pozycji czytelnika pozbawionego jakiejkolwiek wiedzy teoretycznej - lubię każdy rodzaj narracji, wszystko zależy wyłącznie od tego, jak jest ta narracja napisana. Nie do końca się z Tobą zgodzę w kwestii Harry'ego - według mnie on jest tutaj bardziej emocjonalny niż rozumny. Prawie wszystko robi pod wpływem uczuć i to tych, które panują nad nim w danej chwili. Niewiele jest w tym zastanowienia, myśli, rozumu. Nie chcę przez to powiedzieć, że taki Harry mi się nie podoba; wręcz przeciwnie, ma tu coś w sobie. Tyle tylko, że akurat rozumem bym tego nie nazwała. Severus też jest tu bardzo emocjonalny, co czyni go o tyle mocno odległym od kanonu, że tu on swoje uczucia ukazuje, przynajmniej niektóre i przed niektórymi osobami, nie kryje się z nimi, a nam jest dane obserwować go w tych chwilach. W powieściach, ponieważ były one prowadzone prawie przez cały czas z perspektywy Harry'ego, który dla nauczyciela eliksirów nie żywił cieplejszych uczuć przez jakieś 99% czasu i który nie miał z nim zbyt wiele do czynienia poza lekcjami i szlabanami, przez co nie mógł go widzieć, że tak powiem, prywatnie, uczucia Severusa widzieliśmy praktycznie w jednym rozdziale siódmego tomu - a wtedy było już nieco za późno, aby zmienić wyobrażenia wielu czytelników o tej postaci. Bo też trudno jednym rozdziałem przekreślić wszystko to, co wynikało z kilkudziesięciu wcześniejszych. I jak, odnalazłaś się? ;-)
Esien Może byś się tu zarejestrowała? Wtedy łatwiej nie przegapić nowych rozdziałów ;-). No niby tak, ale w poprzednim rozdziale Harry niewiele robił poza podsłuchiwaniem rozmów :-P. Harry nam tu wyrasta na zawodowego podsłuchiwacza, normalnie. Faktem jednak jest, że najbardziej liczy się właśnie to, co zrobił poza podsłuchiwaniem - bo dzięki temu nareszcie pchnął ich wzajemne relacje do przodu przynajmniej odrobinę. Nareszcie. Przyznam, że ja się po cichutku zastanawiam, czy Harry naprawdę nie ma żadnych podejrzeń odnośnie Aquili. Raczej podejrzewam, że jednak węszy pismo nosem, ale zbyt bardzo zależy mu na Aquili jako powierniku i kimś w rodzaju przyjaciela, aby mógł się przyznać do swoich podejrzeń nawet przed sobą. Na dobrą sprawę nie przeszkadza mi krytyczne podejście do tego - czy jakiegokolwiek innego - rodzaju opowiadań. Tak, jak napisałaś: gusta są różne. Z tym, że nie deprecjonowałabym czytelników, którzy danego rodzaju opowiadania nie lubią. Nawet się nie dziwię, że czytają takie rzeczy pomimo swej antypatii - zawsze istnieje szansa, że w danym opowiadaniu coś ich przekona i nagle polubią dany rodzaj czy gatunek albo chociaż tego jednego przedstawiciela tegoż ;-). Takie rzeczy się zdarzają, gusta się zmieniają i w zasadzie nigdy nic nie wiadomo. Ja również mam nadzieję, że dociągnę. Na razie idzie mi całkiem nieźle, chociaż nie idealnie... BTW: dzisiaj nareszcie ukazał się nowy rozdział "Becoming". Nie mogłam się doczekać, miałam wręcz wrażenie, że ostatnia aktualizacja była dobry rok temu, a nie przed trzema miesiącami. Mam nadzieję, że na następny rozdział nie trzeba będzie tyle czekać, bo w dwudziestym trzecim autorka zaszalała na całego... (tak, wiem, że nie jesteś z tym fanfikiem na bieżąco, ale może się skusisz... ;-))
|
Review this Chapter |