
Załoga Murphy'ego nie będzie miała łatwo...tym bardziej, że będą musieli użerać się z dwójką odwiecznych rywali, którzy naskakują na siebie raz po raz. Kim jest Selena Liang, i jaki ma związek z Jackiem? Prawda może okazać się zupełnie inna...
Rated: Fiction T - Polish - Horror/Suspense - Jack F. & Dodge - Chapters: 8 - Words: 9,846 - Reviews: 2 - Published: 12-23-10 - Status: Complete - id: 6581552
|
|
A+ A- |
VIII. To jest piekło? To jest niebo!
Gdy Epps ocknęła się, nie mogła wprost uwierzyć własnym oczom.
Była na polanie. Na cholernej, przepełnionej zielenią polanie!
Przez krótką chwilę Epps była pewna, że Selena coś sknociła, i że wysłała ją przypadkowo do nieba. Wszystko było tu takie piękne; drzewa wokół rodziły same soczyste owoce, trawa porastająca wzgórza była jasno-zielona. Wszędzie słychać było świergot ptaków – no prawdziwy Eden.
- Bo to jest Eden. – powiedział nagle znajomy głos za Epps. Nim się obejrzała, a obok niej usiadła Selena. – Dzięki mojemu niesamowitemu immunitetowi przywłaszczyłam sobie to miejsce dziesiątki tysięcy lat temu. Wybacz, ale nie kręci mnie mieszkanie w świńsko-czerwonych czeluściach piekielnych. – Epps nie mogła się powstrzymać, żeby się nie zaśmiać. Tu było lepiej niż w bajce.
- Gdzie są Santos i Dodge? – spytała się nagle Epps. Selena tylko się uśmiechnęła, po czym wskazała skinieniem ręki na coś obok nich. Epps odwróciła się i aż lekko podskoczyła; obok niej siedzieli Dodge i Santos, obaj uśmiechnięci od ucha do ucha.
- Jest tylko jeden mały problemik. – powiedziała nagle Selena, i Epps spojrzała się na nią z niepokojem. – Po ostatnich wydarzeniach zmieniłam trochę pogląd na pewne sprawy, i zrobiłam chyba małą głupotę.
- Siema, ludzie! – rozległ się znienawidzony przez Epps głos. W chwilę potem tuż obok Seleny usiadł Jack. – Jak miło móc w końcu oddychać innym powietrzem niż czarcim. Dzięki, Selena. – Selena uśmiechnęła się łagodnie na te słowa.
- Nie ma za co, Jack. – odpowiedziała dziewczyna. Epps rzuciła jej pytające spojrzenie. – Gdy przeniosłam już was do mojej krainy, zrobiło mi się nagle żal Jacka. Poszłam zatem do jego szefa i wyprosiłam na nim, aby oddał mi go w zamian za dziesięciu moich aniołów. Zgodził się, i od teraz jeden z jego legionów piekielnych zasilają moi ludzie.
- Targowałaś się z Lucyferem o NIEGO? – zdumiała się Epps. Selena pokiwała głową z uśmiechem, a Epps aż jęknęła. – No to świetnie. Całą wieczność będę musiała go znosić.
- Nie ty, tylko ja. – poprawiła ją Selena. – To mój osobisty posłaniec. – nagle dziewczyna wstała, po czym klasnęła ochoczo w dłonie. – Dobra, koniec pogaduszek. Któro z was chce zobaczyć swoje nowe włości? – na dalsze zachęty nie trzeba było czekać. Epps, Santos i Dodge kompletnie zapomnieli o swojej nienawiści do Jacka, i razem z nim i Seleną ruszyli poprzez trawę w stronę majaczących na horyzoncie krystalicznie białych domów.
A jednak, pomyślała Epps, idąc u boku anielicy śmierci i eks-pokutnika, i Piekło wcale tak źle nie wygląda.
Bynajmniej w wydaniu Seleny.
|
||||||