
Wydawało by się, że po uczynieniu Maybelle nową królową Terabithii Jesse znowu zaczyna być szczęśliwy. A co, jeśli wydarzenia z ostatnich dni nigdy się nie zdarzyły?
Rated: Fiction K+ - Polish - Friendship/Adventure - Jess A. & Leslie B. - Words: 707 - Reviews: 1 - Published: 01-26-13 - id: 8948428
|
|
A+ A- |
"Szansa Terabithii"
by Kamil Adam
ROZDZIAŁ 1
Był ciepły wiosenny poranek. Jesse obudził się. Właściwie to z małą pomocą Maybelle, która wbiegła do ich pokoju z telefonem.
- Dzwoni twoja dziewczyna! - powiedziała.
Chłopak, jeszcze nie do końca wybudzony na początku był lekko zdezorientowany, lecz potem przypomniał sobie, że siostra nazywała tak przecież nauczycielkę od muzyki, Pannę Edmunds.
- Bardzo śmieszne... - odrzekł Jesse i odebrał słuchawkę od siostry, mimo tego, że tak naprawdę nie chciał rozmawiać. Taka sytuacja powtórzyła się już dnia, w którym zginęła Leslie. Przypominało mu to o tym bolesnym wydarzeniu. Mimo tego przyłożył telefon do ucha i usłyszał w nim ciepły głos panny Edmunds.
- Witaj Jesse. - przywitała się nauczycielka.
- Dzień dobry, proszę pani. - odpowiedział. W jego głosie było słychać nutkę przygnębienia.
- Wiem, że jest sobota, ale planowałam dziś zabrać siostrzeńców do muzeum ale niestety nie mogli jechać. Pomyślałam więc, że zadzwonię i spytam cię czy nie miałbyś ochoty na małą "edukacyjną wycieczkę" - spytała.
Jesse był lekko oszołomiony. Czy to deja wu? Czy tylko śni mu się poranek tamtej pamiętnej soboty, chociaż tak bardzo nie chciałby już przeżywać od nowa tego dnia.
- Wycieczkę... edukacyjną?
- Tak. Chodzi mi o wyjazd do Muzeum. Masz ochotę się wybrać?
- T-tak... Oczywiście. - odpowiedział bez namysłu.
- To świetnie! Ale muszę mieć zgodę twoich rodziców. Mógłbyś się ich spytać?
- Dobrze. Już pytam. - odpowiedział stopniowo zwalniając tępo mowy, po czym wyszedł ze swojego pokoju i zaczął powoli kroczyć w stronę sypialni rodziców.
Jesse nie wiedział czemu to robi, przecież mógł od razu odpowiedzieć, że dziś musi pomóc tacie, lub wymyślić jakąś inną wymówkę. Nie wiedział czemu zaczyna dzień tak samo, jak zaczął się jeden z najgorszych dni jego życia.
Kiedy uzyskał od mamy zgodę na wyjazd odpowiedział pannie Edmunds:
- Rodzice nie mają nic przeciwko. Możemy jechać.
- Wspaniale! Przyjadę po ciebie koło dziesiątej. Przygotuj się.
Jesse wrócił do sypialni i rozmyślawszy jeszcze chwilę o tym na co właśnie się zgodził i dlaczego. Mimo wszystko przystąpił do ubierania się. Ubrany, przegryzł co nieco i wyszedł przed dom. W tym momencie doznał lekkiego szoku. Przed byłym domem jego zmarłej przyjaciółki stało auto ich rodziców. Jesse przetarł oczy, aby sprawdzić, czy to nie przywidzenie, ale to się działo naprawdę.
"Może czegoś zapomnieli", pomyślał. "Przecież wyglądali jakby mieli już nigdy nie wrócić do tego miejsca"
Mimo tego Jesse postanowił nie sprawdzać, czemu Burke'owie wrócili. Bał się, że wizyta w ich domu wywoła u niego zbyt wiele wspomnień które jeszcze bardziej go przytłoczą.
W tym momencie podjechała panna Edmunds. Jesse'a zdziwiło, że zjawiła się tak szybko, co sugerowało, że to jest jednak sen, ale szybko oddalił tę myśl tłumacząc sobie, że pewnie dzwoniła do niego, już jadąc.
Nagle szyba jej auta odsunęła się, a chłopak usłyszał jej głos.
- Chodź Jesse, wsiadaj! - krzyknęła.
- Już idę. - odpowiedział cicho. Nauczycielka bezbłędnie odczytała z tych słów jego aktualny nastrój, więc kiedy chłopiec usiadł w fotelu, spytała:
- Czy coś się stało? Wyglądasz na trochę przygnębionego.
Jesse'a trochę dotknęły jej słowa. Zachowała się tak jakby wydarzenia z przed kilku dni nie miały dla niej żadnego znaczenia. Wyglądało to, jakby oczekiwała od niego, że zapomni o Leslie kilka dni po jej śmierci. Ciekawe jak ona by się czuła na jego miejscu. Panna Edmunds, w tym momencie, dużo straciła w oczach Jessa. A już czubkiem góry lodowej było kiedy powiedziała:
- Jeśli chcesz możemy zabrać Leslie. byłaby zadowolona.
- Leslie?! - powiedział głośno.
Jesse już prawie wybuchnął. Był tak zdenerwowany na swoją, niegdyś, ulubioną nauczycielkę, że miał ochotę przeprowadzić z nią naprawdę ostrą rozmowę, ale w tym momencie nauczycielka powiedziała:
- To żaden problem. Mogę zapytać jej rodziców, jeśli tylko chcesz.
Jesse zaczął się opanowywać. Panna Edmunds wypowiedziała to zbyt pewnie, tak jakby wiedziała coś, czego Jesse nie wiedział. A co jeśli cofnął się w czasie? Albo jeśli dzień śmierci Leslie nigdy się nie zdarzył. Lub po prostu dostał szansę jego naprawy. Ogromny napływ różnorakich myśli spowodował, że chłopak był w stanie wykrztusić tylko trzy słowa:
- To... L-Leslie... Żyje?
OD AUTORA:
Witajcie, jestem bardzo zafascynowany dziełem Katherine Patterson i filmem na jego podstawie, pt. "Most do Terabithii". Postanowiłem więc napisać moją kontynuację tej historii. Akcja mojej wersji zaczyna się po wydarzeniach z książki/filmu lub w dniu śmierci Leslie, kiedy to Jesse przeżywa go "jeszcze raz". Można to interpretować na różne sposoby.
Bardzo proszę o recenzje i ewentualne rady.
|
||||||