Anime/Manga » Kuroko no Basuke/黒子のバスケ »

Obóz
Author:
Ayakashi-san PM
Wreszcie rozpoczynają się niecierpliwie wyczekiwane przez Aomine wakacje. Niestety, nie zapowiada się na to, że Daiki będzie mógł poświęcić się sumiennemu lustrowaniu swoich ulubionych świerszczyków. Jak na złość, kapitan drużyny Teikou, obwieszcza iż cały pierwszy skład pojedzie na dwutygodniowy obóz treningowy. Czy wyniknie coś z tego pozytywnego pomiędzy Kise a Aomine?
Rated: Fiction T - Polish - Humor/Romance - Aomine D. & Kise R. - Chapters: 3 - Words: 14,411 - Reviews: 7 - Favs: 7 - Follows: 7 - Updated: 05-07-13 - Published: 01-31-13 - id: 8964568
A+  A-   Full 3/4 1/2 Expand Tighten

( Aomine )

Kurde. No nareszcie! Dzisiaj ostatni trening a potem laba! Wreszcie wakacje! Tyle na nie czekałem, mogły by się zacząć wcześniej, no ale cóż. Nie wszystko jest równie zajebiste jak ja. W dodatku moją niecierpliwość podsycał fakt, iż niedługo ma wyjść specjalne, wakacyjne wydanie Horikity Mai. Limitowana edycja. Cały ostatni miesiąc odkładałem bym mógł kupić wersję kolekcjonerską. Hah. Czuję, że nie będę się nudził przez długi, długi czas. Węsze dużo ostrego porno i dużo fapania.

( Kise )

O rety...jutro naprawdę zaczynają się wakacje? Jak to szybko zleciało...jakby z bicza strzelił normalnie. Dzisiaj ostatni trening z wszystkimi. Ciekawe czy Akashicchi wymyślił coś specjalnego na dzisiaj.
- Aominecchi, jak myślisz, Akashicchi wymyślił coś nadzwyczajnego na ostatni trening? – Zwróciłem się w stronę niebieskowłosego, z którym szedłem ramię w ramię przez szkolny korytarz. W odpowiedzi, wytrzeszczył na mnie swoje granatowe oczy, patrząc na mnie wzrokiem, którego interpretacji nie szło błędnie odczytać – jego oczy mówiły ,Pojebało Cię do reszyt?!".
- ...Wypluj coś powiedział! Lepiej by nic nie umyślało mu się pod tymi czerwonymi kłakami, nie wiem jak ty, ale mi jeszcze życie miłe. A będzie jeszcze milsze, jeżeli bez szwanku doczekam się premiery specjalnego wydania mojego ulubionego świerszczyka!
- Cały Ty Dai-chan, cały Ty. – Zaśmiałem się pod nosem widząc jego rozemocjonowaną twarz i błyszczące z ekscytacji oczy. Zupełnie jak małe dziecko, które nie może się doczekać, aż wyjdzie kolejna figurka, która poszerzy jego kolekcję. Zabawne, taki duży dzieciak z niego. Taki beztroski, niedojrzały... leci na ilość...ta. Właśnie. A raczej na wielkość. Lubi duże biusty. Wręcz ogromne. Zastanawiam się, czy lubi tracić oddech, gdy go taki przygniata. Czy to czasem nie podchodzi pod masochizm? Żebym to ja go mógł tak przygniatać... ano tak, ale ja NIE mam czym go przygniatać, w tym cały sęk. Chyba, że całym sobą... ale on woli jak go 10 kilo tej tkanki tłuszczowej przygniata... Jak tak o tym głębiej pomyśleć, to wręcz obrzydliwe. Ale co ja będę nad tym gdybać. Nie zmienię rzeczywistości. Aomine zawsze wolał oglądać gazety z roznegliżowanymi dziewczynami niż magazyny z moimi zdjęciami. Bez cycków nie jestem dla niego wartą uwagi atrakcją. To boli jak myślę, że tylko przez to nie mam u niego żadnych szans.

( Aomine )
- Ej! Nie śmiej się ze mnie bo upierdolę! I nie mów do mnie Dai-chan! To, że ja nie pojawiam się na okładkach tych wszystkich głupich szmatławców i nie mam fanek, które przeżywają orgazm na widok swojego idola, nie oznacza, że możesz się nabijać z mojej zajebistej osobowości. Może i nie mam dziewczyn na pęczki tak jak ty, ale jak tak się przyglądam twoim wyznawczyniom, to Ci współczuję. Same zakompleksione paszczury i dechy. – Prychnąłem wzgardliwie patrząc z politowaniem na blondyna. Gdyby jakieś dobre dupy się nim interesowały, to co innego, ale najczęściej otaczał go wianuszek bab, które zaprzeczały stwierdzeniu, że płeć damska jest płcią piękną. Zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, że im brzydsza morda, tym bardziej natarczywa i wkurwiająca.
- Ej! Nie każdy w wieku nastoletnim wygląda świetnie! Te, które dzisiaj są brzydkimi kaczątkami, jutro będą pięknymi łabędziami!
- ...Kise..nie wiedziałem, że wierzysz w bajki! – Parsknąłem rozbawiony naiwną nadzieją Ryouty. – Naprawdę, gro z tych dziewczyn są tak paskudne, że na zawsze zostaną poczwarkami.

( Kise )
- Jakiś Ty okrutny Aominecchi! – Szturchnąłem go w bok, siląc się na najbardziej karcący ton.
- Ja okrutny? Ja tylko mówię prawdę, to prawda jest okrutna!
- Skąd możesz to wiedzieć?! Sam nie wiesz jaki będziesz za te naście lat.
- Ależ oczywiście, że wiem jaki będę! Będę najgorętszym ciachem pod słońcem, a w moim łóżku będzie leżeć największa seksbomba!
- Boże...ale ty beznadziejny jesteś. Tylko jedno Ci w głowie! – pomasowałem sobie skroń wzdychając przy tym ciężko niczym męczennik. Czy jego największym celem w życiu było przespać się z jak największą ilością dziewczyn z miseczką F, a potem trzymać w łóżku byłą gwiazdę porno z kiłą? Jak pragnę zdrowia, bóg albo go nie kocha i poskąpił mu rozumu oraz wstrzemięźliwości, albo gdy je rozdawał stał w innej kolejce. Najprawdopodobniej po duży „sprzęt". A co do upodobań, to bóg całkowicie spartaczył robotę... i oto ten zboczeniec, Aomine jest tego efektem. Jedyne z czym stwórca nie przesadził, to talent do koszykówki, którym obdarzył go nadzwyczaj hojnie.

( Aomine )
- O rany, ale Ty jojczysz. To normalna potrzeba każdego faceta! – wywróciłem oczami, gdy zaczął mnie irytować swoimi wątami. Jak każdy dojrzewający chłopak potrzebuję się czasem poruchać z niezłą laską, tak to już jest w tym wieku, nic na to nie poradzę! A to, że przy każdej sytuacji, stosownej, czy też nie, propagowałem swoją miłość do krągłych, kobiecych walorów, to już inna bajka. Jestem ciut, no dobra! Jestem bardziej zboczony, niż wszyscy, no i co z tego? Taki mój urok osobisty!
- Bo o niczym innym rozmawiać nie potrafisz, tylko z którą, gdzie, kiedy i jak.
- Nie prawda! Lubię spontaniczne akcje, typu seks niespodzianka! – Wyszczerzyłem się w perwersyjnym uśmiechu, jak ostatni debil.
- ...Nie zdziw się, jak pewnego dnia obudzisz się z ręką w nocniku...
- Hę? Co?! Jak to z ręką w nocniku? Chyba ocipiałeś! Zawsze robię to z gumką! No i nie planuję mieć tak szybko bachorów. Ja ich w ogóle nie chcę!

( Kise )
- ... – Moja prawa i lewa dłoń powędrowały ku twarzy, po której powoli przejechały. To było jednak za mało. Zatrzymałem się, odwróciłem w stronę ściany i parę razy specjalnie przydzwoniłem w nią głową. Boże! Jak można być takim kretynem?! To powiedzenie nie ma nic wspólnego z dziećmi! Chyba naprawdę go zgłoszę za to do nagrody antynobla w kategoriach ,,nieprzeciętnie niski iloraz inteligencji" – A-aomine... to nie ma nic wspólnego z dziećmi... – wydałem z siebie cichy jęk załamania.
- A niby z czym?! Nocnik kojarzy się jednoznacznie!
- Widać, że głebsze myślenie nie jest twoją mocną stroną... – Darowałem sobie dalsze wyjaśnienia, ignorując wszystkie bluzgi, którymi obrzucał mnie Daiki i skierowałem swe kroki ku drzwiom od sali gimnastycznej.

( Aomine )
- Co to kurwa miało znaczyć ty tępa pałko...! – Warczałem pod nosem wściekły na Kise. I czemu próbuje mi wcisnąć kit, że to całe powiedzenie z nocnikiem nie ma związku z bachorami, jak ewidentnie ma! Znalazł się ten, co wszystko kurde wie! Ma się za tak inteligentnego jak Akashi! ...Zaraz, zaraz kurwa. Dlaczego akurat pomyślałem o nim? Co jest kurde grane?! ...Już wiem, czemu porównałem blondyna do naszego kapitana. Ożesz w trzy dupy, a nawet w cztery! To co właśnie ukazało się moim oczom, musi być dziełem tego popaprańca. Majestatyczny, misterny tor przeszkód, który obejmował cała salę, ukazał się moim oczom. Tor przeszkód? Tfu. To jest tor tortur. – Kurwa...wykrakałeś Kise! – zgrzytnąłem ze złości zębami widząc czerwoną czuprynę na końcu sali, dyrygującą członkami drugiego i trzeciego składu. Cała radość uszła ze mnie jak powietrze z przekłutego balonu. No cóż. Nie pozostaje mi nic innego jak przeżyć to jakoś.

***

( Kise )
Umieram. A przynajmniej czuję się tak, jakbym miał konać do końca życia. Niemiłosiernie piekące łydki od biegania i skakania, obolałe ramiona od ciągłego rzucania piłki i głowa pękająca od skupiania się. Nawet zimna podłoga, na której teraz leżałem nie pomagała mi się ochłodzić, a było mi gorąco, jakby piekło mnie słońce rodem z Sahary. Istna agonia. Nie mogłem ochłonąć po piekielnym teningu jaki zafundował nam Akashi na koniec. W sumie to w jego stylu, pożegnał się z nami na swój sposób. Może nie zbyt czule, ale trudno by było tego po nim oczekiwać.
- ...heh.
- I z czego się śmiejesz durniu?
- To takie w stylu Akashicchiego, żegnać się z nami tak czule – Odparłem, a raczej wydyszałem do Aomine, który leżał tuż koło mnie. Śniadoskóry był równie umordowany co ja. Jego oddech był szybki i nierówny przez co klatka piersiowa szybko podnosiła się i opadała, a strój mokry od potu, ściśle przylegał do torsu, ukazując dobrze zbudowane i wyćwiczone młode ciało. Było piękne, choć pragnąłbym je oglądać w wersji bez koszuli stroju drużynowego, nawet jeżeli świetnie w niej wyglądał. Kurcze, ale on ma zgrabną szyję...a jaką kuszącą...mogłoby się wydawać, że śledzenie kropelek potu spływających po szyi jest równie fascynujące, co patrzenie na to jak trawa rośnie, ale jednak.. Cholera! O czym ja myślę?! Nie mogę dawać się ponosić fantazjom, bo inaczej stracę kontrolę. Odruchowo zasłoniłem oczy, by nie dać się dalej ponieść marzeniom. Ale jak mam trzymać uczucia na wodzy, kiedy on tak swobodnie potrafi poczochrać mi grzywkę, uśmiechając się przy tym w rozbrajający sposób?
- Chyba Ci się jedynie pogorszyło przez ten trening.

- M-myślisz Aominecchi? – Zająknąłem się, czując jak Daiki mierzwi mi włosy. Niby powinienem się wkurzyć jako model, że psuje mi fryzurę, bo przecież zawsze muszę wyglądać świetnie, ale dla mnie był to czuły gest sympatii, za który nie potrafiłem się na niego gniewać.

( Aomine )

- Akashi tak dał nam po dupie, że nawet nie mam się siły czołgać do domu. To była przestroga, byśmy nie zapomnieli trenować w wakacje. – Pomrukiwałem pod nosem, bawiąc się złotymi włosami blondyna. Były miękkie i jedwabiste w dotyku. Jak on to robił, że był tak zadbany i perfekcyjny w każdej sytuacji? To taki dar, czy po prostu te lata pracy w modelingu sprawiły, że potrafi wyglądać świetnie niezależnie od okoliczności? Kurde, facet wyglądający lepiej niż dziewczyny, jeszcze o tak delikatniej urodzie.. To powinno być zakazane!
- I tak codziennie biegam. Aominecchi, a co powiesz, byśmy w wakacje codziennie się spotykali by rozgrywać one – on – one?
- Heh. Chciałbyś. – Wytknąłem mu język, uśmiechając się kpiąco.
- No ej! Przecież i tak nie będziesz miał nic lepszego do roboty!
- Jak to nie? Będę fapać do Horikity Mai, a na to potrzeba dużo czasu!
- ..No wiesz ty co...! Ale Ty jesteś!
- ...Oi, oi! Nie obrażaj się od razu gwiazdorze! – Objąłem go ramieniem w około szyi, przyciągając do siebie, by totalnie zniszczyć mu fryzurę. – Może wylansujemy nowy trend, co ty na to? Voilà! Oto i artystyczny nieład na głowie! Efekt pokopania prądem, tudzież spotkania pierwszego stopnia z piorunem uzyskany w kilka sekund! – Mój śmiech stawał się głośniejszy z sekundy na sekundę, gdy mina Kise rzedła z każdą chwilą coraz bardziej, gdy dotykał swoich poszarpanych włosów. Wyglądał jak sierota, która obudziła się na środku ulicy. Poszczam się chyba ze śmiechu kurwa.

( Kise )
- ...Aominecchi! Coś Ty narobił?! – Wydałem z siebie jęk rozpaczy, czując pod opuszkami palców okropnie poczochrane włosy. Teraz to przegiął! Jak ja wyglądam przez niego?!
- Heh, czyżbym zrujnował twój perfekcyjny wizerunek?
- ...Aominecchi...Zamorduję Cię za to! – Rzuciłem się na niego, choć wiedziałem, że z moją siłą nie mam z nim żadnych szans. Nawet nie zdążyłem doliczyć do trzech, gdy leżałem już pod nim, dociskany całym jego ciężarem, który przeniósł na ręce, złożonych na moich ramionach.
- Leżysz i kwiczysz.
- Spieprzaj! Nie dam się tak łatwo! – Gdy zaśmiał się złośliwie pod nosem, trafił mnie szlag. Dupek jeden! Co on sobie wyobraża! Szarpałem się ile tylko mogłem, klnąc na niego cicho pod nosem, jakby to miało choć trochę pomóc. Gdybym nie był tak zmęczony przez trening, może i bym miał większe szanse, by mu się wyrwać.
- Ojjj...Brzydko do mnie mówisz, brzydko...
- ... – Spojrzałem mu prosto w oczy, których wyraz diametralnie się zmienił. Jego lazurowe tęczówki w których błyskały zawadiackie iskierki radości były teraz ciemne niczym burzowe, letnie niebo o granatowym zabarwieniu. Ojej...chyba go mocno rozłościłem.
- Odszczekaj to!
- Nie! Nie mam zamiaru! – Warknąłem mierząc go gniewnym spojrzeniem. W odpowiedzi zacisnął mocniej swoje dłonie na moich ramionach. Jego silny uścisk z każdą chwilą robił się coraz mocniejszy, przez co odczuwałem coraz większy ból. W ogóle się nie hamował. – Barbarzyńca! – Syknąłem przez zaciśnięte zęby.
- Było mi nie pyskować.
- Było mi nie psuć fryzury!
- Ciskasz się o to, jak jakaś głupia baba!
- ...Aua! – Pisnąłem cicho, gdy szarpnął mnie za ramiona, przez co w lewym coś boleśnie chrupnęło. Aomine chyba też to poczuł, bo jego uścisk się poluźnił. Nie wiedząc co ma zrobić, lekko zdezorientowany cofnął swoje dłonie, uwalniając mnie całkowicie ze swojego niedźwiedziego uścisku. Gdy moje barki wreszcie było wolne od ciężaru złożonego z całą siła na nich, poczułem jak kość lewego ramiona boleśnie wraca na swoje miejsce. Kurczowo zacisnąłem zęby, gdy poczułem, że rwący ból w barku się nasila. Niestety, nie wytrzymałem. W kącikach moich oczu nagromadziły się łzy, które po chwili zaczęły spływać jedna za drugą po zaczerwienionych policzkach.

( Aomine )
O, o...chyba przegiąłem...
- Ej, no co Ci? Nie rycz jak baba! – Próbowałem jakoś załagodzić sytuację, jednak moje słowa jeszcze bardziej rozwścieczyły Ryoutę. Jego złote oczy błyszczały gniewnie. Jestem pewien, że gdyby umiał, to ciskałby we mnie teraz gromami, równie złotymi co jego tęczówki. Brrr...aż dostałem gęsiej skórki. Jak się wścieka to potrafi być przerażający.
- Odwal się!
- Nie bądź ta- Nie dokończyłem, gdyż odepchnął mnie zdrową, prawą ręką, przez co wylądowałem boleśnie obok niego. Na wszelki wypadek odsunął się ode mnie na bezpieczną odległość – Kurde! Co Ci jest do cholery!? Ogarnij żesz się!
- Sam się ogarnij idioto! Bark mi wytrąciłeś ze stawu, boli mnie jak cholera! Ruszyć ręką nie mogę!
- Ale ty jęczysz, jak kobiety o złamane pazury! Przejdzie Ci ten ból!
- Tak szybko mi nie przejdzie!
- To mogłeś mnie nie wkurwiać delikatesie jeden! – Moja irytacja sięgała zenitu. Płacze o takie coś, przecież mu przejdzie do kurwy nędzy! Robi z siebie ostatnią ofiarę. No dobra...przegiąłem definitywnie. Mogłem go postraszyć tylko, a nie przechodzić od razu do rękoczynu. Ale taka moja natura, najpierw robię potem myślę.
- Delikatesie?! Niech Ci ktoś wytrąci bark ze stawu, dopiero potem ze mną rozmawiaj o tym kto jest delikatny!
- Ja pierdolę, gorszych problemów to nie masz! Jebana ciota z ciebie! – Warczałem na niego wściekły, obserwując jak podkula nogi i obejmuje je zdrową ręką. No nie mówcie, że w słowach też przegiąłem...
- Zostaw mnie już.
- ... – W słowach też przegiąłem. Nie ma to jak brak taktu i cudowny brak wyczucia sytuacji. – Oi, oi...Chyba się tak ostro na mnie nie wkurzyłeś, co?
- ...

- ... – Oho. A jednak. - Kise...
- Nie mów do mnie. Nie zbliżaj się nawet na pół milimetra, ty nieczuły, pozbawiony empatii dupku.
- ... – Wmurowało mnie. No to zostałem zjechany z góry na dół. Westchnąłem pod nosem zrezygnowany, patrząc jak blondyn kuli się jeszcze bardziej, dociskając czoło do kolan. Mimo iż nie widziałem łez spływających po jego policzkach, to słyszałem jak cicho łka i pociąga nosem. Aj, kurde. Zawaliłem sprawę. Jak przestanie mieć tą morderczą aurę w około siebie, to mu fundnę jakąś kawę, by się potem nie dąsał przez najbliższy tydzień.

( Kise )
Kretyn. Dupek żołędny! Teraz to niech się goni. Nie chcę jego przeprosin. Przeprosin..? Co ja mówię. Chyba w życiu nie słyszałem, by kogokolwiek przepraszał. I dobrze! Nie potrzebuję go! Nie chcę go ani widzieć, ani z nim rozmawiać!
- Moglibyście się na chwilę skupić i uciszyć? Mam wam coś do powiedzenia.
- ... – Podniosłem głowę, gdy usłyszałem jak Akashi się zwraca do nas. Ciekawe...Myślałem, że nic nie powie po ostatnim treningu. Czyżby chciał palnąć jakąś uroczystą gadkę na pożegnanie?
- Tak więc, jako trener i kapitan drużyny, postanowiłem, że w tym roku nasz skład pojedzie na dwutygodniowy obóz treningowy. Odbędzie się on za tydzień, licząc od dzisiaj. Żadnych wymówek nie chcę słyszeć, sprzeciwów też nie przyjmuję do wiadomości. Z resztą. Wszyscy chętnie pojadą prawda? - Jak na komendę, cała nasza piątka pokiwała szybko głową. – Skoro nie ma żadnych obiekcji, to...Ryouta?
- Eh? – Wzdrygnąłem się, gdy jego wzrok spoczął na mnie, a raczej na moim lewym ramieniu...No ludzie! Nie mówcie mi, że on to widzi!
- Co Ci się stało w lewe ramię?
- Hę? – A jednak...normalny człowiek by tego za nic nie zobaczył, ale on, dzięki swojemu emperor eye, potrafi przejrzeć wszystko. – To? A! To nic! Tylko naciągnięty mięsień!
- ...Doprawdy...? A mnie to wygląda jakbyś się z kimś szarpał. Nie mylę się?
- Yyyy...
- Aomine-kun był dzisiaj nie miły i agresywny wobec Kise. – Wtrącił się Kuroko.
- I wszystko jasne...Daiki...

( Aomine )
Kiedy Akashi wysyczał przez zęby moje imię, wyciągając z kieszeni swoje czerwone nożyczki, cofnąłem się na bezpieczną odległość.
- Daiki...możesz mi do cholery wyjaśnić, jak Ryouta będzie z nami trenował koszykówkę na obozie?
- A..y... – nic inteligentniejszego mi do głowy nie przyszło, oprócz wydukania pojedynczych sylab. Kurde...nie przewidziałem takiej sytuacji! Gdybym wiedział, że ta czerwona gnida zaplanuje nam obóz sportowy, z którego nie będziemy się mogli w nijaki sposób wykręcić, to w życiu bym nie myślał by nieświadomie uszkodzić Kise. Zacznijmy od tego, że w tamtym momencie w ogóle nie myślałem, a że mnie poniosło, to już inna strona medalu...Kurwa, ale wpadłem.
- Jeżeli Ryouta nie wyzdrowieje do obozu, to Cię osobiście wykastruję tępymi nożyczkami. Masz go zabrać do lekarza a potem zdać mi dokładny i prawdziwy raport, bo może on ocalić Ci dupę.
- Dobra, dobra, zrozumiałem!
- No. A teraz ładnie, zupełnie jak w przedszkolu, przeproś Ryoutę, podając rączkę na zgodę.
- Co...? – Wykrzywiłem usta zniesmaczony, podczas gdy na twarzy Akashiego zagościł wredny, złośliwy uśmiech. Kurwa. Nie zrobię tego! Nigdy!
- No...wszyscy czekamy Daiki...
- ... – Przeklinając w myślach tą czerwoną gnidę, zebrałem się w sobie. – No..sorry Kise. Poniosło mnie. – bąknąłem pod nosem bawiąc się sznurówką od adidasów.
- Ale to było szczere...aż się wzruszyłem. Możesz się wypchać tym swoim ,,sorry".
- No właśnie Daiki, musisz ładniej przeprosić. Wysil że się trochę.
- No dobra no...! Przepraszam Kise, nie chciałem Cię uszkodzić.
- Już lepiej. A teraz jeszcze uścisk dłoni i buziak, by stało się za dość.
- ...! – Poczerwieniałem na samą myśl, że ja...miałbym...pocałować faceta...nawet jeśli wygląda tak kobieco...Błe, fuj! Nie! Nigdy, przenigdy i w żadnym wcieleniu! – Przestań nami pogrywać jak marionetkami! – Warknąłem rozłoszczony tą sugestią, na co Akashi tylko wzruszył ramionami i odszedł w kierunku składziku.

( Kise )
Moje serce nadal biło jak szalone, a twarz piekła od ostrych, rubinowych rumieńców. Na samą myśl, że Aominechi mógłby...mnie...jeny! To tak nieosiągalne, że marzeniem tego nazwać nie mogę! To jak utopia! Nieśmiało zerknąłem w jego stronę. Też miał zaczerwienione policzki, tak jak ja, ale jego rumieńce były raczej wywołane przez złość.
- Chodź Kise, zbieramy się. – Gdy wstał, podszedł do mnie i wyciągnął dłoń, by łatwiej było mi się podnieść. Bez wahania przyjąłem pomoc, z charakterystycznym dla mnie, beztroskim uśmiechem na ustach.
- Aominecchi, naprawdę pojedziesz ze mną do lekarza? – Spojrzałem na niego uradowanym wzrokiem, puszczając w niepamięć wspomnienie o przykrym wydarzeniu między nami.
- Nie mam innego wyjścia.
- Zaraz, co to ma znaczyć?! To znaczy, że na tyle Cię nie obchodzę, że nawet nie wykazałbyś najmniejszej troski o mnie, gdyby Cię Akashi do tego nie zmusił? – Jego wzrok, który zwrócił się w przeciwnym kierunku od mojej twarzy, był wystarczająco wyraźny i jednoznaczny, bym się domyślił. – A mówią, że to Akashi ma zapędy sadystyczne.
- Ej no kurwa! Nie porównuj mnie do tej gnidy! – Trzepnął mnie lekko w łeb, zirytowany porównaniem.
- Aua! No jeszcze po głowie poszkodowanego bił będzie! – Znowu dałem upust łzom, lecz tym razem nie przez ból, ale przez smutek, który nagle zrodził się we mnie. Czy on naprawdę nie posiada żadnej empatii w sobie, by choć trochę mnie żałować po tym co zrobił? Zero uczuć, totalne dno, jeżeli o chodzi okazanie choć odrobiny skruchy, wredny, nietaktowny... właściwie to za co ja go kocham? Ah no tak. To mój podziw dla niego przerodził się w miłość. Tylko na jakich filarach ja tę miłość będę podpierać?

( Aomine )
Ups...dzisiaj to mam chyba dzień na zaliczanie szczytów chamstwa.
- Oj, tak jakoś mi się ta ręka sama...
- Dobra, dobra...daruj sobie...sam pojadę do tego lekarza, przecież szkoda Ci marnować czasu na cokolwiek związane ze mną.

- ... – Uła. Chyba ma mnie po dzisiejszym dniu dość – Nie no! Muszę pojechać, muszę dowiedzieć co Ci jest!
- Z troski tego nie robisz, tylko ze strachu przed Akashicchim, więc nie musisz. Opowiem Ci wszystko słowo w słowo.
- ... – Kurde, chyba mięknę jak jakaś ciota, bo widok zasmuconej i zapłakanej twarzy Kise mnie kłuje w serce. Ale jak ma mi nie być ciężko, gdy zwykle na twarzy ma promienny uśmiech? Psia mać... Chyba zaczynam się czuć winny, za to co dzisiaj narobiłem. Szkoda mi go jak tak beczy. Oprócz tego wyjazdu do lekarza muszę mu to jakoś inaczej wynagrodzić. Aż takim brutalem bez serca to nie jestem. Chwila...Czyżbym posiadał sumienie? O mój boże! To jest chyba cud! – Chcę pojechać do tego lekarza z Tobą. W końcu muszę wiedzieć ile czasu będę musiał czekać, by znowu móc rozegrać one-on-one z Tobą. – Dopiero po chwili, gdy skończyłem mówić, zorientowałem się, że Ryouta został w tyle, przyglądając mi się z wymalowanym niedowierzaniem na twarzy, jakbym mu powiedział nie wiadomo co.
- A-Aominecchi...
- No co? W końcu Ci to obiecałem. – Wyszczerzyłem się do niego. Ten w odpowiedzi, nim zdołałem się zorientować, rzucił mi się na szyję, bełkocząc coś pod nosem.
- Dziękuję Aominecchi! Dziękuję!
- Heh. Nie rozklejaj mi się tu znowu. Mój sweter to nie chusteczka by w niego beczeć i smarkać. – Gdy usłyszałem cichy chichot koło ucha, odetchnąłem z ulgą, oznaczało to bowiem, że dobry humor Kise wrócił.
- Aominecchi, jak ty coś czasem powiesz...
- Pfh! I z czego się ze mnie śmiejesz? Chciałem Ci tylko humor poprawić! – Udałem obrażonego i nadąłem policzki tak jak to on miał w zwyczaju robić, gdy się dąsał.
- I poprawiłeś!
- Heh, no ja myślę! Spróbowałbyś się jeszcze po tym smucić! – Mimo wszystko najbardziej lubiłem go właśnie takiego- Wesołego i roześmianego. Hmm... a jak tak pomyślę o tym wyjeździe z drużyną na obóz treningowy, to sądzę, że te wakacje...nie. Te wakacje na pewno nie będą nudne.

Favorite : Story Author   Follow : Story Author

  .    .