Reviews for Śnieg
Martisz chapter 1 . 6/10
Piękne, absurdalne i zabawne. A tekst o pożyczaniu kredek całkowocie mnie rozłożył.
Mihoshi-san chapter 1 . 7/22/2012
Opowiadanie zachwycające od początku do końca, każdym elementem:
- Izuru, który tak bardzo, bardzo się stara dla swojego kapitana,
- Ichimaru pragnącego śniegu,
- szykujący jasełka Oddział 11 - takie jasełka to sama bym z wielką chęcią obejrzała,
- Byakuya ukrywający się w kucki i pożyczający kredki,
- i całe mnóstwo mniejszych i większych rzeczy, które sprawiły, iż przy czytaniu miałam uśmiech od ucha do ucha.
Epilogi również zachwycają - szczególnie Hitsugaya jako Gwiazda Betlejemska.
Fuu chapter 1 . 9/3/2010
Heh, trafiłam na Śnieg dzięki namiarowi od Stokrota i jestem jej wielce wdzięczna:)

Stworzyłaś Panjasełkonium!

Moje ulubione:

- Omaeda—fukutaichou nie był zbyt zadowolony, że Hanatarou—san ma go paść.

- A kapitan Kyoraku ciągle zasypiał i zsuwał się z garbu. I wielbłąd zjadł mu kwiatka.

- Jezuskowi wystawały ze żłóbka chude, wściekle wierzgające nogi.

- Kuchiki Byakuya ukrywał się w kucki w ciemnej uliczce.

- Kapitan Oddziału Szóstego, prócz wielu swych wad posiadanych, równie wielu imputowanych i kilku starannie pielęgnowanych, posiadał również wypieszczoną paletę starannie ukrywanych zalet.

Oprócz tego, że opowiadanie jest turlająco prześmieszne, jest też baaardzo dobrze, żywo i barwnie napisane.

A Ichimaru—taichou i śnieg to rzeczywiście wyjątkowo udane zestawienie kolorystyczne:)

Pisz duużo. Duużo i dłuugo!
Shimari chapter 1 . 1/26/2010
O man! Raczej woman! To było boskie! Naprawdę boskie! Ta rozmowa z Hitsugayą rozłożyła mnie całkowicie, a rozmyślania Kiry... Bezcenne! Masz talent, zaprawdę powiadam ci masz talent!

I żyli długo i szczęśliwie!
TurquisePL chapter 1 . 1/20/2010
Przy tym opowiadaniu dostałam najprawdziwszego rotfla... Po prostu: lying on the floor laughing :D

Nie wiem, które momenty przemówiły do mnie najbardziej - sianko z kapeluszy Kyouraku, chowający się Byakuya (wraz z podbiurkowymi tajemnicami), czy osiołkowaty Aizen. No i Kirze w końcu udało się osiągnąć jego cel - i chociaż przez chwilę mógł być optymistą :)

Ogólnie, Twój styl (przynajmniej w tym fanficku - za kolejne zaraz się biorę ;)) bardzo mi przypomina Grzędowicza. Cyniczno-komiczny. Właśnie taki, jakie lubię najbardziej! :D

Tylko takie jedno malutkie, maciupkie ale - 'nii-sama' - przez dwa 'i' ;)
Clio S.S chapter 1 . 1/11/2010
Oj, jakże jestem cierpliwa w tym poszanowaniu miłości do Oddziału Szóstego. Ale, jak to stwierdziłaś: jedni lubią promyczki, inni wolą księżycki - dla każdego coś. Dziękuję za dedykację!

Jak zawsze brak mi mądrości, gdy przychodzi do komentowania Twoich tekstów - niezależnie od długości. Mówisz, że miało być krótkie, a ostatecznie wyszło prawie 30 stron? Hoho... To może tak: jasełka Oddziału 11 wywołały u mnie niekontrolowany atak prychania i konwulsji. Osobistym dla mnie hitem, mimo wszystko, pozostaje Jezus Maria, przy której/których to okazji wyglądałam jak emotka "hahaha" z gg.

Zastanawiam się, komu wręczyć palmę pierwszeństwa, ale chyba będzie w takiej kolejności:

dwa wyróżnienia" dla Yachiru-chan (z całym Oddziałem 11) za rozpętanie piekła i pełne nad nim panowanie; oraz dla Aizena Sousuke - za pozbywanie się śmiecia.

miejsce 3: Hitsugaya Toushirou - za ten lodowy spokój i rzeczowość, z jaką roztaczał przed Kirą upiorne wizje jasełek; za "Jak mówię komukolwiek, to mam na myśli komukolwiek."; za Gwiazdę Betlejemską i głos z delirium Matsumoto.

miejsce 2: Kuchiki Byakuya (możesz mnie wycałować, Arienku) - za czerwone kokardki Zarakiego; za ukrywanie się w kucki; za brak uprzedzeń "wobec opowieści biblijnych i amatorskich przedstawień teatralnych"; za pożyczanie kredek; za ochłodzoną ciszę w zaułku; za komplementy i za sprawiedliwego zimnego sukinsyna - innymi słowy za całokształt. Ale zastrzegam, że to tylko u Ciebie tak. Ach, no i oczywiście Chire Christmas China White, Senbonzakura.

miejsce 1: oczywiście bezapelacyjnie Kira Izuru vel Promyczek - za... wszystko. Ależ on mi się podoba w tym tekście! Z jednej strony jakże zatroskany o swojego kapitana, a zwłaszcza o jego uczucia wobec własnej osoby, z drugiej - jakże zaradny i potrafiący sprawy załatwiać. Po raz kolejny wyszedł Ci kanonicznie! Absolutnie urocze są wszystkie te wstawki, kiedy przy różnych okazjach wspomina swojego kapitana. Zestawienie kolorystyczne, kąpiele słoneczne, rozcieranie uszu i dmuchanie w czółko, wysiadywanie śniegowego narybku, hahaha... Wyobrażanie bez wdzianka, nadąsany Gin, trenowanie kolęd i "absolutnie orgazmiczny pokaz asertywności ze strony jego złotego promyczka". A końcówka...

No, teraz to ja się dla odmiany nadąsam na Gina. Takiego promyczka ma i - i jak to? Nic? Woli persymonki! Epilog numer 3 był uroczy, ale jakże okrutny. Do niczego nie doszło! A Izuru był taki asertywny, że bardziej się nie da: "Obudziłem się!" Nie, zdecydowanie domagam się skonsumowania - i nie chodzi mi o galaretkę z persymonki!

Wielkie dzięki za tekst świąteczny! Dużo wena nieodmiennie życzę i czekam na kolejne dzieła :)