Reviews for Mruczando
Clio S.S chapter 1 . 9/4/2010
Po pierwsze: jestem usatysfakcjonowana dawką medycyny w tym tekście. Jestem takim dziwnym przypadkiem lekarza, którego zaczęła medyczna fikcja interesować dopiero po wykwalifikowaniu się, a nie przed :P

Po drugie: baaaaaaaaaaaaardzo fajny fic. I wciąż nie wiem, kto jest w nim najlepszy - Kuchiki-taichou z porcelanową tolerancją, niedopieszczony Abarai w bandażach, koci terapeuta u wezgłowia czy może Gin w glorii bohatera i lubiący persymonki o każdej porze. Szalenie podoba mi się atmosfera tekstu, utrzymana od początku do końca.

Ale po kolei - i po moich ulubionych kawałkach:

1. Kuchiki-Abarai. Naprawdę krzywię się na jakiekolwiek sugestię ByaRen, ale w Twoim wykonaniu każdorazowo mnie zachwycają. Dochodzę do wniosku, że w tym tekście jest ich więcej - zawoalowanych - niż w "Różach" otwarcie stwierdzonych. Ha. Przy tym: "I ważą więcej niż Renji w gipsie." moja reakcja była taka: O.O Potem co prawda doszłam do: "Zachowywał spokój i ignorował mruczącego arrankara nawet wtedy, gdy doprowadzony na skraj wytrzymałości Renji runął ze swojego posłania na posłanie kapitana celem zmiażdżenia uprzykrzonego wroga.", ale wciąż uważam, że to nie była chyba jedyna okazja, kiedy Rokubantai-taichou miał okazję poznać ciężar swojego porucznika w gipsie.

Dalej: "— Tatuaż mnie swędzi. / — Mówiłem ci, że to niehigieniczne. Czarne plamy na własnym ciele, kto to widział. / - Widziałeś je wszystkie i nie narzekałeś wtedy na niehigieniczność… / - Wtedy cię co innego świerzbiało." Oraz: "Ach, jak te kanciki kenseikena potrafiły dopieszczać gdzie trzeba…" Potrafię to sobie zwizualizować, oj jak potrafię...

2. Gin. Gin jest zawsze Ginem. Gdyby zaś skończyło się rzeczywiście tak: "obleczony w glorię i chwałę bohatera wojennego Ichimaru Gin wracał do Seireitei ze swojej tajnej, kamuflażowej misji, zakończonej znaczącym sukcesem w postaci białego motylka nabitego na dobitną szpilę Shinsou."... jakże by było pięknie.

3. Kuchiki-Ichimaru (z uwzględnieniem Abaraia i Kiry): Cała ich rozmowa to jest perełka, która być może przebija nawet dialog Grimmjowa z Ulquiorrą z "Błędu". I dwie, nie-tak-bardzo-zawoalowane, sugestie rzuciły mnie na kolana:

"— Ten kot musi odejść. / — Bo? / — Bo się nawet nie mogę podrapać spokojnie w swojego porucznika, jak on tak patrzy." - tutaj już nawet prawie współczułam Byakkunowi.

"A w ogóle, mówiliśmy o twoim poruczniku, nie o moim. Co z nim? / — Dziękuję, dobrze. Nie musisz sobie nim zaprzątać głowy, sam się mogę doskonale tym zająć." - to też potrafię sobie wyobrazić. I, choć to straszne, z chęcią poczytałabym coś więcej jako pożywkę dla mojej wyobraźni.

Gin nie byłby sobą, gdyby na koniec nie rzucił czymś takim: "— I jakie słodkie i empatyczne z twojej strony, Kuchiki—san..." Szach mat.

4. Grimmjow-Ichigo. W kilku zdaniach pięknie oddałaś tę relację: "Kurosaki Ichigo. / Ni to Shinigami, ni to człowiek, ni to hollow, kiełbie we łbie i bankai równe w swojej rozpiętości najszerszemu uśmiechowi Pantery. Niewiadoma. Przygoda. Towarzysz. / Marzenie." Tu naprawdę nie ma czego dodawać. Choć nie mogę się powstrzymać przed dodaniem jeszcze tego fragmentu: "Odchodząc w podskokach do swojego świata, Kurosaki promieniał zadowoleniem. / Przy tym, oczywiście, minę miał dokładnie taką samą jak zawsze — nasępioną, czujną, zapamiętałą i zupełnie nieprzekonaną o tym uchwalonym odgórnie zakończeniu wojny." - tak, myślę, że kto jak kto, ale Grimmjow byłby w stanie doskonale zobaczyć promienne zadowolenie Kurosakiego pod tymi ściągniętymi posępnie brwiami.

5. Espada. Los zdziesiątkowanej Espady - maestria. Myślę, że Starrk pobił wszystkich. Sexta, koniec końców, trafił, jak chciał. I cieszę się, że nie zabrakło choćby wspomnienia o Netoperku, o tutaj: "Facet był wielki i szeroki w barach, uśmiech miał jak Zaraki po pierwszym zranieniu, a serdeczność promieniowała z niego wręcz niepokojąco. Zupełnie nie kojarzył się z Oddziałem Czwartym i uzdrowicielstwem, ale co tam. Taki na przykład Aizen—sama też nie wyglądał za życia na wróżkę—zębuszkę. Bywa, że pozory mylą. Na szczęście chociażby Ulquiorra zawsze wyglądał na dokładnie takiego nietoperza, jakim był. Kojące." - a sam opis doskonały. Pomimo Aizena. Sama zaś końcówka... Zagraniczny student na praktyce. XDDD Chciałabym to zobaczyć.

Generalnie więc udało Ci się napisać kolejny fantastyczny i drobiazgowo dopracowany tekst i połączyć w nim masę lubianych wątków oraz postaci, opisane Twoim genialnym stylem, którego nie da się podrobić. Lektura na bis.
Marvolo-san chapter 1 . 8/24/2010
dlaczego ja przy twoich historiach budzę ludzi w domu, kiedy zaczynam śmiać sie spazmatycznie?