Reviews for Light
Filigranka chapter 1 . 6/3/2014
Trudność w komentowaniu dobrych rzeczy polega na tym, że właściwie chciałoby się powiedzieć "dobre" i "zgodne z kanonem", i "ładnie napisane", i "ładnie oddaje istotę relacji". A to wszystko jest krótkie i brzmi sucho, nie oddaje sprawiedliwości temu czemuś, co jest napisane, co kosztowało przecież masę pracy - wymyślenie sprytnej kompozycji/metafory, dobranie tych najważniejszych postaci w życiu Keitha, przemyślenie jego relacji z nimi, znalezienie właściwych słów. Do tego kwestia, jaki wpływ na Matsukę miałoby ukazanie owych postaci, aspektów z życia - charakteru - Keitha, jak mógłby na nie zareagować. To wszystko się składa na to "dobrze zrobione, kanoniczne relacje, kanoniczni bohaterowie", ale przecież to nie jest uczciwe, tak krótko podsumować, zwłaszcza, że cały fik się na tym opiera. Opiera się i jest bardzo dobry, bo te elementy wykonano więcej niż właściwie, z gracja, ładnym stylem, z kilkoma najważniejszymi zdaniami i powracajacymi, dobrze wygranymi tematami (Keith-maszyna, poświęcenie, zabicie Shiroe, gniew i żal, które ten czyn nadal budzi - i budzić pewnie będzie do końca, to jest to, czego Matsuka nie zmaże, nie zmieni; pewnie dobrze, bo to też jeden z koronnych momentów człowieczeństwa Keitha - jeśli Keith umie to sobie, choćby w cichym zakatku serca, wyrzucać, to znak, że jest dla niego szansa).

No i poświęcenie czy raczej przywiazanie, wiara Matsuki, które tutaj w fiku nabiera głębi w mandze ledwie zasygnalizowanej - tutaj jest ukazane w pełni, łatwiejsze w zrozumieniu. To jest podróż tak w głab Keitha, jak Matsuki, bardzo sprytnie kompozycyjnie wygrana.

No, porzadny to fik jest, po prostu.
LJu chapter 1 . 3/9/2013
Bardzo lubię to opowiadanie (zwłaszcza wersję polską), jego melodię, rytm, melancholię i tajemniczość.
Za każdym razem, za każdym czytaniem ten tekst porusza mnie tak samo mocno, a wędrówka po ciemnym, udręczonym umyśle Keitha powoduje gulę w gardle. Jest to też z pewnością jedno z niewielu opowiadań, w których lubię Matsukę. W świetnym stylu oddałaś jego determinację, oddanie i odwagę.
Lucrecia LeVrai chapter 1 . 6/3/2012
To wspaniałe opowiadanie również zasługuje na recenzję. Podobnie jak "Ocalony" rozwala mnie emocjonalnie za każdym razem, kiedy do niego wracam.

Ogromnie podoba mi się Twoja interpretacja tego, co siedzi w głowie/sercu Keitha, a także wszystkie reakcje Matsuki, ze szczególnym podkreśleniem tej ostatniej – postanowienia, żeby "poprowadzić Keitha do światła". Moim skromnym zdaniem, kanoniczny Keith rzeczywiście liczy na pomoc ze strony Matsuki – na wybawienie w postaci śmierci; stąd jego wyrachowane okrucieństwo – ale Matsuka woli go uratować w zupełnie inny sposób...

Podoba mi się styl i metaforyka całego opowiadania. Dobrze budujesz atmosferę niepewności i tajemnicy. Na początku byłam równie zdezorientowana co Matsuka. Zastanawiałam się, czy może już umarł albo właśnie umiera, ale z jakichś powodów nie zdaje sobie z tego sprawy. Potem poczułam ulgę, kiedy zorientowałam się, że jednak żyje, że po prostu zawędrował we śnie do umysłu Keitha... a potem postanowiłaś dobić czytelników słodko-gorzkim zakończeniem. To było dobre, naprawdę.

Mam problem ze wskazaniem ulubionego fragmentu w tekście; po prostu za dużo ich było. Najbardziej podobały mi się chyba fragmenty z Shiroe i cała druga połowa opowiadania, kiedy Matsuka zaczyna w końcu rozumieć, co oznacza wygląd miejsca, w którym się znalazł, i co sam może z tym zrobić.

"Ciemność i zimno. Umysł, który porzucił człowieczeństwo. Który uwierzył, że nie jest człowiekiem - że jest androidem stworzonym w celu egzekwowania rozkazów komputera-matki. Wobec czego miał być lojalny? Wobec kogo? Przecież nie wobec ludzi, jeśli nie był jednym z nich. Androidy nie potrzebują uczuć. Są jak terminale komputerowe, podłączone do centralnej jednostki. Keith Anyan świadomie odrzucił wszystko, co było ludzkie. Stał się potworem, bo nie mógł być nikim innym."

No, to niezmiennie kładzie mnie na łopatki. Perełka.

Jeśli chodzi o styl i język, to mam podobne odczucia, jak po lekturze "Ocalonego". Polski tekst czyta się rewelacyjnie. Angielski miejscami zgrzyta, ale i tak pozostaje na imponująco wysokim poziomie. Podtrzymuję to, co już ci napisałam, czyli błagam o dalszą twórczość. Ten fandom zdecydowanie Cię potrzebuje!
Stokrot chapter 1 . 5/25/2012
Zacznę od tego, że ten ff kojarzy mi się CLAMPowo, zarówno pod względem obrazowania, jak i ukazywania emocji – i nie wynika to chyba wyłącznie z tego, że ostatnimi czasy znów siedzę w CLAMPie po uszy ;). Ale nie jest to bynajmniej zarzut. Wręcz przeciwnie.

Bardzo podoba mi się atmosfera tego tekstu – spokojna, a zarazem przedziwnie napięta (aż do finałowej eksplozji), jak również jego konstrukcja. Trzy światła, trzy osoby, trzy różne spojrzenia na Keitha Anyana, którego, jakkolwiek paradoksalnie by to nie brzmiało, możemy tu ujrzeć zarówno od wewnątrz, jak i z zewnątrz, nawet w głębi jego serca odnajdując spojrzenie z perspektywy innych osób. Konkretniej zaś: z punktu widzenia trzech osób, które, choć zapewne w nie do końca uświadomiony sposób, stały się dla Keitha ważne i które w jakimś stopniu (każda innym) go ukształtowały.

Po pierwsze zatem: Seki Ray Shiroe. Antyświatło, wciąż żywy wyrzut sumienia za zasłoną nieustannie płynących łez. Zarazem zaś swoisty czynnik sprawczy, iskra zapalająca i katalizator zmian, jakie miały później zajść w Keithie. Myślę, że świetnie udało ci się zawrzeć esencję Shiroe w tych kilkunastu zdaniach.

Dalej: Sam Houston. Dogasająca świeca, ale wciąż jeszcze obecny w sercu Keitha jako wierny przyjaciel, a przy tym swego rodzaju kotwica do… zwyczajności? Wspomnień? Prostszego życia? Sama nie wiem, które z tych określeń byłoby tu najlepsze…

I wreszcie: Jonah Matsuka, światło w ciemności i odkupienie win – i znacznie, znacznie więcej. Jonah jest tym, który potrafi sięgnąć głębiej i dostrzec to, czego nie widzą inni; tym, który ufa Keithowi i potrafi obdarzyć go współczuciem; tym wreszcie, który wie, że jego zwierzchnik nie jest maszyną, programem, marionetką systemu – nawet jeśli sam Keith zmusił się, by w to wierzyć. Jonah jest nadzieją; chce wydobyć z Keitha jasność (ku której ten, jak się wydaje, podświadomie pragnie dążyć) i poprowadzić go ku niej. Chce – i postanawia – być drogą do zapomnianego człowieczeństwa Keitha – i do jego wolności. Zachwycająca – a zarazem tak bardzo kanoniczna kreacja – ale równie prawdziwy i równie kanoniczny jest w tym tekście także sam Keith Anyan, choć z pozoru nieobecny własną osobą. Uważam, że znakomicie udało ci się ukazać ich relację.

No i wreszcie – zakończenie, ze światłem Matsuki rozbłyskającym w supernowej, która nie pozostawia cieni. Dramatyczne, tragiczne, a przecież równocześnie – wygrane. Muszę powiedzieć, że te ostatnie zdania za każdym razem poruszają mnie do głębi.

Podsumowując: świetnie napisany tekst, z bardzo przekonująco poprowadzoną metaforą i pięknym zakończeniem. Gratulacje.
aida135 chapter 1 . 12/28/2011
Thank you so much for this amazing fic. I'm Keith n Mastuka fan n always beleive that their relationship development is too brief in the anime. Just at the end, Matsuka died and then Keith and Jomy which to me is cliche ending.

Although this fic follows the anime at least it leave a satisfaction in me. Matsuka is finally figuring the reasons of Keith too cold behaviour... which to me is heartbreakingly painful.

Thank you again for such a masterpiece, may be one day we'll be able to read more fics from you
Simoun Sibylla chapter 1 . 12/26/2011
There were tears in my eyes as I read this. That last line-the supernova, the end of shadow-wow. You really know how to pack a lot punch into a few words. That line makes the context of the story so clear and so moving.

I also really enjoyed the suspense and the way the story built up. I was guessing along with Matsuka the whole time and the results of the exploration were more than satisfying.

Beautiful story. Thank you for sharing this.