Reviews for Normality
Filigranka chapter 1 . 6/2/2014
Dziewczyny chyba już napisały wszystko - ale w tym cracku najcudowniejsze jest, jak mimo wszystko keithowaty jest Keith. Bo tam, owszem, obalił system, ALE z logicznych powodów, logicznych i zimnych, i bez specjalnych wahań, gdy już sobie ustalił hierarchię wartości. Marzenia miał nadal społecznie użyteczne, być dobrym obywatelem, idealnym obywatelem. No, tutaj się "idealność" mu potknęła na gotowaniu, ale zaraz znalazł rozwiazanie, również zgodne z jego charakterem (mamusia Eliza wygrywa wszystko) - ot, wybiera inna ścieżkę normalności i tę inna ścieżkę zamierza wykonywać perfekcyjnie. Cały, calutkie Keith.

Dzięki czemu się rzecz prześmiesznie czyta, bo ta ci sami bohaterowie, tylko w ociupinkę skrakowanych warunkach.
LJu chapter 1 . 3/5/2013
Miałam skomentować ten tekst już dawno, ale przyszła zima i opadłam z sił.
I dopiero całkiem niedawno przypomniałam sobie (przy okazji upewniania się, że jednak nie cierpię Matsuki nadal) o powiewającym fartuchu i patoręczności kulinarnej oraz całym tym obrazoburczym widoku domowej sielanki.
Pierwszy akapit rozwalił mnie tak totalnie, że spadłam z krzesła i resztę tekstu czytałam na klęczkach. Wyciągnięcie wtyczki to, przy ŚWIADOMYCH planach matrymonialnych Keitha, nic. Null. Pikuś.
Marzenia o domu i normalnej pracy od ósmej do szesnastej – yyyyyyyyyyyyyyyyyyyy, Keith całujący Matsukę – bleeeee, fuj.
Serge i jego uwagi jak najbardziej na miejscu. Dokładnie tak samo myślę i ja!
Przepisy Matki Elizy – jak żyć, jak gotować – mogłyby być hitem wszechświata, nie tylko Ostatnią Deską Ratunku dla Nieudaczników.
Gotujący Keith – tu nie mam problemów z wyobraźnią. Rozpływam się. Prawdziwy Mężczyzna potrafi wszystko. Mam nawet gotowy scenariusz epickiego fanfika ze stadem dzieci w tle, urlopami, przewijaniem, wycieraniem nosów, wbijaniem gwoździ, drobnymi naprawami i majsterkowaniem, rządzeniem ludźmi i głaskaniem zwierząt.
Podsumowując – czytało się cudnie. Dziękuję.
Lucrecia LeVrai chapter 1 . 6/3/2012
"Normalne życie", buahahaha.

Leżę i kwiczę już na "wyciąganiu wtyczki" w pierwszym akapicie, a potem jest jeszcze absurdalniej i jeszcze lepiej. Rozwaliła mnie wzmianka o Serge'u i plik z załącznikiem od "Mamusui". :D

Żeby nie było, nie jestem nawet fanką radosnego slashu, a związek Matsuki i Keitha wolę postrzegać jako "związek dusz", czy coś w tym guście, ale ten tekst jest zbyt przeuroczy, żeby wywołać z mojej strony cokolwiek innego niż uśmiech od ucha do ucha.
Arien Halfelven chapter 1 . 2/22/2012
Ach.

To jest coś, co Arienki kochają nad życie: przeuroczy, absurdalny humor, przeurocza, absurdalna sytuacja, przeurocze, absurdalne okoliczności. Tutaj już pierwsze zdanie rozkłada na łopatki, i to doszczętnie - prawie można sobie zwizualizować Keitha z tą jego chłodną miną, błyskiem strategicznej kalkulacji w oczach i z zaciśniętymi ustami, zaczynającego opracowywać nowy plan zmiażdżenia systemu. Cel główny: poślubić Matsukę.

Cuuuudne!

Serge, który swoim podstępnym podszeptywaniem zza kulis omal nie zniszczył szczęścia młodej pary. Fartuszek, restauracja i McDonalds. I wszyscy kochają Matkę Elizę, która ratuje sytuację. I urlop macierzyński.

Ale ja chcę, żeby dzieci były podobne do Keitha!

Więcej brunetów na centyment uroczych, absurdalnych tekstów. Za każdym razem, jak to czytam, chichoczę do siebie i do świata. Aż się chce myśleć o makaronie!

Cudne.

A.
Stokrot chapter 1 . 2/21/2012
Ten tekst to jest zuo i crack w najczystszej postaci :D. Zaczęłam chichotać gdzieś w okolicach fartucha Matsuki, później jedynie się to wzmogło, a przy "pozdrowieniach od mamusi" śmiałam się już do rozpuku. Nie ma jak głupawka i jej efekty, ha :D.

Dodam jeszcze, że rozbraja mnie streszczenie walki z Systemem w pierwszym akapicie. Zwłaszcza wyciąganie wtyczki i zostawanie bohaterem, hihi.