Reviews for Kruki
Nielow chapter 1 . 4/29/2014
Piękne opowiadanie. John, jak to John, pomimo wszystko i na zawsze tuż za Sherlockiem, nie ważne co się dzieje wokół, oni mają swój mały świat i nikomu go nie oddadzą. Bardzo ujęła mnie symbolika kruków i ostatni rozdział, bardzo niespodziewany. Dzięki za tłumaczenie ; )
SanAngle chapter 3 . 8/20/2013
Opowiadanie świetnie napisane. Naprawdę wciągnęło mnie od razu. Doskonałym pomysłem było zaczerpnięcie symboliki. Oprócz tego akcja dobrze poprowadzona, dzięki czemu czytelnik się nie nudził.
Świetne tłumaczenie. Brawa dla autora i dla tłumacza.
skaltka chapter 3 . 5/11/2013
o Boże. jedna z piękniejszych rzeczy jakie kiedykolwiek czytałam :)
Arianka chapter 3 . 8/27/2012
W sumie to zabrakło mi słów. Przeczytałam ten tekst dopiero za drugim podejściem, bo za pierwszym po kilku akapitach reagowałam dość spazmatycznie, by przerwać lekturę. Ciekawość była jednak silniejsza i po tygodniu się odważyłam.
Mocny tekst, bardzo mocny. Nie jestem w stanie porównać z oryginałem, Toroj, ale tłumaczenie wydaje mi się bardzo dobre, sądząc po reakcjach. I cieszę się, że tym razem nie był to slashowy tekst.
myszyna chapter 1 . 8/23/2012
Zabieram się do tego komentarza jak pies do jeża, naprawdę.
Z kilku powodów, jak sądzę.
Przede wszystkim nie lubię zrzędzić na to, co ktoś ku mojej przyjemności opublikował, wkładając w publikację własną pracę. Doceniam takie rzeczy i krytykując oraz narzekając czuję się wrednie i niewdzięcznie.
Po wtóre jest to angst, a ja z angstem źle sobie radzę - świat mi się nie-tak-znowu-do-szaleństwa podoba, więc zdecydowanie wolę fluff, uprzejmie dziękuję. Enahmę odłożyłam po trzecim rozdziale w stanie osłupienia - dlaczego ktoś to dobrowolnie czyta, "Sam pod wodą" przeczytałam bo krótkie, a Ty polecałaś; Kruki coś mi wyglądają podobnie - zło, smutek i cierpienie.
Z drugiej strony, w którejś Chmielewskiej jest taka scena, gdzie ktoś - bodajże Alicja - ciągnie Joannę na wystawę malarstwa, gapi się zachłannie i z obrzydzeniem w obraz, na którym artysta zechciał wyobrazić coś a’la flaczki w odcieniach siności, po czym z cokolwiek zaskakującym zachwytem oświadcza „to jest takie WSTRĘTNE!”. I dodaje, że później wszystko inne wydawać jej się będzie prześliczne.
I coś mniej więcej takiego mi robią Kruki - po nich cały boży świat zaczyna mi się wydawać przepiękny, pogodny i optymistyczny. Mam zamiar pielęgnować błogą nadzieję, że z podobnych względów wzięłaś się za ich przekład, oraz że kontrastują Ci ze stanem ducha, zamiast pasować do niego idealnie. Bo Kruki, jak ja je widzę, to jest sadyzm i samo zło. Rany, w FIKCJI LITERACKIEJ! Gdzie można było opisać całe stado puszystych kociaczków z kokardkami na szyjkach. Różowymi.
Ponieważ a priori wiem, że Moriarty to zło i że zrobił Holmesowi krzywdę, drań przebrzydły, nie będę się tym egzaltować; tak sobie autorka wymyśliła i jej prawo. (Poegzaltuję się co najwyżej kolegą Holmesem Mycroftem, który urasta do roli też samego zła.) Zaczęłam się jednak zastanawiać, którędy chodzi ta fabuła. Pani Hudson i pielęgniarka są zmarginalizowane kompletnie, Mycroft został wrogiem nr 1 i wątek ogarniania Sherlocka jednocześnie jest wątkiem wygrywania z Mycroftem - a ja żałuję. Bym uprzejmie poprosiła, aby wszyscy ci ludzie, którym zależy na dobru Sherlocka zechcieli schować zarówno własne urazy, jak i pistolety, po czym zajęli się pacjentem. Bo teraz mamy John kontra świat; oraz Sherlock, który trochę jest jakby niekumaty, ale przy tym zaniedbywany. I oświadczam, że ogarnął się nie z uwagi na Johna i resztę towarzystwa, tylko z irytacji na postępowanie ulubionych bliskich - i trudno mu się dziwić, też bym ich miała dość. John strzelający do Mycrofta? Serio? Mycroft wyznaczający LEKARZOWI termin ostateczny na uleczenie pacjenta? Watson ignorujący fakt, że pacjent szpikuje go widelcem? Zidiocieli?
Osobiście mogę czytać Kruki jedynie dystansując się do każdego słowa i co słowo przypominając sobie, że to fikcja, że Holmesowie, Watson i Moriarty to postaci li tylko literackie, a ten fic to jakieś absolutne AU.
Również osobiście, chyba w samoobronie, trudno mi się zaangażować w ten świat. Nie znoszę czuć się bezradna. „Nie potrafię siedzieć spokojnie i patrzeć, jak ktoś tyra za dwóch. Muszę wtedy wstać i pilnować roboty, krążyć wokół [...] z rękami w kieszeniach i udzielać wskazówek. Taką już mam czynną naturę. Nic na to nie poradzę.”
I właściwie chętnie weszłabym w tryb terapeuty-diagnosty: objawy takie-to-a-takie, prawdopodobna diagnoza to-i-to, rokowania terapeutyczne – takie, zalecane postępowanie terapeutyczne – owakie, zapraszam z pacjentem za miesiąc, następny proszę, Mycroft Holmes takoż proszę won. To też pomaga się dystansować.
Po kolejne, Moriarty mię drażni. Ja rozumiem, porządny łotr, demoniczny, makiaweliczny i co tam jeszcze, ale mię drażni. Pozostając w sprzeczności z fandomem, który zdaje się mieć do Moriartiego niewytłumaczalną miętę, ja go nie lubię. Scotta w tej roli również nie lubię, właściwie jedyne co lubię w Moriartym to "sinnermana", który doskonale sobie radzi i bez Moriartiego. Lubię Sherlocka i Johna, a cholerny Moriarty czyni im zło, jakoś nie potrafię uznać, że to fajowe. A w tym fiku Moriarty JEST (i cóż z tego że nieżywy) i w dodatku NIKT GO NIE POWSTRZYMAŁ. To źle. Od tego Sherlockowi dzieje się krzywda i śmierć Moriartiego tej krzywdy nie wyrównuje ani nie naprawia (dobre chociaż tyle; w tym serialu co chwila musiałam nerwowo połykać żabę w postaci faktu, iż kolega Holmes jest zwolennikiem kary śmierci. No trochę poprawności politycznej poproszę, na litość!)
Dalej. To jest dobry tekst. Autorka ma czuja do ludzkiej psychiki, a w Twoim przekładzie ładnie to wychodzi - w każdym razie na tyle, na ile do Kruków adekwatne jest określenie „ładnie”. Oooch, autorka ma coś z głową i na szczęście ja nie muszę wiedzieć co, Tobie natomiast od zawsze dobrze szło szkicowanie portretów psychologicznych czy jak to zwał. Od czasów „Dalii Slytherinu” nie udało mi się jeszcze wyjść z podziwu, jak uplastyczniasz postaci i ile jest harmonii w tym, jak piszesz (swoją drogą, Toroj, pół fandomu jęczy, żebyś napisała coś własnego.)
Dalej, research. Cała ta robota, którą najpierw wykonała autorka, a po niej tłumaczka, żeby uprawdopodobnić fabułę. Imponujące. A gdy już przy tym jesteśmy, Toroj, wprowadziłaś mi do head-kanonu w tym fandomie pojęcie „research”, i jest to jakieś zaskakująco ważkie pojęcie. Jak się okazuje nie tylko dla Sherlocka i spółki, ale również dla autorów mających kaprys pisania do niego fików.
No i, Toroj, ja będę na Ciebie patrzeć z niejaką podejrzliwością. W większości Twoich rzeczy coś się temu Sherlockowi dzieje złego. Jeszcze nie wymyśliłam, co o tym myśleć, ale odnotowałam zjawisko i będę je śledzić. No.
HomoViator chapter 3 . 8/21/2012
Na początku bałem się, że ten rozdział będzie takim mozolnym babraniem się w bólu Johna, że nic się nie stanie, że nic się nie zmieni... Szczęśliwie się myliłem :) tyle już zapętlających angstów czytałem, lęki me uzasadnione, ale Kruki nie są jednym z tych fików, gdzie następuje powolna "babranina" duszy.
Wspaniała scena spaceru, nerwowa hiperaktywność Johna, powolutku wypadające z Sherlocka słowa. Mycroft jednak okazał się płytszym draniem, niż sądziłem, ale John i Sherlock sobie z nim poradzili.
Teraz jestem ciekaw, jak zachowa się Sherlock dowiadując się, co przez ten czas robił dla niego John. Sytuacja idealna, ponieważ zwykle chorzy nie dochodzą do tego stanu i nie mogą zakomunikować swoich wrażeń. Faza rekonwalescencji Sherlocka nas czeka, i John, który wróci do siebie, bo te ostatnie dni był całkowicie poza sobą, a to nie może być zdrowe. Bardzo się ciekawie zapowiada, no i wyjaśnienie tych atakujących Kruków, hmhm :) Mam nadzieję, że nie dasz nam długo czekać na 4 chapter Toroj :)uściski. ps. Bez Ciebie się pisze jak burza, nie ma to jak bezsenność :)
IloveVaffles chapter 2 . 8/20/2012
Auć.
Rany, ten fick jest piękny, ale straszny. Straszne jest to, co się stało z Sherlockiem. Gdy porównasz go do tego serialowego, doznajesz szoku.
Piękna jest reakcja Johna. Nadzieja, bezradność, złość... Prawdziwy przyjaciel.
Nie umiem pisać porządnych komentarzy, ale tłumacz dalej!
Hibiskus chapter 2 . 8/20/2012
Cudowne postacie, cudowne interakcje. Dlaczego cudowne bo w ciekawy sposób przedstawiony zostaje nam tragedia ludzka, to straszne gdy ktoś raptem ulega zmianie, na skutek choroby psychicznej. Tutaj ten dramat dotyczy kogoś tak cudownego i unikalnego jak Sherlock Holmes i nie ustępującego mu na krok w swej wyjątkowości Doktora Watsona.
Mnie coraz bardziej cieszy, że dzięki tłumaczeniom fanowskim pojawiają się fanowskie opowiadania autorów rosyjskich, lub może rosyjskojęzycznych, dla mnie ten język to czarna magia, hańba na moją głowę ale to fakt.
Odnośnie uwag do słów wstępu tłumaczki, trudno kłócić się o nomenklaturę medyczną w zakresie chorób psychicznych. Obraz kliniczny tych schorzeń to tajemnica nawet dla specjalistów, a ci dodatkowo z rozkoszą mogą walczyć i spierać się między sobą w temacie leczenia, objawów i stawiania diagnozy. W sumie, może problem schorzeń i obarczania wybranymi przypadłościami bohaterów różnych fandomów jest o tyle trudny, że wiele osób coraz łatwiej rości sobie prawo do wyrokowania, na podstawie tekstów broszurek dla laików zaczerpniętych z internetu lub informacji z seriali medycznych, w sprawach medycznych. A większość osób nie splami się nawet znajomością profesjonalnych tekstów, których zrozumienie bywa za trudne bez pewnej dozy specjalistycznej wiedzy.
W ramach pochwały co do wyboru samego tekstu tłumaczenia, to temat zwyczajnie trudny i ciężki do ogarnięcia, tak samo wyjątkowy jak wyjątkowe bywają choroby dręczące człowieka. Nie jestem w stanie na dłuższą metę wyobrazić sobie dalszych kroków postaci, dramat mniej dotyczy Sherlocka, który jest bardziej przedmiotem niż stroną dramatu, wszystko spoczywa na barkach Doktora Watsona i w Mycrofta. On też stanął przed sytuację niecodzienną i straszną, to drobne gesty i słowa mogą zaważyć o całości przyszłych zdarzeń i nie chodzi tu czy jego postępowanie ocenimy jako dobre czy złe ale jaki efekt wywrą na innych i Watsonie, który obarczony zostaje ciężarem w postaci okaleczonego przyjaciela. To co będzie mnie teraz nurtować to czy Watson będzie na tyle silny by udźwignąć przyszłość swoją i Sherlocka bo powiedzmy sobie szczerze "roślinka o zapachu mlecznym" to nie przyszłość. To gorsze jak śmierć.
HomoViator chapter 2 . 8/20/2012
Genialne. Czyta się z zapartym tchem, w przerażeniu konstatując, że byle wypadek, byle naczynko się nam w mózgu obluzuje i możemy skończyć jak pachnąca mlecznym zapachem roślinka. Choroba, starość, umysł ludzki może się zdegenerować, może i to robi... tym bardziej ciężko obserwować kogoś takiego jak Sherlock, kto żyje myśleniem, w takim stanie...

Wspaniały John, który szybko obraca sytuację z gruntu beznadziejną we wspólny świat prywatny, jego i Sherlocka. Świat, gdzie Sara nie rozumie ich żartów, gdzie Sherlock najlepiej wypoczywa z Johnem, gdzie bezmyślna mina znaczy coś innego niż inna bezmyślna mina, ale detale i subtelne różnice umykają ludziom "z zewnątrz".
Mycroft wcale nie wydaje mi się złym charakterem, trochę raczej jakby wiedział, że John jedynie jest w stanie Sherlocka otrzeźwić, wyrwać z tej choroby, ale jak ktoś nie stworzy ciśnienia, nic z tego nie wyjdzie. Rzecz rozwlecze się po opłotkach, w końcu choroba psychiczna to także po części choroba opiekujących się chorym osób, rodziny. John jest tutaj bardziej rodziną niż cała familia Holmesów, ale też tylko on może pomóc. Jeżeli sytuacja potrwa za długo, John nie tylko nie wyciągnie ze studni Sherlocka co sam w tą studnię wpadnie. Mycroft wytwarza nacisk, aby temu zapobiec.
Scena wybuchu Johna, gdy już nie daje rady i załamuje się pod napięciem dramatyczna, straszna, bo znowu, rzecz się dzieje w ich wspólnym świecie, inni mogą tylko patrzeć i niewiele znaczą.
Nie znam się na chorobach, ale frustrację takim stanem, przedłużającą się niemocą rozumiem i kupuję. Świetny fik, dziękuję, ze przetłumaczyłaś, bo zapewne bym do niego nie dotarł z moją nieznajomością rosyjskiego (chociaż denerwuje mnie, że na fali tłumaczeń sherlockowych fików na ffnecie ktoś mi pisze, że moje fiki to tłumaczenia, kompletnie od czapy, ha...osochozi?)
Anyway, bardzo podoba mi się ten fik, czekam na kolejne części Czytałem go na forum miriel (nie loguję się tam bo po co mnożyć niepotrzebne byty), ale przyznam, że mnie kanon czy jego brak nie obchodzi i w sumie ocenianie pod tym kątem uważam za stratę czasu. Bawimy się pomysłem, że Sherlock na taką chorobę zapadł, bawimy się konceptem, jak zareaguje na to John i Mycroft. Tutaj pytanie o kanon jak dla mnie to niezrozumienie i nie na miejscu w ogóle.