Reviews for Chcesz być moim nieprzyjacielem?
Kamyk chapter 9 . 8/28/2016
Krajewski, Sapkowski, E. Dębski, Pratchett, Akunin, Mankell i Toroj.
Milan chapter 9 . 3/14/2016
Świetne
XXL chapter 1 . 1/7/2015
Jesteś boska :)
Pisz, dużo, często, miej wenę i czas, aby z niej korzystać, wierne tłumy czekają :)
kofeina chapter 9 . 5/12/2014
Cudne, wspaniałe, niesamowite, pisz dalej, bo robisz to świetnie. Prawdziwy talent.
Nielow chapter 9 . 3/12/2014
Opowiadanie jest przecudowne. Na początku myślałam, że tłumaczysz, a tu takie zaskoczenie. Gratuluję talentu i oficjalnie oświadczam, że dołączam do grona Twoich fanów i zabieram się za czytanie reszty ficów. Z tego co widzę trochę nie po kolei, ale co tam : ) Masz bardzo lekki i przyjemny styl pisania, bardzo bawił mnie język jakim posługiwał się Nigel no i oczywiście relacje Johna i Sherlocka, mistrzostwo :D
kottkvarn chapter 1 . 12/1/2013
Przychodzę, żeby wtopić się w tłum pochwalnych komentarzy na temat Toroja. Należę do zastępu fanów autorki, zwykle stoję gdzieś w drugim rzędzie, czytam po ciuchu i niemal udaję, że nie istnieję. Chyba odezwałam się raz lub dwa – o dziw nad dziwy.

List pochwalny chciałabym rozpocząć od gloryfikacji pomysłu na opisanie Johnlocka z punktu widzenia bohatera, który nawet nie pojawił się w serialu/książkach. Mógł być dokładnie taki, jaki tego zapragnęłaś i zręcznie wpisał się w pośród znane postaci. Niby to kręci nosem, ale w końcu razem z szalonym fandomem piszczy z radości, kiedy faceci wygłupiają się jak dzieciaki. Nigel oszczędził nam scen seksu i równocześnie zapewnił wgląd w ukochane ,,insynuacje”. Gdybania nie było, ale zostawiłaś nam miejsca na dopowiedzenia. Ubóstwiam jak zawsze, również Twojego Johnlocka. Jest taki, jakiego go sobie wyobrażam.

Pojawiło się również, a jakże, Twoje bezbłędne poczucie humoru. Jestem w nim zakochana i poddaję mu się za każdym razem.

Była obowiązkowa, bardzo świąteczna Wasza Wysokość Puszystość, która przykuła mnie do fotela na dłużej i kłóciłyśmy o prawo do zaparzenia herbaty. Puszystość chwilami przeginała, jednak nie oszukujmy się: fandom, szczególnie w okresie przediwtrakcieświątecznym tapla się w słodkości jak prosię w błotku, bo to przecież o to chodzi.

Zawsze, pani Toroj, zawsze, trafia pani w moje najsłabsze punkty. Chciałabym się zapytać, czy zamontowała mi pani autorka monitoring w mieszkaniu? Bo ja się nikomu nigdy nie zwierzałam, że uspokaja mnie wirujące pranie – tylko naoczni świadkowie mogli przyłapać mnie i spółkę Dwakotypluspies S.A. na tej głupawej, lecz jakże relaksującej czynności.

Bezczelnie pozwalam sobie wynotować kilka cytatów, włącznie z tytułowym, co by wracać do nich raz na jakiś czas.

Toroju, znowu dziękuję. Znów nas nie zawiodłaś, perło naszego fandomu.
Mleczarz chapter 9 . 7/28/2013
Mogłabym się rozpisać na pół strony o tym, co myślę, jakie są moje wrażenia po tym opowiadaniu i tak dalej, ale to nie ma sensu. Wciąż bym tylko się powtarzała, więc wyrażę się krótko i zwięźle - cudowne.
Iga chapter 1 . 3/10/2013
Uważam, ze masz ogromny talent. Idealnie odzwierciedliłaś charakter bohaterów. Właśnie w taki sposób wyobrażałam sobie związek Sherlocka z Johnem. Masz ciekawe pomysły, piszesz z humorem, a czasami z dreszczykiem. Twoje opowiadania szybko się czyta i sprawia to wielką przyjemność. Chciałabym Ci podziękować, za Twoją twórczość. Uwielbiam takie leniwe wieczory, kiedy robię sobie herbatę i siadam żeby przeczytać (po raz setny), któreś z fanficków, które chyba już zawsze będą moimi ulubionymi opowiadaniami o Sherlocku i jego "przyjaźni" z Johnem. Nie przestawaj pisać. Z niecierpliwieniem czekam na kolejne historie, twojego autorstwa! Serdecznie pozdrawiam! 3.
grey chapter 9 . 1/25/2013
Toroj, umiesz świetnie pisać i masz fajne poczucie humoru. czytało się z czystą przyjemnością, a napis 'koniec' przyprawił mnie o jęk zawodu. skąd ci się biorą tak świetne pomysły? opisane przez Ciebie charaktery postaci są fenomenalne, każdy jest na tyle barwny i rozwinięty, że można się w nim zagłębić jak zęby w soczystej pomarańczy. a elementy komiczne (trafiasz w moje poczucie humoru, niezbyt często zdarza mi się czytać rzeczy z elementami komediowymi, doceniam) i fantazja co do wyczynów pewnych osobistości (i nie tylko), to mistrzostwo samo w sobie. podziwiam i zazdroszczę.

zyskałaś nową fankę. w sumie już jakiś czas temu, bo przerobiłam zarówno Twojego Holmesa, jak i Pottera. i jak widać, nie mam zastrzeżeń. to komentarz zbiorczy, wyrażający moją skromną opinię do całości Twej twórczości, z którą dotychczas się zapoznałam. życzę weny i czasu na pisanie.

serdeczne pozdrowienia :)
Nina Wum chapter 9 . 11/9/2012
Szanowna Pani Toroj,

to najlepsza opowieść wigilijna, jaką czytałam od lat. Miód na umysł i serce.
I do tego - jak świetnie, z jaką niewymuszoną lekkością napisana.
Dziękuję. Pomogła mi Pani przygotować się psychicznie na ten nienajłatwiejszy czas w roku.
Pozostaję gorącą wielbicielką.

Pozdrawiam,
Nina Wum.
Minamoto chapter 9 . 10/31/2012
Zdecydowanie kupuję taką wizję Sherlocka, Johna i całej reszty. Sympatyczna, miła i ciepła, z Sherlockiem, który się "stara", z Johnem, który w sumie też się stara, z krewnymi i znajomymi królika, mimo że nie ma ich tak wielu, kłębiącymi się wokół króliczej nory, plus świąteczna atmosfera jako tło wydarzeń.
Pomysł z prowadzeniem narracji z punktu widzenia Nigela - zdecydowanie trafiony - spojrzenie na chłopaków z zewnątrz dobrze robi, tak samo pokazanie jak to widzi ktoś "spoza stada". Poza tym fabuła, w której jest zdecydowanie mniej Johna, za to więcej twojego Czołga, komentującego "na żywo" to, co widzi na 221B, i Sherlocka, który czuje się "najechany" na swoim terytorium.
Oto Nigel "Czołg" (niewypowiadalny Arsene) Duncan - były żonierz, homofob, świeży rozwodnik, prawie alkoholik, samotny, najlepszy kumpel Johna z wojska ze skłonnością do nadinterpretacji, sadysta i gejofob (wg Sherlocka), potencjalny nabytek do służb (wg Mycrofta), być może materiał na TŻ (wg. Sally) oraz Sherlock Holmes - perełka kryminalna, glizda puszysta, wielbiciel pancerników, czaszek z ziemniaczków oraz skorpionów z origami, uzależniony od adrenaliny genialny detektyw-konsultant, walący prawdę prosto z mostu i analizujący otoczenie, nawet jesli otoczenie tego sobie nie życzy, akceptujący tylko swoje "stado". Dwa silne charaktery, które krążą wokół siebie, i tylko czekają na dogodną chwilę, że walnąć sobie szczerze prawdę prosto w oczy. Co o dziwo poniekąd skutkuje - i jeden i drugi niechętnie wyłażą ze swoich dołków, gdzie się okopali, nie na tyle, żeby się od razu musieli niedźwiadkiem ściskać, ale na tyle, żeby rękę podać. I mimo tak ogromnych różnic, podobni są pod niektórymi względami, bo każdy ma swoje demony, nawet Sherlock, który wprawdzie w Afganie nie był, ale ma swoją, inną wojnę na codzień.
"Oszukuj się dalej, majorze. Wszyscy trzej jesteśmy od tego uzależnieni."
" Tak naprawdę nie wróciłeś jeszcze z wojny.
- Tak naprawdę żaden z nas nigdy do końca z niej nie wraca – odparłem kwaśno.
- Wiem. Ja też... nie wracam ze swojej. "
To dobrze podsumowuje, bo obaj są niejako spaczeni. (A nawet wszyscy trzej, ale Johna mało było, więc go nie liczę).
Uwielbiam to przechodzenie z nastroju do nastroju, z lekkiego, świątecznego do poważniejszego, sarkastyczne konkluzje, te sekundowe przebłyski "prawdziwego" Sherlocka, które pokazują Nigelowi, że Picuś oprócz tego, że jest "kompletnym, upierdliwym świrem", to jest też jednak człowiekiem. W ogóle to balansowanie na granicy dramatu i komedii, ale nie przeginanie w żadną stronę, takie słodko-gorzkie. W sumie to przygotowania świąteczne mogłyby być komedią samą w sobie, ale wetknięcie sprawy kryminalnej w sam środek, w dodatku szantażysty-prawie-samobójcy było miłym zwrotem akcji, bo można było pokazać panów współdziałających ze sobą (w sumie innego wyjścia nie mieli).
Nigel też się zmienia - od faceta pełnego uprzedzeń, zdecydowanego homofoba, który tylko patrzy, jak skutecznie naprać po mordzie, do faceta, który na wieść o ślubie najlepszego kumpla z facetem nie pluje dalej niż widzi, tylko ma pretensje, że nie mógł zorbić wieczoru kawalerskiego, i zastanawiającego się, czy może on też by w jakiś normalny związek z Sally mógł wejść. I biorącego sobie do serca rady innych. W ogóle wątek z Sally bardzo, fajnie, że próbuje, fajnie, że może coś by z tego mogło wyjść z pożytkiem dla Nigela (a czy dla Sally, to zależy od niego też).
Sherlock nadal jest Sherlockiem - może miejscami trochę miększym, może w tych przebłyskach sekundowych bardziej ludzkim, ale nadal tak samo szalonym (yay dla kanonu i skąpania go w Tamizie!), tak samo irytującym otoczenie (skanowanie Czołga), tak samo jojczącym gdy się nudzi, tak samo wtykającym nos w nie swoje sprawy i miejscami jednak bardziej "normalny" niż inni tak zwani "normalni ludzie". I w sumie bardzo trafny opis Sherlocka by Nigel:
" Myliłem się, nie małż – kot. Niezależny, samolubny i wygodnicki kocur, co przyłazi i mruczy, kiedy człowiek ma parszywy nastrój. Koty lgną do ludzi i potrafią odpłacać przywiązaniem za dobre traktowanie. Łapią myszy i takie tam..."
Zabiła mnie reakcja pani Hudson na wieść o ślubie (no bo jaki lepszy okres, żeby ogłosić taką nowinę) i jej "Pani Turner nareszcie przestanie zadzierać nosa" - jakby to ona sama osobiście ich zeswatała i wydała za mąż (a nieprawda, to przez Mike'a!), pancernik wydębiony z zoo jako dywersyjny środek antyjohnowy, trafione i nietrafione prezenty choinkowe, a rozczuliło łóżko z Ikeii, kupione przez Johna wspólnie z panią Hudson i Gregiem. Licytacja, kto ma więcej dysfunkcji i dialog na koniec:
"- No i jak? Zadowolony z prezentu? – spytał John, uśmiechając się do swojego kłopotliwego kryminalnego skarbu.
- Mmmm... Szczęśliwy. Jak... Hmm... Jakbym dostał sprawę potrójnego morderstwa w zamkniętym od wewnątrz hotelowym pokoju, dokonanego za pomocą niewiadomego narzędzia...
- ...przez holenderską zakonnicę ninja.
- Ubierasz w słowa moje skryte marzenia. Kocham cię. Jesteś cudowny jak...
- Miejsce zbrodni.
- O poranku."
Faktycznie, sa cudowni.
alicemau chapter 9 . 10/30/2012
No i dostałam upragnione szczęśliwe zakończenie, taak! Nie dlatego, że Sally, bo w końcu nie wiadomo jak to z nimi będzie, ale Nigel wyraźnie wychodzi na prostą. A polubiłam go w międzyczasie okropnie, o tak. W ogóle przywiązałam się do całej ekipy, rozczulają mnie, bawią i wkurzają, a potem kończę czytać i zostaje takie cudnie satysfakcjonujące poczucie, że właśnie obcowałam z czymś bardzo fajnym ;) Opowieść wigilijna palce lizać, ciepła, zabawna, wzruszająca, z akcją i z refleksją, wszystko na swoim miejscu. Dziękuję!
Relaia chapter 9 . 10/27/2012
Przecudowne, mimo ze nie przepadam za Sherlockiem homoseksualista-elektryzujaco na mnie dziala jego obcosc i jednoczesnie bliskosc z Watsonem jako przyjacielem, ukrywanie niepokoju o niejako bliska mu osobe pod cyniczna i obojetna twoja(mam nadzieje ze nie obrazisz sie za tak bezposredni zwrot) praca to dla mnie niedoscigniona zabawnie, jest smutno, jest intrygujaco, a pomysl przeniesienia historii w dzisiejsze realia odswieza znane juz holmesowe schematy i pozwala na blizszy kontakt z pasuje do siebie i zaskakuje jak drobne, mistrzowskie jak dotad twoje opowiadania szarpaly namietnie strunami mojej -przyjacielem jednak nasycilas kazda glodna czesc mojego apetytu na slowo pisane, bo zaczelam czytac majac lat cztery z kawalkiem i do dzis wielbie ta raz pierwszy po przeczytaniu opowiadania czuje sie...najedzona(?) w sensie jednak do ciebie ogromna prosbe, pewnie jedna z cala Slytheriniade chyba dwiescie razy i tesknie do Siri, do Snape'a w wersji doroslej i mini, do Syriusza w calej swojej piwno-zblazowanej tak jak ty nie potrafi ich wszytskich opisac, od dwoch lat zadowalam sie wiec marnymi substytutami w formie opowiadan innych autorow, co jakis czas zagladajac tutaj, z nadzieja ujrzenia nowego epizodu Kol Czasu lub innej czesci mojej ukochanej Slytheriniady.
Kocham miloscia wieczna twoje opowiadania, twoj humor i niepowtarzalny za wszystkie cudowne chwile spedzone z twoja niesamowita tworczoscia.
Zmotywowalas mnie do pisania, to dzieki tobie zaczelam przygode ztworzeniem wlasnych to tez dziekuje, R.
HomoViator chapter 9 . 10/27/2012
Bardzo się cieszę, że Czołg i Sally dali sobie szansę. To zawsze miło jak stare psy uczą się nowych sztuczek, chociaż dla mnie 40-latek to nie takiż znowu starzec. Ale widać, że oboje opuszczają stare koleiny, pracują nad tym, co im się nie podoba i aktywnie usiłują coś zmienić. Bardzo przyjemny powiew świeżości... obawiałem się, że Czołg wróci do tej swojej samotni francuskiej, a przecież pobyt w Londynie jasno pokazał, ze facet potrzebuje swojego "stada". Wcześniej byli to żołnierze koledzy, teraz pustka i wiatr wieje nad Rosją, podgniwał tam w tym swoim chateu i chyba podjął dobrą decyzję. Przybyło mu ról, nie-przyjaciel, potencjalny partner dla ankietujacej Sally, pracownik Mycrofta :D zacznie mu się w życiu dziać i widać tego mu właśnie brakowało :)
Bardzo podobają mi się te poboczne postaci, widzące narrację i opowiadające swoje historie. Czołg w roli narratora się sprawdza, chociaż na wstępie tak średnio mi się podobał (ale sobie chyba tez więc kwita:) Nawet Sally polubiłem jakby, chociaż generalnie raczej jej nie trawię. Dojrzałe podejście do związków, zdarza się rzadko w fanfikach, tym bardziej cenię taki świąteczny special w twoim wydaniu Toroj :)

Skarpety w reniferki Mycrofta chyba wejdą do fanonu coś czuję :) mam nadzieję, że Greg dał się jednak Mycroftowi zaprosić na drinka :D nie mogę się nie uśmiechać na takie wesołe tropy w tym fiku, fajnie widzieć jak historie ewoluują, splatają się :) pancernika pobił tylko przyrządzony indyk Sherlocka i męska decyzja Mycrofta, wyrzucającego ziemniaczki przycięte w czaszki :D
Dużo weny na kolejne fiki życzę :)
V
Jenny chapter 8 . 10/26/2012
Ave Toroj! Sława i chwałą. Podziwiam. Brak mi słów... Dziękuję, za to opowiadanie i wszystkie poprzednie, i każde następne.
36 | Page 1 .. Last Next »