Reviews for Czterdzieści dwa symptomy
Guest chapter 1 . 7/5/2015
Świetny fanfick, bardzo zabawny i uroczy!
RubyRileyInk chapter 1 . 3/15/2014
Dziękuję z całego serca za to, że to nie jest cholerny slash. Gatunek sam w sobie mi nie przeszkadzał, nawet w Sherlocku, dopóki nie okazało się, że opowiadań gdzie główni bohaterowie nie zostali przedstawieni jako geje praktycznie nie ma, a jeśli już, to napisane tak, że z frustracji mózg wypływał uszami.
Jeśli chodzi o "Czterdzieści dwa symptomy", to opowiadanie wydaje mi się trochę chaotyczne i brakuje mi nieco wyrazistości(może straciło na tłumaczeniu, nie czytałam oryginału), ale ogólnie podobało mi się i przeczytałam do końca. Rozbawiła mnie Jego Wysokość i pożerane do okruszka zapasy ciasteczek.
Amelia chapter 1 . 2/16/2014
Absolutnie świetne :D
Tylko teraz chciałabym Johnlocka ale takiego mocnego, z opisami, ze wszystkim
Alumfelga chapter 1 . 11/2/2013
Rzeczywiście kupa śmiechu, z prawdopodobieństwem większym niż dziewięćdziesiąt pięć procent! Mycroft będący na "my" z Królową, Sherlock "jestem niezwykle piękny i mądry", w końcu John "przywalę, a zdrowo" - wszyscy są doskonali, a intryga zmyślna. Watson ma najgorzej, bo w życiu nie wyjdzie z rywalizacji braci Holmes obronną ręką, ale w sumie sam się na to pisał. W każdym razie z Sherlockiem od sprawy do sprawy, a z widzami od sezonu do sezonu i od fanfika do fanfika. Czuję się zabawiona, za co serdecznie dziękuję, tym bardziej, że oryginału nie byłabym w stanie przeczytać.
Pozdrawiam
Inuyashka chapter 1 . 11/2/2013
Fantastyczne! Dziękuję za tłumaczenie, swoją drogą równie genialne. :) Świetny poprawiacz humoru.
Filigranka chapter 1 . 11/1/2013
O, chaosie, gen. I to jeszcze parodystyczny. O, o, o. Małe ja jest kontente i szczęśliwe bardzo, bo rzecz jest cudnie śmieszna, rozmowa Sherlocka z Mycroftem rozczulajaca (akurat idealnie trafia w punkt, śmieszny i wzrusza), przerażenie pani Hudson zrozumiałe, a potem te teorie Sherlocka - teorie Sherlocka to cud, miód, malina, sama chyba bym mu uwierzyła, takie to nieporadne i przeanalizowane było. No i potem się okazuje, że to intryga na intrydze, a w sumie rozgrywka między braćmi, prawie jak w Kordianie, z Watsonem w roli Kordiana, który to się, biedak, przejmuje, jakby tutaj o jakieś ważne sprawy ideowe chodziło - a to po prostu sposób na zabicie nudy jest. A potem z kolei ten dopowiadany dialog taki ciepły, pełen przyjacielskiej bliskości, że znowu się wzruszenie do komizmu wkrada i jest słodko, puchato i dobrze, mimo całej dramy i histerii, cudnie językowo rozegranej, która się tam w środku toczy ku uciesze czytelnika.

(I ta pani Robinson, która się okazuje kluczem do zagadki - cudna była; jak tak do Johna powoli dochodzi straszliwa prawda).

Przetłumaczone świetnie, jak zawsze.