Songs: Give Me Love by Ed Sheeran
Safe & Sound by Taylor Swift

Nie zawłaszczam "Igrzysk Śmierci" autorstwa S. Collins.


Siedzę przy kołysce przyglądając się jej twarzy. Jej każda część ciała jest taka mała - rączki, buzia, nos, oczy, nóżki. Katherine będzie wykapaną matką.

Katherine... Madge zawsze chciała ją tak nazwać. Jej propozycja spodobała się również mnie, więc imię było wybrane.

Pamiętam jacy byliśmy szczęśliwi, gdy dowiedzieliśmy się, że Madge jest w ciąży. Mimo iż, ani moi rodzice, ani państwo Undersee nie będą mogli poznać tej małej istoty, to i tak nie żałuję. Na pewno nie muszę przejmować się wujostwem. Moi bracia od razu oznajmili, że zrobią z naszego dziecka syna lub córkę tatusia. Luka i Rye zawsze byli komikami, więc nie zdziwił mnie ten komentarz.

Jeśli chodzi o poważne sprawy, też potrafią się zachować. Luka, mój starszy brat, który prowadzi teraz piekarnię, bez żadnych komentarzy dał mi mniej godzin, abym mógł opiekować się córką. Mimo pomocy Prim, wiem, że moim obowiązkiem jest bycie przy mojej córce. Choć mam świadomość, iż nigdy nie wypełnię luki w jej życiu, jaką jest brak matki, to chcę przynajmniej zmniejszyć widoczność tej dziury.

Nienawidzę się za to, ale nie czuję bólu po śmierci mojej żony. Powinienem cierpieć, ale nie potrafię. Pustka jest wyczuwalna, ale nie potrafię znaleźć rozpaczy w sercu. Madge powinna była wieść życie z mężczyzną, którego kochała. Co mieliśmy jednak poradzić, jeśli żadna z osób, którym oddaliśmy potajemnie serca, nie odwzajemniała tego uczucia? Zapełnialiśmy więc ból sobą. Kochaliśmy się, ale nie tak, jak kochaliśmy tych, do których nie da się dotrzeć w żaden sposób. Mam nadzieję, że tam gdzie jest teraz Madge, są inni, których kochała, i mam nadzieję, że mężczyzna, jakiego darzyła uczuciem stanie u jej boku i będą razem szczęśliwi.

To że nie czuję bólu, nie oznacza, że jestem spokojny. Koszmary dręczą mnie nieustannie. Po nocach, widzę Madge i jej słowa tną głęboko, gdy mówi o tym, że jej nie kochałem, że nigdy jej nie chciałem. Leżę nieruchomo i próbuję wrzeszczeć na ojca, braci, matkę i żonę, gdy zasypują mnie czarną ziemią. Dławię się piachem, ale oni niewzruszeni, jakby mnie nie słyszeli, grzebią mnie żywcem. Każdej nocy budzę się zlany potem, próbując uspokoić wyskakujące z klatki piersiowej serce.

– Hej, wszystko w porządku? – Z zamyślenia wyrywa mnie głos Primrose.

– Och, tak, tak. Jasne. - W jej oczach widzę, że mi nie uwierzyła, ale nie popycha tematu. – Czy... Czy Rory nie ma nic przeciwko, że przesiadujesz tu większą część dnia? - pytam nagle.

– Rory pracuje 12 godzin w kopalni. Gdy wracam od ciebie, mam jeszcze kilka godzin tylko z Thomem. Poza tym, mam wrażenie, że tutaj podoba mu się bardziej, niż w domu – wyjaśnia śmiejąc się delikatnie.

Posyłam jej uśmiech i zastanawiam się, jak siostry mogą się tak różnić? Katniss nigdy nie była rozmowna, ale po wygranej stał się jeszcze bardziej niedostępna. Prim to całkowite przeciwieństwo starszej siostry. Pamiętam, że gdy była mała, zaciągała brunetkę przed piekarnię i przez szyby oglądała udekorowane ciasta na wystawach. Jednak po śmierci matki, obie stały się chłodniejsze, doroślejsze. Katniss była dorosłą praktycznie od wypadku jej ojca. To ona karmiła rodzinę. Ale nawet mała, słodka Prim przestała być dzieckiem i zmieniła się w młodą dorosłą. Uśmiech na jej ustach gościł częściej, dopiero gdy Rory Hawthorne trzymał ją za rękę w miejscach publicznych lub skradał od niej niewinny pocałunek. Wystarczyło czekać, aż zgłoszą się do piekarni po chleb na pieczenie tostów.

Katniss jednak przestała z kimkolwiek rozmawiać. Po Igrzyskach utrzymywała ciepłe relacje tylko ze swoją rodziną i Hawthornami. Madge mówiła, że dziewczyna nawet patrząc na nią, miała w oczach wątpliwość. Po jej Tournée, gdy zmarła Pani Everdeen i nastąpił wybuch kopalni, w którym zginął Gale, zwyciężczyni odtrąciła wszystkich. Odsunęła ich, na jak największy dystans. Madge jednak się uparła i próbowała się opiekować Katniss. Cieszyłem się, że dziewczyna otrzymuje i akceptuje pomoc, ale to nie zapobiegało łamaniu się mego serca. Czasami potrafiłem się z tego śmiać i mówić sobie: No chłopie, historia lubi się powtarzać. Jaki ojciec, taki syn. Żarty nigdy jednak nie wysuszyły łez, jakie były wywołane wspomnieniem obietnicy, którą zaprzysięgliśmy sobie z Madge.

Najbardziej mnie jednak dziwią hordy kochanków, do których Katniss posyłała przesłodzone uśmiechy. W ostatni tydzień miesiąca, dwanaście razy w roku i w czasie Igrzysk, zwyciężczyni wyjeżdża do Kapitolu i zawsze pokazuje się z nowym mężczyzną, czasem trzyma pod rękę nawet kobietę. Nie widziałem partnera, jaki był z nią więcej, niż jeden raz, prócz Senecy Crane'a, organizatora Igrzysk, w których udział brała Katniss. Nie spodziewałem się, że stanie się... taka. Jest, jak Finnick Odair. Cały czas obraca się w towarzystwie, jakichś mężczyzn lub kobiet, którzy mdleją z wrażenia na wspomnienie Dziewczyny Igrającej z Ogniem. Katniss nigdy taka nie była. Nie spojrzała na żadnego chłopaka z Dwunastki, poza Gale'em. Może jednak najsilniejszym bogactwo uderza do głowy?

– Masz, wypij – mówi Prim, podając mi kubek z parującym napojem. – Herbata z suszonych owoców – wyjaśnia, gdy spoglądam na nią pytająco. – Dobra na nerwy.

Przez chwila panuje cisza zakłócana tylko naszymi oddechami, gdy w końcu pytam:

– Dlaczego Katniss tak bardzo mnie nienawidzi?

– Katniss cię nie nienawidzi – wzdycha blondynka, siadając na kanapie, na której śpi mały Thom. Jej dłoń gładzi delikatnie ciemne włosy chłopca, gdy kontynuuje: – Katniss jest szorstka dla wszystkich.

– Mam wrażenie, że dla mnie trochę bardziej, niż dla większości – wyznaję cicho, patrząc na moją córkę.

– Było jej trudno pogodzić się z faktem, że Madge nawiązała nową znajomość. Katniss nigdy nie lubiła zdobywać przyjaciół. Gale'a poznała przez przypadek w lesie, gdy oboje polowali. Madge była cicha i wyrozumiała, dlatego Katniss uznała ją za przyjaciółkę, bo nie musiała robić z nią tych bezsensownych rzeczy, które większość dziewczyn razem robi. Po Igrzyskach... Cóż, po Igrzyskach wiele się zmieniło. Katniss cały czas próbuje odtrącić, jak najwięcej ludzi. Dopuszcza do siebie tylko mnie, Haymitcha i dopuszczała Madge. A wtedy zjawiłeś się ty. Katniss widziała, że się kochacie, więc gdyby Madge przychodziła do niej z tobą, odtrąciłaby was oboje. Albo Madge, albo nikt.

Chwilę przetrawiam słowa, które wypowiedziała Prim. Moim zdaniem nie są zbyt sensowne. To nie jest logiczne. Co takiego powoduje, że Katniss nie chce rozmawiać z nikim poza Prim, drugim zwycięzcą Dwunastki i Madge? Wiem, że jestem jedynie zwykłym piekarzem w biednym dystrykcie, ale czy naprawdę dziewczyna, która kiedyś była gotowa oddać życie za siostrę, obecnie ocenia ludzi po posadzie, majątku czy pochodzeniu?

Nagle mnie olśniewa. Może Katniss darzyła uczuciem kogoś, a ja stanąłem na drodze do tej osoby? Zawsze myślałem, że najstarsza z sióstr Everdeen była tylko i wyłącznie zadurzona w Gale'u, ale co jeśli się myliłem?

– Czy... Czy Katniss kochała Madge? – pytam niepewnie, spoglądając ukradkiem na Prim.

– Co masz na myśli? – pyta blondynka, rozumiejąc do czego nawiązuję. Związek osób tej samej płci nie jest popularny w dystryktach. Większość ludzi gardzi takimi osobami. Mi jednak to nie przeszkadza. Każdy ma prawo kochać kogo chce, chyba że ta miłość staje się niebezpieczna. – Pytasz czy Katniss kochała Madge, tak jak ty? – Kiwam głową. – Nie, nie chodziło o to. Szczerze powiedziawszy, zastanawia mnie, czy Katniss kochałaby kogokolwiek, jako partnera – wyznaje blondynka wypuszczając powietrze przez usta.

– Jak to? Katniss nie była z Gale'em? - pytam lekko zdziwiony.

– Nie – wzdycha dziewczyna. Widzę w jej oczach, że wraca myślami do lat, kiedy brunet jeszcze żył. - Możliwe, że Gale coś do niej czuł. Czasami nie zachowywał się, jak przyjaciel, a ktoś więcej. Ale u Katniss to była zawsze tylko i wyłącznie przyjaźń. Nie chciała nawet myśleć o zakładaniu rodziny. Gale był dla niej, jak brat – wyjaśnia.

– Och. – To jedyne co jestem w stanie z siebie wydusić. Zawsze sądziłem, że Katniss i Gale to nierozłączna para, jaka troszczy się o rodziny, polując razem w lesie, spędzając razem czas, robiąc wszystko razem. Cały czas miałem w podświadomości strach, że pewnego dnia Gale przyjdzie do piekarni, aby zamówić chleb na pieczenie tostów.

– Sądzę, że Katniss nie chciała nikogo pokochać, bo po tym, jak nasz ojciec zmarł, matka popadła w depresję. Katniss musiała robić wszystko. Polować, wychowywać mnie, pilnować, abyśmy jadły, tyle, ile było możliwe. Ona po prostu bała się, że stanie jej się to samo co naszej matce, a wtedy nie będzie w stanie zająć się mną.

Kolejne kilka minuty siedzimy w milczeniu. Zastanawiam się, czy brunetka pamięta jeszcze w ogóle chleb, jaki rzuciłem jej lata temu. To już prawie piętnaście lat, ale ja wciąż pamiętam. Deszcz zmieszany ze śniegiem. Ona grzebiąca się w kubłach na śmieci przy piekarni. Moja matka wrzeszcząca na mnie. Dwa spalone chleby. I lanie, które pamiętam do dziś. Wciąż jednak nie żałuję, i wątpię, abym kiedykolwiek żałował. Serce zakochanego głupca było gotowe na wszystko. I nadal jest gotowe.

– Katniss przyjdzie do was na zakończenie roku? – pytam cicho, mimo że znam odpowiedź.

– Wiesz, że nie. - W oczach Prim widzę smutek. Boli ją to, że nie może świętować z siostrą.

– Dlaczego nie spędza z wami zakończenia roku? Nie mogła choćby raz zostać w Dwunastce? – Sam się dziwię, gdy słyszę w swoim głosie nutę gniewu.

– Nie tak to działa, Peeto – wyjaśnia cicho blondynka, a ja nie mam pojęcia, o co jej chodzi.

Spuszczam głowę i chcę przeprosić, że wtrącam się w nieswoje sprawy, ale wtedy dobiega nas głośny szum, prawie taki, jak wtedy, gdy do Dwunastki wjeżdża stary pociąg towarowy. Prim, tak samo jak ja, kieruje spojrzenie za okno i wtedy to widzimy. Poduszkowiec toczy się leniwie po szarym niebie nad częścią kupiecką naszego regionu. Podnoszę się nieświadomie z krzesła i podchodzę do okna. Przez sekundę wpatruję się w maszynę, a potem szybko odgradzam widok firankami, jakie Madge otrzymała po matce. Odwracam się w stronę dzieci i siostry Katniss, aby ujrzeć jej blade oblicze.

– To już drugi w tym tygodniu – szepcze wpatrując się we mnie przestraszonymi oczami.

Po wygranej Katniss, władze Kapitolu zaczęły wysyłać co miesiąc poduszkowce, które miały kontrolować prace w Dwunastce. Gdy zaczęto szeptać o rebelii, zdarzało się, że maszyny zjawiały się nawet częściej. Potem jednak wszystko ucichło i dopiero od kilku miesięcy poduszkowce ponownie zjawiają się nad dystryktem coraz częściej. Jeśli stolica obserwuje nawet nas, to oznacza, że tam daleko, poza granicami lasów, gdzie leży pozostałe jedenaście dystryktów, coś się dzieje.

– To nic takiego, Prim – odpowiadam, jak najspokojniej, aby nie pokazać jej swojego niepokoju. Podchodzę do dziewczyny i gładzę delikatnie jej ramię, gdy mówię dalej: – Zapytaj Rory'ego, co mówią ludzie w kopalniach. Lepiej być świadomym i mieć oczy otwarte na wszystko. Nasze pochodzenie z Dwunastki, nie znaczy, że Kapitol może nas oślepić.


Kolejnego dnia w piekarni nie dzieje się nic nadzwyczajnego, poza tym, że wszyscy składają mi kondolencje, a ja posyłam im smutne uśmiechy i dziękuję skinieniem głowy. Słyszę również komentarze starszych kobiet z miasteczka o tym, jak to Katniss odrzuca miejsce swego pochodzenia i jedzie do Kapitolu, aby świętować na wielkich bankietach, podczas gdy tu dzieci głodują. Chcę przerwać, po jednej części, bo nie lubię, gdy ktoś obgaduje najstarszą siostrę Everdeen, czy kogokolwiek innego. Druga część, której za to nienawidzę, boi się, że jeśli jeszcze trochę posłucha, sama w to uwierzy. Pytam więc grzecznie, co mógłbym podać i po zakupie pieczywa, kobiety wychodzą.

Jest już po południu, gdy do tylnych drzwi ktoś puka. Wiem kim jest ta osoba, więc od razu idę otworzyć, bo to ja wybłagałem braci, aby kontynuować zwyczaj kupowania upolowanych zwierząt, jakie mój ojciec zdobywał od Katniss. Jest to jednak inna dziewczyna. Posy Hawthorne. Ma teraz tyle lat, ile Katniss, gdy wygrała Igrzyska.

Od razu po Igrzyskach, gdy z dystryktu wyjechał ostatni reporter, Katniss wróciła do zwyczaju polowań. Wychodziła z Gale'em, jak najczęściej, jednak po Tournée, gdy zginął, nie widziałem, aby wymknęła się poza ogrodzenie choć raz. Po kilku dobrych latach zauważyłem, że to Posy, najmłodsze dziecko Hazel Hawthrone, poszło w ślady brata i zaczęło polować. Przez pierwszy rok, gdy miała jakieś jedenaście lat, uczyła się zapewne strzelać z łuku, który został po jej bracie. Z czasem jednak stawała się coraz lepsza, aż osiągnęła perfekcję, jak Katniss.

Widziałem, że kilka razy kręciła się niezdecydowana przy piekarni, aż w końcu sam zaproponowałem wymianę zwierzyny na pieczywo lub pieniądze. Od tamtej pory dziewczyna puka do tylnych drzwi, tak jak miała to w zwyczaju Katniss.

– Dzień dobry, Panie Mellark. - Posyła mi uśmiech, gdy przepuszczam ją w drzwiach. - Dzisiejszy dzień był bardzo łaskawy. Sześć wiewiórek i jeden królik.

– Dzień jest łaskawy, gdy sami go takim czynimy, Posy – odpowiadam odwzajemniając przyjazną postawę. – Twoje sokole oko czyni cuda.

Dziewczyna trochę się rumieni, ale szybko ukrywa zażenowanie, gdy wyjmuje z myśliwskiej torby swoje zdobycze. Widzę w jej oczach dumę i się nie dziwię. Jej bracia założyli rodziny i muszą je wykarmić, więc to ona stała się główną żywicielką matki, z jaką jeszcze mieszka.

– Bochenek chleba, dwie bułeczki i pięć monet, w zamian za królika i dwie wiewiórki, co ty na to? - pytam wskazując głową na zwierze, jakie trzyma za uszy.

– Wie pan, że to aż za dużo – oznajmia spuszczając delikatnie głowę.

Zanim ma okazję sprzeciwić się jeszcze raz, wciskam jej w ręce pieczywo i pieniądze. Jej oczy błyszczą z wrażenia, gdy widzi, że chleb, jaki jej dałem jest jeszcze ciepły.

– Pozdrów matkę i życz jej ode mnie zdrowia.

– Mama bardzo panu dziękuje za to wszystko, co pan dla nas robi – szepcze dziewczyna tłumiąc łzy i posyłając mi delikatny uśmiech. W mgnieniu oka jednak poważnieje, jakby coś sobie przypomniała. – Nie potrzebujemy jednak datków. Królik i cztery wiewiórki. – Zwierzęta lądują na jednym z blatów i zanim zdążę coś powiedzieć, brunetka wyparowuje z pomieszczenia krzycząc już swoim przyjaznym tonem: – Do widzenia!

Kręcę głową, bo dobrze pamiętam, że gdy mój ojciec chciał dać Katniss darmowe ciastko, odmawiała tak samo, jak Posy. Ani razu nie przyjęła czegoś, za co nie płaciła. Była na to za dumna. Mimo, że był to prezent od mego ojca, Katniss zawsze uważała za przekleństwo coś, co dostawało się bez wysiłku.

O piątej zamykam piekarnię i pakuję dwa bochenki chleba, jakie zamówiła Katniss dla siebie i Haymitcha.

Brunetka przyszła raz do piekarni, położyła na ladzie masę pieniędzy, mówiąc, że chciałaby cały rok otrzymywać dostawy pieczywa do domu swojego i Abernathy'ego. Gdy wyszła, moi bracia przeliczyli pieniądze i okazało się, że idealnie policzyła wszystko co do centa i dodała jeszcze zapłatę za dostawę. Moi bracia byli zachwyceni, ale ja tylko patrzyłem na pieniądze z bólem w oczach. Katniss nigdy taka nie była. Nigdy nie wzięłaby kogoś, aby za nią coś zrobił. Zazwyczaj to Madge zanosiła pieczywo do Wioski Zwycięzców i od razu spotykała się z Katniss. Skoro jednak mojej żony tu już nie ma, sam się tym zajmuję.

Idę cichym dystryktem skupiając spojrzenie na białych kłębach dymu, który wydobywa się z moich ust. Czuję jak chłód ogarnia moje ciało. Może i jestem z rodziny piekarzy, ale to nie znaczy, że żyje się nam lepiej. Kurtka, którą posiadam powinna być zamieniona na inną już wiele lat temu. Nie jest poniszczona tylko biegiem czasu. Gdy naprawiałem dom mój i Madge, zdarzało mi się zaczepić o wystający gwóźdź, czy inny ostry przedmiot, jaki nie miał litości dla ubrań.

Spoglądam w górę i widzę niebo, na którym błyszczą miliony gwiazd. Dziwi mnie, że dniami widać tylko szarość, przez jaką z trudem przebijają się promienie słońca. Nocą jednak można podziwiać pełnię i gwiazdozbiory. Moja matka zawsze parskała śmiechem i mówiła, że jestem głupce mając słabość do „pięknych" rzeczy. Ale czy można nazwać słabością uwielbienie takich nieziemskich widoków? W świecie, w jakim żyjemy, najmniejsza przyjemność powinna poprawiać humor. Jak wyczytałem w jednej książce sprzed Mrocznych Dni: Cieszmy się z małych rzeczy w życiu, bo pewnego dnia się odwrócimy i uświadomimy sobie, że były to duże rzeczy.

Gdy pukam do drzwi Katniss, nikt nie odpowiada. Czekam chwilę, z nadzieją, że otworzy, ale w końcu decyduję zostawić chleb w środku i wyjść niezauważony, co może być trochę trudne z moim głośnym chodem. Wślizguję się powoli, próbując złagodzić skrzypienie starych drzwi, jak tylko się da. Gdy kieruję się do kuchni, dostrzegam, że w sąsiednim pomieszczeniu pali się w kominku. Gdy spoglądam na kanapę, widzę skuloną w kłębek Zwyciężczynię. Jej twarz wygląda młodziej, jakby nadal miała szesnaście lat. Chcę podejść i przykry ją kocem, aby nie marzła. Zamiast tego, jak najszybciej odwracam wzrok i układam na stole w kuchni bochenek chleba. Wychodzę z jej domu, jakbym od czegoś uciekał. Może po części jest to prawdą. Może uciekam przed przeszłością.

Gdy wchodzę do domu Abernathy'ego, zauważam, że w salonie włączony jest telewizor. Myślę, że mentor Katniss śpi, ale wtedy do moich uszu dociera zachrypnięty śmiech, a następnie słowa:

– Chłopiec od chleba. – Mężczyzna podnosi się chwiejnie z kanapy, a ja od razu zauważam butelkę w jego ręku.

– Dobry wieczór, Panie Abernathy – odpowiadam spokojnie, nie zwracając uwagi na jego drażnienie się ze mną. Wiem, że oficjalny zwrot do tego człowiek, to igranie z zapałkami. Ale co poradzić, skoro lubię czasem bawić się z ogniem. Zabawne jest burczenie najstarszego zwycięzcy Dwunastki.

– Nie pieprz mi tu o jakimś panie. Jestem Haymitch. Ile razy mam ci to powtarzać?

– A ile razy, ja mam powtarzać, że moje imię to Peeta? Jestem trochę za stary na chłopca – odpowiadam śmiejąc się delikatnie. – Poza tym, będziemy rozmawiać, jak na siebie mówić, czy wolisz coś zjeść, Haymitch?

– Prawda. Dziewczyna o mnie jeszcze pamięta. Aż się dziwię, że nie chce, abym umarł z głodu. - Abernathy siada z hukiem przy stole i podaje mi nóż, więc automatycznie kroję kilka kromek, a mężczyzna sięga po pieczywo i wpakowuje je sobie do ust. Nie przejmując się tym, że jeszcze nie przełknął, mówi: – Co ze skarbem?

– Dlaczego mnie pytasz? Nie jestem dla niej nikim bliskim. - Choć bardzo wierzę w swoje słowa, to i tak rumienię się na myśl, że widziałem, jak Katniss śpi. – Zapytaj Prim.

– Dziewczyna nie specjalnie się cieszy, gdy rozmawiam z blondyneczką. Gdyby mogła, zamknęłaby tą małą w domu i nie wypuściła, aby nie zraniła się w kolano – burczy pod nosem. – A ty? Jak ty się trzymasz?

Spoglądam na niego z lekkim zdziwieniem. Haymitch Abernathy zapytał o moje samopoczucie dwa razy w życiu. Pierwszy, gdy zmarł mój ojciec. Byłem załamany i starzec specjalnie przyszedł do piekarni. Poprosił mnie na stronę, położył dłonie na moich ramionach i zapytał szczerze, jak się trzymam. Teraz jest drugi raz.

– Zbyt dobrze – odpowiadam cicho, spuszczając wzrok na chleb. Zaczynam ponownie go kroić, bo muszę zając sobie czymś dłonie. – Powinienem być rozbity i przesiąkać bólem, ale tak nie jest. - Gwałtownie odkładam nóż i obejmuję się rękoma czując chłodny dreszcz, przebiegający po moim grzbiecie. – Czy to źle, że nie cierpię, tak jak powinienem? – pytam.

Haymitch przygląda mi się uważnie, a potem powoli przenosi wzrok na płomienie w kominku, wypuszczając głośno powietrze przez nos. Oznacza to, że się zastanawia. Wpatruję się w niego, pragnąc desperacko uzyskać jakąkolwiek odpowiedź.

– Nie – mówi w końcu. – I wiesz dlaczego, prawda?

Uderza mnie to nagle, niespodziewanie. Haymitch wiedział, że jesteśmy dla siebie z Madge osobami z drugiego wyboru? Domyślił się, że to wszystko nie jest tak, jak powinno być? Patrzę na mężczyznę szeroko otwartymi oczami i zastanawiam się, jak odkrył nasz sekret.

– Nie widzę w tym nic złego – oznajmia po długiej chwili ciszy. – Mogę nawet powiedzieć, że pochwalam. To rzecz ludzka, chcieć miłości – wzdycha patrząc w ogień, jakby mógł tam zobaczyć kogoś, kogo... pragnie. – Widziałem, jak patrzysz na Katniss. Choć w twoich oczach była miłość, gdy spoglądałeś na Madge, to i tak, to wciąż była Katniss, prawda?

Choć w moich uszach szumi krew, a serce wali, jak młotem, to i tak postanawiam mówić prawdę. Skinieniem głowy potwierdzam jego słowa.

– Tak myślałem. Sam wieki temu patrzyłem tak na kogoś – wyznaje. – I dlatego chcę ci powiedzieć, żebyś trzymał się z daleka od dziewczyny. Nie dlatego, że życzę ci nieszczęśliwego życia, ale dla bezpieczeństwa. My zwycięzcy... cóż, to co mówią, a to co dzieje się naprawdę po wygranej Igrzysk to dwa wielkie przeciwieństwa. Jak to się mówi, chłopcze? Każda moneta ma dwie strony.

Co ma na myśli mówiąc o dwóch stronach wygranej Igrzysk? Co może się kryć pod tymi słowami? Przez chwilę siedzimy w ciszy, aż w końcu mężczyzna się podnosi i idąc z powrotem na kanapę, mówi ściszonym tonem:

– Idź do domu i trzymaj rodzinę, jak najdalej od Kapitolu.

Wracam więc do siebie, aby pożegnać od razu Thoma i Prim. Czekam, aż znikną w swoim domu, kilka budynków dalej. Wtedy wchodzę do ciepłego pomieszczenia, gdzie zdejmuję buty i kurtkę, i od razu kieruję się do wydającej ciche odgłosy z kołyski Katherine. Biorę dziecko na ręce i trzymam je tak długo, aż jej powieki opadają. Zastanawiam się nad słowami Haymitcha, gdy otulam dziewczynkę kocykiem i układam ją na łóżku, gdzie sypiała Madge. Sam lokuję się obok niej, aby wtulić policzek w bok drobnego ciała dziecka. Gdy zasypiam, w mojej głowie pobrzmiewają słowa: Każda moneta ma dwie strony.


Kolejnego dnia mijają dokładnie trzy tygodnie od śmierci mojej żony. Gdy Prim przychodzi przed moim wyjściem do piekarni, jak ma w zwyczaju to robić od narodzin Katherine, wita się trochę radośniejszym uśmiechem, mimo że wygląda na bardziej niewyspaną, niż poprzednio.

– Rory nie padł od razu zasypiając, gdy wrócił z kopalni – wyjaśnia niezręcznie śmiejąc się delikatnie, gdy zauważa, że się jej przyglądam. Jej policzki od razu się rumienią, ale próbuje to ukryć, gdy podaje Katherine butelkę z mlekiem.

– Wiesz, mógłbym czasem zaopiekować się Thomem, jeśli chcecie mieć wieczór tylko dla siebie – proponuję posyłając jej znaczące spojrzenie.

Oboje wybuchamy śmiechem, który próbujemy opanować, aby nie wystraszyć mojej córki. Cieszę się, że w czasie, gdy Madge była w ciąży, zyskałem w Prim przyjaciółkę. Wcześniej wymienialiśmy w piekarni kilka słów o rodzinie, czy pogodzie, ale nigdy nie byliśmy przyjaciółmi. Dopiero, gdy dowiedzieliśmy się z Madge, że będziemy rodzicami, zapytałem siostry Katniss, czy mogłaby kontrolować ciążę. Po wielu latach praktyki i przeczytanych książkach z Kapitolu, Prim stała się niezawodnym lekarzem w Dwunastce. Katniss zapewniała jej leki i inne potrzebne rzeczy do leczenia ludzi, a blondynka swoimi uzdrowicielskimi dłońmi leczyła i pomagała.

– Kat będzie mogła się ze mną bawić, gdy podrośnie? – pyta nagle Thom, podbiegając do mnie i ciągnąc za brzeg mojej koszuli, abym zwrócił na niego uwagę.

– Jasne. - Biorę chłopca na ręce a on chichocze. – Mam nadzieję, że będziesz się nią opiekował, gdy ja nie będę mógł. Co ty na to, kolego? – pytam.

Chłopiec energicznie kiwa głową i śmieje się, gdy czochram jego czarne, jak węgiel włosy. Przed wyjściem do piekarni, płacę Prim za opiekę nad moją córką, żegnam się z kobietą, jej synem i całuję w czoło Katherine. Droga do pracy jest jak zwykle szara, bez uczuć, jakich desperacko wypatruję. Dzisiaj Katniss wyjeżdża do Kapitolu. Nie będzie jej aż do Nowego Roku. Nie spędziła tego święta w Dwunastce od czasu zakończenia jej Tournée.

Gdy wchodzę do piekarni, wita mnie niemrawa mina Rye'a. Wiem, że jego żona poroniła, gdy była pierwszy raz w ciąży. Teraz, gdy postarali się o dziecko, chłopczyna spełnia jej najmniejszą zachciankę. Najgorsze są jednak huśtawki nastrojów. Celine jest zdolna kazać mu wynosić się z domu w środku nocy. Wtedy Rye idzie do piekarni i nocuje na poddaszu w naszym starym pokoju, ale ciężko mu zasnąć, bo boi się o żonę i ich dziecko.

– Nawet nie pytaj – burczy cicho, gdy chcę coś powiedzieć.

Skinieniem głowy sygnalizuję zrozumienie i kieruję się od razu do kuchni. Ugniatam ciasto na chleb i inne wypieki. Wyjmuje gotowe pieczywo z pieców, pomagam braciom przynieść worki z mąką ze stacji kolejowej, gdzie przyjechał pociąg towarowy. Dekoruję ciasta, lukruję bułeczki, zastanawiam się, jak się miewa Katherine. Dzień toczy się wolno, ale nie przeszkadza mi to. Po zamknięciu piekarni, chcę zanieść pieczywo Haymitchowi, ale dom i jego, i Katniss są zamknięte. Oznacza to, że oboje pojechali do Kapitolu. Zapewne brunetka wyciągnęła go do uzdrowiska w Kapitolu, aby wyssali z niego trochę alkoholu.

Gdy wracam do domu, nie zastaję tam Prim, ani Thoma, ale Rory'ego, który siedzi przy kołysance, w jakiej leży śpiąca Katherine. Chłopak się podnosi z krzesła i staje przede mną. Zanim wypowiadamy jakiekolwiek słowa, spoglądam na zegarek. Jest równo szósta. Musiał dzisiaj wyjść wcześniej z pracy.

– Jak żyjesz? – pyta brunet podając mi dłoń, którą przyjmuję. W oczach chłopaka widzę delikatny smutek, może nawet nutkę strachu.

– Jakoś leci. Prim dużo mi pomaga. Co u ciebie?

– Wciąż próbuję przyzwyczaić się do życia w tej części dystryktu – śmieje się delikatnie, ale po chwili poważnieje. – Prim mówiła, że pytałeś o pogłoski w kopalniach – oznajmia ściszonym tonem.

– Zgadza się – potwierdzam. – Poduszkowce znowu goszczą u nas coraz częściej. Wiecie coś o tym?

– Chodź – mówi po długiej chwili ciszy. – Zaraz wrócimy, nie martw się o córkę.

Wychodzimy więc z budynku i stajemy na ścieżce, przed moim domem. Czekam, aż Rory zacznie mówić, zastanawiając się co jego słowa będą oznaczać.

– Spójrz na to – prosi cicho, wskazując dłonią niewielką Dwunastkę oświetloną jedynie światłem księżyca. Domy leżące blisko, są z miasteczka, te które znajdują się daleko, wybudowane zostały w Złożysku. – Powiedz mi, gdyby wybuchło u nas powstanie, co musieliby zrobić mieszkańcy Dwunastki? – pyta.

Zastanawiam się przez chwilę. Gdybyśmy stanęli przeciw Kapitolowi, musielibyśmy wszyscy, razem stanąć ramię w ramię i obalić rządy stolicy. Gdyby zebrała się tylko garstka, wszystko byłoby klęską pd samego początku.

– Wszyscy musieliby wyjść na ulice?

– Tak – potwierdza Rory spoglądając w dal. Gdy zaciska szczękę, jego profil bardzo przypomina Gale'a. Musi być to bolesne dla jego rodzeństwa i matki, że wygląda, jak brat, który zginął lata temu. – Kto by jednak ośmielił się wyjść i krzyknąć Threadowi w twarz, że nie będzie więcej słuchał tych pieprzonych lizusów z Kapitolu? – pyta bardziej sam siebie, niż mnie. Po długiej chwili ciszy znowu zaczyna mówić: – Pozostałe dystrykty, to co innego. U nich, gdyby połowa zaczęła walczyć, mieliby duże szanse na zwycięstwo. W Jedenastce, Czwórce, Siódemce, jest ich dwa, może trzy razy więcej niż nas. - Ponownie nastaje przerwa, po której padają słowa: – Posy była dzisiaj za ogrodzeniem. – Odwraca się i patrzy mi w oczy, a ja czuję, że teraz usłyszę najważniejszą część informacji. – Poszła dalej wgłąb lasu. Nie wiem jak, ale znalazła jezioro, o którym kiedyś mówił Gale. Obok był budynek, stary, ledwo się trzyma. Jest może jeszcze z Mrocznych Dni. Z budynku wydobywał się dym. Okazało się, że rozbiły tam obóz dwie uciekinierki z Ósemki. Bonnie i Twill.

Na początku otwieram szeroko oczy w niedowierzaniu. Jeszcze nigdy nie słyszałem o kimś, kto uciekł z dystryktu. Co dzieje się w Ósemce, skoro te dwie osoby zdołały się wydostać i dotrzeć, aż tu? Jak zdołały przemknąć niezauważone przez granice innych dystryktów?

– Po co wędrowały do Dwunastki? – pytam nie mogąc zrozumieć celu podróży kobiet. – Przekazywały kolejno dystryktom jakieś wiadomości?

– Nie. I tu właśnie zaczyna się najciekawsza część. Oznajmiły, że kierują się do Dystryktu Trzynastego.

– Do Trzynastki? Ale... Ale przecież Trzynastka nie istnieje.

– Posy powiedziała im to samo. Też nie jestem pewien, czy warto w to wierzyć, jednak możliwe, że mają dość racjonalny dowód – wyjaśnia brunet patrząc w niebo. - Co roku, przed Tournée puszczają wideo, gdzie te czubki z Kapitolu stoją pośród ruin Trzynastki i mówią o tym, jak to Dystrykty spowodowały śmierć niewinnych ludzi. Pokazują ruiny Trzynastki i przypominają, że zniszczono ją dla, aby ludzie mieli przykład. Nie zastanawiało cię dlaczego zawsze wybierają miejsce przed gruzami Pałacu Sprawiedliwości? – pyta, ale chyba nie oczekuje odpowiedzi, bo od razu kontynuuje: – Bonnie i Twill wyjaśniły, że Kapitol prawdopodobnie nie był na terenie Trzynastki od wielu dekad. Wklejają po prostu coraz to nowego dziennikarza i wmawiają nam, że to co widzimy jest prawdą. Musimy teraz jednak się przyjrzeć bardzo uważnie temu nagraniu. Musimy się przyjrzeć prawemu górnemu rogowi ekranu. Wtedy powinniśmy to dostrzec.

– Co takiego? – niecierpliwię się.

– Pojawia się przez ułamek sekundy, w przelocie, za każdym razem ten sam – kosogłos.

Milknę. Wiem co on oznacza. Katniss. Madge podarowała jej broszkę od ciotki, która również brała udział w Igrzyskach i zginęła. Po wygranej Everdeen, ludzie zaczęli się buntować i używać znaku kosogłosa, jako symbolu poparcia brunetki, ale Snow zdołał zapobiec rozrośnięciu się pożaru, jaki wznieciła Katniss.

– Znowu się zaczyna? – pytam cicho, a Rory kiwa tylko głową. – Ale dlaczego teraz? Co zmotywowało ludzi?

– Tego nie wiemy. Miejmy jednak nadzieję, że teraz nic się nie posypie. Snow nie jest już młody. Każdy kiedyś umiera. Kapitol nie zrobi z niego nieśmiertelnego potwora. Skurwiel jest już za słaby, aby stłumić coś tak wielkiego, jak to, co działo się po Igrzyskach Katniss. Ludzie muszą sobie jedynie przypomnieć, że to ona otworzył przed nimi drzwi, teraz wystarczy znaleźć w sobie dość odwagi, aby przekroczyć próg.

Nie dziwię się, gdy słyszę, jak Rory przeklina Kapitol i ludzi, jacy go wspierają. Nigdy nie użyłby takich słów przy synu, ale gdy rozmawia z innymi, jacy chcą zwalczyć dyktaturę, nie hamuje się. Nienawidzi Snowa i całej reszty, tak jak Gale. Obwinia ich za śmierć brata i nie dziwię się mu.

– Czas w Panem jest niespokojny i chcę z tobą zawrzeć umowę – oznajmia dziwnie niezdecydowany. – Nikt nie zagwarantuje nam bezpieczeństwa. Wiadomo, że będziemy bronić swoich rodzin, ale każdy może paść martwy w chwili, gdy Kapitol sobie tego zażyczy.

– Przestań-

– Proszę cię więc, jeśli mnie zabraknie, zaopiekuj się Prim i Thomem. Wiem, że się dogadujecie. I ufam ci. Może kiedyś, gdy byłem młody i głupi, jak Gale, nie powierzyłbym życia żony i syna komuś z miasteczka, ale... Jesteś porządnym człowiekiem, Mellark. Więc chcę, abyś miał oko na moją rodzinę, gdyby mnie tu nie było. Ja przypilnuję twojej małej, jeśli coś stałoby się tobie. Zgoda?

Znam odpowiedź od samego początku. Dlatego bez zastanowienia odpowiadam:

– Zgoda.


Dziękuję za opinie i chcę powiedzieć, że czekam na więcej brutalnie prawdziwych zdań. Z chęcią wysłucham waszych propozycji, co mogę poprawić w pisaniu. Nie szukam przesłodzonych komplementów, ale najprawdziwszej prawdy. Czekam na długie i rozbudowane recenzje, które z chęcią przeczytam. Mam nadzieję, że ciekawi was początek i chcę tylko powiedzieć, że najprawdopodobniej od kolejnego rozdziału, opowiadanie będzie oceniane na: M. A z tego powodu, gdyż Katniss jedzie do Kapitolu, aby wykonać brudną robotę. Więcej seksu i przekleństw, więc wrażliwi, zasłońcie sobie oczy (i zatkajcie uszy, jeśli czytacie na głos). Pozdrawiam serdecznie!

Jeśli chcecie znaleźć mnie na tumblr: wwrebel1992