DISCLAIMER: THIS STORY IS PURELY FAN-MADE, NON-PROFIT AND IS NOT ASSOCIATED WITH THE MANGA OR ANIME OWNERS IN ANY WAY. I AM NOT INFRINGING ON THE COPYRIGHT.

Kochani, na początek chcę Wam tylko powiedzieć, że (poza tym, jak wyżej, że nie roszczę sobie żadnych praw i nie mam zysków z tego opowiadania i bla bla bla) uważam Ran i Sonoko za fantastyczne dziewczyny, szczególnie Ran, niestety na potrzeby tego opowiadania ich charaktery będą dość... nieznośne. Fanów owych pań serdecznie przepraszam. Ah, i jeszcze coś. Z uwagi, że jest to moje pierwsze opowiadanie, będzie mi bardzo miło, jeśli ktokolwiek zostawi tutaj ślad swojej bytności. Konstruktywna krytyka bardzo mile widziana!

Rozdział 1

Biegnąc sprintem nie można pozwolić sobie na zmarnowanie choćby odrobiny tlenu w piekących płucach na wzdychanie. Zatem Kudo Shinichi westchnął mentalnie. Szczerze mówiąc, nie szło im zbyt dobrze. Od dobrych 25 minut biegali po, większym niż mu się początkowo zdawało, muzeum za tą cholerną, białą Uciążliwością Społeczną. Shinichi uznał tego wieczora, że to idealne określenie dla tego pajaca. Prawda była taka, że Kaitou Kid od 26 (już!) minut robił ich wszystkich jak chciał. Oddział Specjalny Do Spraw Kid'a szamotał się jak zamknięty w wirówce, do tego część policjantów na dobre utknęła przyklejona do ścian brokatową mazią. Wkurzenie na osobę własną zdecydowanie nie pomagało młodemu detektywowi w pokonywaniu kolejnych korytarzy. Jeszcze pół roku temu mógłby zrzucić winę za zgubienie złodzieja na swoje niewielkie gabaryty i zdecydowanie za krótkie nogi, ale odkąd ze współpracą z Bourbonem, Jodie-sensei oraz inspektorem Matsumoto udało im się sforsować główną siedzibę BO, Haibara dostała dokumentację wystarczającą do uzyskania trwałego antidotum. Tym sposobem Edogawa Conan "pojechał do domu", by dzień później Kudo Shinichi mógł wrócić z wielką pompą. Gratulacjom nie było końca, niemniej niewielu z jego znajomych było tak radosnych, jak się spodziewał. Na przykład jego kochani mali detektywi. Teoretycznie, oni w ogóle go nie znali, nie znali Shinichi'ego. Nie miał z nimi więc właściwie żadnego kontaktu. Haibara stwierdziła, że są załamani, a Ayumi wypłakuje oczy. Shinichi nie chciał drążyć tematu. Była jeszcze Ran. Odkąd Conan "wrócił do domu" jej uśmiech nigdy nie sięgał oczu. Nie, detektyw nie miał jeszcze odwagi jej powiedzieć. Chwilowo ugrzązł w statusie quo, w którym żadne z nich nie było szczęśliwe.

Ale to nie był najlepszy moment na tego typu rozważania. Shinichi wziął pędem kolejny zakręt i zatrzymał się. Święcie przekonany, że za chwile wyzionie ducha, rozejrzał się w poszukiwaniu choćby śladu bytności Kid'a. Przed nim ciągnął się korytarz, kilka metrów od niego stała waza z ogromną, rozłożystą juką, zaraz za którą widniał zakręt w prawo. Jeśli natomiast iść prosto, korytarz kończył się po około 20 metrach rozwidleniem w prawo i w lewo, jednak zaraz przed owym rozwidleniem po lewej stronie korytarza była wnęka, a raczej niewielki pokój wielkości składziku na szczotki, gdzie we wmurowanych w ściany gablotkach można było podziwiać zniszczoną i powyginaną złotą i żelazną biżuterię znalezioną na wykopaliskach, o ile pamięć go nie myliła, w Mezopotamii. Shinichi zrobił kilka kroków do skrętu w prawo i nasłuchiwał. Nic. Za wielką donicą ciągnął się korytarz z co najmniej trzema odnogami, jedną po jego środku i dwiema na końcu. Ani śladu Kid'a. Gdyby pościg odbywał się w tamtym skrzydle, słyszałby przynajmniej tupot Oddziału Specjalnego, którego po cichu nazywał Oddziałem Specjalnej Troski. Zdecydował więc iść korytarzem na wprost. Nie dochodziły go żadne dźwięki poza własnym szybkim oddechem oraz cichymi tąpnięciami własnych stóp na wiśniowym dywanie wyściełającym chyba wszystkie korytarze muzeum. Cisza miała swoje plusy, serio. Przynajmniej nie musiał słuchać niekończącego się śmiechu pana Wszystko-Idzie-Zawsze-Po-MOJEJ-Myśli-Ha-Ha-Ha. Pomimo, iż sam Nakamori, będąc po kilku głębszych, stwierdził, że jest to śmiech bardzo dźwięczny (i tutaj Kudo chcąc nie chcąc musiał przyznać mu rację), to dla wszystkich służb mundurowych zaangażowanych w łapanie Kid'a jego śmiech był jak oznaka apokalipsy.

Odległe okrzyki dobiegły go, gdy był na wysokości klitki z biżuterią. Przyspieszył kroku i wyjrzał zza rogu w lewo. Kilka metrów od niego, po prawej stronie korytarza było, szerokie, bezdrzwiowe wejście do sali z sarkofagami. To był ślepy zaułek, zatem Shinichi stwierdził, że o ile nie ma tam kolejnego miliona zasadzek, Kid raczej tam nie skręci. Dalej korytarz ciągnął się i kilkanaście, może kilkadziesiąt merów dalej przy sporym oknie na wprost skręcał w lewo. Odgłosy dochodziły właśnie stamtąd. Kid miał więc dwa wyjścia: skręcić w alejkę z której Shinichi właśnie przyszedł i w której de facto właśnie stał, lub pobiec prosto. Krzyki nasiliły się. Cały tłum z Uciążliwością Społeczną na czele wysypie się zza roku lada chwila. Doskonale. W końcu. Wreszcie młody detektyw miał upragnioną przewagę. Stanął więc plecami do ściany na samiuteńkim końcu korytarza z którego przyszedł od strony sali z sarkofagami i nadciągającego Oddziału Specjalnej Troski z Kid'em na czele, i czekał. Zawsze uważał, że bieganie za złodziejem razem z tą zgrają to strata czasu. Strata. Stratowanie. Słowo klucz. Prędzej zostałby stratowany, niż dał radę coś zdziałać. Poza tym od wrzasków inspektora Nakamori dzwoniło mu w uszach. Toteż Współczesny Holmes chadzał własnymi ścieżkami i teraz miało to dać wyczekiwany efekt. Śmiech Kid'a utopiony w krzykach policjantów dotarł wreszcie do jego uszu. Czy ten gość nigdy się męczył, ale tak na poważnie? Jak można biegać non stop przez pół godziny, do tego śmiejąc się na głos, i nie mieć nawet zadyszki? Nieważne, jeszcze tylko kilka metrów. Jeszcze kilka sekund i jeśli wszystko pójdzie dobrze, Kudo jako pierwszy będzie miał okazję zobaczenia, co kryje się pod cylindrem i za monoklem. Kid, a za nim oddział, byli już na wysokości sali z sarkofagami i dalej biegli prosto. Shinichi zamknął oczy odliczając czas do odpowiedniego momentu, żeby zagrodzić złodziejowi drogę. Musiał to zrobić w ostatnim momencie, jeśli wychyli się zbyt szybko, Kid na pewno coś wymyśli i w najlepszym wypadku jakoś go wyminie, w najgorszym Shinichi obudzi się za parę godzin z różowymi włosami.

Siedem. Sześć. Pięć. Cztery. Trzy. I kiedy wszystkie mięśnie detektywa napięły się w stuprocentowej gotowości do skoku, w korytarzu rozległa się znajoma melodia pochodząca wprost z jego telefonu, oznajmiając wszystkim w chyba całym muzeum, żywym i martwym, że tak, tutaj, w tym korytarzu znajduje się ktoś czyhający na Kid'a. Wściekły detektyw zdążył jedynie otworzyć usta, co zresztą było błędem, bo sekundę potem cała przestrzeń wokół niego wypełniła się różowym dymem. Szlag. Przez chwilę zastanawiał się, czy nie rzucić się w równoległy korytarz na oślep, ale szybko z tego zrezygnował. Jeśli coś pójdzie nie tak (a ciężko, żeby miało być inaczej, skoro musiał działać po omacku) rzuci się pod nogi kilkunastu osobom, które również biegną na ślepo. To byłby cud, gdyby skończyło się na połamanych żebrach. A więc nic z tego, nie dzisiaj. Shinichi zaciągnął się lekko różowym dymem i odkaszlnął. Gdy dym opadł po Kidzie nie było już ani śladu, na korytarzu kilku policjantów z oddziału specjalnego zbierało się z podłogi, żeby ruszyć dalej za złodziejem. Kudo westchnął. Było tak blisko, bliżej niż zwykle. Jego telefon dalej radośnie świergotał, najwyraźniej próbując obudzić lokatorów sarkofagów. Zły i sfrustrowany wyciągnął go z kieszeni i - widząc ikonkę dzwoniącego - odchrząknął o odebrał.
- Halo, Ran? Co się stało? - lepiej żeby to było ważne...
- Shinichi? Właściwie to nic. Zastanawiamy się z Kazuhą czy jak wrócisz wolisz zjeść coś na mieście, czy raczej mamy coś przygotować w domu?
Poważnie? Najlepsza od miesięcy okazja złapania Kid'a zaprzepaszczona przez ich rozterki gastronomiczne?
- Ran, tyle razy prosiłem, żebyś nie dzwoniła kiedy jestem na skoku - Shinichi z nie lada wysiłkiem zmusił się, żeby nie cedzić przez zęby.
- Daj już sobie spokój z tym głupim złodziejem Kudo-kun! - zawołała z oddali Kazuha. Detektyw zacisnął zęby.
- Możemy zjeść coś na mieście. Niedługo będę - po czym rozłączył się. Chwilowo nie nadawał się do ćwierkania z kimkolwiek przez telefon. Urażona duma uwierała jak kamień w bucie. Wielki Detektyw Wschodu dał plamę, bo zapomniał wyłączyć, albo przynajmniej wyciszyć, telefonu. Po cichu przeklinając diabelskie urządzenie zrobił kilka kroków i rozejrzał się po równoległym korytarzu, gdzie nikogo już nie było. Chciał skręcić w prawo i powoli popełznąć zrezygnowany trasą którą biegł Kid, bardziej po to żeby pomóc Oddziałowi Specjalnej Troski poodklejać się od ścian niż żeby złapać złodzieja. Wtedy blask lampy zza okna na końcu korytarza oświetlił jakiś prostokątny przedmiot i coś błysnęło. Robiąc kilka szybkich kroków Shinichi zrozumiał, że błysk pochodził od zewnętrznej szybki telefonu. Czy Oddział Specjalny nie miał zakazu przynoszenia na akcje prywatnych telefonów? Shinichi podniósł urządzenie. Poczuł mały skurcz w żołądku. W jego ręku znajdował się biały, nowy lub bardzo zadbany telefon z wesoło dyndającą z niego zawieszką w kształcie czterolistnej koniczynki.
- No bez jaj - powiedział do siebie. Przecież to niemożliwe, żeby Współczesny Lupin, nieuchwytny Kaitou Kid ZGUBIŁ telefon. Ale Shinichi zawsze wierzył w dowody, a te nieubłaganie wskazywały, że telefon należy do złodzieja. Spodziewając się blokady, detektyw otworzył klapkę... uzyskując pełen dostęp. W "ostatnio wybranych połączeniach" było zawsze ten sam numer, zapewne wspólnik Kid'a, którego Shinichi widział przelotnie przy sprawie "Niesamowitej Teleportacji". Kudo cofnął się do ekranu głównego i kliknął w wybieranie połączeń, szybko wpisując swój numer. Szybko wyciągnął swój rozwrzeszczany telefon i zerknął na numer przychodzący. "Zastrzeżony". No to było do przewidzenia. Właściwie dlaczego to robił? Nie powinien zabrać tego telefonu i, czym prędzej, zanim Kid ostrzeże swojego wspólnika, wykorzystać swoje wtyki w policji, żeby namierzyć miejsce jego pobytu? Ale to byłoby nie fair. Shinichi będzie tym który złapie Kida. Na gorącym uczynku, z którymś z klejnotów w kieszeni, poczęstuje go usypiającą strzałką.

Z daleka dały słyszeć się krzyki i tupot wielu stóp. A więc Kid okrążył całe skrzydło muzeum i teraz wracał tą samą drogą, zapewne w poszukiwaniu telefonu. I kiedy detektyw już miał odłożyć telefon tam, skąd go wziął, jakieś wspomnienie przeleciało mu przez głowę. Co to mówiła Haibara kiedy jeszcze miał metr wzrostu? "Pamiętaj, jeśli kiedyś zgubisz telefon, który wszyscy mają zapisany jako telefon Kudo, użyj telefonu Conana, ale musisz zastrzec numer i zadzwonić. Jeśli wyślesz smsa, prawdziwy numer i tak się wyświetli." Niewiele myśląc, Shinichi otworzył skrzynkę nadawczą i wysłał pustego smsa pod swój numer. Zgodnie z tym co powiedziała Ai, przychodzący sms miał w nagłówku widoczny numer nadawcy. Właściwie po co był mu numer Kid'a? Jeszcze nie wiedział, ale może kiedyś się przydać. Krzyki były coraz bliżej, można było już odróżnić przeraźliwe wrzaski inspektora Nakamori. Pozostała ważna kwestia usunięcia wiadomości ze skrzynki wiadomości wysłanych, co też uczynił, odłożył telefon tam gdzie go znalazł i szybko schował się w wejściu do sali z sarkofagami. Nie minęły 4 sekundy jak biała plama mignęła w przejściu, za nią sfrustrowany i zziajany Oddział Specjalnej Troski. Shinichi odsapnął, a kiedy wszystko ucichło, wyjrzał na korytarz. Telefon zniknął.