Tytuł: Pomyśl życzenie

Tytuł oryginału: Make a wish

Tłumaczenie: Cookieseater

Autor oryginału: Rorschach's Bolt

Zgoda: Yaaas

Długość: 50 rozdziałów

Witam w kolejnym tłumaczeniu. Mam nadzieję, że przyjmiecie je równie życzliwie co Bunt :D

Jako, że dziś są moje urodziny, podaruję Wam wszystkim nowe opowiadanie. Humor, przygody i domniemanie (nie)winności.

Od początku podróży z dworca King's Cross w samochodzie panowała uciążliwa cisza.

- Wypuście mnie stąd – zażądał cicho Harry, przerywając tę ciszę.

- Co? – krzyknął Vernon. – Kim jesteś, żeby mi mówić, co mam robić

- Daję ci prosty wybór. – Harry wysłał swojemu wujowi lodowate spojrzenie. – Albo w tej chwili wypuścisz mnie z samochodu, albo powiem o wszystkim moim przyjaciołom. Wspomnę również o potrzebie wizyty, aby przypomnieć wam o byciu grzecznym.

- Dobra – warknął gniewnie Vernon. – Ale nie oczekuj, że będę na ciebie czekał.

- Nie oczekuję tego. – Harry stanął na krawężniku, zabierając ze sobą tylko swoją sowę. – Oczekuję, że zabierzesz gdzieś Dudleya i ciocię Petunię na kolację i że nie będziecie się spieszyć do domu.

- Kim ty jesteś, żeby mi rozkazywać, chłopcze? – Vernon pozwolił sobie na utratę kontroli nad gniewem.

- Masz. – Harry podał wujowi pięćdziesięciofuntowy banknot. – Bawcie się dobrze.

- Skąd to wziąłeś, chłopcze? – zapytał zszokowany Vernon.

- Do widzenia, wujku. – Harry pomachał do osłupiałych krewnych. – Nie wierzę, że się jeszcze spotkamy.

Dursleyowie nie zawracali sobie głowy odpowiedzią, wybierając odjazd bez pojedynczego spojrzenia za siebie. Harry, widząc odjeżdżającą rodzinę, uśmiechnął się smutno, po czym otworzył klatkę, aby wypuścić sowę.

- Zanieś to do Hermiony, dziewczynko. – Przywiązał krótki liścik do sowiej nogi. – Zostań z nią, dopóki po ciebie nie przyjdę.

Pohukując smutno, Hedwiga po raz ostatni uszczypnęła go pieszczotliwie w palec, po czym wystartowała, aby dostarczyć wiadomość jej właściciela. Harry obserwował, jak jego ukochany ptak znika z widzenia, po czym odwrócił się i udał się z powrotem do czarodziejskiego świata. Biorąc głęboki wdech, Harry wszedł do Dziurawego Kotła i szybko poszedł do drzwi, które strzegły wejścia na Ulicę Przekątną. Zatrzymał się na chwilę przed ceglaną ścianą, bojąc się, że za jego plecami będzie słychać krzyki „chłopiec-który-przeżył", tym samym niszcząc jakiekolwiek szanse na zadowalające wakacje. Po kilku minutach ciszy, Harry stuknął odpowiednie kostki i wszedł do czarodziejskiego świata. W pośpiechu wchodząc do Gringotta, natychmiast podszedł do najbliższego wolnego okienka.

- Tak? – Goblin spojrzał na niego z góry.

- Potrzebuję sposobu, aby pobierać pieniądze z mojego konta zza granicy – odpowiedział Harry szybko – i muszą to być zarówno mugolskie pieniądze, jak i galeony.

- Klucz – zapytał goblin, sięgając po klucz do jego skrytki. – Chwileczkę.

Kilka minut zajęło goblinowi grzebanie w skrzynce stojącej na jego biurku, z której wyjął małą sakiewkę.

- Ta sakiewka będzie pobierała pieniądze prosto z pana skrytki i jeśli postuka ją pan trzykrotnie różdżką, zamieni się w mugolski portfel, który pozwoli na korzystanie z obowiązującej waluty. Czy to będzie wszystko?

- Chcę również, aby wszystkie moje transakcje pozostały poufne. – Harry zaostrzył swój wyraz twarzy. – Nie chcę, by ktokolwiek wiedział o moich zakupach.

- Oczywiście, że nie. – Goblin wyglądał na lekko obrażonego. – Naszą chlubą jest poufność.

- Dobrze. – Harry kiwnął głową usatysfakcjonowany. – Inaczej musiałbym zamknąć moje konto i ogłosić w Proroku Codziennym, że już nie ufam Gringottowi na tyle, aby pozwolić mu zarządzać moją fortuną.

- Rozumiem. – Goblin zmarszczył brwi. – Mogę pana zapewnić, że nikt oprócz pana nie otrzyma żadnych informacji odnośnie pana konta.

- Dziękuję. – Harry kiwnął głową uprzejmie. – Mamy jeszcze coś do omówienia? Jeśli nie, to ja będę się zbierał.

- Nie, panie Potter. – Twarz goblina mogłaby być wyrzeźbiona w skale. – Nie sądzę, że jest coś, co trzeba by uzgadniać.

Powstrzymując wypływający na usta uśmieszek, Harry odwrócił się i powoli ruszył w stronę wyjścia, pełen nadziei, że tegoroczne wakacje będą najlepszymi. Następnie Harry udał się do sklepu „Stary duch podróży", który był małym sklepikiem specjalizującym się w wyposażeniu dla czarodziejów i czarownic spędzających wakacje za granicą. Otwierając drzwi, Harry usłyszał słaby dźwięk dzwonka i zaraz rozejrzał się w poszukiwaniu sprzedawcy.

- Czym mogę służyć? – Do Harry'ego podszedł stary człowiek. – Planuje pan wyjechać za granicę?

- Może. – Harry wzruszył ramionami. – Chcę się tylko trochę powłóczyć i zobaczyć, czy znajdę miejsce, gdzie mógłbym się zatrzymać na stałe.

- Ach. – Stary mężczyzna uśmiechnął się ze zrozumieniem. – Właśnie skończyłeś jedną z magicznych szkół i teraz poszukujesz siebie.

- Coś takiego – potwierdził Harry, uśmiechając się smutno.

- Mam coś idealnego dla ciebie – odparł mężczyzna entuzjastycznie. – Mój opatentowany, końcowy zestaw wycieczkowicza. Posiada wszystko, co młody wędrowiec mógłby sobie zamarzyć. Obłożony jest wieloprzedziałową, skórzaną konstrukcją zaczarowaną tak, aby nie czuć było jej wagi i żeby można było w nim pomieścić wiele przedmiotów.

- Naprawdę? – Harry zaczął zdradzać zainteresowanie. – Coś jeszcze?

- W zestawie jest przenośna kuchenka, garnki, namiot, śpiwór i wiele więcej. – Sprzedawca dopiero się rozkręcał. – Wszystko, co potrzebne jest od tropików po szczyt Mt. Everestu.

- Łał. – Harry był pod wrażeniem. – Co jeszcze mógłby pan poradzić dla kogoś, kto chce się powłóczyć?

- Parę rzeczy, proszę pana. – Wzruszył ramionami. – Zestaw zawiera wszystkie podstawowe rzeczy, ale mogę polecić kilka rzeczy, które – w połączeniu z plecakiem – sprawią, że podróż będzie przyjemniejsza. – Starzec spojrzał na niechlujny wygląd Harry'ego. – Potrzebuje pan nowych ubrań, czegoś, co pomoże panu z językami i dobrym pomysłem byłoby mieć przy sobie przewodnik.

- Okej. – Harry wzruszył ramionami. – Niech mi pan da najlepsze z tego, co mi pan poleca, tylko szybko, bo chcę wyjechać z kraju najprędzej jak się da.

- Nie ma problemu, dzieciaku. – Sprzedawca wyjął kilka przedmiotów na stół. – Te okulary dostosują się do każdej recepty, a w dodatku pozwalają na czytanie w obcym języku. Ta srebrna obręcz, którą należy włożyć do obojętnie którego ucha, konwertuje język słyszany na angielski, ten pierścień należy włożyć na dłoń, którą piszesz, aby pisać w obcym języku i w końcu ta srebrna listwa, który przechodzi przez twój język, pozwala na płynne mówienie w każdym języku. Wszystko razem sprawi, że z czasem nauczysz się języków, których używasz.

- Łał. – Harry pokiwał głową oszołomiony przedmiotami. – Coś jeszcze?

- Ta książka – mężczyzna wskazał na książkę zatytułowaną „Wszystko, co musisz wiedzieć, gdy podróżujesz dookoła świata" – jest pełna przydatnych informacji i… Zanim zrobisz cokolwiek, zalecam, abyś przeczytał najpierw ostrzeżenia na początku o używaniu magii poniżej wieku. A, i ten zestaw ubrań automatycznie dostosuje się do klimatu, ma nałożone również zaklęcia samoczyszczące i samonaprawiające i może zmieniać kolor i styl, gdy tylko o tym pomyślisz.

- Jest jeszcze jedna rzecz, którą chciałbym wziąć. – Harry przygryzł dolną wargę. – Zastanawiam się, czy ma pan jakiś przedmiot, który pozwoli mi lepiej… wtopić się w tłum?

- Chcesz się zanurzyć głębiej w kulturę, co? – Właściciel pokiwał głową. –Mam coś takiego, ta bransoletka wytwarza wokół ciebie silne pole SEP*, które sprawia, że jesteś niezauważony dopóki nie zrobisz czegoś agresywnego, albo naprawdę dziwnego.

- Dzięki. – Harry uśmiechnął się z ulgą. – Wie pan może, gdzie mógłbym załatwić sobie świstoklik na kontynent?

- Spakuj się, a ja ci go zaraz przygotuję.

- Dzięki.

- Proszę bardzo, zuchu. – Mężczyzna podał mu mały kamień.

- Dzięki. Ile jestem winien?

- Nie martw się tym, Harry. – Mężczyzna uśmiechnął się, widząc zszokowaną twarz Harry'ego. – Uznaj to za podziękowania za troskę o nas i przeprosiny za uważanie ciebie za kogoś złego. Świstoklik jest nienamierzalny i zabierze cię do Holandii już… - Harry zniknął. – teraz. Mam nadzieję, że znajdziesz to, czego szukasz.

-o-o-o-o-o-o-o-o-o-o-o-o-o-o-o-o-o-o-o-o-o-o-o-o-o-o-o-o-o-o-o-o-o-o-o-o-o-o-o-o-o-o-o-o-o

To co działo się na podwórku Privet Drive numer 4, gdy Dursleyowie przyjechali bez Harry'ego, śmiało można było nazwać pandemonium. W przeciągu minut, Albus Dumbledore razem z kilkoma członkami Zakonu Feniksa przybył na miejsce, aby rozpocząć własne dochodzenie.

- Dursleyowie mówią, że zmusił ich do wysadzenia go w Londynie, Profesorze – poinformował Dyrektora jeden z członków Zakonu. – Powiedział również, że nie chce zostać z nimi i zdecydował się odejść.

- Znalazłem w ich aucie coś, co należało do Harry'ego. – Remus Lupin podbiegł do nich wymachując małą, papierową broszurką. – Cała pachnie Harrym.

- Dziękuję ci, Remusie. – Dyrektor przyjął broszurkę. – Sądzę, że nadszedł czas, aby porozmawiać z przyjaciółmi Harry'ego o jego miejscu pobycia.

Dyrektor pojawił się przed małym domkiem na przedmieściach i zadzwonił do drzwi.

- Tak? – odpowiedziała ładna kobieta, otwierając drzwi. – W czym mogę pomóc?

- Witam. – Dumbledore uśmiechnął się. – Jestem Dyrektorem w szkole Hermiony i zastanawiałem się, czy mogę z nią porozmawiać.

- Oczywiście. – Kobieta kiwnęła głową. – Może zechce pan wejść?

- Z przyjemnością.

- Profesor Dumbledore – krzyknęła młoda kobieta z burzą włosów na głowie, stojąc na szczycie schodów. – Jestem zadowolona, że otrzymał pan mój list, ale nie oczekiwałam pana tak wcześnie.

- Obawiam się, że nie otrzymałem żadnego listu panno Granger. – Dumbledore uśmiechnął się do niej miło. – Jaki jest problem?

- Dostałam dziwny list od Harry'ego, o którym myślę, że powinien pan wiedzieć. – Inteligentna, młoda czarownica wyglądała na zmartwioną. – I miałam nadzieję, że sprawdzi pan, czy wszystko u niego w porządku.

- Obawiam się, że mam złe wiadomości. – Dumbledore wziął głęboki wdech. – Harry przekonał swojego wuja do pozostawienia go w Londynie i teraz od kilku godzin uznany jest za zaginionego.

- Nie sądzi pan, że został porwany, prawda?

- Proszę się nie martwić. Nie mam żadnych informacji, które doprowadziłyby do takiego wniosku. – Dyrektor sięgnął do kieszeni i wyjął z niej wygniecioną broszurkę znalezioną przez Remusa Lupina. – Sądzę, że jedyną poszlaką, którą mamy jest ta ulotka, którą znaleźliśmy w samochodzie jego krewnych.

- Mogę? – Hermiona ostrożnie wzięła ulotkę. – Wygląda, jak te zwykłe ulotki w organizacjach charytatywnych, które znajdowały się w mugolskiej części King's Cross.

- Jak pani sądzi, dlaczego Harry ją zatrzymał?

- No cóż, akurat ta organizacja pomaga umierającym dzieciom i… och, nie. – Ładna, młoda czarownica zbladła. – Harry myśli, że niedługo umrze.

- Co ma pani na myśli mówiąc to? – zażądał Dyrektor. – Co doprowadziło do tego wniosku?

- Ta ulotka należy do organizacji „ Pomyśl Życzenie", która zajmuje się uszczęśliwianiem nieuleczalnie chorych dzieci. – Hermiona machnęła broszurką. – Harry musiał dowiedzieć się czegoś, co doprowadziło go do przeświadczenia o bliskiej śmierci.

- Rozumiem. – Ramiona Dyrektora opadły. – To dlatego nie wrócił na Privet Drive?

- Chce spędzić pozostały mu czas tak, jak sobie wymarzył. – Hermiona powstrzymywała łzy. – Nie chce go spędzić z ludźmi, których nienawidzi.

- Dziękuję, byłaś bardzo pomocna. – Dyrektor uśmiechnął się smutno do Hermiony i deportował się z słabym pyk.

Po zniknięciu Dumbledore'a, Hermiona pobiegła do swojego pokoju i ponownie przeczytała liścik przyczepiony do nóżki Hedwigi, po czym przycisnęła go do piersi, pozwalając łzom spływać po policzkach i mając nadzieję na bezpieczny powrót jej najlepszego przyjaciela.

Hermiono,

Proszę, zaopiekuj się Hedwigą. Chcę pożyć, zanim będę musiał umrzeć.

Harry

I co sądzicie? Dajcie znać w komentarzach :)