Rozdział 23.

Wampiry, wilkołaki i dziwne cudaki.

Harry pojawił się w blasku zachodzącego słońca. Rozglądając się dookoła, zdał sobie sprawę z tego, że znajduje się pośrodku polany w ciemnym, niebezpiecznym lesie. Harry natychmiast wyjął swój przewodnik, aby mieć jakieś pojęcie, co go może czekać.

Transylwania to wspaniała kraina z bogatą historią. Jest to również kraina, w której występują najróżniejsze mistyczne kreatury, które uważają ludzi za dobre źródło białka. Niżej podaliśmy niepełną listę niebezpiecznych stworzeń i jak je zabić.

Uwaga wydawcy: Większość z nich umiera po odcięciu głowy. Zawsze warto spróbować.

Wampiry: Do słabości należy światło słoneczne, drewniane kołki,…

Harry z zapałem wziął się za czytanie listy, którą skończył dopiero po całkowitym zachodzie słońca. Przypominając sobie ostrzeżenia sprzedawcy, Harry przypiął miecz do pasa i zaczął szukać w plecaku swojego bicza i sztyletu.

- Zobaczmy, czy umiem się tym posługiwać – wymamrotał, rozwijając bicz. – Mam nadzieję, że nie doznam większych obrażeń. Muszę zapamiętać, żeby zaopatrzyć się w eliksiry uzdrawiające.

Harry strzelił kilka razy biczem, starając się zrozumieć mechanizm działania broni. Z ulgą stwierdził, że jest w stanie posługiwać się nią bez większego wysiłku, a sam bicz wydawał się poruszać zgodnie z jego wolą. Następnie Harry dla zabawy strzelił biczem przez ramię. Zmarszczył brwi, gdy bicz zaplątał się w jakąś gałąź, albo coś podobnego. Jednym, mocnym pociągnięciem odplątał bicz, po czym przywiązał go sobie do pasa.

- Praktyka – wymamrotał do siebie. – Praktyka czyni mistrza.

Kręcąc głową, Harry udał się w kierunku dalekich świateł, które mogły go doprowadzić do jakiegoś miasteczka, albo noclegowni.

Za nim, dwa wampiry zastygły w szoku. Chwilę temu na własne oczy widzieli, jak bicz nieznajomego okręcił się wokół szyi ich przywódcy i bez większych problemów odciął mu głowę. Dodatkowo był to wampir, który był niezwykle potężny, więc to tylko dodawało do ich szoku.

- Wsparcie? – wyszeptał jeden.

- Nie bardzo – odparł drugi. – Niech ktoś inny go weźmie.

- Chyba masz rację. – Pierwszy wampir wpatrywał się w puste miejsce, w którym stał Harry. – Nawet się nie obejrzał, po prostu… zabił. Niewielu jest w stanie coś takiego zrobić.

- I tak nie przepadałem za Vladem. – Drugi wampir wzruszył ramionami. – Jaki wampir wybiera sobie takie stereotypowe imię?

- I nie wygląda na to, żeby ten nieznajomy na nas polował – powiedział pierwszy wampir. – Pozwolił nam żyć. Większość ludzi z takimi umiejętnościami zabiłaby nas za samo myślenie o nich jak o jedzeniu.

- Ostrzeżemy Volosa?

- Niech umiera. – Wampir zaśmiał się. – Jego też nie lubiłem.

-o-o-o-o-o-o-o-o-o-

Po kilku chwilach gubienia się w ciemnościach, Harry dotarł do drzwi budynku, który wyglądał na jakiś motel. Zmieniając swój strój z turysty na coś mniej rozpoznawalnego, Harry wszedł do środka, gdzie każdy wzrok spoczywał na jego skromnej osobie.

- Czy mogę gdzieś tu znaleźć nocleg? – zapytał z uśmiechem Harry.

- Na górze – powiedziała kobieta za barem. – Za pokój z zamkiem i mocnymi drzwiami zapłacisz ekstra. Za pokój z zamkiem z zewnątrz zapłacisz ekstra. Za czyste pościele zapłacisz…

- Ekstra – dokończył Harry. – Poproszę pokój z zamkiem wewnątrz i mocnymi drzwiami.

- Dobra – powiedziała kobieta. – Coś do jedzenia?

- A co macie?

- Mamy zupę i jagnięcinę. – Kobieta spojrzała na Harry'ego. – Jeśli chodzi o krew… jeśli chodzi o krew to lepiej pogadać z Volosem czy się podzieli. Nie bardzo lubi, gdy rozdaję jego prywatny zapas.

- Zupa i jagnięcina brzmią wspaniale – powiedział Harry, rzucając na ladę kilka srebrnych monet. – Zjem tu, na miejscu.

- Gdzie puste krzesło, tam wolne. – Kobieta odwróciła się plecami. – Zaraz przyniosę jedzenie.

- Dziękuję. – Harry zajął miejsce, które nie dość, że zasłaniało jego plecy, to w dodatku dawało mu doskonały widok na wejście. Jego spokojne wakacje miały stać się bardziej ekscytujące, niż by tego chciał.

- Proszę. – Kobieta przyniosła tacę z jedzeniem. – Dodałam jeszcze piwo. Niech nikt nie mówi, że nie poczęstowałam kogoś porządnym posiłkiem gdy nadszedł jego czas.

- Nadszedł jego czas? – zapytał Harry z uniesioną brwią

- Volos usłyszał, że jesteś w mieście – odparła kobieta płaskim tonem. – Wątpię, żebyś miał jakieś wyjście… przykro mi, ale lepiej, żeby zabrał ciebie niż kogoś, kogo znamy. Ja mu nie powiedziałam i nie wiem kto to zrobił, ale przykro mi.

- Spokojnie – westchnął Harry i ostrożnie zamknął swoją książkę. – Chciałem jedynie zaznać spokojnych wakacji, ale z jakiegoś powodu nie jestem w stanie. Gdy już tu przyjdzie, niech do mnie podejdzie.

- A tym się nie musi pan martwić – powiedziała kobieta głosem ociekającym cynizmem. – Może mi się to nie podobać, ale nigdy nie sprzeciwię się Volosowi i jego gangowi.

Harry znowu zabrał się za czytanie swojej książki.

- To było pyszne – pochwalił barmankę Harry. – Mógłbym dostać jeszcze jedno piwo, pani…?

- Już leję piwo – powiedziała kobieta. – Na koszt firmy. A co do imion… łatwiej mi się z tym pogodzić, jeśli się nie będę przywiązywać. Przepraszam, proszę mnie zrozumieć.

- Nic się nie stało. – Harry wzruszył ramionami. – Później możemy o tym pogadać. Jak pani myśli, kiedy przybędzie ten cały Volos?

- Niedługo powinien tu być. – Kobieta spojrzała nerwowo na drzwi. – Wątpię, żeby miał pan okazję dokończyć swoje piwo.

- W takim razie niech się pani pospieszy i mi je przyniesie – powiedział z uśmiechem Harry. – Nie chcę zmarnować tych chwil na nie piciu tego wspaniałego trunku.

Kobieta podała Harry'emu piwo, a Harry wrócił do swojej książki. W połowie kufla, wszyscy ludzie zamarli. Podnosząc wzrok, Harry ujrzał trzech bladych mężczyzn, stojących w progu. Następnie ci mężczyźni podeszli do baru i po krótkiej wymianie zdań podeszli do stolika Harry'ego.

- Ty musisz być Volos. – Harry ukrył swoją nerwowość, którą w tym momencie odczuwał. – Miło w końcu cię poznać.

- Jesteś w moim mieście. – Volos uśmiechnął się krzywo. – Co oznacza, że musisz zapłacić podatek. A masz tylko jedną rzecz, na której mi zależy.

- W oczekiwaniu, trochę poczytałem. – Harry zignorował przemowę wampira i uśmiechnął się. – Przeczytałem, że wampiry są wrażliwe na słońce, coś w świetle słonecznym powoduje, że się spalają. To prawda, czy moja książka się myliła?

- To prawda. – Volos był skonsternowany. Zwykle jego ofiary zaczynały już błagać o swoje życie. – Szkoda, że nie masz teraz dostępu do światła.

- Szkoda, prawda? – powiedział z uśmiechem Harry i rzucił na całą trójkę zaklęcie opalające. – Wygląda na to, że to musi wystarczyć.

Wampiry z wrzaskiem zaczęły się spalać. Volos ostatkiem sił rzucił się na Harry'ego. Jednak w połowie drogi padł na ziemię i zaczął się zwijać z bólu.

- Hmmm. – Twarz Harry'ego nie wyrażała horroru, który odczuwał w głębi duszy, przyglądając się wijącym się wampirom. – Myślałem, że da to lepszy efekt. No cóż, wygląda na to, że muszę to dokończyć w tradycyjny sposób. A według mojej książki, mało kto jest w stanie przeżyć bez głowy.

Ludzie w barze patrzyli zszokowani jak ten obcy mężczyzna wyjął dziwnie zakrzywiony miecz i odciął głowę wampirom.

- Czy mogę dostać klucz do mojego pokoju? – zapytał spokojnie Harry, chowając miecz. – To był długi dzień, a chciałbym trochę odpocząć.

- Nie ma klucza. – Zszokowana kobieta wpatrywała się tylko przerażonym wzrokiem w pozostałości po wampirach, które samozwańczo przejęły kontrolę nad miastem. – Jest rygiel, którym można zamknąć drzwi, pierwsze po lewej.

- Dziękuję. – Wchodząc po schodach, Harry z trudem powstrzymał drżenie. Widok spalających się wampirów przywołał niemiłe wspomnienia pierwszego roku i losu nauczyciela obrony przed czarną magią. – Przepraszam za bałagan.

- Widzieliście to? – odezwał się jeden z mężczyzn przy barze, po upewnieniu się, że Harry był poza zasięgiem słuchu. – Widzieliście, co on z nimi zrobił?

- Widziałam – potwierdziła kobieta. – Tylko pomyśl, co zrobiłby z tobą, gdyby się dowiedział, że to ty na niego doniosłeś do Volosa.

- To była ciężka sytuacja. Albo on, albo my – zaprotestował mężczyzna. – Volos nie wytrzymałby długo na podarkach, które mu ofiarowaliśmy, prędzej czy później zabrałby któregoś z nas.

- Miej nadzieję, że on też tak na to spojrzy. – Barmanka głową wskazała na schody. – Bo nie podoba mi się wizja przyszłości, jeśli nie.

- Czy ktokolwiek poczuł coś, gdy wyciągnął swój miecz? – zapytał starszy mężczyzna, który siedział niedaleko stolika Harry'ego. – To… zimno, uczucie przerażenia?

- Czym on jest? – zapytał jeszcze inny mężczyzna. – Nie jest wampirem, widzieliśmy jak jadł. Ale… on nie może być człowiekiem, prawda? Nie po tym, jak zabił Volosa, który miał ponad dwieście lat. A ten ktoś potraktował go jak dziecko.

-o-o-o-o-o-o-o-o-o-

- Wygląda na to, że mamy nowego łowcę w okolicy, sir.

- Co się stało? – zażądała odpowiedzi postać schowana w cieniu.

- Vlad nie żyje, Volos i jego zgraja też – odparł spokojnie służący.

- Wytłumacz mi, dlaczego miałbym przejmować się losem nędznych pasożytów? – zapytała postać. – Tym bardziej, że sam miałem zamiar doprowadzić do ich końca?

- Wampiry z grupy Vlada powiedzieli mi, że ten człowiek zabił Vlada tak, jak człowiek zabija muchę. – Służący uśmiechnął się. – A przerażony mieszczanin poinformował mnie, że temu łowcy zabicie Volosa nie zajęło nawet pięciu sekund.

- Rozumiem – powiedziała postać. – Miałeś rację, informując mnie o tych wydarzeniach. Czy mamy pewność, że to nie mieszkańcy wezwali go do miasta?

- Moje źródło w mieście było przerażone, ponieważ to on poinformował Volosa o jego przybyciu. A pozostawienie przy życiu przyjaciół Vlada uważam za dobry znak. – Służący uśmiechnął się.

- Ja też tak uważam – powiedziała postać. – Wygląda na to, że nie szuka tutaj kłopotów. Dowiedz się, jak ma na imię i wyślij mu zaproszenie na kolację ze mną.

- Już się robi, sir.

- I ma to być zaproszenie, Ayegore – kontynuowała postać. – Ta osoba ma potężną moc, którą chciałbym utrzymać po swojej stronie. Nie mogę sobie pozwolić na takiego wroga.

- Zrobię, jak pan mówi, sir – powiedział Ayegore. – Przekażę naszym ludziom, żeby byli grzeczni i uprzejmi.

- Spotkanie równych sił – powiedziała postać. – Dawno nie było takiego wydarzenia.

-o-o-o-o-o-o-o-o-o-

Harry obudził się następnego poranka i zszedł do baru.

- Dzień dobry, sir – przywitała go barmanka. – Wyspał się pan?

- Tak, dziękuję. – Harry zamrugał ciężko oczami. – Czy jest za wcześnie na śniadanie?

- Co by pan chciał? – zapytała nerwowo barmanka. – Mamy zupę… ale jeśli chce pan coś innego, to mogę co załatwić.

- Zupa może być – powiedział Harry. – Dziękuję.

- Chcemy tylko, żeby pan wiedział jak nam przykro za tę sytuację z Volosem. – Kobieta łypnęła na miecz u boku Harry'ego. – Chcę, żeby pan wiedział, że mężczyzna, który to wszystko zaczął uciekł z miasta.

- Niech się pani tym nie martwi – powiedział z uśmiechem Harry. – Zapomnijmy o wczorajszej nocy.

- Skoro pan tak mówi – zgodziła się barmanka. – Kim jestem, żeby zrobić coś innego.

- Dziękuję. – Harry zaśmiał się krótko. – A ta zupa….

- Już ją podaję, sir.

Harry rozsiadł się wygodnie. Ludzie tutaj byli tacy uprzejmi, może zostanie tu dłużej niż zamierzał? A ta wczorajsza sytuacja z wampirami? To na pewno pojedynczy przypadek, który się więcej nie powtórzy.

- Czy będzie coś jeszcze? – powiedziała barmanka z nerwowym uśmiechem, przynosząc jedzenie. – Trochę świeżego chleba?

- Nie, dziękuję – odparł Harry. – Czy w tym mieście jest coś do robienia?

- Niewiele, sir. – Ręce kobiety trzęsły się niemiłosiernie. – Jesteśmy całkiem odizolowani.

- Na pewno coś znajdę - powiedział z uśmiechem Harry. – Dziękuję.

- Tak jest. – Kobieta wycofała się i szybkim krokiem wróciła na zaplecze.

- Na pewno ma dużo pracy. – Harry wzruszył ramionami na widok szybkiego odejścia barmanki.

Harry skończył swoją zupę i zdecydował się zwiedzić miasto. Szybko okazało się, że rzeczywiście w tym mieście nie było nic ciekawego do robienia. W mieście znajdował się kowal, zajazd, market i jakiś nieoznakowany sklep. Wzruszając ramionami, Harry wszedł do marketu. Jeśli tu nie będzie nic ciekawego, przynajmniej kupi pamiątki dla swoich przyjaciół.

- Halo – zawołał Harry, wchodząc do sklepu. – Jest tu kto?

- Tutaj. – Spod lady wyjrzała głowa starszej kobiety. – Chwileczkę.

- Proszę się nie spieszyć, ja się rozejrzę – odparł Harry. – Za moment będę przy ladzie.

- Proszę bardzo.

Harry spędził kilka minut na przeglądaniu towaru w sklepie.

- Dlaczego ma pani tyle czarnego jedwabiu?

- Hmmm, Vlad go lubił – odparła kobiecina. – Uwielbiał ten cały styl księcia mroku.

- Myślałem, że on nazywał się Volos?

- On nie chciał kultywować stereotypów. Nie to co Vlad. – Kobieta potrząsnęła głową. – Może i był potworem, ale co ja teraz zrobię z taką ilością jedwabiu.

- Wezmę go – westchnął Harry. – Na pewno znam kogoś, kto zrobi z tego dobry użytek.

- Niech cię los pobłogosławi. – Kobieta uśmiechnęła się bezzębnym uśmiechem. – Uratowałeś mój sklep.

- Zawsze z chęcią pomogę. – Harry uśmiechnął się słabo. – Wezmę też trochę tych landrynek zza lady.

- Proszę cię bardzo, syneczku. – Kobieta zapakowała dobrą garść cukierków. – Na koszt firmy.

Harry zapłacił za jedwab i poszedł do innego sklepu.

- Witaj, chłopcze, co mogę dla ciebie zrobić?

- Tylko się rozglądam – odparł Harry. – Czy mogę tu dostać świstoklik?

- Dlaczego pytasz? – zapytał ostrożnie sprzedawca.

- Sprzedaje pan tu magiczne przedmioty. – Harry wzruszył ramionami. – Miałem nadzieję, że świstokliki też. Albo, że przynajmniej będzie pan znał kogoś, kto je sprzedaje.

- Niestety nie mam tu świstoklików. – Staruszek pokręcił ze smutkiem głową. – Mam za to inne rzeczy, które mogą cię zainteresować.

- Co takiego? – odparł z westchnieniem Harry.

- Już ci pokazuję. – Staruszek wyciągnął spod lady stary kufer. – Kompletny Zestaw Łowcy, nigdy nie używany.

- Co to takiego? – Harry zmarszczył brwi.

- Wszystko, czego może potrzebować łowca rzeczy nadprzyrodzonych w czasie swoich podróży po okolicy – powiedział z uśmiechem staruszek. – Srebrna broń, drewniane kołki, podręczna biblioteka z eliksirami, wytrychy i wiele innych rzeczy. W środku jest też biblioteka z zrozumiałym materiałem do badań.

- Niech panu będzie – westchnął Harry.

- I skoro zdecydowałeś się kupić Kompletny Zestaw Łowcy, pozwolę sobie zaprezentować kilka innych produktów, które również pomogą ci w okolicy – powiedział z uśmiechem staruszek.

- Myślałem, że ten Zestaw ma wszystko, czego bym potrzebował? – zapytał Harry z uśmieszkiem.

- Tak niby mówią reklamy – zgodził się staruszek. – Ale nie wyglądasz na kogoś, kto powierzyłby swoje życie bandzie speców od marketingu.

- No dobra, co jeszcze? – Harry westchnął po raz kolejny.

- Więcej książek. – Staruszek położył grube tomy na kufrze. – I więcej składników do eliksirów, w tym kilka, które można znaleźć tylko w tym rejonie. Zalecałbym także kupno tych eliksirów.

- Co to za eliksiry?

- Eliksiry uzupełniające krew. – Sprzedawca wzruszył ramionami. – Nie uwierzysz, jak one szybko schodzą.

- Niech będą – odparł Harry. – Coś jeszcze?

- Ostatnia rzecz. – Staruszek wyjął spod lady ciężką, skórzaną księgę. – W tej księdze są zaklęcia i klątwy, które mogą ci się przydać. Może nie do walki z istotami nadprzyrodzonymi, ale do walki ze zwykłymi czarodziejami.

- Dziękuję – powiedział Harry. – To będzie wszystko?

- Tak – potwierdził staruszek. – Nic więcej nie mam do zaoferowania.

- W takim wypadku nie pozostaje mi nic innego jak zabrać cały ten bałagan i go posegregować. – Harry spojrzał na swoje zakupy zmęczonym wzrokiem. – Dobrze, że mój plecak nie ma dna.

- Tak, chłopcze, to bardzo dobrze – zaśmiał się staruszek.

Następnie Harry wrócił do swojego pokoju hotelowego i zaczął przeglądać swoje nowe książki i katalogować nowe przedmioty. Gdy w końcu ułożył wszystko tak, jak chciał, Harry zabrał się za swoją książkę z zaklęciami. Czytanie przerwało mu delikatne pukanie do drzwi.

- Kto tam?

- Mam dla pana zaproszenie, sir – zza drzwi zabrzmiał głos barmanki.

- Chwileczkę. – Harry wstał, podszedł do drzwi i je otworzył. – Jakie zaproszenie?

- Hrabia zaprosił pana na kolację i zaoferował pokój na tę noc. – Kobieta uśmiechnęła się nerwowo. – Chciał również, żeby pan wiedział, że darzy pana głębokim szacunkiem i ma wielką nadzieję, że pan przyjmie zaproszenie.

- Jak się tam dostanę? – zapytał spokojnie Harry.

- Hrabia wysłał swój powóz, który tam pana zawiezie – odparła barmanka. – Na odpowiedź mają czekać do zmroku.

- Kim jest ten Hrabia? – Harry chciał znać wszystkie fakty, zanim podejmie jakąś decyzję.

- To wampir, który kontroluje ten region. – Ręce kobiety zaczęły się trząść. – Ale on nie jest tak zły jak Volos. Nie wydaje mi się, żeby chciał z panem walczyć.

- Dlaczego?

- Ponieważ wykazał się w stosunku do pana życzliwością i uprzejmością. Gdyby chciał walczyć, nie byłby taki miły. – Barmanka nie chciała zostawać dłużej w obecności Harry'ego niż było to konieczne.

- Niech pani powie ludziom Hrabi. – Harry przerwał na moment. – Niech im pani powie, że z radością przyjmę zaproszenie Hrabiego i że zejdę za kilka minut.

- Tak jest – powiedziała z ulgą kobieta. – Zaraz im powiem.

Harry zamknął drzwi i dokładnie sprawdził, czy wszystko znajduje się na swoim miejscu. Następnie zarzucił plecak przez ramię i zszedł po schodach.

- Czy to pan jest gościem Hrabiego? – zapytał uprzejmie mężczyzna w czerwono czarnym uniformie.

- Tak, to ja – potwierdził Harry. – Dlaczego nie przekazał mi pan zaproszenia osobiście?

- Nie chciałem być nieuprzejmy, sir – odparł mężczyzna. – Narzucanie się panu w pana pokoju mogłaby przez niektórych zostać uznane jako akt agresji.

- Rozumiem – powiedział Harry. – Jak długo zajmie nam podróż na spotkanie z panem Hrabią?

- Niedługo, sir – odparł mężczyzna, otwierając przed Harrym drzwi gospody. – Najwyżej kilka godzin, w zależności od pogody.

- Dziękuję – powiedział Harry, wchodząc do powozu.

- Jeszcze jedno, sir. – Mężczyzna zawahał się przed zamknięciem drzwi. – Czy mogę prosić o pana imię?

- Black. – Harry rozsiadł się na wygodnym fotelu. – Nazywam się Pan Black.

- Dziękuję ,sir.

- Gdyby tylko Hermiona mogła mnie zobaczyć – wymamrotał do siebie Harry, wyciągając książkę z plecaka. – Na pewno ucieszyłaby się, że tak dużo czytam.

Chwilę potem Harry zapomniał o całym świecie, skupiając się tylko na treści książki. Z tego stanu skupienia wyrwało go dopiero zatrzymanie się powozu.

- Dojechaliśmy, sir – powiedział głośno kierowca. – Pozwoliłem sobie poinformować służbę i pana Hrabię o pana przybyciu.

- Dziękuję. – Harry wyszedł z powozu i przeciągnął się. – Gdzie mam mieć to spotkanie?

- Tędy proszę, sir.

Harry podążył za mężczyzną do głównego korytarza, gdzie czekał na nich wytwornie wyglądający mężczyzna w czerwono-czarnych szatach z jedwabiu.

- Co za przyjemność w końcu pana spotkać, Panie Black. – Hrabia ukłonił się z szacunkiem. – Jestem Hrabią.

- Przyjemność leży również po mojej stronie. – Harry nie widział powodu, zęby być nieuprzejmy. – Zastanawiam się jednak, dlaczego mnie pan tu zaprosił?

- Tędy proszę. – Hrabia zaprowadził Harry'ego do małej jadalni. – Zwykle użyłbym większej jadalni, ale powiedziano mi, że nie należy pan do osób, które obrażają się, gdy nie posadzi się ich przy stole na sto miejsc.

- Nie – powiedział ze śmiechem Harry. – Nie obrażę się.

- Proszę usiąść. – Hrabia ręką wskazał na krzesło. – Co chciałby pan zjeść?

- Wszystko, co podacie – powiedział Harry, siadając na wyznaczonym miejscu. – Dziękuję za gościnność.

- A ja dziękuję za rozważenie mojego zaproszenia. – Hrabia uśmiechnął się. – Mój kucharz nieczęsto ma okazję popisać się swoim kunsztem kulinarnym.

- W takim razie cieszę się, że mogłem mu taką okazję zapewnić. – Harry również się uśmiechnął.

- Pozwoli pan, że przejdziemy do interesów, Panie Black. – Hrabia napił się ze swojego kieliszka. – Chciałbym zacząć od podziękowań za rozwiązanie sprawy z Vladem i Volosem, od pewnego czasu sprawiali nam problemy.

- To żaden problem. – Harry również napił się wina. – Ale zastanawiam się, dlaczego tak pan cieszy się z ich zniknięcia.

- Pasjonuję się produkcją wina – powiedział z uśmiechem Hrabia. – Wspomnę, że właśnie pije pan produkt moich winnic. Każdego roku winorośle produkują winogrona. Nie zbieram ich, obcinając całą winorośl, ponieważ to by zepsuło przyszłoroczne zbiory. Nie musimy zabijać ludzi, żeby uzyskać krew. Szklanka, którą teraz piję pochodzi od kucharza i mimo że mam ją od wczoraj, to nadal smakuje świeżo. Vlad i Volos tego nie rozumieli, nie potrafili pojąć faktu, że poddani mają nad nami zatrważającą przewagę. Z moich wyliczeń wynika, że przypada przynajmniej stu ludzi na jednego wampira. Nie rozumieli również tego, że dopóki nie sprowadzamy na siebie wiele uwagi, jesteśmy w stanie egzystować w spokoju.

- Rozumiem.

- Byli niebezpieczeństwem dla nas wszystkich. – Hrabia uśmiechnął się. – To nie są dawne czasy, w których wampiry mogły robić co chcą. Nadeszła nowa era, która wymaga innych metod.

- Dlaczego nie zajął się pan tym osobiście? – zapytał Harry.

- Niestety tylko ja stosuję się do nowych reguł i sprawia mi to problemy. – Hrabia wzruszył ramionami. – Gdybym zainteresował się tym osobiście, ktoś, kto nie jest zadowolony z nowego porządku mógłby to wziąć za oznakę słabości.

- Cieszę się, że mogłem jakoś pomóc w rozwiązaniu pana problemu – powiedział Harry.

- Czy byłby pan w stanie pomóc z jeszcze jednym problemem, Panie Black? – zapytał Hrabia. – Z chęcią zapłacę dużą sumę za tę przysługę.

- Jaki ma pan problem? – Harry uniósł dłoń. – Na razie zgadzam się tylko na wysłuchanie.

- O tyle tylko proszę – powiedział Hrabia. – Mamy problem z wilkołakiem. Ktoś w jednej z pobliskich wiosek został zainfekowany. Chciałbym, żeby pan go znalazł i wyeliminował.

- Nie zabiję kogoś tylko dlatego, że czasie pełni księżyca zamienia się w wilka. – Głos Harry'ego był zupełnie pozbawiony emocji. – Jeden z moich przyjaciół jest wilkołakiem.

- Dobrze – powiedział z uśmiechem Hrabia. – Nie chcę, żeby go pan zabił za bycie wilkołakiem. Chcę, żeby go pan zabił za zabójstwo swoich sąsiadów.

- Co się stało?

- Zapewniam każdemu mieszkańcowi więzienie. – Hrabia wzruszył ramionami. – Zwykle jest to miejsce, gdzie wilkołaki mogą się spokojnie przemienić. Większość gospód też posiada takie bezpieczne pokoje, tak jak niektóre domy. Ten wilk nie zdecydował się skorzystać z żadnego z nich. Co gorsza, zdarzały się przypadki, w których zamykał się w pokojach z niewinnymi osobami. Nie, Panie Black, nie mam nic przeciwko wilkołakom. Jednak moje obowiązki traktuję bardzo poważnie. A jednym z nich jest ochrona moich poddanych.

- Dlaczego więc nie daje im pan wywaru tojadowego? – zapytał Harry. – Może to ich nie uleczy, ale sprawi, że przemiana nie będzie tak niebezpieczna.

- Tojadowego? – Hrabia oparł się plecami o krzesło. – Nie jestem świadom żadnego eliksiru o takiej nazwie.

- Nie leczy wilkołaków, ale ułatwia przemianę i pozwala na zostanie sobą.

- Wie pan, gdzie mogę zdobyć ten eliksir? – Hrabia wydawał się być zachwycony tym pomysłem.

- Podejrzewam, że moja przyjaciółka byłaby w stanie go przygotować – powiedział Harry. – Jeśli nie… jeśli nie, to znam jeszcze kilka osób, które mogłyby się tego podjąć.

-Wspaniale. – Hrabia pokiwał głową zadowolony. – Z radością go udostępnię moim poddanym. Niestety nie jest to coś, co mogłoby się uporać z obecnym problemem.

- Nie jestem pewien, co mogę w tej sytuacji zrobić. – Harry westchnął. – Ale pójdę tam i się rozejrzę.

- Dziękuję, Panie Black. – Ramiona Hrabiego rozluźniły się z ulgi. – Będę dozgonnie wdzięczny za pomoc w tej sprawie. Mamy dziś pełnię i jeśli się pospieszymy, to może uda nam się zdążyć, zanim ta bestia rozpocznie swoje polowanie.

- Jak się dostanę do tej miejscowości?

- Przygotuję świstoklik – powiedział Hrabia. - Jest coś, czego pan potrzebuje?

- Nic w tym momencie mi nie przychodzi do głowy. - Harry pokręcił głową. - Ale dziękuję.

Hrabia wyszedł z pomieszczenia i po kilku minutach wrócił do Harry'ego z butelką i dwoma łańcuszkami w ręku.

- Sugerowałbym, żeby zanurzył pan w tym swoją broń. - Hrabia podał Harry'emu buteleczkę. - W magiczny sposób pokryją się srebrem. Łańcuszki są świstoklikiem, „wilk" aktywuje go w jedną stronę, „hrabia" pozwoli panu wrócić do mojego zamku. Powodzenia, mój przyjacielu.

- Dziękuję. - Harry spędził kilka minut na pokrywaniu swojej broni eliksirem. Następnie wziął głęboki wdech. - Wilk.

Harry pojawił się na małym placu niedaleko fontanny. Siadając na jej brzegu, Harry rozejrzał się po okolicy.

- Nie boisz się wilka? - wycharczał mężczyzna z długimi, zmatowiałymi włosami i pożółkłymi paznokciami. - Powinieneś się go bać.

- Niby dlaczego? - Harry odwrócił się w porę, żeby zobaczyć przemianę mężczyzny. - Cholera.

Wilk rzucił się na gardło Harry'ego. Na szczęście w porę uratował go refleks, który kazał mu wystawić rękę. Wilk wbił w nią swoje zęby. Harry wrzasnął z bólu i z trudem próbował sięgnąć po swoją różdżkę. Wilk wydał z siebie zatrważający pisk i zaczął rozluźniać swój uchwyt. Harry przekręcił ich obu do pozycji, w której jego przeciwnik był na plecach, a on sam był w stanie sięgnąć po swój sztylet pugio. W szaleńczym tempie zaczął dźgać bestię, dopóki ta nie odzyskała z powrotem ludzkiej formy.

Upadając na ziemię, Harry był w stanie wydusić z siebie ostatnią rzecz.

- H...hrabia.

- Panie Black? - Hrabia ruszył z pomocą swojemu nowemu przyjacielowi. - Jest pan ranny.

- Jedyne, co mogłem zrobić, to włożyć mu ramię do paszczy. - Harry odkaszlnął. - W ten sposób nie mógł zająć się niczym innym.

- Tak, obawiam się, że ma pan zmiażdżone kości. - Hrabia objął głowę Harry'ego. - Został pan ugryziony przez wilkołaka.

- Nie jest tak źle, zawsze ktoś może mi zrobić wywar tojadowy. - Harry uśmiechnął się słabo. - Miał pan rację, to był potwór. Podszedł do mnie, zaczął rozmowę i chwilę później mnie zaatakował.

- Nie pozwolę panu zamienić się w wilkołaka, Panie Black. - Hrabia naciął delikatnie swój nadgarstek i pozwolił, żeby strumyczek krwi wylądował w buzi Harry'ego. - Niech mi pan wybaczy za to, co przed chwilą zrobiłem.

Ciało Harry'ego opanował ogromny, palący ból. Jego wzrok powoli zasłaniała ciemność, aż w końcu stracił przytomność.

- Obudził się pan? - krzyknął radośnie kobiecy głos. - Muszę iść obudzić Hrabię.

- Cieszę się, że wszystko u pana w porządku, przyjacielu. - Hrabia wszedł do pokoju.

- Przypominam sobie, ze dał mi pan trochę swojej krwi. - Harry z trudem utrzymał głos na równym poziomie. - Czy jestem wampirem?

- Nie. - Hrabia zajął miejsce przy łóżku. - Gdy podarowałem panu moją krew, mogło dojść do jednej z trzech rzeczy. Po pierwsze, mógł pan zostać wilkołakiem. Po drugie, moja moc mogła pokonać tę wilkołaka i zostałby pan wampirem. Po trzecie, istniała szansa – choć niewielka – że zostanie pan człowiekiem.

- Więc jestem człowiekiem?

- Nie – powiedział z uśmiechem Hrabia. - I nie jest pan wilkołakiem, Jest pan czymś... zupełnie innym.

- Innym?

- Pana zmysły będą lepsze niż te przeciętnego człowieka, pana siła i wytrzymałość też będą lepiej panu służyć. - Hrabia wzruszył ramionami. - Na pewno się pan nie przemieni, sprawdziłem to. Nie ma pan żadnej reakcji na srebro i światło słoneczne. Szczerze, to nie mam pojęcia, jak to się mogło wydarzyć.

- Coś jeszcze? - Serce Harry'ego wróciło do normy.

- Może będzie pan teraz wolał swoje mięso bardziej surowe niż wcześniej. - Hrabia wzruszył ramionami. - Nie wiem. Może jeśli zostanie pan kiedyś animagiem, to przybierze pan postać wilka. Albo forma wilka będzie jedną z wielu. Jest pan kimś wyjątkowym i unikatowym.

- Świetnie – wymamrotał sarkastycznie Harry. - Po prostu cudownie.

- Przykro mi. - Hrabia zmarszczył brwi. - Jeśli mogę panu jakoś pomóc...

- Niech się pan tym nie martwi. - Harry machnął ręką. - Niech przeszłość zostanie w tyle. Dowiedział się pan czegoś o tym wilku?

- Tak – potwierdził Hrabia. - Nazywał się Fenrir Greyback. Śmierciożerca, który znany był też jako „wilk, który zabija dla zabawy". Dałbym wszystko, żeby dowiedzieć się, co on tutaj robił.

- Pewnie chciał zrekrutować więcej smierciożerców – powiedział Harry. - Nie jestem w stanie wymyślić innego powodu.

- Ja też nie. - Hrabia wzruszył ramionami.

- Która godzina?

- Prawie południe – odparł Hrabia. - Dlaczego?

- Ponieważ spieszę się do następnego celu podróży. - Harry usiadł. - Czy wie pan może, gdzie dostanę świstoklik do Bułgarii?

- Osobiście się tym zajmę – zaoferował Hrabia. - Jest pan pewien, że nie chce pan odpocząć?

- Jestem pewny – powiedział Harry. - Nie chcę moich wakacji przeleżeć w łóżku.

Hrabia podał Harry'emu srebrną odznakę.

- To jest pana świstoklik do Bułgarii. Dodatkowo dodałem jeszcze stały świstoklik do mojego zamku. Ta odznaka będzie świadczyć tu o pana statusie pierwszego oficera sił zbrojnych.

- Dziękuję. - Harry przyjął odznakę. - Jak mam go aktywować?

- Aby tu wrócić, proszę trzy razy stuknąć w nią różdżką i powiedzieć „chciałbym zobaczyć się z moim przyjacielem – Hrabią".

- A żeby dostać się do Bułgarii? - zapytał Harry.

- Zanim to panu powiem ,czy mogę liczyć na jeszcze jedną przysługę?

- Jaką? - Twarz Harry'ego była bez żadnego wyrazu.

- Czy mógłby mnie pan skontaktować z mistrzem eliksirów, który mógłby przygotować wywar tojadowy?

- Oczywiście – powiedział Harry. - Proszę zafiukać do profesora i poprosić o Pomocnicę.

- Dziękuję, mój przyjacielu – powiedział z uśmiechem Hrabia. - Aby udać się do Bułgarii, wystarczy, że powie pan „wila".

- Do widzenia. - Harry zebrał swoje rzeczy. - Wila.

- Do widzenia, mój przyjacielu. - Hrabia podszedł do kominka, wziął garść proszku i wrzucił go do ognia. - Profesor.

- Tak? - W płomieniach pojawiła się głowa dziewczyny. - Co mogę dla pana zrobić?

- Czy pani jest Pomocnicą? - zapytał uprzejmie Hrabia.

- Tak, to ja. Czego pan potrzebuje? - zapytała Pomocnica.

- Czy byłaby pani w stanie uwarzyć znaczne ilości wywaru tojadowego, a następnie mi je sprzedać?

- To drogi eliksir. - Pomocnica zmarszczyła brwi. - Ale mogę to zrobić.

- Pieniądze nie mają znaczenia. - Hrabia rozwiał wszystkie wątpliwości.

- Jest pan pewien, że chce pan, żebym to ja zrobiła? - zapytała nerwowo Pomocnica. - Może i jestem mistrz...

- Ale baron Black poinformował mnie, że jest pani najlepsza w Europie – przerwał jej Hrabia. - Więc to oczywiste, ze pani cena będzie o dziesięć procent wyższa niż od normalnego mistrza.

- Baron Black? - Oczy Pomocnicy rozszerzyły się, gdy dotarła do niej reszta zdania. - Dziesięć procent?

- Niech będzie dwadzieścia – powiedział Hrabia. - Twardo się pani targuje.

- Może być – powiedziała Pomocnica. - Na kiedy pan tego potrzebuje i w jakich ilościach?

- Będę potrzebował miesięcznych dostaw dla około trzydzieścioro ludzi – powiedział z uśmiechem Hrabia. - Chciałbym też wiedzieć, gdzie mogę ulokować dochód barona Blacka?

- Dochód?

- Tak. - Hrabia kiwnął głową. To idealny sposób na zagospodarowanie ziemi i przedmiotów, które zostały po Volosie i Vladzie. - Odszedł, zanim mógł mi powiedzieć, gdzie ulokować pieniądze z przedsiębiorstw i dochód z uprawy ziemi.

- Porozmawiam z profesorem – powiedziała Pomocnica. - On chyba wie, w jakim banku Pan Black trzyma swoje pieniądze.

- Będę dozgonnie wdzięczny. - Hrabia ukłonił się. - Proszę mi wybaczyć, ale wzywają mnie sprawy niecierpiące zwłoki. Do widzenia.

Wróciłam! Minęło półtora miesiąca (PRZERPASZAM!)

Ale mam nadzieję, że spodobała się wyprawa do Transylwanii. W następnym rozdziale będzie moja ulubiona scena i aż nie mogę się doczekać.

Już w tym rozdziale jest leciuuutko wspomniane, kto tym razem padnie w tajemne sidła Pana Blacka.

Właśnie zdałam sobie sprawę, że dzisiaj wypada (01.09.2017) "19 lat później" - Albus Severus idzie po raz pierwszy do Hogwartu!

Niech żyje Święta Kaczka i do następnego!