Byłem już na schodach, zrobiłem jeden krok po czym zatrzymałem się, a co jeśli to pułapka? Co jeśli nadal śnię? Wróciłem się do pokoju w którym spałem, po czym podbiegłem do okna otwierając je, był piękny dzień... ptaki śpiewały, mieszkańcy zajmowali się swoimi codziennymi sprawami, jeden nawet mnie zauważył. Była to klacz, jej futro było koloru miętowego, grzywa była w kolorze biało-błękitnym, po prawej stronie zadu miała tatuaż przedstawiający harfę, tak wiem to są znaczki, ale nazywanie ich tatuażami, jest dla mnie po prostu wygodniejsze, a jej oczy były koloru pomarańczowego, po jej rogu wywnioskowałem że jednorożec.

Klacz spoglądała na mnie przez krótką chwilę, zaskoczonym wyrazem twarzy, po chwili uśmiechnęła się, po czym odwróciła się i zaczęła biec, słyszałem także jak kogoś woła ale nie potrafiłem zidentyfikować kogo - "Czyli nie śpię" - Powiedziałem sam do siebie. Odwróciłem się w stronę otwartych drzwi, prowadzących na schody, podszedłem do nich, po czym zacząłem schodzić na dół. Byłem w połowie drogi na dół, ukryłem się za ścianą na schodach, Twilight, Rainbow Dash i Fluttershy rozpoznałem od razu, ale oprócz nich na dole były jeszcze dwie inne klacze. Pierwsza miała pomarańczowe futro, a jej włosy były w kolorze blond, a oczy miała zielone a na jej twarzy dostrzegłem kilka piegów, na zadzie miała tatuaż przedstawiający jabłka, moją uwagę najbardziej przykuł kapelusz na jej głowie, wyglądała jak taka typowa wiejska dziewczyna.

Druga klacz, oczy miała koloru błękitnego, jej futro było w kolorze różowym, a grzywa ciemno-różowym, i szczerze mówiąc bardzo przypominała watę cukrową, na jej zadzie znajdował się tatuaż przedstawiający balony.

Po chwili na schodach zauważyła mnie Twilight

"Chodź Colin, nie wstydź się" - Powiedziała, uśmiechając się do mnie

Zszedłem na dół, powoli, uważając na każdy krok, aby się nie przewrócić, po chwili stałem naprzeciwko Twilight, za nią stały pozostałe klacze, uśmiechnęła się do mnie ciepło.

"Colin, chciałabym abyś kogoś poznał" - Powiedziała po chwili

"Kogo?" - Zapytałem

Twilight spojrzała się za mnie, po czym powiedziała - "Ją" - Odwróciłem się i wtedy ją ujrzałem, to był Alikorn, była znacznie wyższa ode mnie, jej futro było koloru białego a oczy fioletowe, grzywa cały czas falowała i bardzo przypominała tęcze z nieco wyblakłymi kolorami, była ubrana w złotą biżuterię, zauważyłem także parę skrzydeł i róg na jej głowie, na której znajdowała się korona, wtedy do głowy przyszła mi jedna myśl: Czy przede mną stoi anioł?

"Więc to jest ten człowiek, o którym mi mówiłaś Twilight?" - Powiedziała

Momentalnie zaczęła do mnie podchodzić, przyznaję że trochę się jej bałem, zrobiłem kilka kroków w tył, po czym natrafiłem na stół który stał za mną. Twilight spojrzała na mnie nieco zmartwiona, tak samo jak alikorn stojący przede mną.

"Colin spokojnie, ona nic ci nie zrobi" - Powiedziała Twilight, powoli się uśmiechając

Byłem zmieszany, całkowicie nie wiedziałem co zrobić, po prostu stałem i wpatrywałem się w stojącego przede mną alikorna.

"Cóż... Może się przedstawisz?" - Powiedział alikorn

"N-nazywam się Colin, miło mi..." - Powiedziałem

"To piękne imię, ja jestem Celestia, mnie również miło cię poznać" - Powiedziała uśmiechając się do mnie, i wyciągając do mnie kopyto, którym niepewnie potrząsnąłem

Spojrzałem się na Twilight i pozostałe klacze, wszystkie patrzały się na mnie z niepokojem, po chwili jedna z nich podeszła do mnie, to była ta różowa.

"Cześć! Jak się masz?" - Zapytała energicznie

"D-dobrze... Chyba" - Powiedziałem

"Jestem Pinkie Pie! Lubisz imprezy? Bo ja bardzo! A czy lubisz ciasta? Bo ja uwielbiam! Czy lubisz się śmiać bo ja *mmmmmph* - Nie skończyła, bo usta zakryła jej pomarańczowa klacz

"Uspokój się Pinkie, nie stresuj go" - Powiedziała, po czym podeszła do mnie - "Czołem partnerze! jestem Applejack miło mi" - Powiedziała wystawiając do mnie kopyto, którym następnie potrząsnąłem

"Mi też jest miło cię poznać" - Powiedziałem uśmiechając się

"Łał, jeszcze nigdy nie widziałam czegoś takiego jak ty" - Powiedziała Applejack, badając mnie wzrokiem

"Chwila... A to nie o nim, opowiadała twoja młodsza siostra?" - Zapytała Pinkie, po czym Applejack przyjrzała mi się jeszcze dokładniej

"Faktycznie! Apple Bloom wspominała o nim, duży wzrost, czarne włosy, wszystko się zgadza, tylko że... Nie widzę na nim żadnych śladów krwi" - Powiedziała Applejack, drapiąc się po podbródku

"Może dlatego że mam bandaże" - Powiedziałem

"No właśnie! Colin czas zmienić bandaże, te są już brudne" - Powiedziała Twilight - "Usiądź na stole, zaraz wracam" - Powiedziała po czym wyszła, z pokoju

"Okej" - Powiedziałem, po czym usiadłem na stole

Siedziałem tak chwilę, po czym odezwała się do mnie Celestia

"Więc... Jak się czujesz tutaj? W Equestrii?" - Zapytała, przyglądając mi się

"Dobrze" - Odpowiedziałem niepewnie

"Naprawdę? Słyszałam że zostałeś zaatakowany przez mieszkańców Ponyville i... Przez czarną mantikorę, tak?" - Zapytała

"Tak" - Odpowiedziałem nadal niepewnie, zastanawiało mnie, dlaczego była tak dociekliwa?

Spojrzałem się na twarz Celestii, w jej oczach widziałem strach, starała się go ukryć ale i tak był widoczny, pozostałe klacze zdawały się to zauważyć, one również zdawały się być niespokojne.

"Powiedz no... Jak ci się spało dzisiejszej nocy?" - Zapytała Fluttershy podchodząc do mnie, uwielbiałem jej głos, był taki delikatny, spokojny i relaksujący

"Cóż... Całkiem dobrze" - Powiedziałem uśmiechając się do niej

"Nie miałeś żadnego koszmaru?" - Zapytała Rainbow Dash, również do mnie podchodząc

"No... może trochę, ale naprawdę wszystko jest okej" - Odpowiedziałem, nie chciałem ich niepokoić

"Colin, jeżeli coś się stało, możesz nam o tym powiedzieć" - Powiedziała Rainbow - "Znowu to samo, prawda?" - Zapytała

Spuściłem głowę na dół, nie chciałem o tym rozmawiać, nie chciałem wywoływać nieprzyjemnych wspomnień.

"Czy wszystko w porządku?" - Zapytała Twilight, wchodząc do pokoju z nowymi bandażami, po czym natychmiast do nas podeszła - "Zróbcie miejsce, muszę zmienić mu bandaże"

"Pomogę ci" - Powiedziała Celestia

"Nie, nie trzeba, poradzę sobie" - Powiedziała Twilight

Twilight zaczęła odwijać moje bandaże, Celestia stała tuż za mną, czułem wtedy ból, ale starałem się tego nie okazywać. Kiedy bandaże zostały całkowicie zdjęte z mojego korpusu, usłyszałem głęboki wdech, który należał do wszystkich klaczy znajdujących się w pokoju. Spojrzałem się na nie wszystkie, każda z nich była w szoku, nawet Pinkie Pie spoważniała.

"Matko moja..." - Powiedziała ze strachem Celestia, która stała cały czas za mną

Po chwili Twilight zaczęła odwijać bandaże z moich rąk i nóg, i znowu to samo... Słyszałem jak wszyscy znajdujący się w pokoju wzdychają zszokowani, Celestia bała się spojrzeć na mnie z przodu, ale ostatecznie się przełamała. Kiedy tylko stanęła przede mną, wzięła głęboki oddech, momentalnie się ode mnie odsunęła, złapała się kopytami za usta siadając przy tym, a z jej oczu popłynęły łzy.

"Dziecko! Jak ty się możesz w ogóle poruszać?!" - Zapytała Celestia z płaczem

"J-ja..."

"Błagam cię! Tylko mi nie mów że jesteś do tego przyzwyczajony!" - Powiedziała, nadal płacząc - "Do tego... Nie da się przyzwyczaić"

Wtedy podeszły do mnie pozostałe klacze, Rainbow Dash, Fluttershy, Applejack i Pinkie Pie, wszystkie patrzały na mnie z przerażeniem, a Fluttershy zaczęła nawet cicho szlochać, wtedy spojrzałem na siebie, to co zobaczyłem sprawiło że mój oddech i bicie serca przyśpieszyły. Od mojego prawego ramienia, na ukos biegł ślad pazurów, który kończył się na brzuchu, po mojej prawej stronie klatki piersiowej, widniały ślady zębów, oraz jeszcze więcej, zadrapań, siniaków i blizn. Rany miałem na prawie całym ciele, złapałem się za głowę, właśnie sobie uświadomiłem, że nie miałem racji, nie da się do tego przyzwyczaić! Z moich oczu zaczęły płynąć łzy, sam nie wiem jak długo tak siedziałem, ale kiedy znowu na siebie spojrzałem, na moim ciele były nowe bandaże. Przede mną stały wszystkie klacze, patrzały się na mnie z zatroskaniem.

"C-co się stało?" - Zapytałem, lekko zdezorientowany

"Spojrzałeś na... Swoje rany i... Złapałeś się za głowę i zacząłeś płakać, siedziałeś tak dosyć długo" - Powiedziała Rainbow Dash

Poczułem wtedy, jak coś owija się wokół mnie, to było skrzydło, duże, białe, skrzydło, którego posiadaczką była sama Celestia, była to dość niezręczna sytuacja, po prostu siedziała i obejmowała mnie.

"W porządku?" - Zapytała Celestia

"T-tak... Chyba..." - Odpowiedziałem - "A czy z tobą wszystko w porządku, wasza wysokość?" - Zapytałem

"Proszę, mów mi po imieniu, jesteśmy przyjaciółmi" - Powiedziała Celestia

"Okej" - Powiedziałem uśmiechając się

"Cóż uhmm... Colin, nie chciałbyś może, no nie wiem... Pozwiedzać trochę Ponyville?" - Zapytała Celestia, zabierając skrzydło

"W sumie, czemu nie?" - Powiedziałem

"Dobrze więc" - Powiedziała Celestia - "Twilight, możemy porozmawiać na osobności?" - Powiedziała Celestia

"Coś się stało?" - Zapytała Twilight

"To bardzo ważne" - Odpowiedziała krótko Celestia, patrząc na Twilight z lekko zmarszczonymi brwiami

"Och... Rozumiem" - Powiedziała, po chwili podeszła do mnie - "Colin, może pójdziesz z dziewczynami do Rarity? Później do was dołączę, okej?"

"Kogo?" - Zapytałem

"Do naszej przyjaciółki, nie masz żadnych ubrań, a ona umie szyć jak mało kto" - Odpowiedziała Twilight

"No dobra..." - Powiedziałem

"Wspaniale! Dziewczyny, zaprowadźcie go do niej, aha! I jeszcze coś, uważajcie aby nic mu się nie stało, dobrze?"

Wstałem ze stolika, Applejack dała mi znać skinieniem głowy, abym za nimi poszedł, Pinkie Pie otwarła drzwi, kiedy ją minąłem, ona nadal patrzała na mnie lekko zmieszana, sama nie wiedziała czy się uśmiechnąć czy spoważnieć, kiedy byłem już na zewnątrz, ostatni raz spojrzałem się na Celestię, która uśmiechała się do mnie uspokajająco, po chwili z biblioteki wyszła Pinkie, zamykając drzwi.

Stałem tak krótką chwilę, patrząc się na drzwi, z zamyślenia wyrwała mnie Fluttershy.

"Uhmm... Colin?" - Zapytała, swoim cichym głosikiem

"Och... Wybacz, zamyśliłem się, już idę" - Powiedziałem, po czym zacząłem iść za klaczami

Fluttershy szła tuż obok mnie, po prawej stronie, po lewej stronie, leciała powoli Rainbow Dash, za mną powoli szła Pinkie Pie, nadal patrząc się na mnie, ze zmieszanym wzrokiem , a przede mną trochę po lewej stronie szła Applejack. Idąc przez Ponyville, znowu to samo... Mieszkańcy patrzeli się na mnie, jedni patrzeli na mnie z zachwytem, drudzy ze smutkiem, a jeszcze inni patrzeli się na mnie z pogardą i obrzydzeniem, innymi słowy... Mieszane uczucia, czułem się nieswojo. Idąc zasłoniłem twarz dłonią, po prostu się wstydziłem i bałem...

"Więc... Jak tu trafiłeś?" - Zapytała AJ

"Nie wiem, nie mam pojęcia" - Odpowiedziałem zgodnie z prawdą, serio nie wiedziałem jak to się stało, jednego dnia uciekam przed... Sam nie wiem czym, a drugiego trafiam do krainy, gadających koni - "Wybaczcie, nie chcę o tym gadać"

"Oooch daj spokój! Opowiedz nam!" - Powiedziała radośnie Pinkie

"Posłuchaj ja... Nie... Naprawdę, nie mam zamiaru o tym rozmawiać" - Powiedziałem, nieco gniewnie

"Ale, dlaczegoooooo?" - Zapytała irytująco Pinkie

"Pinkie dość! Naprawdę, to nie jest śmieszne" - Powiedziała gniewnie Rainbow Dash, na co Pinkie nieco spoważniała, momentalnie wszyscy się zatrzymaliśmy

"A-ale..." - Nie skończyła, Rainbow Dash momentalnie przyciągnęła Pinkie do siebie, potem zaczęła jej coś szeptać do ucha - "Och... Rozumiem, przepraszam" - Powiedziała po chwili Pinkie - "Wybacz Colin, nie wiedziałam"

"Nic się nie stało... Możemy już iść? - Zapytałem, lekko pod denerwowany

"Jasne, chodźmy" - Powiedziała AJ, po czym ruszyliśmy przed siebie

Szliśmy przez Ponyville kilka minut, cały ten czas czułem się obserwowany, i to nawet nie przez patrzące na mnie kucyki, a właściwie przez coś co kryło się w cieniu, kątem oka udawało mi się dostrzec ciemną sylwetkę, która znikała za każdym razem, kiedy chciałem się przyjrzeć, postanowiłem to zignorować, ale mi to nie wyszło, To coś co mnie obserwowało, nie chciało być zignorowane, dziwne wiem...

Po krótkim czasie udało nam się dotrzeć do... Jeśli dobrze usłyszałem... Carousel Boutique, pozwolę sobie streścić jego opis. Wyglądał po prostu jak wielki namiot, z licznymi zdobieniami, wokół niego zauważyłem także, kilka mniejszych namiotów.

"No i jesteśmy!" - Powiedziała AJ

"Więc... To tu mieszka Rarity?" - Zapytałem

"Dokładnie tak" - Powiedziała AJ, podchodząc do drzwi, a następnie je otwierając - "To jak, wchodzisz?"

"Och... Może wy pójdziecie przodem?" - Zaproponowałem

"Dlaczego?" - Zapytała Rainbow

"Ponieważ... Wypada ustąpić damie" - Powiedziałem szarmancko, rzucając lekki uśmieszek

"No proszę, mamy dżentelmena, Rarity z pewnością cię polubi! Ona baaaaardzo lubi kultularnych ludzi!" - Powiedziała Pinkie

"Dobra, dobra, starczy tego, chodźmy" - Powiedziała Rainbow, wlatując do środka, za nią weszły pozostałe klacze a na końcu ja

Kiedy wszedłem do środka, zatrzymałem się aby się rozejrzeć. Wszędzie stały manekiny, wieszaki, lustra, a wystrój wnętrza był niezwykle elegancki, szczerze mówiąc bardzo przypominało to pałac, wnętrze faktycznie robiło wrażenie.

"Łał" - Powiedziałem, rozglądając się

Podszedłem do jednego z manekinów, parsknąłem lekko, dając mu pstryczka w nos, nie mogłem się od tego powstrzymać.

"Cześć Rarity! Co u ciebie?" - Usłyszałem głos Pinkie

Odwróciłem się, i wtedy zobaczyłem ją a ona zobaczyła mnie, był to kolejny jednorożec, był biały, grzywa była koloru fioletowego i była elegancko zaczesana, na boku znajdował się tatuaż przedstawiający trzy diamenty, albo coś podobnego...

"Woah! co to jest?" - Zapytała Rarity

"Rarity, to jest Colin, jest człowiekiem" - Powiedziała AJ

"Hej" - Powiedziałem niepewnie, lekko machając do niej ręką

Ona podeszła do mnie na tyle blisko, że nasze spojrzenia się ze sobą spotkały, a przypominam że każdy kucyk był niższy ode mnie o co najmniej 10 centymetrów, z wyjątkiem Celestii która przewyższała mnie znacznie. Przyglądała mi się bardzo dokładnie, lekko zmieszana i zaskoczona, zrobiłem dwa kroki w tył, gdyż poczułem się niepewnie.

"Skąd te bandaże? Czy coś ci się stało?" - Zapytała Rarity

"Miałem... Wypadek" - Powiedziałem

"Wcale że nie! Został napadnięty!" - Krzyknęła Pinkie Pie, przyznaję że trochę działała mi na nerwy

"Pinkie! Uspokój się!" - Powiedziała Rainbow Dash

"Ale to prawda! Został napadnięty przez Manti... *mmmmmmmph*"

"Pinkie, proszę cię, chyba o tym rozmawialiśmy?" - Powiedziała Rainbow, zatykając jej usta, ona po prostu się uciszyła i kiwnęła głową w zrozumieniu

"Przez co zostałeś napadnięty?" - Zapytała mnie Rarity

"Nie ważne, przez co, przyszliśmy tutaj dlatego że Colin nie ma żadnych ubrań i chcieliśmy..." - Nie dokończyła Rainbow

"Rozumiem, rozumiem, zrobię tylko kilka pomiarów" - Powiedziała Rarity, przynosząc miarę, była szybka - "Colin, kochanie, rozłóż ręce i staraj się nie ruszać, zrobię tylko kilka pomiarów, dobrze?

"Okej" - Powiedziałem, robiąc co każe

"Zaczekaj chwilę" - Powiedziała Fluttershy, która do tej pory się nie odzywała, wygląda na to że była naprawdę... Bardzo nieśmiała

"Co się stało?" - Zapytała Rarity

"Uważaj na jego żebra, są... Uszkodzone" - Powiedziała cichym głosikiem

"Och... W porządku, dzięki za ostrzeżenie" - Powiedziała Rarity, ostrożnie owijając miarę wokół mojej talii, a ja uśmiechnąłem się lekko do Fluttershy, na co ona się trochę zarumieniła - "Ale jesteś wychudzony" - Powiedziała po chwili Rarity

"Wiem... Tak właściwie, to nie jadłem nic od dłuższego czasu" - Powiedziałem

"Nie martw się, jak wszystko będzie gotowe, pójdziemy do kawiarni na jakieś śniadanie" - Powiedziała Rainbow, kiedy nagle mój brzuch zaburczał, wszystkie klacze znajdujące się w pokoju, zaśmiały się lekko, na co ja się trochę zarumieniłem

"Okej" - Powiedziałem, również lekko chichocząc

Kiedy Rarity skończyła pomiary, natychmiast zabrała się do pracy, usiadła przy maszynie i zaczęła szyć.

"Daj mi chwilę, twoje ubrania zaraz będą gotowe" - Powiedziała Rarity, szyjąc

"W porządku" - Powiedziałem siadając i obserwując co robi Rarity

Siedząc tak zastanawiałem się nad tym, co Celestia chciała powiedzieć Twilight? Wiedziałem że chodziło o mnie, ale o czym mogłyby rozmawiać?


Kilka minut wcześniej...

Kiedy drzwi od mojego domu się zatrzasnęły, mogłam w spokoju porozmawiać z Celestią, byłam ciekawa co ma mi do powiedzenia.

"Więc... O czym chciałaś porozmawiać?" - Zapytałam

"Dobrze wiesz o czym" - Powiedziała Celestia

"Chodzi o Colina, tak?"

"Tak, martwię się o niego, Te rany... Były straszne, ale niepokoi mnie to że jest taki... Nieufny wobec innych, ty i Rainbow Dash z nim rozmawialiście, tak?" - Zapytała Celestia, na co ja skinęłam głową - "Nie wiesz może, dlaczego jest taki zamknięty w sobie?"

"On... On nie miał łatwego życia, o czym już wspominałam" - Powiedziałam, na co Celestia skinęła głową

"Był ofiarą nadużycia, wiem, ale co dokładnie powiedział?" - Zapytała Celestia

Wtedy opowiedziałam jej wszystko, co powiedział mi Colin, to jak spotkał tą bestie, oraz o tym co spotkało jego i jego mamę... Tak naprawdę nie wiedziałam, co stało się z jego matką, mogłam jedynie snuć domysły, albo się zabiła, albo zrobił to ojciec Colina, tyle pytań i żadnej odpowiedzi. Kiedy opowiedziałam już wszystko co wiem, spojrzałam na Celestię, była zszokowana, tym co właśnie usłyszała.

"Uhmm... Wszystko w porządku?" - Zapytałam, żadnej odpowiedzi - "Księżniczko Celestio?" - Zapytałam ponownie

"Aż nie chce mi się w to wierzyć, naprawdę to wszystko go spotkało?" - Zapytała Celestia, nadal w szoku

"Rany na jego ciele, mówią same za siebie" - Stwierdziłam - "Tylko że, nadal mnie zastanawia dlaczego mieszkańcy go zaatakowali, Rainbow Dash mówiła że... - Zawahałam się z odpowiedzią

"Że co?" - Zapytała Celestia

"Że mieszkańcy krzyczeli, że... Chcą go zabić" - Powiedziałam, w tym momencie Celestia usiadła na podłodze, złapała się kopytami za usta

"Zabić go? Ale... Przecież... Twilight, powiedz mi, ilu miałaś klientów w bibliotece w zeszłym tygodniu?" - To pytanie mnie zaskoczyło

"W zeszłym tygodniu? Cóż... Całkiem sporo, ale... Dlaczego pytasz?" - Zapytałam zdezorientowana

"Przeczytałam twój list, pisałaś w nim że ludzie żywili się mięsem, tak?" - Zapytała - "Ale... Tam było coś jeszcze, mam rację? Coś przede mną ukrywasz?"

"No cóż... Właściwie to..."

"Możesz mi pokazać tą książkę, w której czytałaś o ludziach?" - Zapytała Celestia

Tego obawiałam się najbardziej, pamiętam jak czytałam o tym że ludzie żywią się mięsem, ale... Nie w tym rzecz, kiedy czytałam dalej, było napisane że człowiek to bezlitosna, agresywna bestia, która zabija dla przyjemności, że instynkt zabójcy pojawia się u niego zaraz po urodzeniu, nie posiada żadnych wyrzutów sumienia, uczuć ani litości, że nie cofnie się przed niczym aby zabić. Ja wiedziałam że było inaczej, kiedy zobaczyłam Colina, nie wyglądał tak, jakby chciał komuś zrobić krzywdę, jedno było pewne... Z pewnością miał uczucia, coś było nie tak. Podałam Celestii książkę o tytule: Stworzenia Mitologiczne.

"Strona 119..." - Powiedziałam - "Tam jest wszystko napisane"

Celestia przewróciła na właściwą stronę, obserwowałam ją jak czytała, im dłużej czytała, tym bardziej jej wzrok ukazywał wściekłość, przysięgam że jeszcze nigdy nie widziałam ją taką roztrzęsioną.

"Co to za bzdury?!" - Zapytała wściekle, rzucając książkę na ziemię, odsunęłam się lekko do tyłu - "Bezlitosna bestia?! Instynkt zabójcy zaraz po narodzeniu?! Żadnych uczuć i litości?! - "Zapytała wściekle, podchodząc do mnie - "Kto pisał te brednie?!"

"N-nie wiem! Na książce, jest brak autora!" - Powiedziałam, już wystraszona nie na żarty

"Twilight, zapomnij o tym, o czym przeczytałaś, to wszytko, to brednie" - Powiedziała Celestia, już nieco uspokojona - "Widziałam ludzi na własne oczy! Oni nie są tacy!

"Zaraz... To oni żyli w Equestrii?!" - Zapytałam zaskoczona, w tym momencie Celestia ucichła, a na jej twarzy malowało się zakłopotanie - "Widziałaś ich?"

"T-tak... Widziałam... Żyli 1000 lat temu, jeśli chcesz wiedzieć..." - Powiedziała Celestia, ze smutkiem

"Żyli?... Co się z nimi stało?" - Zapytałam

"*Westchnienie* Dobrze... Powiem ci, usiądź" - Zrobiłam co kazała i usiadłam - "Wielka Wojna... Mówi ci to coś?"

"Tak, z tego co słyszałam, trzy rasy zamieszkujące Equestrię, Smoki, Gryfy i Kucyki, pokłócili się ze sobą i rozpętała się wojna" - Powiedziałam

"Oj nie... Rozpętała się wojna to prawda, ale... Nie była to wojna między Smokami, Gryfami i Kucykami" - Powiedziała Celestia

"Więc jak to było?" - Zapytałam

Celestia opowiedziała mi co się naprawdę stało, byłam zszokowana tym co usłyszałam. Ludzie przybyli tu z innego świata, ukrywali się przed innymi rasami przez 5 lat w zbudowanym przez nich mieście, o tym że ludzie byli szlachetni i waleczni, o tym że były nawet związki małżeńskie między ludźmi i kucykami i o tym że Celestia poznała władcę ludzi i jego żonę. Kiedy chciałam się zapytać, jak miał na imię władca ludzi i jego żona, Celestia skrzywiła się lekko i powiedziała że nie pamięta, ja jednak wiedziałam że tak nie jest, kłamała... Było to widać w jej spojrzeniu. Celestia powiedziała mi także o demonie i armii ciemności, i o dokładnym przebiegu wojny, o tym że władca ludzi był wyposażony w miecz dzięki któremu pokonał demona, oraz o tym że władca ludzi był wybrańcem. Kiedy wojna się skończyła, ludzie wyginęli całkowicie, zostało ich tylko 15, wśród nich był władca ludzi i jego żona która była w ciąży, Celestia otrzymała od władcy ludzi miecz, który został użyty w walce z demonem. A jeśli chodzi o demona, zapytałam się o jego wygląd, w tym momencie Celestia się zawahała z odpowiedzią, ale przełamała się i powiedziała że Demon wyglądał jak Mantikora... Wielka Czarna Mantikora... Byłam przerażona bo właśnie zdałam sobie sprawę, że to najpewniej ten sam potwór który zranił Colina.

"Łał... I to wszystko wydarzyło się naprawdę?" - Zapytałam z niedowierzaniem

"Tak" - Potwierdziła Celestia

"A co z tym mieczem? Nadal go masz?" - Zapytałam

"Tak, ale jest bezużyteczny" - Powiedziała Celestia - "Może go używać tylko wybraniec, jeżeli ktoś spróbowałby go unieść, miecz stałby się ciężki i bardzo nieporęczny, a co jeśli?... Hmm nie...

"Co takiego?" - Zapytałam

"Nic... Naprawdę"

"Księżniczko Celestio" - Powiedziałam nieco gniewnie - "O co chodzi?"

"Twilight, podejrzewam że bestia która nęka Colina, to ten sam demon, przez którego wyginęli ludzie" - Powiedziała Celestia

"Co? Nie, to niemożliwe, chociaż... To by wiele wyjaśniało, O nie... Celestio, a co jeśli, to on jest następnym wybrańcem?" - Zapytałam

"Nawet nie chcę o tym myśleć, przecież to jeszcze dziecko! Nie jest na to gotowy!" - Powiedziała Celestia - "Twilight... Obiecaj mi jedno, nie mów o tym Colinowi, dobrze?"

"Ale... On powinien o tym wiedzieć! Przecież..." - Nie dokończyłam

"Twilight... Proszę cię, on nie jest gotowy, powinniśmy zaczekać z wyjawieniem mu tego"

"Ale..." - Chciałam zakwestionować, ale wtedy przemyślałam sobie to wszystko, Celestia miała rację

"Colin nie jest gotowy... Aby zostać wybrańcem i stanąć do walki z demonem, musi przebyć długą drogę, która nie jest łatwa, najpierw musi poznać imię miecza, którym posługiwał się władca ludzi, a niestety tak się składa, że nikt go nie zna, zostało ono zapomniane. Na mieczu są runy, które najprawdopodobniej są jego imieniem, ale jedyni którzy potrafili je odczytać już dawno nie żyją

"W takim razie, co zrobić?" - Zapytałam

"Na razie mu o tym nie mówmy, dajmy mu czas" - Powiedziała Celestia - "Poza tym, sądzę że powinien się zrehabilitować, Colin jest bardzo niespokojny i nieufny wobec innych, poza tym boi się mieszkańców Ponyville, potrzebuje jakiegoś spokojnego miejsca, z daleka od nich"

"Może powinien zamieszkać z Fluttershy?" - Zaproponowałam

"Bingo! Domek Fluttershy jest poza Ponyville, jest tam cicho i spokojnie, jest to wprost idealne miejsce" - Powiedziała Celestia

"W takim razie, powiem jej że Colin z nią zamieszka, poza tym, chyba bardzo się polubili, więc nie sądzę, aby miała coś przeciwko" - Powiedziałam

"Czyli ustalone, przy okazji, chciałabym także aby Colin przyjechał do Canterlotu, chciałabym go poznać z moją siostrą, oraz powitać go bardziej... Oficjalnie, no wiesz?... Dobrze więc, ja muszę już iść, obowiązki wzywają" - Powiedziała Celestia, wstając po czym podeszła do drzwi i je otwarła - "Do zobaczenia Twilight aha! I jeszcze coś... Tej rozmowy nie było, nigdy, rozumiemy się, tak?

"Dobrze, ale co jeśli..." - Nie dokończyłam, usłyszałam jedynie trzask zamykanych drzwi, a Celesti już nie było - "Tak, rozumiem..."

Wstałam i zrobiłam kilka kroków, po czym zatrzymałam się, przede mną leżała książka, o stworzeniach mitologicznych, wzięłam ją i wyrzuciłam do śmieci, z tego co pamiętam, wielu klientów wypożyczało właśnie tę książkę, wszystko zaczęło się układać w jedną całość... To dlatego Colin został zaatakowany, mieszkańcy myśleli że jest niebezpieczny, a to przecież nieprawda... Ja wiedziałam od samego początku, że było inaczej.


Siedziałem na małym krześle i rozmawiałem z klaczami czekając na nowe ubrania, w sumie... Byłem ciekaw jak poradzi sobie z nimi Rarity, jakoś mi się nie wydaje, aby spotkała kiedyś jakiegokolwiek człowieka.

"Kiedy masz urodziny?" - Zapytała Pinkie, zaskakując mnie jednocześnie

"Co?" - Zapytałem

"Kiedy masz urodziny? Głuptasie" - Zapytała ponownie

"Hmm... Wydaje mi się że, 12 czerwca, ale... Dlaczego pytasz?" - Pinkie Pie, trzymała notes i wszystko w nim zapisywała

"Jakie lubisz ciasto?" - Zapytała Pinkie

"Eeeee... Tak właściwie to..." - Powiedziałem, drapiąc się po głowie

"Tak właściwie to, co?" - Zapytała Pinkie

"Nigdy w życiu, nie jadłem ciasta, Ba! Nawet nie wiem, jak mogłoby wyglądać" - Powiedziałem zgodnie z prawdą, nigdy nie obchodziłem swoich urodzin, spojrzałem się na Pinkie, której twarz przybrała wyraz szoku - "Eeee... Wszystko w porządku?" - Zapytałem, machając jej ręką przed oczami

"Jak to?!... Nigdy w życiu, nie jadłeś ciasta?! - Zapytała Pinkie zszokowana - "Nie wyobrażam sobie życia bez ciasta!"

"Dobra... Robi się dziwnie" - Powiedziałem, lekko zaniepokojony, kiedy nagle do pokoju weszła Rarity, z moimi nowymi ubraniami, były to krótkie szare spodenki, które miały kieszenie po z prawej i lewej strony, jasnoniebieski t-shirt i para skarpet

"W porządku kochanie, twoje ubrania są gotowe" - Powiedziała Rarity, podając mi ubrania

"Dziękuje, czy mogę je przymierzyć?" - Zapytałem

"Ależ oczywiście, za mną" - Powiedziała, podchodząc chyba do przebieralni, odsłoniła zasłony, po czym, skinieniem głowy dała mi znak abym wszedł do środka, oczywiście zrobiłem to - "Jakbyś czegoś potrzebował, powiedz mi"

"Okej, rozumiem" - Powiedziałem

W pierwszej kolejności, zdjąłem moje stare krótkie spodenki, które i tak już były poszarpane, ubrałem następnie te które zrobiła dla mnie Rarity, następnie na nogi ubrałem skarpety, na koniec ubrałem t-shirt, przyznaję że ubrania były całkiem wygodne.

"Okej, jestem gotów" - Powiedziałem wychodząc, z przebieralni

Oczy wszystkich klaczy skupiły się na mnie, najbardziej zachwycona była Rarity, która patrzała się na mnie z błyszczącymi oczami i rozpromienionym uśmiechem.

"Wyglądasz naprawdę uroczo" - Powiedziała Rarity

"Dzięki" - Powiedziałem uśmiechając się

"Czy ubrania dobrze na ciebie pasują? Nic cię nie uwiera? No bo wiesz... Po raz pierwszy szyłam ubrania, dla takiego stworzenia jak ty"

"Wszystko jest okej, ubrania są naprawdę wygodne i wyglądają fajnie" - Odpowiedziałem

"*Chichot* Miło mi to słyszeć" - Powiedziała Rarity - "Na razie nie mam czasu, ale później zrobię dla ciebie trochę więcej ubrań"

"To co? Idziemy coś zjeść?" - Zapytała Rainbow

"Jasne" - Powiedziałem

Pożegnałem się z Rarity, po czym wyszedłem na zewnątrz, zamknąłem oczy i zaciągnąłem się świeżym powietrzem, wydychając powietrze, otwarłem moje oczy, po czym usłyszałem coś jak... Szelest kartek? Odwróciłem się w stronę źródła dźwięku, przy namiocie stała, ta sama klacz o miętowym kolorze, którą widziałem dziś rano, miała przy sobie notes i ołówek, kiedy tylko nasze spojrzenia się spotkały, ona wzięła szybko westchnęła po czym uciekła, zostawiając swój notes i ołówek.

"Zaczekaj! Zostawiłaś swoje..." - Nie dokończyłem zdania

Wziąłem notes i ołówek do ręki, przejrzałem kartki i to co zobaczyłem zaskoczyło mnie, na prawie każdej stronie były rysunki, przedstawiające mnie - "O cholera..." - Powiedziałem, po chwili usłyszałem za mną kroki moich przyjaciół, natychmiast schowałem notes i ołówek do kieszeni, po czym odwróciłem się w ich stronę.

"Hej dziweczyny! Co tak długo?" - Zapytałem, starając się ukryć stres

"Rarity trochę nas zagadała, a co z tobą? Wszystko w porządku?" - Zapytała Rainbow Dash

"Tak, w porządku, spójrzcie jaki mamy piękny dzień!" - Powiedziałem, starając się brzmieć na wyluzowanego

"Uhmm... Czy coś się stało?" - Zapytała Fluttershy

"Nie, wszystko jest w porządku, to co? Idziemy do tej kawiarni?" - Zapytałem

"Tak właściwie... Obgadaliśmy wszystko i nastąpiła zmiana planów" - Powiedziała AJ - "Idziemy na śniadanie do mnie, chciałabym cię poznać z moją rodzinką"

"Okej uhmm... Mi pasuje" - Powiedziała Fluttershy

"No dobra, w takim razie chodźmy" - Powiedziałem

Ruszyliśmy przed siebie, pierwsza szła Applejack, a ja i reszta klaczy tuż za nią... Po drodze rozmyślałem, czego ode mnie chciała ta miętowa klacz? Dlaczego mnie śledziła? Na te pytania, miałem otrzymać odpowiedź już wkrótce.

Ciąg dalszy nastąpi...