Wersja z dnia: 28.06.2011


PRZECINAJĄC WIĘZY

Tom II

autor: Enahma
oryginał: http/www. fanfiction. net/s/1334485/1/
przełożyła: Mirriel
korekta: Toroj


1. POWRÓT DO ŻYCIA

Harry siedział na sofie z książką do eliksirów na kolanach, wpatrzony w widok za oknem. Sofa została obrócona w tym kierunku od razu, gdy tylko Harry zaczął uczyć się w salonie kilka dni temu. Oparł się wygodnie i po prostu cieszył się życiem. Od czasu do czasu brał owoc ze stołu stojącego obok sofy i jadł go powoli, delektując się smakiem, jakby jadł coś takiego po raz pierwszy w życiu… Cóż, ostatnio naprawdę wszystko wydawało się nowe w jego życiu.

Jego wygląd, imię, przeszłość, jego związki rodzinne, może nawet jego przyszłość…

Wygląd… Był teraz dużo wyższy niż dziesięć dni temu, tego pamiętnego wieczora, kiedy Severus przyjął go z powrotem do rodziny Snape'ów. Nadal miał włosy czarne jak smoła, ale nie były już takie nieposłuszne i rozczochrane, stały się gładkie i krótkie. Miał naprawdę staromodną fryzurę, ale przynajmniej zakrywała mu czoło. Zachował też zielone oczy, ale podobieństwa pomiędzy starym a nowym wizerunkiem na tym się kończyły. Ciało (był chudy, wysoki, kościsty, skóra miał dosyć bladą) odziedziczył po swoim ojcu. Jak również pewne cechy twarzy: wysokie kości policzkowe i brwi. Ale poza tym był podobny do matki i innych krewnych, których znał tylko ze zdjęć. Wstrząsnęło nim trochę odkrycie, że typowe cechy Snape'ów: jasna skóra, wzrost i kości policzkowe zostały odziedziczone nie po dziadku, ale po babce, z domu Noblestone. Najstarszej szlacheckiej czarodziejskiej rodziny czystej krwi w Anglii. Kiedy Harry zobaczył zdjęcie swojej babki, nie mógł nie dostrzec podobieństw pomiędzy sobą a nią. Cóż, jego babka nie była piękną kobietą, ani trochę! Wymienione cechy nie pasowały ani do dziewczyny, ani do kobiety. Ani do chłopca, czy mężczyzny, pomyślał Harry. Ale piękno i uroda nie były tak ważne dla mężczyzny jak dla kobiety… Cóż, kiedy pierwszy raz spojrzał w lustro, omal nie zemdlał.

– Wyglądam jak ty! – poskarżył się Snape'owi, który tylko uśmiechnął się ironicznie.

– Powiedziałbym raczej, że wyglądasz jak swoja babka.

To było po prostu straszne, że był podobny do starej, złej kobiety. Nie był stary ani zły, nie był też kobietą, więc nienawidził swojego wyglądu.

W rzeczywistości Harry nie wyglądał ani jak jego babka, ani jak Snape.

Jego imię, przeszłość i relacje… Nazywał się teraz Quietus Snape, jak jego ojciec, i zgodnie z historią wymyśloną przez Dumbledore'a został wychowany przez mugolskich rodziców jego matki, ale nie wolno mu było podać więcej szczegółów nikomu, by nie narazić ich na niebezpieczeństwo w tych niepewnych czasach. Na szczęście. Harry uważał, że zapamiętanie pozostałych informacji z nowego życiorysu było wystarczająco trudne.

No i na końcu (choć niemniej ważny) był jeszcze Severus, stryjek, udający teraz ojca. Zostali zmuszeni, by zachowywać się jak ojciec i syn od momentu, w którym opuścili Hogwart. Syriusz Black zamieszkiwał w dworze Snape'ów, czekając na powrót do zdrowia swojego przyjaciela.

To był drugi szok tamtego poranka (Harry nazwał go „lustrzanym porankiem"), gdy dowiedział się, że Syriusz będzie przebywał w tym samym domu co on, a nie wolno mu było powiedzieć prawdy. Cóż, Dumbledore z pewnością miał rację, kiedy wyjaśniał, że Syriusz musi pozostać nieświadomy prawdy, ponieważ jeśli Ministerstwo zdecyduje się uznać zeznanie Severusa albo jakiekolwiek inne o jego niewinności, zostanie przesłuchany pod wpływem Veritaserum, a to mogłoby być niebezpieczne dla Harry'ego…

Nie wspominając już o wstrząsie na wieść, że Snape i Black zawarli nie tylko zawieszenie broni, ale nawet pokój. Właściwie to Snape chciał go zerwać, gdy dowiedział się, że Harry żyje, ale na szczęście nie miał takiej możliwości.

Tak więc Harry miał możliwość mieszkać z jednym i drugim, za co był wdzięczny. W rzeczywistości nie znał żadnego z nich. I chociaż zaznajomił się trochę ze Snape'em podczas ich wspólnej niewoli, Syriusz był dla niego niemal zupełnie obcy. Nie spędzili ze sobą prawie w ogóle czasu od czasu incydentu we Wrzeszczącej Chacie, a listy nie dawały możliwości bliższego zaznajomienia. Więc kiedy Harry dowiedział się, że będzie mieszkać z Syriuszem do pierwszego września, był bardzo podekscytowany i już czekał na wspólne dni w dworze Snape'ów. Syriusz jednakże nie był rozmowny, ani przyjazny. Siadał tylko na swoim ulubionym fotelu i patrzył całymi godzinami w pustkę. Nawet mała Ania nie mogła go wyrwać z tego stanu.

Harry także starał się wiele razy. Syriusz wydawał się doceniać ich starania, ale jednak nie brał udziału w codziennym życiu w rezydencji Snape'ów. Witał wszystkich uprzejmie, uczestniczył we wspólnych posiłkach, ale rzadko wypowiadał jakieś słowo czy robił coś innego. To bolało Harry'ego tak bardzo, że czasami starał się przekonać Snape'a, by zdradzić tajemnicę Blackowi. Severus zawsze odrzucał pomysł Harry'ego i miał rację. Harry to wiedział, ale tak trudno było codziennie oglądać cierpienie Syriusza…

Poruszenie Ani zwróciło jego uwagę. Mała dziewczynka obudziła się po swojej popołudniowej drzemce. Nie chciała spać sama w ciemnym pokoju (nic dziwnego, doświadczyła w końcu podobnych rzeczy jak Harry i Snape), ale Syriusz zazwyczaj ignorował jej prośby, by z nią został, gdy będzie spała. Kiedy więc zauważyła, że Harry uczy się prawie każdego popołudnia na sofie w salonie, szybko do niego dołączyła. Za pierwszym razem, gdy pojawiła się ze swoim kocem i zapytała Harry'ego czy może z nim zostać, chłopiec był dość zakłopotany. Miał piętnaście lat i nie przywykł do towarzystwa dziewczyn, a już z pewnością nie do obecności siedmioletnich dziewczynek. Ale pozwolił jej zostać, a kiedy Snape powiedział mu historię Ani, zmienił natychmiast o niej zdanie i starał się robić, co tylko mógł, by jej pomóc.

– Dzień dobry, Aniu – uśmiechnął się do niej ciepło. Ziewnęła i przeciągnęła się.

– Cześć, Quiet – wymamrotała sennym głosem i też się uśmiechnęła.

Quiet[1]. Severus nazwał go tak i dziewczynka szybko to przejęła. Kiedy Harry pierwszy raz usłyszał to zdrobnienie, zaprotestował głośno.

Cicho… bądź cicho. Też coś… Skomentował nieszczęśliwy.

Ale szybko pojął swoją pomyłkę. Snape skrzywił się, najwyraźniej zraniony słowami Harry'ego.

Zawsze nazywałem tak mojego brata, powiedział dziwnym, cienkim głosem i Harry natychmiast pożałował swoich słów. Następnym razem, gdy Snape nazwał go Quietus, poprawił na Quiet i od tego czasu nazywany był tym zdrobnieniem.

Harry nigdy nie chciał zranić Snape'a w żaden sposób. Zaakceptował imię Quiet i po paru dniach przyzwyczaił się do tego. Spędzali dużo czasu ze sobą i starali się przywyknąć do swoich nowych ról. W zamian Harry nazywał Snape'a ojcem, czasami nawet wtedy, gdy byli sami.

By się przyzwyczaić, wyjaśnił zmieszanemu Severusowi.

Cieszyli się tą grą.

– Musisz się jeszcze nauczyć tego eliksiru, Quiet? – zapytała Ania. – Wujek Severus powiedział, że nie możesz z nim pójść, dopóki nie dokończysz swojej pracy domowej, wiesz…

No i byli wujkowie. Severus i Syriusz byli dla Ani wujkami. Zawsze zwracała się do nich w sposób formalny. Nie była zbyt szczęśliwa z dwoma gorzkimi, starymi mężczyznami. Chciała z powrotem Lupina, a dopóki on nie wróci, wybrała sobie Harry'ego do kochania.

– Praca domowa… – wymamrotał cicho Harry. – Są wakacje, Aniu. Ale już dawno to skończyłem. Tylko nie chciałem zostawiać cię samej.

Twarz dziewczynki rozjaśniła się.

– Dzięki. – Wyciągnęła rękę i wzięła ze stołu jabłko. – Nienawidzę być sama.

Harry kiwnął głową. Ania dość dobrze sobie radziła ze śmiercią rodziców, ale często widział jej twarz mokrą od łez i czerwone oczy. W takich momentach pozwalał dziewczynce położyć się obok niego i nawet próbował ją pocieszyć. Nie trwało długo, nim się przed nim całkowicie otworzyła i zaczęła opowiadać Harry'emu o swoim życiu i wydarzeniach z tego lata.

Harry dowiedział się, że Ania była mugolką, jak cała jej rodzina. Była jedynaczką, a rodzice jej ojca umarli przed jej urodzeniem. Dziadkowie ze strony matki żyli, ale często chorowali i większość czasu spędzali w szpitalu. Przed tymi makabrycznymi wydarzeniami jej rodzina żyła na przedmieściach wielkiego miasta w dużym domu. Miała psa, który również został zabity tamtej nocy. Powiedziała Harry'emu, że miała wielu przyjaciół w szkole podstawowej, do której chodziła. Jej życie było po prostu… wspaniałe. Potem to się skończyło. I teraz było już po wszystkim. Pewnej nocy grupa zamaskowanych ludzi – teraz Ania nazywała ich prawidłowo Śmierciożercami – włamała się do jej domu i zabrała ich do tamtego dworu, gdzie została dwa dni później znaleziona i uratowana przez Lupina.

Tylko dwa dni… Na początku wydawało się to Harry'emu trochę za krótko. Dwa dni… Oni spędzili prawie piętnaście w podobnym miejscu, w dużo gorszych warunkach. Ale on nie stracił Severusa. Ania została sama.

Samotność… To słowo skierowało jego myśli na nowy tor. Nadal nie mógł zdecydować czy jest zadowolony ze swojej obecnej sytuacji, czy nie. Wciąż tęsknił za swoimi przyjaciółmi, a przede wszystkim za towarzystwem Rona, z którym mógłby dzielić się wrażeniami z wakacji, zarówno wesołymi jak i smutnymi. Ale to było po prostu niemożliwe. Nawet, jeśli znowu staliby się przyjaciółmi, w co Harry szczerze wątpił, nie mógł mu nic powiedzieć, ponieważ byłby jego przyjacielem tylko jako Quietus, nie jako Harry…

– Jak skończyłeś swoją pracę domową, to chodźmy do ogrodu! – Ania przerwała mroczne rozmyślania Harry'ego. Westchnął i podniósł książkę z kolan. To był kolejny etap codziennej rutyny Ani: popołudniowa drzemka obok Harry'ego, potem zabawy w ogrodzie aż do kolacji. Nie było z nią kłopotów, nie przeszkadzało jej, że bawi się sama. Jedynym powodem, dla którego chciała, aby Harry był obok, był strach przed samotnością. Najpierw odeszli jej rodzice, potem Lupin… Bała się, że i Harry ją zostawi. Wziął swój egzemplarz Quidditcha przez wieki z regału i poszedł za podskakującą dziewczynką do ogrodu.

Usiadł na krześle pod największym dębem w ogrodzie, otworzył książkę i dalej zaczął rozmyślać nad zmianami w jego życiu: nad Severusem, nad ich pokrewieństwem, nad dwoma tygodniami w Koszmarnym Dworze. Czuł, że będzie potrzebować dużo więcej czasu by to wszystko ogarnąć, niż myślał pierwszego dnia wolności. Oczywiście, podejrzewał, że noce będą ciężkie i pierwsza samotna noc spełniła jego najgorsze obawy, ale miał nadzieję, że w dzień będzie normalnie. Mylił się. Nie wiedział, dlaczego. Czy to dlatego, że Syriusz smucił się od pierwszego dnia przybycia do dworu Snape'ów? Że Snape był miły i przyjacielski, i musiał żyć w zupełnie innym środowisku? Nie, to nie było nic złego, że Snape był przyjacielski, wręcz odwrotnie, to było dobrze, bardzo dobrze, ale to również przypominało Harry'emu o ich wspólnym piekle u Voldemorta. Nie wspominając o bliznach, śladach skalpela Avery'ego, które pokrywały całe jego ciało, wyjątkowo chude i kościste ciało… Nie mógł jeść normalnie, tylko skubał jedzenie, jak zwykł mówić Severus. Czasami łapały go bardzo silne bóle brzucha… Prawie wszystko przypominało mu tamte dni. Przyszłość również go przerażała. Starał się nie myśleć o przyszłości i przeszłości, ale w teraźniejszości nic się nie działo. Uczył się, bawił z Anią, robił eliksiry z Severusem, milczał z Syriuszem, starał się jeść prawidłowo i czekał na wolną od koszmarów noc… Dość nudny program wakacji. A wspomnienia atakowały go cały czas.

Gdyby w dodatku nie było Snape'a, Harry na pewno by zwariował. Ale był obecny, zawsze, w każdym momencie, w którym Harry go potrzebował. Zjawiał się, jakby potrafił czytać w myślach. A przynajmniej w myślach Harry'ego. Może umiał. Któż mógł wiedzieć?

Harry przeciągnął się. Ciepłe powietrze ogrzało go, a otaczające światło dawało poczucie bezpieczeństwa…

Ciche kroki wyrwały go z zadumy. To był Syriusz. Usiadł na ziemi z westchnieniem. Harry uśmiechnął się do niego lekko.

– Hej, Syriuszu…

– Cześć, Quietus – odpowiedział Black, tym razem z większą ilością życia w swoim zazwyczaj beznamiętnym głosie.

Cisza. Harry zamknął książkę i spojrzał na mężczyznę. Bardzo chciał znaleźć jakiś temat do rozmowy ze swoim ojcem chrzestnym.

– Jak się czuje Lupin? – zapytał wreszcie.

– Nie najlepiej, jak zapewne wiesz. Snape… eee… mam na myśli twojego ojca, stara się znaleźć jakiś eliksir, który go uleczy, ale boję się, że nic nie znajdzie.

Harry zsunął się z krzesła, usiadł przy nim i położył rękę na ramieniu Blacka.

– Jestem pewny, że znajdzie. Ciężko nad tym pracuje, a jak zapewne wiesz, jest jednym z najlepszych w tej dziedzinie – powiedział najbardziej pocieszająco jak potrafił. – Zdobądź się na trochę optymizmu.

Black wzruszył ramionami.

– Straciłem swój optymizm dziesięć dni temu…

Przeklęta sytuacja! Harry westchnął.

– Ale… ale nadal masz po co żyć. – Jego głos był cienki i ciężki od powstrzymywanych łez. – Masz swojego przyjaciela, Lupina, i Anię… I jesteś zbyt młody by się poddawać.

– Nie jestem młody. Może mam tylko trzydzieści siedem lat, ale spędziłem za dużo czasu w Azkabanie, by czuć się młodo. I nie mam niczego. Straciłem rodzinę, potem mojego chrześniaka, a teraz mój przyjaciel umiera…

– On nie umiera, Syriuszu. Jest chory, ale nie umrze, dobrze o tym wiesz. I nie jesteś sam. Jesteśmy tutaj, by ci pomóc: Ania, ja, nawet mój ojciec, pomimo waszej wzajemnej niechęci… I jest Lupin. On potrzebuje twojego wsparcia i siły bardziej niż kiedykolwiek…

– Nie mam siły, by mu pomóc! – krzyknął Black z goryczą. – Nie mam siły, by dalej żyć – dodał już ciszej.

– Syriuszu, otrzymałeś możliwość, by zacząć życie od nowa. Jesteś teraz wolny, nie musisz uciekać, masz szansę znaleźć swoje miejsce i powód by żyć. Musisz się pozbierać. Musisz na przykład zacząć spędzać więcej czasu z Anią…

– Dlaczego? – zapytał Black sarkastycznie. – Czy zajmowanie się nią jest dla ciebie ciężarem?

Harry zaczerwienił się z zażenowania. A wiedział dokładnie, jak wygląda, kiedy się czerwieni – widział Snape'a czerwieniącego się – był to brzydki, ceglasty rumieniec… Drgnął i skrzyżował gniewnie ręce na piersiach.

– Nie, oczywiście, że nie. Próbuję tylko zwrócić twoją uwagę na fakt, że ona straciła rodziców. Swoich dorosłych rodziców. A ja nie jestem w stanie zastąpić jej ojca. Może mógłbym być bratem, jeśli będzie chciała. Ale ona potrzebuje kogoś, na kim mogłaby polegać. Nie mnie, chłopca, ale dorosłego. Wcześniej był Lupin, ale jak właśnie mi powiedziałeś, jest nadal chory i on nie może się nią opiekować. Severus musi zajmować się swoją pracą, badaniami i powinien się również przygotować do szkoły. Wyruszamy za tydzień do Hogwartu. Jesteś jedyną osobą, która może się nią zająć.

– Hej, mówisz jak stary, mądry, długobrody facet. – Syriusz uśmiechnął się. – Czy wiesz, że mówisz jak Snape'a… to znaczy twojego ojca… brat? I… dlaczego nazwałeś go Severus? To trochę niezwykłe.

Harry westchnął i przytaknął.

– Odpowiadając na pierwsze pytanie: tak, mój ojciec zawsze mówi, że go przypominam, dlatego dał mi to imię – Harry przerwał. Tutaj pojawiały się kłamstwa, a on nienawidził kłamać. Przełknął ślinę i dokończył: – Na drugie pytanie: nazywam go Severus, bo nie przywykłem jeszcze do życia z nim. Mieszkałem wcześniej z dziadkami i rzadko go widywałem. I nigdy nie chciał być nazywany ojcem. Żeby nie zwracać niczyjej uwagi, tak mówił.

– To znaczy, że Quietus nie było wcześniej twoim imieniem? – Black był zaciekawiony i Harry zrobił się nerwowy. Znowu musiał kłamać.

– Nie, nie używam swojego poprzedniego imienia. Nie chcemy zostawić żadnych śladów, które mogłyby doprowadzić do moich dziadków – westchnął i postanowił dodać coś prawdziwego do tej historii. – Wiesz, kiedy miałem z nim zamieszkać, musiałem zrezygnować z całego poprzedniego życia: z imienia, przyjaciół, opiekunów i zacząć wszystko od nowa. To naprawdę trudne… – wyszeptał ostatnie zdanie.

Syriusz spojrzał na niego badawczo.

– Tak, zapewne – przytaknął. – Ale wiedziałeś o tym wcześniej, prawda?

– Tak, wiedziałem.

– Więc dlaczego podjąłeś taką decyzję?

W tym momencie Harry był wdzięczny, że Syriusz nie znał ich sekretu, ponieważ mógł odpowiedzieć na to pytanie z całkowitą szczerością.

– Ponieważ go kocham – powiedział po prostu.

Po raz pierwszy powiedział to zdanie na głos i znowu nie mógł powstrzymać myśli o dziwnych zrządzeniach losu. Miesiąc temu Snape i on nienawidzili się nawzajem. Profesor był zgorzkniałym samotnikiem, a Harry nie miał żadnej prawdziwej rodziny, poza zbiegłym ojcem chrzestnym, którego tak naprawdę nie znał. Teraz Snape i on grali role ojca i syna, lecz wzajemna troska nie była wcale udawana. Harry natomiast miał okazję poznać lepiej Syriusza, chociaż okoliczności były dalekie od normalnych.

Ale kiedy Harry powiedział te słowa, nagle poczuł się winny z powodu swoich codziennych mrocznych myśli. Miał teraz powody by być szczęśliwym. Decyzja, którą podjął nie była prosta, ale nie była też zła.

Syriusz znowu się uśmiechnął.

– Nigdy nie myślałem, że usłyszę takie zdanie dotyczące jego… – powiedział ironicznie, ale od razu tego pożałował. – Przepraszam. Nie powinienem był tego mówić.

Ale Harry tylko machnął ręką.

– Nie przepraszaj – odpowiedział z uśmiechem. – Jest bardzo trudny do kochania, naprawdę. Ale ja jestem jego synem. I… – przerwał na chwilę, zastanawiając się, co powiedzieć. – Zmienił się w ciągu tego lata.

Syriusz zamrugał ze zdziwienia.

– Co… Masz na myśli, że…? – zabrakło mu słów.

Harry teraz uśmiechał się od ucha do ucha.

– Mogę być jego synem, ale nie jestem ślepy, Syriuszu. Był o wiele chłodniejszy, twardszy i bardziej surowy. A teraz jakoś wydelikatniał…

Syriusz zamknął oczy.

– Harry…

Źrenice Harry'ego rozszerzyły się ze strachu, ale Syriusz dokończył:

– Harry musiał mieć na niego taki wpływ…

Harry zaczerwienił się i był bardzo wdzięczny losowi, że Syriusz miał akurat oczy zamknięte. Odchrząknął.

– To zupełnie oczywiste – zgodził się, zakłopotany. Byłoby zbyt podejrzane, gdyby protestował. Miał nadzieję, że Syriusz zmieni temat: nie chciał chwalić siebie samego, ale inaczej zraniłby Syriusza. Upomniał się w duchu, to jego wina, że rozmowa zeszła na ten temat.

– Harry był wyjątkowo dobrym dzieciakiem. – Syriusz otworzył oczy i wstał. – Cóż, myślę, że mamy jeszcze dużo do zrobienia tego popołudnia. Ty masz iść na ulicą Pokątną ze Sn… swoim ojcem, a ja zajmę się Anią. – Wyciągnął rękę i pomógł wstać Harry'emu. Ale zanim wypuścił rękę chłopaka, uśmiechnął się. – Wiesz co, jesteś tak samo dobry jak on. Twój ojciec może być z ciebie dumny – powiedział i zostawił wstrząśniętego chłopca samego.

Harry patrzył za nim jak skamieniały przez kilka minut.

– Czy cię czymś uraził? – usłyszał nagle z tyłu zmartwiony głos Severusa. Podskoczył, zaskoczony.

– Nie, nic z tych rzeczy! – odwrócił się i uśmiechnął. – Przeciwnie, powiedział, że jestem tak dobry jak ja, to znaczy jak Harry. – Uśmiechnął się szerzej. – I dodał, że możesz być ze mnie dumny…

– Cóż, jestem dumny. – Snape także uśmiechnął się i skrzyżował ręce, jak to zwykł robić. – Chociaż nie mam do tego prawa…

– Stop, Severusie! – Harry natychmiast mu przerwał. – Nie chcę spędzić całego popołudnia słuchając o twoim poczuciu winy i powodach dobrze zasłużonego samoobrzydzenia…

– Impertynencki dzieciak…

– Tylko szczery…

Wybuchli śmiechem i Snape potargał żartobliwie włosy Harry'ego.

– Chodźmy. – Severus machnął ręką w stronę otwartych drzwi do salonu, gdzie znajdował się kominek. – Jak powiedziałeś, nie chcesz spędzić całego popołudnia tutaj…

Ale zatrzymali się przed kominkiem, zdenerwowani. Po raz pierwszy mieli pokazać się razem czarodziejskiej społeczności i Snape był przekonany, że wzmianki o tym pojawią się we wszystkich wiadomościach najbliższych dni. Był po prostu zbyt osławiony, by zostać zignorowanym, nie wspominając już o tym, że miał syna… Harry co chwila sięgał ręką, by wygładzić włosy na czole, gdzie znajdowała się ukryta przez dyrektora blizna. Chłopiec jednak musiał się upewnić, że jest dobrze ukryta, tak jakby pierwszy lepszy napotkany przechodzień miał rzucić zaklęcie Revelo i odkryć jego prawdziwą tożsamość…

Popatrzyli się na siebie nerwowo.

– Więc? – powiedział wreszcie Snape. – Możemy iść?

– Nie tylko ja się denerwuję, ojcze – uśmiechnął się Harry. – Ale oczywiście, możemy iść.

Dziurawy Kocioł był zatłoczony. To było pierwszą rzeczą, jaką zauważyli, kiedy wyszli (a w przypadku Harry'ego: kiedy wypadł) z kominka. Snape złapał go za ramię, ratując przed upadkiem. To była tylko chwila, ale kiedy odzyskał równowagę, zauważył, że niemal wszyscy w pubie patrzą na nich z zainteresowaniem. Zwykłe złowieszcze spojrzenie Snape'a nie było w stanie ich odstraszyć. Mężczyzna zacieśnił tylko uchwyt na ramieniu zesztywniałego Harry'ego i zaciągnął go do wyjścia na Pokątną. Kiedy wreszcie weszli na ulicę, Harry zwrócił się do Snape'a.

– Co to było?

– Mój fanklub. – Snape uśmiechnął się ironicznie.

– Myślę, że jest gorszy niż mój – parsknął Harry i dodał: – A ja myślałem, że jako twój syn nie będę w centrum zainteresowania…

– Wygląda na to, że takie już twoje przeznaczenie…

– Widzę… – Harry zmarszczył brwi. – Nie czekam z utęsknieniem na rozpoczęcie szkoły.

– Ani ja.

Harry znowu parsknął.

– Mogę sobie wyobrazić miny innych profesorów, gdy dowiedzą się, że masz syna…

– Tak. Będziemy mieć kilka trudnych tygodni – rzekł Severus i uśmiechnął się.

Harry wzruszył ramionami.

– Ty przynajmniej nie musisz nic robić, tylko być sobą. Ale ja…

– Ty też musisz być sobą…

– Tak, ale wszyscy będą mnie nienawidzić, ponieważ nienawidzą… – Nagle przerwał i odwrócił twarz od Snape'a.

– Możesz dokończyć zdanie. Doskonale wiem, jaką mam reputację…

– Nie. Nie dokończę. Nie chcę cię zranić.

– To mnie nie rani.

– Naprawdę?

– Hm… Masz ochotę na lody? – Snape nagle zmienił temat.

– Nie, dzięki. I przepraszam. Nie powinienem nic mówić. – Harry zatrzymał się i teraz spojrzał prosto na Snape'a.

Profesor odwrócił się do niego i spojrzał mu w oczy.

– W porządku – westchnął. – Ale nie chcę więcej o tym mówić. To bez sensu…

– Dobrze. Co powiesz na księgarnię?

– Świetny pomysł.

Kiedy przechodzili obok sklepu ze sprzętem do quidditcha, Harry spojrzał przez okno ze smutkiem na miotły i pozostałe wyposażenie do quidditcha. Snape zatrzymał się.

– Możemy wejść – zaproponował.

– Nie. Nie mogę grać, wiesz o tym.

– Tak – przytaknął. – To przyciągnęłoby zbyt dużo uwagi.

Harry nie odpowiedział, tylko skierował się do księgarni.

– Muszę w sobie znaleźć te odziedziczone geny Krukonów – wymamrotał gorzko.

– Może nigdy ich nie znajdziesz. – Snape zmrużył oczy.

– Dzięki – rzekł Harry z ironią. – Cóż… Ale prawdę mówiąc, zgadzam się z tobą. Myślę, że pasowałbym do każdego domu oprócz Ravenclawu, dopóki nie chcą negatywnego przykładu pomiędzy sobą…

– Nie jesteś aż takim złym uczniem, Quiet.

– Och, tak, jasne. Jestem geniuszem. Szczególnie na eliksirach. – Harry znowu uśmiechnął się ironicznie.

– Tylko trochę korepetycji i…

– O nie…! – jęknął głośno.

– Cóż, jako syn Mistrza Eliksirów, nie możesz być zupełnym partaczem na eliksirach!

– Bądź spokojny, będę. I ostrzegam cię: jeżeli chcesz przeżyć przyszłe lekcje eliksirów nigdy nie sadzaj mnie z Neville'em…

Ich śmiech wypełnił nagle prawie pustą ulicę. Snape objął ramieniem Harry'ego. Nadal uśmiechali się zadowoleni, gdy wchodzili do księgarni. Ale śmiech Harry'ego natychmiast zamarł, kiedy weszli.

Snape spojrzał na niego pytająco i zobaczył jak twarz Harry'ego wykrzywia się z bólu. Podążył za jego wzrokiem.

Weasleyowie tu byli.

Snape wiedział doskonale, że Harry nie był gotowy na spotkanie ze swoim przyjacielem – albo jak podejrzewał: byłym przyjacielem – i specjalnie wybrał tę część dnia na zakupy, by uniknąć takich sytuacji.

Na twarzy Rona wyraźnie odbijało się zaskoczenie: nienawidził Mistrza Eliksirów wchodzącego ze śmiechem do księgarni (zaledwie dziesięć dni po pogrzebie Harry'ego) w towarzystwie kogoś, kto wyglądał jak jego krewny. To był dla niego szok. Harry widział to w jego oczach… Ale było w nich coś więcej… I w oczach całej reszty Weasleyów. Coś jakby nienawiść.

Nie. Nie we wszystkich: rodzice zachowywali się normalnie, ale bliźniaki, Ron i Ginny wahali się przed powitaniem swojego nauczyciela Eliksirów.

– Dobry wieczór, profesorze – powiedziała wreszcie Ginny. Trzej chłopcy też coś wymamrotali pod nosami.

– Dobry wieczór. – Reakcja Snape'a była równie chłodna i niechętna. Potem spojrzał na Harry'ego, który grzecznie przywitał rodzinę Weasleyów.

– Pana syn, panie Snape? – zapytał pan Weasley z uśmiechem. – Słyszałem o nim…

Oczywiście. Musieli wiedzieć w Ministerstwie o Quietusie Snapie, a pan Weasley przecież tam pracował. Nic dziwnego, że o nim słyszał.

– Tak – odpowiedział Snape. Na twarzy miał swoją typową, pozbawioną emocji maskę, chociaż miał wielką ochotę uśmiechnąć się szyderczo. Nie chciał jednak jeszcze bardziej pogarszać sytuacji Harry'ego. Była i tak wystarczająco trudna. – Quietus, to jest pan Weasley.

– Miło mi poznać – powiedział uprzejmie Harry i uścisnął wyciągniętą dłoń.

Pan Weasley skinął ręką w stronę swoich synów.

– Chłopcy, od tego roku będzie chodził razem z wami do szkoły – ogłosił, uśmiechając się.

Nie wyglądali na zachwyconych tą wiadomością. Naprawdę. Bliźniacy wyszczerzyli zęby w sztucznych uśmiechach. Nowy Ślizgon, wymamrotał Fred do George'a, który skinął głową. Ron skrzywił się, a Ginny posłała Harry'emu złośliwe spojrzenie.

Harry spróbował się uśmiechnąć, ale był tak zdenerwowany, że nie był w stanie poruszyć ustami. Zadrżał z frustracji. Jego podejrzenia okazały się prawdziwe. Ron już nigdy nie będzie jego przyjacielem. Nagle chciał się odwrócić i odejść od nich, pójść do Dumbledore'a i poprosić go, by przywrócił mu dawną postać.

Ale lochy ministerstwa były zbyt poważną groźbą.

Potem poczuł uścisk na ramieniu i dostrzegł, że ramię Snape'a nadal go obejmuje. Podniósł wzrok na Severusa. Żaden z nich nie powiedział słowa, ale zobaczył w jego oczach troskę i zachętę. Trochę się rozluźnił. Skierował wzrok w stronę chłopców stojących przed nim i zrobił krok do przodu.

– Cześć, jestem Quietus Snape. – Poczuł ściskanie w gardle, było mu wyjątkowo trudno mówić. Wyciągnął rękę do Freda. Dwa niechętne uściski dłoni: Freda i George'a. Ron jednak skrzyżował ręce na piersi i zignorował rękę Harry'ego.

– Ron! – wykrzyknęła niecierpliwie pani Weasley.

Teraz, kiedy stali twarzą w twarz, widział w oczach przyjaciela pogardę i nienawiść, jaką sam czuł do Malfoya. Harry opuścił rękę.

– Słyszałem, że Harry Potter był twoim przyjacielem. Moje kondolencje – powiedział spokojnie.

Przez chwilę panowała cisza, potem Ron eksplodował.

– Nie potrzebuję twojej litości, Snape! – wykrzyknął i wybiegł z księgarni.

Snape już chciał otworzyć usta, ale powstrzymało go spojrzenie Harry'ego.

– Proszę, nie – mruknął chłopiec, więc Severus tylko kiwnął głową. Harry nie zamierzał rezygnować ze swojej starej przyjaźni, a on naprawdę nie chciał pogarszać sytuacji.

Kiedy Harry ponownie spojrzał na Weasleyów, zobaczył, że patrzą na nich obu pytająco.

– Przepraszam, kochanie – powiedziała pani Weasley. – Wiesz, odkąd Harry…

– W porządku, proszę pani – odpowiedział uprzejmie i opuścił wzrok na podłogę. – Myślę, że to moja wina. Proszę przekazać mu moje przeprosiny. Nie powinienem wspominać o jego przyjacielu. To musi być dla niego zbyt bolesne.

– Tak – powiedział pan Weasley. – Ale to nie twoja wina. Nie miał powodu, by potraktować cię w taki sposób.

– Tak – wyszeptał Harry. – Ale to nie ma znaczenia, naprawdę…

– Quiet, możemy już iść? – zapytał Snape po chwili ciszy. Potem spojrzał na pozostałych dorosłych. – Myślę, że wszyscy mamy co robić.

Przytaknęli.

– Do widzenia.

– Cześć. – Fred podszedł do Harry'ego. – I nie przejmuj się tym. Ron czasami zachowuje się jak dupek.

Harry podniósł wzrok. Czy widział sympatię w oczach Freda? Tak, to musiało być to: teraz uśmiechał się do niego całkiem miło. George zrobił to samo i nawet mina Ginny złagodniała.

Kiedy cała rodzina wyszła ze sklepu, Snape pochylił się nad Harrym.

– W porządku? – spytał, zatroskany.

Harry nie mógł odpowiedzieć. Nadal drżał lekko i był oszołomiony. Potrząsnął tylko głową i spróbował się opanować.

Snape rzucił szybko wzrokiem dookoła i znowu zwrócił się do chłopaka.

– Harry, spójrz na mnie – wyszeptał.

Harry skrzywił się, słysząc swoje imię i spojrzał pytająco na Snape'a.

– Wiem, że to było dla ciebie bardzo trudne. Ale jestem pewny, że będziesz w stanie odzyskać przyjaźń Rona. To nie będzie proste, ale uda ci się. Nie nastąpi to również szybko, ale masz czas. Wiesz, zachowałeś się przy nich wspaniale i jestem pewny, że nawet jeśli mnie nienawidzą, ty zyskałeś ich sympatię.

Harry znów potrząsnął głową, by odzyskać opanowanie.

– Tak myślisz? – Jego głos był cienki i słaby.

– Jestem pewny. I… Co powiesz na nową książkę o zaawansowanych eliksirach? – zmienił nagle temat.

Harry uśmiechnął się półgębkiem.

– Jeśli chcesz ją dla siebie, to możesz ją kupić. Mnie wystarczy zwykły podręcznik.

– A co z tymi twoimi genami Krukonów?

– Ukrywają się. – Harry uśmiechnął się lekko. – Wolałbym kupić jakieś dobre książki o quidditchu.

– O nie.

– Severusie…

– Możemy zawrzeć umowę.

– Jaką umowę?

– Kupię ci książki o quidditchu, ale kupię też tyle samo książek do nauki jak o quidditchu. I musisz przeczytać je wszystkie.

– Mówisz jak rodzic.

– Cóż, mam nim być. I nie tylko jakimś tam rodzicem, ale twoim rodzicem.

– Co za radość…

– Więc?

– W porządku.

Po półgodzinie opuścili sklep z ponad tuzinem książek. Harry nie otrzymał jeszcze swojego listu, ale Snape, jako nauczyciel, wiedział, jakich książek Harry będzie potrzebował. Zatem kupili je wszystkie. Reszta zakupów przebiegła spokojnie. Przed powrotem zjedli jeszcze lody w kawiarni Floriana Fortescue. Tymczasem zapadł już późny wieczór i na niebie pojawiły się pierwsze gwiazdy. Oświetlone ulice wyglądały tak pięknie, że Harry tylko patrzył na latarnie szeroko otwartymi oczami, jak małe dziecko.

– Pierwsze pozytywne wrażenie nocy od wtedy – wyszeptał.

Mistrz Eliksirów drgnął. Noc była najgorszą częścią doby dla nich obu. Nie ośmielał się dawać Harry'emu do picia eliksiru Bezsennego Snu co noc, bojąc się uzależnienia, więc były one na ogół wypełnione koszmarami. Budził się niezliczoną ilość razy, słysząc cichy płacz Harry'ego albo jego niespokojne pojękiwania, kiedy chłopcu śniły się tortury. Spali w jednym pokoju z zapalonymi pochodniami. Ich łóżka stały blisko siebie, ale często Snape musiał kłaść się obok Harry'ego i pocieszać go, dopóki chłopiec się nie uspokoił i nie był w stanie znowu zasnąć.

Wiele razy nie mogli w ogóle spać. Leżeli tylko na swoich łóżkach i rozmawiali o wszystkim, ostrożnie omijając „letni temat", jak go nazwali. Pamiętał, że obiecał sobie, że pomoże Harry'emu przez to przejść, ale czasami wydawało mu się to zadaniem wręcz niemożliwym do spełnienia. Stan Harry'ego nie poprawiał się, chociaż ich związek pogłębił się znacząco. Był z tego powodu szczęśliwy, ale martwił się o chłopca. Do czasu rozpoczęcia szkoły będą musieli znaleźć jakieś rozwiązanie tego problemu. Jeżeli Harry nie będzie wystarczająco dużo spać, będzie miał poważne problemy z nauką.

Nie wspominając już o fakcie, że kiedy zostanie w końcu przydzielony do jakiegoś domu, nie będzie miał nikogo, kto pomógłby mu w walce z jego koszmarami. Severus martwił się o przyszłość. Nie chciał, aby zaczęła się szkoła.

Myśli Harry'ego krążyły wokół tego samego tematu.

Bał się wspólnej, ciemnej sypialni z chrapiącymi kolegami. To nie miało znaczenia, do którego domu by należał. W nocy i tak byłby sam. Sam ze swoimi koszmarami.

A co w dzień? Nowi koledzy, ogólna nienawiść (z wyjątkiem być może Slytherinu), jego utraceni przyjaciele… A wieczorami wspólna łazienka. Wszyscy zobaczą jego pocięte ciało, całe w bliznach… Zadrżał na tę myśl.

Nie chciał, aby szkoła się zaczęła.

A zostało już tylko kilka dni.


[1] Quiet – (ang.) cicho – przyp. tłum.