. . : : POPRZEZ MURY : : . .

Tom III

autor: Enahma
oryginał: www. fanfiction. net/s/1485544/1/
tłumaczenie: Mirriel
korekta: Toroj


1. JAK BYĆ MUGOLEM?

- Żartujesz, Quietus. Jestem pewny, że nie możemy płacić KARTĄ! To jak magia, a nie wynalazek mugoli! - wyszeptał z desperacją Black do ucha Harry'ego. Hermiona, słysząc jego komentarz, parsknęła cichym śmiechem..

Harry rozpostarł ramiona w udawanym rozdrażnieniu i mrugnął do dwóch dziewczyn. Ania nie zauważyła tego, była zbyt zajęta jedzeniem loda, ale Hermiona odpowiedziała mrugnięciem. Harry uśmiechnął się, kiedy zauważył zachowanie dziewczyny - po raz pierwszy od czasu śmierci jej rodziców zachowywała się bardziej beztrosko. Zniknął gdzieś bolesny i zarazem jakby zaskoczony wyraz jej twarzy.

- Nie mogę uwierzyć, że nadal nie rozumiesz, Syriuszu - westchnął Harry. - Już ci mówiłem, że ta maszyna jest połączona telefonicznie z...

- Przestań! - Black przewrócił oczami. - Nie chcę kolejnego nudnego wyjaśnienia na temat mug... ehem... techniki - spojrzał na kobietę, stojącą w kolejce obok i przyglądającej mu się uważnie.

- Mogę dostać następnego loda, Syriuszu? - odezwała się Ania. Black spojrzał na nią i na jego twarzy odmalował się szok. Harry podążył wzrokiem za jego spojrzeniem i zachichotał. Twarz Ani była umazana czekoladą, podobnie jak jej ubranie.

- Dobry Boże... - wymamrotał Syriusz i zaczął szukać chusteczki po kieszeniach, ale Hermiona była szybsza. Starła brązowawe pozostałości z twarzy Ani swoją własną chustką i potrząsnęła głową w stronę Blacka, który już miał zaproponować małej kolejny smakołyk.

- Nie sądzę, żeby to był dobry pomysł - powiedziała i Black szybko ją poparł:

- Taak, Hermiona ma rację, Aniu.

- Dlaczego? - Wielkie brązowe oczęta Ani spoglądały błagalnie na dorosłego. - Ja...

- Jedziemy do domu autobusem, Aniu. Nie sądzę, aby tam było wolno jeść rozpuszczające się i kapiące lody - odpowiedziała Hermiona na jej pytanie i Black przytaknął skwapliwie. Harry uśmiechnął się, obserwując tę dwójkę. Scenariusz był znajomy: powtarzał się prawie za każdym razem, kiedy wybierali się na zakupy.

"Studiowanie Mugoli", jak nazwała to Hermiona. To jednak przypominało Harry'emu kurs na temat "Jak być dobrym mężem?" albo "Jak powinien zachowywać się ojciec." Hermiona zawsze upominała Syriusza, że ma zbyt beztroski stosunek do Ani i próbowała naprawić braki w jej wychowaniu od momentu, w którym się wprowadziła.

Widząc nieszczęśliwą minę Blacka, kobieta z drugiej kolejki uśmiechnęła się do niego współczująco.

- Nie jest łatwo z dzieciakami, prawda?

Hermiona wyprostowała się i spojrzała na nią oburzonym wzrokiem, ale Black był po prostu wstrząśnięty jej słowami. Harry na odwrót, cieszył się zabawną sytuacją.

- Nie jestem dzieckiem - powiedziała urażona Hermiona.

- Oczywiście, że nie - oświadczył Black. Harry ponownie parsknął śmiechem. Kobieta przewróciła oczami.

- Nastolatki - powiedziała, z odcieniem zrozumienia na twarzy. - Mam dwoje.

Teraz Black był wyraźnie przestraszony.

- Eee...

Harry musiał zagryźć wargi, aby nie wybuchnąć głośnym śmiechem. Zadławił się. Hermiona odwróciła się do niego i zrozumienie pojawiło się na jej twarzy.

- Och... - powiedziała podniecona.

- One nie są moje - zdołał wymamrotać Black. Oczy kobiety rozszerzyły się, ale Harry nie mógł zdecydować, czy była zaskoczona czy podejrzliwa.

- Jest naszym opiekunem - dodał pośpiesznie Harry. Doprawdy, Black zachowywał się tak głupio! Dlaczego powiedział jej prawdę?

- Taak, są sierotami - Syriusz pośpiesznie potwierdził słowa Harry'ego.

Wyraz twarzy kobiety złagodniał i przyjrzała się uważniej Blackowi.

- Szlachetne zadanie - powiedziała uroczyście. - Wychowywać te biedactwa...

Black przytaknął niepewnie. Hermiona zarumieniła się.

- Chodźmy, Syriuszu. Jesteśmy następni - wyszeptał Harry i kiwnął głową w stronę kasy. - I nie zapomnij: zielony przycisk, twój PIN i znowu zielony przycisk.

Black był z siebie dumny, kiedy wreszcie odeszli od kasy.

- To jakbym znowu rzucał czary - wyjaśnił Harry'emu, kiedy szli na przystanek autobusowy.

- Jest wiele magicznych rzeczy w mugolskim świecie, zobaczysz - powiedziała Hermiona. - W przyszłym tygodniu założą w twoim domu elektryczność i telefon...

- ... i będzie wtedy jak typowy mugolski dom - wymamrotał ponuro Black.

- Nie będzie tak źle, Syriuszu - powiedziała nagle Ania. - Nie będziemy potrzebowali pomocy Quieta czy Hermiony, albo kogoś innego, żeby nam zapalał i gasił światło, i będziemy mogli zadzwonić do dziadka, kiedy tylko zechcemy!

Dumbledore odkrył, że dziadek Ani nadal żył, ale był zbyt chory, aby się nią zaopiekować. Ania i Syriusz już zdążyli go odwiedzić w szpitalu, a on obiecał dzwonić do nich i odwiedzać ich regularnie. Staruszek był wniebowzięty, kiedy dowiedział się, że jego wnuczka żyje: dotąd myślał, że jest ostatnim żyjącym członkiem rodziny. Wieść o śmierci córki zabiła jego żonę i nadwerężyła poważnie jego zdrowie.

Dziadek Ani w szpitalu przypomniał nagle Harry'emu o Severusie. Sama myśl o jego "tacie" (wyjątkowo dziwnie było teraz myśleć Harry'emu o Severusie jako o "tacie") zasmuciła go. Nie działo się z nim najlepiej. Harry'emu nie pozwolono go widywać przez dwa tygodnie: za każdym razem, kiedy wybierał się do Św. Mungo, uzdrowiciele odsyłali go z powrotem do Black Manor. Nie wolno mu było go odwiedzać.

- Kiedy? - pytał zawsze.

- W odpowiednim czasie - to była jedyna odpowiedź.

- Dlaczego?

- Potrzebuje czasu, by się przystosować - mówili lekarze, odprowadzając go do najbliższego kominka i wciskali mu garść proszku Fiuu w rękę. Za każdym razem, gdy Harry słyszał te słowa, miał wrażenie, jakby zimna dłoń chwytała go za gardło i...

- Quiet? Wszystko w porządku? - łagodny dotyk na jego ramieniu wyrwał go z zamyślenia.

- Taak. W porządku - mruknął.

Siedzieli już w autobusie, jadąc do domu Blacka. Harry podniósł wzrok na Hermionę i zobaczył troskę na jej twarzy. Jej czekoladowe oczy patrzyły na niego ze zmartwieniem.

- Myślisz o Severusie, prawda? - zapytała cicho.

Harry zerknął w stronę Syriusza i Ani. Byli pogrążeni w rozmowie na temat niejakiego Mike'a, który (jak Harry się dowiedział od Ani kilka dni temu), był jej kolegą z klasy. Harry odwrócił się z powrotem do Hermiony.

- Nie sądzę, żeby odzyskał swoje wspomnienia - powiedział tak samo cicho jak ona.

Hermiona kiwnęła głową.

- Tak, już to mówiłeś. Jesteś pewny?

- Raczej tak.

Hermiona wzięła jego dłoń w swoją i uścisnęła ją pocieszająco.

- Wszystko będzie dobrze, zobaczysz.

Harry pokręcił głową.

- Nie wiem - powiedział, ale troska Hermiony w jakiś sposób zmniejszyła jego smutek.

Od kiedy przybyli do Black Manor, ich przyjaźń rozwinęła się znacząco. Zaczęło się to już pierwszej nocy, kiedy wyjątkowo paskudny koszmar obudził Harry'ego. Nie starał się ponownie zasnąć - znał siebie zbyt dobrze, aby próbować. Zamiast tego wstał i nadal pod wpływem koszmaru powlókł się do kuchni, by napić się gorącej czekolady lub herbaty, zanim zacznie czytać. Czytanie stało się w ciągu ostatnich miesięcy jego stałym zwyczajem, od kiedy opuścił kwatery Severusa i musiał samotnie mierzyć się ze swoimi nocnymi potworami.

Był w korytarzu i już miał wejść do kuchni, kiedy usłyszał ciche odgłosy z bawialni. Znalazł tam płaczącą Hermionę, zwiniętą w rogu kanapy. Płaczącą bez łez: przypominało to Harry'emu ciche cierpienie Severusa. Bez namysłu usiadł obok niej, najpierw czując się trochę nieswojo i nie wiedząc, co dalej robić. Nie chciał rozmawiać, przynajmniej nie od razu, a znał tylko jeden sposób, w jaki mógł ją uspokoić, pocieszyć: zaoferować dotyk. Położył niepewnie rękę na jej ramieniu, czekając jej reakcji, ale nie odsunęła się. Po chwili przyjęła jego pocieszenie i przytuliła do niego. Pierwszym odczuciem Harry'ego były potężne nudności z powodu zbyt bliskiego kontaktu cielesnego, ale zmusił się do dalszego trzymania jej, przytulał ją jeszcze mocniej i nieprzyjemne uczucie zniknęło.

- Nie chcę już dłużej żyć - powiedziała wtedy drżąca Hermiona i przysunęła się do Harry'ego. - Życie cuchnie.

Harry wymamrotał jakieś nonsensowne słowa w odpowiedzi i wreszcie pierwszy szloch wyrwał się z piersi Hermiony, potem płakała i płakała przez długie minuty, może nawet godziny... Jej łzy przemoczyły piżamę Harry'ego. Siedzieli tam, aż wreszcie Hermiona zasnęła zmęczona płaczem - a następnego dnia przyznała, że wtedy po raz pierwszy pozwoliła sobie na smutek.

Od tamtej nocy często spędzali podobne godziny w bawialni: siedząc, rozmawiając, pijąc gorącą czekoladę, czytając - wszystko, aby tylko nie być samemu w swoich sypialniach. Zazwyczaj Hermiona zasypiała na kanapie, a Harry lewitował ją do jej pokoju (mógł używać magii w Black Manor, ponieważ tutaj była siedziba główna Zakonu i działały tu silne tłumiące zaklęcia, uniemożliwiające Ministerstwu wykrycie czarów) i szedł spać.

Rozmowy najczęściej dotyczyły Hermiony - Harry nie czuł się gotowy na rozmowę o Severusie.

Aż do teraz.

- Tęsknię za nim - wyszeptał, a Hermiona przysunęła się do niego i uścisnęła mocniej jego dłoń.

- Niedługo wróci - jej brązowe oczy błyszczały. - Znowu nauczy się ciebie kochać.

- Muszę go okłamywać. Dumbledore mnie zmusił. Myślę, że kiedy dowie się prawdy, odrzuci mnie raz na zawsze.

- Dlaczego?

- Uwierzy, że go zdradziłem.

- Jesteś pewny?

- Znam go - odpowiedź Harry'ego nie zostawiała żadnego miejsca na dyskusje.

Niedługo później byli z powrotem w Black Manor, jedząc obiad z niektórymi członkami Zakonu. Potem Harry pożegnał się z nimi i udał się do szpitala, jak to robił każdego dnia.

Tym razem jednak Główna Uzdrowicielka złapała go, zanim jakikolwiek inny uzdrowiciel go zauważył.

- Panie Snape, proszę na słowo - powiedziała cicho, ale bardzo stanowczo, więc Harry nawet nie próbował protestować. Poszedł posłusznie za kobietą. Wprowadziła go do swojego gabinetu. - Usiądź, proszę.

Harry usiadł, ale nie ośmielił się podnieść oczu, dopóki nie poczuł na sobie wzroku kobiety, która w międzyczasie zdążyła już usiąść za biurkiem.

- Czy coś się stało? - zapytał cienkim, przerażonym głosem, modląc się o pocieszającą odpowiedź.

- Eee... właściwie nie. Twój ojciec najwyraźniej czuje się lepiej, ale... Słuchaj, Quietus - głos kobiety nagle stał się cieplejszy i delikatniejszy, a wszystkie oznaki oficjalności zniknęły z jej zachowania. - Albus powiedział mi, że zamieszkasz z nim pierwszego sierpnia...

- Stop! - wykrzyknął Harry. To było dla niego coś nowego. - Mogę... Będę... on...

Czarownica uśmiechnęła się do niego.

- Tak, wypuścimy go do tego czasu... - zaczęła, ale Harry przerwał jej:

- To znaczy, że odzyska do tego czasu pamięć?

Uśmiech znikł z życzliwej twarzy, a Harry dojrzał linie zmęczenia i smutku zajmujące jego miejsce.

- Nie, nie sądzę. I... to jest powód, dla jakiego chciałam z tobą porozmawiać. Ale... - Podniosła rękę stanowczym gestem, kiedy Harry otworzył usta, by znowu jej przerwać. - Proszę, żebyś najpierw uważnie mnie wysłuchał, a potem, jeśli nadal nie będziesz czegoś rozumieć, wyjaśnię. Dobrze?

Harry tylko przytaknął i oparł się wygodnie w krześle, na którym siedział. Uzdrowicielka wciągnęła głęboko powietrze, potem wyjęła swoją różdżkę i rzuciła kilka zamykających, uciszających i anty-podsłuchowych zaklęć na pokój. Kiedy skończyła, okrążyła biurko i zapaliła ogień w kominku. Oparła się o półkę nad kominkiem i odwróciła głowę w stronę Harry'ego.

- Aby pomóc w leczeniu Severusa, Albus opowiedział mi wszystko, co uważał za stosowne, że powinnam o nim wiedzieć - i oczywiście o tobie. Nawet wyjawił mi twoją prawdziwą tożsamość, prosząc o zachowanie całkowitej dyskrecji w tej sprawie...

- Dlaczego on pani ufa? - Harry nie mógł powstrzymać tego pytania. Kobieta spojrzała na niego poirytowanym wzrokiem, ale jej rozdrażnienie szybko minęło.

- Cóż... to zrozumiałe, że ty nie ufasz prawie nikomu, ale zrozum: znam Albusa od pięćdziesięciu lat z górą; opiekowałam się chorymi ludźmi odkąd opuściłam Hogwart, prawie osiemdziesiąt lat temu...

- Ale nie wygląda pani na więcej niż czterdzieści! - wykrzyknął zaskoczony Harry, prostując się raptownie. Kobieta znowu się uśmiechnęła.

- Mam dziewięćdziesiąt sześć lat, młodzieńcze, i dziękuję za komplement.

Harry osunął się z powrotem na krzesło z zażenowaniem. - Przepraszam - wymamrotał.

- Niepotrzebnie. - Uśmiech jaśniał jeszcze przez chwilę na jej uprzejmej twarzy, zanim ponownie zniknął. - Więc, gdzie by tu zacząć? - zadumała się przez chwilę, potem zaczęła. - Nie po raz pierwszy leczę Severusa. Był moim pacjentem prawie szesnaście lat temu, po tym jak Albus wydostał go z Azkabanu, więc wiedziałam o nim dość sporo. Wiedziałam o jego rodzinie, jego bracie, jego śmierciożerczej przeszłości i późniejszej działalności wywiadowczej dla Albusa, a nawet o jego problemach ze szkolnymi kolegami, ponieważ to wszystko były - i nadal są - jego najgorsze wspomnienia, które musiał ciągle na nowo przeżywać w więzieniu. Albus naprawdę nie musiał mi dużo o nim opowiadać; właściwie tylko o ostatnim roku, który był dla mnie zupełnie nieznany, ponieważ wcześniej wiódł spokojne życie w Hogwarcie, poświęcając się swojej profesji... ale to nie jest ważne dla ciebie. - Podeszła do drugiego krzesła i usiadła twarzą do Harry'ego. - Jak wiesz, rzucił na siebie skomplikowane Zaklęcie Pamięci. Ogólnie rzucił Obliviate na dwie rzeczy: na ostatni rok i - by odebrać porywaczom jakiekolwiek podstawy do domysłów - zatarł wspomnienia o swoim bracie. Pierwsze nie stanowi większego problemu, na ogół jest łatwe do naprawienia przy pewnych okolicznościach, a nawet, jeśli nie uda się ich odzyskać, to nie powoduje to poważnych komplikacji. To jest jak zwykła amnezja. Wiesz, co to jest? - Kiedy Harry przytaknął, ciągnęła dalej: - Drugie jednak jest dużo poważniejsze. Zbyt wiele rzeczy w życiu i wspomnieniach Severusa było związanych z jego bratem. Quietus, twój biologiczny ojciec zawsze grał wyjątkowo ważną rolę w jego życiu. Wiele wspomnień było z nim powiązanych. A to znaczy, że życie emocjonalne Severusa teraz przewróciło się do góry nogami. Całe jego dzieciństwo jest dla niego chaosem. Ma wspomnienia o swoich rodzicach, ale to są tylko oderwane obrazy, ponieważ Quietus zawsze tam z nim był. Nie wie teraz, co czuć względem swoich rodziców - kiedy był dzieckiem szanował ich, potem jego respekt zamienił się w nienawiść, ale zarówno respekt jak i nienawiść były częścią pajęczyny życia, która zawierała w sobie również Quietusa i jego uczucia zmieniły poważnie uczucia samego Severusa... Niemal zupełnie nie zna swych poprzednich motywacji. Nie może zrozumieć samego siebie. Wie o sobie wiele rzeczy, ale nie może zrozumieć, dlaczego wybrał taką drogę, a nie inną...

- Ale... to nie znaczy, że zwariuje, prawda? - wydusił Harry przez ściśnięte gardło, zaciskając desperacko dłonie na poręczach krzesła.

- Nie sądzę. Jest bardzo silną osobą i chociaż potrzebował trochę czasu, aby odzyskać opanowanie, teraz czuje się już prawie dobrze.

- Czy... szalał? Czy to dlatego nie mogłem go widywać?

- Nie - powiedziała stanowczo kobieta. - Nie "szalał" w żadnym sensie tego słowa. Miał depresję i nie chciał nikogo widywać przez tydzień. Potem był tak poirytowany, że nie pozwoliłam, abyś go odwiedzał, ponieważ nie chciałam ryzykować, że cię zrani - emocjonalnie, oczywiście. Odbył kilka kłótni z Albusem i ze mną, zabrało trochę czasu przekonanie go o potrzebie dalszego leczenia. Wreszcie się zgodził, ale w ogóle nie chciał ciebie widzieć. W końcu Albus zasugerował, aby dopuścić ciebie do procesu leczenia i doszłam do wniosku, że to dobry pomysł...

- On nie chce mnie widzieć. - Harry zamknął oczy, czując jak łzy zbierają się pod jego powiekami. Severus znowu był jego... wrogiem, zamiast... zamiast kim? Ojcem? Przyjacielem?

- On ciebie nie zna, Quietus, on...

- To nie moja cholerna wina! - krzyknął zrozpaczony Harry. Uzdrowicielka tylko przytaknęła ze zrozumieniem.

- Wiem. I rozumiem, że czujesz, iż to wszystko jest wobec ciebie niesprawiedliwe, ale nic nie możemy na to poradzić. Musisz odzyskać jego zaufanie. To lato da ci na to szansę: będziesz miał udział w jego leczenia i spędzisz z nim cały sierpień.

- Jak zaakceptował moje uczestnictwo w tym?

- Zaskakująco dobrze. Wspomniał coś o głupich nastoletnich chłopakach, ale Albus powiedział mu, że byłeś najlepszym uczniem na roku i to dało mu do myślenia. Wreszcie nie protestował, kiedy oświadczyłam mu wczoraj, że go dzisiaj odwiedzisz - bo miałam nadzieję, że pojawisz się również dzisiaj, tak jak zwykle.

- Więc... mogę go odwiedzić... - powiedział Harry, ale było to raczej pytanie, niż stwierdzenie.

- Tak, możesz. Jeszcze jedna rzecz, Quietus - powiedziała kobieta, kiedy wstał. - Nie możesz mu nic mówić o przeszłości.

- Nic? - zapytał z niedowierzaniem Harry. - Ale... dlaczego?

- Twoje opowieści mogą zakłócić powolne powracanie wspomnień Severusa i zakłócenia mogą być tak poważne, że mogą nieodwracalnie uszkodzić pamięć. Każde pojedyncze wspomnienie powiązane jest z innym, więc spowodowałoby w jego pamięci efekt domina.

- To może spowodować koniecznie, czy może spowodować przypadkiem? - zripostował szybko i ostro.

- To wszystko jest przypadkowe, młodzieńcze, ale nigdy nie możesz być pewny, co może spowodować u niego taki efekt. - Nagle zaczęła wyglądać na swój wiek: Harry widział go w jej oczach, fałdach i zmarszczkach wokół ust.

- Więc nie mogę z nim rozmawiać - powiedział zirytowany Harry. - Mogę tylko siedzieć z nim w ciszy i cieszyć się jego humorami, czy co?

- Nie musisz tak ostro się odzywać, panie Snape - ciepły głos stał się trochę chłodniejszy. - Możesz z nim rozmawiać o wielu rzeczach, które nie są związane z jego wspomnieniami. Możesz na przykład mówić o faktach, ale nie możesz komentować zdarzeń.

Harry zmieszał się.

- Nie rozumiem, proszę pani - powiedział nieco uprzejmiejszym tonem.

- Możesz mówić mu o samych gołych faktach, bez żadnych opisów, jeśli temat związany jest bezpośrednio z jakimkolwiek z jego wspomnień. Natomiast możesz mu opowiedzieć wszystko, jeśli nie był przy tym obecny.

- Rozumiem. Nie mogę podawać mu mentalnych obrazów, by nie sfałszować jego powoli wracających wspomnień.

- Dokładnie. I nie możesz dawać mu sugestii, dotyczących JEGO uczuć w przeszłości. A nawet więcej: najlepiej, jeśli w ogóle nie będziesz mówić o jego przeszłych uczuciach.

Harry pomasował skronie i potarł bolące oczy.

- To będzie piekielnie trudne. Właściwie niemożliwe.

- Albus uważa, że jesteś wystarczająco inteligentny, aby sobie poradzić.

- Cóż... jakieś wskazówki?

- Policz do dziesięciu, zanim odpowiesz na pytanie.

-----
- Och, syn w końcu przypomniał sobie, że ma ojca! - Snape podniósł głowę i posłał szyderczy uśmiech w stronę Harry'ego. Słowo "syn" w jego ustach zabrzmiało jak obelga. Harry zatrzymał się w drzwiach i głośno przełknął ślinę.

- Przychodziłem tutaj każdego dnia. Uzdrowiciele nie pozwalali mi cię odwiedzić - jego głos był tylko szeptem.

- Na szczęście - złośliwy uśmieszek Snape'a pogłębił się. - Więc? Co tutaj robisz?

Harry poczuł się wyjątkowo głupio. Rzeczywiście, co on tutaj robił?

- Chciałem tylko cię zobaczyć... - zdołał wyskrzeczeć i przestąpił z nogi na nogę.

- Zobaczyłeś mnie. Możesz teraz iść - czysty, kwaśny sarkazm płynął z każdego słowa mężczyzny.

- Nie - Harry nareszcie wszedł i cicho zamknął za sobą drzwi. - Będziemy mieszkać razem od sierpnia i chcę, żebyś przyzwyczaił się do tego czasu, że jestem w pobliżu ciebie.

- Czemu miałbyś żyć ze mną w czasie mojego urlopu? - Snape wzruszył ramionami. - Masz gdzie mieszkać nawet teraz, prawda? Możesz zostać tam również w sierpniu.

- Tak, ale ty jesteś moim oficjalnym opiekunem, Severusie - Harry miał nadzieję, że nie powiedział nic, co by mogło sprawić problem w czasie leczenia.

- "Severusie"? Kto ci pozwolił mówić mi po imieniu?

Snape był teraz oburzony. Harry wciągnął głęboko powietrze.

- Jesteś moim ojcem. Jak więc mam się do ciebie zwracać? - ta odpowiedź wydawała mu się wystarczająco neutralna.

- Och, znowu to o ojcu. Kto ci powiedział, że jestem twoim ojcem?

Jak odpowiedzieć na to pytanie? Myśli Harry'ego pędziły.

- Spójrz na mnie - powiedział wreszcie z dobrze wyćwiczonym zmarszczeniem brwi, którego nauczył się od Severusa.

Nagle napięcie mężczyzny nieco opadło. Severus zmarszczył czoło i obrzucił go długim, badawczym spojrzeniem.

- Cóż, sądząc po twoim wyglądzie, rzeczywiście jesteś moim synem. Chociaż jestem zupełnie pewny, że żadnego nie spłodziłem.

- Ale ja tutaj jestem i bez wątpienia jestem Snape'm - stwierdził Harry.

- Wygląd może cię łatwo zwieść, chłopcze - powiedział Snape beznamiętnym tonem. Harry skulił się, słysząc chłód w znajomym głosie. Nagle poczuł się śmiertelnie zmęczony.

- Zawsze możesz poprosić o testy krwi - zasugerował wreszcie. - Możesz nawet zrobić eliksir, który mnie zidentyfikuje lub rzucić na mnie Identyfikujące Zaklęcie.

"Przynajmniej wiedziałbyś, że jestem synem twojego brata i nie musiałbym tyle kłamać" pomyślał Harry.

- Identyfikujące Zaklęcie może zostać rzucone tylko przez urzędników Ministerstwa - powiedział Snape, uśmiechając się ironicznie. - Test krwi lub eliksir może tylko wykazać prawdopodobieństwo ojcostwa, a nie stuprocentową pewność.

Harry wzruszył ramionami.

- Nie powiem im, jeśli go użyjesz. W każdym razie możesz zobaczyć nasze dokumenty w Ministerstwie Magii, jeśli nie chcesz mi wierzyć.

- Nie jesteś tak inteligentny, jak twierdził Albus. - Mężczyzna skrzyżował ręce na piersi.

- Dlaczego? - zapytał Harry neutralnym tonem. - Tylko dlatego, że powiedziałem, że możesz rzucić na mnie Identyfikujące Zaklęcie? Wiem, że jego użycie jest zakazane i że nawet urzędnicy Ministerstwa rzucają je tylko na zwłoki, ponieważ...

- Przestań - Snape uniósł rękę, by podkreślić rozkaz. Harry zamknął usta i znowu wzruszył ramionami. - Proszę teraz o test krwi, i to ja chcę go przeprowadzić. Żadnego fałszowania.

Harry przewrócił oczami.

- Wykaże, że jestem twoim synem - przepowiedział, ale nie zaprotestował.

"I uwierzysz, że kłamstwo jest prawdą" dodał smutno w myślach.

Severus wstał i skinął ręką na Harry'ego.

- Chodźmy.

Harry podążył posłusznie za Severusem, dziwiąc się trochę po drodze, jak dobrze mężczyzna znał szpital. Zaprowadził ich do schodów bez najmniejszego wahania.

- Skąd wiesz gdzie są laboratoria w szpitalu? - zapytał ciekawie Harry, kiedy skierowali się do sutereny.

- Nie chcesz zostać Mistrzem Eliksirów, prawda? - zapytał mężczyzna arogancko.

- Jeszcze nie wiem - odpowiedział Harry, zgodnie z prawdą. - Dlaczego pytasz?

- Laboratoria są zawsze w suterenie - Severus znowu się uśmiechnął złośliwie.

Harry również uśmiechnął się szyderczo.

- Rozumiem. Jeśli jest wybuch w lochach, wali się od razu cały budynek i nie trzeba sobie zawracać głowy remontem.

- Zazwyczaj nie ma żadnych Longbottomów w profesjonalnych laboratoriach - odparł chłodno Snape.

- Nie ma teraz, ale nic nie wiesz na temat przyszłości - Harry ledwo powstrzymał śmiech. Snape zatrzymał się i odwrócił do niego.

- O co ci chodzi?

- Jeśli się nie mylę, Neville Longbottom od września będzie chodził na twoje lekcje przygotowawcze do OWTMów z Eliksirów - odparł Harry tak bezczelnie, jak tylko potrafił. Kontynuowali swoją wędrówkę do laboratoriów.

- Niemożliwe - odpowiedział stanowczo Snape po kilku krokach. - Nie sądzę, aby zdał swoje SUMy z Eliksirów, a jeśli nawet jakoś mu się to uda, to przyjmuję na swoje OWTMy tylko tych, którzy dostaną ocenę "Wybitną" - uśmiechnął się. - Jest zbyt wiele eterycznych eliksirów na projektach do OWTMów i nie chcę wysadzić Hogwartu w powietrze...

- Zobaczymy... - Harry uśmiechnął się tajemniczo.

- A co z tobą? - Snape nagle zmienił temat i zapukał do drzwi laboratorium.

- Masz na myśli mnie i Eliksiry? - zapytał Harry. Kiedy Snape przytaknął, uśmiechnął się. - Jeszcze nie wiem. Nie otrzymałem jeszcze oficjalnych wyników moich SUMów.

- A jak uważasz? - zainteresował się mężczyzna.

- Nie pozbędziesz się mnie tak łatwo - powiedział mu Harry.

Drzwi otworzyły się nagle i zobaczył groźną postać dużej czarownicy stojącej w drzwiach.

- Czego chcecie? Nie potraficie czytać? - zapytała gniewnie i wskazała palcem zawieszoną na drzwiach kartkę z napisem: "PUKANIE ZABRONIONE".

- Odsuń się, Lamarre - warknął Snape. - Potrzebuję laboratorium na godzinę.

- Profesor Snape... - Groźna postać nagle skurczyła się jakby, a jej postawa wyrażała zakłopotanie. - Oczywiście, ale muszę poinformować...

- Więc idź i powiedz - Snape wszedł do laboratorium z Harry'm.

- Ale nie powinien pan przyprowadzać...

- To mój syn - powiedział cierpko.

- Och, nie wiedziałam...

- Ja też nie.

Harry miał ochotę parsknąć śmiechem. W rzeczywistości nienawidził tej strony Severusa, - nieuprzejmej, typowo drańskiej strony, ale zachowanie pani (albo panny?) Lamarre było wystarczająco irytujące, aby zasługiwała na pogardę Snape'a. Kiedy kobieta wyszła, Harry odwrócił się do Severusa.

- Wolno ci tutaj wchodzić?

- Jako Mistrzowi Eliksirów tej instytucji, oczywiście, że wolno.

- Ale ty... - Harry potrząsnął głową. Najwyraźniej było wiele rzeczy o Severusie, których nie poznał w ciągu tego roku, który spędzili razem.

- Nie pracuję tutaj - Mistrz Eliksirów dokończył zdanie. - Ale pracuję dla nich. I używają wielu wynalezionych przeze mnie eliksirów - dodał. W międzyczasie poszedł do magazynu i przyniósł oficjalnie zapieczętowaną butelkę z pomarańczowym eliksirem. Na etykiecie widniał napis: "Eliksir Klarujący". Odkorkował butelkę i wlał jej zawartość do małego kociołka. Rozpalił ogień i postawił na nim kociołek. - Nie wiedziałeś o tym, prawda?

Harry patrzył na niego, myśląc nad właściwą odpowiedzią.

- Myślę, że jest wiele rzeczy, których o tobie nie wiem - powiedział wreszcie. - Ten jeden rok, który spędziliśmy razem, najwyraźniej nie wystarczył, aby dowiedzieć się wszystkiego o sobie nawzajem. A ty nie jesteś gadatliwym typem...

Snape wykrzywił usta.

- Oczywiście, że nie jestem! - powiedział, oburzony. - No to zobaczmy... - Pochylił się nad naczyniem w którym płyn zaczął lśnić. - Wystarczająco gorące - powiedział i rozlał eliksir do dwóch małych szklanek. - Daj palec wskazujący.

Harry wyciągnął rękę i pozwolił nakłuć ją Snape'owi zdezynfekowaną igłą. Kropla jego krwi wpadła do naczynia. Następnie Snape powtórzył procedurę z własnym palcem.

- Co teraz? - zapytał Harry, czując, jak wzrasta w nim nerwowość. Severus i on zawsze akceptowali fakt, że Harry był synem Quietusa, ale teraz poczuł podniecenie. Dowiedział się wystarczająco dużo o Zaklęciu Adopcyjnym, którego użył Severus w nocy po fałszywym pogrzebie. Wiedział, że zadziałałoby nawet wtedy, gdyby nie był jego bratankiem - tak jak Zaklęcie Adopcyjne Jamesa Pottera działało wyśmienicie przez piętnaście lat - a teraz dopadły go wątpliwości.

- Poczekamy kilka minut. Myślę, że wystarczy pięć - odpowiedział Snape, a ton jego głosu zdradzał ciekawość.

Harry przytaknął i próbował myśleć o różdżce, którą zrobili razem w lochach Voldemorta; albo o różdżce Quietusa, o jego dzienniku, opowieści Dumbledore'a, ale wszystko to stało się nagle wątpliwe i niepewne. Co, jeśli jednak nie był bratankiem Severusa? Severus, którego znał z Koszmarnego Dworu uważałby go za syna, nawet gdyby rezultat testu nie był pozytywny, ale ten mężczyzna nie był tamtym Severusem. Ten był bardziej Snape'm, którego znał z czterech lat lekcji Eliksirów: niezadowolonym, groźnym i... cóż, zwyczajnie podłym. Drań. Harry zacisnął powieki.

- Zdenerwowany...? - Urągliwy głos sprawił, że Harry zadrżał z odrazy.

"Powrót Drania" pomyślał. Musiał zaczynać wszystko od początku. Najwidoczniej nie miał żadnego stałego miejsca, by się zatrzymać: w górę i w dół, zawsze ta sama huśtawka.

- Nie, nie jestem zdenerwowany - powiedział po chwili. - Po prostu nie wiem, jak reagować na twoje nowe ja. - Harry spojrzał na mężczyznę. Widział, jak paskudny uśmieszek znika z twarzy Severusa i zastępuje go wyraz niepokoju. Tak, Severus z pewnością myślał, że jego "syn" nigdy nie poznał go z tej strony. W końcu to Severus przerwał kontakt wzrokowy i zaczął czegoś zawzięcie szukać w szufladach. Kiedy to znalazł, znowu się uśmiechnął i położył przedmiot na biurku.

Potem podniósł obie szklaneczki i zbliżając je do światła porównał kolory eliksiru. Harry zaczął się odprężać. Nie widział żadnej różnicy - oba miały ten sam odcień jasnego błękitu.

- Włożysz do nich papier testowy, prawda? - upewnił się. Znał ten papier z nauki w ostatnim roku. Był powszechnie używany podczas produkcji eliksirów. Kiedy ktoś chciał porównać dwa, na pozór identyczne eliksiry, używał tych małych pasków papieru. Czasami nawet Snape ich używał, aby porównać eliksir ucznia ze swoim, jeśli oba wyglądały identycznie. Papierek należało najpierw włożyć do teoretycznie prawidłowego eliksiru na minutę - wtedy pasek wskazywał 100 - a potem do drugiego. Jeśli rezultat wynosił 95 lub więcej, to eliksiry uważano za "identyczne"; ponad 90 oznaczało "prawie identyczne" (w wielu przypadkach nawet "prawie identyczne" wystarczało do zaliczenia) między 80 a 90 były "podobne", pomiędzy 70 a 80 były "pokrewne". - Musi wyjść ponad siedemdziesiąt, prawda?

Severus potrząsnął głową przecząco.

- Siedemdziesiąt procent wskazuje tylko na bliskie pokrewieństwo. Musi wyjść ponad osiemdziesiąt trzy, aby ojcostwo było wiarygodne. - Ostrożnie powiesił pasek na brzegu szklanki. - Najlepszym wynikiem jest "prawie identyczne", ponieważ ilość krwi w Eliksirze Klarującym nie jest zbyt duża. - Sprawdził przemoczony papierek. Pokazywał 100. Kiwnął głową i delikatnie włożył go do szklanki Harry'ego. - Cóż, zobaczmy, w co Dumbledore i ty każecie mi wierzyć. - Snape pozwolił szerokiemu uśmiechowi zagościć na swej twarzy. - Jaką masz dziś dla mnie historyjkę?

Harry'ego nagle zapragnął wepchnąć głowę Snape'a do kociołka i zostawić go tak. Z drugiej strony, do pewnego stopnia rozumiał jego podejrzliwość. On, Harry, czy też Quietus Harold Snape nie był w rzeczywistości jego synem. Przez kolejną chwilę Harry pragnął, aby papier testowy pokazał wynik poniżej 83 i mógłby przerwać ten szereg kłamstw, ale wtedy...

- Och! - usłyszał zaskoczony jęk Snape'a. Harry nie spojrzał na pasek. Z tego, co usłyszał, wynikało, że rezultat wynosił ponad 90.

- Dziewięćdziesiąt cztery!! - wykrzyknął zaskoczony Snape. - Ale... Albus powiedział, że twoja matka była szla... pochodzenia mugolskiego.

Harry zadrżał krótko z obrzydzenia. Szlamą! Pięknie!

- Gorzej - powiedział sarkastycznie. - Nie była szlamą, ojcze. Sama była kawałkiem szlamu, zwykłym Mugolem! - wykrzyczał ostatnie słowa z całych sił, potem odwrócił się i wybiegł z laboratorium, zatrzaskując za sobą drzwi.

-----
Kiedy Harry dotarł do domu, pomyślał, że ten dzień nie może być już gorszy. Mylił się.

Miał bolesną i długą nocną wizję z zadowolonym i szaleńczo się śmiejącym Czarnym Lordem oraz dużą ilością fizycznych tortur. Harry znosił ból bez skargi i starał się wychwycić jak najwięcej informacji, podczas gdy musiał być świadkiem kolejnych dwóch nieznośnych rzeczy. Jedną z nich było pierwsze morderstwo, dokonane przez Leah i jej inicjacja; drugą był Avery, znowu... Chciał wytrzymać to cierpienie, ale już po pierwszym cięciu skalpela mężczyzny cała jego skóra zaczęła płonąć, a do czasu gdy Syriusz i Hermiona obudzili go, jego piżama i prześcieradło były przesiąknięte krwią.

- Harry?! - Półprzytomny, słyszał dwa głosy, przepełnione szalonym niepokojem i czuł dwie pary rąk trzymające go mocno. - On krwawi, Syriuszu! - To był głos Hermiony, w którym brzmiały nuty histerii. - On krwawi!!

- Nie wrzeszcz - jęknął Harry ochryple. - Nie jesteśmy głusi. - Ale przysunął się do niej bliżej, tak jak przytulał się do Severusa po takich koszmarach

- Co się stało? - zapytał Syriusz.

- Avery i jego skalpel - powiedział Harry, chociaż przypuszczał, że nie zrozumieją.

Cisza.

- Czy to zdarzało się już wcześniej? - wyszeptała niepewnie Hermiona. Kiedy Harry wychrypiał "tak", zapytała: - Co robił profesor Snape w takich wypadkach?

- Dawał mi Eliksir Przeciwkrwotoczny i kilka innych... i robił ciepłą kąpiel, żeby rozluźnić moje mięśnie i pomóc zaleczyć się cięciom. Ale nie mam żadnej z tamtych mikstur w moim kufrze. Tylko... - Otworzył oczy. - Syriuszu, jeśli otworzysz trzeci schowek, znajdziesz tam dużą butelkę eliksiru na krwotoki - to ta duża, purpurowa butelka, proszę... - Usiadł z trudem i wziął butelkę z rąk Syriusza.

- Często tego używasz? - zapytał Syriusz, podczas gdy Harry wypił kilka łyków.

- Nie - odpowiedział Harry i otarł usta rękawem. - Tylko kiedy moje cięcia się otwierają. Teraz był trzeci raz.

- Kiedy były poprzednie dwa? - zapytał ponownie Syriusz, ale tym razem to Hermiona odpowiedziała na jego pytanie.

- Pierwszy raz we wrześniu albo październiku, cztery tygodnie przed pierwszą wizytą Aurorów. Drugi podczas ataku Rona w styczniu...

Harry westchnął.

- Otrzymałem te rany w Koszmarnym Dworze. Avery mi to zrobił. Prawie wykrwawiłem się na śmierć. - Znowu zamknął oczy i nagle bardzo zapragnął powrotu Severusa. Natychmiast. - Myślę, że to był punkt zwrotny pomiędzy Severusem i mną. Był przerażony, że umrę. On... on... - Harry nie mógł mówić dalej. Poczuł wewnątrz chłód i poczucie winy, że zostawił Severusa w laboratorium tamtego dnia, tylko z powodu...

Och... Ciepła woda wzmocniła go. Severus... Ale kiedy otworzył oczy, zobaczył pochylającego się nad nim Syriusza. Harry został zaniesiony z powrotem do łóżka - czystego łóżka, z pewnością to Hermiona zmieniła prześcieradła. Ktoś włożył mu kubek gorącej herbaty do ręki. Hermiona usiadła obok niego i owinęła ich oboje wspólnym kocem. Syriusz usiadł na krześle obok łóżka. Oboje wpatrywali się w niego i nagle Harry usłyszał, jak opowiada i opowiada o wszystkim, o czym nie wiedzieli. O jego... ich szczęśliwych dniach w piekle, o Severusie, ich rozmowach, uczuciach i wreszcie o ich więzi; różdżce którą zrobili wspólnie, ucieczce, Peterze Pettigrew; nocy, podczas której Severus przyjął go z powrotem do rodziny Snape'ów, jego nowym wyglądzie następnego dnia, Weasley'ach, rodzinie Noblestone'ów, Krwawym Baronie i swoim krótkim, ale niefortunnym związku z Leah... Mówił i mówił, o wszystkim co czuł: bez końca, a kiedy wreszcie dotarł do miejsca, kiedy Severus uniósł swoją różdżkę i rzucił na siebie Obliviate, usłyszał cichy szloch Hermiony i wściekłe westchnienie Syriusza. Poczuł w tym momencie z całą mocą, jak straszliwą, nienaprawialną ponieśli stratę, serce go zabolało, gdy zrozumiał, że Severus już nigdy nie będzie taki sam.

Nigdy.

Był tego pewny. Był pewny, ponieważ kiedy opowiadał przeszłe zdarzenia poczuł, że jego życie byłoby zupełnie inne bez tych wszystkich zdarzeń. Jego obecne uczucia w stosunku do tamtych wydarzeń uczyniły go takim, jakim teraz był - a Severus nie pamiętał i nie miał tamtych uczuć.

To będzie bardzo długi i bolesny rok, Harry był o tym przekonany.

I nie czekał na niego.

-----
Następnego dnia wielka, brązowa, zwariowana sowa stukała w okno Harry'ego. Nie znał tego ptaka i na początku nie mógł też rozpoznać charakteru pisma na kopercie. Rozłożył więc kartkę włożoną do niej i spojrzał na podpis. Ares.

Quiet,
Nie wiem, co zrobić. Moja matka wysłała mnie do mojego wujka, ponieważ Ministerstwo obserwuje jej dom, i jest tu dużo S-ów (wiesz o kim mówię), a moja matka nalega, żebym rzucił szkołę, bo za dwa tygodnie będę miał wyniki swoich SUMów, i żebym dołączył do "sfery, do której przynależę" (to są jej słowa).
Boję się. Nie chcę tego. Pamiętam co mówiłeś i nie mam pojęcia, jak się z tego wydostać. Nie sądzę, żebym miał zbyt dużo czasu na zastanowienie.
Nie chcę tego zrobić. Napisz do mnie, jeśli masz jakieś pomysły.
Ale zrób to szybko.
Ares