Druga próba

Rozdział 8: "Wychowanie"

. .
.

Wciąż było jeszcze ciemno w tych wczesnych godzinach. Mgła wkradała się przez ziemie w doliny regionu Hakone, obejmując ruiny niegdyś dumnego miasta Tokio-3. Nie dał się słyszeć żaden dźwięk, żaden ptak nie śpiewał jeszcze swej pieśni, nie obudziły się jeszcze nawet zawsze obecne cykady. Każda istota w domu zamieszkanym przez pojedynczą rodzinę i w jego pobliżu jeszcze spała.

Przynajmniej dopóki - już całkiem znajomy - płacz nie zakłócił porannej ciszy.

"Mmm... Shinji..." wymamrotał zmęczony głos. "Shinji!"

"C-co jess...?" odpowiedział niemniej zmęczony głos. "Jeszsze pięć minut, 'kej...?"

Ponieważ jej wcześniejsze lekkie trącanie stopą nie przyniosło pożądanego skutku, Asuka postanowiła kopnąć go trochę mocniej. "Twoja kolej..."

Shinji westchnął, gdy usiadł powoli z wciąż zamkniętymi oczami. "Jak to możliwe, że to zawsze moja kolej?"

"Bo jesteś najlepszym ojcem i mężem na tym świecie, który dla swojej rodziny zrobiłby wszystko."

Wyszczerzył się ze znużeniem. Jej słowa byłyby prawdopodobnie bardziej zachęcające, gdyby nie był jedynym ojcem i mężem na tym świecie - i gdyby nie używała już tego zdania tak często, że było ono już niczym więcej niż tylko sennym mamrotaniem. "Najpewniej i tak jest głodna, więc ty też sobie nie pośpisz."

Chichocząc tylko z cichego warczenia, które otrzymał w odpowiedzi, powoli wstał. Nie miał ochoty kłócić się o coś, przeciwko czemu tak naprawdę nic nie miał - a przynajmniej nie tak bardzo. Pewnie, że też chciałby zostać troszkę dłużej w ciepłym, wygodnym łóżku i modlił się o noc, którą znów mógłby wreszcie całą przespać. Ale Asuka miała rację w jednej kwestii: Dla swojej rodziny zrobiłby wszystko.

Zanim się spostrzegł, był już przed drzwiami z tą znajomą tabliczką w kształcie serca. W dniu, w którym wrócili ze szpitala, przekreślił swoje imię i zastąpił je imieniem nowej właścicielki tego pokoju. Od tamtego czasu minęło troszkę więcej niż dwa miesiące.

Wciąż pamiętał, jak długa była droga powrotna. Asuka przez cały dzień odmawiała rozstania się z dzieckiem, choćby nie wiadomo ile razy powtarzał jej, że dużo bezpieczniej będzie skorzystać z fotelika dziecięcego. Gdyby tego dnia Asuka kłóciła się w swój zwyczajowy sposób, mogłoby mu się udać jej to wyperswadować. Ale nie miał szans z wciąż zmęczonym, lecz błogim uśmiechem, który nosiła przez cały czas, więc wreszcie poddał się, gdy cicho poprosiła go, żeby po prostu jeździł nadzwyczaj ostrożnie.

By zaspokoić inne żądanie, którego nigdy nie byłby w stanie odrzucić, otworzył drzwi i wszedł do "Pokoiku Aki".

Szybko podszedł do łóżeczka, gdzie jego mała córeczka wołała o uwagę. Delikatnie podniósłszy zawodzącą dziewczynkę, kołysał ją lekko. Już zauważalnie urosła przez ten krótki czas, ale wciąż wydawała się taka delikatna. Jednakże nie było tak źle jak na początku, gdy obawiał się skrzywdzić ją każdym nieprawidłowym dotknięciem.

Jego palce przejechały kojąco po małej plamce brązowych włosów, gdy wdychał słodki zapach pudru dziecięcego, który ją otaczał - przynajmniej przez większość czasu.

"Ćśś," zagruchał Shinji, gdy odwrócił się, by wyjść z pokoju. "Damy ci coś do jedzenia, hm?"

Nie widział, czy to jego ciepło i uspokajanie, czy też rzeczywiście zdawała sobie sprawę, że jej żądania miały zostać spełnione, ale jej płacz złagodniał do cichego kwilenia.

Kiedy weszli do sypialni, Asuka usadowiła się już w pozycji siedzącej, z plecami na poduszce ustawionej przy oparciu na głowę, tak jak niemal oczekiwał. Wymienili tylko porozumiewawcze uśmiechy, gdy ostrożnie przekazał ich dziecko w oczekujące ramiona swojej żony, nim sam wrócił do łóżka.

Asuka także wyszeptała kilka uspokajających słów, gdy przesunęła Aki w swoich objęciach i podciągnęła górę pidżamy. Gdy obserwował, jak przykłada ona usta Aki do swojej piersi i zaczyna karmić niemowlę, trzymając ją ostrożnie i pieszcząc tył jej główki; nie mógł się powstrzymać od wpatrywania się w dwie najważniejsze istoty w jego życiu, odwzajemniając zadowolony uśmiech żony, gdy w końcu zatracił się w tym widoku.

"I na co się gapisz?" Asuka nie zadała tego pytania zbyt groźnym tonem, ale wyrwało go ono wreszcie z transu. Zaprawdę, nigdy nie straciła tego uśmiechu. "Nie jesteś zazdrosny o własną córkę, co?"

Zachichotał lekko i potrząsnął głową. Jak na kogoś, kto zawsze nazywał go hentajem, na pewno miała zbereźny umysł, myśląc o czymś takim nawet w tej sytuacji.

"Nie," powiedział. "Ale jak was tak widzę, zawsze mi się przypomina, jak bardzo was kocham..."

"Baka," uciszyła go, nim napotkała jego usta w szybkim pocałunku. "Gdyby mi się to tak bardzo nie podobało, to bym cię walnęła za bycie tak delikatnym."

Znów zachichotał, nim jego ton stał się trochę poważny. "Cieszę się tylko, że karmienie jej piersią naprawdę zdaje egzamin - i jak dotąd tak dobrze. Ale ciągle nie jestem pewien, czy wystarczy, dopóki nie będzie mogła jeść czegoś konkretnego.

"Więc co chcesz zrobić? Poszukać w końcu krowy?"

"No, kozę łatwiej by było przetransportować..."

"Kozie mleko? Próbujesz mi zatruć dziecko?" powiedziała z uśmieszkiem. Zauważywszy, że Aki przestała ssać, położyła sobie dziecko na ramieniu i lekko poklepywała małe plecki. "Poza tym, do tej pory nie narzekałaś, nie?" zapytała Asuka dziecko przy zgodnym beknięciu jej córki.

"Och, to nie fair, kiedy obie sprzymierzacie się przeciwko mnie," próbował narzekać Shinji, choć nie mógł powstrzymać chichotu. Martwił się o całą sprawę karmienia piersią, nie tylko o to, czy młode ciało Asuki jest zdolne do wyprodukowania wystarczającej ilości mleka, by zaspokoić Aki, albo czy dziecko dobrze je przyjmie, ale także dlatego, że dowiedział się, iż może to być bolesne dla matki.

Oczywiście, Asuka natychmiast to zlekceważyła. Przyznała, że to "trochę dziwne uczucie", ale szybko dodała, że zdolność prawdziwego poczucia, jak zapewnia swojemu dziecku substancje odżywcze, była znacznie bardziej intensywna niż jakakolwiek możliwa niewygoda. W tym sensie rzeczywiście czuł lekką zazdrość.

Ale choć nie mógł dzielić ze swoją córką tak intymnej więzi, będzie robił wszystko, co w jego mocy, by okazać Aki swą troskę.

"A skoro już nie śpimy," zaczął w końcu, a jego wzrok padał przez okno na przemijającą ciemność wczesnego poranka. "to może pojedziemy?"

Asuka skinęła z uśmiechem głową, nie podnosząc wzroku, gdy delikatnie gładziła włoski swojego dziecka, które zasnęło już ponownie w jej ramionach.

.
.
---------.

"No, sporo czasu minęło..."

"I ostatnim razem nie było raczej za dobrze..."

"Ale udało nam się wszystko poukładać, a teraz..."

"Chcielibyśmy wam kogoś przedstawić."

Z tymi słowy Asuka pokazała tobołek w swych ramionach rozległemu morzu, które błyszczało w promieniach wczesnoporannego słońca, i odgarnęła fałdę koca z policzka dziecka. "To jest nasza córka. Świecie: To jest..." Pokazała przelotnie mężowi krzywy uśmieszek.

"To jest Aki Ikari!"

.
.
---------.

"Dalej czujesz się nieswojo bez sztucznego oświetlenia?"

Najpierw Asuka nie była pewna, co miał na myśli. Ale gdy spojrzała przed siebie na ciemne sylwetki tego, co kiedyś było Neo Tokio-3, wspomnienie o rozmowie powróciło, choć wtedy miasto nie było w ruinach, a w oddali nie było olbrzymiej bezcielesnej głowy Rei. Prawdę mówiąc, była z nimi dokładnie tutaj.

Trawiaste wzgórze poza granicami miasta wydawało się zachęcać ich do skończenia wycieczki, a czas płynął, gdy tylko tam siedzieli, ciesząc się widokiem i wzajemną bliskością, w cieniu drzew za nimi. W końcu słońce zaszło i na ciemniejącym niebie jedna po drugiej zaczęły się pojawiać gwiazdy. Aki spała już głęboko w ramionach matki, gdy zapadła noc, ale jej rodzice wciąż nie mieli jeszcze ochoty wracać do domu, próbując zachować tę romantyczną scenerię tak długo, jak to możliwe. Ciepło letniego dnia odpływało bardzo powoli, więc Asuka nie martwiła się jeszcze, że wkrótce zrobi się za zimno dla małej.

"Chyba się do tego przyzwyczaiłam do pewnego stopnia. Ale tam już nie ma ludzi, więc mój argument jest aktualny," Asuka odpowiedziała sucho na pytanie męża, opierając mu głowę o ramię. Ale gdy zerknęła w górę, na jej ustach pojawił się mały uśmiech. "Chociaż ty też miałeś rację. Niebo jest teraz dużo piękniejsze."

Ciężko było tak nie uważać. Nawet mimo przedzielającej je czerwonej smużki gwiazdy świeciły jasno, nietknięte niczym, co działo się na tej małej planecie. Ale nawet w obliczu tak przytłaczającej demonstracji bezmiaru, Asuka nie czuła się zastraszona czy malutka. Czuła się raczej mile widziana jako jego część.

"Rei mogła mieć w sobie nawet więcej z filozofki niż wtedy myślałam. A może nawet ona sama nie myślała."

Tym razem to Shinji był zaskoczony. "Hę?"

"Pamiętasz, co powiedziała o tym, że ludzie przetrwali, bo nauczyli się panować nad ogniem, żeby uciec przed ciemnością? Pewnie miała po prostu na myśli, że korzystanie z nauki przez ludzi, co nam pozwoliło ewoluować w to, czym się staliśmy, zrodziło się ze strachu. Ale ciekawe, czy nie może się to też odnosić raczej do czegoś w środku ludzkiego serca. Że bez ognia, tego światła wewnątrz nas, skończylibyśmy pochłonięci przez ciemną samotność."

Ciche westchnienie sprawiło, że opuściła wzrok na tobołek w swoich ramionach i uśmiechnęła się, gdy zobaczyła i poczuła, jak Aki przez sen próbuje wtulić się w ciepły biust matki. "Mam tutaj swoje najjaśniejsze światło. I będę bronić ją przed ciemnością, tak jak ona broni mnie. Jestem pewna, że dopóki siebie mamy, nic nie może nam zrobić krzywdy."

. . --------------------------------. .
.

"Ałć! Aki! Aki, przestań, proszę!" Asuka skrzywiła się, gdy wyczerpujący ból powrócił raz jeszcze. "A! Aki, robisz mamie krzywdę!"

Jednakże lekkomyślne dziecko w jej ramionach nie mogło zrozumieć znaczenia jej błagalnego tonu. Asuka próbowała jedną ręką ostrożnie wyplątać pasemko rozpuszczonych włosów z uścisku córki, ale bliskie położenie i obawa przed przypadkowym upuszczeniem dziecka przy zmianie sposobu trzymania Aki pozostawiła jej tylko pracę czubkami palców. I jak na kogoś tak małego, jej córeczka była dość silna. Aki spojrzała wielkimi oczami na matkę, gdy próbowała wsadzić schwytane włosy do swojej uśmiechniętej buzi.

W końcu Asuka się poddała. "Shinji!"

"Co się..." odkrzyknął z piętra, ale urwał, gdy wszedł do pokoju Aki i zobaczył żonę w tarapatach. "Znowu cię ciągnie za włosy?" zapytał o to, co oczywiste, podchodząc już, by pomóc.

"A?" Aki spojrzała na niego z zakłopotaniem, gdy przytrzymał ją i wyplątał rude pasemka z jej rączki. Nim mogła zacząć płakać po utracie "zabawki", Shinji ostrożnie wziął ją z ramion Asuki i przytulił.

"Czego ona w ogóle zawsze chce z moimi włosami?" zapytała wyczerpana Asuka, choć pytanie nie było skierowane do nikogo konkretnego.

"No, na pewno jej się podobają," zgodził się mimo to Shinji, z uwagą umieszczając Aki w łóżeczku. "W końcu ładnie pachną i są tak jaaasnorude." Wyolbrzymił ostatnie słowa, łaskocząc swoją małą dziewczynkę, która odpowiedziała dzikim wierzganiem i szerokim śmiechem na buzi.

"Nie drażnij jej za bardzo," mruknęła Asuka, raczej na niego nie patrząc, okręcając sobie włosy między palcami. "To jej pora na drzemkę, właśnie dlatego chciałam ją położyć do łóżeczka."

"Dobra, dobra," wyszeptał teraz, gdy okrył córkę kocykiem i złożył pocałunek na jej małym czole. "Słodkich snów, Aki."

Dziecko zakwiliło trochę, gdy zniknął jej z oczu, ale zmusił się, by to zignorować. Odwrócił się do Asuki i podszedł bliżej, ale zatrzymała go, nim mógł objąć ją ramionami. "Shinji?" zapytała cicho. "Możesz iść po nożyczki do włosów?"

"Hę? Obcinaliśmy włosy dopiero parę dni temu," zdumiał się.

Asuka westchnęła głęboko. "Wiem. M... myślę, że może lepiej będzie, jak stracę trochę więcej."

"E? Chcesz powiedzieć...?"

"No, to będzie praktyczniejsze. Znaczy się, ile razy już zapomniałam odgarnąć włosy, szczególnie jak płacze w nocy?" Odwróciła się do niego, w jakiś sposób zdobywając się na słaby uśmiech. "I przecież to nie tak, że kochasz mnie tylko z powodu moich długich, falistych włosów, co?"

Wciąż się w nią wpatrywał, najwyraźniej zastanawiając się, czy była co do tego pewna, ale po chwili odwzajemnił jej uśmiech i powoli skinął głową.

"No dobra. Przygotuj się, będę u ciebie za chwilę."

.
.
---------.

Asuka oglądała się, siedząc na krzesełku przed lustrem w łazience. Nie mogła zaprzeczyć sentymentowi jaki czuła do tego widoku samej siebie, wiedząc, że kolejny aspekt jej życia miał się zakończyć. Spięła się, gdy zobaczyła, jak Shinji zbliża się za nią i wybiera parę nożyczek z ich przyborów fryzjerskich.

"Więc jak...?"

"Nie-nie za bardzo," przerwała mu ostrzej, niż miała zamiar. Jej ramiona natychmiast znowu opadły. "Tylko tak, żeby ona... no, żeby nie mogła ich tak łatwo dosięgnąć. N-nie wiem... do ramion?" Westchnęła pokonana. "Może trochę wyżej...?"

Skinął tylko głową.

Asuka zamknęła oczy, gdy przystąpił do pracy. Nie chciała tego widzieć. Już i tak ciężko było słuchać nieustannego klekotania nożyczek, gdy zdejmowały z niej znajomy ciężar. Zajęło jej całe lata zapuszczenie ich i dbanie o nie, i zawsze była dumna ze zdrowych pasemek, rozkoszując się komplementami na temat swoich włosów, jeszcze zanim przyjechała do Japonii, gdzie wyróżniały się jeszcze bardziej dzięki swojemu naturalnie jasnorudemu kolorowi. A teraz była to tylko kwestia paru minut, nim Shinji uczynił ostatnie cięcie.

"Okej, chyba skończyłem," obwieścił.

Wzięła dwa głębokie oddechy, niepewna, czy naprawdę chce zobaczyć rezultat, ale potem, z wahaniem znów otworzyła oczy.

W zasadzie to wykonał całkiem przyzwoitą robotę. Jej włosy zatrzymywały się teraz tuż nad jej ramionami w kilku ładnych pasemkach, trochę krótszych po bokach. Ale to było jakieś dziwne uczucie: uwierzyć, że osobą patrzącą na nią z lustra była rzeczywiście ona sama. Niemal z roztargnieniem przejechała ręką po pozostałościach swojej rudej grzywy.

"Wyglądam staro..." oznajmiła ze znużeniem.

"Nie," powiedział Shinji z dodającym otuchy uśmiechem, gdy pochylił się ku niej. "Wyglądasz jak matka..."

I z jakiegoś powodu pozbycie się tych wszystkich kłopotliwych włosów nagle nie wydawało się już wcale takie złe.

. . --------------------------------. .
.

"No, tylko nie znowu!" jęknął Shinji, trzymając swą córkę z dala od siebie, gdy pędził z nią do łazienki. Gdyby jej mina typu "O-o!" nie wystarczyła, by powiedzieć mu, co właśnie zrobiła, to smród na pewno tak.

Asuka była właśnie zajęta napełnianiem pralki drugi raz tego dnia, gdy wpadli, kierując się prosto do stołu do przewijania.

"Znowu?" spytała natychmiast, tak wykończona jak on. "Trzeci raz od rana!"

"Wiem," narzekał Shinji, zdejmując już kombinezonik Aki. "Jak tak dalej pójdzie, to jednak będziemy musieli dzisiaj jechać po więcej pieluszek."

"Zastanawiam się raczej, gdzie wrzucać te wszystkie zużyte! Nie możemy marnować benzyny na codzienne wycieczki na śmietnik."

"Może powinniśmy używać szmacianych?"

Asuka wskazała na stosy ubrań u jej stóp. "I mieć jeszcze więcej prania?" Popełniła błąd, podchodząc do nich, akurat gdy Shinji zdjął pieluszkę. "Ooch," zacisnęła powieki, próbując rozproszyć smród, machając, podczas gdy Aki tylko chichotała z dziwnych min, jakie robili jej rodzice. "Czyżby miała coś nie tak z trawieniem?"

"Obawiam się, że nie," potrząsnął głową, wycierając swoje dziecko po wyrzuceniu pełnej pieluszki do "pojemnika na odpady radioaktywne", jak mieli obecnie w zwyczaju nazywać kosz z pokrywą. Tymczasem Aki tylko machała paluszkami na zdegustowanych rodziców, gdy nakładano puder dziecięcy.

"Ale też często puszcza pawie," zauważyła Asuka, spoglądając znów na stos ubrań, gdzie na jej ulubionej koszulce można było łatwo zobaczyć wczorajszy obiad Aki.

"Może po prostu dajemy jej za... HEJ!" zaprotestował Shinji, gdy został odepchnięty przez żonę na bok.

"Ja się tym zajmę," oznajmiła, biorąc świeżą pieluszkę ze stosu.

"Ale ona zawsze jęczy, jak ty to robisz! Za ciasno je zakładasz!"

I rzeczywiście, mina Aki zmieniła się w lekki grymas, gdy jej matka naprężyła klejące paski. Asuka, jednakże, pozostała wierna swojej twardej postawie.

"Nie, zakładam je w sam raz! Ty je zakładasz za luźno! Może jej to trochę dłużej zająć, zanim będzie jej w nich wygodnie, ale przynajmniej potem nie będzie wyciekać, co byłoby dużo gorsze dla nas wszystkich!" wyjaśniła Asuka, przebierając córkę, która, potwierdzając słowa matki zapominała już o niewygodnej ciasnocie, gdy podniesiono ją ze stołu. Uniesiona w przytulnych ramionach mamy szybko powróciła do swojego energicznego "ja"...

Na jakieś dziesięć sekund.

"ZNOWU?" jęknęli zgodnie jej rodzice.

Wzdychając, Asuka zaczęła raz jeszcze rozpinać sweterek. "Przypomnij mi, ile musimy poczekać, zanim będziemy mogli spróbować nauczyć ją korzystać z nocnika?"

. . --------------------------------. .
.

"Wróciłem!" zawołał w dom Shinji, gdy zsunął buty i odstawił na bok wiadro z niezbyt imponującym wynikiem jego wyprawy na ryby. Głośny płacz Aki wisiał w powietrzu, więc gdy nie otrzymał odpowiedzi, pomyślał, że Asuka go po prostu nie usłyszała.

To, że ta interpretacja była daleka od poprawnej, stało się widoczne, gdy jego żona wpadła do przedpokoju, kołysząc ich malutką córeczkę na ramieniu. Spojrzenie w spuchnięte, zaczerwienione oczy Asuki tylko zwiększyło wrażenie, że coś tu było okropnie nie w porządku.

"Shinji!" wychlipiała na skraju histerii. "Chciałam już iść cię szukać! Ch-chyba jest chora! Ja - ona -"

Shinji nie tracił czasu i szybko pokonawszy przestrzeń między nimi, objął jedną kojącą ręką swą zdenerwowaną żonę, która natychmiast wtuliła mu twarz w ramię, zaś drugą położył na plecach swojego cierpiącego dziecka. Czując, że Asuka uspokoiła się nieco, ostrożnie wziął od niej Aki i zmierzył dziecku ręką temperaturę, ale nie znalazł żadnych objawów gorączki.

"C-cały czas płacze," powiedziała Asuka, pociągając nosem. "Ale nie ma nic w pieluszce i nie jest śpiąca, ani głodna. I choćbym nie wiem ile ją nosiła, ona się nie uspokaja."

"Próbowałaś smoczka?" próbował zachować rozsądek Shinji, ocierając mokre łzy i ślinę z podbródka Aki.

Asuka potrząsnęła głową. "Tak bardzo się ślini, że bałam się, że mogłaby mieć przez niego kłopoty z oddychaniem. Ale też nie wygląda na to, żeby coś połknęła."

Skinął głową, przyjmując to do wiadomości, gdy delikatnie wepchnął badający palec do buzi córki, na którym natychmiast ją zacisnęła. Jej szczęki nie były na tyle silne, by zrobić mu krzywdę, ale jej reakcja była jeszcze jednym objawem tego, co przypuszczał. "Pewnie po prostu chce czegoś do gryzienia."

"Do gryzienia?"

Shinji spróbował swego najbardziej zapewniającego uśmiechu w odpowiedzi na jej osłupiałą minę. "Chyba ząbkuje," wyjaśnił. "Nie wygląda na to, żeby już wyszły, ale to chyba może być lada dzień. Powinniśmy gdzieś mieć gryzaczek, to mogłoby złagodzić..." Urwał, gdy zauważył, że Asuka nie podziela jego entuzjazmu, lecz osuwa się wyczerpana o ścianę. Drżąca ręka powędrowała do jej czoła.

"Z-ząbkuje?" wydyszała, nim łkanie zakołysało jej ciałem, gdy łzy utworzyły strużki na jej twarzy.

Zaniepokojony Shinji sam opadł na kolana, uważając, by utrzymać Aki wyważoną w swoich ramionach, która również obserwowała matkę zmartwionymi oczami. "Asuka..."

Ale ona tylko się wzdrygnęła. "M-myślałam... a potem ona po prostu..." Potrząsnęła głową. "Powinnam wiedzieć. Powinnam wiedzieć, ale to mi nawet nie przyszło do głowy. Co... co ze mnie za matka?"

"Asuka, nie mów tak. Nie jesteś złą matką tylko dlatego, że nie umiesz natychmiast odczytać każdego znaku, jaki ci daje."

"A-ale to nie jest dawanie jej złej zabawki albo... albo próbowanie jej nakarmić, jak chce tylko, żeby ją przytulić. Powinnam to wiedzieć!"

"Ćśś," próbował ją uspokoić, uwalniając swój palec i kładąc jej rękę na policzku, osuszając łzy pociągającej nosem kobiety. "Ile spałaś w nocy?"

"C-co?" pociągnęła nosem Asuka, wyraźnie zaskoczona na pozór niezwiązanym pytaniem.

"Zauważyłem, że często leżysz i nie śpisz, jakbyś ciągle czekała, że ona w każdej chwili zacznie płakać," wyjaśnił Shinji, zmieniając pozycję tak, żeby delikatnie kołysać Aki na swoim prawym kolanie, która już wyglądała, jakby miała zaraz znowu zacząć zawodzić.

"N... nie wiem," przyznała w końcu Asuka. "Jestem... Ciągle się boję, że może mnie potrzebować w każdej chwili. Każdy drobny dźwięk nie pozwala mi zasnąć, w oczekiwaniu, że usłyszę więcej." Westchnęła z wściekłym grymasem; znak dla Shinjiego, że się beształa. "Chyba często po prostu sobie wszystko wyobrażam."

"No i proszę," zgodził się. "Jesteś po prostu zmęczona. Aki chyba śpi już dużo lepiej niż ty przez ostatnie kilka tygodni."

"A!"

Ten dźwięk sprawił, że oboje spojrzeli na swoje dziecko, które także sięgało do Asuki z zatroskanym spojrzeniem w swoich jasnobłękitnych oczach.

"Widzisz?" spytał Shinji z uśmiechem, gdy jego żona zamknęła przestrzeń między rękami dziewcząt. "Ona też nie lubi widzieć, jak jej wspaniała matka jest smutna."

To wreszcie wydobyło z Asuki krótki śmiech. Shinji dał jej krótki pocałunek, nim ciągnął szeptem. "Idź odpocząć. Ja się nią zajmę przez resztę dnia."

. . --------------------------------. .
.

Po raz ostatni Shinji sprawdził zawartość garnków na kuchence, nim był dostatecznie zadowolony i odwrócił się, by wyjść z kuchni. Gdy wszedł do salonu, zobaczył dwie kobiety jego życia naprzeciwko siebie.

Asuka leżała na brzuchu z głową opartą na lewej ręce, gdy wpatrywała się w błyszczące oczy ich córki. Aki była na swoich małych rączkach i kolankach, huśtając się niepewnie w górę i w dół, gdy obserwowała matkę ze swojej "maty treningowej". Rozłożyli tam na podłodze puszysty koc, gdzie mogli mieć oko na dziecko, podczas gdy ono mogło czynić próby raczkowania na miększym podłożu niż dywan.

Między matką a córką, jednakże, nie było zwyczajnych zabawek, które obecnie leżały rozrzucone na kocu za małą dziewczynką, lecz kartka papieru i pudełko kredek świecowych, z których niebieska znajdowała się w malutkiej rączce Aki - w drodze do buzi.

"O nie, nie, nie, to nie do jedzenia!" wtrąciła się szybko Asuka, zamykając rączkę Aki swoją własną i przyłożywszy ją do kartki, przejechała nią po jej powierzchni, tak że wosk utworzył kółko. "Zobacz, jeździsz tym po kartce i rysujesz ładne kolorowe kreski."

"A!" Oczy Aki rozszerzyły się, a jej wolna rączka klaskała o podłogę w podnieceniu tym nowym niesamowitym odkryciem i uśmiechnęła się szeroko, gdy podniosła wzrok na swoją utalentowaną matkę, która potrafiła tworzyć takie cuda.

Shinji, jednakże, obserwował tę scenę z dużo bardziej zatroskanego punktu widzenia. "E..."

"O, hej," Asuka odwróciła głowę, gdy go zauważyła. "Obiad gotowy?"

"Taa, ale... Asuka, ja... e..."

Oczy jej się zwęziły. "Co?"

Westchnął - matowy ton jej głosu ostrzegał go przed nieuniknionym. "Ach, nic..."

"Co, baka?" naciskała na niego bardziej agresywnie, ale nie aż tak groźnie by przestraszyć Aki, która dalej ciekawsko badała kredkę w swojej rączce.

"No... nie sądzisz, że to trochę za wcześnie, żeby rysowała obrazki?"

Asuka tylko przewróciła oczami. "Jasne, że nie namaluje drugiej Mona Lisy, ale na pewno podoba jej się, jak widzi, że może coś stworzyć, nawet jeśli to tylko kupa dzikich kresek."

"Taa, ale obawiam się, że nie tylko na kartce, ale też na ścianach, na dywanie, na ubrankach... no i oczywiście na buzi," stwierdził, wskazując na ich córkę, która już znowu próbowała posmakować wosku.

Zaskoczona Asuka obróciwszy się błyskawicznie, raz jeszcze chwyciła małą rączkę. "Och, Aki, nie! Mówiłam ci, że to nie do jedzenia!" błagalnie powtórzyła wcześniejsze pouczenie, ale biorąc pod uwagę ciekawską minę dziecka, z tym samym opłakanym skutkiem, Asuka westchnęła pokonana.

"No to, skoro jesteś taka głodna, to lepiej chodźmy," mruknęła do dziecka, podnosząc Aki i wstając. "Tata w końcu zrobił obiad."

. . --------------------------------. .
.

Stoczyła wiele zacietych bitew, walczyła przeciwko potwornym wrogom, walczyła na skraju śmierci dla dobra całej rasy ludzkiej (i własnego ego). Ale żadna z tych bitew nie zbierała takiego żniwa z jej siły woli, nie przywiodła jej tak blisko do przyznania się do porażki, jak chwile gdy stawała twarzą w twarz z tą ostateczną bronią: Jasnobłękitnymi oczami córki.

"Nie patrz tak na mnie," błagała cicho Asuka, kołysząc Aki w ramionach, gdy niosła ją do łóżeczka w przyciemnionym już pokoju. "Wiesz, że czas już spać."

"E?"

Asuka westchnęła ze zmęczeniem, ale jednocześnie nie mogła się powstrzymać od uśmiechu, gdy Aki przechyliła główkę na bok, tuląc się w próbie zyskania więcej współczucia. Instynkt macierzyński, czy nie, jakoś była całkiem pewna, że jej mała tylko udawała nieświadomość, w rzeczywistości dość dobrze wiedząc, że był to najwyższy czas, by zakończyć dzień.

Jej mała... właściwie to nie była już tak mała jak kiedyś. Asuka zawsze przewracała oczami, słysząc rodziców lamentujących, że dzieci rosną im tak szybko, ale teraz, gdy sama stała w obliczu szybkich zmian, miała trochę więcej wyrozumiałości dla takich wypowiedzi. Aki wyrosła już z trzech kombinezoników, a ten różowy, w który teraz była przyodziana, także zaczynał się już rozciągać. Drobna warstwa brązowych włosów stała się raczej gęsta i podobnie długa - przy szyi zwisał jej swobodnie z dobry cal.

I nie była to tylko kwestia rozmiaru. Raczkowała już po domu i ogrodzie tak szybko, że Asuka czuła się niemal staro, musząc dotrzymywać kroku energicznej dziewczynce zawsze, gdy tylko Aki za bardzo interesowała się aż za smacznie wyglądającymi małymi przedmiotami, otwierała drzwi, które prowadziły do zewnętrznego świata albo na schody, czy inne cudowne wysokości.

Wreszcie jakiś czas temu dali jej prawdziwe jedzenie - to jest, o ile mieściło się ono jej w buzi. To nie tak, że jej się to nie podobało - wręcz przeciwnie. Za pierwszym razem, gdy Shinji próbował ją nakarmić, tak bardzo machała rączkami w radości z pierwszego kęsa, że niechcący trafiła w miskę na jej krzesełku pod takim kątem, że wywinęła ona koziołka w powietrzu, obryzgując mu swoją zawartością bluzkę, nim wylądowała mu na twarzy.

Asuka wciąż musiała chichotać ze wspomnienia Shinjiego pokrytego marchewkową papką - on na pewno nie. Tym niemniej, karmienie wciąż było lepszą opcją. To nie tak, że nie potrafiła trzymać łyżeczki, i oczywiście nie tak, że była niezdolna wepchnąć sobie coś do buzi rękami, choć koordynacji nadal jej na pewno brakowało. Ale najważniejsze było to, że często by zapominała o tym, co ma w rączkach, albo celowo zaczynała się tym bawić, więc karmienie jej było znacznie mniej czasochłonne niż wycieranie całej kuchni (jak również samej dziewczynki).

Jednakże to tylko kwestia czasu, nim ta mała łobuziara w jej ramionach nauczy się i tego.

Ale Asuka nie czuła kłującego uczucia smutku, które zazwyczaj przychodziło z troskami niektórych rodziców o zmiany. Nie, czuła podniecenie, dumę za każdym razem, gdy widziała Aki czyniącą nowe odkrycia, poznającą nowe fakty o wielkim świecie dookoła, nabywającą nowe zdolności. W końcu była to jej córka, jej dzieciątko. Widzieć, jak kwitnie, było największym dokonaniem Asuki.

Rudowłosa matka aż do tej pory nie zdawała sobie sprawy, że nuci kołysankę dla już ziewającej dziewczynki, która zaprzestała wreszcie oporu i przyjęła do wiadomości, że czas spać. Aki zupełnie nie protestowała, kiedy jej matka ostrożnie położyła ją do łóżeczka i po wyśpiewanej kolejnej linijce piosenki powieki jej się zamknęły. Asuka uśmiechnęła się na ten spokojny widok, raz jeszcze pieszcząc brązowe loki córki.

"Gute Nacht, mein Schatz." Ostatni pocałunek w czoło dziecka, a potem jak zwykle poszła do wyjścia, by dać jej spać. Ale tym razem nie zaszła daleko.

"Naj!"

Asuka natychmiast okręciła się w miejscu. "Co?" Po zaledwie dwóch wielkich krokach stała z powrotem przy łóżeczku, gdzie bardzo rozbudzona Aki chichotała na jej widok. "Czy ty właśnie powiedziałaś...?"

"Naj!"

Z rozszerzonymi oczami znów podniosła córkę, a na jej ustach, które wciąż pozostawały otwarte z zaskoczenia, powoli kształtował się dumny, szeroki uśmiech.

"Shinji!" wrzasnęła. "SHINJI!"

Ledwie kika sekund zajęło mu wparowanie do pokoju ze spanikowaną miną. Musiał pomylić pośpiech w jej zawołaniu z jakimś nagłym wypadkiem, co było też widoczne w jego głosie. "C-co się stało?" wydyszał.

Poczucie winy, jednakże, było ostatnią rzeczą, o jakiej myślała Asuka. "Powiedziała swoje pierwsze słowo!" wykrzyknęła, promieniejąc, nie myśląc nawet o przepraszaniu za przestraszenie go.

Shinji westchnął z ulgą. "A, to wszystko? A ja już myślałem..." urwał, gdy jej słowa wreszcie dotarły do jego wyższych funkcji mózgowych. "Zaraz, co?!"

"Powiedziałam jej dobranoc, a ona próbowała powtórzyć," wyjaśniła Asuka, nie spuszczając oczu z chichoczącej dziewczynki w swoich ramionach, która wyraźnie cieszyła się dodatkową uwagą, którą dzisiaj na nią zwracano.

Shinji, jednakże, podrapał się po głowie, wyglądając na raczej sceptycznego. "Pewnie po prostu trochę za bardzo interpretujesz jej dźwięki. Ona zawsze trochę mamrotała, no nie? Trochę za wcześnie, żeby mówiła."

"Słyszysz ty to?" Asuka nie zawracała sobie głowy bezpośrednią odpowiedzią i po prostu zwróciła się do Aki. "Twój tata nie wierzy, że umiesz już mówić. Ale my mu pokażemy, nie?"

"Uch?" zagruchało dziecko.

"Powiesz 'mama'?"

"Asuka," wtrącił Shinji, na wpół wzdychając.

Ona, jednakże, nadal go ignorowała. "No dalej, powiedz 'mama'," błagała.

"A?"

"'Ma-ma'."

"Asuka, zmuszanie jej nic nie..."

"Amam!"

W pokoju natychmiast zapadła cisza, nie licząc niewinnego śmiechu dziesięciomiesięcznej, gdy te sylaby opuściły buzię Aki.

"Widzisz?" promieniała Asuka.

"To... rzeczywiście... uch... zaskakujące," przyznał Shinji, ale raz jeden żona zignorowała go, miast napawać się tym, że miała rację.

"Powiesz 'tata'?" namawiała dalej dziecko, które kołysała w ramionach, promieniejąc z dumy ze swojej mądrej córki. "'Ta-ta'."

Nie rozczarowała się. "Baga!"

Dwoje niemal dorosłych spojrzało na siebie z identycznym zaskoczeniem, ale podczas gdy u Asuki zmieniło się ono w rozbawienie, u Shinjiego stało się raczej - bojaźliwe? "Ona naprawdę nie powiedziała właśnie tego, co ja myślę, że powiedziała, prawda...?"

Asuka, jednakże, była zbyt zajęta śmianiem się, by odpowiedzieć. Ale złagodniało to w słaby uśmiech, gdy czuła przy sobie małe ciało i zauważyła, że jej ramiona zacieśniają się trochę bardziej wokół Aki, tuląc ją.

Kolejne "pierwsze" za nią...

Okej, więc może jednak było pewne ukłucie bólu...

Ale tylko takie naprawdę, naprawdę małe.

Naprawdę.

. . --------------------------------. .
.

"Dwa tygodnie..."

Niezbyt rozumiejąc znaczenie słów, które mamrotał do siebie, gdy siedział zgarbiony nad swoim biukiem, ciekawość Asuki wymagała dowiedzenia się więcej.

"Hę?"

Shinji podskoczył lekko, najwyraźniej nie zauważając jej w drzwiach, póki się nie ujawniła. "O, cześć. Skończyłaś na dzisiaj?"

"Taa, mam nadzieję," ziewnęła Asuka. "Śpi mocno i chyba wkrótce pójdę za jej przykładem."

Słońce jeszcze nawet zupełnie nie zaszło, ale czuła się bardziej zmęczona niż po niekończącej się sesji treningowej. Czemu nikt jej nie powiedział, że zajmowanie się małym dzieckiem może być takie wyczerpujące?

"To czemu nie pójdziesz do łóżka?" zaproponował, zgodnie z przewidywaniami, Shinji. "Pójdę do ciebie, jak tylko skończę."

Potrząsnęła głową. "Nie musisz się spieszyć, pewnie i tak już nie zauważę, jak wejdziesz," mruknęła, czując jak powieki znów stają się cięższe. "Tylko... o co ci chodziło z 'dwoma tygodniami'?"

"A, to..." Usta Shinjiego rozszerzyły się w małym uśmiechu. "Za dwa tygodnie to będzie rok."

"Rok od...?" powtórzyła w oczekiwaniu Asuka, póki nie zrozumiała. Jej senność została natychmiast odepchnięta na bok przez podekscytowanie, choćby tylko na chwilę. "To znaczy... urodziny Aki? Zapisywałeś daty?"

"No. Nigdy nie widziałaś?" spytał, unosząc prowizoryczny kalendarz, który, przynajmniej teraz, wydawał się składać tylko z jednego wielkiego miesiąca. "To już 351 dni."

"Czas tak szybko płynął. Zawsze sobie myślałam, że to tylko coś, co myślą starzy ludzie, jak nie mają nic lepszego do roboty, niż się starzeć. Ale dla nas chyba też się nie zatrzymuje," rozmyślała Asuka, uśmiechając się słabo. "Więc jeszcze dwa tygodnie, co? Pomyślmy, co nam potrzeba na przyjęcie? Oczywiście prezenty i tort, a, i dekoracje; mamy jeszcze balony?"

"Przyjęcie?" przerwał jej Shinji. "Myślisz, że to wszystko potrzebne? I tak jest jeszcze za mała, żeby mieć potem przyjemne wspomnienia."

"No i co z tego? Będzie fajnie! I jako dobrzy rodzice mamy oczywiście obowiązek robić zdjęcia z jej pierwszych urodzin, jak ma śliczny kapelusik i całą buzię wysmarowaną tortem, żeby ją tym torturować za parę lat."

Shinji zachichotał z tego. "No to chyba lepiej poszukam też kamery."

Asuka przyłączyła się do jego śmiechu, mierzwiąc mu włosy. "Och, uwielbiam, jak jesteś okrutny."

. . --------------------------------. .
.

"Boże, naprawdę zaczynasz wyglądać jak Kensuke z tym czymś," jęknęła Asuka, nim musiała uniknąć uderzenia kamerą, gdy mąż, do którego się zwróciła, odwrócił się, nie odrywając jej od oka.

"Co? Przegapiłem nagrywanie jej pierwszego raczkowania, bo o tym nie pomyślałem i przegapiłem nagrywanie jej pierwszych słów, bo nie wierzyłem, że to faktycznie jej pierwsze słowa. Nie mam zamiaru przegapić też jej pierwszych kroków."

Asuka przewróciła oczami, potrząsając głową, gdy osunęła się o oparcie kanapy. Obok niej Shinji natychmiast skupił obiektyw z powrotem na ich córce, która podźwignęła się, by rozejrzeć się po stole, huśtając się nieco w górę i w dół, gdy wpatrywała się nieruchomo w leżącą na nim jej ulubioną piłkę, niczym lwica obserwująca ofiarę. Mała i o wiele za bardzo roztrzepana lwica. Asuka rozważała po prostu wręczenie jej zabawki w czerwono-żółte pasy, ale nauczyła się, że zepsułoby to Aki większość zabawy i znudziłaby się ona nią wkrótce po otrzymaniu jej w taki sposób. W najgorszym wypadku zaczęłaby nawet płakać, że popsuło jej się "zabawę".

To prawda, że miała zacząć chodzić. Rzeczywiście zrobiła już kilka chwiejnych kroków, trzymając się mocno mebli, albo rąk rodziców, ale jak dotąd nigdy zupełnie sama. Jednakże to była tylko kwestia czasu.

Więc Shinji zaczął przez cały dzień podążać za ćwiczeniami ich dziecka z kamerą, którą załatwił jakiś czas temu. Część Asuki uważała to za raczej słodkie, ale nawet ta część była powoli usuwana w cień przez tą, która uważała to za niesamowicie niemądre. I była też mała część, która zaczynała czuć się zaniedbywana...

"Daj już spokój. Robisz to już prawie trzy dni," narzekała. "Widocznie nie ma zamiaru zostać gwiazdą filmową."

"Wątpię," mruknął Shinji, nawet na nią nie patrząc. "To w końcu twoja córka."

"COŚ TY POWIEDZIAŁ?"

Niemal upuścił kamerę, może nawet nie zdawszy sobie sprawy, że powiedział to na głos. Asuka już nad nim górowała, wkładając tyle wysiłku, ile mogła, w swój najbardziej zastraszający grymas i nie zawiódł on jej, jako że strach i dezorientacja były wypisane na jego twarzy.

"Mówisz, że jestem samolubna?!" oskarżyła go, gdy cofnął się dalej.

"N-no... nie... j-ja..." Dotarł do końca kanapy i zsunął się, póki jeszcze mógł.

Ale ona ścigała go nadal. "Że zawsze muszę stać w blasku reflektorów?!"

"K-kochanie, ja..." słabo próbował ją uspokoić, a Asuka musiała uważać, żeby nie wyrwał jej się uśmiech. Używali takich pieszczotliwych słów tylko wtedy, gdy zachowywali się delikatnie do przesady dla zabawy, albo gdy jedno (on) próbowało uspokoić drugie.

"Że chcę być wychwalana przez każdą oddychającą istotę na tej planecie?!"

Niemalże przycisnęła go już do ściany, choć on wciąż próbował cofnąć się dalej, gdy ona spojrzała mu gniewnie prosto w oczy. "N-nie, oczywiście, że nie..."

"Nie?" wzdrygnęła się nagle, wkładając w swój głos więcej rozczarowania niż trzeba. Teraz już nie mogła ukryć szerokiego uśmiechu, gdy nie pozostawiła mu żadnej drogi ucieczki. "Myślałam, że do tej pory przynajmniej na tyle mnie znasz."

Osunął się z westchnieniem, gdy wreszcie zrozumiał ten figiel i nie mogła powstrzymać chichotu.

"Po tak długim czasie, ciągle..." urwała, gdy odwróciła się i odkryła, że ma zablokowaną drogę.

Aki tylko uśmiechnęła się na jej zdumioną minę. "Mamam?"

Poprzednie rozbawienie zmieszało się z nieskończoną ilością dumy, a ponowny szeroki uśmiech Asuki nie był już wywołany głupiutkim żarcikiem. Cała sprawa nie zajęła dłużej niż kilka sekund; dziewczynka nie mogła w tym czasie przyjść na czworakach, a tym bardziej wstać bez pomocy.

Zza jej pleców dobiegło westchnienie. "No i znowu przegapiłem."

. . --------------------------------. .
.

Aki zaśmiała się głośno, wyraźnie ciesząc się chodzeniem po śmiesznym podłożu, trzymając oboje rodziców za ręce. Oczy miała utkwione w swoich stopach, które wgłębiały się w ziarenka piasku za każdym razem, gdy robiła chwiejny krok. Albo była całkowicie nieświadoma otoczenia, albo, co było też dość prawdopodobne, nie przejmowała się nim, nie wiedząc o przerażającym widoku czy nawet nienormalności ukrzyżowanych EVA, czy olbrzymiej głowy w oddali.

"I że nawet zapach jej nie przeszkadza..." zastanowiła się na głos Asuka.

"No, to jej pierwszy raz na plaży," rozumował Shinji. "A przynajmniej pierwszy raz, jak nie jest na rękach i większość czasu śpi. Więc to po prostu kolejna nowość dla ciebie do odkrycia, co?"

Z tym ostatnim zdaniem napotkał szczerzącą się buzię Aki, gdyż dziewczynka, choć wątpliwe, żeby zrozumiała wiele z rozmowy, była w stanie rozpoznać po zmianie tonu, że mówił do niej. Oswobodziwszy rączkę z dłoni matki, wskazała na coś przed sobą.

"Mama łoła!" wykrzyknęła trzpiowato.

"Mama-co?" zapytała Asuka, ale jedyną odpowiedzią było to, że dziewczynka oswobodziła się też z uchwytu ojca i zaczęła biec.

Wtem, ku jej przerażeniu, Asuka zrozumiała. Przy swoim bardzo ograniczonym słownictwie Aki więcej niż raz użyła słowa "mama" jako synonimu dla czegoś czerwonego. Jej serce niemal się zatrzymało, gdy zobaczyła, jak jej córka biegnie ze śmiechem w stronę morza LCL.

"Nie, Aki, czekaj!"

Instynktownie skoczyła przed siebie, by złapać dziecko, nim zetknie się ono z cieczą, nim stanie się... taka jak oni...

Ale nagle odkryła, że coś ją przytrzymało. Wpatrując się w Shinjiego ze zdumieniem i niedowierzaniem, próbowała się wyzwolić, żeby uratować...

"Pozwól jej," powiedział, niewiarygodnie spokojny, jakby wszystko było w porządku. "Tu jest dość płytko."

"Ale..." Wreszcie uciekła z jego uchwytu, ale zobaczyła, że było już za późno - Aki biegała, chlapiąc dookoła, wyraźnie zdumiona "mama-wodą". Nic się nie stało.

Ramiona Asuki opadły z ulgą, ale było jej też niesamowicie głupio z powodu jej bezzasadnego ataku paniki. Oczywiście, że nic się nie stało. Znajdowali się w kontakcie z LCL tysiące razy, nie będąc przy tym sami do niego natychmiast sprowadzeni. Ale od kiedy to wszystko się wydarzyło... Żadne z nich nigdy go nie dotknęło, od kiedy uciekli z morza.

Naturalnie, wciąż robiło jej się niedobrze na myśl o tym, czym naprawdę było to, w czym tak beztrosko biegała jej córka, ale, oczywiście, Aki nie mogła tego wiedzieć.

Nigdy tak bardzo nie zazdrościła córce jej niewiedzy.

. . --------------------------------. .
.

"Aki, nie guzdraj się, proszę!"

Półtoraroczne dziecko podniosło wzrok na zawołanie ojca, przyspieszając tempo swych chwiejnych kroków, by go dogonić. Uśmiechnęła się promiennie, ściskając obiema rączkami swą nową własność w postaci kolorowanki.

Shinji próbował odwzajemnić ten uśmiech, ale raczej wymuszenie. Czułby się lepiej, gdyby mógł nieść córkę. Nie tylko byłoby tak dużo szybciej, ale i dużo bezpieczniej dla małej dziewczynki, która wciąż trochę niepewnie stała na nogach, szczególnie w takim otoczeniu. Ale jego ładunek z ich wyprawy na "zakupy" nadwyrężał już jego możliwości do maksimum.

Rozumiał, że przyjechanie tutaj było dla niej ekscytujące, ale, jak na jego gust, ruiny Tokio-3 były o wiele za bardzo niebezpiecznym miejscem, by szaleć. Ale gdyby trzymali ją tylko w domu i w ogrodzie, tym bardziej ciekawiłby ją świat na zewnątrz i kto wie, co by zrobiła, żeby go zobaczyć.

Ciężko powiedzieć, żeby odrobina ciekawości była zbrodnią, przynajmniej dla dziecka w jej wieku. Ale chciałby, żeby nie obejmowało to wczołgiwania do każdej dziury, która groziła zawaleniem, szpiegowania za każdym rogiem i wspinania się na każdą stertę rozsypanego betonu tylko po to, by zobaczyć, co nowego i ekscytującego może ją tam oczekiwać.

To już wystarczyło, by martwił się o każdy jej krok. Wolałby raczej podjechać ciężarówką tuż pod sklep, ale ten obszar był jednym z najbardziej dotkniętych - gruzy niegdyś majestatycznych budynków czyniły ulicę niemal nieprzejezdną dla czegokolwiek poza napędem czterokołowym albo czymś na tyle wąskim, by przejechać przez mały korytarz, który pozostał z szerokiej ulicy.

A niestabilne otoczenie nie było nawet największym niebezpieczeństwem.

"Tata?" Jej ciekawski głos znów zatrzymał Shinjiego. Spojrzała na niego rozszerzonymi błękitnymi oczami i wskazała na coś lewą rączką. "Piesek?"

Jego wyćwiczone w walce zmysły natychmiast się wyostrzyły. Kierując oczy w tym kierunku, stanął obronnie przed córką, powoli opuszczając trzy pełne reklamówki na ziemię. Nie był za bardzo pewien, cóż to leżało nieruchomo za stosem gruzu i widać mu było tylko pomarańczowo-brązowe futro, ale czyhało na ich drodze, i nie będzie ryzykował ataku z zaskoczenia z jego strony.

"Zostań tu," uciszył Aki. "Zaraz wracam."

Zabrawszy zardzewiały, stalowy pręt, który był niegdyś częścią siatki budynku, ostrożnie zrobił krok w przód, modląc się, aby to było coś nieszkodliwego, co będzie przed nim uciekać na sam jego widok. Wydanie głośnego dźwięku mogłoby mieć ten sam efekt i oszczędzić dreszczy, ale mogło równie dobrze oznajmić czemuś mniej bezbronnemu ich obecność, i wolał w takim wypadku mieć moment zaskoczenia po swojej stronie.

Kiedy wspinał się na stos z bronią uniesioną nad głową obiema rękoma, by w każdej chwili uderzyć z pełną mocą, zaklął, gdy niechcący kopnął kamień, który zachrzęścił kilka razy po drodze w dół. Na szczęście, cokolwiek to było, musiało być albo głuche, albo pogrążone w głębokim śnie, albo...

... martwe.

Gdy dotarł na szczyt górki, gotów uderzyć, zauważył, że nie było już takiej potrzeby. To, co musiało być zbłąkanym kotem, leżało rozprute w kałuży krwi.

Świeżej krwi.

To nie krwawy widok tak bardzo zmroził mu krew w żyłach, ale raczej fakt, że to musiało zostać zrobione bardzo niedawno. Cokolwiek to zrobiło, zostało zapewne zaniepokojone - i najprawdopodobniej przez nich dwoje. Co oznaczało, że wciąż było w pobliżu.

Natychmiast odwrócił się, by poszukać Aki. Nastąpiła chwila panicznego szoku, gdy w miejscu, gdzie ją zostawił, zobaczył tylko jej nową kolorowankę, ale szybko uczuł ulgę, gdy rozpoznał jej sylwetkę próbującą się wspiąć na wielki kawałek roztrzaskanego narożnika. Znalazł się za nią w kilka sekund, wywołując pisk zaskoczenia, gdy zdjął ją z betonu, póki nie zdała sobie sprawy, że to on.

"Nie kazałem ci tam zostać?" Shinji dawał z siebie wszystko, by uformować swoją troskę w surowość, ale nie minęło wiele czasu, nim ta maska stopiła się pod jej niewinną miną. Z westchnieniem przyciągnął ją do siebie ze znużonym uśmiechem na twarzy. "Straszna z ciebie małpka, co?"

"Mapka!" zgodziła się radośnie Aki, chichocząc do niego.

"Chodź. Lepiej zobaczmy, że wracamy." Przesunął ją tak, że mógł trzymać ją jedną ręką, zgarbił się, by podnieść jej kolorowankę, i dał ją jej, a potem chwycił reklamówki wolną ręką. Nie był pewien, jakim cudem, ale najwyraźniej jego możliwości, nawet nadwyrężone do maksimum, wciąż dawały sobie radę z niewielkim dodatkowym ciężarem, pod warunkiem, że przybierał on postać małej brązowowłosej dziewczynki.

.
.
---------.

"Wróciliśmy!"

"'iśmy!" Aki dorzuciła swoje trzy grosze do jego powitania, gdy weszli, a szybkie tupanie wskazywało na to, że wybiegła przed ojca.

"Witajcie w domu!" odkrzyknęła Asuka z łazienki, gdzie szybko wytarła ręce i wyszła. Wyczerpanie, jakie spowodowało ostatnich kilka godzin pracy, szybko zostało zapomniane, gdy została natychmiast powitana przez zmierzającą ku niej dziewięćdziesięciocentymetrową rakietę.

"Mama!"

Promieniejąc, Asuka nie zawahała się schylić i pozwolić córce wbiec w jej otwarte ramiona. "Hej, hallo mein Schätzchen," powitała Aki, gdy podniosła żywotną dziewczynkę. "Dobrze się bawiłaś?"

Aki skinęła chętnie głową, a potem pokazała kolorowankę, którą trzymała. "Pać!"

"Oo, co to masz?" zapytała Asuka z nadmierną ciekawością.

"Kołołoanka!"

"Kolorowanka?" znów zapytała, udając nadzwyczajne zafascynowanie, kontynuując odgrywanie roli nieświadomego rodzica. "Znowu 'przekonałaś' tatę, żeby ci coś wziął?"

Zerknęła z uśmieszkiem na męża, który był zajęty rozpakowywaniem reklamówek. Szybko odwrócił wzrok, w żartach robiąc kwaśną minę w odpowiedzi na ukrytą połajankę. "To nie moja wina, że kiedy tego chce, to nie można się jej oprzeć. Ma to po tobie."

To, że nigdy nie była kimś, kto łatwo się rumieni z powodu komplementów, nie znaczyło, że Asuka nie wiedziała, jak się nimi cieszyć, nawet jeśli wychodziły tak swobodnie jak teraz. Uśmiechając się szeroko, skierowała uwagę z powrotem na dziewczynkę w swoich ramionach. "To może byśmy poszły na werandę i pokolorowały parę stron?"

"Jej!" pisnęła wesoło Aki, ale kiedy jej matka zrobiła kilka kroków w stronę drzwi prowadzących do ogrodu, zaczęła się robić spięta. "Ciekaj!"

"Hę? Co się stało?" zapytała Asuka, doskonale wiedząc, czego jeszcze brakowało.

"Nie ma kedek!"

"Och tak, do tego są potrzebne kredki! Kompletnie zapomniałam! Jak dobrze, że jesteś taką mądrą dziewczynką!" pochwaliła córkę, czochrając jej włosy, by wywołać chichot. "Wiesz, co? Ty idź sobie wybierz obrazki, które chcesz teraz pokolorować a ja pójdę po kredki po krótkiej rozmowie z tatą, okej?"

"'kej," Aki skinęła głową i gdy tylko została postawiona na nogach, wydreptała na zewnątrz po walce z "ciężkimi" drzwiami, ale jako że była "dużą dziewczynką", udało się jej je otworzyć. Wciąż z tym uśmiechem dumy Asuce udało się oderwać od tego pokazu i podeszła do Shinjiego, który nadal był zajęty sortowaniem towarów.

"Więc jak tam podróż?"

Shinji westchnął, nie podnosząc wzroku znad swego zadania. "Wiesz, jak się czuję, kiedy zabieramy ją do miasta."

"Więc chętniej rozpuszczasz ją, żeby to wynagrodzić?"

"Nie rozpuszczam jej..."

"Jasssne, i dlatego dostaje coś za każdym razem, jak oboje jedziecie," drażniła się. Ale jej szeroki uśmiech zniknął, gdy jej próby uderzyły w niego niczym powiew wiatru uderzający w skałę. "Oj, daj spokój, to ty powiedziałeś, że będzie musiała częściej wychodzić, i jeszcze nie było poważnego wypadku."

"Jeszcze..." powtórzył cicho Shinji.

Asuka jęknęła. "Dobra, czym się tak naprawdę martwisz?"

"Hm?"

"Jak jesteś taki nieobecny, że nawet na mnie nie spojrzysz, jak ze mną rozmawiasz, to zwykle znaczy, że coś poważnego ci nie daje spokoju."

Teraz już spojrzał, mrugając zaskoczony.

"Co? Czy dobra żona nie powinna znać nawyków męża?" zapytała z oburzeniem, choć tak naprawdę po prostu strzelała, jako że ślepiec by zauważył, iż coś z nim było nie tak. "Założę się, że robiłbyś też to całe zaciskanie rąk, jakbyś z nich teraz nie korzystał."

"Tak robię, jak się denerwuję przed podjęciem decyzji," zripostował matowym głosem.

"E... więc o czym to myślisz?" szybko zmieniła temat.

"Myślałem sobie, że..." Urwał na chwilę, by nabrać powietrza. "Może powinniśmy wzmocnić płot."

"Czemu? Wydaje się, że jest w dobrym stanie."

"Widziałem następnego. Ciągle świeży."

Teraz ramiona opadły jej tak jak jemu, gdy natychmiast zrozumiała jego słowa. Atmosfera nagle stała się napięta. "Czy Aki widziała...?"

Szybko potrząsnął głową. "Nie sądzę; zablokowałem jej widok ciałem, jak koło niego przechodziliśmy."

Asuka westchnęła ze złością, trzymając się, gdy po jej karku przeszedł nieproszony dreszcz. "To będzie szósty przez ostatnie kilka tygodni: Dwa króliki, kot, mała małpa, nawet pies, a teraz..."

"Znowu kot," dokończył Shinji. "A przynajmniej tak myślę, sądząc po szczątkach. Może to znowu przechodzi tamto stado dzikich psów. W zeszłym roku nie zostały na długo, ale..."

"Ale masz rację. Może powinniśmy polepszyć naszą obronę."

Shinji nagle potrząsnął głową. "Mimo wszystko, to bez sensu. Zabijają, ale zostawiają ofiarę... Czy to nie jest nietypowe zachowanie dla zwierzęcia?"

Asuka słabo zmusiła się do uśmiechu. "A czemu tylko ludzie mieliby mieć choroby umysłowe?" Potem wzięła głęboki oddech, próbując wyrzucić potencjalne niebezpieczeństwo z głowy, nie chcąc, by siedzało jej w umyśle podczas zabawy z córką. "No, dokończymy później. Lepiej nie zostawiać Aki samej za długo."

Jakby wykrakała, na zewnątrz wybuchnął głośny pisk.

Szok przez moment wrył zatroskanych rodziców w ziemię, nim popędzili do drzwi na werandę. Kolorowanka leżała otwarta na stole, ale Aki nie siedziała na ławce przed nim. W ogóle nigdzie nie było jej widać.

"Aki?"

Panika, która kotłowała się w Asuce, rosła z każdą sekundą, gdy gorączkowo śledziła okolicę w poszukiwaniu śladu jej małego dziecka - bez skutku. Serce jej podskoczyło, gdy usłyszała wyraźny śmiech Aki, co dziwne, wydający się dobiegać gdzieś z góry.

Tam! Gałęzie drzewa przy płocie poruszały się mimo braku wiatru! Asuka przebiegła krótki dystans z prędkością, która pobiła jej najlepsze czasy podczas treningu, napędzana strachem o córkę, który kazał jej zapomnieć o Shinjim, czy zastanawianiu się, jak Aki mogła się tam sama dostać.

Odpowiedź na to była raczej prosta: Nie zrobiła tego sama.

"Mama!" powitała ją wesoło dziewczynka. "Mapki!"

Aki śmiała się trzpiowato, nieświadoma tego, co rzeczywiście się z nią działo, gdy dwoje z jej skrzeczących nowych towarzyszy zabawy próbowało ją podnieść, trzymając ją za przedramiona, zawieszoną w powietrzu, gdy próbowali się wspiąć. Musiały w jakiś sposób wykorzystać niektóre gałęzie, które sięgały nad płotem, by się tu dostać. Trzeci makak wrzasnął zawzięcie na Asukę, ale nie zwracała na to uwagi, nawet gdy ułamał patyk i rzucił nim w nią. Ledwie nawet zauważyła, jak uderza on jej w czoło.

"AKI!" Podskoczyła, próbując złapać swoje maleństwo, ale jej palce jedynie otarły się o małe stópki. Natychmiast spróbowała jeszcze raz, lecz nie tylko znów jej się nie udało, ale też przegapiła lądowanie i potykając się, upadła na ziemię.

Zimna stal wydawała się miażdżyć jej serce, gdy z wysiłkiem stanęła na nogi, obserwując, jak zwierzęta wrzeszczą i przedrzeźniają ją, gdy miały już kontynuować ucieczkę - wraz z jej córką.

Nigdy w życiu Asuka nie czuła się tak bezradna.

To niemożliwe. To niemożliwe, żeby nic nie mogła zrobić.

Ale właśnie gdy rozważała prawdopodobieństwo wspięcia się za nimi na gładkie drzewo, w polu widzenia pojawiła się łopata.

Shinji wykorzystał odwrócenie uwagi, które zapewniła jego żona, by zbliżywszy się, nie będąc zauważonym, wykonać idealny zamach w kierunku jednej z małp, które trzymały Aki, przez co rozluźniła ona uścisk. Ciężar Aki był zbyt wielki dla drugiej i wyślizgnęła się ona z jej uchwytu. Kierowana czystym refleksem, Asuka rzuciła się do przodu i jakoś udało jej się złapać swą wciąż roześmianą dziewczynkę. Natychmiast pociągnęła ją w ciasny uścisk i wyrwały jej się łzy ulgi.

"Aki," wychlipiała, głaszcząc brązowe włosy. Coś, czego, jak się niemal obawiała przez kilka bolesnych chwil, nie mogłaby już nigdy więcej robić. "O Boże, Aki."

Nigdy przedtem nie czuła się tak bezsilna. Nigdy przedtem, nawet patrząc Śmierci prosto w oczy, nie czuła takiego strachu.

Kątem oka widziała, jak Shinji wymachuje łopatą, przepędzając małpy, i z głębin jej umysłu wyłoniło się stare przezwisko. "Niezwyciężony Shinji". Robiący wszystko to, czego chciała, a nie potrafiła. Odbierający sławę i chwałę, które powinny należeć do niej.

Ale dziś jej ego nie miało prawa głosu. Nie, kiedy ocalił jej maleństwo.

Śmiech brzdąca ustał w ramionach matki, gdy wreszcie mała zdała sobie sprawę, że to nie była tylko fajna zabawa.

"Mama nie pać," powiedziała smutno Aki, wycofując się odrobinę z uścisku Asuki i sięgając małą rączką do policzka matki w próbie naśladowania uspokajających gestów, których sama często przedtem doświadczała.

"Już dobrze. Już dobrze, Schätzchen," Asuka zapewniła dziecko, a głos wciąż miała tak drżący jak serce, podczas gdy jej oddech powoli znów się uspokoił. Rozejrzała się za mężem. "Shinji? Zacznijmy z tym płotem od zaraz."

Skinął tylko głową, zmierzając już do składzika na narzędzia. "Zacznę od ścięcia tego drzewa."

Odwzajemniła to skinienie z wdzięcznością.

Nigdy przedtem nie czuła się tak bezsilna. Nigdy przedtem nie czuła takiego strachu. I cokolwiek będzie trzeba zrobić, upewni się, że już nigdy więcej nie będzie się tak czuła.

. . --------------------------------.
. .

Wbiwszy łopatę w ziemię, Asuka oparła się na niej, gdy otarła pot z czoła. Gorąco i praca pojedynczo były wystarczająco dokuczliwe, ale razem z pewnością dawały jej się we znaki, i potrzebna jej była przerwa, choćby na kilka sekund.

Oczywiście, skorzystała z niej też, by zajrzeć, jak zwykła od czasu do czasu, na werandę. To zawsze było normalne, że razem z Shinjim trzymali Aki przynajmniej w zasięgu wzroku, jeśli żadne z nich nie mogło się nią zajmować. I choć nie chciała, żeby łobuziara czuła się niczym pod stałym nadzorem, incydent z małpami parę miesięcy temu tylko uczynił ją bardziej ostrożną.

Tym większy był jej szok, gdy nie zobaczyła już swej brązowowłosej dziewczynki odbijającej piłkę, jak to robiła ledwie przed minutą. Na szczęście jej atak paniki trwał tylko sekundę, gdy dokładnie ta sama piłka wylądowała w ziemi u jej stóp.

"Kcem siem bawić!" Aki stała przed nią, robiąc kwaśną minkę.

"Nein, Schätchen, mówiłam ci, że muszę pracować. Nie mogę się z tobą bawić." Asuka uśmiechnęła się ze zmęczeniem. Bardzo dobrze rozumiała to, że jej dwulatce nudziło się, gdy matka pracowała, a tata był na rybach. To, wraz z pragnieniem odrobiny prywatności z mężem od czasu do czasu, były chwile, kiedy chciałaby móc po prostu zatrudniać raz na jakiś czas opiekunkę.

Aki prychnęła ze złością, choć wyglądała tak o wiele za słodko, żeby być groźna. "Kcem siem bawić!" powtórzyła.

Ramiona Asuki opadły i zerknęła na resztę grządki, którą wykopywała w ziemi. Choć dużo bardziej wolałaby pobawić się z córką, sumienie marudziło jej, by nie dała się zasadzie przyjemności. Czas na kompromis.

"Słuchaj, dokończę tą grządkę, zasadzę nasionka i upewnię się, że ptaszki ich nie zjedzą. A potem się z tobą pobawię, dobrze?" Będzie musiała zapomnieć o dwóch dodatkowych grządkach, które chciała skończyć, jeśli chciała skończyć cokolwiek.

"Dugo?" zapytała Aki, zaniepokojona, że będzie musiała czekać na mamę w nieskończoność.

Asuka westchnęła. "Nie wiem; jak się pospieszę, to może mi się uda w trzydzieści minut."

Aki jednakże tylko zamrugała. "To dugo?"

"To nie za długo," próbowała zapewnić Asuka. Ale wiedziała wystarczająco dobrze, że to będzie wieczność dla dziecka w jej wieku. Schyliwszy się, podniosła piłkę i oddała ją córce. "I im szybciej wrócę do pracy, tym szybciej skończę."

Dziewczynka wydawała się to zaakceptować, gdy skinęła głową i odeszła w kierunku werandy.

Jednakże Asuka nie posunęła się za daleko, kiedy Aki już wróciła.

"Nie, Aki, trzydzieści minut nie..." przerwała skierowane do niecierpliwego dziecka przypomnienie, które, jak się jej wydawało, było potrzebne, kiedy zobaczyła, że Aki nie trzyma już w rączce piłki, ale plastikową łopatkę.

"Ja pomogem!"

"Chcesz... chcesz mi pomóc?" zapytała Asuka, zaskoczona.

"Pomogem!" potwierdziła Aki, kiwając głową. "To siem sibciej bawimy!"

Asuka nie mogła powstrzymać śmiechu. Bez wątpienia, pomoc będzie - dosłownie - raczej mała, zważywszy na niemal nieistniejącą siłę roboczą pomocniczki i nieodpowiednie narzędzie.

Byłaby niespełna rozumu, gdyby jej nie przyjęła.

. . --------------------------------.
. .

Materac jęknął głośno, gdy padło na nie ciało, a kobiece westchnienie wydzielało najwyższe zmęczenie.

To był jeden z cięższych dni. Aki była dość "nieskora do współpracy", kiedy znów przyszedł czas kąpieli. Wynikiem nieustannie powtarzanej bitwy woli raz jeszcze było czyste dziecko, ale także zalana łazienka i dwoje wykończonych rodziców. Gdy tylko Asuka położyła się do łóżka, powieki jej się zamknęły i czekała, aż obejmie ją sen.

Jednakże zrobił to ktoś inny. Najwyraźniej Shinji miał lepszy pomysł niż spanie. I, sądząc po sposobie, w jaki to robił, łatwo ją będzie przekonać, gdyż zmęczenie już zaczynało przechodzić.

"C-co robisz?" na wpół jęknęła, gdy kontynuował całowanie jej po całej szyi, podczas gdy jego ręce zaczęły wędrować.

"Och, myślałem, że to całkiem oczywiste," Shinji wyszeptał jej uwodzicielsko do ucha. Niepoddanie się już teraz wymagało całej jej koncentracji, gdy łaskotał ją jego gorący oddech.

"Nie... nie możemy," mruknęła. Lecz niech gniew go dosięgnie, jeśli ważył się będzie naprawdę przestać!

"Tak, możemy," oznajmił, albo przyłączając się do zabawy, albo nie chcąc tym razem tak łatwo wyciszyć swojego pragnienia jej. "Aki śpi głęboko i już dawno minęły czasy, jak się budziła w środku nocy."

Asuka westchnęła, gdy zaczął gryźć lekko płatek jej ucha. Dość odgrywania trudnej do zdobycia. Mieli o wiele zbyt mało nocy pożądania i namiętności, od kiedy urodziła się Aki, a ostatnia była o wiele zbyt dawno temu. "Och, już ziemia drży przez ciebie!"

Shinji przerwał nagle. "Obawiam się, że to nie ja."

Oboje podnieśli wzrok i rzeczywiście - wszystko, co nie było dość ciężkie albo przymocowane do podłogi i ścian, trzęsło się i roztrzaskiwało.

"O nie..." jęknęła Asuka, gdy opuściła głowę z powrotem na poduszkę.

Trzęsienia ziemi zawsze były raczej powszechne w Japonii, a Uderzenia wiele w tej kwestii nie pomogły. Ale podczas gdy ona do tej pory była świadkiem wystarczająco wielu, by zbyć takie słabe jako niewielki kłopot, była pewna mała koleżanka, która rzadko doświadczała wstrząsów, a jeszcze rzadziej będąc tego świadomą.

Więc to była tylko kwestia kilku sekund, nim drzwi zostały nieśmiało otwarte.

"Mama! Tata! Wsisko siem częsiem!"

Układając usta w - miała nadzieję - uspokajający uśmiech, Asuka usiadła, by spojrzeć na córkę, która przestraszona trzymała się kurczowo framugi. "Tak, Schätzchen. To jest trzęsienie ziemi," próbowała wyjaśnić.

"Ciesieniemi?" zapytała nieśmiało Aki.

"Tak," wtrącił Shinji. "Ale to nie jest duże. Już niedługo się skończy."

Aki wciąż nie wyglądała na zbyt przekonaną, gdy zerkała z jednego rodzica na drugiego, przesuwając nerwowo nogami.

"Mogem tu spać?" poprosiła w końcu z wielkimi oczami.

Asuka szybko wymieniła z mężem porozumiewawczy uśmiech. Oboje spodziewali się tego pytania już od chwili, gdy tylko zaczęły się lekkie drżenia.

"Pewnie," powiedziała Asuka ze śladem westchnienia, odkrywając kołdrę. "Wskakuj," dodała, akcentując zaproszenie ruchem głowy.

Jeszcze zanim Asuka skończyła to krótkie zdanie, dwulatka podreptała szybko do łóżka i wspięła się pomiędzy ciepłe ciała rodziców, którzy także znów się położyli.

"Gut' Nacht, mein Schatz," wyszeptała Asuka, gdy przytulili się we trójkę.

"Nach', Mama... Tata..." wymamrotała Aki, odpływając już z powrotem w krainę snów. Wkrótce jej pierś unosiła się równym rytmem.

Gdy Asuka przeniosła z niej wzrok na Shinjiego, nie mogła powstrzymać cichego chichotu, znajdując go w podobnej sytuacji.

Wstrząsy już dawno się skończyły. Tak jak i kolejna noc pełna pożądania i namiętności...

. ---------.

"Ćśś..."

Ten cichy dźwięk był pierwszym, co usłyszała Asuka, gdy obudziła się następnego ranka.

"Hmm?" jęknęła, nie rozbudzona w pełni, by zrozumieć polecenie Shinjiego, żeby być cicho. Mrugając, zobaczyła jak robi on gest w kierunku dużego wybrzuszenia pod pościelą, na jego piersi.

"Jeszcze śpi..." wyszeptał.

Wycierając z oczu resztki snu, rozpoznała Aki drzemiącą na nim spokojnie. "Jak długo nie śpisz...?" odpowiedziała szeptem.

"Nie wiem... trzydzieści minut, może godzinę..."

"I jeszcze jesteś w..." Przerwała, gdy wreszcie zauważyła, że wydawał się jakiś bezradny. "Co jest?"

Znów zrobił gest w kierunku ich córki. "Jeszcze śpi," powtórzył z westchnieniem, znów przenosząc wzrok na sufit. "I chociaż bardzo ją kocham, po jakimś czasie robi się dość niewygodnie."

Zawsze łatwo było wpędzić tę dziewczynkę w zły humor, kiedy się ją budziło i w najgorszym wypadku przez cały dzień nie odzywałaby się ani słowem do tego, kto wyrwał ją z drzemki, więc to nie była wielka niespodzianka, że nie chciał tego ryzykować. Ale to nie tak, że musiał, dopóki był ostrożny, czyż nie? "Czemu po prostu nie położysz jej koło siebie?"

"Próbowałem," wyjaśnił, demonstracyjnie kładąc ręce na bokach Aki, by ostrożnie ją podciągnąć. Ale odpowiedź nadeszła szybko w postaci zaspanego jęku pełnego dezaprobaty i małych rączek chwytających się mocno jego koszulki.

Asuka musiała zakryć usta, żeby powstrzymać śmiech, przez co jej mąż jeszcze raz westchnął.

"Nawet nie wiem, czemu lubi tak spać," mruknął, gładząc łagodnie Aki po plecach. "Moja pierś nie może być aż tak wygodna, nie?"

"No, twoje serce bije bardzo uspokajająco," powiedziała Asuka, wciąż się szczerząc, gdy przysunęła się nieco bliżej. "Wiem z doświadczenia..."

Jęknął cicho, a jego policzki zabarwiły się, choć bardzo lekko. Jednakże nie próbował walczyć z nieuchronnym pocałunkiem.

"Nie martw się, zajmę się śniadaniem," uciszyła go, nim zsunąwszy się z łóżka, rozciągnęła demonstracyjnie swe członki. "Ale chyba najpierw wezmę sobie dłuuugi odświeżający prysznic."

Jej śmiech zagłuszył jego jęki, gdy wypadła z pokoju.

. . --------------------------------. .
.

"...und wenn sie nicht gestoben sind, dann leben sie noch heute..."

Z ciekawością wzmożoną przez nieznane słowa Shinji wyjrzał zza rogu do pokoju, akurat gdy Asuka zamknęła książkę, przypatrując się marzycielsko ich córce, która wydawała się zasnąć w łóżeczku jeszcze chwilę przed tym, jak opowiadanie dobiegło końca. Ten obrazek pewnie utrzymałby się przez dobrą chwilę, gdyby Shinji nie zaszurał niechcący o dywan, przez co Asuka go zauważyła i ocknęła się z transu.

"O, hej," wyszeptała, wstając ostrożnie, tak by krzesło nie zaskrzypiało.

"Hej," odpowiedział na powitanie tak samo cicho, spotykając się z nią w połowie pokoju, by dzielić luźny uścisk i przelotny pocałunek. "Miałaś z nią dużo kłopotów? Słyszałem was z tyłu ogrodu."

"A, po prostu się trochę zbuntowała, że musi umyć zęby, ale szybko o tym zapomniała, jak zagroziłam, że jej dzisiaj nie przeczytam bajki na dobranoc."

"Potrafisz być naprawdę podła, wiesz?"

"No," przyznała, a jej chytry szeroki uśmiech odzwierciedlał jego minę. "Ale to działa, dopóki nie zdaje sobie sprawy, że nigdy bym nie chciała z tego zrezygnować."

"A tak w ogóle, co czytałaś?" chciał wreszcie zaspokoić ciekawość Shinji. "Brzmiało jak niemiecki."

"No, pewnie dlatego, że to był niemiecki," powiedziała rzeczowo Asuka, wskazując na książkę. "To niemiecki zbiór baśni."

"A to była...?"

"Dornröschen," odpowiedziała, ale widząc jego zakłopotaną minę, szybko dodała "'Śpiąca królewna'. To jej ulubiona," mruknęła, wtulając się w pierś Shinjiego, który podążył za jej spojrzeniem na Aki.

"Nic dziwnego. Sama nią jest." I spoglądając na żonę, która wydawała się mieć zamiar odpłynąć, wydając w odpowiedzi tylko mruknięcie zgody, miał wrażenie, że Aki niedługo nie będzie jedyna. Jednakże to nie do końca to chciał wiedzieć. "Ale czemu czytasz coś po niemiecku? Ona tego raczej nie rozumie, nie?"

Poczuł na sobie podmuch westchnienia Asuki. "Raczej nie narzekała. To jest część mojego dziedzictwa - czyli także i jej. Tak trudno zrozumieć, że ją też chcę trochę go nauczyć?"

"Tak, ale... to nie jest trochę za wcześnie? Wiem, że jest mądra, ale ledwo co poprawnie mówi po japońsku."

"Myślałam, że najlepiej, żeby dzieci uczyły się drugiego języka wcześnie?" Głowa jej nagle podskoczyła, a oczy niemal panikowały. "N-nie zmuszam jej do niczego, ja tylko czytam. Nie wywieram na nią za dużego nacisku, co? Ja naprawdę... ja naprawdę nie chcę..."

"Ćśś," uspokoił ją szybko, przyciągając do siebie. Mógłby się naprawdę walnąć za sugerowanie czegoś takiego, po tym jak Asuka powiedziała mu, ile się nacierpiała pod nieustanną presją, by uczyć się tak dużo i tak szybko, jak to możliwe, kiedy była mała. "Nie, nie wywierasz. I chyba masz rację; inne dwujęzyczne dzieci pewnie słuchają jeszcze więcej i jak są młodsze. Więc może powinniśmy nawet mówić trochę więcej po niemiecku, żeby je dogoniła."

"My?" zapytała z mieszaniną niedowierzania i rozbawienia, które pasowały do wyrazu jej twarzy, gdy uniosła ją raz jeszcze. "Od kiedy ty mówisz po niemiecku?"

Shinji nie pytał dwa razy o włączenie się do zabawy, robiąc lekko kwaśną minę. "Znam parę słów po niemiecku."

Asuka, teraz szczerząc się szeroko, powoli przyciągała się coraz bliżej do jego twarzy, obejmując mu szyję ramionami. "Taa? To znaczy...?"

"No, znam 'Baumkuchen'," zaczął i niemal musiał już przestać, gdy oboje walczyli, by nie śmiać się za głośno na wspomnienie o ich pierwszej wspólnej walce z Aniołem. "Znam 'Guten Morgen' i 'Gute Nacht', wiem, że to 'Schatz' albo 'Schätzchen' znaczy coś w stylu 'kochanie' albo 'skarbie', bo dość często mówisz tak do Aki, znam..." jego oczy powędrowały na krótko do śpiącej postaci na łóżku. "... dużo przekleństw, których nie powinienem przy niej powtarzać..." Kolejny niewielki chichot został stłumiony tak szybko, jak się dało, natychmiast cichnąc, gdy para znów spojrzała sobie w oczy. "I znam jeszcze jedno..."

"Taa?" zapytała z wyczekiwaniem.

"Taa," odparł, czując już jej oddech na swoich ustach. "Ich leibe Sie."

Nadchodzący pocałunek... został natychmiast zaniechany, gdy Asuce nie udało się stłumić kolejnego chichotu.

"Co?" zapytał zakłopotany Shinji.

"N-nic," potrząsnęła głową, z trudem łapiąc powietrze. Nie było to zbyt przekonywujące. "Po prostu masz... słodki akcent..."

"Źle to powiedziałem, co?" jęknął rozczarowany Shinji.

"Nie aż tak," powiedziała przepraszająco Asuka, znów się łapiąc.

Zetknęli się czołami i ułożyła usta w pozycji, w jakiej znajdowały się przedtem. "Ich liebe dich," wydyszała, wreszcie całując go delikatnie.

"Chyba ciągle mam dużo do nauki, jak chcę nadążyć za wami dwoma," mruknął, gdy ich usta nadal się drażniły.

"Zawsze możesz poprosić..."

"Może teraz...?"

"Okej," wyszeptała chrapliwie, zerkając szybko na wciąż nieświadome dziecko. "Ale nie tutaj..."

. . --------------------------------. .
.

"..af de See,
shimmen af de See,
Köpfen in das Wassa,
Schänzen in die Löh!"

Asuka uśmiechnęła się do siebie, gdy obserwowała Aki niecierpliwie siedzącą w foteliku dziecięcym z tyłu samochodu, ciekawsko przyjmującą do wiadomości nowe otoczenie na zewnątrz, gdy śpiewała. W końcu rudowłosej matce udało się oderwać od rozczulającego widoku i westchnęła radośnie, gdy wsparła się na ramieniu męża.

Nigdy tak naprawdę nie zauważyła, jak bardzo wyczerpały ją ostatnie cztery lata pracy, ale kiedy Shinji wpadł na ten pomysł, perspektywa urlopu, choćby tylko na kilka dni, wydawała się być niczym zaproszenie z niebios. Zajęli się zwierzętami, zapewnili im dość jedzenia i wody, by nic im się nie stało przez ten krótki okres, a w razie gdyby matka natura wmieszała się w ich wycieczkę, do domu była mniej niż godzina jazdy samochodem.

"Już prawie jesteśmy," przypomniał jej Shinji. "Możesz chcieć poczekać z odprężaniem się, dopóki nie wejdziesz do gorących źródeł."

Asuka pozornie jęknęła, ale, na szczęście, miał rację. Minęły ledwie dwie minuty, nim samochód zatrzymał się tuż przed hotelem, w którym będą mieszkać przez następne dwa dni. Podekscytowana ruda ledwo mogła czekać, więc bagaż został szybko wyładowany i wepchnięty do pierwszego lepszego wystarczająco dużego dla nich troje pokoju.

Ledwie dziesięć minut później, po szybkim zrzuceniu z siebie ubrania, Asuce wyrwał się głęboki jęk, gdy jej ciało powoli zanurzyło się w gorącej wodzie hotelowego źródła na świeżym powietrzu, a wszystkie małe i duże skurcze, i supły w mięśniach natychmiast wydawały się znikać. Odgłos chlapania znów otworzył jej wcześniej zamknięte oczy i ujrzała, że Shinji do niej dołączył. Zajęło mu to trochę dłużej, jako że musiał też pomóc rozebrać się Aki.

Dziewczynka, jednakże, nie dołączywszy jeszcze do rodziców, spojrzała ze znużeniem na parującą sadzawkę.

Asuka wyciągnęła do niej ramiona. "Wchodź, woda jest super."

Aki przenosiła wzrok to na rodziców, to na wydzielającą ciepło wodę. W końcu postanowiła zaufać matce i niechętnie zrobiła krok do przodu.

Pisnęła, gdy tylko jej stopa dotknęła powierzchni i natychmiast odskoczyła na parę kroków.

"Gorąca!" jęknęła.

Asuka skinęła życzliwie głową. "Schätzchen, taka ma być. Nie jest taka zła."

Ale Aki dziko potrząsnęła głową, a łzy groziły, że popłyną w każdej chwili. "Gorąąąąąca!"

"Może to rzeczywiście trochę za dużo dla niej," zdiagnozował Shinji, gdy pochylił się ku żonie. "Dzieci są w końcu bardziej wrażliwe."

Asuka wciąż patrzyła na swą wahającą się córkę z rosnącym smutkiem. Naprawdę chciała się cieszyć odświeżającymi źródłami, oprzeć się i odprężyć przez weekend. Ale ciężko by to było nazwać rodzinnym urlopem, gdyby Aki do nich nie dołączyła i tylko siedziała na boku.

Asuka cicho wygramoliła się z sadzawki i podeszła do dziecka. "Już dobrze," powiedziała, gdy podniosła Aki, by ją uspokoić. "Nie musisz wchodzić, jak nie chcesz."

"Jeteś zła?" wymamrotała przepraszająco Aki, gdy była niesiona w stronę hotelu.

Asuka westchnęła, głaszcząc brązowe włosy. "Nie, nie jestem na ciebie zła," powiedziała szczerze. Ale podczas gdy nie potrafiła czuć złości na córkę, ciężko jej było ukryć rozczarowanie. "Po prostu czekałam na nasz urlop z niecierpliwością."

"Wienc ci smutno?"

Asuka przygryzła wargi, nim wyrwało jej się 'tak' i wywołało u Aki jeszcze większe poczucie winy. "N-na pewno wymyślimy coś innego, co wszyscy będziemy mogli..." Urwała, gdy Aki odepchnęła się od niej, sygnalizując, że chce zostać postawiona na ziemi i Asuka dostosowała się do tego, nim szarpiąca się dziewczynka wyślizgnęła się jej z ramion i upadła.

Gdy tylko stopy Aki dotknęły ziemi, podbiegła z powrotem do sadzawki, mijając równie skonsternowanego ojca, który poszedł za nimi. Przez chwilę wpatrywała się z wahaniem w wodę, nim znów ostrożnie włożyła do niej prawą stopę. Skrzywiła się zauważalnie przy tym kontakcie i Asuka już chciała jej powiedzieć, że nie musi tego robić, ale ona dzielnie weszła dalej.

"Na tej stlonie nie tak źle!" oznajmiła, gdy usiadła na kamieniu w wodzie, wyraźnie kłamiąc, gdy jej pierś unosiła się ciężko w próbie dostarczenia chłodnego powietrza, by wyrównać ciepło na zewnątrz.

Uśmiechając się wdzięcznie, Asuka szybko także wróciwszy do gorącej kąpieli, uklękła przed córką. "Naprawdę w porządku?"

Aki zawahała się, ale, sama wydając się nieco zaskoczona, w końcu skinęła głową, gdy jej ciało dostosowało się do temperatury.

"Dziękuję," wyszeptała Asuka i pocałowała ją w czoło. "Wiesz, co? Nauczę cię za to nowej zabawy." Wpatrzyła się w męża, który właśnie do nich dołączył. "Nazywa się 'Zmocz tatę'."

Shinji przełknął ślinę.

. . --------------------------------. .
.

"Aki! Czas..." Shinji urwał osłupiały, gdy wszedł do pokoju córki.

Oczywiście to nie bałagan go zaskoczył; Aki od zawsze miała to po matce, więc zobaczenie klocków, pluszaków, kolorowanek i kredek rozrzuconych po pokoju nie było niespodzianką.

Nawet to, że dziecko, które (ostrożnie) próbował obudzić, najwyraźniej już dawno samo przerwało sen, go nie wystraszyło.

Nie, widok był dużo gorszy.

"Ublałam siem!" wykrzyknęła bardziej niż obudzona dziewczynka, stojąc na łóżku, gdzie z dumą zaprezentowała swój strój.

"Taa... widzę..." wymamrotał Shinji z nerwowym uśmiechem. Po przeminięciu wstępnego szoku panicznie zastanawiał się, jak uniknąć zranienia uczuć córki, mówiąc jej, że o połączeniu zbyt dużej żółtej koszulki (z tak szerokim otworem na głowę, że koszulka ledwo zatrzymywała się jej na ramionach) i równie workowatych brązowych spodni można było powiedzieć wszystko prócz tego, że jest odpowiednie. "Zrobiłaś to... e... bardzo dobrze. Ale nie sądzisz, że coś innego będzie lepiej pasować?"

Aki, jednakże, wyniuchała podstęp i zacisnęła kurczowo obie ręce na koszulce, potrząsając dziko głową. "Nie," powiedziała buntowniczo.

Ale Shinji nie miał zamiaru poddać się tak łatwo. Podszedł do szafy, otworzył drzwi i szybko przebiegł wzrokiem po ubraniach, by znaleźć coś bardziej pasującego.

"Proszę, może ta niebieska spódniczka?" zapytał, na wpół błagając, na wpół żądając, gdy wyciągnął rzeczony przedmiot. "A na górę ta z tymi ślicznymi króliczkami, hm? Zawsze ci się podobała."

"Nie!" wrzasnęła Aki, robiąc kwaśną minę. "Ublałam siem!"

"No i super, ale..." próbował argumentować raz jeszcze, choć przerwała mu Asuka, która weszła, by zobaczyć, o co te wrzaski.

"Coś nie tak?"

"Mama!" Twarz Aki na widok matki znów się ożywiła i rozpostarła ramiona. "Patrz, ja sama!"

"Ojjj!" pisnęła Asuka, pędząc do dziecka i przyciągnąwszy do siebie Aki, podniosła ją, podczas gdy Shinji tylko jęknął cicho. "Moja duża dziewczynka pierwszy raz się sama ubrała!"

"Asuka..." jęknął Shinji, ale w odpowiedzi dostał tylko uciszenie, które było ostre, lecz na tyle ciche, by nie usłyszała go dumna, chichocząca dziewczynka w jej ramionach.

"Wiesz, to zasługuje na jeden specjalny Omlet à la Sōryū na śniadanie. Duże małe dziewczynki muszą się dobrze odżywiać," obwieściła miast tego, opuszczając promieniejącą Aki na ziemię i klepiąc ją lekko po plecach, gdy znów wstała. "No to pospieszmy się, zanim ktoś inny go dostanie."

Kiwając chętnie głową, Aki śmignęła między nimi, pędząc do kuchni.

"Asuka..." spróbował znów Shinji, wzdychając.

"Jedno jajko sadzone jej nie zabije," odparła, nim zapytał, wciąż na niego nie patrząc i spoglądając w kierunku, gdzie zniknęła córka.

"Wiesz, że nie o to mi chodziło. Powinniśmy być po tej samej stronie, a nie odbierać sobie autorytet."

Jęcząc trochę, Asuka schyliła się, by podnieść brudne ubrania z wczorajszego dnia, które były rozrzucone po podłodze. "Wiem. Ale ona chce na nas zrobić wrażenie," wyjaśniła. Wstając, obróciła się wreszcie, by wepchnąć mu w ręce brudne ubrania, biorąc przy tym od niego te wciąż pięknie złożone, by odłożyć je na miejsce. "I nie ma przed nami już za dużo 'pierwszych razów', więc powinniśmy być dumni z tych wszystkich drobnostek, za które chce, żebyśmy ją chwalili."

"To nie tak, że nie jestem dumny, że robi się bardziej samodzielna," przyznał, choć nie był wcale taki pewien, że nie było w tym ani śladu pewnego ukłucia smutku. "Ale nie wystarczy wiedzieć, jak to zrobić, ale też jak to zrobić dobrze."

"Oj, daj spokój," jęknęła Asuka, zamykając szafę. "Czy to ważne, jak wygląda? Nikt nie wyceluje oskarżająco palców w nas, "złych rodziców", nawet gdyby wolała biegać w szmatach."

"Ale te luźne ciuchy są dla niej za bardzo niebezpieczne!" zaprotestował. "Może się o wiele za łatwo zaplątać, potknąć i upaść!"

"Oj, biedny Shinji," zakpiła Asuka, "pocieszająco" pieszcząc jego policzek. "Jak się potknie, to pewnie przypomni sobie obawy mądrego taty i następnym razem wybierze coś bardziej odpowiedniego." Pocałowawszy go w drugą stronę twarzy, skierowała się do drzwi. "A teraz wrzuć to do pralki i chodź na śniadanie." Puściła do niego oko. "Nie chcesz, żeby kto inny je zjadł, co nie?"

. . --------------------------------.
. .

"Wróciłam!"

Normalnie, Shinji by zachichotał, słysząc energiczne zawołanie Aki. Z jakiegoś powodu znalazła wielką frajdę w oznajmianiu swej obecności, robiąc to, gdy tylko miała okazję. To oznaczało nie tylko powrót z wycieczki, ale także zwykłe wchodzenie do domu z ogrodu; raz nawet usłyszał ją, gdy po prostu weszła do swojego pokoju.

Choć było to słodkie, dziś sprawiło, że zaklął. Było o wiele za wcześnie!

Rozglądając się gorączkowo za wyjściem, szybko chwycił stos papieru i wepchnął go do pierwszej lepszej szuflady w kredensie, nim pospieszył przyjąć swoje dwie kobiety. Oczywiście, Aki rzuciła mu się w ramiona, gdy tylko wyszedł zza rogu.

"Hej, witaj w domu," odwzajemnił powitanie krótkim uściskiem. "Jak było na placu zabaw?"

"Mokro," Asuka odpowiedziała za córkę, powłócząc za nią nogami. "Jakbyś nie zauważył, pada deszcz."

"Och?" zamrugał, wyglądając przez okno i ujrzał, że rzeczywiście na zewnątrz leje, a koszulka Aki też na pewno była raczej mokra w dotyku. Ale dziewczynka wyrwała się z uścisku, znowu w ruchu, gdy przebiegła obok niego.

"Nie zauważyłem, byłem - no wiesz - zajęty," powiedział do równie przemoczonej żony, gdy wstał. "I jesteście trochę - no wiesz - za wcześnie."

Asuka jęknęła, a kilka kropel uciekło z jej krótkich włosów, gdy potrząsnęła głową z niedowierzaniem. "Jeszcze nie skończyłeś? To nie powinno zająć więcej niż kilka minut!"

"Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić," odpowiedział szeptem. "Ciężko wybrać..."

"Chyba żartujesz! Musisz tylko uważać, żeby nie zostawić gdzieś między nimi za dużego odstępu i, w miarę możliwości, nie najnowsze..."

"Co to?!" przerwało jej zawołanie z kuchni, przez co oboje się wzdrygnęli.

Asuka posłała mu spojrzenie typu "No i masz", nim wyszli na spotkanie Aki, mając nadzieję, że nie zauważyła. Była ona, jednakże, już przy tej samej szufladzie, z której skorzystał, by ukryć w niej swą "zbrodnię". Najwyraźniej trochę za szybko, jako że dolna połowa stosu wystawała.

Shinji chciał jej powiedzieć, że powinna to zignorować, ale, ponieważ przerwał mu łokieć wkurzonej rudej obok, nie był w stanie powstrzymać swojej dziewczynki przed wyciągnięciem kartek.

"Moje obrazki!" wykrzyknęła, wyraźnie zdezorientowana.

Tylko jednej miny Shinji nienawidził bardziej niż tej. I był pewien, że zobaczy tę przerażającą zranioną minę lada moment, jeśli nie wymyśli dobrej historyjki.

Nadzieja na pomoc ze strony żony została zmiażdżona, jeszcze zanim zdążył wyrazić ją na głos. "Idę po ręczniki i świeże ciuchy," oświadczyła, zostawiając mu wypicie piwa, którego nawarzył.

Aki wciąż wpatrywała się w niego szerokimi, oczekującymi oczami, przyciskając kurczowo do piersi swoje "arcydzieła".

Westchnął.

"Chodź tu, Aki," poprosił, opadając na krzesło i pomógł jej wspiąć się mu na kolana. Gdy już się usadowiła, a jego ramiona zamknęły się wokół niej, kontynuował. "Rozejrzyj się, co widzisz?"

Aki lustrowała przez jakiś czas otoczenie, a jej oczy skakały wszędzie. "Kuchnię," odpowiedziała w końcu szczerze i nie mógł się powstrzymać od uśmiechu, słysząc to.

"Tak, ale co jest na ścianach i na lodówce, i na kredensie?"

Tym razem odpowiedź nadeszła trochę szybciej. "Moje obrazki?"

"Tak, twoje obrazki," znów westchnął Shinji, również pozwalając swym oczom wędrować po wszystkich prymitywnych rysunkach, z których większość przedstawiała ich małą rodzinę czy inne ważne scenerie z jej krótkiego życia. Prawdę mówiąc, nie nazwałby żadnego z nich dziełem sztuki nadającym się na wystawę.

Ale to jego córka je narysowała, przedstawiając je z dumą i radością. Jak mógłby ich nie wywiesić? Asuka często narzekała, że za łatwo ustąpił i że przez to pokoje były tak pełne obrazków, że mogłyby one równie dobrze być tapetą. Oczywiście, często "zapominała" w takich przypadkach, że wiele z nich zostało tam powieszonych przez nią samą.

Tym niemniej, miarka przebrała się już dawno. Musieli w końcu powiedzieć stop. Ale żadne z nich nie chciało być "tym złym", który powie Aki, że nie chcą już jej obrazków. Więc postanowili w tajemnicy robić od czasu do czasu miejsce na nowe prace, zdejmując stary obrazek tu i tam; nie za wiele, nie te ostatnie prace, które zwróciłyby uwagę małej. Przez dość długi czas zdawało to egzamin.

Aż do teraz.

Jego prawa ręka zacisnęła się wokół małego ciała córki, a lewa dłoń przejeżdżała po jej wciąż mokrych, sięgających do ramion włosach. Jak jej to powiedzieć, nie raniąc jej uczuć?

"W... widzisz, jesteś tak produktywna, że brakuje nam miejsca na twoje obrazki. Więc... więc musimy niektóre zdejmować."

"Już ci się nie podobają?"

Shinji skrzywił się na ten głos. "Nie! Nie, nie o to chodzi. Ale nie mogliśmy już powiesić żadnego twojego nowego... pięknego rysunku. Rozumiesz?"

Aki podrapała się po głowie. "Chyba tak..." wymamrotała. "Więc co zrobimy ze starymi?"

Shinji ugryzł się w język. Nie mógł za bardzo powiedzieć "wrzucimy je do śmieci," prawda?

"M-może wielkie pudło na nie?" zaproponował. "'Wielkie pudło na obrazki Aki'? Jak ci się podoba?"

Szeroki uśmiech pojawił się na twarzy dziecka, gdy skinęła głową.

"To może pójdziemy na górę i poszukamy?" ciągnął gorliwie z najwyższą ulgą. Cóż to musiał robić, by ujrzeć jej uśmiech.

Ale nim Aki zdołała odpowiedzieć, puszysty ręcznik spadł jej nagle na głowę, wywołując pisk.

"Nie tak szybko!" zatrzymała ich Asuka, posyłając Shinjiemu krótki uśmieszek, gdy zaczęła wycierać przemoczonej dziewczynce włosy. "Nie chcesz się przeziębić, co nie?"

"Nieee!" zaprotestowała, chichocząc, Aki, nim matka skończyła ją wycierać.

"To powinnyśmy najpierw zdjąć z ciebie te ciuchy," wyjaśniła Asuka, gdy podniosłszy ją z kolan Shinjiego, postawiła ją z powrotem na nogach.

Aki dalej wycierała sobie włosy, gdy matka wyprowadzała ją z kuchni. Ale tuż przed tym, jak wyszły z pokoju, wyrwała się z uścisku matki i odwróciła do Shinjiego. "A, tato," powiedziała, unosząc trochę ręcznik znad rozpromienionej twarzy. "Nie martw się. Skoro tak ci się podobają, to zrobię, co mogę, żeby narysować dużo nowych obrazków tak szybko, jak potrafię zamiast tych, co trzeba zdjąć!"

. .
----------------.
.

"I naprawdę mogę sobie wybrać, co chcę?" zapytała po raz tysięczny Aki, gdy energicznie prowadziła ojca przez miasto.

"No, tak właśnie obiecałem, nie?" odparł z westchnieniem Shinji. Już żałował dobrania takich słów, by zaspokoić swoje sumienie. Zniosła całą sprawę z obrazkami dużo lepiej, niż się spodziewał, ale wciąż czuł się winny, że przez cały czas ją okłamywał. I mogło to posłużyć jako wczesny prezent na jej zbliżające się trzecie urodziny. Mimo to... powinien być bardziej konkretny w kwestii jego natury.

"Pod warunkiem, że to będzie coś rozsądnego," próbował jej przypomnieć.

O szerokim uśmiechu, jaki na krótko pokazała mu córka, można było, jednakże, powiedzieć wszytko, poza tym że dodawał otuchy. Wyraźnie miała na myśli coś szczególnego, ale nie śmiał nawet myśleć, co ona wybierze. A tym bardziej, jak miał to wytłumaczyć Asuce. Tym większe było jego westchnienie ulgi, gdy po kilku minutach bycia ciągniętym przez ruiny zauważył, że stali przed sklepem z zabawkami, w którym co jakiś czas razem bywali.

Aki już miała się wspiąć na rozbitą wystawę, nim złapał ją w ramiona.

"Ostrożnie!" ostrzegł swoje nadzwyczaj popędliwe dziecko, unosząc ją. "Zatniesz się szkłem, jak nie będziesz uważać!" wyjaśnił nadmiernie zatroskany ojciec, gdy pomógł jej przedostać się przez ostre szczątki okna i postawił ją w miejscu bez żadnych odłamków.

Shinji uśmiechnął się z dumą, gdy obserwował, jak wielkie oczy córki poszukiwały obiektu jej pożądania, tym bardziej gdy zaczęły błyszczeć, kiedy go znalazły. Ale to ciepłe uczucie natychmiast się oziębiło, gdy zobaczył, co wybrała Aki, kiedy po to sięgnęła.

"Chcę to!" obwieściła radośnie, gdy utuliła to w ramionach.

"Ze wszystkich rzeczy... to...?"

.
.
---------.

"Wróciłam!"

Uśmiech Asuki wywołany usłyszeniem głosu córki zmienił się w pełen śmiech, gdy Shinji dodał "Ja też."

Tym bardziej zaskoczył ją widok jego posępnej miny, gdy poszła ich przywitać. Aki, jednakże, rozpromieniła się bardziej niż kiedykolwiek, szczególnie kiedy spostrzegła matkę.

I wtedy wszystko zdało się zastygnąć w bezruchu.

Oczy Asuki rozszerzyły się ze strachu, strachu, o którym, jak sądziła, dawno zapomniała, gdy zobaczyła, co tak radośnie trzymała jej córka.

"Patrz, mamo!"

Lalkę.

"Wygląda jak ty, mamo!"

Małą szmacianą lalkę z kędzierzawymi rudymi włosami.

"Teraz mama zawsze będzie przy mnie!"

"NIE!"

W ślepej furii wyrwała zabawkę z drobnych rąk i wyrzuciła ją z całej siły. Rozbiła się ona o ścianę, przez co luźny już szew wokół jej szyi zerwał się.

Przez chwilę nie było słychać niczego prócz jej własnego ciężkiego oddechu.

Tak było, póki drobne chlipanie nie przywróciło jej z powrotem do rzeczywistości. Gdy odwróciła się błyskawicznie, serce ścisnęło jej straszliwe poczucie winy, kiedy zobaczyła, jak Aki patrzy na nią z niedowierzaniem i boleścią.

"C... ma...?" jej chlipanie nawet przerwało jej słowa. Spojrzała łzawiącymi oczami na już zepsutą rzecz, która jeszcze kilka chwil temu była przyczyną jej radości; potem spojrzała z powrotem na matkę. Nietrudno było zgadnąć, o co chciała zapytać, bo jej oczy mówiły dostatecznie wiele.

Czemu to zrobiła? Jak ona, jej matka, mogła tak zranić jej uczucia?

Asuka, jednakże, nie miała odpowiedzi. A ciche zawodzenie Aki przeszło w głośniejszy, ściskający serce płacz.

"Aki..."

Ale gdy Asuka zrobiła z wahaniem krok naprzód, by sięgnąć do córki, dziewczynka wzdrygnęła się i odsunęła od niej.

"Aki, ja..."

Ale Aki okręciła się na pięcie i pobiegła z płaczem do swojego pokoju.

Asuka chciała ją zatrzymać, powiedzieć coś, że przeprasza, że nie chciała jej zranić, ale kiedy otworzyła usta, głos ją zawiódł.

'Co ja zrobiłam...?' Walczyła z własnymi łzami. Jak mogła wystraszyć własną córkę...?

"Przepraszam..." mruknął Shinji, który przez cały czas milczał, gdy podniósł szczątki lalki. "Próbowałem ją namówić, żeby sobie wybrała coś innego. Wiedziałem, że możesz na to zareagować... drażliwie. Ale ona - ona tak bardzo ją chciała. Była taka szczęśliwa, po prostu nie mogłem..."

Nagle znów zamilkł, gdy Asuka potrząsnęła głową i z wahaniem sięgnęła po ciało lalki w jego jednej ręce i jej główkę w drugiej.

"To ja muszę przeprosić," wymamrotała, ostrożnie biorąc rozdzielone części. "Najwyższy czas pogrzebać moje demony. Szczególnie jeśli zaczynają też ranić moją córkę..."

.
.
---------.

Asuka wzięła głęboki oddech, nim zapukała delikatnie do pokoju Aki. Nie spodziewając się raczej odpowiedzi, powoli otworzyła drzwi i weszła do środka.

Ukłucie winy znów ścisnęło jej serce na widok małej postaci córki wzdrygającej się na jej obecność, leżącej zwiniętej w kłębek na łóżku, odwracającej od niej twarz.

"Aki?" zawołała ją cicho, ale jedyną odpowiedzią zranionego dziecka było skulenie się jeszcze bardziej.

Asuka westchnęła ze smutkiem. Wiedziała, że nie będzie mogła do niej dotrzeć w tym stanie. Cicho podeszła do łóżka i usiadła na jego skraju. Jedyną reakcją Aki był drobny pisk pomiędzy cichymi pochlipywaniami.

"Aki, p... przepraszam za to, co się tam stało. To nie była twoja wina, po prostu... nie wiem... wystraszyłam się przez chwilę. To był tylko odruch na złe wspomnienie. Ale to już koniec, obiecuję."

Zerknęła na córkę w poszukiwaniu jakiejkolwiek oznaki odpowiedzi na jej przeprosiny, ale Aki albo nie bardzo zrozumiała, albo była dzieckiem swojej matki, zbyt upartym, by tak łatwo ustąpić. I może Asuka i tak nie zasługiwała na to, żeby się tak łatwo wywinąć.

Ale właśnie dlatego przypłaciła szycie dwoma ukłuciami w palec. "Zrozumiem, jak nie będziesz już nigdy chciała się do mnie odezwać za to, że tak zraniłam twoje uczucia. Ale... tu jest ktoś, z kim możesz chcieć porozmawiać."

Kiedy umieściła lalkę tuż przed jej oczami, zdenerwowanie Aki natychmiast zniknęło. Dziewczynka z wahaniem sięgnęła po małego rudzielca, a potem natychmiast objęła ją ramionami. Usiadła z otwartymi ustami, gdy wreszcie znów spojrzała na matkę, zapominając o wszelkiej urazie.

"Ale... główka...?" zastanawiała się między pociągnięciami nosem.

"Naprawiłam ją," powiedziała z uśmiechem Asuka, głaszcząc córkę po głowie.

Drżące usta Aki były jedynym ostrzeżeniem, jakie dostała, nim małe ciało rzuciło się na nią. Asuka objęła dziecko ramionami, przytulając mocno Aki, gdy ta zawodziła.

"Ćśś," uspokoiła ją. "Przepraszam. Przepraszam, że cię wystraszyłam. Nic złego nie zrobiłaś. Nie musisz płakać..."

Wciąż pociągając nosem, Aki otarła łzy ramieniem. "Już dobrze. Już nigdy więcej nie będę płakać."

Dreszcz przeszedł Asuce po karku, gdy usłyszała te słowa. Na zdrowy rozsądek wiedziała, że Aki nie to miała na myśli, ale przy duchu przeszłości wciąż pozostającym w jej umyśle, brzmiało to za bardzo jak zgubne postanowienie, które niegdyś sama podjęła.

"Nie," błagała, chwytając Aki za policzek, by utrzymać kontakt wzrokowy. "Płacz, jak ci smutno. Śmiej się, jak jesteś szczęśliwa. Nigdy nie wstrzymuj uczuć, bo któregoś dnia zapomnisz, co jest prawdą. Obiecujesz?"

Dziecko wydawało się zdezorientowane, ale mimo to skinęło głową. "Obiecuję."

Asuka wydała z siebie westchnienie ulgi, obracając Aki i sadzając ją na kolanach; ta zaś miała w rękach lalkę.

"Więc... jak ma na imię?"

"Imię?" zdumiała się Aki.

"Cooo? Jeszcze nie wymyśliłaś imienia?" zapytała przesadnie Asuka. "Na pewno jej będzie smutno bez imienia. Musimy wymyślić, jak będziemy na nią mówić."

Aki podrapała się po głowie. "Ale ja nie wiem..."

Usta Asuki rozszerzyły się w uśmiechu, gdy przyszedł jej do głowy pomysł. Co lepiej zadziała przeciw demonom niż dzielne stawienie im czoła, nie okazując śladu strachu?

Jej palce przejechały po rudych pasemkach na główce lalki, gdy oparła głowę na ramieniu Aki. "Może Kyoko?" wyszeptała tylko.

"Ky-Kiko?"

"Nie, nie, Ky-o-ko," próbowała wyjaśnić Asuka, ale uwaga Aki była najwyraźniej już gdzieś indziej niż słuchanie rad.

"Kiko!" zawołała z radością, tuląc lalkę. Jej wielki uśmiech czynił oczywistym to, że nie było mowy o ponownej zmianie zdania.

Asuka zachichotała z rozczulającej sceny, mierzwiąc córce włosy. "No dobrze," powiedziała, pochyliła się i pocałowała Aki w tył głowy. "A zatem 'Kiko'."

To było cudowne uczucie - wreszcie uwolnić się od przeszłości. Ale to było nic w porównaniu z widokiem jej radości.

. . --------------------------------. .
.

"Nieeeee!"

"Taaaaak," Shinji zripostował protest dziecka w swoich ramionach. Choćby nie wiadomo, co mówiła, była wyraźnie zmęczona, pozostając jeszcze na nogach godzinę po porze snu. "A może wolałabyś znowu umyć ząbki?"

"Nieeeeeeee!" pisnęła jeszcze głośniej Aki, potrząsając głową tak dziko, jak jeszcze dawała radę.

"No to załatwione," oznajmił, gdy posadził ją na łóżku. Nie sprzeczała się, gdy zaczął ściągać jej koszulkę przez głowę. Bez słowa pozwoliła ojcu przebrać się w koszulę nocną.

"Aki, znowu wychodziłaś bez sandałów?" zapytał, gdy zobaczył jej stopy, kiedy czołgała się do poduszki.

Skinęła tylko głową, gdy się obróciła, sięgając po lalkę, by położyć ją obok siebie.

"Bez sandałów, bez butów, bez skarpetek," mruknął Shinji, kręcąc głową. "Nie boli cię, jak tak biegasz i deptasz po tych wszystkich ostrych kamyczkach?"

"M-m," zaprzeczyła Aki.

"Taa, chyba tak. Tylko popatrz, jaki tam już masz nagniotek. Już tam nawet łaskotek nie masz." Podstępny szeroki uśmiech mignął mu na ustach. "Ale na pewno dalej masz je pod pachami!"

Aki nie mogła zrobić wiele więcej, niż pisnąć ze śmiechem, gdy ojciec skoczył na nią, a jego palce bębniły jej pod ramionami. Atak trwał, jednakże, tylko kilka sekund, gdy obserwował, jak ona się uspokaja, a jej chichot ustępuje miejsca szerokiemu uśmiechowi.

"Dobranoc," powiedział, składając pocałunek na jej czole, nim ją przykrył. "Śpij dobrze."

"Kiko też!" natychmiast wymamrotała Aki spod kołdry.

Shinji zachichotał, nim pochylił się nad nią i dał lalce szybkiego buziaka. "Dobranoc, Kiko," powiedział żartobliwie. Gdy spojrzał z powrotem na córkę, miała już zamknięte oczy. Ten widok rozgrzał mu serce i delektował się nim jeszcze przez kilka sekund, nim udał się przyciemnić światło.

"Tato?" zatrzymało go ciche zawołanie Aki. "Opowiedz mi bajkę."

'Powinienem wiedzieć.' Uśmiechnął się do siebie, gdy wrócił na fotelik przy jej łóżku.

"Jakieś szczególne życzenia?" zapytał, zerkając na stolik u jego boku, gdzie na luźnym stosie leżały jej ulubione opowiadania. Jedyną odpowiedzią było niewielkie potrząśnięcie głową.

"No to..." zaczął cicho. "Dawno, dawno temu był sobie samotny książę, który zawsze za bardzo bał się troszczyć o innych, tajemnicza księżniczka anielskiej krwi i porywcza księżniczka z dalekiego kraju. Razem walczyli z wieloma bestiami za pomocą swoich ogromnych magicznych zbroi, które pobłogosławiono duszami ich matek. Zbroja księcia była fioletowa, a z jej głowy wyrastał duży róg. Zbroja tajemniczej księżniczki była niebieska i miała jedno oko. Czterooka zbroja zagranicznej księżniczki była tak czerwona jak płomienne włosy księżniczki.

"Książę nigdy za bardzo nie lubił walczyć, ale wiedział, że księżniczki i jego inni nowi przyjaciele potrzebowali jego pomocy, a zatem robił to dla nich, gdyż byli powodem, dla którego nie czuł się już taki samotny, bo ich poznał. Ale on się tylko oszukiwał. Nadal za bardzo się bał, żeby się o nich troszczyć; mówił sobie, że już osiągnął szczęście, bo zaakceptowano go za to, że walczył z ich wrogami.

"Ale kiedy obie księżniczki zostały zranione w walce, zdał sobie sprawę, że znowu jest samotny. W tym czasie zbliżył się do niego obcy i książę znów poszedł na łatwiznę. Ale okazało się, że uprzejmego obcego wysłał wróg. Książę nie miał wyboru i musiał z nim walczyć, lecz obcy nie stawiał oporu i poprosił o śmierć, bo nie chciał, żeby książę stracił życie. Zmuszony do podjęcia strasznej decyzji książę stracił resztkę wiary, jaką miał w innych i w siebie samego.

"Gdy był w tym stanie, zaatakowało dziewięć białych bestii. Zagraniczna księżniczka, która dopiero co wyzdrowiała, walczyła z nimi dzielnie i wydawało się, że odniosła sukces. Ale tych plugawych bestii nie można było zgładzić i atakowały ją raz po raz. Książę o tym wiedział, ale wciąż był pogrążony w rozczulaniu się nad sobą, mówiąc sobie, że i tak nie mógł nic zrobić, żeby jej pomóc, że i tak w końcu by ją stracił.

"To jego zbroja podjęła za niego decyzję, sama kierując go do walki. Książę wrzasnął, gdy dotarł na pole bitwy: Księżniczka najwyraźniej padła z rąk bestii; widział tylko, jak pożerają jej czerwoną zbroję. Strata przeszyła jego serce, gdyż pokochał on zagraniczną księżniczkę, a umysł zasnuła mu wina za to, że nie stawił się wcześniej u jej boku.

"Tajemnicza księżniczka usłyszała agonię księcia i postanowiła udzielić mu mocy swych anielskich przodków. Dzięki nim wezwał każdą duszę na ziemi i pomogły mu one dojść do wniosku, że mógłby zrobić wszystko, co chciał, gdyby tylko w siebie wierzył. Zgodnie z życzeniem księcia tajemnicza księżniczka użyła swoich pozostałych mocy, żeby oczyścić całą planetę zarówno z przyjaciół jak i z wrogów, ale w efekcie wygnała też sama siebie. Książę obawiał się, że od tej pory tylko on będzie wędrował po ziemi, ale wtedy ujrzał zagraniczną księżniczkę, którą kochał. Została uratowana i razem..."

"Tato?" przerwała mu ze zmęczeniem Aki.

"No?"

"Nie powinieneś zawsze wsadzać siebie i mamy do swoich opowiadań..."

Uśmiechnął się, delikatnie przejeżdżając jej ręką po głowie. "Zauważyłaś?"

"Hmm..." było ostatnim, co mogła powiedzieć w potwierdzeniu.

Shinji nadal siedział przy swojej śpiącej córce przez kilka minut, a uśmiech dumy nie schodził mu z ust, gdy powoli gładził ją po włosach, dzieląc się swoim ciepłem, by wiedziała, nawet w swym nieprzytomnym stanie, że ojciec był przy niej, by uchronić ją od wszelkich złych snów.

Książę nigdy nie lubił walczyć. Ale zrobi wszystko, co w jego mocy, by upewnić się, że dziecko jego i zagranicznej księżniczki będzie żyć długo i szczęśliwie.

. . --------------------------------. .
.

"TATO!!"

Zaskoczony Shinji odwrócił uwagę od stosu brudnych ubrań, które segregował, na zawodzącą postać córki, która przybiegła do niego do łazienki. Natychmiast poderwał ją w swe ramiona.

"Hej, hej, ćśś," próbował ją uspokoić. "Coś nie tak?"

"Mama... mama była na mnie zła..." pociągnęła nosem Aki, gdy uczepiła się mocniej ojca i stało się dla niego jasne, co oznaczały wcześniejsze wrzaski dobiegające z zewnątrz. Zrobiła coś, czym zdenerwowała Asukę, która ją za to złajała, a teraz próbowała przeciągnąć go na swoją stronę, przeciwko jego żonie. A on naprawdę nienawidził być w potrzasku pomiędzy dwoma kobietami, z których każda potrafiła namówić go do zrobienia, czego chciała.

"Och... no, wiem, że mama potrafi się czasem robić bardzo wściekła..." próbował argumentować w najlepszy sposób, jaki mógł wymyśleć, by zadowolić Aki, ale nim zdążył wyjaśnić, poczuł piekącego klapsa w potylicę. "Ale na pewno miała dobry powód..." dokończył szybko w obawie przed jeszcze większym rozzłoszczeniem rudej za swoimi plecami.

"No pewnie, że miałam!" huknął na niego wściekły głos Asuki, nim zwróciła się do Aki. "I myślałam, że wyraziłam się dość jasno, kleines Fräulein! Nie kazałam ci iść do swojego pokoju?"

"Ale..." spróbowała Aki, ale została natychmiast zablokowana.

"Żadnych ale!" wrzasnęła Asuka, wskazując palcem pokój dziecka. "Już."

Mina Aki wyrażała mieszaninę bólu i złości, ze zmarszczonymi brwiami i drżącymi ustami, ale w końcu wybiegła z łazienki, wkrótce po czym nastąpił dźwięk trzaśnięcia drzwiami.

Shinji widział, że była tylko zdenerwowana, bała się jedynie kary, jeśli już, w odróżnieniu od incydentu w dniu, w którym dostała Kiko. Ale mimo to, ten widok zranił i jego. "To nie było trochę za ostre?"

"Jak nie chce słuchać, kiedy jej tłumaczymy na spokojnie, to chyba będziemy musieli czasem podnosić głos!" narzekała mimo to.

Shinji z trudem przełknął ślinę. Wiedział, że było w tym trochę prawdy, ale wątpił, żeby był w stanie być tak agresywnym w stosunku do swojej dziewczynki.

Zbliżywszy się do Asuki od tyłu, położył jej ostrożnie ręce na ramionach, bojąc się jakoś, że warknie na ten dotyk. "Może... może się najpierw trochę uspokoisz? Naprawdę zrobiła coś tak złego?"

Odniósł większy sukces, niż się spodziewał, gdy nagle jej głos zabrzmiał przybity i zmęczony, w przeciwieństwie do jej uprzedniego szału. "Byłam na dachu, sprawdzałam panele słoneczne. Widziałam stamtąd, jak się bawi w ogrodzie i ona wie, że tam się za mną nie idzie, więc myślałam, że wszystko w porządku. Ale potem nagle była na górze, balansowała przy rynnie, nawet z Kiko w rękach. Pewnie chciała tylko zobaczyć, co robię, ale..." Wzdrygnęła się lekko pod jego uściskiem. "Co, jakby się za mocno przechyliła? Mogłaby sobie złamać nogę albo rękę, albo nawet gorzej, jakby spadła. Tydzień temu spaliła dywan, jak przewróciła lampę, a teraz to!"

"No, pewnie sprawdza swoje ograniczenia," domyślił się Shinji.

"Tak, i dlatego musimy powiedzieć stop teraz, albo będzie się posuwać coraz dalej! Musi wreszcie zrozumieć, że niektóre rzeczy są po prostu za bardzo niebezpieczne."

Shinji westchnął, przygryzając wargi, gdy podniósł wzrok na żonę. Wiedział, że miała rację, ale...

"I przestań robić tą błagalną minę! Ja nie będę tym jedynym 'złym'! Ty też masz ją besztać, jak będzie trzeba!"

Raz jeszcze Shinji westchnął. "Tak, skarbie..."

. . --------------------------------. .
.

Czymś, na co Shinji nie mógł narzekać, był brak niespodzianek w jego życiu. Nie zawsze poruszały one ziemię jak w przypadku bycia przekonywanym do pilotowania ogromnego "robota" przeciwko jakiemuś potworowi, przez którego niemal zostało się wcześniej zgniecionym; dowiedzenia się, że zostanie się ojcem; czy nawet o wiele za bardzo ludziopodobnego pingwina otrzepującego się, akurat gdy się miało wejść do kąpieli. Ale to nie oznaczało, że był odporny na te mniejsze.

Tak jak pewnego poranka, gdy, wciąż senny i ziewający, wszedł do kuchni, by zastać ją oświetloną jedynie kilkoma świeczkami. Spodziewałby się jakiegoś problemu z zasilaniem - gdyby świeczki nie były na pięknie przyozdobionym torcie, który stał na stole, a za nim czekały jego dwie najwyraźniej o wiele bardziej rozbudzone kobiety.

"NIESPODZIANKA!" powitały go głośno, natychmiast wypędzając z niego senność, ale jego zdumienie tak łatwo nie odeszło.

"Wszystkiego najlepszego, tato!" pisnęła Aki, gdy do niego podbiegła, wyciągając ramiona, by obdarzyć skonsternowanego acz dostosowującego się ojca wielkim uściskiem, który tylko niechętnie przerwała, by pozwolić matce zająć to miejsce.

"Wszystkiego najlepszego, Liebling."

"Ale my nawet nie wiemy, kiedy ja mam urodziny," Shinji po cichu zapytał pośrednio żonę, gdy pocałowała go w policzek.

"Spytała mnie w swoje i po prostu powiedziałam, że ty masz za trzy miesiące, a ja dwa po tobie," odparła szeptem Asuka. "Nie spodziewałam się za bardzo, że będzie pamiętać, ale trzy dni temu spytała, jaki ci damy prezent."

"I do tego jeszcze prezent?" zapytał, tym razem głośniej.

Na tyle głośno, by usłyszała Aki. "O, ja po niego pójdę!"

"Nie, czekaj! To dla ciebie za ciężkie!" Asuka zawołała za dziewczynką, która wyszła już z pokoju, i szybko poszła za córką.

Shinji skorzystał z okazji, by opaść na krzesło. "Za ciężkie?" zdumiał się.

Wkrótce potem obie konspiratorki wróciły, niosąc (a raczej Asuka niosła, a Aki trzymała na nim ręce) duży, masywny przedmiot, mniej więcej ukryty pod kilkoma warstwami papieru do pakowania. Shinji uśmiechnął się na ten słodki widok, ale także dlatego, że mógł już odgadnąć naturę prezentu po jego kształcie, szczególnie po wystającej szyjce.

"Łał, a co to może być?" udawał, pomimo to, ignorancję, gdy otrzymał pakunek.

"To wiolonszela!" wyjawiła podekscytowana Aki, nim nawet zaczął otwierać pakunek, i natychmiast ukryła swój bojaźliwy śmiech w dłoniach, teraz gdy to powiedziała, choć nie powinna.

"Tak?" udawał głupka, rozdzierając ostatnie strzępy papieru, odkrywając instrument i dołączony smyczek. "Oj, faktycznie!"

"Podoba ci się? Mama powiedziała, że będzie!"

"Tak, jest super," zawołał Shinji, pociągając córkę w uścisk jedną ręką, ostrożnie obchodząc się z wiolonczelą w drugiej. "Dziękuję bardzo," dodał, choć patrząc także na żonę uśmiechającą się z zadowoleniem.

"No, na co czekasz?" zapytała Asuka władczo, po tym jak puścił Aki. "Nie przetestujesz naszego hojnego prezentu?"

Shinji gapił się na nią, a potem na instrument. "Uch... pewnie dość się zaniedbałem," wymamrotał przepraszająco, obracając nerwowo smyczek w jednej ręce, gdy druga ustawiała wiolonczelę. "I pewnie muszę ją najpierw nastroić..."

"Oj, daj spokój!"

"Dobra, dobra, zobaczmy, czy coś pamiętam," ustąpił. Jej podniecenie tym jakoś go zdumiało. W końcu nigdy nie miał zbyt wielu okazji, by dla niej zagrać. Przez lata niemal zapomniał, że w ogóle grał.

Tym większe było jego własne zaskoczenie, gdy przyłożył smyczek do strun i zaczęła płynąć muzyka, brzmiąc niemal, jakby nigdy nie przestał. Ciężko było uwierzyć, że rzeczywiście tak bardzo tęsknił za czymś, co robił przez tak długi czas tylko dlatego, że nikt nie kazał mu przestać.

Asuka złapała Aki, nim jej palce wgniotły się w tort, po który sięgała, i pociągnęła lekko zaskoczoną dziewczynkę sobie na kolana, gdy sama usiadła. Przymknęła powieki, mocno przytulając córkę, gdy słuchała jego gry. Sądząc po sposobie, w jaki się uśmiechała, wydawała się szybko wtopić w muzykę, by ta poniosła ją, gdziekolwiek udały się jej myśli.

Po kilku minutach piosenki usłyszał, jak szepta ona do Aki. "Wiesz, ten dzień, kiedy pierwszy raz usłyszałam, jak twój tata gra na wiolonczeli, to był też dzień naszego pierwszego pocałunku."

Shinji ledwo mógł się pohamować od przyłączenia się do chichotu jego kobiet, ale choć bardzo koncentrował się na nutach, szeroki uśmieszek ujawni, że wspomnienie tego pocałunku znalazło drogę i do jego myśli.

Wreszcie piosenka się skończyła i zrobił mały ukłon, gdy żona oklaskiwała go nadmiernie głośno, żeby zasygnalizować małemu dziecku, by poszło w jej ślady. Ale Aki się nie przyłączyła.

"To takie strasznie smutne," wymamrotała rozczarowana. "Czemu nie zagrasz wesołej piosenki?"

Shinji uniósł brew. "Wesołej piosenki?"

"Taa, no wiesz, piosenki, co jest bardziej..." Dziewczynka spojrzała na podłogę, rozmyślając przez chwilę, nim ekspresyjnie rozrzuciła ramiona. "Wesoła."

"Aaaa... 'wesoła' piosenka..." Shinji próbował zabrzmieć, jakby zrozumiał, ale mógł tylko zgadywać, co miała na myśli. Może i była bystra jak na swój wiek, ale czasem chciałby, żeby jej słownictwo było choć troszkę jaśniejsze.

"Wiesz, co ci powiem?" ciągnął, pochylając się ku niej. "Poćwiczę jeszcze trochę, dopóki nie będę taki dobry jak kiedyś, a wtedy zagram najweselszą piosenkę ze wszystkich, tylko - dla - ciebie." Wraz z ostatnim słowem postukał ją lekko po nosie czubkiem smyczka, wywołując chichot ze strony córki.

... Która wciąż wpatrywała się w niego szerokimi, wyczekującymi oczami. "Teraz?"

Shinji przełknął skowyt i ukrył go za słabym uśmiechem. "J-jeszcze nie teraz, okej? Daj mi trochę czasu..."

"No to po drugim śniadaniu?"

Tym razem nie próbował nawet ukryć westchnienia. "Z-zobaczymy..."

Nie był pewien, czy Aki będzie usatysfakcjonowana taką odpowiedzią, ale Asuka i tak przyszła z pomocą, stawiając dziecko z powrotem na podłodze. "Nie narysowałaś czasem tacie specjalnego urodzinowego obrazka?"

"A, tak! Pójdę po niego!" wykrzyknęła Aki już w drodze do swojego pokoju.

Shinji wydał z siebie westchnienie ulgi, nim skierował na żonę błagalne spojrzenie. "Proszę, powiedz, że znasz jakąś 'wesołą' piosenkę, którą mogę na tym zagrać."

"Ja?" zaśmiała się Asuka, poklepując go po ramieniu. "O nie, nie, nie. Sam się w to wpakowałeś; teraz zobaczymy, jak sobie sam poradzisz."

. . --------------------------------. .
.

Dzień był tak pogodny, jak mina Aki. Nie pamiętała, ile czasu minęło od ich ostatniego pikniku, ale dla niej wydawało się to wiecznością.

"Aki, nie tak szybko!"

Ale jak to typowa trzylatka, Aki nie miała zamiaru słuchać wypowiedzianej w dobrych intencjach prośby matki, z której ręki po prostu się uwolniła. Teraz, gdy lśniący błękit jeziora był już w zasięgu wzroku, zdecydowanie zbyt trudno było oprzeć się pokusie przebiegnięcia reszty drogi, by dotrzeć tam tak szybko, jak to możliwe. Oczywiście, w porównaniu z rodzicami miała tę przewagę, iż niosła jedynie Kiko, a nie akcesoria wędkarskie, przenośną lodówkę i jeszcze dwie torby z resztą przedmiotów i jedzenia, któreych potrzebowali na dzień pełen pływania i pikniku.

Ale jak to typowa, zdecydowanie zbyt pospieszna trzylatka, Aki zdała sobie sprawę, że lepiej było słuchać matki, gdy potknęła się o korzeń i upadła płasko w trawę. Ból nie był na tyle silny, by całkowicie obrócić poprzedni entuzjazm w głośne zawodzenie, ale szok zmazał jej uśmiech z twarzy. Nim zdążyła stanąć na nogi, otoczyło ją już ciepło matczynych ramion.

"Och, Aki, wszystko w porządku?" pocieszył ją kojący głos kobiety, gdy została delikatnie okręcona w miejscu. Aki skinęła powoli głową, gdy zatroskane oczy mamy oglądały dokładnie małe ciało w poszukiwaniu jakichkolwiek siniaków, ale było tylko trochę brudu na kolanach, który został szybko starty. Pocałunek w czoło dziecka dopełnił krótkiego badania.

"Widzisz? Dlatego ci mówiłam, żebyś tak szybko nie biegała," wyjaśniła mama, na szczęście nie brzmiąc zbyt surowo.

Aki znów skinęła głową i złapała mamę za rękę, gdy podniosłszy się, nieśmiało przeszła z rodzicami resztę drogi. Ale niezależnie od tego, jak zaskakujący był ten incydent, szybko odpłynął on w niepamięć, kiedy wreszcie dotarli nad jezioro. Natychmiast popędziwszy na brzeg, zaśmiała się, gdy chlapała wodą, która obmywała jej nagie stopy, kiedy przez nią biegła.

"Jeszcze nie wchodź," Zbędne przypomnienie dobiegło zza jej pleców, gdzie rodzice rozkładali wielki koc. Uwielbiała jezioro, ale, choć by się do tego nie przyznała, wciąż trochę bała się tam być bez mamy albo taty obok, którzy by jej pilnowali.

"Idź do niej," usłyszała, jak mówi tata. "Wygląda na to, że dłużej nie wytrzyma. Ja to dokończę."

Odwróciła się z wyczekiwaniem, by ujrzeć, jak matka zbliża się z dwoma znajomymi przedmiotami w ręce, a jej szeroki uśmiech odzwierciedla minę Aki.

"Więc mojej małej złotej rybce znowu tak się pali iść pływać?" zapytała, gdy przykucnęła przy córce, która odpowiedziała szalonym kiwaniem głową. Kobieta zachichotała z tego. "Naprawdę nie kapuję, czemu nie jesteś ani trochę taka chętna w domu, jak masz się kąpać. No cóż, no to się ubieramy, co?"

Mama szybko pomogła zdjąć Aki ubranie, nim wciągnęła na jej małe ramiona dmuchane rękawiczki do pływania. Aki nie za bardzo się podobały, ale rodzice na nie nalegali i już dawno nauczyła się, że protestowanie w tej sprawie było bezcelowe. Gdy już matka ją puściła, dziewczynka powoli brnęła przez jezioro, póki jej stopy nie były całkowicie zanurzone pod wodą, póki nie powróciło to niespokojne uczucie, i obejrzała się, czekając, aż mama sama skończy się rozbierać i pójdzie w jej ślady.

Kiko musiała patrzeć z brzegu, podczas gdy szły głębiej w wodę i Aki szybko poczuła, jak wilgoć podnosi się jej do piersi. Wciąż wywoływało to u niej poczucie niebezpieczeństwa, ale czując za sobą matkę gotową jej pomóc w razie czego, nie obawiała się. Nawet gdy jej stopy nie dotykały już dna.

Próbowała się posunąć trochę dalej, próbując swej odwagi, by zajść dalej niż kiedykolwiek. Ale, oczywiście, mama natychmiast to zauważyła.

"Nie, Aki, to już dość daleko!" przypomniała jej.

Aki chciała zaprotestować, próbując uzyskać pozwolenie na to, by być dzisiaj bardziej śmiała, ale nie miała żadnej okazji. Mama, złapawszy ją, okręciła w wodzie twarzą do siebie i Aki nie mogła się powstrzymać od śmiechu, gdy jej własne ciało przecięło powierzchnię, tworząc wielką falę.

Mama była za duża, by w pełni się zanurzyć, ale przykucnęła, tak by Aki mogła patrzeć prosto na jej uśmiechniętą twarz. Mina zmieniła się jej, jednakże, na zszokowaną, gdy chichocząca dziewczynka ją ochlapała.

"O, ty mała...!" zagroziła żartobliwie mama z ociekającymi rudymi włosami.

Niemal natychmiast wywiązała się wodna bitwa, a piski i śmiech odbijały się echem po jeziorze, póki obie nie były niemal równie mokre pod i nad powierzchnią. Wreszcie jednak zabawa zaczynała ustawać, a Aki robiła się trochę zmęczona, więc ogłoszono pokój (na razie).

Rozejrzawszy się, zobaczyła odległą postać siedzącą na dużym kamieniu na brzegu, z wędką w rękach.

"TATO!" wrzasnęła, machając przesadnie. Odpowiedział bardziej powściągliwie.

"Czemu on jest tak daleko?" zapytała matkę.

"No, to dlatego, że wystraszyłybyśmy rybki, jakbyśmy były za blisko i wtedy tata nie mógłby żadnej złapać."

"Rybki?"

"Tak, jasne," powiedziała mama. "Nigdy nie widziałaś, jak tu pływają?"

Aki potrząsnęła głową.

"No to chyba zawsze jesteś trochę za głośno, e?" zaśmiała się mama. "Może jak będziemy cicho, to pójdziemy do taty i obejrzymy sobie rybki?"

Z rozbudzoną ciekawością Aki chętnie skinęła głową, obiecując milczenie poprzez uniesienie obu rąk, by zakryć usta. Nie czyniąc żadnego zbędnego dźwięku, wymknęły się z jeziora i okrążyły je, po tym jak mama zdjęła jej rękawiczki, by spotkać się z ojcem.

"Cze, ta...!" zaczęła, ale natychmiast napotkała uniesione do ust palce obojga rodziców i przyłączyła się do uciszania samej siebie, nim dokończyła szeptem "... to."

"Aki chciała obejrzeć rybki," wyjaśniła cichym głosem matka, a Aki skinęła głową.

"O?" zdumiał się tata. "To może chcesz mi pomóc? Stąd można ich dużo zobaczyć."

Oczy Aki rozszerzyły się, podobnie jak i jej usta. Ta propozycja "pracy" z tatą była w końcu jeszcze bardziej atrakcyjna. Puścił lewą ręką wędkę i nakazawszy jej gestem, by podeszła bliżej, pomógł jej wspiąć się mu na kolana, gdy już była w zasięgu.

"Tutaj," wyszeptał, prowadząc jej ręce ku wędce. "A teraz będziemy łowić rybki."

"Patrz, Aki," powiedziała mama, gdy ją szturchnęła, wskazując na szarą, szybko poruszającą się masę pod lśniącą powierzchnią. "Tam jest jedna."

"O, a tam druga," zauważył ojciec. Ta, którą wskazywał, była większa i wolniejsza, obserwująca podwodny świat swoimi szklistymi oczami.

Coś chlupnęło trochę dalej. Płetwa ogonowa wciąż była w powietrzu, gdy Aki spojrzała. "TAM JEST JESZCZE JEDNA!" wykrzyknęła podekscytowana, choć natychmiast znów zakryła sobie usta, obdarzając rodziców przepraszającym śmiechem, gdy zauważyła swój błąd. Jednakże żadne z nich nie podjęło próby złajania jej.

I tak zostało to zapomniane, kiedy z drugiej strony żyłki dało się poczuć mocne szarpanie.

"O, mamy jedną!" wyjaśnił ojciec. "Szybko, musisz ciągnąć!"

Ścisnęła wędkę i ciągnęła z całej siły, odchylając się tak bardzo do tyłu, jak mogła, podczas gdy tata "pomagał" jej ją holować. Mama z czegoś zachichotała, ale Aki była za bardzo zajęta, by zawracać sobie głowę zastanawianiem się z czego, dysząc i zaciskając powieki, gdy siłowała się ze swoim potężnym przeciwnikiem.

"Jej! Złapałaś!" pochwaliła ją wreszcie matka i Aki ponownie otworzyła oczy, by ujrzeć rybę trzepotającą dziko na drugim końcu wędki, a tata już przyciągał ją do siebie. Zdjął ją z haczyka i wrzucił do czerwonego wiadra obok siebie.

Promieniejąc dumą, Aki zeszła mu z kolan, by zbadać swoją (i trochę jej ojca) zdobycz. Rybka wciąż pluskała się nerwowo w płytkiej wodzie w wiadrze.

"Co z nią teraz zrobimy?" Odwróciła się do rodziców, którym nieco zmniejszyły się uśmiechy.

"No," zaczął wyjaśniać tata. "Emm... wiesz... wiesz, co zwykle robimy z rybkami, które przywożę do domu...?"

Tymi, które przywoził do domu...? Zanosił je do kuchni, a potem...

Zrozumienie zajęło jej kilka sekund, ale wtedy jej mina wykrzywiła się w szoku. Jej rybka miała zostać obiadem?

"NIE!" wrzasnęła, stając w pozycji obronnej przed swoją zdobyczą.

"Aki..." spróbowała matka, ale jej nie dostanie.

"NIEEE!" pisnęła, tupiąc nogami, by podkreślić swoje zdanie. Nie da im zjeść jej rybki. Ściskając kurczowo oboma ramionami wiadro, które było w połowie tak duże jak ona, po prostu rzuciła je na bok.

Ryba zatrzepotała dwa razy nad ziemią, nim osiągnęła bezpieczeństwo i wolność w jeziorze.

Aki odwróciła się do skonsternowanych rodziców z dumnym i wyzywającym uśmiechem.

"Jakoś boję się, że teraz będziemy zawsze musieli znaleźć sposób, żeby dawać jej rybę w tajemnicy," słyszała, jak tata szepta do mamy.

. . --------------------------------. .
.

Asuka przemierzała nerwowo salon tam i z powrotem, czekając, aż Shinji wróci z pokoju Aki. Miał czelność ten idiota, żeby kazać jej wyjść! Powinien być na tyle profesjonalny, żeby nie rozpraszały go jej sugestie. Co z tego, że nie była zbyt pomocna?

W końcu jej maleństwo było chore!

Pewnie, że to nie tak, że Aki nigdy przedtem nie była chora, ale zwykle nie było to nic więcej niż przeziębienie. Wysoka gorączka, taka jak ta, to był zupełnie inny poziom.

Wydawało się to wiecznością pełną niespokojnej niepewności, nim Shinji wreszcie wynurzył się z jej pokoju.

"No i?" zapytała natychmiast, gdy podszedł bliżej.

"Chyba ma odrę," ujawnił swą diagnozę.

"Odrę?" powtórzyła przerażona Asuka z rozszerzonymi ze strachu oczami.

"Tak, dostała już nawet trochę czerwonych kropek," zaczął Shinji, natychmiast unosząc ręce, gdy zauważył jej troskę. "Ale nie martw się. Nadal mamy jakieś lekarstwa, które powinny zadziałać i dałem jej już coś na zbicie..."

"Nie, nie, nie rozumiesz!" przerwała jego próbę uspokojenia jej. "Ja... ja nigdy nie miałam odry!"

Gapił się na nią wyraźnie zaszokowany wciąż rozszerzonymi i utkwionymi w niej oczami, gdy osunął się na pobliski fotel. Asuka, prawdę mówiąc, zaczęła się martwić, kiedy po kilku sekundach nadal się nie poruszył. Jego reakcja nie była zbytnią niespodzianką, ta wiadomość nie mogła nadejść w gorszym momencie, nawet jeśli nie było prawdopodobne, że zostanie wyjawiona w innej sytuacji.

"Ale..." dał wreszcie oznakę życia, a w jego głosie zabrzmiała nuta nadziei. "Na pewno jesteś szczepiona?"

"Nie wiem," mruknęła poważnie Asuka, potrząsając głową. "To znaczy, bardzo możliwe. Ale nikt sobie nie zawracał głowy, żeby mi powiedzieć, a ja nigdy nie zawracałam sobie głowy, żeby sprawdzać takie rzeczy."

Znów zamilkł i mogła niemal widzieć myśli i zmartwienia, które krążyły w jego głowie. Gdyby ona, jako dorosła osoba, nabawiła się dziecięcej choroby, łatwo mogłaby ona znacznie się pogorszyć i doprowadzić do powikłań. Dla niej śmiało mogłoby to oznaczać...

"Okej..." wydusił z siebie wreszcie, wciąż wydając się być pogrążonym w myślach, mimo że zaczął zdanie. "Ja... ona nie powinna mieć problemów z przejściem jej, ale ty..." Shinji przełknął ślinę, nerwowo pocierając czoło. Nagle spojrzał jej prosto w oczy. I z pewnością nie spodobało jej się to spojrzenie. "Chyba najlepiej będzie, jak zrobimy wszystko, żeby się upewnić, że ty się nie zarazisz."

. .
----------------.
.

Upewnić się, że się nie zarazi. Natychmiast znienawidziła brzmienie tego pomysłu, bo wiedziała, co to oznaczało, nim zdołał to powiedzieć.

Izolację.

Musiała być oddzielona od Aki przez cały czas choroby dziewczynki. Oddzielona od swojego słoneczka w dniach, gdy potrzebowała jej ona bardziej niż kiedykolwiek.

Tymczasowe pożegnanie ściskało serce bardziej niż wszystkie rozstania na wieczność. Aki już zaczęła płakać, nim zdołała skończyć wyjaśnianie powodów niespokojnemu dziecku i wszelka nadzieja, że Aki zrozumie sytuację, legła w gruzach. Shinji musiał przytrzymywać zawodzącą dziewczynkę, bezowocnie próbując ją uspokoić, gdy desperacko wyciągała ręce do matki, nie pragnąc niczego więcej, jak paść jej w ramiona. Samej Asuce nigdy nie było tak ciężko samej się nie poddać. Wiele łez uroniono tej nocy, zbyt wiele. Może lepiej by było, gdyby po prostu unikała jej bez oznajmiania tego.

Naprawdę miała wątpliwości, że to było naprawdę tego warte. Farmaceutyka nie była w najlepszej formie w latach tuż po Drugim Uderzeniu, ale mimo to były duże szanse, że Gehirn/NERV zatroszczył się o to, by ich kandydatka na pilotkę nie cierpiała na zwykłą dziecięcą chorobę. I było bardziej niż prawdopodobne, że gdziekolwiek Aki złapała wirusa, ona także dawno go dostała. W końcu spędzała z córką mnóstwo czasu w trakcie inkubacji. I nawet jeśli rzeczywiście czystym zbiegiem okoliczności nie była zarażona, parę chwil z córką by jej od razu nie zabiło.

Ale co po tych paru chwilach? Musiała przyznać, że nie ufała sobie zbytnio, że będzie mieć siłę na kolejną rozłąkę. Widzieć sięgające do niej małe ręce, nie mogąc objąć dziecka; rozszerzone, załzawione oczy pełne lęku przed porzuceniem, nie będąc w stanie rozproszyć żadnej z tych obaw - czuła się niesamowicie samolubnie, ale nie mogłaby drugi raz znieść tak łamiącej serce sceny.

Ale tak też nie było dużo lepiej. Była zbyt przejęta, by pracować, a jej próby wyrzucenia tego z myśli nigdy nie przynosiły efektów na dłużej niż parę minut. Więc stała tam w przedpokoju, obok drzwi do pokoju Aki, zmuszona do wysłuchiwania czynionych przez męża prób podniesienia chorej dziewczynki na duchu.

"Chcesz, żebym zagrał twoją wesołą piosenkę?" usłyszała, jak pyta. Był już czas spać, piosenka miała być kołysanką.

Nie było wokalnej odpowiedzi, ale był słaby szelest, który, jak się domyśliła Asuka, wywołało ocieranie głowy Aki o poduszkę.

"Nie?" Shinji wydawał się przesadnie rozczarowany. "Mam nawet wiolonczelę. Chcesz, żebym ci zagrał coś innego?"

"Ja chcę tylko mamę!" Cichy jęk Aki sprawił, że Asuka się wzdrygnęła. Gorzko-słodko było słyszeć, że córka tęskni za nią tak samo mocno, ale tym bardziej bolało, że musiała odmówić jej spełnienia tego życzenia.

"Aki..." westchnął smutno Shinji, zauważalnie sam zmęczony koniecznością powtarzania jej raz po raz przez jej łzy, że matka nie może się z nią na razie zobaczyć. "Mimo wszystko zagram, a ty spróbuj zasnąć, okej?"

Zaczął grać piosenkę, którą sam specjalnie dla niej skomponował, kiedy nie mógł znaleźć niczego, co by spełniało jej żądanie "szczęśliwej" i Aki była bardzo zadowolona z wyniku. Naprawdę udało mu się stworzyć małe arcydzieło, dużo lepsze od czegokolwiek, co mógłby znaleźć w jakichś stuletnich arkuszach, i szybko stało się ono ulubioną piosenką, którą często słyszano w domu, czy to nuconą czy to graną na wiolonczeli. Dziś, jednakże, nie brzmiała aż tak "wesoło" jak zwykle, a naturalnie posępny ton wiolonczeli przeświecał znacznie częściej.

Ale uwaga Asuki i tak była gdzie indziej. Usilnie starała się usłyszeć odgłosy wydawane przez córkę, jej ruchy, jej głęboki oddech, jedyny kontakt, jaki miała. Stawszy się tak pochłoniętą oznakami, że Aki odpływa w krainę snów, Asuka nie zauważyła, że melodia ustała, nim otwarły się drzwi.

Shinji wydawał się równie zaskoczony. "Asuka!" wyszeptał natychmiast ze złością. "Co ty tu robisz?"

"A jak myślisz?" syknęła cicho w odpowiedzi, machając ręką w kierunku ciemnego pokoju, w stronę łóżka. "Moje maleństwo jest chore i woła mnie! Nie możesz oczekiwać ode mnie, że tak se będę robić swoje obowiązki i nawet nie sprawdzę, co u niej! Ja już tego nie wytrzymam!"

"Jasne, że cię woła. Jest chora i ma gorączkę, więc nic dziwnego, że ma trochę zły humor. Ale to się nie zmieni tylko dlatego, że ty tam będziesz. Wtedy będzie po prostu płakać o co innego."

"'Co innego' ciężko porównać do matczynej miłości! Pewnie, może i będzie płakać tylko dlatego, że taką ma ochotę, ale nie wmówisz mi, że ona tego tak naprawdę nie potrzebuje!"

Odwrócił wzrok. "Nie chcę i nie mogę się z tym sprzeczać," przyznał i wzięła to za oznakę porażki, ruszając w stronę pokoju Aki.

"Dobrze, że tu się zgadza..." Przerwało jej jego ramię owijające się jej wokół talii, akurat gdy chciała go minąć, zatrzymując ją.

"Obawiam się, że nie," mruknął, znowu patrząc jej w oczy. "Myślisz, że mi jest łatwo? Ona się boi, Asuka. I boli mnie, kiedy ją taką widzę za każdym razem, jak tam wchodzę, kiedy muszę jej mówić, że obecnie nie możesz przyjść! Wiem, że cierpi i boi się, że możesz ją porzucić i nie chcieć jej już więcej widzieć, mimo tego co jej mówię! Ale jak myślisz, jak będzie wystraszona, jak jej powiem, że bycie z nią teraz może cię zabić?"

Uderzenie w policzek nadeszło zbyt szybko, by którekolwiek go uniknęło. Ale choć było to pierwsze od lat, które było czymś więcej niż zabawą, Asuka nie żałowała go ani trochę. "Kocham cię, Shinji," wydyszała. "Ale nie waż się stawać między mną a moim dzieckiem."

Shinji, jednakże, tylko zacieśnił uścisk. "Przykro mi, Asuka. Możesz mnie okładać, ile chcesz, ale nie mogę..."

"Mama...?"

Ten cichy głos natychmiast zakończył sprzeczkę, choć Shinji rzucił jej jedno ostatnie ostrzegawcze spojrzenie, nim puścił ją i wszedłszy z powrotem do pokoju, zamknął za sobą drzwi.

"Hej, myślałem, że już śpisz?" Asuka usłyszała, jak pyta.

Aki, jednakże, zignorowała pytanie. "Myślałam, że słyszałam mamę..." mruknęła.

Shinji coś powiedział, ale Asuka nie za bardzo mogła to zrozumieć. Podeszłszy bliżej, przycisnęła prawe ucho do drewnianych drzwi.

Następne wypowiedziane słowa, jednakże, przeszyły jej serce.

"Mama mnie nienawidzi?"

Jej uszy słyszały czynione przez Shinjiego próby upewnienia chorej dziewczynki, że to nie o to chodzi, ale jej umysł tego nie zarejestruje. Pięści jej drżały, gdy okrutny zarzut powtarzał się w jej głowie, miała problemy z oddychaniem.

Nie mogła już tego znieść. Nie oglądając się, pobiegła tak szybko, jak to możliwe.

.
.
---------.

"... nadal kocha cię ponad wszystko, ale..."

Shinji nie powiedział ani słowa więcej, gdy drzwi zostały z całej siły otwarte. Postać była w cieniu z powodu światła, które paliło się za nią na korytarzu, ale to się zmieniło, gdy wpadła do środka.

"Mama!" pisnęła radośnie Aki, wyciągając ręce do Asuki, obecnie przywdziewającej szybko odzyskaną maseczkę lekarską.

"Asuka!" zaprotestował natychmiast Shinji, ale uciszyła go szybkim piorunującym spojrzeniem, które nie pozostawiało wątpliwości, że nie miała zamiaru więcej dyskutować o swojej decyzji.

"Mama!" powtórzyła Aki, nim jej mina zmieniła się na oskarżycielską. "Gdzie byłaś cały czas?"

"Och, przepraszam," powiedziała Asuka, gdy uklękła przy łóżku, wskazując na białą maseczkę. "Muszę to jakiś czas nosić i bałam się, że będziesz się ze mnie śmiać." Wyraźnie kłamała, ale chorej trzylatce to wystarczało.

"To głupi powód," skarciła ją tylko Aki, robiąc kwaśną minę.

Gładząc rozczochrane brązowe włosy dziecka, Asuka uśmiechnęła się za maską, zerkając na męża, który wciąż wydawał się daleki od szczęścia z powodu jej zmiany planów. "No to chyba jestem trochę głupia."

. .
----------------.
.

"I ty zawsze na mnie mówiłaś 'baka'!" mruknął Shinji, gdy potrząsnął głową, a w jego oczach zalśniło parę łez.

"Do jasnej cholery, Shinji, jeszcze nie umarłam," jęknęła Asuka, czując ból w całym ciele, gdy przekręciła się na łóżku, które okupowała przez ostatnie dwa dni. "Weź się w garść! Co, jak Aki cię takiego zobaczy?"

Tak, miał rację. Tak, zaraziła się. Tak, czuła się tak, jakby płonęła.

Ale nie żałowała, ani trochę. To było dużo lepsze niż utracenie zaufania i miłości Aki.

Jednakże nie mogła zaprzeczyć pewnemu lękowi, że miał też rację co do stopnia ciężkości jej stanu. Nie był on wielki, choć czuła się gorzej niż kiedykolwiek. Ale myśl o zostawieniu go... i jej... nękała jej sumienie. Co z niej za matka, że zmusi swoje dziecko do dorastania bez niej? Tak jak ich własni...

"Mamo?"

Zaskoczony wzrok ich obojga padł na drzwi, skąd dobiegło nieśmiałe wołanie. Aki wciąż miała na sobie różową pidżamę, ściskając kurczowo Kiko obiema rękami.

"Hej," Shinji ruszył, by wyjść jej na spotkanie. "Sama jeszcze powinnaś być w łóżku."

"Ale ja już jestem zdrowa!" jęknęła Aki i choć rzeczywiście bardzo jej się polepszyło, jej głos wciąż przeczył jej słowom. Oczy też szybko znów jej złagodniały, gdy przeskoczyły z ojca na łóżko. "I chciałam zobaczyć mamę..."

"Aki..."

"Pozwól jej," Asuka przerwała mu tak ostro, jak pozwalała jej na to boląca głowa. "Na parę minut."

Shinji wyraźnie się nie zgadzał, ale niechętnie skinął głową i Aki zrobiła kilka kroków w stronę łóżka.

Asuka zmusiła się do uśmiechu. "Cześć, Schätzchen."

"Cze," wymamrotała słabo, unikając jej spojrzenia, gdy ciągnęła nerwowo lalkę za włosy. "J-jak się masz, mamo?"

"Nie tak źle," skłamała ruda, ale sama zdawała sobie sprawę, że nie było to zbyt przekonywujące. "A ty?"

Aki nie odpowiedziała. Wciąż wpatrywała się w ziemię, a jej dolna warga zaczęła drżeć. "To... to moja wina?"

"Och..." Asuka sama była bliska łez, gdy widziała córkę tak obciążoną poczuciem winy. Korzystając z resztki sił, przechyliła się na skraj łóżka i chwyciła w ramiona trzęsące się ciało. "Och, Aki..."

"Nie. Nie, to nie twoja wina. Jak już, to..." Przerwała i przemyślała swoje słowa. Wzięcie winy na siebie może i było szlachetniejsze i bardziej zgodne z prawdą, ale mogło doprowadzić do nieporozumień, które tylko zwiększyłyby ciężar na ramionach dziecka, jeśli coś by się jednak stało. "To niczyja wina. Nie martw się, niedługo wyzdrowieję, tak jak ty."

Ale mimo jej dodających otuchy słów łzy Aki płynęły teraz swobodnie, a łkanie łamało jej głos. "Kocham cię, mamo."

Serce Asuki podskoczyło na te słowa, a jej uśmiech nie był już wymuszony z powodu bólu. Nawet się poszerzył.

Nie pierwszy raz Aki je wymówiła, wypowiedziała swoje pierwsze "Kofam ciem" raczej niedługo po tym, jak zaczęła mówić. Ale Asuka widziała, że był to pierwszy raz, gdy powiedziała to, nie powtarzając tylko zdania, które często słyszała od rodziców. Asuka wiedziała, że tym razem płynęły one prosto z serca.

"Ich liebe dich auch, mein Schatz," uciszyła ją w odpowiedzi, całując brązowe włosy dziecka w ciasnym uścisku. "Tak bardzo cię kocham."

Trzymała ją, póki Aki nie uspokoiła się do pociągania nosem. "Wyzdrowiej... wyzdrowiej szybko!" na wpół błagała, na wpół zażądała trzylatka.

W ustach zalanego łzami dziecka wydawało się to raczej śmieszne i Asuka nawet nie próbowała stłumić śmiechu. "Postaram się, okej?"

Aki skinęła głową, wycierając wilgoć na policzkach wierzchnią stroną prawej dłoni.

"Aki," Shinji skierował uwagę z powrotem na siebie. "Mama naprawdę potrzebuje teraz odpoczynku. I ty też."

Znów skinęła głową, ale raz jeszcze odwróciła się do matki. Bez słów uniosła lalkę obiema rękami.

"Chcesz mi dać Kiko?" zapytała skonsternowana Asuka. Od kiedy dostała ją od niej z powrotem, Aki praktycznie nigdy nie rozstawała się z zabawką.

Ale znów - skinienie głową, choć nieśmiałe. "Ona się może tobą opiekować, kiedy ja nie mogę."

Uśmiechając się szeroko, Asuka wzięła Kiko. "Dziękuję," powiedziała, dając dziecku kolejnego buziaka. "A teraz wracaj do łóżka, tak? Czy chcesz, żebym ja wyzdrowiała pierwsza?"

Aki uśmiechnęła się słabo, ale nic nie powiedziała. Posłusznie powłóczyła nogami do drzwi, ale nie wyszła bez odwrócenia się raz jeszcze, by pomachać krótko na pożegnanie i otrzymać należytą odpowiedź od rodziców.

Asuka wciąż patrzyła za nią przez jakiś czas, nawet kiedy już dawno zamknęła za sobą drzwi. W końcu jej wzrok przeniósł się na rudowłosą lalkę w jej ramionach.

"Widzisz?" mruknęła do męża, przejeżdżając palcami po rudych lokach najcenniejszej własności córki. "Nie mogłabym być dalej od śmierci."

. . --------------------------------. .
.

"Ja nie chcęęę!" jęknęła Aki, skacząc na drugim końcu uścisku Shinjiego.

"No, chcesz czy nie, będziesz się kąpać," powiedział spokojnie.

"Ale ja nie mogę! Jeszcze jestem chora!"

"Już od tygodnia jesteś zupełnie zdrowa," nie przyjął jej wymówki. "Nawet mama już dawno się wyleczyła."

Trzymał rękę w wodzie, która lała się do wanny, choć było to dość bezsensowne. Jego mała łobuziara miała zadziwiającą zdolność zauważania w jakiś sposób, kiedy temperatura nie zgadzała się nawet o jeden stopień.

I, oczywiście, gdy tylko dźwignął ją do wody, natychmiast wrzasnęła i wierzgała, kiedy jej stopy ledwie dotknęły powierzchni. "Za gorąca! Za gorąca!"

Shinji przewrócił oczami, popychając lekko łokciem kurek w stronę "zimnej", tak by Aki dała się wreszcie opuścić do wody.

"I tak już nie musisz tego więcej robić..." narzekała Aki, robiąc kwaśną minę i odpychając trochę piany. "Ja sama umiem wejść do wanny."

"Czyżby?" uśmiechnął się do niej Shinji, gdy zebrał mydło i myjkę do twarzy, podczas gdy ona zaczęła bawić się w kąpieli, przeciwko której ledwie chwile temu deklarowała swą wieczną nienawiść.

"Taa, jestem już na tyle duża!"

"No, to dobrze dla ciebie," zachichotał, mierzwiąc kupę brązowych włosów Aki. Niezadowolone dziecko natychmiast zaprotestowało jak zwykle ostatnio, kiedy to robił, wydając z siebie głośny pisk, wymachując rękami w wodzie na wszystkie strony.

Uśmiechając się, przypomniał sobie pierwszy raz, gdy użył tych znajomych słów. Zdał sobie sprawę z ich pochodzenia znacznie później, po tym jak Aki dawno wypadła z łazienki, by znów iść się bawić, a on siedział już z powrotem przy swoim biurku, pochylony nad książkami. Wydobywały się po prostu naturalnie z jego dumą, gdy tylko przybiegała do niego, wołając o jego uwagę podekscytowanym "Tato! Patrz!", by pokazać coś nowego, co znalazła albo zrobiła, obrazek, który wyszedł szczególnie dobrze w jej oczach albo jeśli dowiedziała się czegoś, co kompletnie zdumiało trzylatkę.

"Problem tylko w tym, że jakoś boję się, że już nie będziesz bardzo czysta, kiedy postanowimy dać ci się tym zająć samej," wyjaśnił, gdy zaczął ją namydlać.

Aki znów zrobiła kwaśną minę, ale przynajmniej nie próbowała się z nim kłócić. "W ogóle to czemu ja się muszę kąpać?"

Shinji roześmiał się, zawsze o to pytała w którymś momencie. Ale w przeciwieństwie do większości przypadków miał teraz lepszą odpowiedź niż "Bo musisz.".

"Ty," podkreślił, szturchając myjką jej mały nosek. "Musisz być czysta, bo jutro jedziemy w szczególne odwiedziny."

. .
----------------.
.

Dla jej rodziców był to dość niezwykły widok - taka bojaźliwa Aki. Ta zazwyczaj tak energiczna dziewczynka, chowała się teraz za matką, przerażona ściskając kurczowo wolną ręką jej spódniczkę, podczas gdy drugą przytulała swą zawsze obecną lalkę.

"Co się stało, Aki?" spytał Shinji córkę, zatroskany, ta zaś ledwo śmiała podnieść wzrok ze strachu.

"Co to wszystko jest?" odparła lękliwie, ledwo słyszalnie.

Asuka sięgnęła za plecy, by uspokajająco ująć ręką głowę dziecka. "To jest miejsce, gdzie poszli wszyscy ludzie, co ci o nich mówiliśmy," wyjaśniła, posyłając jej przez ramię uspokajający uśmiech. "Już tu kiedyś byłaś, nie pamiętasz?"

Dziewczynka potrząsnęła głową. Gdy łzy zaczęły zbierać się w jej oczach, jej rodzice wymienili żałobne spojrzenia.

"Nie... nie musisz iść, jak nie chcesz," próbował ją uspokoić Shinji, przyklęknąwszy, by być na tym samym poziomie co Aki. "Ale przysięgam, że tam się nie ma czego bać."

Dziewczynka przygryzła dolną wargę, niepewna, czy przyjąć tę propozycję ucieczki, czy zaufać słowom rodziców.

"Hej," zawołała cicho Asuka, by zwrócić jej uwagę, wyciągając rękę. "Wiesz, że będę przy tobie, choćby nie wiem co."

Aki ująwszy z wahaniem zaoferowaną rękę w swą dłoń, natychmiast zacieśniła uścisk, gdy poczuła matczyne ciepło.

"To możemy iść?" zapytała Asuka i otrzymała w odpowiedzi nieśmiałe skinienie głową.

Gdy szli przez plażę w stronę czerwonego morza, czuła, jak mała rączka zaciska się od czasu do czasu wokół jej palców, gdy Aki przyjmowała do wiadomości dziwne i przerażające otoczenie. Prawdopodobnie było to jednak trochę zbyt wiele dla kogoś w jej wieku, ale ponieważ mimo tego wszystkiego była taka beztroska ostatnim razem, gdy tu byli, niezbyt spodziewali się tej nagłej zmiany podejścia.

"Co to jest?" dotarło do niej niemal wyszeptane pytanie córki. Podążywszy za wzrokiem Aki, ujrzała ukrzyżowane pomniki, które niegdyś były dwoma EVA-mi Masowej Produkcji.

"One... zrobiły mi kiedyś krzywdę..." powiedziała trochę za szczerze, nie zdając sobie sprawy ze złego doboru słów, póki nie poczuła, jak Aki wtula się w nią, pochlipując, z dala od potwora. "Nie martw się," dodała pospiesznie. "Już nic więcej nie zrobią."

Pociągając nosem, Aki rozluźniła się nieco, ale ponownie się wzdrygnęła, gdy rozpoznała kształt białego "wzgórza" na horyzoncie. Ale nie wyglądała na tak wystraszoną jak przedtem. Ciekawość i może współczucie dla uśmiechającej się smutno olbrzymki najwyraźniej zwyciężyło, gdy przechyliła głowę na bok. "Kto to?"

"To... to była przyjaciółka..." odpowiedział Shinji, a melancholia w jego głosie była niemożliwa do pomylenia, gdy zapatrzył się przez morze.

"Przyjaciółka...?" powtórzyła, dziwiąc się, Aki. "Wszyscy ludzie tacy byli?"

Oczy jej rodziców spotkały się w konfuzji, jak to często robiły w nadziei, że drugie zrozumiało, co miała na myśli. Ale aż za często zapytanie było jedyną możliwością dowiedzenia się, co chodziło małej po głowie. "Jacy?"

"Tacy duzi!"

Po lekkim chichocie dwojga starszych nastrój wydawał się całkowicie zmienić przez to niewinne pytanie zdumionego dziecka.

"Nie," powiedział z uśmiechem Shinji. "Ona była całkiem... wyjątkowa."

.
.
---------.

"Cześć! Mama i tata kazali mi z wami pogadać, ale nie jestem pewna, o czym." Dziewczynka podrapała się po brązowych włosach. "Mm... no, jestem Aki, a to jest Kiko! Ona jest moja ulubiona, no bo ma rude włosy tak jak mama i do tego jeszcze czerwoną sukienkę! Ja strasznie lubię czerwony! No i strasznie kocham mamę i tatę!

"Oni często mówią, że was też bym lubiła a wy mnie, więc czemu sobie poszliście? Mama i tata mi nie powiedzą. Często się wydają smutni, kiedy o was mówią. Ja nie lubię, jak oni są smutni. Więc nie wiem, czy bym was lubiła, no bo przez was są smutni." Aki zrobiła kwaśną minę do czerwonego morza. "Ale tata powiedział, że to nie wasza wina i że są smutni, no bo tak bardzo was lubili, że teraz za wami tęsknią. Więc może jednak bym was lubiła!

"No, mm..." Zerknęła tam, gdzie mama i tata siedzieli uśmiechnięci na piasku, a tata skinął do niej głową. Obróciwszy się do morza raz jeszcze, pomachała ręką. "No to pa. Nara!"

.
.
---------.

Zrobiło się raczej późno, kiedy wreszcie wrócili do domu, a mrok nocy przeszywały tylko światła samochodu, gdy wjeżdżał ostatnie metry na drogę dojazdową, nim się zatrzymał. Asuka wyłączyła silnik i po raz ostatni zerknęła w lusterko wsteczne. Aki naturalnie wciąż siedziała bezpiecznie w foteliku dziecięcym, przyciskając kurczowo Kiko do piersi.

Dziewczynka jakiś czas temu niezwykle zamilkła, ale Asuka winiła za to zmęczenie. W końcu było już dawno po porze spania i co jakiś czas zastanawiała się, czy jej dziecko poddało się kuszącemu nawoływaniu snu. Jednakże obecnie wciąż wydawała się nie spać.

Shinji odpiął już pas i wysiadłszy, ruszył do tylnych drzwiczek po swojej stronie, by wydostać Aki. Asuka sama właśnie wyszła, kiedy usłyszała ciche mamrotanie po drugiej stronie, gdy zgarniał swoją dziewczynkę w ramiona.

"Tato? Co to jest przyjaciel?"

"Przyjaciel...?" Sądząc po jego głosie, był tak zaskoczony pytaniem Aki jak sama Asuka. Była w wieku, kiedy zadaje się wiele pytań pozornie ni stąd, ni z owąd i nie zawsze było łatwo na nie odpowiedzieć. Ale to było z pewnością inne niż "Czemu niebo jest niebieskie?".

"No..." podjął próbę wyjaśnienia Shinji, a jego umysł niewątpliwie pracował po godzinach. "Przyjaciel to ktoś, kto... bawi się z tobą i... mm... możesz z nim o wszystkim pogadać, kto jest przy tobie..."

"Więc mama i ty to moi przyjaciele?" ze zmęczeniem zapytała dalej Aki, ledwo słyszalna z pozycji jej matki.

"E, nie... nie bardzo..." na wpół westchnął, na wpół jęknął Shinji. "Przyjaciel to zwykle ktoś nie z twojej rodziny."

"Więc ja nie mogę mieć przyjaciół?"

Cisza zapadła niczym dusząca kurtyna.

Asuka nie ruszyła na pomoc, nie tylko z powodu porozumienia, jakie zawarli, że żadne z nich nie powinno przerywać, kiedy drugie wyjaśniało coś Aki, by nie upodobała sobie jednego z nich jako mądrzejszego. Prawdę mówiąc, widziała przez szyby samochodu, jak posyła on jej błagalne spojrzenie. Ale jak mu pomóc, kiedy sama nie mogła wymyślić żadnych słów?

"Tato?" Aki czekała na odpowiedź.

"Słuchaj, to nie tak źle, my z mamą nigdy nie mieliśmy..." przerwał to, co głupio mu się wyrwało i wziął uspokajający oddech. "Zobaczymy... zobaczymy, co się da zrobić, żeby ci znaleźć przyjaciela, okej? Ale już naprawdę czas do łóżka."

Aki na szczęście nie zaprotestowała w odpowiedzi na jego wykpienie się, pocierając ręką zmęczone oczy, gdy ojciec wniósł ją do domu.

Asuka nie poszła za nimi od razu. Jej spojrzenie powędrowało na ciemne miasto za sobą.

Nie była pewna, czy to cały ten dzień, odwiedzenie morza LCL, czy po prostu niewinne pytanie Aki poruszyło dużo wrażliwszą strunę, niż mogła przewidzieć dziewczynka, ale - po raz pierwszy od lat - czuła się nieswojo na widok braku świateł...

. . . ---------------------------------------

Słowa od Jimmy'ego Wolka: No... To nie było jedenaście miesięcy, nie? (nie, to był dokładnie rok... OKRĄGLUTKIE 365 dni! - tłumacz)

Po prawdzie, stanąłem tu i tam z tym czy owym. O tym rozdziale można powiedzieć wszystko, poza tym że pomógł na blokadę pisarską. W zasadzie to więcej niż często był jej powodem. Bardzo epizodyczna treść, dużo bardziej niż nawet "Miłość" czy "Wychowanie", jako że ciągnie się przez kilka lat i ciężej je ze sobą "scementować", co prowadzi do braku pojedynczego tematu przewijającego się przez cały rozdział, co czasem czyniło ciężkim ponowne jego podjęcie. Jeden z moich korektorów skomentował też, że z tego powodu był to najwolniejszy rozdział, ale mam nadzieję, że nie było tak źle. Jest on w końcu "tylko" o rozwijaniu się Aki, albo innymi słowy: O fragmentach "normalnego" życia młodej post-Uderzeniowej rodziny.

Po prawdzie, codzienne życie nie zawsze jest aż takie ekscytujące, ale naprawdę nie chciałem usuwać żadnej sceny (jak proponował korektor, (na stos z nim! - tłumacz) by zyskać lepsze tempo, jako że, przynajmniej w moich oczach, wszystkie mają swój cel, nawet jeśli jest to tylko zrównoważenie, albo nie będzie on widoczny do późniejszych rozdziałów. Prawdę mówiąc, ograniczenie się tylko do tych fragmentów było już kolejnym problemem. Miałem całe mnóstwo innych pomysłów, ale wiele z nich było po prostu za małe albo naprawdę nie przysłużyłyby się bardzo rozdziałowi/ficowi, by być wartymi całej sceny. Urodziny, jedzenie, nauka korzystania z nocnika, to całe "Wróciłam" Aki, komponowanie Shinjiego i inne zostały bądź porzucone, bądź też zcalone z innymi, by przyoblec to w przynajmniej częściowo interesujący kontekst.

Najważniejszym zadaniem tego rozdziału jest bezsprzecznie pokazanie wam właściwego wyobrażenia Aki. Podczas gdy znam ją idealnie, scharakteryzowanie samej osi fica (jako że wszystko mniej więcej kręci się wokół niej) w pojedynczym rozdziale na pewno przysparzało mi kłopotów. Musiała być na tyle słodka i kochana, by uczynić wiarygodnym to, że ktoś taki jak Asuka uważałby ją za najważniejszą rzecz w swym życiu (bez zupełnego podpierania się "Pfe! Przecież to jej matka!"), ale także musiała być na tyle humorzasta i marudna i czasem lekką mącicielką, by ogólnie uczynić ją wiarygodną. Mam nadzieję, że jakoś udało mi się ani nie zrobić z niej idealnego aniołka ani rozkapryszonego bachora, ale całkiem normalne dziecko.

A przynajmniej mniej więcej. Ponieważ nie mam za bardzo wzoru do naśladowania pod ręką (poza osiemnastomiesięczną córką przyjaciół mojej siostry, którzy przyszli w tym miesiącu w odwiedziny), najprawdopodobniej myliłem się co do jej rozwoju w pewnych momentach, co już było powodem, dla którego podwyższyłem jej ostateczny wiek z trzech do "prawie czterech" lat. A resztę mogę zwalić na to, że ma po matce. :P

Różne uwagi:

- Naprawdę chciałem umieścić to trzęsienie ziemi. Nie dlatego, że ta mała scena jest bardzo ważna dla fica. Właściwie to o to właśnie chodzi. Zawsze wydawało mi się dziwne, że fiki, ale w tym wypadku także i anime i mangi rzadko wydają się choćby napomykać o tak charakterystycznym dla Japonii naturalnym fenomenie, chyba że odgrywa on ważną rolę w fabule.

- Dornröschen w zasadzie nie kończy się "... und wenn sie nicht gestorben sind..." w klasycznej grimmowskiej wersji. Ale to zdanie, które generalnie postrzega się jako ostatnie w niemieckich bajkach. (pobawiłem się translatorem, i wydaje mi się, że pełen cytat - z fica, a nie stąd - oznacza "I jeśli nie umarli, żyją po dziś dzień." Logiczne, prawda? - tłumacz)

- Piosenka śpiewana przez Aki w drodze do gorących źródeł to "Alle Meine Entchen", całkiem popularna piosenka wśród niemieckich dzieci - choć tak jak i jej "japońskim" w tym okresie, nie posługuje się tekstem dość płynnie.

(Tłumacz: Hehe, jako zawodowy maniak znalazłem tłumaczenie tej piosenki - oto ono:

Wszystkie moje kaczuszki

Pływają po jeziorze

Pływają po jeziorze

Główki mają w wodzie

A ogonki w górze!)

- Bajka opowiadana przez Shinjiego... Podczas gdy jej "potrzebowałem", nie jestem pewien, czy wyszła dość dobrze. Z jednej strony wydaje się nieco zbyt uproszczona, ale z drugiej może być już i tak zbyt skomplikowana jak na historyjkę do poduszki. Ale w sumie może i niedobrze jest patrzeć na to oczami fana Evy, no i oczywiście, i tak nie ma żadnego dowodu na to, że Shinji jest bardzo dobrym bajarzem. XD

- Tak, gardło sobie podrzynam tym całym "ograniczonym słownictwem". (hmm, a dla mnie tłumacienie cieciencej mofy, było baldzo śłotkie i psijemne! - tłumacz)

- Kryzys z odrą miał właściwie być przykładem użytym przez Shinjiego we wspomnieniach w "Piętnastym Aniele", kiedy mówi Misato o głębokiej więzi Asuki z własnym dzieckiem. Sam już do końca nie wiem, czemu to zostawiłem. Myślę, że ma to coś wspólnego z tym, że nie chcę opowiadać o tym dwa razy, kiedy jedna szczegółowa wersja wystarczy. Ale może to potem dodam.

- Zauważcie odniesienia do dōjinshi. Są przynajmniej dwa, które pamiętam.

L-Voss: Autor pragnie też poinformować, że kolejne rozdziały powinny pojawiać się naprawdę szybko, co oznacza, że prawdopodobnie w tym roku, lub do połowy następnego poznamy całą tę historię! Łuhuu!

Autorem tego fanfica jest JimmyWolk/The author of this fanfic is JimmyWolk

Przetłumaczył go Adrian „L-Voss" Sapija/Translated by Adrian „L-Voss" Sapija

Wszelkie prawa zastrzeżone/All rights reserved