Słońce odbijało się w wiszącym przed jej szyją ostrzu.

- No dalej, na co czekasz ? – spytała Pyrotessa, widząc jak dłoń jasnowłosej elfki drży.

- Nie chce cię zabijać – powiedziała wysoka elfka, a Pyrotessa mogłaby przysiąc, że przez policzek tamtej przemknął rumieniec.

- Wiedziała że tego nie zrobisz – wstała, podniosła swój miecz i schowała go do pochwy. Spojrzała na stojącą przed nią wysoką elfkę.

- Mogłaś to usunąć przy pomocy magii, prawda ? – powiedziała wskazując na czerwoną bliznę, która przebiegała przez udo tamtej – Czyżbyś chciała zachować to na pamiątkę... po mnie ?

Tym razem jasne policzki wysokiej elfki zajęły się głęboką purpurą.

- Tak jak myślałam – Pyrotessa uśmiechnęła się i podeszła bliżej, dotykając dłonią blizny. Poczuła jak pod jej dotykiem przez ciało drugiej elfki przebiega dreszcz. Wtedy też z daleka do jej czujnych uszu dobiegł odgłos zbliżających się koni.

- Chyba musze już znikać - powiedziała, kierując się w stronę zarośli. Gdy była przy nich, odwróciła się. Jasnowłosa stała ciągle w tym samym miejscu, zaś jej oczy utkwione były w niej.

- Skoro tak, choć ze mną - powiedziała Pyrotessa i chwyciwszy dłoń swojej niedawnej przeciwniczki, pociągnęła ją za sobą.

Z oddali dobiegały ich okrzyki i nawoływania. Deedlit słyszała głos Parna, który krzyczał „Deed, gdzie jesteś !", ale znalezienie ukrywającego się elfa w lesie jest rzeczą praktycznie niemożliwą. Pod ich stopami nie pękła żadna sucha gałąź, obie elfki poruszały się bezgłośnie zaś las wydawał się je chronić.

Deedlit czuła jak w jej wnętrzu wszystko się kłębi. Jej myśli i uczucia wydawały się szaleć, nie była już niczego pewna. Czuła uścisk tej, której powinna nienawidzić a w stosunku której nie potrafiła odczuwać nienawiści, nawet jeśli bardzo tego chciała. Z kolei Parn, co do którego nie była nigdy pewna swoich uczuć wydawał się coraz bardziej odległy.