12

12.

Nikt na nią nie zwracał uwagi. Co jakiś czas zdarzało się, że któryś z ludzi szeryfa usiłował ją zaatakować, ale wtedy zawsze zjawiał się któryś członek Wesołej Kompanii i nie pozwalał by zbytnio się do niej zbliżyli. W końcu dziewczyna wycofała się na tyle, że oglądała całą walkę z boku. W pewnym momencie dostrzegła, że jej ojciec walczył z szeryfem z Nottingham. Oboje dyszeli już ze zmęczenia, ale ich miecze nadal sypały iskry. Wtedy jakiś mężczyzna znalazł się przed samą Gwyn, a ona, zapatrzona w walkę swego ojca, zobaczyła go w ostatniej chwili, kiedy miał ją pochwycić.

- Nie! - krzyknęła i usiłowała odskoczyć. W ostatniej chwili między nią, a mężczyzną wyrósł Christopher.

- Ja jestem twoim przeciwnikiem - powiedział, kiedy równocześnie Gwyn zawołała - Chris!

Zaczęli walczyć. Uwagę dziewczyny przykuł jednak stłumiony krzyk zza nich. Znowu spojrzała w stronę walczącego ojca i dostrzegła, że szeryf zdołał wytrącić mu z rąk miecz. Robin stał dwa metry przed swoim przeciwnikiem, zupełnie bezbronny, dysząc ciężko.

- Zastrzelić go! - zawołał szeryf, do jednego ze swoich ludzi, który właśnie nadbiegł uzbrojony w łuk. Ten natychmiast wymierzył w Robin Hooda.

Nie namyślając się, zupełnie instynktownie, Gwyn napięła swój łuk w tym samym momencie. Chris kątem oka dostrzegł co się dzieje i naparł na swojego przeciwnika spychając go i siebie spoza zasięgu strzału. W ostatniej chwili poczuł jeszcze za plecami podmuch jaki spowodowała wypuszczona strzała.

Chwilę wcześniej człowiek szeryfa z Nottingham wypuścił swoją strzałę, celując w pierś Robina. Teraz patrzył oniemiały na swój cel, który nadal stał jakby nigdy nic, zupełnie nieporuszony. Strzała nigdy nie dosięgła swego celu. Została przestrzelona przez Gwyn, która teraz ponownie wycelowała łuk, tym razem w szeryfa. Ten nie wiedząc co się właściwie dzieje rzucił się na Robina z podniesionym mieczem. Nie zdążył zrobić nawet kroku, kiedy następna strzała dziewczyny przeszyła go od tyłu. Upadł najpierw na kolana, potem powoli osunął się na ziemię, twarzą w dół.

Gwyn sięgnęła po następną strzałę, gdyby była potrzebna, ale kiedy się rozejrzała dotarło do niej, że Wesoła Kompania rozbroiła lub powaliła większość przeciwników. Natomiast ci, którzy jeszcze byli w stanie walczyć, poddali się jak tylko zobaczyli, że szeryf nie żyje.

- Rosa! - krzyknęła Gwyn, kiedy zaraz po powrocie do kryjówki w lesie jej młodsza siostra rzuciła jej się w ramiona. - Nic ci nie jest?

- Głupia, to je powinnam się o to spytać - powiedziała tamta.

- To oczywiste, że nic mi nie jest - zapewniła ze śmiechem, po czym trochę się naburmuszyła - Chociaż kto wie, czy od noszenia tej suknie nie doznałam trwałego urazu.

Za dziewczynami rozległ się wybuch śmiechu. To Robin i Chris nie mogli się powstrzymać kiedy ją usłyszeli.

- Mała, teraz możesz z powrotem przebrać się za chłopaka - zauważył Chris. - Ała!

Gwyn zdołała szturchnąć go w pierś jednocześnie nie wypuszczając z objęć siostry.

- Nie jestem mała.

- Chyba jednak wolałbym, żebyś pozostała dziewczyną - westchnął chłopak.

Po przebraniu się z powrotem w męskie ciuchy Gwyn usiadła na obrzeżu polany, położonej w centrum leśnej społeczności. Wszyscy inni już nacieszyli się ich powrotem i mogła wreszcie odetchnąć.

- Gwyn - usłyszała za sobą nieśmiały głos Frodricka. Gdy tylko usłyszała swoje imię poderwała się i objęła chłopaka.

- Gdzie się podziewałeś. Tak się cieszę, że znowu cię widzę.

- Naprawdę? Chciałem przywitać cię wcześniej, ale wszyscy byli tacy podnieceni, a ty znajdowałaś się w centrum uwagi...

- Jak mogłabym się nie ucieszyć na widok mojego najlepszego przyjaciela?

- Przyjaciela... - chłopak westchnął i wyraźnie posmutniał. Potem odwrócił głowę. Gwyn zauważyła, że spogląda na Chrisa, który właśnie kierował się ku nim.

Potem spojrzał ponownie na nią i uśmiechnął się smutno, ale z determinacją.

- Wiem, że to jego lubisz - stwierdził. - Idź do niego.

Gwyn zerknęła na Chrisa, który przystanął przed nimi i patrzył wyczekująco, jakby czekał aż skończą rozmawiać.

- Jesteś pewny?

- Tak, w końcu jestem twoim najlepszym przyjacielem - uśmiechnął się jeszcze raz, bardziej wesoło.

- Dziękuję - Gwyn uściskała go, po czym zwróciła się do Chrisa.

- Przejdziemy się? - spytała nieśmiało.

- Jasne, chodź.

- Nawet nie wiesz jak mnie przeraziłaś, kiedy szeryf cię uwięził - oznajmił chwilę później, kiedy weszli między drzewa. - Bałem się, że szeryf mógł...

- Nic mi nie zrobił - zapewniła go dziewczyna. - Prawdę mówiąc większość czasu byłam zamknięta w jakimś pokoju. Strasznie się nudziłam - skrzywiła się przesadnie.

Chłopak się roześmiał.

- To dobrze, że nic ci się nie stało.

- To częściowo twoja zasługa - powiedziała cicho, czując, że się rumieni. - Broniłeś mnie wtedy, podczas walki...

- Jak mogłem tego nie robić? Nigdy bym sobie nie darował gdyby coś ci się stało.

- No wiesz, nie jestem aż taka bezbronna - oświadczyła nieco naburmuszona.

- Mimo to trzeba cię pilnować - zaśmiał się, po czym spoważniał. - Mam zamiar poważnie się tym zająć.

- Mój ojciec kazał ci mnie niańczyć? - spytała z zażenowaniem i przerażeniem jednocześnie.

- Nie, ale mam nadzieję, że mi na to pozwoli. Mam zamiar spytać go o twoją rękę.

Serce zaczęło bić jej jak oszalałe, na policzki wpłynął jeszcze większy rumieniec. Nie mogła uwierzyć w to co słyszała. A potem opuściła głowę i powiedziała cicho.

- Większym zmartwieniem będzie przekonanie mnie, żebym zechciała za ciebie wyjść!

- Myślę, że to wystarczy mała - powiedział, i zanim zdążyła zaprotestować, przyciągnął ją do siebie i pocałował.

KONIEC