Jechał z stacji kolejowej, samochodem którego miał najlepiej nie dotykać bo był złotem dla Dursleyów. Ciotka była wściekła z powodu iż Moody, Tonks i Lupin nastraszyli ich a Wuj… że chłopak przeżył tamten rok. Dla nich był tylko darmozjadem. Nie przejmowali się tym, iż chłopak nic już nie czuje. Stracił to co mógł, stracił to co miał- miłość odeszła razem z Syriuszem Blackiem, ojcem chrzestnym tego otóż Harrego Pottera który był dla świata magii Wybrańcem. Jednak w Surrley, był tylko uczniem najgorszej uczelni dla obłąkanych i młodocianym przestępcą- tak przynajmniej ludziom wmawiało chłopca wujostwo.

Wyszedł w końcu, z męczarni. Bez słowa wbiegł po schodach na piętro i zamkną się w swoim pokoju. Położył się w łóżku i patrzył w sufit. Co innego mógł robić? Nic nie miał, nic nie mógł mieć! Czemu to niemu, temu chłopcu tak się życie spieprzyło? Czemu to niemu, Voldemort, zabiera wszystkich których kocha lub ceni! Czemu go okłamują? Czemu to ON musi zabić Toma Riddla lub stać się ofiarą! Dlaczego Dumbledore go oszukiwał tak długo! Gdzie był teraz Syriusz, jego największy przyjaciel! Zasnął.

Obudził się wcześnie, postanowił iść się przejść. Spojrzał na zegarek, piąta rano. W sam raz. Ubrał się cicho i wyszedł z domu. Wiedział że na pewno ktoś go obserwuje, dlatego nawet nie próbował się ukrywać. Miał racje, gdy tylko wyszedł za drzwi Prive Drive 4 usłyszał ciche głosy w krzakach. Głos, Tonks i Remusa kłócących się jednak ucichli gdy Potter wyszedł pełnym samowolki kokiem w domu. W ręku trzymał, kawałek papieru od Dumbledore który wysłał mu to na ostatnią kolację w Hogwarcie, roku piątym

, U wujostwa będziesz bezpieczny, bez względu na to co czujesz do nich. Nie wychodź z domu- A.D"

Harry uśmiechną się kpinnie i rzucił kartkę do kosza jednak nie trafił przez co upadła na chodnik. Nie zwrócił na to uwagi i dalej szedł przyśpieszonym krokiem. Za to prof. Lupin, pod peleryną niewidką podszedł i wziął ten kawałek pergaminu. Gdy przeczytał, zrozumiał że chłopak właśnie robi coś na przekór Dyrektorowi.

Powoli, szedł za nim. Nie zwrócił uwagi na szepczącą Tonks, aby poczekał. Nie mógł stracił chłopaka z oczu. Długo szli, a mężczyzna wiedział gdzie Potter zmierza. Na ulicę pokątną. Bliżej niej, nałożył kaptur na głowę aby nikt go nie rozpoznał. Tom, lekko przestraszył się widząc człowieka godnego śmierciożercy jednak nic nie powiedział. Nawet się nie przywitał. Harry wszedł na pokątna. Nikt nie zwracał na niego uwagi, co go cieszyło. Wszedł do Gringotta a Lupin i Tonks, która dobiegła pod barem , U Toma" do swojego przyjaciela.

Potter podszedł do jednego z gobelinów, podał mu klucz i szepną coś cicho po czym poszedł za stworzeniem które oglądało się czy nikt ich nie obserwuje. Po piętnastu minutach, Harry wrócił razem z wymienionymi już pieniędzmi na funty. Musiał się jak najmniej osobom, pokazywać aby nikt go nie znalazł. Nie wiedział, ze jest szpiegowany choć domyślał się że Remus i Tonks zawiadomili już kogoś, kto miał sprawdzić ulicę dla czarodziei. Przyjaciel jego rodziców, jednak podążał za nim. Przeraził się, gdy zauważył ze Harry zmierza na nokturn. Chłopak jednak, gdy tylko tam wszedł przeszedł przez ukryte przejście jedynie dla ministerstwa po czym wyszedł na ulicę Pokątną. Remus, nie rozumiał dlaczego musieli okrążyć budynki skoro szybko mogli wyjść z świata dla czarodziei w bezpieczny sposób.

Harry, jak i jego towarzysze ukrywający się pod peleryną niewidką powiększoną kilkakrotnie podążyli znowu do baru , U Toma". W środku, zamówił na szybko piwo w butelce a po zapłaceniu funtami, wyszedł nadal Popijając alkohol.

Alejkę dalej zdjął kaptur, wszedł do sklepu a po chwili wyszedł z papierosami w ręku.

Lupin i Nymphadora, byli zszokowani tym iż chłopak normalnie zapalniczką zapalił tą nikotynę i zaczął palić jakby już to kiedyś robił. Dopiero po paru sekundach, zaczął krzywić się jednak nie przestał. Pił i palił na zmianę a przynosiło mu to wielką ulgę. Po paru minutach, stania pod sklepem i robienia w kółko tego samego. Znowu w kroczył do sklepu, po czym wyszedł z odświeżaczem do ust. Psyknął sobie pare razy, po czym uśmiechną się. Spojrzał na zegarek, była jedenasta .

- Ale ten czas szybko zleciał, muszę jeszcze tyle dzisiaj zrobić- rzekł z kpinnym uśmieszkiem. Remus patrzył w ściekły na chłopca. Syriusza małego chłopca. Kierował się do domu, jednak Lupin dał znak dla Tonks że muszą być pierwsi od niego dlatego przeszli powoli koło niego. Usiedli, pod peleryną na ławce tak jak zawsze i choć już za niedługo powinna być zmiana, nie Mieli zamiaru opuścić posterunku. Chłopak przyszedł gwiżdżąc cicho. Usiadł na tej samej ławce co byli jego przyjaciele jednak w drugim rogu. Przykładał sobie rękę do ust jakby chciał odgonić smród papierosów i piwa jednak ten nie ustawał

- Cóż, muszę szykować się na ostrą sprzeczkę z wujostwem na temat , zachowuj się pod naszym dachem"- warkną do siebie cicho. Remus postanowił w Kroczyc do akcji, odszedł pare kroków do tyłu po czym zdjął z siebie pelerynę i podszedł do chłopaka. Ten patrzył na niego obojętnie, bo i tak wiedział że byli tutaj cały czas

- Harry, co się z tobą dzieje?- spytał cicho, wtedy też i Tonks zdjęła niewidkę

- Nic, byłem na spacerze- powiedział patrząc się na drzewo które stało naprzeciw niego

- Śmierdzi od ciebie papierosami- Warkną groźnie Lupin

- Tak? Byłem … na spacerze, w parku a tam nie ma zakazu palenia wiec jakiś mężczyzna palił- okłamał ich

- Acha, no dobrze. Dajmy że ci wieże, to dlaczego nie widzieliśmy jak wychodzisz?- spytał, choć było to kłamstwo

-Tak? To dziwne, bo ja wiedziałem że jesteście tutaj- rzekł akcentując ostatnie słowo mocniej

- No tak, dobrze. Zaraz zmiana, wiec trzymaj się- powiedziała Tonks, bo widziała że Remus zaraz wybuchnie. Obydwoje się deportowali pod pelerynami niewidkami. Potter wszedł do domu, jednak co zaskoczyło też i jego, nikt nie wrzeszczał że wyszedł. Ciotka tylko prychnęła aby kolejnym razem zostawił choć notkę że idzie a wuj dodał że może iść na całe życie. Nie przejął się tym, więc powoli wszedł na górę. Widział że zmieniła się warta jednak nie miał pojęcia kto to, bo był świetnie ukryty/ ukryta. Chłopca znużył sen.

Remus i Nymphadora, pojawili się w Zakonie Feniksa gdzie teraz rządziła pani Wesley. Fred i Georg Mieli sklep na pokątnej, wiec tylko jedli i nocowali na Grimley Place. Ron, Ginny i Newill byli tam już od początku wakacji ponieważ Molly musiała być w posterunku a samych dzieci za skarby świata by samych nie zostawiła. Longbottoma babcia, natomiast, wyjechała podobno do kuzynki jednak młodzież wiedziała że dostała misję od ZF. Hermiona miała przyjechać w niedzielę, bo jej rodzice pojechali na Majorkę a ona nie miała humoru nie bawić gdy Harry cierpiał, więc nie pojechała. Luna też miała przyjechać w niedziele, bo jej ojciec jechał do Australii zobaczyć jakąś dziwną i rzadką roślinę więc córkę zostawiał w ręce Molly.

Kobieta, podała ciepłą zupę na dwóch szpiegów Pottera po czym usiadła naprzeciw ich, jak i młodzież

-I co z nim?- spytała ostrożnie

- Jest gorzej niż myślałem, muszę skontaktować się z Albusem. Chłopak wymyka się z pod kontroli- rzekł Remus, po czym wstał i deportował się do Hogosmende skąd powoli szedł do szkoły. Podał hasło chimerze, która od skoczyła natychmiast i wszedł po schodach. Zapukał. Wszedł jednak bez zaproszenia, Dumbledore powstał natychmiast. Wiedział że Lupin właśnie skończył zmianę przy Harrym

- Jest gorzej niż myśleliśmy, chłopak zaczął palić i pić- powiedział od wejścia. Albus gwałtownie usiadł na fotel

- Trzeba go zabrać, zanim wpadnie w nałóg- rzekł po chwili

- Ale gdzie, do Zakonu? Za bardzo będzie mu to przypominało Syriusza!- powiedziała Remus

- Mam pomysł, jednak Harry mnie znienawidzi- powiedział po czym rzucił garść proszku do kominka mówiąc , Severus Snape"

- Nie, Albusie, nigdy. Ja go nie toleruję na lekcjach a co mam mówić o zamieszkaniu z nim!- warkną, wyżej wymieniony mężczyzna

- Ale to dla jego dobra, wiesz co mówi przepowiednia- rzekł, po czym Snape spojrzał na niego. Teraz rozumiał, Potter naprawdę był wybrańcem który musi pokonać czarnego pana

- Dobrze, ale pod warunkiem że on sam Się na to zgodzi- rzekł po czym wyszedł z gabinetu. Albus wiedział co ma zrobić, musiał tylko go dostarczyć do Severusa domu. Wstał, po czym za pomocą Feniksa przeniósł się do Zakonu.

W salonie siedziała rozpłakana Molly Wesley, przy niej jej dzieci. Wszyscy byli zrozpaczeni, ponieważ ich Harry przestał się już kontrolować

- Dzień dobry- zaczął dyrektor, po czym poprosił na słówko Rona

- Wiesz już, jaka jest sytuacja. Musisz pomóc mi, przekonać Harrego aby wyjechał od wujostwa jednak nie do zakonu, nie będziesz go widzieć zapewne do rozpoczęcia roku ale to dla jego własnego dobra- rzekł siadając na krześle w sali zebrań ZF.

- Ale gdzie chce pan go wywieźć?- spytał pośpiesznie młody Wesley

- Nie mogę powiedzieć, ponieważ nie umiesz oklumencji, napisz aby przygotował się na jutro ponieważ ktoś po niego przyjedzie- rzekł, po czym wyszedł. Ronald usiadł i schował twarz w dłoniach. Co miał zrobić? Co będzie gdy Harry się dowie że on w tym maczał palce? Gdzie on będzie przebywać w wakacje? Jednak odpowiedź nie nadeszła. Wziął papier, który zawsze leżał na stole, następnie zamoczył pióro w tuszu

, drogi Harry, jutro, choć nie wiem o której godzinie, przyjedzie po ciebie ktoś by zabrać do bezpiecznego miejsca. Mam nadzieje że dobrze się czujesz, twój przyjaciel - Ron Wesley"

Taki list wysłał sową po czym usiadł w oknie, nie widział że to samo robi, parenaście mil dalej drugi chłopiec. Jednak ten jeszcze palił. Spodobało mu się to, choć na początku swędziało go gardło. Popijał piwem, przez co był na wpół przytomny gdy przyszedł do niego list. Po przeczytaniu, porwał go na strzępy po czym odpisał dla kolegi

, nie mam zamiaru się z tąd wynosić, HP"

Napisał, jednak zapomniał wysłać. Zasną na siedząco. Następnego dnia wstał z lekkim kacem, jednak nie przeszkodziło mu to wyjściu z domu. Poszedł sobie spokojnym krokiem do parku, gdzie usiadł na huśtawce i wyciągną papierosy. Nie namyślając się uprzednio, podpalił koniec zapalniczką i pociągną głęboko. Nagle zobaczył jak ulicą idzie jakaś dziewczyna, blond włosa i niebiesko oka, wysoka piękność. Uśmiechną się do niej, a ona oglądnęła się za sobą po czym usiadła na drugą huśtawkę.

Szalono Oki Moody, spojrzał na to z niedowierzaniem. Przecież ona mogła być Śmierciożerczynioł a Potter sobie tak spokojnie, przygląda się jej z uwielbieniem? Teraźniejsza młodzież jest coraz bardzo idiotyczna!

Harry patrzył na nią, jej oczy były tak blisko jego. Te jasno niebieskie, pełne życia i szczęścia. Spojrzały na niego, tak teraz widział samego siebie w jej oczach. Uśmiechnęła się anielsko

- mam na imię Catherin Campbell a ty?- spytała ostrożnie ale i uroczo

- Emm.. Harry Potter- powiedział, dziewczyna wybałuszyła na niego oczy a on już wiedział że jest czarodziejką

- Cath nie rób scen bo jestem obserwowany- rzekł przez zęby. Dziewczyna usiadła z powrotem i zamyśliła się

Przecież on jest po dobrej stronie! Nie muszę się jego bać, a jest taki przystojny. Do tego sławny i ma taki śliczny uśmiech. Chyba muszę przestać prenumerować ,Proroka Codziennego"- pomyślała

- Ja chodziłam do Beuxbaton, od tego roku pójdę do Hogwartu ale nie wiem na który rok. Powinnam iść na szósty- powiedziała

- Ja pójdę na szósty, jestem w Gryffindorze i mogę ci przyrzec że …- wtedy usłyszał że ktoś w krzakach się poruszył. Szpieg.

Wyjął papierosy, dziewczyna spojrzała na niego zaskoczona ale odmówiła gdy jej zaproponował

- Dobra, ja idę bo moja mama będzie wściekła. Mieszkam na Prive Grave 19 , jak coś- powiedziała, mrugnęła okiem i uciekła. Harry zachichotał pod nosem, po czym zgasił papierosa który już się dogaszał. Kiedy zobaczył… SNAPE!

- Khym .. Khym- głośno chrząkną przez co Severus odwrócił się nagle.

- Widzę że to z pana zrobili niańkę nade mną, ALE ja nigdzie nie jadę!- warkną bez przywitania,

- Potter, grzeczniej trochę. A woglę, ty nie masz nic tutaj do gadania…- rzekł kpinnie mistrz eliksirów

- Nie? A kim ja jestem? Sobą! Nikt nie będzie kierował za mnie moim życiem!- warkną po czym wyjął papierosy i podpalił jednego. Ręce mu się lekko trzęsły. Unikał wzroku nauczyciela, jak i innych w okolicy przechodnich

- No, nasz złoty chłopiec…- zaczął jednak nie zdążył skończyć ponieważ Potter zaczął uciekać od niego do domu. Zamkną się w swoim pokoju, na piętrze po czym napisał list do ministerstwa. Tylko tak uratuje swoje życie.

Snape dobiegł do domu, piętnaście minut później ponieważ musiał porozmawiać jeszcze z Moodym. Zapukał, usłyszał kroki

- Dzień dobry, mam na imię Severus Snape i jestem nauczycielem szkoły magii do której uczęszcza Pan Potter. Za zgodą dyrektora chcę zabrać jego do swojego domu, dla waszego i jego bezpieczeństwa- powiedział od wejścia po czym wszedł do domu

- POTTER!- warknęła Petunia, chłopak zwlókł się powoli z grymasem

- Ja tego człowieka nie znam, nigdy na oczy nie widziałem- od razu powiedział pokazując na mężczyznę

- Potter! Nie wygłupiaj się i szybko się pakuj!- warknął Snape

- Ciociu wychodzę, idę do koleżanki- rzekł, po czym ominął Severusa i wyszedł. Snape poszedł za nim

- Czekaj, PO.. Harry!- krzykną, chłopak o tym imieniu zatrzymał się , świat się kończy, Snape powiedział do mnie po imieniu" pomyślał

- Jedź ze mną do mojego domu, wyjaśnię ci o co chodzi w tym wszystkim- rzekł spokojnie, chłopak spojrzał na niego przenikliwie

- A skąd mam wiedzieć że nie zabierze mnie pan do Zakonu lub Hogwartu aby Dumbledore znowu zamkną mnie w złotej klatce?- spytał, to zaskoczyło mężczyznę jak grom z jasnego nieba. Chłopak naprawdę go już nienawidzi

- Zaufaj mi- rzekł po czym wyjął puszkę która miała być świstoklikiem. Harry spojrzał w oczy dla tego zimnego nauczyciela. Jednak nie wyczuł w nich złości tylko zmartwienie, smutek i rozpacz? Wziął świstoklik, po czym znalazł się w dziwnym pokoju. Miał białe ściany, jednak czarne meble. Po chwili pojawił się też i mistrz eliksirów. Obaj usiedli, a ich wzrok się złączył.

Zielone, pewne gniewu i nienawiści, bólu i tęsknoty oczy z czarnym pełnymi smutku i cierpienia.

Snape podał mu teczkę, w której znalazł kolejne trzy teczki podpisane

Harold James Potter ( 0089347392)

Liliann Maria Evans- Potter ( 9089737483)

Quietus Snape ( 90693666838)

- Chłopak nie zrozumiał jednak wyciągną papieru z swojej teczki

Imie: Harold James

Nazwisko: Potter

Matka: Liliann Maria

Ojciec: Quietus

Adoptowany przez: James Potter

Urodzony: 31 lipca 1980

Rodzica: Petunia Dursley's, Severus Snape

Mąż/ Żona: ---------

Dzieci: ---------

Śmierć: ------

Imię: Liliann Maria

Nazwisko: Evans- Snape ( Potter )

Matka: Diana Katarzyna

Ojciec: Filip Edmund

Adoptowana przez: --------

Urodzona: 17 październik 1960

Rodzina: Petunia Dursley's

Mąż/ Żona: Quietus Snape/James Potter

Dzieci: Harold James Potter- Snape

Śmierć: 31 lipca 1981

Imie: Quietus

Nazwisko: Snape

Matka: Catherin

Ojciec: Henryk Michael

Adoptowany przez: ----

Urodzony: 10 wrzesień 1960

Rodzina: Severus Snape

Mąż/ Żona: Liliann Snape-Potter

Dzieci: Harold James Potter- Snape

Śmierć: 3 sierpnia 1980

- Harry nie powstrzymywał nawet łez. Był tak bardzo wściekły, smutny ale i zrozpaczony. Oszukali go, znowu! Mówił , Tato" do obcego człowieka! Nic nigdy nie wiedział o prawdziwym ojcu! Jak oni mogli, go oszukiwać!

- Nienawidzę ich- wyszeptał po czym już nic mu się nie liczyło. Szlochał jak małe dziecko. Snape chciał położyć rękę na ramieniu chłopca jednak wycofał się szybko, ponieważ nie chciał aby chłopak się przestraszył. Mijały takie sekundy, minuty, kwadrans potem drugi ale nic się nie zmieniało. Po pół godziny, Harry wstał i wybiegł z domu. Snape poszedł za nim, bo wiedział że chłopak jest załamany a w takim sanie może zrobić wiele nieodpowiednich rzeczy. Jednak ten usiadł na schodkach pod domem i zaczął znowu palić.

Severus usiadł koło niego, nie mógł nic powiedzieć. Nie chciał nic mówić, sam, gdy zobaczył te papiery, miał zamiar się powiesić. Syna swojego, najukochańszego brata traktował, przez pięć lat, jak gówno. A tamten prosił, aby on się im zaopiekował. Nie dał chłopcu swojego nazwiska, ale dlaczego ministerstwo nie wykonało ostatniej woli Quietusa? Był zrozpaczony. Wyjął z ręki siostrzeńca papierosy i zapalniczkę po czym sam zapalił. Harry spojrzał na niego zdziwiony, jednak dla niego Snape był nieobliczalny.

Siedzieli tak w ciszy, dopóki Obom się nie skończył papieros. Severus spojrzał na niego, ostrożnie. Nie chciał go straszyć, choć wiedział że już to zrobił pokazując mu te papiery bez wcześniejszego przygotowania. Jak miał mu powiedzieć, to co chciał? Chłopak nie będzie chciał go słuchać! Do tego nie przeczytał jeszcze innych papierów, które dotyczyły też i jego! Jak zrobić by chłopak chciał z nim porozmawiać?

- Czyli jest pan moim wujkiem- powiedział, jednak bardzo spokojnie i powoli

- Tak, dowiedziałem się wczoraj wieczorem. Dumbledore chciał abyś zamieszkał ze mną. Nie wiedział o naszym pokrewieństwie. Byłem w ministerstwie i poprostu pomyślałem że sprawdzę co nieco w dokumentach, o tobie …- zaczął, chłopak spojrzał na niego z rozbawieniem

- … ale gdy zobaczyłem, nazwisko swojego brata na papierze przeszukałem też Lili i Quietusa. Chciałem tez i Jamesa jednak musiał Artur Wesley wejść przez co przemyciłem tylko to- dokończył, po czym czekał aż znowu chłopak coś powie. Nie doczekał się.

- Jak zauważyłeś, mój brat urodził się w wrześniu, ja w styczniu tego samego roku. Dziewięć miesięcy prawie dokładnie. Jedenaście lat, to on był ulubieńcem rodziców przez co znienawidziłem go. Pierwszego dnia, gdy miałem wsiąść do pociągu, moja matka poprosiła abym się, zajął bratem w szkole bo jestem, jak to zaznaczyła, bardziej dojrzalszy. Byłem z tego dumny i wiedziałem że nie mogę zawieść matki- westchnął ciężko po czy ich wzroki znowu się spotkały, jednak Severus kontynuował

- Wszystko było pięknie, dopóki nie zaczął się kolegować z Potterem i jego bandą, hucwontami. Nie mógł do nich należeć bo był, jako jedyny z mojej rodziny, w Ravenclaw. Lata spędzał u twojego przybranego ojca, święta w szkole, więc nie mieliśmy dużo czasu na rozmowy. Quietus był ulubieńcem wszystkich nauczycieli, nawet takich, jakim jestem teraz ja- rzekł zgryźliwie, jednak uśmiechną się kpinnie

- Gdy skończyliśmy szkołę, Ja od razu się wyprowadziłem z domu na uniwersytet oczywiście eliksirów a Quietus, układał sobie życie prywatnie. Chodził z twoją matką od końca roku, jednak nigdy nie powiedział o tym dla moich rodziców, bo był , nie czystej krwii" a takich moja rodzina nie cierpiała. Po roku, on też się wyprowadził z domu, kupił niedaleko Lili mieszkanie, do którego ona też się przeprowadziła a po niecałym roku urodziłeś się ty. Byłem już wtedy śmierciożercą, więc Quietus nie chciał utrzymywać ze mną kontaktów bo bał się o dziecko. Gdy Lili się dowiedziała, kim tak naprawdę jestem była przerażona. I tu się urywa to co wiem, dalej mogą być tylko domysły iż pobrała się fikcyjnie z Potterem a tamten zaadoptował ciebie, dlatego wyglądasz jak on ale masz oczy matki- rzekł Severus, jednak teraz musiał powiedzieć mu najgorsze. Zamkną oczy i schował głowę w dłonie

- Przez mój błąd zginą, jako śmierciożerca miałem razem z kolegami, oczywiście Malfoyem i innymi, jechać wybić pewną rodzinę wielodzietną. Z dorosłymi nie było tyle problemu co z dziećmi, nigdy bym nie uderzył a do tego nigdy bym nie zabił. Zabini powiedział to dla czarnego pana, więc ten był wściekły. Chciał zabić moich rodziców, jednak byli za dobrymi szpiegami dla niego. Moja matka pracowała w biurze aurorskiej, wiec mogła spowalniać akcje Aurorów a tata zajmował się czarną magią. Do tego byli czystej krwii, a tych Lord ceni sobie najbardziej. Wtedy przez przypadek, przynajmniej tak mi powiedział, Malfoy wspomniał o moim bracie. Nie minęła godzina, a pod przymusem mój ojciec przywiózł przerażonego Quietusa. Czarny Pan kazał mi go zabić- powiedział, łzy mu leciały z oczu, jak i Harremu

- Nie mogłem tego zrobić, dlatego mój ojciec moją różdżką zabił swojego młodszego syna. Moja matka zabiła sama siebie po tygodniu, a ojciec zginął w misji dla Lorda. Jednak przed śmiercią Quietus powiedział do mnie , zaopiekuj się moim synem" po czym zielony promień trafił go w pierś. Jedenaście lat szukałem dziecka, które tak naprawdę było jego. Lili była mężatką z Jamesem, a data ich ślubu wskazywała i tak naprawdę jesteś jego synem. Była to fikcyjna data. Temu ciebie nie cierpiałem, bo myślałem że Lili chodziła z Quietusem nawet gdy była już mężatką. Drugi powód to oczywiście James. Ale to już wiesz- rzekł, a Harry tylko przytakną głową

- Wczoraj, jak już mówiłem, znalazłem te papiery, po czym zgodziłem się natychmiast abyś zamieszkał u mnie. Dumbledore nic o tym nie wiedział więc nie gniewaj się na niego. Jednak już wie, no i możesz być pewny że jeszcze dzisiaj tutaj zawita. Teraz jest twój wybór, czy chcesz zostać u mnie, czy u swojego wujostwa. Iw obu miejscach jesteś bezpieczny jednak to twój wybór- rzekł, po czym spojrzał na chłopaka który siedział oparty o ściane i nogami przy klatce piersiowej. Podniósł głowę do góry, nadal układał sobie wszystkie wątki z swojego życia, a te zdjęcie? Akty? Syriusz! On też nie wiedział? Kto wiedział? Ktoś musiał wiedzieć!

- Mi to jest obojętnie, ale nie wiem czy chciał by pan mieszkać pod jednym dachem z Potterem, bo tak czy inaczej, nadal jestem tym impertynenckim bachorem- powiedział koniec z sarkazmem, przez który nawet Severus się lekko uśmiechną

- Dla mnie, jesteś już Snape i jeżeli chcesz mogę zmienić ci nazwisko. Na nazwisko twojego prawdziwego ojca, Quietusa- rzekł, chłopak się uśmiechną. Nie wiedział czy chce zmienić nazwisko, jednak czuł że gdy zostanie, tutaj, u swojego prawdziwego ojca, brata, będzie bardziej szczęśliwy niż u Dursleyów. Westchnął i tonem jakby ogłaszał werdykt ważnej rozprawy sądowej, powiedział

- Dobrze, jeżeli nie ma pan nic przeciwko temu, aby jaki kolwiek impertynent mieszkał z panem, to zostanę tutaj- rzekł, Snape spojrzał na niego zdziwiony i szczęśliwy, bo jego brata prośba choć po części zostanie spełniona. Nie wiedział tylko, ile jeszcze przeszkód Los, ześle im.

Ustalili że ich pokrewieństwo, nie będzie tajemnicą. Harry od razu napisał list do Hermiony i Rona o treści:

, Droga Hermiono, w ostatnie dwa dni wiele się pomieszało w moim życiu.

Zapewne już wiesz, od jednego z moich kochanym szpiegów od Dumbledore

Iż zacząłem palić, jednak nie martw się tym, bo nie wpadnę w nałóg.

Kolejna sprawa, jest strasznie trudna do wyjaśnienia. Z tego co wiem, to

Od niedzieli będziesz u Rona, więc proszę, przekaż mu też to co ci teraz powiem.

Severus Snape, jest moim wujkiem. Wiem że pewnie spadłaś z krzesła, albo

Zemdlałaś i mama ciebie cuci ale to prawda. Moja matka nie ożeniła się Z Jamesem

Potterem, tylko Z Quietusem Snape, bratem naszego szkolnego mistrza eliksirów.

Dowiedziałeś się jakieś trzy godziny temu, jednak wy powinniście to wiedzieć.

Jestem teraz właśnie u niego, ale dokładnie gdzie to wam dla bezpieczeństwa nie

Powiem. Nie martwcie się, opiekunka ślimaków mnie nie zje! Hermi, wiesz kiedy

Będą wyniki Sumów? Odpisz szybko! - Harry"

, Hej Ron, co tam u ciebie? Powiem ci tylko tyle, gdy Hermiona przyjedzie,

od razu powiedz jej aby ci powiedziała co jej napisałem. Po kićkane ale spróbuj

Ruszyć swoją głową i rozszyfrować to, hehehe, nie ma mnie na Prive Drive a więc

Listy pisz na moje imię i nazwisko. Po prostu. Zanim jednak Hermiona przyjedzie,

Przygotuj sobie eliksir uspokajający i usiądź bo nie chcę być się połamał - Harry "

- Potter był bardzo zadowolony z tego co napisał więc dał dwie koperty dla Hedwigi która poleciała. Była dopiero druga po południu, a Severus i Harry musieli jechać do mugoli po jego rzeczy. Koło trzeciej, świstoklikiem przenieśli się do środka domu, państwa Dursley's. Severus tłumaczył dla nich że zabiera chłopaka, a w tym czasie ten pakował wszystkie swoje rzeczy z tego domu. Zajęło to trochę czasu, bo tylu co Potter, skrytek, nie miał nikt. O piątej, byli z powrotem w domu, gdzie skrzaty przygotowały już sypialnię dla Pottera. Była bordowa, z złotymi dodatkami jak na gryfona przystało. Harry uśmiechną się do Snape, ale ten tylko się skrzywił bo nie lubił tych kolorów ale… mus to mus. Na łóżku leżało już pięć listów, do chłopca. Zdziwiony, otworzył pierwszy od Hermiony

, Harry powiedz że ty robisz sobie żarty! Ale masz przechlap, razem z prof. Snape w domu

Przecież on ciebie nienawidzi. To na pewno rozkaz od Dumbledore, ale co tam. Dobrze,

Że jesteś szczęśliwy a co do tych papierosów to lepiej to rzuć bo jak ja to zobaczę to czerwony

Śladu na policzku nie zniknie do końca życia i jeszcze dłużej! No to wszystko, trzymaj się! - Hermi"

, Hej stary, już nie mogę się doczekać gdy Hmiona ( specjalny błąd- od. Autora) powie mi te wieści

Ale to i tak nie zmienia iż jestem zły że to jej powiedziałeś a nie mi! No ale trzymaj się, no i najważniejsze

Nie radzę ci zaczynać palić lub pić, bo Hermi ciebie zabije a ja jej pomogę, no to na tyle- Ron"

, Szanowny Panie Potter, z powodu zagrożenia pana życia przez Sam- Wie- Pan- Kogo

Ja minister magii i czarodziejstwa pozwalam panu używać magii poza szkołą, świstoklików,

Teleportacji, czarnej magii i zaklęć nie wybaczalnych. Z Poważaniem- Korneliusz Knot"

, Drogi Harry, właśnie dowiedziałem się o twoim pozwoleniu na używanie czarów.

Na pewno jesteś bardzo szczęśliwy i masz rację. Wiem także iż nie jesteś u wujostwa

A Dumbledore powiedział, że dowiem się tylko wtedy, kiedy sam mi to powiesz wiec czekam- Remus Lupin"

,Kochaneczku, doszły do mnie słuchy że jest bardzo źle z tobą i że zacząłeś palić

Proszę ciebie, przestań bo to nie załatwi problemów a wręcz odwrotnie, będziesz

Miał ich więcej, zapewne mój marnotrawny syn już napisał do ciebie pare słów

Ale nie wiem czy cokolwiek się od niego dowiedziałeś. U nas wszystko w porządku,

Ron mi powiedział iż Hermiona wie coś co ma niemu powiedzieć, co jest aż tak ważne

Że właśnie poprosił mnie aby przyjechała szybciej? Trzymaj się- Pani Wesley"

- No to super, dla nich jestem alkoholikiem, palaczem nałogowym i jeszcze nie wiem co!- powiedział rozbawiony, jednak był szczęśliwy z pozwolenia na używanie magii. Snape też uśmiechną się lekko po czym zakomunikował

- Śniadanie o dziewiątej, obiad o pierwszej, kolacja o osiemnastej. Spóźnisz się, sam gotujesz- po czym wyszedł, a Harry wybuchł głośnym śmiechem. Rzucił się na łóżko, i w ubraniu zasnął. Został jednak obudzony koło siódmej przez kogoś zimną dłoń na jego włosach

- Wstawaj śpiochu, dyrektor czeka - rzekł Severus, Harry rozciągną się i uśmiechną za razem. Nagle jednak powstał jak oparzony

Co.. Jak? Zapomniałem że mnie pan przygarną- powiedział, przez co Snape zachichotał pod nosem po czym w żałobnych nastrojach poszli do dyrektora. Severus usiadł naprzeciwko staruszka, a Harry stanął w kącie, w cieniu. Patrzyli na siebie w kółko.

- Dobrze, Harry, jak zapewne już prof. Snape ci powiedział, James Potter nie był twoim ojcem, tylko brat Severusa. Nie wiedziałem o tym do wczoraj …- jednak wtedy Harry sobie cos przypomniał. Przecież to były papiery ministerstwa, a to Dumbledore go bronił wiec musiał widzieć te akta. On znowu mnie Okłamuje!- wrzasną w myślach a tak podszedł do stołu gdzie leżały papiery. Był bledszy, ale to sprawka papierosów i alkoholu którego woń można było czuć od niego. Przejrzał jedną ręką trzy kartki, potem zobaczył jeszcze cztery inne ale zatrzymał się na tych. Usiadł na krześle, po czym spojrzał na Snape potem na Dumbledore. Nienawidził go, to było jasne.

- Nie wieżę panu, uważa pan że może mną rządzić nie, ja… - powiedział chłopak

- Ja ciebie nie Okła…- zaczął o wiele bledszy Albus

- Nie? Dziwne, aby nie zauważyć tego papieru w śród moich akt, które jestem pewny pan czytał w tamtym roku przed rozprawą- dokończył, Severus zbladł. Czy Dumbledore wiedział i nigdy nic mu nie powiedział? - pytał sam siebie. Staruszek za to, był w kropce. Co miał powiedzieć na swoją obronę? Dowiedział się o tym rok temu, jednak nie mógł pozwolić aby mu przeszkodziło to w planach

- Posłuchajcie, gdy się o tym dowiedziałem wiedziałem jaka jest pomiędzy wami sytuacja. Właśnie te lekcje Oklumencji miały wam..

- Pomóc? One nas tylko jeszcze mocniej poróżniły!- warkną zimno chłopak, przez co dyrektor się aż wzdrygnął nie mówiąc już o Snape

- Wiem, i właśnie dlatego..- zaczął znowu bo wiedział że chłopak i tak coś znajdzie na winę jego, gdy mówiono o oklumencji

- Nie, ja już nic nie chcę wiedzieć. Niech mnie pan zostawi w spokoju, do końca życia którego zostało mi mało według mojej intuicji na której się nigdy nie zawiodłem. Niech da mi pan żyć, ja już nie potrzebuję złotej klatki ponieważ jak pewnie pan wie, jestem odpowiedzialny i nie zrobię niczego czego bym żałował, ale właśnie do tego mnie pchacie, abym się sam zabił bez pomocy Voldemorta!- ostatnie słowo wykrzyczał, zimnym i sarkastycznym głosem który nie przypominał wcale tonu dawnego Pottera, ufającego wszystkim po jego stronie

- Dowidzenia- burkną po czym wyszedł zanim ktokolwiek zareagował

- Dlaczego, Albusie, dlaczego nigdy tego nie powiedział?- spyta słabym i zrozpaczonym głosem

- To by nam przeszkodziło - rzekł, po czym bez pożegnania teleportował się do opustoszałej kwatery zakonu feniksa.

Harry Potter leżał na łóżku, i cicho płakał, robił to dzisiaj wielo krotnie ale teraz ten płacz był przez nienawiść do jego przyjaciela, byłego przyjaciela. Ufał dyrektorowi, najbardziej, ale ten zawiódł. I już nigdy nie będzie tak jak było, to jest pewne tak jak to że Potter jutro przeżyje nie zapomniany dzień.

Wstał wcześnie rano, po czym zszedł na dół. Zamiast iść na śniadanie, poszedł zapalić pod dom. Uspokajało go to, a wiedział że musi być spokojny jak chce aby Severus przynajmniej go tolerował. Gdy tylko skończył papierosa i wyrzucił gumę poszedł na śniadanie gdzie zastał już nauczyciela od eliksirów w Hogwarcie. Ten spojrzał na niego tylko po czym skinął głową aby siadał

- Co chcesz na śniadanie?- spytał uprzejmie

- Nie jestem głodny, przyszedłem dotrzymać panu towarzystwa- powiedział chłopak po czym uśmiechną się

- Wiesz, lepiej abyś coś zjadł. Bo jak przyjdziemy tutaj, kontrola w składzie Molly Wesley to nie chce być na swoim miejscu- rzekł poważnie

- Boi się pan pani Wesley?- spytał z rozbawieniem Harry, po czym zaczął się śmiać

- Nie boję się, ale kobieta która wychowała siedmiorga dzieci napewno nie byłaby miła gdyby zobaczyła swojego , kochaneczka" wychudzonego- rzekł lekko kpinnie, Harry już miał mu dogryźć też ale zabrakło mu pomysłów, przez co zachichotał. Wziął tylko Tosta i już chciał wyjść gdy przyszedł mu świetny pomysł

- Wiem, pomogę panu w robieniu eliksirów!- krzykną, Severus oburzył się na żarty po czym też wyszedł za chłopcem

- Na pewno nie chcę nikogo otruć!- rzekł kpinnie mężczyzna

- Przecież ja jestem best mistrzem eliksirów!- dodał Harry po chwili, teraz to Snape nie mógł się powstrzymać od śmiechu

- Oczywiście, jeśli ktoś ci zrobi ten eliksir albo odrobi prace domową za ciebie- do garną Severus dla siostrzeńca

- Co to, na pewno nie. Nikt nie pisze za mnie prac domowych, czasami tylko Hermiona je sprawdza- rzekł na niby oburzony

- Tak? Nie wiedziałem, dobrze a teraz ty idź jak najdalej od mojego laboratorium bo muszę się skupić!- warkną rozbawiony Snape

- Ale gdzie mam iść? Mam pomysł, ma pan książki o czarnej magii?- spytał, wiedział że na to nauczyciel zareaguje na pewno potwornie

- NIEE!- krzykną i złapał Pottera za kołnierz

- Masz nie czytać żadnych zakazanych książek, tego typu- powiedział groźnie, Harry uśmiechną się przebiegle a Severus już wiedział że nie będzie miał chwili spokoju. Chcąc czy nie, chłopak musiał z nim iść do laboratorium gzie na szczęście miał książki tylko o eliksirach. Chłopak nudził się na śmierć czytając o tych składnikach, czasami przewracał książki do góry nogami aby odczytać nazwy bo jego zdaniem było to źle napisane. Co chwilę zadawał pytania, przez co rozstrajał cierpliwość wujka

- Dlaczego pan się nie ożenił?- spytał

- Nie wiem- warknął Snape już wściekły pytaniami tego typu

- A dlaczego pan nie wie?- spytał, bo wiedział że to rozjuszy w końcu

- POTTER! …

- Ja nie jestem Potter- poprawił go chłopak

- Idź się pobaw czymś jak normalne dziecko- rzekł wkurzony Snape

- Nie ma mowy, ja nie jestem dzieckiem aby się bawić- zaprotestował oburzony nie na niby

- Możesz używać magii, możesz więc dużo a ja mam mało czasu i mało skończone przez twoje głupie pytania- powiedział Severus

- Przecież nie musi pan tego robić, Voldemort nie umrze bez tych eliksirów otruwajacych- szepną do siebie

- Po pierwsze, masz nie mówić w mojej obecności tego nazwiska, po drugie, to nie są trucizny tylko lekarstwa dla pani Pomfrey a jeszcze mam trzecią prośbę, mów mi po imieniu- rzek, chłopak wybałuszył na Snape oczy

- Co to za eliksir?- spytał pokazując na kociołek przy którym stał jego nauczyciel

- Coś w stylu Anty- cukierków eklerków, twoich przyjaciół- powiedział zaskoczony zmianą tematu

- A na pewno nie eliksir na mówienie głupstw?- spytał po czym zwijał się z śmiechu

- Ha ha ha, ja mówiłem na serio- rzekł aby doprowadzić chłopaka do spokoju

- Pożyjemy, zobaczymy- szepną chłopak do siebie.

Od tego czasu minęły dwa tygodnie, gdy Ron się dowiedział o tym iż Snape jest wujkiem Harrego o mało nie połamał sobie karku bo nie zastosował się do poleceń Pottera. Na zebraniach Zakonu, Severus się nie odzywał a gdy ktoś spytał o Harrego mówił

- Spytajcie go sami- tylko dla Lupina, Grenger i Wesleya nie udało mu się uciec

- Jak chcecie napiszcie mu list! Ja tu nie jestem aby przekazywać cokolwiek od kogo kolwiek!- warkną zimno w ich stronę jednak ci nie przestali atakować go pytaniami na temat Pottera. Dumbledore, był lekko przestraszony ponieważ widać było że chłopak przestał już pisać do przyjaciół ale i że zbliża się do Severusa który jak wiadomo było dla każdego, był mistrzem czarnej magii.

Osiemnastego lipca, koło dziewiętnastej Harry i Severus Mieli jechać do kwatery ZF. Jednak chyba Snape bardziej się denerwował niż jego siostrzeniec. Spotkanie z Dumbledorem, dom po Syriuszu a na dodatek wścibskie pytania od Harrego przyjaciół mogą narobić mu w głowie mętlik czego nie chciał Snape. Chłopak nadal palił, ale na szczęście już nie pił

- Na pewno chcesz tam jechać?- spytał Severus

- tak, a dlaczego nie Severusie?- dopytał, mężczyzna wzruszył ramionami po czym obaj się deportowali. Znaleźli się w salonie gdzie trwało zebranie, na którym jednak była także młodzież

- HARRY!- krzyknęła Hermiona, Luna, Ron, Newill, Ginny, Fred, Georg, Remus i Tonks

- Czeeeść- tylko tyle wydusił bo wszyscy rzucili się na niego

- Spokojnie.. Nie ucieknę wam- powiedział, wszyscy stanęli naprzeciw niego

- No co tak stoicie? Może byście mi powiedzieli co podsłuchaliście?- spytał z kpinnym uśmieszkiem

- TY ŻYJESZ!- powiedziała Hermiona i Ginny na raz

- Odkrycie stu lecie!- wrzasną z udawanym strachem Harry

- Wiesz jak my się baliśmy, gdy usłyszeliśmy gdzie jesteś! Ale z tym wujkiem, niezły kawał!- powiedział Fred

- Śmieliśmy się z twojego małego poczucia humoru tak że mama wlepiła nam szlaban- dodał Georg

- A ja tutaj czekałem na choć kawałeczek prawdy a dostałem kawał- rzekł Ron

- Ja zemdlałam gdy to zobaczyłam a potem tak się wiłam ze śmiechu że mama piętnaście minut mnie cuciła- dorzuciła Hermiona

- Ja o mały włos nie skręciłem kręgosłupa- poskarżył się najmłodszy chłopak od Wesleyów

- A my wiliśmy się z śmiechu koło godziny!- powiedział Fred

- Chwilka… ale ja wam napisałem prawdę, Jestem siostrzeńcem Severusa Snape, Jego brata synem- rzekł powoli i poważnie. Reakcja była natychmiastowa, pani Wesley i Tonks zemdlały. Remus i Moody upadli na kanapę a młodzież.. Wisnęła tylko z przerażenia

- I ty.. na pewno.. Mówisz.. Prawdę?- spytał Georg przez śmiech

- Tak, Fred lub Georg! A teraz, zapraszam MŁODZIEŻ na spacerek- rzekł po czym podał rękę dla dziewczyn

- A my?- spytał Ron pokazując jeszcze na Newilla i bliźniaków. Harry tylko westchną i pokręcił głową po czym podał Wesleyowie rękę ale ten pociągną jego i obaj upadli i wili się z śmiechu

- Nigdy nie ufaj.. Bez namysłu.. Czy... przyjaciel to ni wróg - zaśmiewał się Wesley

- Wiesz co.. Ronino.. Chyba muszę zacząć mniej wam ufać..- rzekł po czym wstał energicznie i podał dla Rona rękę ale od razu go pociągną przez co kolega też stał na ziemi. Gdy spojrzeli po sobie wili znowu się z śmiechu

- Ron, znowu mam brudną szatę a miałem iść do dzie… znaczy nic- rzekł speszony

- Nasz Haruś się zakochał!- zawyli bliźniacy, jednak szybko przestali bo Harry machną różdżką a Mieli kozie rogi

- Łllłaaa…. Łłaaaaaaa- wiszczeli ale chłopak nie dawał za wygraną i dopiero po paru minutach śmiechu od Zakonu usuną im dodatkowy przyrząd na głowie. Wtedy zaczęła się walka, Fred i Georg napadli na Harrego który zwinnie odskoczył przez co bliźniacy sami siebie walnęli. Reszta młodzieży patrzyła na to z śmiechem a dorośli z niepokojem, o głowy bliźniaków

- Dobra, to my idziemy. Za trzy godziny wrócimy- rzucił, puścił oczko dla Severusa i poszli. W drzwiach się zatrzymał i odwrócił się powoli do mężczyzny. Spojrzał na niego błagalnie, pokazując na dłoniach słowo , zapalniczka" ten spiorunował go wzrokiem godnym bazyliszka jednak chłopak się nie poddawał. Cały zakon patrzył na to z niedowierzaniem a młodzież chichotała

- Nie, i koniec- warkną po czym Harry zrobił minę zbitego psa ale się nie wycofał

- O co chodzi?- spytała Hermiona

- Ktoś mi dzisiaj coś skonfiskował- burkną chłopak i znowu spojrzał błagalnie na Severusa

- Co ci zabrał takiego?- spytał Ron

- Zapalniczkę!- warkną chłopak i zrobił Hucwoncki uśmiech jednak Snape Tylko prychną na niego

- A więc wrócimy za cztery godziny, bo jeszcze do sklepu muszę iść- powiedział oburzony chłopak po czym pokazał że dziewczyny pierwsze

- Ale czekaj! Nie możecie sobie iść…- zaczął Moody

- Ja wszystko mogę, prawda Severusie?- spytał, wszyscy wytrzeszczyli oczy. Potter mówi do Snape, na ty! Koniec świata

- A niech robi co chce, złego diabli nie biorą!- powiedział obojętnie, bo i tak wiedział że skończyło by się to kłótnią i wygraną Harrego

- Severusie, jak tak można?- spytała oburzona Molly

- Molly, niech go porwą choć na jeden dzień, choć nie wiem kto by chciał być takim idiotą! Zrobiłbym w końcu eliksiry o które prosiła mnie Pani Pomfrey- powiedział, Harry oburzył się nie na żarty

- Ha Ha Ha, chcesz ok, poproszę Toma aby mnie porwał- warkną wyszedł trzaskając drzwiami

- Kto to jest Tom?- spytał Severus obojętnie

- Voldemort- szepną Dumbledore, mężczyzna postał jak oparzony i wyszedł z pokoju gdzie jeszcze młodzież siedziała nakładając buty

- Nigdy nie idziesz- warknął do niego, Harry spojrzał na niego z politowaniem

- Dlaczego?- spytał spokojnie, cały zakon był już w korytarzu aby obejrzeć sobie kłótnię rodzinną

- Bo jest ciemno i śmierciożercy łażą po wolności a Tom nie śpi- powiedział bez sarkazmu ani kpiny

- O .. już powiedzieli Ci kim jest Tom? Świetnie, może i nie śpi ale mnie nie znajdzie a jak znajdzie to ucieknie bo przecież diabli mnie nie wezmą- powiedział uśmiechnięty jednak widząc twardą minę wujka mina mu zżadła

- Mogę?- spytał spokojnie i błagalnie, Severus spojrzał na niego zaskoczony. Tak by na pewno wiszczał a teraz go prosi? Dziwne.

- Nie uda Ci się- szepną Ron na ucho do chłopaka

- A idź do diabła- warkną Severus

- Dosłownie?- spytał kpinnie Harry

- Nie! Masz za godzinę wrócić!- rzekł po czym znikł za drzwiami

- Godzina czy trzy co za różnica!- wrzasną po czym Krzykna

- WYPAD!- i wybiegli zanim wściekły Snape się znowu pojawił w drzwiach.

Młodzież nie wróciła po godzinie i po dwóch. Molly zaczynała się załamać że coś im się stało za to Snape przeklinał Harrego bo nie mógł spokojnie spać. Kilka osób z Zakonu nadal było na Grimley Place 12.

- Severusie, nie trzeba było pozwalać mu…- zaczęła znowu Pani Wesley

- Złego diabli nie wezmą- powtórzył jej po raz setny Snape, jednak gdy minęły trzy godziny sam lekko się zaczął denerwować. Właśnie miał powiedzieć że pójdzie zobaczysz okolice gdy do domu ktoś wszedł

- Cicho, on śpią!- szepną nie kto inny jak Harry

- No nie jestem tego taka pewna- powiedziała Hermiona gdy zobaczyła że nad nimi stoi wściekła Molly i rozbawiony Severus

- Mówiłem, złego diabli nie biorą- powtórzył jej, młody pan Snape lub dla innych Potter posłał mu wściekłe spojrzenie

- Jak byś chciał wiedzieć, zaatakowali nad śmierciożercy jednak dzięki bogu mogłem użyć magii, o mały włos a byś był teraz w kostnicy- powiedział, Snape zaczął chichotać i znowu powtarzać swoje przysłowie.

Kolejnego ranka, zdeportowali się do domu Snape. Mężczyzna od razu zapowiedział długą rozmowę jednak dopiero popołudniu. No i się stało, Harry z spuszczoną głową wszedł do gabinetu swojego wuja a ten o mało nie wybuchł śmiechem na ten widok

- Siadaj- powiedział zimno, chłopak natychmiast wykonał polecenie

- No a teraz mów, co się wczoraj robiło? - rzekł z rozbawieniem

- Byliśmy na spacerze- rzekł krótko i spokojnie chłopak

- Acha, z śmierciożercami?- spytał Snape

- Oni bez zaproszenia się przyplątali- warkną spokojnie

- Nie warcz tutaj- rzekł z większym rozbawieniem Severus, chłopak z piorunował go wściekłym wzrokiem

- No to teraz, na serio. Co robiliście?- spytał poważnie

- Byliśmy u Toma- szepną, Snape powstał szybciej niż w sekundę. Spojrzał przerażony na chłopaka, który wybuchł śmiechem

- Żartowałem- powiedział podnosząc ręce do góry iż się poddaje

- Dobrze, a więc… idziesz na góre i mi nie przeszkadzasz- powiedział Severus bo wiedział że nic nie wyciągnie od chłopaka

- Nie ma mowy, ja się nudzę! Wolę ci pozawracać głowę!- powiedział oburzony, Snape w myślach się rozpłakał

- Że ci śmierciożercy byli tacy głupi i nie porwali go- szepnął do siebie i poszli obaj do laboratorium.

Kolejne dni mijały, codziennie choć mała sprzeczka i o to samo. Severus nazwał ją , nie przeszkadzaj mi" choć chłopak nie dawał za wygraną i plątał się pod nogami. Severus starał się przyzwyczaić jednak wychodziło, akurat to, mu bardzo słabo.

- Ja jadę na Zebranie, lub cos w tym stylu- powiedział w przed dzień urodzin chłopaka ponuro nastawiony Severus

- Ok, nie wracaj szybko bo nie zdążę posprzątać w laboratorium- powiedział, co oznaczało że będzie eksperymentował. Snape tylko jękną i teleportował się do salonu obładowanego ludźmi. Był chyba cały zakon a on wściekły.

- Severusie, dlaczego jesteś taki zły?- spytał Remus ponieważ jeszcze nie było Dumbledore

- Bo jak wrócę do domu, moje laboratorium będzie najczystszym miejscem pod słońcem- warkną pod nosem, jednak Lupin zrozumiał kpinę.

- .. No i to wszystko, a więc do kolejnego … - skończył Dumbledore jednak Hermiona mu przerwała

- A Harrego urodziny? Są jutro?- spytała poważnie jak na dorosłą przystało

- No tak, a więc jakie macie pomysły?- spytał Albus

- Imprezka!- krzykną Fred a młodzież pokiwała głową na znak że się zgadzają. Tylko jedna osoba nie powiedziała tak

- Uważacie że on będzie chciał się bawić?- spytał Severus, młodzież spojrzała na niego zdziwiona a po chwili Hermiona szepnęła

- Zapomnieliśmy, przecież minęło dopiero kilkanaście dni od śmierci Syriusza- teraz zrozumieli, jednak nieduża impreza miała się odbyć.

Następnego dnia, Severus wstał później niż zawsze, więc był pewny że Harry już dawno zjadł śniadanie jednak pomylił się. Skrzaty powiedziały że nie było go od wczoraj na dole. Mężczyzna zjadł śniadanie sam, pierwsze od paru dniu, w spokoju. O pierwszej też jego siostrzeniec nie zszedł jednak wtedy nie wytrzymał i poszedł do pokoju chłopca. Zapukał. Bez odpowiedzi. Drugi raz. Nic.

Przeraził się na serio, wszedł bez pozwolenia.