- Gdzie są moje bokserki?

W ciągu dwóch godzin zdążył ośmiokrotnie przebyć odległość z lochów do Wieży Astronomicznej, po drodze zadając to samo irytujące pytanie każdemu kotu, człowiekowi, duchowi, obrazom na ścianach... a nawet samemu sobie.

- Cholera! Moje ulubione bokserki! Jak ja dorwę tego drania, który mi je zwinął... albo tą drańkę... - dodał po namyśle. - ...to zabiję, uduszę, walnę cruciatusem zaraz przed avadą... uduszę, podpalę, wykończę, przebiję, zadźgam, powieszę, utopię...

- Panie Potter, może mi pan powiedzieć, do kogo kieruje pan te... obietnice?! - odezwał się ironiczny głos Postrachu Hogwartu.

Obrócił się z wciąż wściekłą miną spoglądając na uniesioną brew nauczyciela.

- Słucham, panie Potter.

- Do tego debila, psychopaty, glonojada... albo debilki, psychopatki, glonojadki... - dodał po namyśle. - który/która zwinął/zwinęła mi bokserki!

- Minus dwadzieścia punktów dla Gryffindoru za słownictwo, Potter. Bokserki, pan powiada... jakież to były bokserki?

- Czerwone, w...

- W... w co?

- W małe wilkołaki. - powiedział Potter, podczas gdy jego twarz przybrała odcień dojrzałego pomidora.

- W... wil.. wilkołaki - parsknął Snape, chwilowo nie przejmując się, że parę pięter niżej, w jego własnych komnatach, w jego osobistej szufladzie spoczywają bokserki identyczne z tymi opisanymi przez Złotego Chłopca.

- To nie jest śmieszne. - warknął Harry. - Ja... - zająknął się. - Dostałem je... od... od... Rona! Tak, właśnie, od Rona.

- Ach... tak? Chce mi pan powiedzieć, że tydzień temu w 'Bieliźnie Tylko Dla Wybranych' widziałem pana ducha, który pakował do torby właśnie te bokserki? Tak?

- Eeee...

- Merlinie... Potter, twoja elokwencja mnie powala! Swoją drogą - widziałem jak je chowałeś, nie widziałem natomiast, jak za nie płaciłeś!

- Mam umowę.

- Umowę?

- Tak umowę. Sam je projektowałem i nie muszę za nie płacić. Wystarczy, jeżeli co miesiąc prześlę im parę nowych pomysłów na bieliznę.

- Eeee... - Chyba po raz pierwszy Severus nie miał pojęcia, co powiedzieć. Miał bokserki zaprojektowane przez tego narcystycznego, pełnego samouwielbienia gnojka! "Swoją drogą... Czarny Pan też je kupuje. I Lucjusz. Chyba Minerwa też ma parę. Nigdy więcej potterowskich bokserek! Trzeba ostrzec Hogwart!". Z tą myślą, odwrócił się i pobiegł w kierunku lochów, nie oglądając się za siebie.

Złoty chłopiec wzruszył ramionami po czym powrócił do poprzedniego zajęcia.

Tymczasem w Gabinecie Dyrektora...

Albus Dumbledore siedział za biurkiem, kurczowo ściskając swoją zdobycz. W końcu odłożył ją na biurko i jął się w nią wpatrywać jak testral w malowane wrota.

"Ha! Mam! Nareszcie! W sumie... mógłby mi się na nich podpisać! Ale wtedy wszystko by się wydało..."

Odkąd dyrektor się pojawił Fawkes nie spuszczał wzroku z czerwonego materiału. Teraz postanowił zadziałać. Podkradł się od tyłu. Zlokalizował upragniony obiekt. Wzbił się w powietrze i zapikował... prosto na rękę siwowłosego czarodzieja, która (jak można się domyślić) w tej samej chwili schwyciła ponownie skrawek bielizny.

- Kuuur! - zawył dyrektor z dłonią przybitą do biurka feniksem. Rozległy się kroki. "Cholera," pomyślał. "Nikt nie może ich zobaczyć! Są moje!" I rzucił się na biurko, osłaniając bokserki przed niepożądanym wzrokiem. Wskutek tego jego ręka wygięła się pod dziwnym kątem i... trach! "Auuu!" - zawył w myślach dyrektor, nadal zdecydowany bronić swej zdobyczy.

Do gabinetu padł Snape.

- To niemożliwe, Albusie. Potter demoralizuje tą szkołę. Żądam natychmiastowej rewizji jego dormitorium. Phi! Żądam rewizji jego samego. Wiedziałeś, że projektuje bieliznę dla 'Bielizny Tylko Dla Wybranych'? To już szczyt wszystkiego! Albusie, co Ty robisz?!

- Ja... ćwiczę jogę...

- Jo...?

- To taki mugolski sport, nieważne. Bieliznę? Masz projekty? Adres? Składam zamówienie!

- Aaale dyrektorze, to... jest... - urwał, gdyż zza dyrektora dobiegł go dziwny odgłos przypominający skrobanie. - Albusie? Co to jest?

W tym momencie Fawkesowi wreszcie udało się wyciągnąć dziób z dłoni Dumbledore'a. Fuknął z wyższością i wyfrunął przez okno. Zdobywca Orderu Merlina Pierwszej Klasy mógł teraz powrócić do normalnej pozycji. Szybko usiadł na czerwonym materiale, wyciągając jednocześnie spod siebie zakrwawioną rękę.

- A... aa... aaa... - wyjąkał Snape.

- Wiesz, Severusie... co raz częściej dochodzę do wniosku, że Ty i Harry jednak macie coś wspólnego. Snape warknął z wściekłością i wyszedł trzaskając drzwiami.

- No wreszcie! Tylko moje! Moje! Gdzie by tu was schować? - wykrzyknął z uniesieniem, schodząc z biurka.

Parę minut później w lochach...

- A co mi tam?! - Snape usiadł przy biurku, chwycił pergamin, pióro i napisał co następuje:

Ja, profesor Severus Snape, Mistrz Eliksirów Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart, proszę... - zawahał się, po czym wykreślił ostatnie słowo. - ...zamawiam całą dostępną w składzie bieliznę zaprojektowaną przez Harry'ego Pottera, znanego także jako Złoty Chłopiec bądź Wybraniec. Proszę o natychiastową przesyłkę pod adres: Hogwart, Loch 3321.

- Ha! - pomyślał z satysfakcją. - Tu Cię mam stary pryku! Nie dostaniesz tej bielizny! Ona jest moja!