Aksamitna czerń ciemności i głucha cisza były tym co stanowiło o miejscu, w którym był jego dom. Trudno się dziwić – więzienie Soul Room, które jak na ironię sam sobie zapewnił, odbiło się długą, głęboką rysą na lustrzanej powierzchni psychiki. Może właśnie dlatego, gdy nadszedł czas, nie potrafił ochronić swoich „przyjaciół" – pozwolił im zginąć w nienawistnych, wściekłych płomieniach, które z bolesną powolnością lizały miasto. Nie żałował. Byli tylko cieniami, chwilowymi migawkami na moment rozświetlającymi mrok. Nie było za kim tęsknić…

-Yami? – chłodny, a zarazem dziwnie kojący głos wyrwał faraona z zamyślenia. Otworzył parę ciemnych, ametystowych oczu, spoglądając na osobę stojącą w progu żelaznych drzwi. Wysoki chłopak z burzą kasztanowych włosów rozsypanych dookoła pociągłej, przystojnej twarzy o wyraźnych rysach przyglądał mu się z zaciekawieniem i równoczesną, typową pewnością siebie.

-Seto – blondyn miękko wyszeptał jego imię, nie mogąc powstrzymać się od delikatnego, ledwo zauważalnego uśmiechu. Błękitnooki postąpił parę uważnych kroków wgłąb pomieszczenia, zamykając pancerne drzwi. Mimo wszechobecnej czerni, która zaległa dookoła, Yami się nie bał – jego imię samo w sobie definiowało ciemność. Nagle, bez żadnego ostrzeżenia poczuł ciepły oddech na szyi, a para silnych, pewnych rąk oplotła go w pasie, przyciągając do większego ciała.

-Mój – szepnął cichy i jednocześnie władczy głos wprost do jego ucha, lekko muskając je wargami – Tylko mój.

Jeśli mrok miał oznaczać ból, kałuże krwi, krętą drogę poprzez kurz i łzy, kolejną tragiczną przyszłość bez światła – nie dbał o to. Nie, dopóki czuł cudowne ciepło ciała przyciśniętego do siebie, znajome wargi muskające jego własne i słyszał najdroższy, aksamitny głos, który rozwiewał smutek i wątpliwości. Jedyne czego potrzebował to ciągłość obietnicy złożonej przed tysiącu laty - że dwa serca wciąż będą biły jak jedno.

owari