„Arena Of Lost Souls"

Arena Of Lost Souls"

Zimne ściany Soul Room nie sprzyjały optymistycznym myślom. Spękane, pokryte nalotem, który wziął się nie wiadomo skąd, mury przywodziły na myśl stary, opuszczony grobowiec omijany szerokim łukiem przez ludzi nie chcących wdychać mdlącego zaduchu towarzyszącemu rozkładowi ciał.

Tak właśnie czuł się Yami, ilekroć przebywał w tych pomieszczeniach – jak jedną nogą w trumnie. Brakowało czegoś ważnego, elementu układanki mogącego w całości pokazać pożądany, długo szukany obraz. Coś co odpędziłoby niemiłe skojarzenie i sprawiło, że krew w żyłach popłynęłaby szybciej, ożywiła jego zmartwiałe ciało. Czuł to w czasie każdego duelu – nieważne kim był przeciwnik. Zawsze, gdy dotykał talii kart, miał wrażenie, że bije w nich osobne serce, które go woła, przyciąga jak magnes…

Z zamyślenia wyrwało go ciche „Kuri!", a zaraz potem małe, włochate stworzonko objęło jego nogę krótkimi łapkami. Chłopak spojrzał w dół, przez chwilę przyglądając się potworkowi.

-Coś się stało? – spytał miękko, kucając. Szczupłą dłonią powoli rozgarnął brązowe futerko, a stworek zrobił wielkie, maślane oczy, popiskując z cicha. Nagle odskoczył od faraona i potruptał w stronę metalowych drzwi, jakich wiele było w Soul Roomie. Właściciel Sennen Puzzle pchany jakimś wewnętrznym, niezrozumiałym impulsem podążył za nim. Mijali wejścia, korytarze… i kolejne… kolejne… W końcu Yami musiał przyznać się sam przed sobą, że nie ma pojęcia gdzie właściwie są. Tylko Kuriboh wydający się być absolutnie beztroskim i zadowolonym, zaczął drapać w stalową framugę.

-Mam otworzyć? – blondyn chwycił klamkę, czując znajome pulsowanie. Jego serce mimowolnie zabiło szybciej. Drzwi uchyliły się z cichym skrzypem podrdzewiałych zawiasów, ukazując ciemne wnętrze.

-Jest tu ktoś? – spytał głośno, wchodząc do środka. Zatknięte w ścianach pochodnie momentalnie rozjarzyły się ostrym, krwawym płomieniem. Przez dłuższą chwilę panowała głucha, świdrująca w uszach cisza, którą nagle przerwał aksamitny głos:

-Mój Panie?

Faraon gwałtownie się odwrócił. Jego wzrok ześliznął się po fioletowym ubraniu, błękitnych włosach…

-Black Magi… - zaczął i niemal w sekundę później urwał, kiedy wygląd jednego z jego potworów zaczął zmieniać się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Sylwetkę okryła luźna, biała szata, oczy, skóra i włosy nabrały głębszych, ciemniejszych odcieni.

Spojrzenie, które zdawało się przykuć go do miejsca, odurzało ciepłym, matowym granatem. Na wargach mężczyzny zatańczył delikatny uśmiech, kiedy w geście szacunku klęknął na jedno kolano, nie spuszczając wzroku ze zszokowanej twarzy władcy.

Fioletowooki zamrugał, postępując ku niemu parę nieśmiałych kroków.

-Twoje imię… - zamyślił się na chwilę, rysy twarzy wygładziły się, ukazując tylko spokój – Mahaado? – kucnął przed nim, wpatrując się w ciemne oczy. Po chwili podniósł rękę i powoli zbliżył ją do twarzy kapłana, opuszkami palców muskając gładką, opaloną skórę.

Nie wiedział jak do tego doszło – poczuł, że jego wargi samoistnie się ruszają, wymawiając jakieś słowa. W chwilę później ich usta złączyły się w gorącym, głodnym pocałunku.

-Yami? Yami… - stanowczy, ale zarazem miękki głos wyrwał blondyna ze snu. Jego powieki leniwie podniosły się do góry. Leżał w miękkim łóżku pośród ciemnoniebieskiej pościeli, a obok siedział…

-Seto? – mruknął cicho faraon.

Ten tylko się uśmiechnął, obejmując go ręką w pasie i przyciągając do większego, cudownie ciepłego ciała. Właściciel Sennen Puzzle ułożył głowę na torsie Kaiby, tak by mógł spoglądać w jego oczy koloru jasnego nieba. Po chwili poczuł jak na usta wypływa mu szeroki uśmiech.

Więc tylko sen…"

-Kocham cię Seto. Wiesz o tym, prawda?

-Wiem.