Nina była zaskoczona swoim zachowaniem niemal w równym stopniu co słowami tego Jedenastostrefowca

Nina była zaskoczona swoim zachowaniem niemal w równym stopniu co słowami tego Jedenastostrefowca. Wszystko wskazywało na to, że faktycznie poznał księżniczkę Euphemię. Ale jak to możliwe, że członkini rodziny królewskiej rozmawiała z kimś takim? Była pełna podziwu dla dobroci księżniczki, która zniżyła się do tego. No dobrze, ona sama nie była nikim szczególnym, ale co by nie mówić, była jednak Brytyjką, a ten tutaj ledwie zyskał tytuł honorowego Brytyjczyka.

Musiała jednak przyznać, że gdyby nie pochodzenie, Suzaku byłby całkiem miłym chłopcem. Jak do tej pory nie znalazła w sobie dość odwagi, aby powiedzieć coś więcej poza „tak" czy „dziękuję", ale jemu wydawało się to nie przeszkadzać. Czuła, że jeśli zacznie mówić, zaraz się pogubi. A jeżeli księżniczka Euphemia była taka dla wszystkich i tylko udawała wobec niej, traktując ją jak zabawkę? Nie, Nina zaraz wyrzuciła z głowy tą myśl. Sięgnęła po filiżankę, aby usprawiedliwić swoje milczenie. Chciała dopić kawę i iść, mając nadzieję, że nikt nie zobaczy jej w tym miejscu z Jedenastostrefowcem.

- Nina – powiedział nagle Suzaku – Podobno księżniczka powiedziała, że jesteś jej przyjaciółką?

- No tak... – burknęła niepewnie – Jej wysokość tak powiedziała, to znaczy...tak chyba jest.

- Naprawdę? Rany, ale ci zazdroszczę – Suzaku słyszał o jej niechęci do jego krajan, ale jak do tej pory nie wspomniała o tym ani słowem. Czuł natomiast, że jest z nim w jakiś dziwny sposób związana, trudno mu to było wytłumaczyć. Początkowo po prostu obawiał się, aby nie zrobiła czegoś głupiego, czegoś co mogłoby sprawić Euphemii kłopoty. Choć Nina nie powiedziała ani słowa o swojej wizycie, miał pewność, ze nic złego się nie stało. Czemu więc tu byli? – Może kiedyś władze szkoły zaproszą jej wysokość do Akademii? – powiedział – Niedługo będzie festyn.

Nina omal nie zadławiła się kawą, zaś jej oczy były bliskie przebicia szkieł okularów. Przecież to miała być tajemnica! Nie, nie mogła wspomnieć o tym ani słowem. Suzaku zauważył jej konfuzję. Miał jednak dość taktu, aby nie wypytywać o rzeczy, o których sama nie mówiła.

- Ja...chyba musze już iść – powiedziała, kończąc kawę i wstając.

- Odprowadzę cię, robi się już późno – zaproponował rycersko Suzaku, ofiarując jej swoje ramię. Nina spojrzała na niego z wahaniem. Zachowywał się prawie jak Brytyjczyk, elegancki, kulturalny, miły. Jednak w jej sercu było miejsce dla tylko jednej osoby, osoby, z którą spędziła tego dnia najpiękniejsze chwile w jej dotychczasowym życiu. Nie do pomyślenia było, żeby ktoś taki chciał zagarnąć jej miejsce. Jak on śmiał? Myślał, że skoro księżniczka raz czy dwa razy zwróciła się do niego, to może już udawać Brytyjczyka? A może tylko knuje, aby dotrzeć do księżniczki i zabić ją, tak jak zabił księcia Clovisa? Wzrok Niny zatrzymał się na leżącym koło spodka niewielkim nożu do ciasta. Tak, poczekać, aż się odwróci i wbić mu lśniące ostrze głęboko pod żebro.

- Hej, patrz! – wskazała dłonią coś za jego plecami i Suzaku odwrócił się. Chwila wystarczyła, aby nóż znalazł się w kieszeni jej mundurka.

- Co takiego? – spytał Suzaku, nie widząc niczego szczególnego.

- Wydawało mi się...chyba widziałam tam Shirley – powiedziała szybko Nina – Przepraszam, zawsze coś mi się pomyli.

- W porządku, to nic. Idziemy?

Niechętnie podała mu ramię i pozwoliła się prowadzić. Po drodze spytała, czy mogliby udać się na nabrzeże, tłumacząc to chęcią obejrzenia zachodu słońca nad zatoką. Jej towarzysz, czując się naprawdę jak mężczyzna towarzyszący damie, naturalnie przychylił się do jej prośby. Nie minęło wiele czasu i szli alejką w kierunku tarasów widokowych rozlokowanych nad tokijską zatoką. Nina rozglądała się uważnie, szukając odpowiedniego momentu.

- Wszyscy wiedzą, co mają robić? – spytał Zero przez nadajnik, obserwując sytuację na radarze. Trzy maszyny przy wejściu, wejdą, wyłamią bramę i narobią hałasu, zaś przebywający w środku żołnierze, szybko sformują linię obrony, pewni, że przez opancerzone ściany nikt się nie przedrze. Sufit i ściany były podwójnie wzmacniane, trzeba by mieć ciężką artylerię, aby je przebić. Jednak znajdujące się w magazynie zapasy wkładów energetycznych były Czarnym Rycerzom pilnie potrzebne. Brama była otwarta, trwał właśnie wyładunek nowej dostawy.

- Tak jest! Tak jest! Tak jest! – rozlegały się kolejno meldunki.

- To do dzieła – powiedział spokojnym głosem. Chwilę później rozpętała się kanonada. Ze stojącej koło magazynu ciężarówki wyjechały trzy szare Knightmare Frame, obezwładniły ogniem wieżyczki obronne i zanim zaskoczeni obrońcy zdołali usunąć stojący w bramie transporter, dwie maszyny unieruchomiły go, uniemożliwiając zamknięcie jedynego wejścia do magazynu. Obrońcy cofnęli się do środka, odpowiadając ogniem.

- G1? – spytał Zero.

- Na miejscu i gotowa – odpowiedziała Kallen, uruchamiając silnik Gurrena. Podłoga za plecami broniących magazynu żołnierzy zaczęła falować, na jej powierzchni pojawiły się bąble, po czym z hukiem rozpadła się na kawałki, zaś oczom zaskoczonych obrońców objawił się krwistoczerwony Frame. Na nic więcej nie mięli czasu, seria z działka skosiła wszystkich gładko.

- L3?

- Na moim odcinku cisza – trzeci ze szturmujących bramę Czarnych Rycerzy pozostał przy zewnętrznych umocnieniach i lustrował okolicę, gotów do zatrzymania potencjalnych intruzów. Jednak zgodnie z przewidywaniami Zero, było spokojnie. W tym samym czasie, w innej części miasta, w dzielnicy zamieszkałej przez brytyjskich urzędników doszło do kilku eksplozji, które ściągnęły na siebie uwagę władz i sił bezpieczeństwa.

Kallen szybko załatwiła swoją robotę. Żołnierze nie byli przygotowani na atak z tej strony, dwie wyrzutnie przeciwpancerne zniszczyła zanim ktokolwiek zdążył zwrócić je w jej stronę. Uwielbiała Gurrena, był dla niej jak przedłużenie rąk i nóg. Przejechała wzorkiem po leżących pokotem Brytyjczykach. Strzelała na tyle szybko, że żaden nie zdążył nawet podnieść rąk do góry. Zresztą, nawet i lepiej, to były szeregowe płotki, pożytku z nich żadnego. Rzut oka przekonał ją, że niektórzy byli z pochodzenia Japończykami, pewnie powołanymi do wojska w zamian za status honorowego Brytyjczyka. Zupełnie jak ten cały Suzaku. Ciekawe, czy gdyby wpadł jej na muszkę na polu bitwy to czy zawahałaby się przez wzgląd na znajomość? A Brytyjczycy, z którymi chodziła do szkoły? Nunnaly mogłaby jeszcze żałować, ale Lelouch...Z przyjemnością pogoniłaby tego irytującego bubka przed sobą, puszczając co jakiś czas serię w powietrze i śmiejąc się głośno, widząc jak ta chudzina biegnie, przewraca się, płaszczy i błaga o litość. Jednak, kogo jak kogo, ale Leloucha w jakimkolwiek wojsku trudno było sobie wyobrazić a niestety, cywili zabijać jej nie było wolno.

- Lubisz tu przychodzić? – spytał Suzaku stojącą obok Ninę. Nie dało się ukryć, najpierw kawiarnia, teraz spacer nad morzem, to wszystko niebezpiecznie przypominało randkę. Dobrze, że nikt ich nie widział, bo wtedy już nie opędziliby się od plotek w szkole. Jemu to nawet wszystko jedno, ale szkoda mu było Niny, wiedział, że jest krucha i delikatna, mogłaby to wziąć do siebie. Podobno nie lubiła Jedenastostrefowców, więc teraz cała szkoła by się z niej nabijała.

- Yhm – odpowiedziała spokojnie, jedna z jej dłoni spoczywała na barierce, druga znajdowała się blisko kieszeni, w które ukryty miała nóż. Plan był prosty – odczekać na stosowny moment, wbić Suzaku nóż w bok i pchnąć go do przodu, aby spadł do morza. Barierka była niska i Nina była pewna, że miłość do księżniczki Euphemii doda jej sił. Usunie wszelkie przeszkody i zagrożenia, będzie chronić księżniczkę jak tylko może najlepiej – Ja...urodziłam się w Dover, często chodziłam na brzeg, popatrzeć na morze ze skał – powiedziała, chcąc zachować pozory.

- Słyszałem o tym, to te słynne „białe klify", prawda? O, patrz, jak wielki transportowiec, pewnie wojskowy – Suzaku wskazał dłonią sporych rozmiarów okręt, który właśnie wypływał z zatoki na pełne morze. Nina wyczuła, że to jest chwila na którą czekała, jej ofiara patrzyła na morze, wychyliła się. Wyjęła z kieszeni ozdobny nożyk, zacisnęła na nim palce...

Odgłos niedalekiego wybuchu sprawił, że Suzaku odruchowo cofnął się, wpadając na Ninę, która ustawiła się akurat za nim, ściskając w drżącej dłoni nóż. Drugi już raz tego dnia poczuł, że traci równowagę i poleciał do tyłu. Zaskoczona tym Nina upuściła nóż, który upadł na ziemię. Jego niedawna właścicielka znalazła się tam chwilę potem, przyciśnięta do ziemi przez Suzaku. Ich oczy spotkały się na krótką chwilę, zaś ich policzki pokrył rumieniec.

- Musimy stąd zwiewać! – Suzaku błyskawicznie podniósł się i wyciągnął rękę do Niny – Nic ci nie jest? – dziewczyna próbowała wstać, ale gdy to zrobiła, jęknęła z bólu. Kulała. Suzaku w mig podjął decyzję. Podniósł ją i niosąc w ramionach, rzucił się do biegu. Nina nie była szczególnie ciężka, a przywykł do tego, nosząc kiedyś Nunnally. Dostrzegł słup dymu bijący w niebo ze znajdującego się niedaleko magazynu. Chybotliwe i kruche tarasy widokowe nie były szczególnie bezpiecznym miejscem w takich przypadkach. Ruszył więc w kierunku przeciwnym do miejsca zamachu, chcąc przede wszystkim zapewnić bezpieczeństwo Ninie. Gdyby miał pod ręką Lancelota, byłoby pewnie łatwiej, ale w tej kwestii mógł jedynie marzyć. Na ulicach panował zwykły w takich przypadkach harmider, ludzie biegli w różne strony, wyły syreny alarmowe. Gdzieś niedaleko rozległy się strzały. Suzaku chciałby tam pobiec, ale miał Ninę i był za nią odpowiedzialny. W myślach przeklinał własną bezsilność.

Nina również nie była zadowolona. Mało powiedziane. Jej plan pozbycia się mordercy księcia Clovisa spalił na panewce, nawet tego nie udało jej się zrobić, a co gorsza, ten łotr ośmielił się ją uratować. Za kogo on się uważał? Musiała jednak przyznać, że czuła się dziwnie w jego ramionach, to było nawet przyjemne, miała bowiem poczucie bezpieczeństwa. A może skorzystał z okazji aby ją porwać i oddać w ręce ludzi Zero? Jako przyjaciółka księżniczki mogła być dla nich atrakcyjną zakładniczką. Kto wie, może nawet będą ją torturować, żeb wydusić z niej jakiejś informacje?

Suzaku oparł się o mur. Biegł prze większą część czasu i potrzebował chwili odpoczynku. Nina patrzyła gdzieś w dół, bojąc się spotkać jego wzrok. Wiedziała, że musiałaby mu podziękować za pomoc.

- W porządku, Nina? – spytał – Nie bój się, nic ci nie będzie, jesteśmy bezpieczni. Zaniosę cię do szkoły, to chyba nic poważnego. Wciąż boli cię ta noga?

Nie, to stanowczo nie były słowa potencjalnego porywacza, to Nina musiała mu oddać. Noga faktycznie wciąż ją bolała, Suzaku położył powoli dziewczynę na ławce, jedenj z wielu, jakie znajdowały się wzdłuż alei, po czym klęknął i obejrzał jej kostkę.

- Skręcona – mruknął ponuro, zaś Nina poczuła, jak delikatnie dotyka jej kostki. Zadrżała, nie zdarzyło się jeszcze, żeby ktoś obcy jej tak dotykał, a to, że był to ktoś, kogo kilka minut temu miała zamiar zabić, nie polepszało sytuacji – Słuchaj, w okolicy są pewnie bandyci Zero. Zaraz przybędzie tu armia i możemy się znaleźć w strefie walki. Cokolwiek by się nie działo, ochronię cię, nie bój się – spojrzał jej w oczy w ten sposób, że niemal mu uwierzyła. Niemal, gdyż dla niej wciąż pozostawał Jedenastostrefowcem, konkurentem do względów księżniczki Euphemii i zabójcą księcia Clovisa. Skinęła tylko głową. Suzaku uśmiechnął się i podniósł ją, po czym ruszył dalej, zastanawiając się, jak najkrócej dotrzeć do szkoły.

- Zgodnie z planem rozproszcie się – powiedział Zero – G1, jedź drogą zachodnią, skręć w trzeci zakręt, tam, w nieczynnej hali znajdziesz tunel, którym dojedziesz do kwatery. Wysyłam ci mapę. L1, L2, L3, załadunek zakończony. L1, osłaniaj odwrót, L2, L3, do transportera.

Kallen wyjechała z magazynu i pomknęła ulicą, zgodnie z mapą, jaka pojawiła się na jej wyświetlaczu terenu. Jechała koło wybrzeża, mało tu było miejsca, ale jednocześnie, dzięki dywersji z innej części miasta, nie było jeszcze sił Brytanii. Czerwona linia, która wyświetlała tor jej drogi, szybko przesuwała się do przodu. Kallen nie patrzyła jednak na nią. Jej uwagę pochłaniała ulica, na której wciąż byli ludzie. W pewnej chwili musiała zwolnić, aby nie zmiażdżyć autobusu, który zatarasował drogę.

Wtedy ich zobaczyła. To był Suzaku, nie miała żadnych wątpliwości. Ale kogo on niósł? Czy to była Nina? Wyświetlacz pokazywał, aby skręciła, jednak Kallen ruszyła do przodu, chcąc mieć pewność. Gurren odbił się i znalazł się przed dwójką jej szkolnych znajomych. Suzaku zatrzymał się, patrząc na tarasującą mu drogę maszynę. Kallen nie mogła powstrzymać uśmiechu, co za rycerski gest! Japończyk ratujący Brytyjkę, która nie znosiła jego krajan. Pobawiła by się z nimi, ale to nie był odpowiedni czas. Czuła, że pojawi się jeszcze lepsza okazja. Powróciła na właściwą trasę i skręciła ku gettu, znikając wśród ruin.

Suzaku patrzyła na wielką, czerwoną Knightmare Frame, która pojawiła się przed nimi. Było źle, ktokolwiek siedział tam w środku, w tej chwili patrzył pewnie na niego i Ninę. Miał na sobie mundurek elitarnej szkoły brytyjskiej, niósł dziewczynę w ubraną w podobny strój, więc dla ludzi Zero był wrogiem. Gdyby tylko był tu Lelouch, na pewno coś by wymyślił. Niestety, byli sami. Nina przytuliła się do niego mocniej, czuł jak drży na całym ciele. Nie uciekną, jeśli ten tam w środku zechce ich zabić, zrobi to bez problemu. Sam nie bał się śmierci, będąc żołnierzem ocierał się o nią co dzień, ale teraz miał ze sobą Ninę, a ona nie miała z tym nic wspólnego. Odwrócił się i ruszył biegiem ku przecznicy. Cały czas oczekiwał na strzał, który jednak nie padł.

Gdy skręcił, zaraz skrył się we wnęce jednego z budynków i odetchnął. Nina cicho szlochała, jej palce zacisnęły się na jego bluzce, niemal rozrywając jej materiał.

- Już po wszystkim – szepnął – Nie bój się, jesteśmy bezpieczni – Nina podniosła wzrok i spojrzała na niego. W jej oczach, okrytych szkłem okularów, błyszczały łzy. Suzaku usiadł na kamiennych schodach, sadzając Ninę na swoich kolanach. Miała sukienkę, nie chciał aby siedziała na zimnym betonie.

- On...on już poszedł? – spytała niepewnie.

- Tak, znam tę drogę, odpoczniemy chwilę i zaniosę cię do szkoły. Wygląda na to, że terroryści uciekli.

- Tak się bałam...

- Nie dałbym cię skrzywdzić, jesteś przecież przyjaciółką jej wysokości – powiedział z uśmiechem – Nie dopuściłbym do tego, aby się martwiła.

Nina miała już całkowity mętlik w głowie. Miał doskonałą okazję i z niej nie skorzystał. Na dodatek uratował ją i jak mówił, robił to ze względu na księżniczkę. Może jednak mogła mu ufać? Ale skoro był Jedenastostrefowcem, to czemu jej nie nienawidził, jak wszyscy inni? Czyżby jednak księżniczka nie pomyliła się, co do niego? A może to ona źle go oceniła? To było dla niej za skomplikowane, zdecydowanie trudniejsze niż badania nad Uranem - 235. Gdy tak myślała, poczuła jego dłoń na swoich włosach.

Suzaku nie był do końca pewien, jak się zachować. Nie znał zbyt wielu dziewcząt, nie licząc Nunnally żadnej nie poznał bliżej. Co się tyczyło Niny, wiedział o niej niewiele, poza tym, że nie znosi Jedenastostrefowców. Teraz dowiedział się jeszcze o jej sympatii do księżniczki. Spędził z Niną popołudnie i ani razu nie dała mu odczuć, że żywi do niego jakąś antypatię. Może więc to, co o niej mówiono, to tylko plotki? Wierzył głęboko, że wśród Brytyjczyków jest tyle samo przyzwoitych ludzi co wśród Japończyków. Pogładził delikatnie jej ciemne włosy.

- Su...Suzaku-kun? – spytała – Czy ty...mnie lubisz? – odważyła się spytać i zaraz spłonęła czerwienią na całej twarzy, zaś zimny pot wstąpił na jej plecy. Co ją podkusiło, aby pytać o takie rzeczy Jedenastostrefowca?

- Oczywiście, Nina-chan – powiedział Suzaku z uśmiechem, maskującym początkowe zakłopotanie – Bardzo cię lubię – i zanim Nina zdołała coś powiedzieć – Wszystkich was bardzo lubię, Nunnally, Leloucha, Shirely, Milly...Jesteście dla mnie niemal jak rodzina.

Nina przypomniała sobie o nożu. Chyba jednak dobrze zrobiła, nie zabijając go. Nie wiadomo, czy jeszcze by żyła. Jednak, choć jej podejrzliwość wobec Suzaku zmalała, obiecała sobie, że będzie go obserwować. W końcu nigdy nie można być niczego pewnym.

Do szkoły dotarli po niemal godzinie drogi. Suzaku wślizgnął się do środka przejściem, które znali tylko nieliczni i, starając się, aby nikt ich nie zauważył, zaniósł Ninę do gabinetu lekarskiego. Dopiero, gdy upewnił się, że wszystko będzie w porządku, wrócił do swojego pokoju w akademiku. Wchodził właśnie po schodach, kiedy usłyszał na dole otwierane drzwi. Zatrzymał się, aby ujrzeć Kallen, która wyraźnie wyczerpana weszła do środka, rozglądając się. Suzaku schował się, nie chcąc jej drażnić. No cóż, widać nie tylko on ma swoje sekrety. Poczekał aż przeszła i wrócił do swojego pokoju. Zasnął szybko, ciesząc się, że nie otrzymał żadnego wezwania od Lloyda.

Nina, nieco jeszcze kuśtykając, wróciła do siebie godzinę później. W pokoju nie było jeszcze nikogo. Usiadła na łóżku i z wewnętrznej kieszeni bluzki wyjęła niewielki skrawek białego materiału. Był to fragment sukienki księżniczki, którą Nina nosiła podczas wizyty, a który niepostrzeżenie urwała podczas przebierania. Schowała go do zeszytu. Torbę ze zdjęciem zostawiła w schowku w szatni szkolnej, ale przyrzekła sobie, że jutro fotografia dołączy do tego skrawka materiału. Jej dwie najważniejsze relikwie spoczną w jednym miejscu.

Kallen przyszła następnego dnia do Akademii wcześniej niż zwykle. Na korytarzu nie było jeszcze nikogo. Uśmiechnęła się złośliwie i do wielkiej tablicy ogłoszeń przykleiła solidnie posmarowane klejem zdjęcie, które wczoraj zrobiła Ninie i Suzaku, gdy siedzieli w kawiarence. Niżej, wściekle czerwonym pisakiem, dopisała wielkimi literami „ZAKOCHANA PARA!" po czym oddaliła się najszybciej, jak tylko mogła, chichocząc cicho. Zapowiadał się ciekawy dzień.

Koniec