Od tłumacza: Poniższe opowiadanie jest tłumaczeniem opowiadania „A Friend Indeed", napisanego przez Kevina (kb0), które można znaleźć w języku angielskim na tej stronie. Polecam przeczytanie go w oryginale, jak również zapoznanie się z pozostałymi jego historiami. Całe opowiadanie jest intelektualną własnością Kevina, oczywiście z wyjątkiem świata HP, którego twórcą jest JKR, ja jestem jedynie tłumaczem.

This story is a translation of „A Friend Indeed" written by Kevin (kb0), which can be found in English on this website. I highly recommend reading it in original and reading rest of his stories. All of the story is intellectual property of Kevin, with exception of HP world, which of course belong to JKR, I'm just a translator.

Od autora: Oto moja mała wariacja na temat „co jeśli…", która przyszła mi do głowy. Jak wszyscy prawdziwi fani H/G uważam, że dużo fajniej połączyć ich ze sobą wcześniej niż w kanonie.

Ta historia po prostu przyszła do mnie pewnego wieczoru. Najśmieszniejsze, że wystarczyło zmienić kilka drobnych wydarzeń na początku, nieco zmodyfikować jedną z postaci i pozwolić wydarzeniom toczyć się dalej. Ostateczna wersja, którą tu widzicie, zawdzięcza swój kształt umiejętnemu operowaniu skalpelem przez moshpita (Josha), który pomógł mi poruszać się w innym stylu pisania. (Musiałem też przyjąć na siebie dużo czerwonego atramentu, ale efekt mi się podoba :-) Mam u Josha wielki dług za czas i wysiłek poświęcony przez niego tej historii, jak również za dobrą zabawę przy omawianiu jej i pisaniu. Dzięki Josh!

Mam nadzieję, że będziecie się dobrze bawić przy czytaniu.

Jak we wszystkich innych fanficach, świat Harry'ego Pottera należy do JKR, ja tylko pożyczam go na chwilę dla zabawy. Nie osiągam z tego żadnych zysków.

Nota o datach: W mojej wersji „Czary Ognia" wybór zawodników następuje podczas uczty w Halloween, ale następnego dnia jest niedziela (CzO, rozdz. 18). Zwracam na to uwagę, gdyż miałem problem z datami. W 1994 r. 31 października wypadał w poniedziałek. Ponieważ to świat magii, uważam, że JKR mogła się trochę zabawić kalendarzem, ale ja zamierzam udawać, że Dumbledore wybrał na ucztę najbliższą sobotę, by móc trzymać się prawdziwych dat. Po przemyśleniach i szperaniu w kalendarzu, wydaje się, że JKR użyła kalendarza z 1992 r., kiedy pisała CzO, w każdym razie wówczas daty i dni tygodnia bardzo ładnie się zgadzają. Ten sam problem pojawił się przy weekendzie w Hogsmade oraz przy liście od Syriusza, jak również z pewnością w innych miejscach.


Rozdział 1: Przyjaciele, starzy i nowi

(niedziela, 30 października 1994r.)

Pewnego chłodnego, lecz poza tym przyjemnego dnia, Harry siedział na kanapie przed małym ogniem we wspólnym pokoju Gryffindoru. Wkrótce miał zacząć się obiad, ale on nie był pewien czy naprawdę ma ochotę jeść. Oczywiście mnóstwo z tych uczuć było wywołane nowymi warunkami w jakich się znalazł. Niechętnie zaczął się zastanawiać nad nieszczęściami, które przyciągnął w ciągu ostatnich 24 godzin, które postawiły go w kolejnej w jego życiu okropnej sytuacji.

Ten rok toczył się tak dobrze, jak można było oczekiwać, aż do ostatniego wieczoru i uczty z okazji Halloween. Konkretnie do chwili, gdy jego imię wyfrunęło z Czary Ognia, jako nieprzewidzianego czwartego zawodnika w Turnieju Trójmagicznym. Harry musiał przyznać, że gdzieś w głębi duszy marzył o zostaniu zawodnikiem, tak samo jak wszyscy inni, ale tak naprawdę nie rozważał zgłoszenia się. Nie miał odpowiedniego wieku i doświadczenia, by wziąć udział. Jednak teraz nie miał już w tej sprawie wyboru. To był pierwszy problem, odpowiedzialny za dużą część ogarniającej go frustracji i złości.

Pochylił się w przód by oprzeć łokcie na kolanach i przeczesał włosy palcami, jednocześnie zastanawiając się nad swoim drugim poważnym problemem. Ron nie chciał już z nim rozmawiać. Tego ranka Hermiona wyjaśniła mu pozycję Rona w rodzinie i dlaczego czyniło to najlepszego przyjaciela Harry'ego zazdrosnym o niemal wszystko, ale Harry nie uważał, że powinno to stanąć między nimi. Byli najlepszymi kumplami, a przynajmniej powinni nimi być. Przed wczorajszą kolacją mógłby przysiąc, że nic tego nie zmieni, ale w tej chwili nie był już taki pewny. Jakaś mała część jego umysłu przypominała mu, że obaj mają jedynie po czternaście lat i nie są jeszcze dorośli, ale ta „bezsłowna" kłótnia wydawała się Harry'emu strasznie dziecinna. Czuł, że naprawdę potrzebuje wsparcia swojego najlepszego przyjaciela, skoro jasne było, że wszyscy inni będą go słownie atakować. Harry nie mógł zrozumieć, dlaczego Ron nie może zobaczyć tej prostej prawdy. Harry wiedział, że trwałby wiernie przy Ronie, gdyby ich sytuacje się odwróciły.

Choć te dwie najnowsze sytuacje walczyły w nim, nie dając mu spokoju, wiedział że jego trzeci problem jest nie mniej ważny. Powracające ku jego rozpaczy, wypełnione bólem sny, o których wiedział, że to wizje, w których ludzie planowali go zabić. Zaczęły się wcześniej tego lata, a on wiedział, że Voldemort coś planuje, nie wiedział jednak co.

Ginny Weasley zeszła po schodach ze swojego dormitorium, zamierzając udać się na obiad. Było kilka minut za wcześnie, ale i tak nie miała nic lepszego do roboty. Jednak gdy dotarła do końca schodów zauważyła siedzącego przy kominku chłopaka o kruczoczarnych włosach, które przeczesywał palcami. W innej chwili przyznałaby, że to coś, co zawsze sama chciała zrobić. Jednak w tej chwili mogła powiedzieć, że był szczególnie zły albo nerwowy. Wyglądał, jakby miał zamiar wyrwać sobie włosy z głowy, albo rzucić klątwę na meble.

Normalnie przeszłaby obok z odwróconym wzrokiem, ale coś w jego postawie krzyczało jak bardzo potrzebuje przyjaciela. Wiedziała, że, sądząc po krzywych spojrzeniach jakie rzucali sobie wcześniej Harry i Ron, jej brat-idiota nie okazał się przyjacielem, ale była zaskoczona brakiem Hermiony. Być może jej brat dostawał właśnie kazanie, co zostawiało Harry'ego by w ciszy pogrążał się w swoich kłopotach. Ginny wzięła głęboki oddech dla dodania sił i zdecydowała, że skorzysta z rady, którą dała jej w lecie Hermiona – być przyjacielem dla Harryego i pozbyć się nieśmiałości, która tak ją osłabiała.

Hermiona powiedziała jej, że musi się pozbyć swojego zauroczenia, bo one rzadko dawały efekt. Harry potrzebował przyjaciół, ale, jak większość czternastoletnich chłopców, nie miał pojęcia co zrobić z dziewczyną. Ginny pomyślała, że to zdecydowanie opisuje jej brata, Rona, choć nie miała pojęcia skąd Hermiona wie o tym tak dobrze, skoro brunetka nigdy nie miała chłopaka.

Ginny powoli podeszła do Harry'ego i usiadła na krześle obok, przybierając swój możliwie najlepszy „normalny" wyraz twarzy, zarezerwowany dla sytuacji zaraz po spłataniu jakiegoś figla.

- Harry, czy coś jest nie tak? – spytała delikatnie. Patrzyła jak podnosi na chwilę głowę, by sprawdzić kim ona jest.

- Tak, wszystko.

Ukrył z powrotem twarz w dłoniach, ale Ginny studiowała Harry'ego wystarczająco długo, by wiedzieć, że każda odpowiedź inna niż „w porządku" oznaczała, że ma poważne problemy. Nie wiedziała jednak, czy Harry uzna ją za osobę, z którą można rozmawiać na coś więcej niż grzecznościowe tematy, nie mówiąc o zwierzeniach.

- Jeśli się ze mną podzielisz, może będę mogła pomóc – powiedziała z półuśmiechem, który, miała nadzieję, nie wyglądał na wymuszony. To brzmiało jak coś, co zrobiłby przyjaciel i zrobiłaby to samo dla każdej dziewczyny z trzeciego roku, która miałaby problem. Robiła to już kiedyś dla swoich braci, więc miała nadzieję, że to właściwa reakcja dla Harry'ego.

Harry nawet na nią nie spojrzał.

- Nie sądzę. To znaczy, jak mam przekonać ludzi, że naprawdę nie zgłosiłem się do tego Turnieju? Wątpię czy ktokolwiek poza Moodym i Dumledorem mi wierzy, a Moody uważa, że ktoś zrobił to, by mnie zabić.

To zszokowało Ginny. Pomysł, że ktoś chce użyć Turnieju, by zabić Harry'ego wydawał się dziwny, biorąc pod uwagę jak skomplikowany musiał być spisek, by osiągnąć sukces. Jednocześnie jednak słyszała jak Hermiona dogłębnie analizuje ilu zawodników zginęło w poprzednich edycjach, więc w tym pomyśle była jakaś logika.

- Co myślisz Ginny?

Wróciła do chwili obecnej, by odkryć, że Harry wyczekująco na nią patrzy.

- Czy ty uważasz, że sam się zgłosiłem?

Harry nigdy za dużo z nią nie rozmawiał, poza kilkoma strzępami konwersacji w czasie roku szkolnego i latem, a teraz nagle pytał o jej opinię.

To było skomplikowane pytanie, bez łatwych wyjść, jeśli chciała być szczera wobec siebie lub Harry'ego. Westchnęła. Wiedziała, że musi mówić prawdę, ale robienie tego nie było łatwe, biorąc pod uwagę jej chwiejące się postanowienie byia sobą w pobliżu Harry'ego.

- Szczerze? Nie jestem pewna co myśleć. Podejrzewam, że prosta odpowiedź to taka, o której myślą wszyscy inni. Ale na ile cię znam, nie sądzę żebyś to zrobił. To nie brzmi jakbyś ty to zrobił – Ginny musiała walczyć, by nie spłonąć jasnym rumieńcem po tym stwierdzeniu, ale zatrzymała się tylko na moment. Lata psocenia razem z braćmi lub przeciw nim umożliwiły jej dotarcie tak daleko i wiedziała, że musi brnąć dalej. – Wiem, że mało kto słuchał cię ubiegłego wieczoru, ale słyszałam jak mówiłeś, że tego nie zrobiłeś. Więc przypuszczam, że taka jest prawda.

Zorientowała się, że w pewnym sensie bełkocze i myśli na głos, ale Harry wydawał się zadowolony słuchając jej.

- Dzięki Ginny. Nawet nie wiesz ile to dla mnie znaczy.

Ze wszystkich sił starała się nie zarumienić przez jego otwartość. Wiedziała, że jeśli skupi się na tym co powiedział, nie będzie w stanie kontynuować. Ignorując ciepło, które napływało do jej policzków, zwróciła rozmowę w stronę pozostałych lęków Harry'ego.

- Nie chcę być nieczuła, ale użeranie się z resztą szkoły nie brzmi tak źle. Niestety musiałeś się już z tym wcześniej zmierzyć i na pewno nie jest to powód do wyrywania sobie włosów. I tak na końcu zawsze okazywało się, że to ty masz rację.

Roześmiał się smutnym, pustym śmiechem.

- Nie, to tylko pierwszy z trzech problemów, z którymi próbuję sobie poradzić.

Ginny zatrzymała się na moment. Choć Harry ujawnił jeden problem, co samo w sobie stanowiło nowość, nie była pewno czy powinna nakłaniać go do mówienia o pozostałych. Zastanawiała się, czy naprawdę się przed nią otwiera, czy po prostu złapała go w gadatliwym nastroju.

- Więc co poza tym jest takie złe?

Patrzyła jak Harry przeciąga ręką przez włosy. Cokolwiek stanowiło jądro jego problemów, było to coś co czyniło go bardzo zdenerwowanym, a coś w sposobie jaki na nią patrzył sprawiało, że zastanawiała się czy jej zaufa czy nie.

- Tego lata przyśnił mi się Voldemort… mówił komuś by mnie sprowadził dla jakiegoś jego planu. Nie wiem czego chce, ale to nie może być dobre. Jeśli ktoś nie planuje zabić mnie w Turnieju to pewnie zrobi to dla niego.

Ginny nie zachłysnęła się na dźwięk imienia najstraszniejszego czarnoksiężnika w najnowszej historii, choć sama nie wypowiadała słowa na V – jeszcze. Jej doświadczenia z szesnastoletnim Tomem Riddle podczas pierwszego roku tutaj, pozwoliły jej pozbyć się dużej części strachu przed imieniem, ale miała duży respekt dla wiedzy i mocy, które poosiadał Riddle.

- Dobra, rozumiem czemu cię to martwi. Dumbledore jest tutaj, tak samo jak profesor Moody, prawda? Ale biorąc pod uwagę co ci się wcześniej przydarzyło, rozumiem twoją ostrożność. Ostrożność nie jest zła, ale jeśli im powiesz, może ci pomogą. Powiedziałeś o tym komuś komu ufasz?

Harry wzruszył ramionami.

- Tak, powiedziałem… komuś. Obiecał, że się tym zajmie.

Ginny zastanawiała się przez chwilę, komu Harry powiedział. Było oczywiste, że nie był to Ron ani Hermiona, a sądząc po tonie także nie profesor Dumbledore.

- W porządku, w takim razie zaufaj, że zrobią co powiedzieli. Jaki jest trzeci problem? – Ginny była dumna, że głos jej nie drżał, gdy próbowała go pocieszyć. Nie była pewna, czy naprawdę się uspokaja, ale przynajmniej zachowywał się bardziej spokojnie.

Harry siedział cicho przez chwilę i Ginny zaczęła się zastanawiać czy jego gadatliwy nastrój nie skończył się tak szybko jak się pojawił. W końcu westchnął i zobaczyła ze smutkiem, że wygląda na zagubionego.

- Możesz mi z tym pomóc. Czy wiesz czemu twój brat już się do mnie nie odzywa?

Ginny przerwała, by przeanalizować swoje wspomnienia z tego dnia.

- Zauważyłam, że nie siedział koło ciebie na obiedzie, ale nie zdawałam sobie sprawy, że z tobą nie rozmawia. Nie powiedział ci dlaczego?

Harry potrząsnął głową, wyglądając na jeszcze bardziej zagubionego.

- Właściwie nie. Zeszłej nocy był zły, bo myślał, że włożyłem swoje imię do Czary i nie powiedziałem mu jak to zrobić, żeby też mógł się zgłosić, przynajmniej tak powiedział. Kiedy powiedziałem mu, że tego nie zrobiłem, nie uwierzył mi i wściekł się jeszcze bardziej. Trochę na siebie nakrzyczeliśmy. To głupie, myślałem że jest jednym z moich najbliższych przyjaciół, ale on mi nie wierzy i to… i to boli, wiesz?

Ginny westchnęła, bo wiedziała aż za dobrze na czym polega problem. Nie chciała tego wyjaśniać, ale może pozwoli to Harry'emu zrozumieć czemu czasem Ron zachowuje się tak a nie inaczej.

- Harry, on po prostu jest zazdrosny.

Harry odchylił się na krześle i spojrzał na nią.

- Hermiona próbowała mi to rano wyjaśnić, ale nie rozumiem. Przynajmniej nie do końca. Jasne, za uczestnictwem w Turnieju idzie pewna sława, ale to jest cholernie ciężkie i może dla mnie oznaczać dosłownie krew, pot i łzy – jęknął. – Jestem dopiero na czwartym roku. Jak oni oczekują że to przeżyję? – spytał poirytowany.

Ginny pomyślała, że jak na Herry'ego to prawie rozpaczliwe skomlenie.

- To prawda, ale jego pociąga też nagroda finansowa. Harry, nie lekceważ pragnienia Rona, by wyrobić sobie opinię. Mogę powiedzieć coś specjalnego o każdym z moich braci, od Billa do bliźniaków. Ale kiedy dochodzisz do Rona zauważasz, że nie znalazł jeszcze sposobu by się wyróżnić, być postrzegany jako ktoś wyjątkowy.

Harry popatrzył na nią z niedowierzaniem i Giny wiedziała, że nie będzie łatwo tego wyjaśnić.

- Ginny, on ma czternaście lat. Nie miał czasu by zrobić coś specjalnego.

- Ale tobie się udało – starała się być spokojna i logiczna, mając nadzieję, że to pomoże Harry'emu zrozumieć co chce mu przekazać.

Harry parsknął.

- Ta, jasne – powiedział sarkastycznie. – Jestem znany z czegoś czego nie pamiętam, co zrobiła moja matka, o czym nie mam pojęcia. Miałem rok!

Ginny próbowała znaleźć inny sposób wyjaśnienia tego, ale wszystko sprowadzało się do zazdrości Rona o wszystko, czego Harry nie znosił.

- Harry, Ron tego tak nie widzi. Widzi, że jesteś sławny, że ludzie patrzą na ciebie inaczej. Wyróżniasz się, jesteś unikalny – próbowała wyjaśnić, ale było oczywiste, że Harry tego nie kupuje. Złość w jego głosie zupełnie ją zaskoczyła.

- Może mieć moją sławę jeśli tylko chce. Zamienię się z nim miejscami kiedy zechce. Może mieć moją sławę i Dursley'ów, a ja wezmę jego rodzinę i normalność.

- Może powinieneś mu to powiedzieć – zasugerowała Ginny po chwili ciszy. – Może to otworzy mu oczy.

Harry lekko wzruszył ramionami i opadł na oparcie.

- Może, jeśli tylko skłonię go, by mnie wysłuchał.

- Daj mu czas, W końcu to zrobi.

Ginny z zaskoczeniem zorientowała się, że zapomniała o wysiłku udawania, że jest bardziej swobodna przy Harrym. Tak bardzo wczuła się w rozmowę, że przestała udawać. Z małym uczuciem triumfu pozwoliła konspiracyjnemu uśmiechowi pojawić się na jej twarzy, gdy przebiegła myśl pojawiła się jej w głowie.

- W międzyczasie, może chciałbyś mieć nowego przyjaciela?

W oczach Harry'ego pojawiła się iskra, gdy wzruszał ramionami.

- Jasne, ale kogo?

Przewróciła oczami, nagle rozumiejąc co Hermiona miała na myśli mówiąc jak bardzo niekumaty potrafi czasami być Harry.

- Mnie, palancie.

Po raz pierwszy tego dnia Harry się uśmiechną i to osiągnięcie ją ucieszyło.

- Już jesteś moją przyjaciółką Ginny – potem zachmurzył się. – Em, Ginny, chyba powinienem cię za to przeprosić.

Ginny nie potrafiła zrozumieć co łączy te dwa zdania i była pewna, że widać to na jej twarzy, gdy próbowała rozgryźć zagadkę.

- Przeprosić za co?

- Cóż, nie byłem dla ciebie dobrym przyjacielem – przyznał. – Przepraszam, że… cóż, nie pomagałem ci bardziej przez ostatnie lata.

W głębi duszy Ginny była uradowana, że to słyszy, jednak zdawała sobie sprawę, że nawet gdyby próbował być wcześniej lepszym przyjacielem, to ona nie dałaby sobie z tym rady.

- Harry, naprawdę nie masz za co przepraszać. Jestem rok młodsza i mam inne grono przyjaciół – kiedy zastanawiała się, czemu wcześniej miałaby problem z jego przyjaźnią, zaczęła się lekko rumienić. – Cóż, poza tym nie ułatwiałam ci bycia moim przyjacielem – kiedy poczuła, że jej rumieniec staje się silniejszy, zrozumiała, że nie może być przy nim całkowicie normalna, przynajmniej nie bez dłuższej praktyki.

Harry był ewidentnie mistrzem przeoczania różnych rzeczy, bo wyraźnie nie zdawał sobie sprawy jakie problemy sprawia jej zachowanie spokoju.

- Może, może nie, ale i tak mogłem być bardziej przyjazny.

- Nigdy nie byłeś niemiły.

- Ale i tak powinienem być bardziej przyjacielski – żołądek Harry'ego zabulgotał głośno, a Ginny zachichotała, gdy spojrzał na swój brzuch tak jakby usiłował poskromić wzrokiem szalejącego tam potwora.

Gdy się uspokoiła, wstała.

- Ok, przyjacielu, chodź na kolację. Zaczęła się już kilka minut temu więc i tak powinniśmy iść.

Poczekała aż wstanie, po czy wspólnie przeszli przez dziurę za portretem.

- Harry, co ci powiedzieli o czekających na ciebie zadaniach? Czy możemy ci jakoś pomóc?

Przechodzili właśnie przez dziurę. Harry westchnął dramatycznie.

- Tak, moi przyjaciele mogą pomóc mi ćwiczyć. Myślę, że bardzo tego potrzebuję – kiedy szli dalej, Harry ściszył nieco głos. – Powiedzieli, że pierwsze zadanie ma być 24 listopada. Ma testować naszą odwagę i brawurę.

Ginny pomyślała o tym przez chwilę, skupiając się na rzeczach, które Harry już dokonał, a które wymagały obu tych cech.

- Powiedzieli wam w jaki sposób?

- Nie, to jest ta część dotycząca odwagi. Mamy sobie z tym poradzić sami, kiedy już się wydarzy. Będę miał… - umilkł.

- Przerąbane? – podpowiedziała.

Harry uśmiechnął się ponownie, kiedy doszli do dołu schodów i pomyślał jak miła dla niego była Ginny.

- Tak, to prawdopodobnie równie dobrze oddaje sens, jak to co miał na myśli – roześmiali się razem i Harry zorientował się, że czuje się dużo lepiej po tym jak dosiadła się do niego w pokoju wspólnym. – Ginny, dzięki że ze mną porozmawiałaś, kiedy nie musiałaś.

Jej uśmiech był prosty, ale szczery i poczuł się zadowolony, że ona też jest szczęśliwa.

- Jasne Harry, od tego są przyjaciele. Ty też byś mi pomógł, gdybym potrzebowała, prawda?

Szli kilka sekund, zbliżając się do Wielkiej Sali, a Harry myślał o tym, co powiedziała.

- Zrobiłem to raz i zrobiłbym to ponownie bez wahania, Ginny.

Harry zobaczył, że Ginny lekko zbladła, gdy zrozumiała aluzję do jej pierwszego roku. Zatrzymała się tuż przed drzwiami Wielkiej Sali, on stanął się razem z nią. Przez otwarte drzwi słyszeli hałas robiony przez wszystkich uczniów. Z głosu Ginny zniknął humor obecny w trakcie ich rozmowy, teraz pojawiły się nuty strachu.

- Nie chcę, żebyś kiedykolwiek musiał to robić jeszcze raz, Harry.

Harry próbował uspokoić ją uśmiechem, ale wiedział, że musi wyjaśnić.

- Wiem, ja też nie chcę, ale zrobiłbym to – gdy zaczęła odpowiadać przerwał jej gestem. – Od tego są przyjaciele, Ginny. Chodź, idziemy jeść.

Ginny uśmiechnęła się do niego, rozumiejąc co chciał powiedzieć i przyspieszyła kroku, by dogonić go przed drzwiami Wielkiej Sali. Ginny zastanawiała się, czy właśnie do tego Hermiona chciała ją skłonić.

Kiedy weszli do Wielkiej Hali wiele głów obróciło się w ich stronę i rozpoczęły się szepty za ich plecami. Ginny widziała jak Harry zaczyna znów zamykać się w sobie i zasmuciło ją to bardziej niż była skłonna mu wyznać. Podobało jej się jak ożywiony i normalny wydawał się kilka minut temu, co tak bardzo przypominało jego nastrój z Nory.

Zatrzymał się mniej więcej w połowie stołu Gryfonów, nie wiedząc gdzie ma usiąść. Ginny dostrzegła Rona siedzącego koło Deana i Seamusa, podczas gdy Hermiona siedziała kilka miejsc dalej, naprzeciwko Neville'a.

- Tutaj, Harry. Usiądź koło Neville'a – pchnęła go lekko w plecy, a Harry przesunął się do miejsca, które ona wskazała. Usiadła koło niego.

Hermiona popatrzyła na Ginny, ewidentnie analizując sytuację. Po chwili uśmiechnęła się do przyjaciółki, po czy spojrzała na Harry'ego:

- Jak się czujesz Harry?

- W porządku – odparł swoją stałą odpowiedzią. Ginny wiedziała, że otwarty i gadatliwy Harry już zniknął, więc nalała mu soku z dyni, mając nadzieję, że będzie to dla niego zachętą do nakładania sobie jedzenia. Była zadowolona, że zrobił dokładnie co chciała, gdy ona nalewała sobie soku. Był to dość cichy posiłek dla całej czwórki, nie licząc Hermiony, która spytała wszystkich czy skończyli już swoje prace domowe na jutro. Harry nieśmiało przyznał, że został mu jeszcze esej dla Binnsa, ale pod karcącym spojrzeniem Hermiony obiecał, że skończy go po kolacji.

Ginny słuchała w ciszy, nie będąc przyzwyczajona do siedzenia z nimi podczas posiłków. Dopiero kiedy Neville podzielił się z Harrym swoimi uwagami na temat studentów Durmstrangu, konwersacja nabrała tempa.

- Trochę mnie onieśmielają – skomentował Neville.

- Myślę, że mogę to zrozumieć, przynajmniej w przypadku pierwszego wrażenia – odparł Harry po chwili. – Ale kiedy przyjrzysz się bliżej, zobaczysz, że są bardzo podobni do nas. Stań prosto i nie drżyj kiedy na nich patrzysz i będzie dobrze – Ginny zorientowała się, że potakuje razem z Hermioną.

- Łatwo ci mówić Harry – powiedział nieśmiały chłopak swojemu przyjacielowi. – Jesteś zawodnikiem.

Harry parsknął z niedowierzaniem na twarzy.

- Mogłem mieć trochę więcej przerażających doświadczeń niż ty, Neville, ale nie sądzę, bym był znacznie lepszy.

Ginny była ciekawa czemu Harry to powiedział, zwłaszcza że był znacznie lepszy w magii niż Neville.

- Harry – przerwała Hermiona. – Nie bez powodu jesteś najlepszym uczniem z Obrony w naszej klasie.

Ginny dojrzała rozczarowane spojrzenie, które Harry rzucił Hermionie, co ją zaskoczyło. Kiedy zobaczyła, jak skinął lekko głową w stronę Neville'a, który wpatrywał się w ciszy w stół, zorientowała się co chciał zrobić.

Hermiona załapała jeszcze szybciej, bo uśmiechnęła się, spojrzała na Neville'a i powiedziała:

- Ale masz rację, Neville nie jest daleko za tobą. Myślę, że przy odrobinie treningu mógłby być równie dobry.

Ginny była zadowolona, widząc jak Neville podnosi głowę z mieszaniną niewiary i nadziei na twarzy. Zobaczyła, jak Hermiona posyła mu uśmiech, zanim obróciła się do Harry'ego, a jej mina stała się niemal tak surowa jak MacGonagall.

- Jeśli już o tym mówimy, masz zamiar trenować przed tymi zadaniami, prawda?

Harry wzdrygnął się lekko, a Ginny wiedział, że każdy czuł się niezręcznie, gdy Hermiona wybierała go sobie za cel.

- Tak, Ginny mi to zasugerowała – po chwili mieszania w resztkach jedzenia na talerzu rozjaśnił się lekko. – Hej, to jest myśl. Pomoglibyście mi we trójkę w przygotowaniach? Poza pomaganiem mi moglibyście się nauczyć mnóstwa przydatnych rzeczy.

Hermiona wyglądała, jakby ktoś dał jej pierwszą edycję „Historii Hogwartu".

- Świetny pomysł, Harry. Będziemy się tylko musieli upewnić, że nie będzie nam to przeszkadzało w odrobieniu pracy domowej.

Ginny miała ochotę się roześmiać z przewidywalnej odpowiedzi Hermiony, ale zamiast tego wzięła łyk soku dyniowego. Zobaczyła jak Harry posyła jej lekki uśmiech, zanim odwrócił się do Neville'a.

- Co myślisz Neville? Dołączysz do nas? – spytał Harry.

Neville był ewidentnie zaskoczony pytaniem.

- Nie.. Nie wiem. Nie sądzę, żebym mógł wam pomóc – wykrztusił wreszcie.

- Co ty, Neville. Nie masz nic do stracenia, a mnóstwo do zyskania. Pomyśl, możesz nawet nauczyć się czegoś co będzie można dla zabawy wykorzystać na Malfoyu.

Ginny usłyszała jak Hermiona nagle wciąga powietrze. Harry wyraźnie również usłyszał, bo posłał jej spojrzenie mówiące „Nie". Hermiona wycofała się po chwili, choć widać było, że trudno ugryźć jej się w język.

- Cóż, myślę, że dobra – w końcu zgodził się Neville.

Ginny była zadowolona, bo odpowiedź Neville'a sprawiła, że Harry ponownie się uśmiechnął. Harry spojrzał na każde z nich po kolei, zanim stwierdził:

- Wspaniale! Porozmawiamy o tym w drodze powrotnej.

Ponieważ wszyscy skończyli już obiad, poszli do wieży Gryfonów, omawiając po drodze swoje nowe spotkania treningowe. Za każdym razem, kiedy nowa pora była proponowana, Harry upewniał się czy nie koliduje ona z planem zajęć Ginny, która miała inne lekcje niż pozostali. Kiedy dotarli do pokoju wspólnego zdecydowali wreszcie, że pierwszy trening zaczną we wtorek wieczorem.

Kiedy dotarli do wieży nastawienie Harry'ego zmieniło się zupełnie w stosunku do tego, w którym znalazła go Ginny, gdy zeszła na obiad. Niemal radosnym głosem powiedział:

- Idę poczytać historię, żeby zrobić ten esej dla Binnsa. Dobranoc wszystkim, zobaczymy się rano.

Kiedy wszyscy życzyli mu dobrej nocy popatrzył na Ginny.

- Dzięki za wszystko – powiedział, po czym zostawił ich. Jego proste podziękowanie sprawiło, że Ginny znów musiała walczyć z ogarniającym ją rumieńcem, sfrustrowana, że reaguje tak na Harry'ego nawet kiedy wszystko idzie dobrze.

Neville odszedł, by dołączyć do trwającej już gry w Gargulki, podczas gdy Hermiona poszła po torbę z książkami, twierdząc że chce poczytać naprzód na eliksiry. Ginny postanowiła zrobić to samo, tylko z zaklęciami.

Kiedy wróciła do pokoju wspólnego z książką i materiałami do zaklęć w rękach, dołączyła do stolika, przy którym siedziała Hermiona. Patrzyła jak Hermiona wynotowuje pewne rzeczy z podręcznika do eliksirów, ale jej myśli były zbyt rozbiegane, by mogła usiąść i się uczyć. Gdy po kilku kolejnych minutach wciąż nie otworzyła swojego podręcznika do zaklęć, Hermiona spojrzała na nią i zauważyła:

- Wyglądało, jakbyście dzisiaj byli z Harrym na bardzo przyjacielskiej stopie.

Tym razem Ginny nie mogła powstrzymać rumieńca, który wypełzł na jej twarz.

- Tak, zobaczyłam go tu jak szłam na obiad – przerwała na chwilę, zastanawiając się jak najlepiej opisać to, co się stało. – Wyglądał, jakby nie czuł się dobrze. Jakby był czyś naprawdę zdenerwowany.

Potrząsnęła głową, myśląc o tym jak wyglądał Harry gdy go tu znalazła, a jak przed pójściem do swojego zadania domowego. Była zadowolona, że mogła mu trochę pomóc.

- Pamiętam co mówiłaś mi w lecie i… i spróbowałam. Usiadłam, spróbowałam być przyjaciółką i podziałało – jej rumieniec, który zaczął już zanikać, powrócił z pełną siłą. – W pewnym sensie wciąż nie wierzę, że to zrobiłam. Poszłabym podziękować Fredowi i George'owi za nauczenie mnie aktorskich umiejętności, ale chcieliby wiedzieć dlaczego im dziękuję i zażądaliby jakiejś zapłaty.

Hermiona zaśmiała się lekko.

- Trzymaj tak dalej Ginny. Nikt nie może gwarantować co się stanie, ale bądź przyjaciółką dla Harry'ego, a on zawsze będzie dla ciebie. Poza tym jeśli poudajesz wystarczająco długo może się okazać, że przychodzi ci to naturalnie i nie ma potrzeby udawania.

To była interesująca myśl, którą Ginny rozważała przez resztę wieczoru.


Kolejny tydzień był dla Harry'ego okropny. Poza Hermioną, Ginny i Nevillem nikt z uczniów nie wierzył, że nie wrzucił swojego imienia do Czary. Hagrid mu wierzył, ale to nie pomogło w relacjach z uczniami. Harry myślał, że mógłby to przetrwać znacznie lepiej, gdyby Ron trwał przy nim tak jak na drugim roku, jednak Ron najczęściej go ignorował. Harry odkrył, że jego podobno-przyjaciel naśmiewał się z niego za plecami w przerwach pomiędzy ignorowaniem go.

Właśnie wtedy odkrył jakim darem niebios była Ginny. Kilkakrotnie znalazła go siedzącego samego w pokoju wspólnym. Podchodziła wówczas i rozmawiała z nim o normalnych sprawach: jego pracach domowych, jej pracach domowych, czarach, które mogą okazać się przydatne, a nawet Quidditchu. Harry odkrył że coraz łatwiej mu się z nią rozmawia. Powoli zanikał jego wcześniejszy dyskomfort, spowodowany jej dawnym zauroczeniem w nim i zaczynali budować prawdziwą przyjaźń, poznając siebie, zamiast dowiadywać się rzeczy o sobie.

Mimo jego ostracyzmu od większości populacji zamku, Hermiona pozostała tą samą niewzruszenie go popierającą osobą. Harry odkrył, że jej stałe poparcie spowodowało, że przestała pomagać Ronowi w jego lekcjach. Albo przez to, albo przez coś innego, co spowodowało, że przez pewien wieczór siedziała sfoszona. Dodatkową korzyścią czasowego rozbicia ich relacji był fakt, że kłócili się mniej. Hermionie udawało się więcej zrobić, a wszyscy inni byli zadowoleni, że nie muszą wysłuchiwać ich częstych kłótni.

Pierwszy grupowy trening przed Turniejem także okazał się pożyteczny. Hermiona przygotowała listę zaklęć, których nauczyli się przez trzy pierwsze lata, jak i tych których powinni nauczyć się na czwartym roku. Cała czwórka ciężko razem pracowała, zwłaszcza nad Zaklęciem Przywoływania, z którym Harry i Ron mieli wcześniej problemy na lekcji u Flitwicka. Ginny radziła sobie nieco lepiej niż oni, co lekko zaskoczyło Hermionę, biorąc pod uwagę, że Ginny nie miałaby tego czaru w programie zajęć aż do przyszłego roku.

Harry napisał długi list do Syriusza, powiadamiając go, że został wybrany i jaki spowodowało to rozłam w jego grupie przyjaciół. Niestety odpowiedź się spóźniała, choć Harry miał nadzieję, że Syriusz jest wciąż dobrze ukryty i opóźnienie nie jest spowodowane tym, że musi uciekać.

Największy incydent w tym tygodniu miał miejsce w klasie eliksirów, co nie było specjalną niespodzianką. Malfoy i jego przyjaciele chwalili się wokół swoimi plakietki, które pokazywały na zmianę „POPIERAJ CEDRYKA DIGGORY'EGO" i „POTTER CUCHNIE", jednocześnie popisując się swoim sprytem. Gdy Draco i Harry wzajemnie ostrzelali się czarami, które trafiły rykoszetem w Hermionę i Goyle'a, pojawił się Sanpe i pokazał swoje ślizgońskie kolory.

Snape powiedział Hermionie, że nie dzieje się z nią nic złego, choć jej przednie zęby sięgały za jej kołnierz. Ron przez moment zachował się jak za dawnych czasów, wrzeszcząc na Snape'a razem z Harrym. Obaj stracili punkty i dostali szlaban, a Harry przez moment miał nadzieję, że ta sytuacja może przywrócić mu najlepszego przyjaciela. Jednak gdy spojrzał na niego, z nadzieją, że mogą już ze sobą przebywać normalnie, Ron odszedł i dołączył do Deana i Seamusa.

Harry był zadowolony, że później na tych samych zajęciach uratował go Colin, zabierając na kontrolę różdżek, mimo że musiał spędzić kilkanaście nieprzyjemnych minut z Ritą Skeeter. Harry był zrozpaczony, że Ron wciąż ignoruje go albo unika. Na szczęście jego rozpacz powstrzymała go przed powiedzeniem zbyt wiele Ricie, zanim został uratowany przez Dumbledora. Nie był jednak pewien, co jej pióro w kolorze kwaśnej zieleni stworzy z jego ponurego nastroju.

Po kontroli różdżek, która wydała mu się nieco głupia, zszedł na dół na obiad, by zorientować się, że nie ma tam Hermiony. Ginny przesiadła się od swoich przyjaciół, by usiąść z Nevillem i Harrym wkrótce po tym jak ten przyszedł. Nie był pewien dlaczego to zrobiła, póki po chwili ciszy nie zaczęła rozmowy:

- Harry, co się stało?

Słyszał troskę w jej głosie, ale mógł jedynie patrzeć w dół na jedzenie, które zrzucił na swój talerz i bezmyślnie obracał nim w koło. Powoli opisywał swój dzień, robiąc ze swojego jedzenia szarą breję, nie jedząc przy tym w zasadzie nic. W końcu odepchnął talerz i położył ręce i głowę na stole przed sobą, nie będąc właściwie głodnym.

Ginny spojrzała na Neville'a, a ten skinął jej głową, potwierdzając, że Harry opowiedział jej wszystko dokładni i uczciwie. Nie mogła uwierzyć jak kiepskie dni Harry miewał czasami; nauczyciel nie powinien się tak zachowywać. Oczywiście Ron okazał się tu ekstra kretynem, co było dość niezwykłe, biorąc pod uwagę, że dwoma podstawowymi kretynami w życiu Harry'ego byli Malfoy i Snape. Nie myśląc o tym co robi, zaczęła powoli masować Harry'emu plecy. Jej mama zawsze robiła to jej i jej braciom, gdy mieli zły humor lub byli lekko podziębieni.

Masowała jego plecy przez kilka chwil, myśląc jednocześnie o jego problemach, gdy usłyszała:

- To naprawdę miłe…

Musiała użyć wszystkich sił, by powstrzymać dźwięk zaskoczenia i kontynuować ruch, tak jakby była to najbardziej zwyczajna rzecz pod słońcem. Cieszyła się, że Harry nie widzi jej ogromnego rumieńca, ale gdy spojrzała na moment na Neville'a zobaczyła, że uśmiechał się do niej szeroko. Położyła palec drugiej ręki na ustach, a Neville skinął głową i wrócił do jedzenia, choć musiał powstrzymywać wesołość.

Ginny wiedziała, że Harry ma pełne prawo mieć kiepski humor, ale jednocześnie zdawała sobie sprawę, że on musi o siebie zadbać. Niejedzenie przez jeden posiłek mogło być w porządku, ale on jadł mało odkąd został wybrany zawodnikiem i zaczynało to powoli odciskać na nim swoje piętno. Jego oczywiste zadowolenie z masażu dało jej jednak pomysł jak rozwiązać przynajmniej jeden problem.

Wstrzymała swój ruch i delikatnie powiedziała:

- Harry, musisz coś zjeść, by utrzymać siły. Nie musisz jeść wiele, ale zjedz coś, powiedzmy dziesięć kęsów. Jeśli zjesz dla mnie dziesięć kęsów pomasuję ci jeszcze potem plecy, jeśli będziesz chciał.

Nie była pewna jak zareaguje, ale warto było spróbować. Czy zobaczy ją jako kogoś próbującego pomóc, czy jako jeszcze jedną osobę, próbującą zmusić go do robienia czegoś, czego nie chce? Z historii opowiadanych przez lata przez Hermionę wiedziała, że potrafi być niesamowicie uparty.

Ku zdumieniu Ginny Harry powoli się wyprostował i zaczął jeść. Zjadł ponad pół talerza, zanim z powrotem oparł głowę o stół. Uśmiechając się do siebie zaczęła ponownie masować jego plecy, zastanawiając się nad jego problemami. Obróciła się do Neville'a i spytała:

- Naville, masz jakieś pomysły, jak możemy pomóc Harry'emu?

Neville potrząsnął głową

- Przykro mi – powiedział do obojga.

Ginny uśmiechnęła się do niego lekko, wtem zobaczyła że jej bliźniaczy bracia, którzy siedzieli dalej przy stole, podnoszą się szykując się do wyjścia. Nagle do głowy wpadł jej pomysł.

- Mam pomysł i muszę to sprawdzić. Spotkamy się później w pokoju wspólnym.

Zostawiła przyjaciół i przyspieszyła kroku, by złapać swoich braci.

Harry podniósł głowę, by popatrzeć jak odchodzi, potem spojrzał na Neville'a.

- Przykro mi Harry – powiedział Neville. – Też jestem twoim przyjacielem, ale nie pomasuję ci pleców.

Harry parsknął śmiechem.

- Palant.

- Kretyn – obaj się roześmiali, po czym podnieśli się i zaczęli wracać do wieży. Harry z zaskoczeniem stwierdził, że ma znacznie lepszy humor.


Ginny złapała swoich braci, gdy ci docierali do schodów.

- Hej muszę pogadać z wami dwoma.

Fred spojrzał za siebie.

- Słyszałeś coś braciszku?

- Nie, nic. Chodź planować nasz następny figiel – odparł George.

- Moi drodzy bracia. Jeśli dacie mi kilka minut, podam wam pomysł na naprawdę śmieszny figiel kosztem Malfoya.

Bliźniacy zatrzymali się w miejscu i spojrzeli na siebie. Z uśmiechem obrócili się jednocześnie, każdy złapał jedno z ramion Ginny i poprowadzili ją w dół korytarza do tajnego przejścia. Obaj machnęli różdżkami i Ginny wiedział, ze ich rozmowa jest chroniona przed podsłuchiwaniem. Kiedy skończyli spojrzeli na nią wyczekująco.

- Najpierw musicie odpowiedzieć mi na pytanie. Czy wierzycie Harry'emu? Myślicie, że wrzucił swoje imię do Czary czy nie? – Ginny czekała, podczas gdy bliźniacy patrzyli na siebie przez kilka sekund.

- Szczerze? – spytał George. Ginny skinęła głową. – Nie, wątpię, żeby to był on. Jesteśmy na szóstym roku i jeśli nam nie udało się odkryć jak to zrobić, to wątpimy, żeby on zdołał.

- Nie wiemy tylko jak to się stało. Choć założyłbym się, że przekonał kogoś starszego, żeby wrzucił jego imię za niego – powiedział Fred.

- Harry mówi, że tego nie zrobił, Dumbledore mu wierzy – odparła Ginny.

Obaj chłopcy patrzyli na siebie przez dłuższą chwilę, w końcu Fred stwierdził:

- Myślę, że w takim razie mu wierzymy, ale jakie to ma znaczenie?

- Tak, jest w Turnieju – dodał George.

- Dużo by dla niego znaczyło, gdyby wiedział, że ludzie mu wierzą. Moglibyście mu powiedzieć co sądzicie?

- Moglibyśmy, ale co będziemy z tego mieli? – spytał George.

Ginny uśmiechnęła się.

- Dobrą psotę.

- Ooooch – powiedział Fred z upodobaniem. - To jest ten uśmiech „Ginny dostała fajny prezent świąteczny". Co masz na myśli?

- Może publiczną nagość? – podpowiedział George.

Ginny wzdrygnęła się.

- Na wszystkie świętości, nie! – wzięła głęboki oddech, starając się usunąć obraz nagiego Malfoya z głowy i powiedziała:

- Widzieliście te plakietki, które Malfoy zrobił?

Obaj skinęli głową.

- Czy możecie nałożyć czar na drzwi Wielkiej Sali, który spowoduje, że zmienią się plakietki wszystkich, którzy przez nie przejdą?

- To da się zrobić…

- Co konkretnie masz na myśli?

- Możecie zostawić tą część „Popieraj Cedryka Diggory'ego", bo nie chcę by za dużo uwagi skierowało się na Harry'ego, ale zmieńcie „Potter cuchnie" na „Malfoy moczy się w łózku" – wyjaśniła Ginny. – To powinno zawstydzić Malfoya, ale będzie na tyle czyste, by nie wpędzić nikogo w tarapaty.

- To może być całkiem łatwe…

- Ale czy nie lepiej byłoby zmienić to na coś bardziej konkretnego?

- Jasne, byłoby super, gdyby napis głosił „Malfoy kocha Snape'a", ale wówczas Snape byłby w to osobiście zaangażowany, a z nim chcę się policzyć osobno – odpowiedziała im Ginny.

- Ok, możemy to zrobić.

- Tak, to dla dobrej sprawy.

- A kiedy będziesz miała dobry pomysł na Snape'a, przyjdź do nas.

- Ale pamiętaj, że Snape jest trudnym celem dla psot.

- Na pewno – zgodziła się Ginny. – Myślałam o jakimś czarze, który zmuszałby go do mówienia „punkty dla Gryffindoru" zamiast „zabieram punkty Gryffindorowi", ale to byłoby zbyt oczywiste. Potrzebuję czegoś subtelniejszego.

- Tak jak mówisz, siostrzyczko.

- Na kiedy chcesz ten czar na drzwiach?

- Tak szybko jak dacie radę – powiedziała. – Poświęćcie na to dodatkowy dzień albo dwa, jeśli będziecie musieli, bo to się musi udać za pierwszym razem.

Uśmiechnięte trio Weasley'ów ruszyło do pokoju wspólnego, na zmianę rzucając pomysły na psotę wymierzoną w Snape'a.


(czwartek, 9 listopada)

Harry, Hermiona, Ginny i Neville przyszli na kolację z zamiarem szybkiego zjedzenia i udania się do nieużywanej klasy w pobliżu wieży, by poćwiczyć zaklęcia. Ginny podniosła głowę znad jedzenia w samą porę, by zobaczyć małe poruszenie przy stole Ślizgonów. Kiedy miała już spytać Harry'ego czy widzi o co chodzi, jeden z Puchonów przy następnym stole zaczął się śmiać i wskazywać na siebie.

Ten Puchon siedział do niej plecami, ale jego przyjaciel po drugiej stronie stołu przycisnął swoją plakietkę, która zmieniła się z „Popieraj Cedryka Diggory'ego" na „Malfoy to charłak". Niemal wypluła sok, który próbowała właśnie połknąć. Z szerokim uśmiechem szturchnęła Harry'ego, który siedział obok niej i wskazała plakietkę Puchona.

Harry parsknął i zaczął się śmiać, zanim zdążył powiedzieć Hermionie i Neville'owi, którzy siedzieli po przeciwnej stronie stołu, by obrócili się i przyjrzeli plakietce.

- Zastanawiam się jak to się stało.

- Możesz mi podziękować, jeśli chcesz – powiedziała skromnie z lekkim tylko rumieńcem.

Harry popatrzyła na nią.

- Ty to zrobiłaś? – jego głos był cichy, jakby starał się utrzymać rozmowę tylko między nimi, podczas gdy Hermiona chichotała pod nosem, a Neville śmiał się otwarcie.

- Nie osobiście, ale przekonałam parę osób, by zrobili to dla ciebie – wyznała, dopasowując się do jego chęci utrzymania rozmowy niezauważonej.

- Ach, to dlatego powiedzieli mi, że mi wierzą – Harry ponownie szeroko się uśmiechnął. – Jesteś wspaniała Ginny, absolutnie wspaniała.

Pomiędzy jego uśmiechem i zielonymi oczami, wpatrującymi się w nią, miała ochotę się rozpłynąć, albo chwycić jego twarz i całować do utraty tchu. Ta myśl sprawiła, że mocno się zarumieniła i spojrzała zawstydzona w swój talerz.

- Ginny, Ginny – nie mogła spojrzeć mu w oczy. – Ginny, popatrz na mnie, proszę – błagał Harry i położył rękę na jej ramieniu. Nigdy wcześniej jej nie dotykał, więc Ginny uznała, że musi to coś oznaczać. Mając nadzieję na najlepsze wstrzymała oddech i wreszcie spojrzała na niego.

- Dziękuję, nawet nie wiesz ile to dla mnie znaczy – usłyszała. Musiała użyć całej swojej siły woli, by go nie uściskać.

Kiedy wrócił do jedzenia, spojrzała na Hermionę. Jej ciemnowłosa przyjaciółka jedynie się do niej uśmiechnęła.

Wieczorny trening poszedł dobrze, jeśli nie liczyć ciągłych problemów Harry'ego z Zaklęciem Przywołania, jednak w ogólnym rozrachunku stawał się coraz lepszy. Ginny wiedziała, że trudno mu się pogodzić z faktem, że Ron nie odzywa się do niego już ponad tydzień. Rozmawiała z Harrym o tym, radząc mu, by skoncentrował się na przyjaciołach, których ma, zostawiając Rona, by mógł sam rozwiązać swój problem, jakikolwiek by on nie był. Hermiona nie pomagała, próbując ich pogodzić, gdy żaden z nich nie był na to gotowy. Ginny podejrzewała, że nie będzie wybaczenia, dopóki Ron nie przeprosi Harry'ego, za to że nazwał go kłamcą, jak również za nie wierzenie, gdy ten mówił, że nie wrzucił swojego imienia do Czary.


(sobota, 19 listopada)

W sobotę przed pierwszym zadaniem przypadał weekend wyjścia do Hogsmade. W drodze do magicznej wioski Hermiona zaczęła znów pracować nad przegraną sprawą i nie chodziło tu o Skrzaty Domowe.

- Harry, słyszałam, że Ron będzie na obiedzie w Trzech Miotłach. Może byśmy się tam z nim spotkali?

Harry wywrócił oczami.

- Nie – powiedział krótko. Kiedy otworzyła usta, żeby kontynuować, Harry mówił dalej. – Słuchaj, zanim mnie nie przeprosi, nie chcę mieć z nim do czynienia i nie widzę powodu, dla którego to ja pierwszy miałbym iść do niego.

- Ma rację, Hermiono. Ron był ostatnio dużo gorszym kretynem niż zazwyczaj, a ja coś o tym wiem – powiedziała Ginny.

- Zgadzam się – dodał cicho Neville. – Hermiono, gdybyś mogła usłyszeć pewne rzeczy, które wygaduje w dormitorium, to nie sądzę, żebyś była dla niego taka miła. Na początku zastanawiałem się trochę nad tą wrogością, ale już przestałem. Ron w ogóle nie zachowuje się jak przyjaciel. Jestem tylko zadowolony, że zamyka się kiedy Harry jest w pobliżu.

Hermiona westchnęła.

- Cóż Harry, czy byłbyś ze mnie niezadowolony, gdybym zjadła obiad z Ronem?

- Wiem, że byłaś na niego zła i przestałaś mu pomagać z jego pracą domową. Przeprosił cię? – spytał Harry, zastanawiając się czy Ron przeprosił Hermionę, a jego nie.

Hermiona westchnęła.

- Nie. Spróbowałam wybaczyć mu, by nie zrujnować naszej przyjaźni, ale nie będę mu pomagać w pracy domowej, póki nie przeprosi za to, co do mnie powiedział.

- To jest pomiędzy wami dwojgiem. Chcesz iść, idź – powiedział Harry. – Jest twoim przyjacielem, a ty możesz jeść sobie obiad z kim chcesz. Chcę tylko, żebyś nie próbowała zmusić mnie do bycia jego przyjacielem.

- Dzięki Harry – powiedziała. Weszli do miasteczka. Hermiona rozpromieniła się, gdy zobaczyła ogłoszenie. – Patrzcie! Mają wyprzedaż piór. Chodźmy! – ruszyła bardzo szybkim krokiem, prowadząc całą czwórkę do pierwszego sklepu.

Pozostała trójka roześmiała się cicho. Harry nie miał nic przeciwko pójściu do tego sklepu, w przeciwieństwie do Rona. To sprawiło, że ponownie zaczął się zastanawiać nad swoimi przyjaźniami. Pochłonięty myślami wziął paczkę tuzina piór i nieco pergaminu. Ostatnio potrzebował dużo pergaminu do pracy domowej. Kiedy płacił za zakupy, poczuł jak Ginny ciągnie go za rękaw, by zwrócić jego uwagę.

- Harry, co się stało? Wyglądasz na zagubionego.

Neville płacił za swoje zakupy jako ostatni, więc Harry wykorzystał tę chwilę, by jej odpowiedzieć:

- Myślę że parę minut temu przeżyłem osobiste objawienie i wciąż staram się to ogarnąć.

- Masz ochotę się podzielić? – spytała rudowłosa dziewczyna, jednocześnie wychodząc ze sklepu na chłodne listopadowe powietrze. Zanim zdążył odpowiedzieć Hermiona i Neville podeszli do nich.

- Harry – zawołała go Hermiona. – Nie masz nic przeciwko, żebym teraz poszła spotkać się z Ronem?

- Hermiono, możesz robić co tylko chcesz, nie musisz się mnie pytać o pozwolenie. Jesteś moją przyjaciółką, a ja twoim przyjacielem, nieważne co się stanie, w porządku?

Hermiona obdarzyła go pięknym uśmiechem i skinęła szybko głową.

- Dzięki Harry, dojdę do was później.

Gdy Hermiona zaczęła odchodzić, Neville odwrócił się do Harry'ego

- Myślę, że pójdę z nią. Nie chcę, żeby stawiała temu czoła sama.

Harry uśmiechną się do jego oddalających się pleców.

- To jest interesujące.

- Jest – zgodziła się Ginny. – Hej, chcesz tam usiąść na chwilę? Ta ławka wygląda, jakby była osłonięta od wiatru.

Harry wzruszył ramionami na znak, że nie ma nic przeciwko i poszedł za nią.

- Tak, tu jest lepiej. Więc Harry, co to było za objawienie?

Harry patrzyła na nią przez moment, jakby zastanawiał się czy chce się z nią tym podzielić czy nie. Biorąc pod uwagę, jak dużo zdradził jej przez te ostatnie kilka tygodni od uczty w Halloween, zdecydował, że może równie dobrze podzielić się i tą sprawą.

- Mówię ci to tylko dlatego, że jesteś bliską przyjaciółką, rozumiesz?

Ginny skinęła głową.

- Zatrzymam to dla siebie, obiecuję.

- Przyszło mi do głowy, że nie miałem nic przeciwko pójściu z Hermioną do sklepu z piórami, w przeciwieństwie do Rona, który zacząłby się kłócić i oczekiwałby po mnie, że go wesprę. To sprawiło, że zacząłem się zastanawiać nad wpływem, jaki mają na mnie moi przyjaciele. Słyszałem, że można dużo powiedzieć o człowieku znając jego przyjaciół.

- Ja też to słyszałam – powiedziała Ginny.

- Cóż, ostatnio zwracam większą uwagę na rady, których udziela mi Hermiona, łącznie z tymi tradycyjnymi, dotyczącymi pracy domowej. I wiesz co, moje oceny się poprawiły i radzę sobie też trochę lepiej na lekcjach. Zacząłem lepiej poznawać Neville'a i lubię go, myślę że może być bardzo dobrym przyjacielem. Jego wiara w siebie zaczyna się poprawiać, a to zmienia go w bardzo dobrym kierunku.

Ginny potakiwała, w miarę jak przytaczał kolejne argumenty.

- Zgadzam się. Neville wychodzi ze swojej skorupy. Jego oceny też się poprawiają, jakbyś nie zauważył – wskazała.

Harry uśmiechnął się.

- Zauważyłem. To coś co omawialiśmy ostatnio z Nevillem przy okazji gry w szachy. Lubię z nim w to grać i myślę że to dlatego, że nie bierze tej gry tak serio i jest ona dużo bardziej wyrównana. Z Ronem grałem tylko by spędzić jakoś czas, nigdy nie lubiłem samej gry.

Ginny zaśmiała się lekko.

- Harry, nikt nie lubi grać w szachy z Ronem.

- Tak przypuszczam. I wreszcie jesteś ty, Ginny – Harry zauważył, że Ginny lekko zadrżała, ale zorientował się, że to prawdopodobnie przez zimny wiatr hulający po miasteczku. – Jesteś najbardziej zaskakującą przyjaciółką z nich wszystkich. Na początku nie wiedziałem czego się po tobie spodziewać, ale pomogłaś mi bardziej niż sobie wyobrażałem. Tylko rozmowa z tobą, tak jak teraz, naprawdę mi pomaga – Harry nie był pewien czy chce kontynuować, ale zorientował się, że nie może przestać. – W jakiś sposób mnie uspokajasz i sprawiasz, że czuję się lepiej. Biorąc pod uwagę wszystko z czym muszę sobie radzić i jak… jak głodny przyjaźni jestem czasami, znaczy to dla mnie bardzo dużo, nawet nie wiesz jak bardzo.

Ginny miała ochotę odlecieć. Kiedy nic nie mówił przez kilka chwil, zorientowała się, że musi coś odpowiedzieć.

- I to wszystko, bo Ron zaczął się zachowywać jak kretyn i zostawił cię samego?

- Tak – powiedział przygnębiony. – To właśnie w tym najsmutniejsze. Przestaję się zadawać z kimś, kogo uważałem za najlepszego kumpla i moje życie się poprawia. To jest takie niewłaściwe, że nie wiem co robić.

Ginny zastanawiała się przez chwilę. Widziała o co mu chodzi, ale czuła, że jako przyjaciółka musi coś powiedzieć.

- Harry, proszę cię, nie myśl tak o tym. Twój najlepszy przyjaciel, przynajmniej za takiego go uważałeś, zostawił cię i nie masz do czynienia z jego dziecinnymi i infantylnymi zachowaniami. To pozwoliło ci dorosnąć i stać się lepszym człowiekiem – wiedziała, że jej słowa nie są specjalnie pocieszające, ale miała nadzieję, że gdy Harry się nad nimi zastanowi zrozumie wszystko nieco lepiej. – Harry, kocham mojego brata, bo jest moim bratem, ale mogę ci powiedzieć, że zdecydowanie za często zachowuje się jak pięciolatek. Kiedy Ron jakoś dorośnie, znów będzie twoim przyjacielem, a ja wiem, że go przyjmiesz z powrotem. Ale tak jak powiedziałeś Hermionie, by jadła obiad z kim chce, musisz pozwolić mu robić to, na co ma ochotę. Jeśli to oznacza, że opuści cię na trochę, niech tak będzie. I nic co się z tego powodu dzieje nie jest twoją winą. Możesz cieszyć się życiem, naprawdę, więc się nim ciesz.

Harry spojrzał na nią z uwagą.

- Jesteś pewna, że masz tylko trzynaście lat?

Ginny spuściła wzrok.

- Nie, mam znacznie więcej niż trzynaście lat, głównie przez moją głupotę.

- Nie! – gorąco zaprzeczył. Podniosła na niego wzrok. – Nie – powiedział delikatniej. – To nie była twoja wina i nie byłaś głupia. Też musiałem z nim walczyć i był silny. Ty byłaś silna, opierając mu się tak długo. Nie powinniśmy cię ignorować, wtedy nie chciałabyś spędzać tyle czasu z tym cholernym pamiętnikiem.

- Dzięki jeszcze raz – powiedziała cicho.

- Zawsze, Ginny, zawsze. Wiesz, łatwo nam wszystkim zapomnieć o efekcie, jaki wywarł na tobie ten rok, ale ty nigdy nie możesz zapomnieć, prawda? Rozumiesz go i masz jego wiedzę.

Skinęła głową bez słowa. Myślenie o tym roku załamywało ją. Nie była pewna, jak właściwie do tego dotarli, ale wiedziała, że chce zmienić temat. Wówczas poczuła rękę wokół swoich ramion, która na chwilę przyciągnęła ją do niego, by po chwili puścić. Spojrzała na niego i zobaczyła lekki uśmiech.

- Wyglądałaś jakbyś potrzebowała, żeby ktoś cię przytulił. Twojej mamy nie było, więc uznałem, że spada to na mnie.

To rozgrzało ją, jak nic nigdy wcześniej.

- Dzięki Harry. Nie wiesz ile to dla mnie znaczy.

- Nie ma sprawy. Myślę, że jesteśmy kwita, każde z nas pomaga drugiemu jak tylko możemy. Co powiesz na obiad? Może znajdziemy gdzieś jakiś mały stolik? – zasugerował Harry.

Skinęła głową i zaczęli powoli iść w stronę Trzech Mioteł. Po drodze wpadli na Hagrida. Po powitaniu gigant pochylił się, by porozmawiać z nimi po cichu.

- Harry, możesz wpaść do mojego domu, coby nikt cię nie widział?

Harry skinął głową.

- To przyjdź o północy. Mam cosik co chce ci pokazać, bardzo ważne coś.

Wyprostował się i odszedł bez słowa. Ginny spojrzała na Harrego, który odpowiedział jej takim samym spojrzeniem. Wzruszyli ramionami w tej samej chwili i roześmiali się lekko.

Ginny weszła za Harrym do Trzech Mioteł, gdzie znaleźli mały stolik i zjedli przyjemny obiad. Kiedy skończyli jeść i rozmawiać o drużynach Quidditcha z całego kraju, wyszli z baru razem z Nevillem i Hermioną. Cała czwórka spędziła przyjemne popołudnie spacerując po wiosce.

Harry szybko zauważył, że Hermiona nie jest tak pogodna jak zwykle, ale zdecydował się ją o to spytać dopiero, gdy wracali do zamku.

- Hermiono, co się stało? Byłaś bardzo cicha całe popołudnie.

Spojrzała na niego ostrożnie.

- Nie jestem pewna czy chcesz wiedzieć – powiedziała mu ze smutkiem w głosie.

- Spróbuj – odparł, zanim zauważył dziwną minę Neville'a. – Co jest?

W końcu Hermiona westchnęła.

- Usłyszeliśmy coś przy obiedzie. Przepraszam, ze wątpiłam w to co mówisz, Harry. Zapytałam Rona, co o tobie myśli, bo byłam pewna, że brakuje mu ciebie tak samo, jak tobie jego, mówił mi to wcześniej. Ale teraz nie jestem pewna i przykro mi, że wasza przyjaźń jest w takim stanie.

Harry uśmiechnął się nieco wymuszonym uśmiechem.

- W porządku Hermiono. My z Ginny też rozmawialiśmy o przyjaźniach przy obiedzie i myślę, że w tej chwili jest mi lepiej bez wpływu Rona i może was też to dotyczy. Zgadzam się z tobą, to przykre, ale jak zauważyła Ginny, my dorastamy, a on nie.

Neville i Hermiona spojrzeli na niego, potem na Ginny.

- To naprawdę mądre Ginny – powiedziała Hermiona, po czym odwróciła się do Harry'ego. – A gdyby Ron dorósł byłbyś znowu jego przyjacielem?

Szli przez kilka sekund, zanim Harry odpowiedział:

- Tak myślę. Ale wątpię, żeby był jednym z najbliższych przyjaciół, przynajmniej nie w najbliższym czasie. Chyba lubi spędzać czas z Deanem i Seamusem, więc będę traktował go jak ich: kolegów, ale nie kogoś z kim starałbym się spędzać wolny czas.

- Rozumiem – powiedziała Hermiona. Zbliżali się do zamku. – Rozumiem twoje uczucia i smutek, ale nie zrezygnuję z żadnego z was.

Harry nie był pewien co na to odpowiedzieć, więc nic nie mówił, gdy szli prosto na kolację.


(niedziela, 20 listopada)

Czwórka siedział na końcu długiego stołu Gryfonów, jedząc wczesne śniadanie. W pobliżu nie było nikogo i dokładnie o to chodziło Harry'emu.

- Nie uwierzycie co widziałem zeszłej nocy – wiedząc, że był u Hagrida, pozostali spojrzeli na niego pytająco. – Smoki – powiedział cicho.

- Smo… - pisnęła Ginny, zanim Harry położył dłoń na jej ustach.

- Ćśśś, tak smoki – potwierdził szeptem. – Był tam też twój brat Charlie. W każdym razie to jest pierwsze zadanie. Chyba musimy coś od nich wyciągnąć.

Ginny zbladła, Hermiona zamilkła, a Neville wypuścił widelec, którego upadek odbił się głośnym echem w nagle zapadłej ciszy.

- Musimy poszukać informacji o smokach i jak sobie z nimi radzić – powiedziała w końcu Hermiona.

- W tej sprawie cię popieram – zgodził się gwałtownie Harry. – Rozmawiałem z Syriuszem ubiegłej nocy i on powiedział, że jest łatwy sposób, ale Ron zszedł na dół i przerwał rozmowę, więc Syriusz nie zdążył mi go powiedzieć – Harry zdawał sobie sprawę, że przy końcu brzmiał jadowicie, ale nie mógł nic na to poradzić.

Neville mruknął coś pod nosem, a Ginny stwierdziła:

- Okropny palant, nie brat…

Harry położył jej delikatnie rękę na ramieniu, przerywając tyradę. Choć nie udało mu się wykrzesać ciepła w głosie, zdołał pozbyć się goryczy.

- Też byłem zły, ale jak się nad tym zastanowiłem, muszę przyznać, że to nie jego wina. Nie miał pojęcia w czym przeszkadza, a ja musiałbym przerwać rozmowę niezależnie kto wchodziłby do pokoju. To po prostu pech, że to był Ron.

Hermiona spojrzała na niego z uniesionymi brwiami.

- To bardzo dojrzale z twojej strony.

- Możesz być pewna, że to nie było to co myślałem w tamtej chwili.

Cichy śmiech Ginny wywołał uśmiech na wszystkich twarzach, a Harry był zadowolony, że już nie wścieka się na Rona. Chociaż był naprawdę wkurzony, gdy Ron wszedł do pokoju wspólnego, bezsenna noc spędzona na rozmyślaniach uświadomiła mu, że to nie była tylko wina jego byłego przyjaciela.

- Co jeszcze powiedział Syriusz? – spytała Hermiona.

Harry przekazał im co Syriusz powiedział o Karkarowie, byłym Śmierciożercy. Co gorsza, Harry dowiedział się, że Berta Jorkins wiedziała wszystko o turnieju i zniknęła, więc Voldemort prawdopodobnie z góry znał wszystkie zadania i mógł zastawiać pułapkę. Jego przyjaciele słuchali zamyśleni, ale nic konkretnego nie mówili. Harry odwrócił się do rudowłosej dziewczyny u jego boku.

- Ginny, kiedy patrzyłem na smoki, usłyszałem jak Charlie mówi, że twoja mama wierzy w te wszystkie artykuły w „Proroku Codziennym" – przerwał mając nadzieję, że Ginny zorientuje się o co chodzi. Nie zawiódł się.

- O nie – potrząsnęła głową. – Napiszę do niej i spróbuję to wyprostować. Może zrobię to, kiedy wy będziecie czytać o smokach.

- Przepraszam, nie mogę – powiedział Neville. – Nie skończyłem eseju na Snape'a.

- Nie ma sprawy. Hermiona i ja poradzimy sobie – odparł Harry. Skończyli już jeść, więc wszyscy rozeszli się do swoich zadań.

Harry i Hermiona rozłożyli przed sobą pół tuzina ksiąg o smokach. Gdy brali się za czytanie, wskazała Harry'emu na Wiktora Kruma, który intensywnie ich obserwował. Czując się niepewnie, Harry zasugerował, żeby wypożyczyła książki, które przejrzą w spokoju w pokoju wspólnym. Harry'emu i, sądząc po jej minie, Hermionie ulżyło, gdy w końcu poszli do wieży niosąc książki.


Od autora: Muszę się przyznać, że pożyczyłem jedną linijkę z opowiadania Sovrana „Meaning of One" i zmieniłem ją lekko, by pasowała do tej historii i nie wyglądała jakbym go plagiatował. To był tak dobry tekst, że utkwił mi w pamięci, gdy przeczytałem go kilka miesięcy temu. Dzięki za pozwolenie, Dave.