Rozdział czternasty Alchemy (1)

Written by: The Black Arrow

Translated by: Eileen &

Beta: chochlica1 & Majj_

al - che - mia (rzeczownik)

1 : średniowieczna nauka z dziedziny chemii oraz oparta na spekulacjach filozofia dążąca do umiejętnej transmutacji podstawowych metali nieszlachetnych w złoto, odkrycia uniwersalnej metody leczenia chorób, a także znalezienia sposobu przedłużenia ludzkiego życia na czas nieokreślony.
2 : moc albo proces przeobrażania czegoś pospolitego w coś wyjątkowego.
3 : niezrozumiała lub owiana tajemnicą przemiana.

***

Cienie zalegające przy powierzchni ziemi przemieściły się w kierunku wstającego na horyzoncie świtu. Mrok oddalał się niczym oceaniczny odpływ, a zwiewne światło rozbłysło delikatnym blaskiem tuż przy linii widnokręgu. Tymczasem dwa śnieżne, szare gołębie przycupnęły na kamiennym parapecie poniżej płonącego przytłumionym złotem sześcianu okna. Przytulone do siebie pod wpływem chłodu ptaki wpatrywały się niewidzącym wzrokiem w rozciągający się poniżej nich świat, a ich maleńkie, tykające serduszka zostały skryte pod mało istotną warstwą piór.

Ich zmysły nie zarejestrowały żadnego dźwięku czy też ruchu, który byłby w stanie przykuć ich uwagę, dlatego też siedziały bezczynnie, uosabiając jedynie żyjące ornamenty widniejące na gzymsie kominka pod zasłonami, które już wkrótce, gdy pierwsze strugi światła przekradną się przez żelazisto szare niebo, zajaśnieją na brązowo.

Odbicie każdego z nich odzwierciedlało się w tęczówce drugiego.

Przygarbiona czarna wrona przyglądała się gołębiom, trzymając się potłuczonego, pokrytego pleśnią kamienia ulokowanego w narożniku dachu. Jej zmierzwione pierze błyszczało na niebiesko w pierwszych słabych promieniach słońca, kiedy ona sama obserwowała ptaki swymi onyksowymi oczyma, kłapiąc emanującym okrucieństwem dziobem. Odwróciła głowę, czyniąc to z pełnym chłodu automatyzmem i zwolniła uścisk szponów, aby po chwili zatoczyć tułowiem pełny okrąg tak, by zwrócić się ku parze gołębi bez najmniejszego włożonego w tę czynność wysiłku.

Ptaszysko przypatrywało się tej dwójce, aż wreszcie zwierzęta poderwały się spłoszone z miejsca, rozpierzchając się w dwóch przeciwnych kierunkach.

Wrona zlękła się odrobinę własnego poszarpanego odbicia, sięgając ku niemu pazurami, po czym odchyliła się gwałtownie w drugą stronę, uderzając dziobem w szybę. Dźwięk spektakularnego stukotu okazał się jedynym zdolnym zakłócić niewzburzony spokój uśpionych ogrodów oraz skał.

Ptak wycofał się do swojej ustronnej, oddalonej od świata zewnętrznego warowni, wyczekując słabego, ciepłego zapomnienia przynoszonego przez słońce. Gołębie przywarły do siebie pod okapem.

Za warstwą uformowaną ze złota oraz szkła Bella przerwała pod wpływem odgłosu kontakt wzrokowy z Edwardem, uciekając wzrokiem w kierunku okna, czym sprawiła, że powstrzymywany przez miedzianowłosego oddech opuścił jego ciało w postaci niskiego, kontrolowanego syku.

Chłopak przyglądał się, jak na czole dziewczyny wystąpiła zmarszczka, chwytając w płuca kolejną solidną porcję powietrza i smakując jej zapachu. Tymczasem brunetka odwróciła się ponownie w jego stronę, a on sam zmierzył się z ciężarem jej spojrzenia. Panna Swan kołysała się nieznacznie, ułożywszy kolana po zewnętrznej stronie ud Cullena. Jej sukienka podwinęła się w taki sposób, że miedzianowłosy zamarzył nagle o tym, aby znaleźć się w nastroju, by to docenić. Bella chwyciła jego obojczyk przez warstwy tkaniny, a jej dłoń wydawała się tak ciężka, jakby dziewczyna przypierała go do materaca.

Ostre krawędzie zębów chłopaka zwarły się ze sobą, unieruchamiając mięśnie jego szczęki. Potrzeba tlenu stała się nagle zbyt trywialna, a płuca Edwarda zostały pozbawione płynącej z rozkoszowania się nim satysfakcji. Cisza wystawiała na próbę jego cierpliwość. Całkiem jakby zawleczono go tysiąc stóp pod szklaną powierzchnię wody, młody Cullen poczuł ciśnienie rozsadzające od środka jego kości; ciężar przypierający jego głowę oraz ramiona. Miedzianowłosy opierał się żądzy sięgnięcia rękoma ku pannie Swan.

Pragnienie okazało się niezwykle silne. Maleńkie świetlne punkciki dostrzegalne w przypominających szlachetne kamienie – topazy lub obsydiany – oczach brunetki sprawiły, że chłopak zapragnął stawić jej opór, sięgnąć pod tę powierzchnię, zakotwiczając się w niej lub będąc zakotwiczonym.

Edward marzył o tym, aby Bella dostrzegła prawdę; by wybrała jego. Jednak zamiast tego zmusił się do czekania na przyparcie do ziemi.

Lub na zostanie zepchniętym jeszcze głębiej.

Panna Swan nieśpiesznie zlustrowała wzrokiem przypominające boleśnie naprężoną maskę oblicze przystojnego Cullena. Dziewczyna zmrużyła delikatnie powieki, zastanawiając się nad tym, kim naprawdę był miedzianowłosy. Dumała nad faktem, iż osoba, którą sądziła, że znała, oddalała się od niej coraz bardziej. Nie podobało jej się to ani trochę. Jeśli nie umiała rozgryźć Edwarda, kogo zatem zrozumie? Bez wątpienia nie samą siebie.

Uniosła z roztargnieniem dłoń chłopaka, która leżała zwinięta na łóżku i zwrócona nasadą ku górze. Czoło brunetki zmarszczyło się pod wpływem tego widoku – linia życia, linia serca, linia przeznaczenia – wszystkie głębokie, biegnące tuż obok siebie a przebijające jego skórę na wylot jeszcze zanim on sam się urodził.

Która to linia przeznaczenia? Dziewczyna nigdy nie potrafiła tego zapamiętać. Esme byłaby w stanie doradzić jej w tej kwestii.

Dzierżysz w rękach mapę" – powiedziała swego czasu matka chrzestna, a jej piękne oczy sprawiały wrażenie nienaturalnie pociemniałych. – „Ona zawsze znajduje się przy tobie, a zatem w każdej sytuacji wiesz, którą ścieżkę wybrać."

Bella zamrugała powiekami pod wpływem wkradającego się pod nie przytłumionego światła, zwalczając w sobie pragnienie, aby odwrócić własną dłoń nasadą ku górze tak, by porównać układ zdobiących ją linii z tymi dostrzegalnymi u Edwarda.

Panna Swan podążała wzdłuż wklęsłości, nim te nie zbiegły się pod opuszkiem jej palca. Dziewczyna wychyliła się w bok, aby wyłączyć lampę, ponieważ rzucany przez nią blask ranił dotkliwie jej oczy. Wnętrze pomieszczenia pociemniało, przyjmując odcień stopu cyny z ołowiem. Brunetka ucieszyła się z tego, iż została skryta pod powłoką uformowaną z chłodnego światła.

Uświadomiła sobie, iż Cullen nie oddycha, co sprawiło, iż dotkliwy smutek przepełnił jej jestestwo, łagodząc nagle irytację, jaką względem niego odczuwała. Panna Swan opuściła głowę, aby złożyć na jego dłoni pocałunek. Zorientowała się, iż jego ciało nabrzmiało, kiedy on sam nabierał głęboki, zdesperowany oddech. Zwolniła uścisk swoich rąk, a koniuszki jej palców podjęły wędrówkę wzdłuż zaciśniętych w sznury ścięgien przedramion Edwarda.

Bella opadła powoli na kolana chłopaka, nie będąc dłużej zdolną ufać w to, że jej własne podtrzymają jej ciężar.

Obejrzane wcześniej fotografie a także usłyszane dopiero co słowa przemknęły jej żyłami niczym białe tasiemki oraz czarne motyle.

Młody Cullen wciąż siedział pasywnie w jednym miejscu, nie sięgając ramionami w stronę panny Swan. Dolna warga miedzianowłosego utkwiła pomiędzy jego zębami, a zmarszczka widniejąca na czole pogłębiła się.

Brunetka uświadomiła sobie, że Edward czeka na to, aż to ona zabierze głos. Mężczyzna sprawiał wrażenie, jakby wyczekiwał na coś zbliżonego do sygnału lub podjętej decyzji. Co Bella mogłaby mu powiedzieć?

Dziewczyna zamknęła oczy i spłoszyła się pod wpływem jawiącego się w jej umyśle wyrazu wybór. W tym samym momencie drut kolczasty utworzony z poczucia winy zacisnął się wokół niej, jako że słowo Michael zabłysło tam niczym jaśniejący w oddali neon zwiastujący rychły wjazd do Vegas. Panna Swan zboczyła jednak z tego toru, aby sprawdzić zakazaną, zacienioną ścieżkę z towarzyszącymi jej: połamanym płotem, ścianą porośniętą winoroślami oraz drzwiami z zardzewiałym, metalowym zamkiem znamionującymi uniesienie lub kompletne emocjonalne spustoszenie.

W dole tej dróżki, ułożone pomiędzy roztrzaskanymi skałami znajdowało się inne słowo…

Moc.

Brunetka przeszła ostrożnie w swym umyśle ponad tym wyrazem, a poskręcany materiał sukienki chronił jej skórę przed Edwardem tak, że ona sama była wdzięczna za tę prywatność.

Bella czuła ulokowane pod nią jego ciało – mięsień oraz zaokrągloną, odstającą kość – a także ciężar jego sylwetki napierającej na materac. Dziewczyna podjęła próbę naciągnięcia kreacji niżej na swoje uda, spostrzegając, jak spojrzenie miedzianowłosego ześlizguje się automatycznie w dół. Oddech panny Swan uwiązł w gardle pod wpływem jawiącej się w tęczówkach Cullena powściągliwości. Jego oczy toczyły walkę z emanującą z nich iskrą zezwierzęcenia skrytą jak dotąd gdzieś w leśnej głuszy.

Chłopak pochwycił spojrzenie brunetki, uparcie zaciskając mięśnie szczęki, po czym odwrócił wzrok. Bellę zaskoczyło odczuwane w tym momencie lekkie zniecierpliwienie, a zatem zmrużyła powieki, rozważając zachowanie Edwarda.

Posiadanie klucza w dłoni było jednym. Użycie go – czymś kompletnie różnym.

To, na co panna Swan okazała się nieprzygotowana, to napływ adrenaliny buzującej teraz w jej krwi.

Trucizna. Eliksir.

Dziewczyna pochyliła się w kierunku ucha miedzianowłosego, aby przetestować zamek.

– I co ja mam z tym zrobić?

Ciało młodego Cullena napięło się, a jego oczy przesłoniła mgła.

– Wygląda na to, że mogę uczynić, co mi się żywnie podoba… – Bella oparła swoje czoło na jego własnym, dzieląc się z nim jednym z zapomnianych zachowań z ich dzieciństwa i usadawiając się nieco wygodniej na kolanach chłopaka.

Brunetka ułożyła nadgarstki na szczątkach stanowiących kiedyś jego koszulę, rozkoszując się ewidentnym dowodem jego narastającego pod nią podniecenia. Znienawidziła się za to, co robi, niezdolna była jednak teraz przestać.

– Dysponuję wszystkim, czego potrzebuję. – Dziewczyna eksperymentalnie przybliżyła swoje rozwarte usta ku tym należącym do Cullena.

Miedzianowłosy oblizał dolną wargę, a jego buzia otworzyła się tak, że gorący oddech skąpał twarz Belli.

– Och, ach – skarciła go łagodnie. – Nie możesz pocałować mnie, zanim nie uczynię tego pierwsza. – Panna Swan odsunęła się od niego dokładnie na czas, nim wspomnienie jej całującej jego, podczas gdy spał, nie przesunęło się w jej pamięci.

Uśmiech zatańczył w kącikach ust brunetki, kiedy ona sama przeciągnęła się leniwie.

Z oblicza Edwarda biła złowieszcza żądza, jednak chłopak trwał uparcie w bezruchu. Dziewczyna schyliła się, aby znaleźć się jeszcze bliżej niego tak, by wdychać bijące od niego gorąco oraz zapach mięty. Zauważyła kątem oka, jak dłonie Cullena powoli zaciskają się w pięści na okryciach.

– Przyznaj to – powiedziała, pozwalając, aby jej włosy opadły naprzód, po czym zbliżyła twarz do jego szyi tak, że przed kontaktem cielesnym dzieliła ich odległość mniejsza niż ułamek cala. – Nie kontrolujesz tego. – Cofnęła się. – To ja mam władzę.

Miedzianowłosy spojrzał na nią gniewnie.

– Wystawiasz na próbę swój fart.

Dziewczyna zmarszczyła brwi w reakcji na przejaw jego gwałtownego temperamentu.

– Po prostu staram się zrozumieć informację, jaką się ze mną podzieliłeś, podejrzewając, że ty sam mi tego nie wyjaśnisz – brunetka przerwała swoją wypowiedź, rozważając własne słowa. – Pragnę odpowiedzi.

Panna Swan wychyliła się odrobinę w tył tak, aby strząsnąć swoje włosy na plecy. Odpięła kolczyki, układając je ostrożnie na stoliku nocnym Cullena. Następnie otarła się udem o jego sztywnego członka.

Zaczerpnięty przez Edwarda gwałtowny oddech sprawił, że żołądek Belli skręcił się z niecierpliwości.

– Istnieje tylko jedno wytłumaczenie dla tej sytuacji. Nie możesz skłamać w tej kwestii. – Dziewczyna uniosła brew w rozbawieniu.

– Postępujesz względem mnie okrutnie – odpowiedział chłopak zdawkowo. – Nie jestem zabawką. – Kiedy to mówił, jego wargi powędrowały nieznacznie ku górze tuż przy kąciku ust.

Brunetka uświadomiła sobie, iż Cullen użył jej własnych słów z dnia wcześniejszego.

– Nie odpowiada ci smak twojego najlepszego lekarstwa, nieprawdaż? – odparowała panna Swan, poprawiając jego kołnierzyk.

Edward uśmiechnął się w reakcji na tę kwaśną potyczkę słowną, a jego zęby zabłysły w przytłumionym, surowym świetle. Bella stłumiła w sobie pragnienie, aby się wycofać. Tymczasem miedzianowłosy ułożył głowę na zagłówku łóżka.

Dziewczyna grała w niebezpieczną grę. Wyraz twarzy Cullena miał w sobie coś z drapieżnego kota, gdy on sam podjął próbę, aby się jej postawić.

– Pozwól, że ujmę to inaczej. Nie jestem zabawką z rodzaju tych, które możesz cisnąć w kąt, kiedy już się nią znudzisz. – Wzrok Edwarda spoczął na buzi panny Swan. – Będę twoją ulubioną zabawką. – Chłopak wychylił się delikatnie w przód, wdychając w siebie zapach jej splątanych włosów. – Pragnę spać w twoim łóżku i być zabieranym, gdziekolwiek się udasz... – Jego chropowaty, pełen przekory głos wyprawiał zbereźne rzeczy z bielizną Belli. Brunetka przygotowała się wewnętrznie na tę niegrzeczną niewinność bijącą z jego oczu, kiedy on sam wyszeptał: – Albo może to ja wezmę cię tam, gdzie się wybiorę… – Miedzianowłosy raz jeszcze zlustrował spojrzeniem dojrzałe krzywizny jej sylwetki.

– Zabiorę cię do każdego z możliwych do wyobrażenia miejsc – dodał, wsuwając sobie dłonie nonszalancko do kieszeni.

Fraktura jego spodni na tle wrażliwych na dotyk opuszków palców okazała się widokiem praktycznie zbyt ciężkim do zniesienia.

– Ciśniesz mnie w kąt, gdy tylko ci się znudzę – wymamrotała panna Swan z wyczuwalną w głosie urazą, pesząc się pod wpływem wypowiedzianych przez niego słów.

Nagle dziewczyna poczuła się zbyt słabo mentalnie wyposażona na to, aby grać z nim w tę grę. Bella wykonała ruch z zamiarem zsunięcia się z jego kolan, ale wtedy jedna z jego rąk wyłoniła się z kieszeni spodni i pojedynczy opuszek palca spoczął na jej nagim kolanie.

– Postępowałem w stosunku do ciebie zbyt beztrosko, kiedy byliśmy dziećmi. – Przystojny Cullen pochwycił spojrzenie brunetki. – Ale przyswoiłem sobie tę lekcję. Nie zamierzam popełnić ponownie tych samych błędów.

Wzrok panny Swan przyciągnęła pozabliźniana skóra Edwarda, która wyłoniła się spod ubrania, gdy ten sięgnął dłonią, aby przeczesać włosy.

Bella obdarzyła go śmiercionośnym spojrzeniem.

– Próbujesz rozproszyć moją uwagę.

– To działa – powiedział miedzianowłosy z pewnością siebie, dostrzegając malujące się wyraziście pod jej sukienką sutki.

Nagle zaschło mu w gardle.

– Zawsze uciekasz się do podobnego działania, kiedy znajdę się za blisko jakiegoś rozwiązania – stwierdziła brunetka, kierując jedną z dłoni ku poranionej skórze na jego boku. – Edwardzie, jak się tego dorobiłeś?

Chłopak westchnął, przymykając powieki i trwał w tym stanie przez dłuższy czas zmęczony i słaby z racji tego, że odkrył się przez panną Swan w tak znaczącym stopniu.

– IED (2) – powiedział wreszcie monosylabicznie. Pod wpływem widniejącej na jej czole zmarszczki sprostował swą wypowiedź: – Mina lądowa.

Kiedy to mówił, Bella ponownie podniosła rękę Cullena i bez namysłu przycisnęła ją do swoich własnych żeber. Uniosła jego marynarkę oraz koszulę, aby zbadać przebieg blizny. Schyliła się, aby przyjrzeć się szramie w przytłumionym świetle. Nareszcie mogła śledzić każdy z punktów układających się w pofalowany kształt tam, gdzie dosięgło go pole rażenia pocisku.

– Kiedy? – Brunetka liczyła każdą z linii formujących znamię, próbując je ze sobą zsumować, nim wreszcie nie straciła rachuby, a oddech miedzianowłosego nie owionął jej karku.

Edward zrobił niewielki unik od kontynuowanej przez dziewczynę eksploracji, a mimo to przycisnął swoją własną dłoń gwałtowniej do jej ciała. Bijące od niego ciepło porażało skórę panny Swan przez materiał jej sukienki.

– Mniej więcej siedem miesięcy temu. W trakcie mojego drugiego pobytu w Afganistanie. – Cullen leciutko uszczypnął Bellę, podążając za delikatnym zarysem odznaczających się pod kreacją kości. – Zostałem rażony wybuchem, kiedy wykonywałem rutynowe ujęcia wojskowego personelu. Włóczyliśmy się wzdłuż poboczy dróg wraz z paroma chłopakami i siła eksplozji dosięgła nas w chwili, gdy przejechał przez minę jeden z naszych pojazdów. – Miedzianowłosy cieszył się, iż panna Swan pochyla się w jego stronę, śledząc przebieg blizny ciągnącej się praktycznie aż do kręgosłupa tak, że oni sami znaleźli się w pół uścisku.

Edward nie chciał nadawać swojemu spojrzeniu innego wyrazu niż ten, który nadawał mu teraz.

– Ładunek ukryto w zwierzęcej padlinie – dodał, by podtrzymać konwersację, gdy tymczasem dziewczyna schyliła się jeszcze bardziej, wciąż próbując zsumować w pamięci każdy ze ściegów formujących szramę. – Gnijące mięso leżało praktycznie wszędzie.

– Nie straciłeś przytomności? – Bella gładziła palcem znamię, a jego tekstura, kiedy to robiła, w dziwny sposób połaskotała ją w opuszek.

Brunetka odchyliła się do tyłu, aby spojrzeć Cullenowi w oczy, a jej oblicze emanowało powagą. Edward zorientował się, iż brunetka, dotykając go koniuszkiem palca, trzęsie się cała w środku.

– Nie do końca – chłopak sformułował wreszcie swoją wypowiedź, a tamto wspomnienie przesunęło się przed jego oczami.

Dokładnie to samo ujrzała teraz w swojej wyobraźni panna Swan, przypominając sobie fotografię, którą właśnie widziała, a która uwieczniała jego pokrytą krwią rękę.

– I oczywiście nie powiedziałeś o tym ani Esme, ani Carlisle'owi – Bella stwierdziła fakt, miedzianowłosy natomiast unikał jej spojrzenia, śledząc wzrokiem sukienkę podwijającą się właśnie ku górze z wyraźnie zaabsorbowaną miną.

– Mama wiele przeszła. Nie istniała potrzeba ku temu, aby rodzice się o tym dowiadywali. – Cullen zrobił pauzę, szarpiąc za rąbek jej kreacji.

Zastanawiał się nad tym, czy powietrze nie okazało się przypadkiem zbyt zimne, choć tak naprawdę znał powód gwałtownego drżenia panny Swan.

Wygładzając tkaninę jej sukienki, Edward uspokoił dziewczynę.

– Ktoś umarł tamtego dnia. Mój rozpłatany bok był niczym w porównaniu do tego.

Ciało Belli zalała fala mdłości.

– Mogłeś wówczas zginąć. – Ich spojrzenia ponownie się spotkały. – Do kogo zadzwonili, kiedy to się wydarzyło?

Chłopak przyglądał się leżącemu koło jego nogi kocu.

– Do mojego agenta – odparł sztywno.

– Edwardzie – wysapała brunetka, chwytając go za klapę marynarki, po czym potrząsnęła nim delikatnie. – Powinieneś skontaktować się ze mną. – Ułożyła swoją skroń na jego własnej, a bicie serca rozsadzało jej wnętrze, sprawiając, że oddech uwiązł jej w gardle.

Sam, zawsze sam.

Cullen wzruszył ramionami bez cienia zaangażowania, jednak jego rzęsy przesunęły się po tych ozdabiających oczy brunetki, splatając się z nimi.

Atmosfera stała się nagle niezręczna, a zatem Bella wycofała się odrobinę w tył, aby przyjrzeć się Edwardowi. W jej umyśle panowało istne zamieszanie. Irysowy zazwyczaj odcień jego tęczówek przypominał nagle korę wierzby lub najciemniejszego mchu. Panna Swan uświadomiła sobie, iż ich wargi praktycznie się dotykają, a kiedy chłopak przemówił, musnął jej usta swoimi ledwo zauważalnie.

– Czy było to bardzo bolesne? – Dziewczyna przesunęła dłonią po linii jego szczęki, kierując ją w dół ku jego karkowi.

On mógł umrzeć… Ona mogła umrzeć.

– Przechodziłem już przez gorsze rzeczy – stwierdził miedzianowłosy, a jego buzia wykrzywiła się lekko pod wpływem wyobrażenia jawiącego się w umyśle Belli.

Żołądek panny Swan ścisnął się od poczucia winy.

Młody Cullen nienawidził, kiedy musiał doświadczać na sobie jej wyrzutów sumienia oraz napadów żalu z jej strony. Chłopak pokręcił głową i oderwał rękę brunetki od swojej skóry.

– Czuję się okropnie przez to, że o tym nie wiedziałam – wyznała mu, a jego wargi wykrzywiły się w kwaśnym grymasie, jako że wracało mu dawne zniecierpliwienie.

– Nie mogłam się tego dowiedzieć – dodała Bella w geście obronnym. – Nie umiem czytać w umysłach. Wybacz, że tego nie pojmowałam. Ale jak niby miałam to zrobić? Wszystkie informacje, jakie dotyczą ciebie, pochodzą od Esme. Bez jej wsparcia nie dysponowałabym jakąkolwiek wiedzą na twój temat… – W tym samym momencie panna Swan pożałowała wypowiedzianych przez siebie słów i do wtóru z Edwardem uciekli spojrzeniami ku sufitowi.

Policzki dziewczyny pałały gorącem, a jej palce u stóp skurczyły się z powodu straszliwej ciszy, która nagle zapadła.

– Będziesz zawsze wiedziała tyle, ile zechcesz wiedzieć – powiedział Cullen tajemniczo, a wtedy brunetka zapatrzyła się na jego buzię. – Zgadłaś w końcu moje hasło do laptopa. – Chłopak zmrużył powieki, a Bella poczuła, jak jego opuszki napierają na to miejsce przy nadgarstku, gdzie dało się wyczuć puls. – Zastanawiam się, co to dla nas oznacza – dodał rozmyślnie, jakby zwracał się do samego siebie.

Oblicze panny Swan przedstawiało sobą obraz goryczy oraz cierpienia. Dziewczyna zamknęła oczy, targana od środka beznadziejną w skutkach dezorientacją. Nie potrafiła zadać miedzianowłosemu bezpośrednio tego konkretnego pytania. Odpowiedzi miały za dużą moc. Ryzyko było zbyt znaczące, a ona nie dysponowała dostateczną ilością czasu, aby taplać się w swym wewnętrznym chaosie.

– Powiedz mi – wyszeptał Edward, układając swój policzek na jej własnym. Zakołysał delikatnie jej sylwetką, gdy ona tymczasem pochyliła się w jego stronę. – Musisz mi powiedzieć. – Bella poczuła, jak Cullen unosi ramiona, aby ją nimi otoczyć. – O czym myślisz?

Myśli brunetki uległy splątaniu, a ona sama nie miała szans ich kontrolować. Na jej sercu zaległ wielki ciężar, w umyśle zapanował istny mętlik.

Wszystkie moje zdjęcia. Te fotografie wojny. To dokładnie to samo. Ja także chodzę z ziejącą w mym wnętrzu bolesną raną. Jestem zmęczona, tak strasznie zmęczona. Potrzebuję po prostu miejsca, gdzie mogłabym złożyć swą głowę

Panna Swan wbrew własnej woli pomyślała o wracającym z wojny mężczyźnie. O jego wędrówce po upstrzonej cętkami drodze. O modlitwie błagalnej o to, aby wszystkie rzeczy dotyczące jego życia okazały się niewinne, idealne, złote, gdy zamiast tego jego zmęczone serce rozpamiętywałoby minione wydarzenia.

Widok prześcieradeł schnących na sznurach ulokowanych wzdłuż trasy jego pielgrzymki. Każdy stawiany krok niezwykle znaczący w swym wydźwięku i sugerujący popełniany właśnie błąd…

Nagle świat się zatrzymał i z jakiegoś powodu dziewczyna ujrzała własną twarz jaśniejącą miłością do powracającego do niej człowieka.

– Nie ma sensu temu zaprzeczać – wyszeptała brunetka drżącym głosem. Poczucie ulgi jak i strach przepełniły jej jestestwo. – Doskonale pojmuję, iż nie mam wyboru.

– Musisz zatem teraz zdecydować – wydyszał młody Cullen, a ona uniosła wzrok, podejmując wreszcie ostateczną decyzję. – Nie będzie się liczyć, jeśli mnie pierwsza nie pocałujesz.

Panna Swan pochyliła się w jego stronę, ocierając się licem o jego policzek. Zarost w odcieniu brązowego cukru prześlizgnął się po jej brzoskwiniowej w barwie skórze kości policzkowej.

Dziewczyna pomyślała: „Już to zrobiłam."

Wspomnienie jej samej całującej go, kiedy spał, zapaliło iskrę w ciemnych oczach Edwarda.

Błysk diamentu spoczywającego sobie spokojnie na jej nocnym stoliku zawarł się we łzie spływającej po buzi Belli, która pochyliła się, aby złożyć na ustach miedzianowłosego drugą w ciągu dnia dzisiejszego pieszczotę.

Szok wywołany kontaktem warg brunetki z jego własnymi kazał im obojgu nabrać powietrza gwałtownie do płuc i wreszcie przywrócił dyszącego chłopaka zewnętrznemu światu. Tymczasem panna Swan przekrzywiła twarz, aby pogłębić pocałunek.

Cała kontrola, jaką dziewczyna zachowywała nad sobą, uległa dezintegracji. Nagle gorące, ostre kły pożądania chwyciły ją za pięty, a ona sama poddała się desperacji, uspokajając i karząc miedzianowłosego wraz z każdą pieszczotą. Język Belli prześlizgiwał się wzdłuż narządu smaku Cullena, a jego zęby ocierały się energicznie o nabłonek jej ust.

Płonął pod nią, a żądza targająca brunetką przypominała iskrę zapalną. Jego krew uosabiała benzynę, a wstrząs, który targnął jego ciałem, uniósł panną Swan na moment ponad materac. Edward zadarł nogi jeszcze wyżej, podkulając kolana, czym sprawił, że panna Swan zsunęła się głębiej na jego tors, wyciągając przed siebie ręce, aby ułożyć je na zagłówku.

Miedzianowłosy zmienił kąt, pod którym całował Bellę. Jego język wydawał się brutalny i szorstki zarazem, przemieszczając się wzdłuż jej własnego, by następnie wycofać się i zmusić dziewczynę do jęku i podjęcia jego poszukiwania.

Błysk rozdrażnienia zajaśniał w ciemnych zakątkach umysłu panny Swan. Cullen kontrolował sytuację nawet wtedy, gdy leżał pod nią skłonny do ustępstw.

Brunetka gwałtownie przerwała pieszczotę, zbliżając buzię do jego ucha, po czym przycisnęła dolną wargę do jego wylotu, szepcząc do niego ponownie:

– Teraz należysz do mnie. – Ton jej głosu był tak szorstki, że na ramionach chłopaka pojawiła się gęsia skórka. – Przestań podejmować próby sterowania rozwojem tej sytuacji, ponieważ to do mnie należy prawo, by to robić.

Bella pchnęła jego klatkę piersiową tak, jakby popychała otwarte na oścież drzwi.

A więc tak właśnie przedstawia się świat po twojej stronie barykady. – Pomyślała lekkomyślnie, oceniając wyraz twarzy Cullena wzrokiem, jakiego ten nigdy dotąd nie widział. Spojrzenie to emanowało pełną surowości żądzą posiadania i prawie bolesną pustką. – Już tam kiedyś byłam.

Ona wygląda identycznie jak ja. – Pomyślał Edward, kiedy brunetka ponownie przycisnęła swoje wargi do jego ust.

Rozbłysk pożądania przypominający blask bijący od żarówki zajaśniał w jego oczach, gdy tymczasem Bella obniżyła buzię, aby nadać pocałunkowi więcej brutalności. Jej palce zaczęły wślizgiwać się we włosy przyozdabiające kark chłopaka, a kciuki naparły na to miejsce na jego szyi, gdzie można było wyczuć puls. Jego gwałtownie przyśpieszające tętno w momencie, kiedy dziewczyna otarła się zębami o dolną wargę Cullena, przywołało na jej oblicze uśmiech. Panna Swan postępowała boleśnie powoli, rozważnie, ssąc delikatnie śliską, gładką jak tafla lustra, idealną powierzchnię.

Nacisk sztywnego członka Edwarda na wewnętrzną partię jej uda sugerował, że penis chłopaka jest dostatecznie twardy, aby przerwać jej skórę. Bella powitała ten tępy ból, odczuwając adekwatną odpowiedź ze strony własnego ciała.

Mężczyzna rozsmakowywał się w każdym ze wspomnień, które kiedykolwiek udało się zgromadzić brunetce – tych odłożonych na bok, bogatych we wrażenia, słabiutkich oraz silnych, znajomych, a także tych niesamowicie dziwnych, jakich za nic w świecie nie potrafił sobie przypomnieć. Panna Swan zwolniła pieszczotę, przemieniając ją w przyprawiającą o mdłości eksplorację. Dziewczyna dziwiła się, że coś podobnego jest w stanie wpłynąć na nią tak mocno. Wspomnienia przesuwały się pod jej powiekami, a bicie własnego serca działało na nią ogłuszająco.

Bella ponownie opuściła buzię, kierując ją do ucha Cullena, po czym owionęła je gorącym oddechem. Gestem tym sprawiła, że miedzianowłosy jęknął, unosząc dłonie do jej nagich ud, po czym ucisnął jej ciało. Brunetka wycałowywała sobie drogę od cienkiej, delikatnej skóry za jego uchem do buchającej żarem podstawy jego gardła, liżąc niedostrzegalną siateczkę uformowaną z żył oraz płynącej głęboko w nim, utrzymującej go przy życiu krwi.

Myśl zakładająca zatrzymanie akcji serca Edwarda okazała się dostatecznym bodźcem do tego, aby nóż paniki ugodził jestestwo panny Swan niewidzialnym ostrzem. Dziewczyna wróciła swymi ustami do jego warg, całując go teraz z większą dzikością, intensywniej. Jej zęby uderzały o siebie delikatnie, gdy ona tymczasem wdychała w siebie cząstkę jego samego, a pod powieki napłynęły znajome łzy towarzyszące wilgoci między jej nogami.

Nie możesz umrzeć. – Pomyślała Bella. – Musisz zawsze żyć.

W pomieszczeniu, w którym zdążyło się już zacząć robić jaśniej, pociemniało, kiedy chmura przesłoniła nowo rozbudzone do życia słońce. Można było odnieść wrażenie, iż to wszystkie cienie jak i duchy kroczących po Ziemi ludzkich istot naparły właśnie dłońmi na zewnętrzne ściany tej sypialni.

Wszyscy ci, którzy kochali, żyli, a następnie zmarli…

Z piersi panny Swan wykradł się rozdzierający szloch, a ona sama nacisnęła mocniej na jego ciało sfrustrowana, że nie może dostatecznie zbliżyć się do Cullena. Jej ręce ponownie sięgnęły gorączkowo w dół do poranionego boku chłopaka, marząc o tym, że ta blizna należy do niej a nie do niego.

Bella zaczęła odciągać jego marynarkę oraz koszulę w kierunku pleców, kiedy on wychylił się uczynnie w przód, a jego górne kończyny poplątały się w odzieży. Wspomnienie podniecającego, mokrego sex – telefonu, jak i gróźb, jakie jej wtedy zafundował, sprawiły, że dziewczyna zamarła na moment, a jej policzki zmarszczyły się w złowrogim uśmieszku. Brunetka oswobodziła mężczyznę z objęć, pozwalając mu siedzieć skrępowanym z rękoma uwięzionymi za plecami.

Edward odmówił sobie walki. Zmusił się do podporządkowania jej woli.

Panna Swan spojrzała na niego swymi pociemniałymi, teraz zmąconymi tęczówkami, przebiegając po torsie Cullena dłońmi i uciskając nimi delikatnie jego skórę, począwszy od widniejącej pod nią kości obojczykowej aż do talii; od karku aż do mostka. Bella czuła bijące od niego ciepło, przypatrując się znikającej z pola widzenia linii włosów, wyraźnie zarysowanej muskulaturze na jego brzuchu oraz głębokiemu V uformowanemu z mięśni, które sprawiły, że jej wargi zadrgały, aby je pocałować. Dziewczyna zwilżyła usta, przesuwając po nich palcem. Edward wykonał ruch, aby się oswobodzić, ale panna Swan pokręciła głową, popychając go za klatkę piersiową ku materacowi.

Skierowała się niżej, ku jego sztywnemu członkowi.

Chłopak nagle poderwał się z miejsca, przekręcając się, nim nie spoczął na kolanach. W wyniku tego gwałtownego gestu, Bella ześlizgnęła się na okrycia. Cullen zszarpał odzież ze swoich nadgarstków, a po chwili oboje klęczeli naprzeciwko siebie na środku łóżka, ciężko dysząc. Miedzianowłosy przesunął rękoma po krzywiźnie jej sylwetki, a jego palce rozsunęły się na boki, zatrzymując się na jej biodrach, nim wreszcie nie szarpnęły za materiał sukienki spoczywającej na jej udach.

– Jeśli to się wydarzy, nic już nie będzie takie samo – ostrzegł brunetkę Edward, oplatając sobie krawędź jej kreacji kilkakrotnie wokół dłoni, co sprawiło, iż przyciągnął ją bliżej siebie, a jego oczy błyszczały gorączkowo.

Chłopak zamarł bez ruchu, przypatrując się jej twarzy, rejestrując bijącą od jej skóry różową poświatę.

– Wiem – wyszeptała dziewczyna, unosząc ramiona do góry.

Chłodne powietrze prześlizgnęło się wzdłuż jej sylwetki, a gruby materiał sukienki przesłonił jej na moment pole widzenia, nim nie został wreszcie ciśnięty gdzieś wgłąb pokoju.

– To wcale nie musi być delikatne – wydyszał Cullen w bark Belli, ona tymczasem zadrżała na całym ciele, zbierając leniwie włosy na czubku głowy.

Panna Swan miała na sobie gładką, czarną, dopasowaną bawełnianą bieliznę, i przez ułamek sekundy pożałowała, iż nie odziała się w jedwab lub koronki. Spała w swojej kreacji, pachnąc łóżkiem Edwarda a nie perfumami.

Żar bił od policzków dziewczyny, kiedy miedzianowłosy lustrował ją nieśpiesznie wzrokiem. Oceniał ją okiem artysty, obejmując spojrzeniem jej kremowe w odcieniu krzywizny sylwetki i mrużąc przy tym jedną z powiek tak, jakby komponował właśnie portret.

– Wiem – powiedziała Bella ponownie, tym razem głośniej.

Oboje zwrócili się chwiejnie ku sobie, jakby popychały ich do tego fale oceanu.

– Będę działał powoli tak długo, jak tylko dam radę… – wymamrotał Cullen, a zaciśnięta w jej włosach w pięść dłoń doprowadziła do zadarcia głowy brunetki. Chłopak zwalczył w sobie pokusę, aby ukąsić ją z całej siły w szyję, a zamiast tego wycałowywał sobie delikatnie ścieżkę wiodącą od jej karku w dół tułowia. – To nie będzie zbyt łatwe. Jesteś zbyt seksowna. – Jego nadgarstek zadrżał lekko, kiedy mężczyzna wsuwał rękę w jej loki, aby zakołysać jej głową, która ciążyła od przepełniającej ją przyjemności.

Każdy łagodny nacisk jego zębów, każda pojedyncza wibracja jego głosu przyprawiały ją o dreszcz. Edward zatrzymał się u nasady jej szyi, rozwierając wargi, aby possać z całej siły znajdującą się tam skórę, co wywołało wrażenie drżenia odbijającego się w ciele Belli.

Zaczerpnąwszy głęboki oddech, młody Cullen oplótł ramieniem talię brunetki, przypierając do siebie ich klatki piersiowe.

Był to najbardziej znaczący cielesny kontakt, jakiego ci dwoje kiedykolwiek doświadczyli, a spowodowany nim szok okazał się tak intensywny jak przy poparzeniu.

Mężczyzna uwolnił szyję dziewczyny z uścisku swych ust, dysząc ciężko w jej mokrą skórę, po czym odchylił się w tył, aby zlustrować spojrzeniem jej oblicze.

Zdaje mi się, że płonę. – Panna Swan pragnęła zerknąć w dół na ich złączone sylwetki, ale nie potrafiła przełamać kontaktu wzrokowego.

Edward drżał intensywnie, a energia bijąca z zakończeń nerwowych Belli okazała się doznaniem praktycznie niemożliwym do zniesienia. Maleńkie włoski na ciele miedzianowłosego mamiły zmysłowo jej białą skórę. Brunetka nie miała pojęcia, jak zdoła wytrzymać pocieranie przez Cullena miejsca pomiędzy jej udami przyprawiającego ją w tym momencie o słodkie cierpienie.

Jego źrenice rozszerzyły się, pozostawiwszy w tęczówkach jedynie wąski krąg zieleni. Panna Swan przygotowała się natomiast na to, co ma nastąpić.

Ramię chłopaka ześlizgnęło się w dół pod kolana dziewczyny, wydobywając spod niej jej dolne kończyny. Bella poczuła chłód rozciągającego się pod plecami materaca, a szorstka dłoń Edwarda ułożyła jej szyję ostrożnie na posłaniu. Brunetka sięgnęła ku niemu rękoma, jako że utrata kontaktu cielesnego z jego skórą okazała się doznaniem zbyt trudnym do zniesienia. Młody Cullen wsparł się nad nią na jednym ramieniu, wplatając palce w jej włosy. Przesuwał po jej sylwetce przekornie swoją klatką piersiową, sprawiając, że jej sutki skurczyły się w odpowiedzi.

Miedzianowłosy zbliżył swoje wargi do ust Belli, zmuszając je do tego, aby działały powoli, po czym zasmakował jej żądzy, gasząc i rozpalając w niej pożądanie wraz z każdym nieśpiesznym pociągnięciem języka wzdłuż jej własnego, zawsze pozostawiając ją w największej potrzebie.

Migotanie, blask, płomień.

Ciało dziewczyny wygięło się delikatnie w łuk pod wpływem pieszczoty jego warg, które łagodnie ją torturowały. Jego usta przemieściły się ku zarysowi jej szczęki, on sam zaś utrzymywał swój narząd smaku wzdłuż linii jej pulsu, nim wreszcie nie zagłębił się niżej. Palce Cullena bawiły się ramiączkami stanika panny Swan, podczas gdy ten ozdabiał jej obojczyk nabożnymi pocałunkami, schładzając jej skórę swoim oddechem.

Bella starała się strząsnąć ramiączko z barku, jednak Edward pokręcił głową w reakcji na jej niecierpliwość, utrzymując jej sylwetkę nieruchomo za pośrednictwem swoich długich palców.

– Powoli – rozkazał jedwabistym tonem.

– Szybciej – kłóciła się brunetka na bezdechu, on jednak znowu potrząsnął głową.

Czekałem tak długo… Dlaczego miałbym się teraz śpieszyć? – Jedynie drżenie w przedramieniu chłopaka zdradzało jego prawdziwe emocje.

Czy Bella gnała na oślep, uciekając od poczucia winy? Czy to jest właśnie ten dziwny akcent wyczuwalny pomiędzy jej myślami?

Panna Swan przymknęła powieki pod wpływem coraz jaskrawszego światła wypełniającego blaskiem pomieszczenie, a wkradającego się pod nie. Upływający czas wydawał się tak samo gęsty jak miód, kiedy Cullen przemieszczał swój szorstki język po wewnętrznej partii jej przedramienia, aby za moment ukąsić jej łokieć i całować każdy pojedynczy opuszek. Dziewczyna zwinęła dłoń w pięść, jęcząc głośno, jako że wargi Edwarda rozwarły się, prześlizgując się po jej pozbawionym pierścionka zaręczynowego serdecznym palcu.

Młody mężczyzna ponownie uniósł swój tułów, aby górować nad jej sylwetką, po czym possał energicznie skórę, a pulsowanie dobiegające od strony jej łechtaczki doprowadziło go do uśmiechu. Czubek jego języka zawirował na nagim opuszku w bez wątpienia władczym geście, gdy on sam zacisnął zęby na szczycie palca. Następnie miedzianowłosy odciągnął rękę Belli od swoich ust przy akompaniamencie jej głuchego, gwałtownego oddechu, uciskając kłem jego koniuszek.

W chwili gdy jedno z ramiączek jej biustonosza zsunęło się pozornie z własnej nieprzymuszonej woli w dół przedramienia panny Swan, Cullen wsunął jedno ze swoich kolan pomiędzy jej uda. Brunetka odwróciła głowę w kierunku płonącego świetliście kwadratu będącego oknem ulokowanym w przeciwległym krańcu sypialni, zauważając, iż słońce świeci wreszcie w pełnej okazałości, zmieniając odcień powietrza do postaci barwy szampana.

Ciałem Belli wstrząsnął dreszcz, kiedy Edward zwrócił się do niej.

– Niczym mała bomba – skomentował, a jego głos ociekał rozbawieniem. Chłopak przycisnął swoje rozwarte wargi do jej bijącego szaleńczo serca. – Doprowadźmy cię zatem do wybuchu.

Dziewczyna obruszyła się pod wpływem następującego doboru słów, sięgając ręką ku jego bliźnie, na co on potrząsnął głową, wracając do niej ustami.

Pochwycił jej wydęte wargi swoimi zębami, czyniąc to na samym początku łagodnie, by zarejestrować jej nierówne westchnienie.

– Nie smuć się z mojego powodu – wydyszał wprost do wnętrza jej buzi. – To tylko zadrapanie…

Młody mężczyzna zastąpił swoje zęby językiem, składając w tym miejscu pojedynczy pocałunek. Rozwarł wargi Belli swoimi, nie zagłębiając się jednak dalej.

Miedzianowłosy wyczuwał intensywną potrzebę zapisaną we krwi brunetki, choć nadal emanowała od niej gorycz związana z troską o jego ranę.

Aby rozproszyć jej uwagę, Cullen otarł się o głęboką bruzdę widniejącą pomiędzy piersiami panny Swan swoim nosem, a jego podbródek delikatnie podrapał ją w skórę. Dziewczyna pachniała karmelem… albo… białym owocem… lub… kwieciem jabłoni… Edward pamiętał zrywanie się o świcie ze snu w swoim namiocie, kiedy to odgłos wydawany przez wojskowe obuwie rozbrzmiewał alarmująco w pobliżu jego głowy, a on sam był pewien, iż uchwycił jej aromat zapisany w materiale cienkiej poduszki, desperacko zwracając ku niej swą twarz.

I wtedy chłopak uświadomił sobie, że Bella pachniała jego własnym prześcieradłem. Nareszcie.

Miedzianowłosy warknął, a jego miętowy oddech owiał intensywniej ciało brunetki, kiedy on sam składał pocałunki na zaokrąglonej skórze wystającej zza górnej krawędzi jej czarnego stanika. Członek Cullena pulsował do wtóru z desperackimi jękami wydobywającymi się z jego gardła. Wzdrygając się na uczucie dyskomfortu serwowane przez ciasne spodnie, Edward przemieścił się nieznacznie, ocierając się bolesnym miejscem o nogę dziewczyny, po czym ściągnął jej biustonosz.

Był to pierwszy raz, kiedy zobaczył jej piersi. Nie, żeby nie próbował tego dokonać jako nastolatek. Podczas gdy studiował wzrokiem jej zadziwiająco bujne, biało – różowe kształty, miedzianowłosy pojął, jak nieadekwatne do rzeczywistości okazały się jego wyobrażenia. Bella leżała pod nim, drżąc na całym ciele. Emanujące z jej oczu zaufanie zmusiło go do gwałtownego przełknięcia śliny oraz wydobycia z siebie jęku. Wreszcie młody Cullen opuścił głowę z zamiarem pocałowania panny Swan w podbródek, po czym podjął długą, nieśpieszną wędrówkę w dół jej szyi, kierując się ku sercu brunetki, a także zmierzając jeszcze dalej.

Za każdym razem, gdy dziewczyna sądziła, iż Edward pocałuje jej sutek, on robił unik. Mężczyzna uśmiechnął się, doznając każdorazowego przebłysku wyrażającego radosne oczekiwanie, a także pełne goryczy rozczarowanie przebiegające przez jej skórę. Bella sięgnęła ku jego włosom, ciągnąc za nie łagodnie, on jednak złączył jej nadgarstki ponad ich głowami, podtrzymując jej buzię bez żadnego wysiłku jedną dłonią.

Potrzeba przejęcia kontroli nad sytuacją odbiła się echem we wnętrzu umysłu panny Swan, ona sama zaś starała się oswobodzić z jego uścisku, pragnąc przewrócić go na plecy.

– Kontrolujesz każde moje poczynanie – powiedział do zagłębienia uformowanego pod jej prawą piersią, rozdrażniony z powodu drutu umieszczonego w jej biustonoszu, a także delikatnego śladu, jaki ten pozostawił na jej skórze. – Zawsze tak było.

W jaki sposób?

– Będąc sobą. – Cullenowi udało się wreszcie utorować sobie ścieżkę w górę, a koniuszek jego języka zatańczył wokół jej wyeksponowanego sutka.

Oddech uwiązł w płucach Belli, a wrażliwe na dotyk zakończenia nerwowe walczyły o możliwość przekazania tego doznania do jej płonącego szaleńczo mózgu.

Mokro, gorąco, pocałunek, ssanie, powoli, powoli, powoli

– Bez wątpienia odkryłaś już, iż jedyne, co musisz zrobić, to żyć. – Edward pocierał wypustek zębami niezwykle delikatnie, aż panna Swan nie umiała stwierdzić, czy sobie tego przypadkiem nie wyobraziła. Następnie uszczypnął go odrobinę mocniej, aby udowodnić jej, że jednak tak nie jest. Uśmiechnął się do niej. – Ze mną – dodał.

– Nie mam nawet pojęcia, gdzie konkretnie mieszkasz – powiedziała Bella, a Cullen zrobił sobie przerwę, unieruchamiając usta.

Nie oddychał.

Nagle znowu ją całował. Jej skóra zdawała się być niezmiernie wrażliwa na dotyk, a ona sama była pewna, że jest w stanie wyczuć linie papilarne widniejące na jego palcach, jak i żyłki dostrzegalne na jego dłoniach. Ręka, która nie trzymała jej nadgarstków, przemieszczała się ospale w górę tułowia dziewczyny, formując pajęczynę utkaną z doznań na jej brzuchu oraz żebrach, nim wreszcie Edward nie zagłębił się w pluszowe ciepło emanujące z pomiędzy jej biustu.

– Czy mogę mieszkać tutaj? – spytał łagodnym tonem, a jego wargi porzuciły usta Belli, aby zamknąć się ponownie tuż przy jej sercu. Dłoń Cullena chwyciła jej drugą pierś, delikatnie uciskając oraz pocierając wypustek palcami. Szorstka skóra chłopaka zapewniała idealne tarcie. – Czy to może być mój dom?

Cieniutki strumyk energii zdawał się łączyć sutek z łechtaczką brunetki. Miedzianowłosy zaśmiał się pomiędzy oddechami, a dźwięk ten emanował czystym seksem.

– Nie wiem, co to dla ciebie znaczy. – Zdołała powiedzieć, nim Edward nie ześlizgnął się niżej, wsuwając sobie wypustek głębiej do buzi.

Panna Swan znalazła w sobie wreszcie dość samozaparcia, aby na niego spojrzeć. Widok jego zaciskających się wokół jej sutka warg okazał się wystarczającym bodźcem do tego, by dziewczyna głośno jęknęła. Cullen zerknął na nią spod swych gęstych rzęs, oswabadzając jej pierś z uścisku swych ust.

– Teraz wiesz już wszystko – powiedział łagodnie, unosząc się, aby pocałować ponowie jej buzię, pragnąc kosztować jej smaku za każdym razem, kiedy przerywał pieszczotę. – Musisz dokonać wyboru.

– Jakiego wyboru? – spytała Bella, sądząc, że już przez to przebrnęła, nim nie uświadomiła sobie, o co chodzi Edwardowi.

Michael. Jej narzeczony. Michael.

Pojedyncza migawka ukazująca twarz Newtona zajaśniała w umyśle panny Swan. Poczucie winy wymierzyło jej pokaźnego kopniaka w brzuch niczym rasowy muł.

Edward wydał z siebie nieludzki dźwięk, walcząc ze sobą. Zmusił swoją rękę, aby ta ostrożnie puściła nadgarstki Belli. Nie ufając sobie, pozwolił jej się całkowicie odsunąć. Zacisnął pięści na poduszce po obu stronach twarzy dziewczyny.

– Nawet nie myśl jego imienia. Nie teraz. Nie, kiedy jesteś tutaj ze mną, i to w ten sposób.

Dyszał przez chwilę w jej włosy. Zazdrość, jak i jad, przenikały do jego kości, natomiast żądza, aby posiąść pannę Swan w każdy możliwy sposób, niemal go zaślepiała. Ktoś inny jej kiedyś dotykał... Obiecała siebie innemu.

Młody Cullen przełknął ślinę, starając się oczyścić umysł. Zdawał sobie sprawę, że w tym chorym momencie zrobiłby wszystko, nieważne jak bardzo zdesperowanego lub deprawującego, żeby zatrzymać brunetkę przy sobie. Czołgałby się albo nawet gorzej. Owa wiedza przerażała go i umacniała jednocześnie.

Nie wiedział, jakie świadectwo mu to wystawia, lecz jego penis stał się niemożliwie twardy.

Chłopak powrócił ustami do jej ciała, tym razem brutalniej, pokrywając każdy cal jej ramion i gardła małymi, ssącymi pocałunkami.

– Ja – powiedział ze złością tuż przy jej skórze, zjeżdżając w dół.

Miedzianowłosy klęczał nad Bellą, dając jej tym samym wspaniały widok na swe szerokie, zaskakująco opalone barki jak i mięśnie zginające się pod ledwo widocznymi piegami. Długi, mocny kręgosłup. Wąską talię odciętą od reszty przez jego czarne spodnie od garnituru. Potężne ramiona i krzywe blizny.

Mężczyzna przejechał krawędziami zębów po żebrach brunetki w miejscu odpowiadającym jego własnej szramie na tyle mocno, że ta aż syknęła. Powrócił do czerwonej linii, otaczając ją czule wargami. Tym samym sprawił, że dziewczyna zaczęła się wić.

– Ja i tylko ja – kontynuował Edward, wsuwając pod nią rękę, by imponująco nagłym ruchem odpiąć jej biustonosz.

Oczywistym jest, że posiadał w tym dużo wprawy. – Pomyślała zmartwiona panna Swan, kiedy zsuwał z niej bieliznę, którą następnie rzucił na regał.

Zakryła się, nagle zawstydzona, na co Cullen przewrócił oczami, odsuwając jej dłonie. Popchnął ją, aby nad nią klęknąć, blokując niemal oślepiające promienie słoneczne wdzierające się przez znajdujące się tuż za nim okno. Miedzianowłosy przypominał Belli pogańskiego boga, upadłego anioła, opuszczonego demona. Rozerwał jedną stronę jej czarnych majtek i zaczął je ściągać. Chłopak zatrzymał się, gdy zobaczył panikę w jej oczach.

– Co się stało? – zapytał delikatnie, po czym zmarszczył brwi w trosce, podnosząc jej nogę.

Jego usta zaś znalazły się na kostce brunetki.

Kciukiem masował jej stopę, sprawiając, że powieki opadły jej z przyjemności.

– To dzieje się tak szybko. – Zdołała tylko powiedzieć.

Czuła się całkowicie przytłoczona; wątpiła, by jej serce było w stanie to wytrzymać.

– Minęło dwadzieścia sześć lat. Ile czasu jeszcze potrzebujesz? – Edward wyglądał, jakby się powstrzymywał.

Przejechał językiem po jej kostce i zaczął powoli znaczyć mokrymi smugami całą nogę panny Swan. Przygryzł jej kolano, uśmiechając się, kiedy pisnęła. Całował dalej jej udo. Chłodne powietrze przesuwało się wzdłuż linii, którą zostawił. Mężczyzna zatrzymał się przy bawełnie jej majtek.

– Ile jeszcze mil?

Młody Cullen spojrzał na Bellę. Czarny materiał spoczywał tymczasem w jego białych zębach, a dziewczyna zadrżała pod wpływem czystego erotyzmu tej chwili.

Edward chwycił mocniej tkaninę i pociągnął w dół. Jego ręce powędrowały do paska od spodni, zaś ciężki teraz oddech palił pannę Swan w nogi. Miedzianowłosy mocował się z odzieniem, rozpinając wreszcie zamek. Uwolnił się, kopniakiem odsuwając spodnie od siebie, po czym powrócił dłońmi do głaskania ud brunetki. Kontynuował swe retoryczne pytania, wysuwając palce w kierunku bijącego od niej ciepła.

– Ile jeszcze nocy muszę spędzić z dala od ciebie?

Chłopak nareszcie był nagi, a widok jego ciała wykraczał poza każdy oszałamiający erotyczny koszmar, z którego Bella budziła się gwałtownie przez ponad rok. Mięśnie jego brzucha napięły się, jako że usłyszał jej mentalne westchnienie, kiedy to uchwyciła spojrzeniem jego penisa.

Piękny. – Pomyślała. – Ogromny – poprawiła się i parsknęła śmiechem.

Cullen zakręcił palcami wokół łechtaczki panny Swan, przez co ta wygięła się na łóżku w łuk pod wpływem gwałtownego uniesienia rozkoszy. Edward potrząsnął głową, lekko się uśmiechając. Popchnął ją w dół, z ręką między jej piersiami.

– Jesteś moja – powtarzał nieustannie, w kółko, poruszając w niej palcami, uzależniony od jej urywanych oddechów jak i ciemnych rzęs trzepoczących na policzkach.

– Zrobię, co będę musiał, aby zatrzymać cię przy sobie... – przerwał, zaprzestając absorbującej go dotąd czynności.

Rozkoszował się płynącym od niej jękiem zawodu jak i poruszającymi się biodrami dziewczyny.

Cullen nie przegapił błysku dostrzegalnego w oczach panny Swan, kiedy wypowiadał te słowa na głos.

– Zawsze uwielbiałaś to, że nie potrafię się kontrolować, kiedy jesteś zaniepokojona – powiedział, ponownie kreśląc palcami okręgi.

Miedzianowłosy ucieszył się, gdy brunetka uniosła biodra w odpowiedzi na jego pieszczotę, a rumieniec pokrył jej piersi.

– Jesteś istnym jaskiniowcem – szepnęła Bella prawie niedosłyszalnie, sarkastycznie przeciągając słowa.

Pisnęła, w wyniku czego Edward poczuł przebiegający przez jej ciało dreszcz strachu.

– Nie bój się tego – mruknął, wsuwając w nią palce i poruszając nimi nieznacznie. – Pogódź się z tym. Nie wiesz, że zabiłbym dla ciebie?

– Tego właśnie się boję. – Zdołała wydyszeć dziewczyna.

Młody Cullen pracował powoli, metodycznie, wewnątrz i na zewnątrz niej, dodając drugi palec. Pocierał jej punkt G, o którym nawet nie wiedziała, że istnieje. Panna Swan wydała z siebie zawstydzający, rozpustny dźwięk i przygryzła dolną wargę, przypominając sobie, aby nie zachowywać się zbyt głośno.

– Jesteś przykładem chodzącej samokontroli. Ale mam zamiar to zmienić. – Chłopak przycisnął do niej podstawę kciuka.

Bella nie mogła nic poradzić na to, że pomyślała o jego palcu spoczywającym na przycisku od aparatu. Mógł ją przewrócić, uchwycić.

Dziewczyna czuła nadchodzący orgazm, nim Edward nie złapał jej, potrząsając głową.

– Jeszcze nie – ostrzegł.

Brunetka leżała zatem, drżąc, z rozbieganym wzrokiem. Nie zauważyła złośliwego uśmieszku miedzianowłosego, kiedy ten mówił:

– Dobrze, teraz. – Przekręcił palce, napierając na mały skrawek ciała wewnątrz niej.

Bella rozpadała się na drobne kawałeczki pod wpływem jego dotyku, chwytając się gwałtownie czegoś (czegokolwiek), aby zdołać utrzymać się na łóżku. Drżenie stopniowo ustawało, a ona była ledwie świadoma tego, jak nierówny stał się jego oddech. Czuła czyste pożądanie w momencie, w którym Cullen powoli poruszył palcami. Jej ciało niechętnie pozwoliło mu odejść.

Mężczyzna szarpnięciem dłoni otworzył szufladę szafki nocnej, rozdzierając zębami czarny foliowy kwadracik. Diabelski błysk widniejący w oczach Edwarda sprawił, że panna Swan zadrżała raz jeszcze.

– Czy kupujesz cokolwiek, co nie jest czarne? – Zdołała zapytać pomiędzy spazmatycznymi oddechami rozrywającymi jej płuca.

Zatrzymał się, rozważając to.

– Wszystko to pasuje do mojego czarnego, czarnego serca – powiedział lekko. Dziewczyna wyciągnęła rękę po przedmiot, a on podał jej go z pytaniem malującym się w oczach.

– Moja kolej – wyszeptała, zamykając przedmiot w dłoni.

Brunetka użyła resztek siły, jaka jej została, aby przewrócić mężczyznę na plecy.

Wczołgała się na niego, układając drżące ręce po obu stronach jego twarzy. Oczy Cullena były teraz bardziej brązowe niż zielone. Blask zdawał się migotać we włóknach bursztynu.

Bella mogła tego nie wiedzieć, ale za to Edward to dostrzegł. Jej tęczówki nie wydawały się teraz brązowe – w tym starożytnym świetle Azteków jawiły się złotem.

Brunetka powtórzyła jego poprzednie działania, przygryzając jego skórę i podążając powoli w dół szyi chłopaka. Jej włosy tworzyły ścieżki na piersi miedzianowłosego, a ciało delikatnie poruszało się w przód i w tył w przypływie namiętności.

Bella – wyszeptał chrapliwie, kiedy ta zamknęła usta w miejscu ulokowanym tuż nad jego sercem.

– Nawet przez sekundę nie wierzę, że jest czarne – odpowiedziała dziewczyna, całując gorącą skórę. Czuła mocne, nieustanne bicie i uświadomiła sobie, że uroniła łzę dopiero wtedy, kiedy zaznała smaku soli. – Jest takie zagubione... lecz nigdy czarne.

Jeśli trzy dni temu ktoś powiedziałby Belli, że może doprowadzić młodego Cullena do drżenia, nigdy by mu nie uwierzyła. Ale kiedy zjechała ustami niżej, jego mięśnie zadrgały pod jej wargami.

– Ma bliznę, ale dzięki moim pocałunkom ta szrama się zagoi – wypowiedziała prawie niedosłyszalnie, całując linię, którą umieściło tu przeznaczenie – ten dowód na to, że miedzianowłosy miał pozostać wśród żywych, wciąż kroczyć po Ziemi.

Brunetka wykonała ruch, aby zsunąć się niżej, ale Edward włożył jej rękę we włosy. Podciągnął ją do góry tak, by dziewczyna go pocałowała. W nagłym przypływie desperacji, jaka ich zalała, oboje zaczęli się przepychać, gdyż każde z nich pragnęło zyskać przewagę. Panna Swan złapała Cullena za nadgarstek, na co on uniósł brwi, zręcznie usuwając foliową paczuszkę z jej dłoni.

Brunetka nie stanowiła dla niego żadnej konkurencji, owinął więc wokół niej własne nogi i, przygniatając ją do materaca, pocałował jej powieki. Bella wygięła się pod nim w łuk, ocierając się o Edwarda, kiedy ten sięgnął pomiędzy nich.

– Szybciej – błagała.

Miedzianowłosy ustawił się pomiędzy jej biodrami, jedną ręką gładząc jej nogę i zaczepiając ją o swoje biodro.

– Powoli – mruknął młody Cullen ochryple.

Jego spojrzenie sprawiło, że mięśnie dziewczyny napięły się w oczekiwaniu.

Poczuła, jak na nią naciska i zaktualizowała początkowe obserwacje dotyczące jego członka na „ogromny".

Sięgnęła dłonią, aby utulić jego policzek, przyciągając go do pocałunku.

Usta mężczyzny znalazły się tuż przy jej. Aksamitnym głosem zapytał:

– Jak wielu, oprócz mnie, sprawia, że tak się czujesz?

Panna Swan sapnęła, kiedy Cullen przycisnął się do niej. Ciepło Belli wręcz zapraszało go do kontaktu. Jego nozdrza rozszerzyły się, ale popchnął tylko nieznacznie, dając jej czas na dostosowanie się. Z uczuciem bliskim czci patrzył, jak jej trzepoczące powieki zamykają się.

– Spójrz na mnie – wyszeptał Edward, bardziej się zagłębiając.

Spojrzał na nią, aby sprawdzić swój postęp. Tkwił w niej tylko do połowy, a Bella okazała bardziej ciasna niż ktokolwiek inny. Brunetka otworzyła oczy, a serce Cullena zwariowało, kiedy usłyszał odpowiedź na wszystkie swoje pytania, zanim jej usta zdążyły w ogóle uformować dźwięk:

– Żaden.

– Poprawna odpowiedź – jęknął, nadal się powstrzymując.

Cullen czekał, aż jej ciało się przystosuje, a jego własne serce uspokoi bieg.

– Mów do mnie, mów do mnie – prosił, zamykając oczy. Desperacko szukał rozproszenia, które powstrzymałoby go przed napieraniem mocniej. Sięgnął po omacku, łapiąc rękę dziewczyny, i splótł razem ich palce. – Jesteś tak niesamowicie ciasna…

Z jak wieloma kobietami masz podobne połączenie? – Jej myśli zadźwięczały wyraźnie, bardzo zaborczo.

Miedzianowłosy spojrzał w dół w jej tęczówki. Mały cień zazdrości dostrzegalnej w jej myślach zaskoczył go, powodując wrzenie krwi w żyłach.

– Z żadną – Edward powtórzył po niej, po czym zaczął niespiesznie popychać, a każdy ruch zapierał jej dech w piersiach.

Mężczyzna wyciągnął dłoń, by zanurzyć ją w ciemnych falach jej włosów. Tymczasem pocierał kciukiem dolną wargę brunetki.

– Czy tak dobrze? – zapytał bez tchu.

Wsunął palce pod szyję panny Swan, przejeżdżając nimi po wilgotnej skórze i wzdłuż kręgosłupa.

Tymipowiedz – odpowiedziała.

Główka penisa Cullena pocierała miejsce, w którym dziewczyna najbardziej tego potrzebowała, rozbudzając w niej nową potrzebę. Bella ciaśniej owinęła nogi wokół jego bioder. Miedzianowłosy z powrotem wyrównał swoje ruchy, cały czas ocierając się o nią bez pośpiechu. Mężczyzna marszczył przy tym brwi w koncentracji. Brunetka zdała sobie sprawę, że chłopak słucha jej myśli. Chwyciła jego talię w wyrazie frustracji, chcąc zobaczyć, co w sobie dusi.

Odpuść sobie. Pokaż mi.

Edward owinął ramiona dookoła jej pasa i wszedł w nią mocno, rozciągając wargi w krzywym uśmiechu.

– W ten sposób? – Wycofał się, a każde powolne pchnięcie było najwspanialszą możliwą torturą.

Nie, wciąż się kontrolujesz.

Chłopak powtórzył silny ruch, sięgając ręką w dół, aby poczuć zaciskające się mięśnie kobiety.

– Nie chcę być szorstki – szepnął nierówno, bawiąc się jej łechtaczką. Kontynuował swoje powolne pchnięcia. – Muszę to zrobić po raz ostatni.

Nie wiem, czy to jest faktycznie ostatni raz. – Pomyślał, zapisując w pamięci każdy błysk pojawiający się w oczach panny Swan.

Spuścił głowę na jej szyję, kiedy emocje stały się dla niego zbyt przytłaczające.

Za dużo myślisz. Być może wcale nie chcesz mnie tak bar... – Edward mimowolnie pchnął mocniej jakby w reakcji na tę myśl.

– Nikt nigdy nie będzie pragnął cię bardziej niż ja. – Pochylił się, przesuwając krawędziami zębów po jej skórze.

Zamierzasz mnie pieprzyć tak, jak należy? Uczynisz mnie swoją?

Cullen wsunął się w nią ostro, marząc, aby dziewczyna powiedziała te śmieszne, gorące słowa na głos. Panna Swan westchnęła triumfalnie. Tak bardzo tego potrzebowała.

Możesz być powolny i uprzejmy innym razem. Teraz chcę mocniej.

Jego oddech palił skórę Belli, gdy chłopak zwiększał tempo, wciąż niejako się powstrzymując.

Myślisz, że jestem twoja?

Pchnął mocno, podnosząc ją z łóżka. Wściekłe warknięcie wydobywające się z jego gardła wzbudziło w niej dreszcz podniecenia.

– Ja to wiem.

Wysunął się prawie całkowicie, zanim znowu w nią wszedł.

– Nigdy nie będziesz już tego robić z nikim innym. – Spotkał jej wzrok. Wyraz jego twarzy był dziki, surowy, niemal bolesny. – Jesteś moja.

Pokaż mi.

Brunetka zamknęła oczy, gdy Cullen stracił nad sobą kontrolę. Podniósł ją do góry, opierając jej kostkę na swoim barku, żeby pogłębić i zwiększyć doznania. Dyszał przez otwarte usta tuż przy jej łydce. Jego poruszające się biodra ponownie doprowadziły ją na krawędź.

– Dwa – mruknął, przygryzając wargę, kiedy echo jej przyjemności uderzyło do jego krwiobiegu.

Edward stale zwiększał tempo. Chwycił zagłówek, dławiąc jęki związane z targającą panną Swan rozkoszą i tym, jak dobre było to doznanie. Mężczyzna starał się spowolnić swoje ruchy, a jego płuca się naprężyły.

Kiedy dotarły do niego jej myśli, zatrzymał się.

– Co?

Jesteś mój.

Bezwiednie wysunął biodra do przodu. Uśmiechnęła się. Cullen wpatrywał się w nią intensywnym wzrokiem, z którego biła siła i dzikość. Bella owinęła rękę wokół jego karku.

– Myślisz, że jestem twoja? Tak naprawdę to ty jesteś mój – wydyszała pomiędzy jego mocnymi pchnięciami.

– Posiadam cię i to cię właśnie najbardziej przeraża – powiedziała wprost do jego ucha.

Jej oczy rozszerzyły się, kiedy zdała sobie sprawę, iż znowu dochodzi. I gdy miedzianowłosy oparł policzek tuż przy jej licu, mogła usłyszeć, że coś mówi. Nieznośne tarcie pomiędzy ich ciałami stało się zbyt trudne do zniesienia i wulkan przyjemności wybuchł w jej wnętrzu. Przyćmił wszystko, co Bella kiedykolwiek uważała za przyjemne, zmieniając każde przelotne wspomnienie o rozkoszy fizycznej w popiół.

Krzyk zaskoczenia rozbrzmiewał w jej gardle wraz ze słowami „oczywiście, oczywiście", które pojawiały się nieproszone w jej świadomości. Gdy panna Swan poddawała się orgazmowi, jej ciało drżało, a mięśnie zaciskały się wokół członka Edwarda. Brunetka chwytała w garści jego włosy.

Dziewczyna zamknęła oczy, czując, jak aksamitny bicz rozkoszy rozcina nieprzerwanie jej jestestwo. Ogromna satysfakcja dobrnęła aż do jej kości.

Chłopak mówił tajemnicze, dziwne słowa, głównie w jej szyję. Oddech Cullena palił ją w ucho. Bella uniosła rękę, umiejscawiając ją na jego ustach. Młody mężczyzna czule przyciskał wargi do jej palców, mimo iż wciąż pchał mocniej i głębiej.

Byłeś mój przez cały czas. Poddaj mi się.

Miedzianowłosy pochwycił jej spojrzenie, widząc w jej oczach swoje własne słabe odbicie. Kiedy Cullen szczytował, panna Swan także dostrzegła w jego tęczówkach siebie samą.

Ciałem Edwarda wstrząsnęło pożądanie i wycieńczenie. Gdy się nad nią pochylił, gromadzone przez całe życie – tęsknota oraz żądza – wybuchły w nim jak burza, śmierć, bomba. Przypominało to jaśniejącą łunę zawierającą w sobie każdy kolor za wyjątkiem czarnego. Niezgłębione piękno jej serca – jedyną dobrą rzecz, jakiej Cullen kiedykolwiek pragnął. Życie było niczym, jeśli nie mógł mieć Belli, a w tej chwili trzymał jej doskonałą dłoń.

Panna Swan wciąż czuła, że miedzianowłosy drży. Gardłowy dźwięk, jaki z siebie wydał, sprawił, iż jej pochwa ponownie zacisnęła się w odpowiedzi wokół jego członka. W wyniku tego jego ciałem znów zawładnął dreszcz. Kiedy brunetka sięgnęła, aby dotknąć rozgrzanej twarzy młodego Cullena, wyszeptała:

– Dobrze się czujesz?

Bella poczuła, że po policzkach, gdzie słone krople mieszały się ze srebrnymi ścieżkami biegnącymi po jej szyi, spływają łzy. Dziewczyna przymknęła powieki, kiedy Edward pochylił głowę, aby je scałować.

W tej dziwnej, prywatnej wojnie toczonej od momentu, w którym oboje uświadomili sobie, iż są dwojgiem różnych ludzi, nie było zwycięzców, żadnych ocalałych. Każdy został zgładzony, a wycieńczone ciała rozpostarły się na białej fladze utworzonej z prześcieradła.

W miarę jak ich oddechy zwalniały i oboje ostrożnie nabierali do płuc następne, doskonale zdawali sobie sprawę, że droga, którą wybrali, została wcześniej zaplanowana. Nie istniało jednak żadne schronienie przed nieprzewidywalnymi wyrokami losu dotykającymi ich nieubłaganie od czasu ich powrotu do Forks. Leżeli nadzy i drżący. Edward położył głowę na sercu Belli, pragnąc, aby ta podążyła za nim, zamiast odwrócić się od niego, zostawiając go samego.

W sypialni panny Swan ulokowanej na końcu korytarza jej milczący telefon znowu rozbudził się do życia…

Jasne, natarczywe światło migające w kółko ukazywało jedno słowo: Michael.

1) Tłum. Alchemia

2) improvised explosive device (ang. improwizowany ładunek wybuchowy) prowizoryczna mina lądowa wykonana z materiałów zastępczych, jak: saperskie materiały wybuchowe, pociski artyleryjskie, bomby lotnicze, głowice torpedowe, granaty, różne niewybuchy lub niewypały itp., zakopana w ziemi, wybuchająca pod wpływem nacisku lub przez zdalne odpalenie.

N:// Kochani! Bardzo dziękuję za czytanie i cudowne komentarze:)!!! W tym rozdziale pomagała kochana i bez niej trwałoby to o wiele dłużej!!! :) Dziękuję swoich betom - chochlicy1 i Majj_ - za niewysłowioną pomoc! Sally - you are as always the best! :) Eileen