Na wstępie chciałam przeprosić, że to tak długo trwało. Niestety nie wszystko zależy ode mnie, a doba ma tylko 24h. W każdym razie dziękuję wszystkim za komentarze i za gorliwy doping. Cieszę się, że ktoś jednak czeka na dalsze rozdziały.
Gorące podziękowania i ukłony należą się również Morwenie, która podjęła się trudnego zadania jakim jest zbetowanie moich wypocin. I to w naprawdę szybkim tempie.
Lu


Świąteczny cud cz. II

W chwili gdy Severus i Harry weszli na trawnik przed domem Dursleyów, zaczął padać śnieg. Harry zatrzymał się, spojrzał w górę na ciemne, rozświetlone gwiazdami niebo i uśmiechnął się, gdy pierwsze płatki zaczęły topnieć na jego twarzy.

- Nie mogę z tobą iść, profesorze! – powiedział w kierunku nieba.

Otoczony przez smutek, który wcale nie pochodził od niego, Severus powstrzymał cisnącą mu się na usta odpowiedź brzmiącą mniej więcej: Nonsens, panie Potter, rusz się! (chęć szybkiego opuszczenia tego koszmarnego miejsca była naprawdę trudna do przezwyciężenia) i zamiast tego zapytał:

- A to dlaczego, Potter?

Harry spojrzał w końcu na swojego Mistrza Eliksirów.

- Po prostu nie mogę. Ja… jestem potrzebny tutaj.

To była marna wymówka i Harry dobrze o tym wiedział. Szybko odwrócił wzrok, wbijając spojrzenie w swoje tenisówki. Severus podszedł do niego, podłożył mu palec pod brodę i uniósł jego głowę, by Harry spojrzał mu w oczy.

- Chcesz mi powiedzieć, że nie możesz ze mną iść, bo Dursleyowie potrzebują niewolnika czy też dlatego, że chcesz mnie chronić przed Czarnym Panem? – zapytał.

Oczy Harry'ego rozszerzyły się z zaskoczenia. I z szoku.

Był aż tak przewidywalny?

Severus opuścił dłoń. Wiedział, że chłopak gorączkowo szuka lepszej wymówki, niegroźnego wytłumaczenia, by z nim nie iść, podczas gdy tak naprawdę pragnął tego ze wszystkich sił.

Gryfon zdobył się jednak na szczerość.

- Chcę cię chronić przede mną.

Severus był przytłoczony ciężarem tych słów, ale nie pozwolił, by wyraz jego twarzy to odzwierciedlił.

- To słodkie, Potter, ale nie stanowisz dla mnie zagrożenia. – Uśmiechnął się złośliwie. Położył dłoń na plecach chłopca i spróbował go popchnąć, ale Harry nie odpuszczał.

- NIE! – krzyknął, napierając całym swoim ciężarem na dłoń nauczyciela. Gdyby Severus w tym momencie zabrał rękę, Potter pewnie by się przewrócił. – Jestem opętany przez Voldemorta! A jeśli on się zorientuje, że mieszkam w twoim domu, a ty nie masz zamiaru mu mnie przekazać, to znowu rzuci na ciebie Crucio albo jeszcze gorzej, bo nie powinieneś się o mnie troszczyć, a ja nie powinienem cię nawet lubić, ale tak jest i nie mogę pozwolić, żeby cię skrzywdził, więc nie pójdę z tobą, a ty nie możesz mnie do tego zmusić – wyrzucił z siebie z prędkością światła Potter, przerywając jedynie, gdy brakowało mu już tchu.

Słowa wisiały w powietrzu, gdy stali, wpatrując się w siebie.

Harry dyszał ciężko, wypuszczając z ust kłęby pary. Powietrze wokół niego było gęste, a Severus prawie mógł usłyszeć szum magii nastolatka. Po raz pierwszy dotarło do Snape'a, że Tiara Przydziału wysłała Harry'ego do Gryffindoru ze względu na jego cechy, a nie na bezmyślną odwagę.

Potter był zdeterminowany, by spędzić Święta na Privet Drive - chociaż wiedział, że będzie tam nieszczęśliwy i źle traktowany - jeśli dzięki temu uchroni przed niebezpieczeństwem osoby, na których mu zależy. Severusowi bardziej jednak zaimponowało to, iż Harry był gotów zaryzykować nawet upokorzenie, wyznając swojemu zrzędliwemu, staremu profesorowi (który w przeszłości nie przepuścił żadnej okazji, by go poniżyć), że go lubi i nie chce, by stała mu się krzywda.

Doprawdy bardzo gryfońskie.

Ale także Harry po raz pierwszy przyznał Severusowi, że go lubi i Ślizgon wiedział, iż musi ostrożnie dobierać słowa.

Zależy od tego nasza przyszłość.

- Nie jestem pewien, co słyszałeś albo co myślisz, że wiesz na temat swojego stanu, ale ty, Harry Jamesie Potterze, NIE jesteś opętany przez nikogo – powiedział powoli. – Tak, istnieje więź pomiędzy tobą a Czarnym Panem, ale nie jesteś nim ani go nie przypominasz. Możecie jedynie sięgać do swoich myśli lub czasami odczuwać swoje emocje, ale mimo iż może to być nieprzyjemne, jestem w stanie nauczyć cię, jak zamykać przed nim swój umysł. Nauczę cię Oklumencji, Potter, ale wolałbym zrobić to w Snape Manor, a nie na tym okropnym, mugolskim trawniku.

Po jego słowach zapadła cisza. Jednakże mężczyznę ucieszył fakt, że chłopak znacznie się uspokoił i nie wyglądał już na tak zdeterminowanego, by zostać u krewnych, jak jeszcze chwilę temu.

- Oklu… co? – powiedział w końcu Harry.

Severus uśmiechnął się.

- Może wytłumaczę ci to nad pieczonym indykiem, Potter?

- Ale co będzie, jeśli Voldemort się o tym dowie? – zapytał z desperacją Gryfon. – Co jeśli czyta moje myśli, gdy…

Zasłonił sobie usta ręką w ostatniej chwili, lecz słowa myślę o tym, jak bardzo cię lubię popłynęły w stronę umysłu Severusa głośne i wyraźne. W tym momencie Snape zdał sobie sprawę z tego, że nauczenie Pottera Oklumencji wcale nie będzie łatwym zadaniem – nawet gdyby nie byli połączeni więzią życiowych towarzyszy. Chłopak był jak otwarta księga.

- …jestem z tobą? – dokończył Harry.

- Jako twój nauczyciel, panie Potter, godzę się na to ryzyko już od jakiegoś czasu – odparł krótko Snape. Potter otworzył szeroko usta, a mężczyzna przeklął się w myślach.

Subtelny jak troll.

- Czy kiedykolwiek stała się panu przeze mnie krzywda, profesorze? – zapytał Potter.

Severus z trudem stłumił westchnienie. Następnym razem, gdy jego mąż zrobi sobie nocną wycieczkę w przeszłość, udusi go. O tak, za to, że tak komplikował mu ten dzień.

- Na Merlina, Potter, nie możemy już iść? – warknął. – Moja różdżka zamarza na kamień!

Oczy Pottera rozszerzyły się, a po chwili zabłysło w nich coś znajomego. Chłopak przygryzł wargę, powstrzymując uśmieszek, lecz po chwili słychać było jego chichot.

Severus uniósł brew w niemym rozbawieniu i zacisnął usta, jasno dając do zrozumienia, co myśli o skojarzeniach Harry'ego.

- Pójdę z tobą pod jednym warunkiem, profesorze. Chcę szczerej odpowiedzi – powiedział brunet. Snape wiedział, iż pomimo cichego chichotu chłopak był poważny. Chciał odpowiedzi.

- Jeżeli naprawdę musisz wiedzieć, Potter, to odpowiedź brzmi tak – odparł krótko. – Możemy już iść?

W jednej sekundzie ogniki w oczach Harry'ego przygasły i przez moment chłopak wyglądał tak, jakby miał wbiec z powrotem do budynku, zamknąć się w komórce i zacząć płakać. Ale Potter dotrzymywał słowa.

- W porządku – wyszeptał.

Severus skinął głową.

- Dobrze.

Wyciągnął swoją różdżkę i machnął nią, a mała dorożka pojawiła się znikąd tuż za płotem Dursleyów (Harry podejrzewał, że była tam cały czas). Do dorożki nie był jednak zaprzęgnięty zwykły koń. Stał przed nią thestral, grzebiąc kopytami w cienkiej warstwie śniegu. Severus skierował się w stronę powozu, gestem nakazując Potterowi, by podążył za nim.

- Nie będziemy się aportować? – zapytał Harry.

Severus uśmiechnął się znacząco.

- Ponieważ ostatnia aportacja przyprawiła cię niemal o atak serca, pomyślałem, że chciałbyś dzisiaj podróżować w nieco bardziej komfortowych warunkach.

- Nie przeczę – zgodził się chłopak, wchodząc do powozu i siadając. Severus usiadł tuż obok niego.

- Zatem jedziemy – powiedział, a thestral ruszył z kopyta.

XXXXXXXXXX

Śnił.

To było to. Harry był pewien. Zasnął w komórce pod schodami, podczas gdy Dursleyowie jedli świąteczny obiad z Carlisle'ami. Tylko we śnie profesor Snape uratował go z jego komórki. Tylko we śnie stał teraz na werandzie domu profesora. Tylko tam Priya przytulała go i całowała w policzek. I tylko we śnie profesor Snape mógł go zapytać, czy chciałby spędzić Wigilię z Malfoyami.

CO?

Harry puścił Priyę i spojrzał na swojego nauczyciela. Właściwie to gapił się na niego.

- Przepraszam, sir, może pan powtórzyć? – zapytał powoli. Na ustach Mistrza Eliksirów pojawił się delikatny uśmiech, a Harry niemal odetchnął z ulgą. Snape żartował.

O tak, bardzo śmieszne.

- To rodzinna tradycja – powiedział Severus. – Co roku udajemy się z Priyą do Malfoyów i wspólnie jemy kolację. Draco i jego rodzice bardzo się ucieszą, jeśli do nas dołączysz. Nie martw się, nie musisz próbować dań przygotowanych przez panią Malfoy, jestem pewien, że będziesz nam za to wdzięczny. Świąteczna kolacja to, dzięki Merlinowi, działka Priyi.

Priya uśmiechnęła się.

- Powinieneś się wstydzić, Severusie Tobiaszu – zbeształa go.

Severus pokręcił głową.

- Widzisz? – zapytał Harry'ego. – Oto, co dostajesz za komplementowanie kobiet w tym domu, Potter – powiedział z udawaną irytacją. – Pamiętaj, by wieczorem nie mówić Priyi nic miłego na temat pieczonego indyka. Jak widać, nie przyjmuje tego zbyt dobrze.

Harry uśmiechnął się niezamierzenie, wciąż nie wiedząc, w co pogrywa Snape.

Świąteczny obiad z Malfoyami. Doprawdy!

Stojąca za plecami Pottera Priya sięgnęła ponad jego głową i trzepnęła Severusa w ramię.

- Umiejętności Narcyzy znacznie się poprawiły, ty ignorancie! – powiedziała. – O czym ty i Lucjusz wiedzielibyście, gdybyście chociaż raz spróbowali tego, co ugotowała.

Narcyza? Lucjusz? Tak jak Narcyza i Lucjusz MALFOY?

- Przepraszam – powiedział Harry, patrząc to na Priyę, to na nauczyciela. – Wy… nie żartujecie? Naprawdę chcecie, żebym… ale wy nie…

Priya położyła mu dłoń na ramieniu.

- Wejdźmy do środka – stwierdziła i Harry pozwolił się pokierować prosto na niewielką sofę w sali wejściowej. Nie zauważył pełnego wyrzutu spojrzenia Hinduski skierowanego do Snape'a, które mówiło: Naprawdę, mogłeś poinformować go nieco wcześniej.

Kobieta usiadła obok Pottera i wzięła go za ręce.

- Ale to Śmierciożercy! – wyrzucił z siebie, zanim miała szanse cokolwiek powiedzieć. – Nie możecie ode mnie oczekiwać, że będę spędzał z nimi czas, jak gdyby nic się nie stało. Nawet jeśli Lucjusz Malfoy powstrzyma się dzisiaj od zabicia mnie przez wzgląd na was, nie mogę zapomnieć o tym, że już kiedyś próbował. Moja zdolność do udawania na tym się kończy, przykro mi.

Potter wiedział, że wcale nie brzmiał, jakby mu było przykro, bo przecież nie było. Kochał ich - Severusa i Priyę, ale oni postradali zmysły. Oszaleli!

Święta z Malfoyami… co za dno!

Severus pochylił się i kucnął tak, by jego oczy były na tym samym poziomie co Harry'ego, po czym położył mu dłoń na kolanie. Wywołało to bardzo szybką reakcję u chłopaka. Coś bardzo ciepłego eksplodowało w jego żołądku i zaczęło wspinać się w górę. Harry był pewien, że to tylko kwestia czasu, aż to coś pojawi się na jego skórze w postaci opanowującego jego szyję rumieńca.

- Lucjusz Malfoy próbował mnie zabić w Little Hangleton – ciągnął szybko dalej, by ukryć swoje zawstydzenie. – Chciał też, by razem ze mną zginęła Ginny, gdy podrzucił jej dziennik Riddle'a... albo przynajmniej miał to gdzieś. A teraz mam w cywilizowany sposób zjeść kolację z nim i jego rodziną, profesorze?

Mężczyzna skinął głową, jego dłoń wciąż uspokajająco spoczywała na kolanie Gryfona.

- Nikt nawet nie pomyśli o skrzywdzeniu cię, nawet Lucjusz Malfoy. Możesz być tego pewien. Ale nie będę cię zmuszał, Potter. Jeżeli naprawdę nie chcesz z nami iść, zrozumiem. Powiedz tylko słowo, a zostanę tutaj z tobą. Ale jeżeli możesz, daj im chociaż szansę, będzie mi niezmiernie miło.

Odczekał chwilę, zanim dodał:

- Draco naprawdę się ucieszy. Tęsknił za tobą.

Harry zagryzł dolną wargę, robił tak zawsze, gdy musiał podjąć trudną decyzję. Wystarczy jedno słowo, a spędzi Gwiazdkę z Severusem, bezpieczny w Snape Manor, bez nawet widma Malfoyów. Czy potrzebował więcej powodów, by powiedzieć nie? Draco za nim tęsknił. Czy był lepszy powód, by powiedzieć tak?

- Ale jego ojciec to Śmierciożerca – powtórzył bezradnie. Był lepszy argument na nie?

- Potter – powiedział Severus z niemal przerażającą czułością – zapewniam, że nie wyrwałem cię z paszczy lwa tylko po to, by rzucić cię prosto do gniazda węży.

Harry zmarszczył brwi.

- Z całym szacunkiem, profesorze, ale właśnie to pan robi – stwierdził z lekkim uśmiechem. – Jesteś Ślizgonem. Malfoyowie również są. To czyni mnie lwem, a was wężami w pańskim porównaniu, czyż nie?

Przez moment Severus wyglądał na zaskoczonego. Wtem się uśmiechnął.

- Nigdy nie sądziłem, że to powiem, ale masz rację, nieznośny Gryfonie. Stwierdzam, że moja mała analogia nie do końca tu pasuje. Jednakże ty – wskazał palcem na chłopaka, a zaraz potem szturchnął go w żebra. Harry skulił się i zaśmiał – nie jesteś lwem, Potter. Młodym kotkiem, jeśli już.

Potter zaśmiał się.

- Ha, ha – powiedział, demonstracyjnie przewracając oczami.

Przerwał na chwilę.

To niesamowite, że tak dobrze się tu czuł. Z powrotem w Snape Manor, z ręką Severusa na kolanie, siedząc tu z Priyą, z ręką Severusa na kolanie, przekomarzając się…

Czy wspomniałem już o dłoni Severusa na moim kolanie?

Ufał Snape'owi. Potter wciąż nie rozumiał, dlaczego tak bezgranicznie ufa temu mężczyźnie, ale naprawdę tak było. W chwili gdy rozpoznał jego głos u Dursleyów, poczuł, jak gdyby ogromny ciężar zniknął z jego barków – i z serca również. Z Mistrzem Eliksirów czuł się bezpieczny. Jeżeli Severus był pewien, że bezpieczne było sprowadzenie go tutaj, mimo iż nie znał jeszcze tego Oklu-cośtam, to tak jest. Jeśli Severus stwierdził, że Harry będzie bezpieczny u Malfoyów, to tak będzie.

To było takie proste.

Nie wspominając już o tym, że trzyma rękę na moim kolanie i w tej chwili mógłby mnie prosić, bym pocałował Dementora, a zrobiłbym to. Z radością.

Harry westchnął.

- Nie mam co na siebie włożyć – powiedział.

Profesor wstał z uśmiechem. Potter odkrył, że brak ciężaru dłoni na kolanie jest niemal bolesny… i znów westchnął.

- Znajdziesz wszystkie swoje rzeczy w pokoju na górze – poinformował go Snape. – Świąteczka zajęła się przeniesieniem ich z Privet Drive 4.

Harry spojrzał na swojego nauczyciela ze zdziwieniem.

- Powtórzę – odparł. – Nie mam co na siebie włożyć.

Uśmiech Snape'a zamienił się w złośliwy uśmieszek.

- Nie bądź tego taki pewien, Potter. O ile się nie mylę, ktoś zostawił dla ciebie na górze wcześniejszy prezent świąteczny.

Harry podskoczył.

- Ty? – zapytał z szeroko otwartymi oczami, ale Severus pokręcił głową.

- Nie dziękuj mi! – powiedział. – To nie ja w tej rodzinie jestem znany z idealnego wyglądu i ubioru.

Harry jakoś powstrzymał się przed zaprotestowaniem i zapewnieniem swojego nauczyciela, że wygląda dobrze i szybko spojrzał na Priyę, ale Hinduska tylko pokręciła głową.

- Idź i sam zobacz, kochanieńki – powiedziała z ciepłym uśmiechem. – Nadal pamiętasz swój pokój, prawda?

Harry skinął głową.

- Idź więc – zarządził Snape, wskazując ręką schody i machając nią ponaglająco. – Oczekuję cię tutaj za czterdzieści pięć minut, Gryfonie! Wykąpanego, uczesanego, ubranego i… - mrugnął do chłopaka - …w idealnie świątecznym nastroju. Jasne, Potter?

Harry stuknął piętami o siebie i zasalutował.

- Jak słońce!

Potem uśmiechnął się złośliwie i upewniając się, że jego dodatkowe Wujku Vernonie, sir! było doskonale słyszalne dla wszystkich, pobiegł na górę.

- SŁYSZAŁEM TĘ POTWORNĄ ZNIEWAGĘ, TY NIEWDZIĘCZNY, WYCHOWANY PRZEZ MUGOLI, KARZEŁKOWATY CZARODZIEJU!

To były ostatnie słowa, jakie usłyszał Harry, zanim śmiejąc się, zamknął za sobą drzwi do pokoju. Gdy tylko się odwrócił, wpadło na niego coś białego, usiadło mu na ramieniu i zahukało cicho.

- Cześć, Hedwigo! – przywitał się i pogładził sowę po głowie. Sowa skubnęła go czule w policzek, zanim wyleciała przez okno prosto w bezgwiezdną noc. Potter zamknął za nią okno i rozejrzał się po znajomym pomieszczeniu, w którym mieszkał jeszcze kilka miesięcy temu i zastanawiał się, czy jeszcze je zobaczy. Zadowolenie spłynęło na niego jak deszcz i po raz drugi tego wieczoru miał ochotę płakać ze szczęścia.

Wtedy zauważył swoje odbicie w lustrze powieszonym obok szafy i stwierdził, że nie czas na łzy. Jeżeli miał zamiar wyglądać dzisiaj choć [i]w przybliżeniu[/i] jak przyzwoity człowiek, to czterdzieści pięć minut nie wydawało się być dostateczną ilością czasu. Podszedł do krawędzi łóżka, gdzie - tak jak obiecano - stał jego kufer. Na nim leżało kwadratowe pudełko opakowane w srebrny papier i przewiązane ciemnozieloną wstążką. Obok oparte o pudełko leżały dwie małe, srebrne koperty. Na jednej napisane było: Przeczytaj mnie pierwszą, a na drugiej: Przeczytaj mnie na końcu.

Drżącymi rękami ochoczo otworzył pierwszą kopertę i wyciągnął z niej krótki liścik. Od razu rozpoznał charakter pisma.

Harry!

Nie wątpię, że właśnie skaczesz z radości na wieść, iż zostałeś zaproszony na tradycyjną Śmierciożerczą Świąteczną Kolację. I powinieneś. Spożywanie kolacji z nami, Malfoyami, to przeżycie jedyne w swoim rodzaju.

Nie, nie jest… ale z pewnością będzie w chwili, gdy słynny Harry Potter dołączy do naszej grupy Miłośników Voldemorta. W każdym razie - jak już zapewne zauważyłeś - my, Malfoyowie, jesteśmy piekielnie przystojnymi Ślizgonami. Nie tolerujemy na czarodzieju jakichś mugolskich szmat z drugiej ręki w rozmiarze XXL. Nawet na Gryfonie. Cóż, nie w Święta w każdym razie. I mimo iż nie masz najmniejszych szans na wyglądanie tak dobrze jak ja, postanowiłem trochę Ci pomóc.

Możesz już otworzyć swój prezent.

Twój,

Draco Malfoy

Harry pokręcił głową z niedowierzaniem. Tylko Draco Malfoy mógł obrócić w żart fakt, że Harry Potter będzie jadł kolację z Lucjuszem Malfoyem, jednym z ulubieńców Voldemorta. Nie mógł się jednak powstrzymać od śmiechu. W jakiś sposób ten typ sarkazmu, suche poczucie humoru Draco, uspokoiło go i pomogło mu pozbyć się choć części niechęci. Może kolacja z Lucjuszem Malfoyem nie będzie taka zła? Cuda się zdarzają, prawda?

Przeżycie Klątwy Zabijającej.

Odkrycie, że jest czarodziejem.

Latanie na miotle.

Przyjaźń z Draco.

Zakochanie się bez pamięci w najbardziej znienawidzonym nauczycielu…

Tak, czasami cuda się zdarzają.

Harry usiadł na łóżku, wziął srebrny pakunek i bez zbędnych ceregieli rozpakował prezent od Draco. Wizja koszmarnej szaty wyjściowej, przy której stara szata Rona będzie wyglądała jak najnowszy krzyk mody, wciąż majaczyła mu przed oczami i z lękiem uchylił wieczko pudełka. Przez chwilę wpatrywał się w jego zawartość.

- Łał, Draco! – wyszeptał.

W środku znajdowała się para czarnych jeansów Levi'sów, szmaragdowa, elegancka koszula i para lśniących, czarnych, skórzanych butów.

Potter uśmiechnął się.

- To musiały być ślizgońskie barwy, prawda, Draco?

Ostrożnie, jakby ubrania mogły rozpłynąć się w powietrzu, gdyby nie uważał, chłopak wyciągnął je z pudełka i obejrzał ze wszystkich stron. Wyglądały na nowe i drogie. Prawdę mówiąc, Harry nie zawracał sobie głowy modą - życie go tego nauczyło. Kiedy Dudley wyrastał ze swoich ubrań lub zwyczajnie się nimi znudził, były one już rozciągnięte do granic możliwości, przetarte i wyblakłe. W takim stanie dostawał je Harry. Właściwie Potter podejrzewał, iż jego kuzyn specjalnie niszczył ubrania, by nie wyglądały dobrze na Harrym. I mimo że Harry ostatnio stał się bardziej świadomy swojego byle jakiego wyglądu (bycie zakochanym zmienia człowieka, tak samo jak bycie przyjacielem najlepiej ubranego chłopaka w Hogwarcie), rzadko wydawał pieniądze otrzymane w spadku po rodzicach na ubrania. Nie, kiedy musiał płacić za przybory szkolne, kupować prezenty czy utrzymywać miotłę… a nie miał pojęcia, kiedy będzie w stanie zarabiać pieniądze na swoje utrzymanie.

Kiedy gong zegara wybił kolejną godzinę, Harry przypomniał sobie, co właściwie miał zrobić. Odwrócił wzrok od nowych ubrań i wpadł do łazienki, gdzie wziął szybki prysznic, umył włosy (i nawet wysuszył je potem suszarką, usiłując choć w pewnym stopniu je ujarzmić) i wyszczotkował zęby. Potem wrócił do pokoju i przekopał swój kufer w poszukiwaniu czystej bielizny i skarpetek. Kiedy już je znalazł, pozbył się ręcznika i ostrożnie się ubrał. Gdy skończył, sceptycznie obejrzał się w lustrze pod wszystkimi kątami.

- Za małe – wymamrotał, kręcąc się niepewnie przed zwierciadłem.

Wtem, coś przeleciało przez pokój i zaczęło stukać Harry'ego z dużą prędkością w czoło. Była to druga koperta z napisem Przeczytaj mnie na końcu, najwyraźniej żądająca jego uwagi.

- No dobra, dobra! – krzyknął Harry i chwycił drugą srebrną kopertę. W środku był kolejny liścik. Potter rozwinął go i przeczytał.

Wierz lub nie, Złoty Chłopcze, ale wybrałem tę konkretną kombinację kolorów nie dlatego, że są to barwy mojego Domu, tylko dlatego, iż wiedziałem, że pasują do Twoich włosów i oczu. Gdyby Tiara Przydziału miała choć odrobinę gustu, przydzieliłaby Cię do Slytherinu chociażby tylko ze względu na to. Ale odbiegam od tematu. Pewnie myślisz, że Twoje nowe ubrania są za małe. Zapewniam Cię, że nie są. Nosisz teraz swój właściwy rozmiar, a nie ten po Twoim słoniowatym kuzynie, głupku.

Możesz podziękować mi później.

Wesołych Świąt!

Harry uśmiechnął się i w duchu przyznał Draco rację. Po ostatnim szybkim rzuceniu okiem na swoje odbicie w lustrze zdecydował się zawierzyć ślizgońskiej intuicji (w końcu Draco Malfoy był najlepiej ubranym chłopakiem w szkole) i zszedł na dół, gdzie już czekała na niego Priya ubrana w piękne, błękitne sari.

- Spójrz tylko na siebie! – wykrzyknęła, gdy zobaczyła go na schodach. – Prawdziwy z ciebie gentleman!

Potter zaśmiał się, ale było mu przyjemnie, gdy Priya zaczęła go dopieszczać, odgarniając kosmyk włosów z czoła czy wygładzając nieistniejące zmarszczki na koszuli.

- Ty również wyglądasz wspaniale, Priyu – powiedział.

- Nie tylko wygląda jak gentleman, ale również tak mówi – uśmiechnęła się kobieta i pocałowała go w czoło.

Za nimi ktoś chrząknął.

Harry odwrócił się i zobaczył stojącego za nimi Severusa Snape'a. Mężczyzna zamienił swoje ciężkie szaty na jedwabną czarną koszulę, która luźno opadała na ciemne spodnie. Postrzępiony kołnierzyk okalał jego szyję, a delikatny, lekko połyskujący wzór wił się na jego klatce piersiowej. Harry podejrzewał, że jest to strój hinduski i zastanawiał się, czy to Priya wybrała go dla nauczyciela.

W każdym razie profesor Snape wyglądał zabójczo.

- Jesteś tu od pięciu minut i już przewracasz im w głowach – droczył się z nim mężczyzna. – Jeżeli sądzisz, że kokietowanie kobiet w Snape Manor jakoś na mnie wpłynie i pomoże ci przy SUMie, Potter, to pomyśl raz jeszcze.

- A jak daleko doprowadzi mnie kokietowanie ciebie? – wyrzucił z siebie Harry. Zdziwiony własną śmiałością, ale nie onieśmielony, dodał: - Ponieważ muszę powiedzieć, że ty również wyglądasz znakomicie, profesorze.

No, pomyślał Harry. Lepiej powiedzieć coś takiego, niż się na niego gapić.

Lub ślinić.

Lub gapić i ślinić.

Szczerość Pottera wydawała się zaskoczyć Snape'a, który zaśmiał się głośno (Harry powstrzymał się przed rzuceniem się na nauczyciela z zachwytem).

- Ostrożnie, Potter – uśmiechnął się złośliwie, oskarżycielsko mierząc palcem w chłopaka – albo Dolores Umbridge będzie musiała wystawić ci ocenę z SUMa, gdyż ja będę zbyt stronniczy w stosunku do ciebie, by wystawić ją obiektywnie.

Priya uśmiechnęła się, ale Harry nie wyglądał na przekonanego.

- Jasne! – żachnął się. – Ponieważ jesteś znany ze swojej obiektywności i neutralności, sir. Szczególnie wobec mnie.

- Jestem neutralny jak Szwajcaria – przytaknął pewnie Snape i tym razem to Potter się uśmiechnął.

Nagle Severus rozejrzał się, jak gdyby czegoś szukał. Po chwili jednak puścił tylko oczko do Priyi i podszedł do szafy, skąd wyciągnął kurtkę Pottera i mu ją podał. Gdy już pomógł Priyi ubrać jej płaszcz, założył własny.

- Gotowi? – zapytał dość głośno. – Więc IDZIEMY!

Severus otworzył drzwi i poczekał, aż Priya i Harry wyjdą na zewnątrz. Po nich sam wyszedł na werandę i już miał zamykać drzwi, gdy coś małego i czerwonego wystrzeliło z korytarza i przebiegło koło jego nóg.

To była Świąteczka. Skrzatka ubrana w maleńką, śliczną czerwoną sukienkę zgięła się w pół, oparła dłonie na kolanach i zaczęła ciężko dyszeć. Potter zauważył, że nauczyciel i Hinduska wymienili rozbawione spojrzenia.

- Witaj, paniczu Harry! – wysapała.

- Witaj, Świąteczko! – przywitał się Harry.

- Jestem gotowa, Severusie, sir. – Westchnęła. – Jestem już gotowa.

Severus uniósł rękę i spojrzał na zegarek.

- I w samą porę – powiedział twardo, ale po chwili na jego twarzy pojawił się uśmiech. Podniósł niewielką Świąteczkę i posadził ją sobie na ramionach. – Możemy już iść? – zapytał ją. – Nie chcemy, żeby Miko czekał, prawda?

Jedyną odpowiedzią wpatrującej się w horyzont skrzatki był radosny chichot.

- Kim jest Miko? – zapytał Harry, starając się dotrzymać kroku Priyi i Mistrzowi Eliksirów, który przechodził teraz przez ogród i kierował się w stronę potwornie długich schodów prowadzących do niewielkiego lasku i jeziora, gdzie Draco w wakacje prawie się „utopił".

- Miko to skrzat Malfoyów – wyjaśniła Priya.

- Och... – Harry tylko tyle był w stanie z siebie wydusić, pamiętając o Zgredku, ostatnim skrzacie Malfoyów, którego podstępem udało mu się uwolnić.

- Idziemy więc pieszo? – zapytał, schodząc po schodach. Priya szła za nim, a Snape przed nim, niosąc szczęśliwą Świąteczkę na swoich ramionach.

- Zaskoczony brakiem magii, Potter? – zawołał mężczyzna.

Gryfon wydał z siebie potwierdzający dźwięk.

- To tradycja – powiedział Severus. – Co roku idziemy do Malfoyów, jemy u nich kolację, a następnego ranka oni przychodzą do nas i wymieniamy się prezentami.

- Ty i Malfoyowie jesteście dobrymi przyjaciółmi, prawda?

Severus zatrzymał się i poczekał, aż Harry go dogoni, zanim zaczęli schodzić ramię w ramię po schodach.

- Tak, Potter – powiedział mężczyzna, a Harry poczuł na sobie jego spojrzenie. – Lucjusz i jego żona są moimi najstarszymi i najbliższymi przyjaciółmi. Kocham Draco jak własnego syna. W zasadzie są dla mnie rodziną, tak jak Priya i Świąteczka.

Te słowa nie były dla chłopaka zaskoczeniem. Potter podejrzewał, że relacje między Mistrzem Eliksirów a rodziną Malfoyów są o wiele bliższe, niż Snape i Draco okazywali w szkole, odkąd widział na własne oczy, jak bardzo Draco był przywiązany do Severusa i Pryi i że traktował Snape Manor jak swój własny dom.

- Profesorze? – zapytał Harry.

- Potter?

- Mam nadzieję, że się nie pogniewasz, ale… co z twoją prawdziwą rodziną? Twoimi rodzicami?

Gdy tylko Potter wypowiedział te słowa, poczuł przypływ tak głębokiego smutku, że łzy same napłynęły mu do oczu. Zdezorientowany zamrugał, by się ich pozbyć i kątem oka spojrzał na swojego nauczyciela.

Snape mocno zacisnął wargi.

- To jest moja prawdziwa rodzina, Potter – powiedział krótko. – Moi rodzice nie żyją.

Tym razem łzy Harry'ego spłynęły mu po policzkach. Zalany przez falę emocji – smutku, złości, bezsilności, oburzenia, zgryzoty – których źródła nie mógł zlokalizować ani wyjaśnić, zdecydował się zwalić winę na mroźny grudniowy wiatr i szybko otarł twarz.

- Przepraszam – powiedział.

- Wiem – odparł łagodnie Severus. Puścił jedną z drobnych kostek Świąteczki i położył dłoń u nasady szyi Harry'ego. W jednej chwili cały smutek Pottera zdawał się ulotnić, pozostawiając po sobie tylko spokój.

W końcu zeszli ze schodów i zaczęli przemierzać polanę u stóp wzniesienia. Świąteczka zeskoczyła z ramion Snape'a i wyprzedziła ich nieco, rozmawiając z Priyą idącą u jej boku. Harry i profesor szli kilka metrów za nimi.

Harry znów czuł się jak we śnie. Jak inaczej wyjaśnić to, że jeszcze dwie godziny temu był nieszczęśliwy i zamknięty w komórce pod schodami, a teraz był na spacerze w świetle księżyca z Severusem Snape'em? I w dodatku szedł na spotkanie z Malfoyami?

Po pewnym czasie dotarli nad jezioro. Spokojna tafla wody skrzyła się dzięki odbijającemu się w niej rozgwieżdżonemu niebu. Pamiętając chwile, gdy był pewien, że nigdy tu nie powróci, Harry wziął głęboki oddech, starając się zapamiętać ten moment jak najlepiej.

- W porządku, Potter? – zapytał Snape, spoglądając na niego z nieodgadnionym wyrazem twarzy.

Harry uśmiechnął się.

- Tak. Daleko jeszcze?

- Sam zobaczysz – odparł tajemniczo nauczyciel i obaj podążyli za Priyą i Świąteczką drogą wokół jeziora.

Harry rozejrzał się sceptycznie. O ile Draco nie ukrywał przed nim, że on i jego rodzina są w zasadzie ludźmi wody i mieszkają w jeziorze, nie miał bladego pojęcia, dokąd zmierzają. Razem z Draco w wakacje wiele razy spędzali czas na tym terenie i Harry był pewien, że nie widział w pobliżu jeziora innego domu poza Snape Manor. Ani w odległości, jaką można pokonać pieszo ani… w żadnej innej.

Szli tak przez około pięć minut i prawie dotarli do przeciwległego brzegu, gdy Severus tak już znajomym gestem położył dłoń na jego szyi. I zanim umysł Harry'ego mógł odpłynąć lub zrobić cokolwiek innego, by cieszyć się dotykiem mężczyzny, przed ich oczyma pojawił się ciemny dom – nagle górujący nad brzegiem jeziora w miejscu, gdzie jeszcze przed chwilą rosło tylko kilka drzew. Gdyby nie dłoń Severusa (która zawsze zdawała się go uspokajać), Harry podejrzewał, że straciłby grunt pod nogami. Albo zemdlałby z szoku.

Otworzył ze zdziwienia usta i obrócił się, by spojrzeć na Mistrza Eliksirów.

- To tutaj mieszka Draco?

- Tak, właśnie tutaj – przytaknął Snape.

Harry spojrzał na duży, ciemny dom, a potem znów na mężczyznę.

- Zawsze tu był? – zapytał, wciąż zszokowany.

Severus ponownie skinął głową.

- Ale dlaczego nigdy wcześniej go nie widziałem? – spytał, robiąc krok naprzód.

- Ponieważ Malfoyowie nie chcieli, żebyś go widział.

- Och – powiedział Harry. Potrząsnął głową i dodał: - To oficjalne! Nigdy nie przyzwyczaję się do tych wszystkich magicznych rzeczy.

Snape ścisnął delikatnie jego kark, zanim zabrał rękę.

- Nie martw się – stwierdził. – Ja również.

Harry zaśmiał się z niedowierzaniem, a Snape powiedział nagle:

- Potter, muszę prosić cię o przysługę.

- Niech zgadnę. – Chłopak uśmiechnął się. – Nie chcesz, żebym zrujnował nastrój, wspominając o Voldemorcie?

Severus uśmiechnął się delikatnie.

- Mimo iż to z pewnością pomogłoby utrzymać gwiazdkową radość, nie o to chciałem cię prosić.

- O co więc chodzi?

Snape zatrzymał się. Harry również.

- Chciałbym, żebyś mi obiecał, że powiadomisz mnie niezwłocznie, jeśli tylko poczujesz dzisiaj jakiekolwiek połączenie z Czarnym Panem – powiedział mężczyzna.

- Masz na myśli na przykład fakt, że będę siedział przy stole Lucjusza Malfoya? – Potter nie mógł się powstrzymać.

Severus uśmiechnął się znacząco. Jakby z podziwem, pomyślał Harry.

- Nie do końca to miałem na myśli – stwierdził nauczyciel, a Harry skinął głową.

- Nie – powiedział gorzko. – Wiem. Mówiłeś między wierszami o mnie zamieniającym się w węża, gryzącym dobrych ludzi jak pan Weasley i zostawiającym ich, by wykrwawili się na śmierć. Dlaczego nie zostawiłeś mnie na Privet Drive, skoro obawiasz się, że mógłbym… jednak zmienić się w Voldemorta? Może powinienem wrócić, profesorze. To od początku nie był dobry pomysł!

Harry obrócił się na pięcie, chcąc odejść z powrotem do Snape Manor, ale powstrzymały go silne ręce na jego ramionach, a ciało bruneta poddało się im jak pod wpływem Imperiusa. Severus obrócił go przodem do siebie. Wciąż trzymając dłonie na ramionach chłopaka, Snape spojrzał na niego uważnie i powiedział:

- Nie bądź głupi, Potter! Obaj wiemy, że atak na Artura Weasleya nie był twoją winą!

Potrząsnął lekko Gryfonem.

- Nie byłeś wężem, Harry! Nikogo nie skrzywdziłeś! Nie martwię się, że mógłbyś dzisiaj kogoś skrzywdzić! Ale istnieje ryzyko, że Voldemort będzie chciał ponownie wejść do twojego umysłu i musisz zrozumieć, że zrobię wszystko, co w mojej mocy, by temu zapobiec. By chronić moich najbliższych. By chronić ciebie.

Harry przełknął.

- Ok – wyszeptał. – Co powinienem zrobić, jeśli… - ucichł.

- Po prostu przyjdź do mnie tak szybko, jak to możliwe. Dzisiaj. Jutro. Kiedykolwiek, w dzień lub w nocy.

Ha! To było dość proste!

- Tak zrobię – powiedział Potter. – Obiecuję.

XXXXXXXXXX

Co dwie minuty jego matka wstawała z sofy w salonie jak oparzona i wpadała do jadalni, by sprawdzić, czy wszystko wciąż jest na swoim miejscu i czy na pewno o niczym nie zapomnieli. Jego ojciec udawał, że nie zauważa zdenerwowania żony, chodząc tam i z powrotem koło kominka, a co jakiś czas podchodząc do okna, odchylając zasłony i spoglądając na ogród przed domem.

Nie, pomyślał Draco, Malfoyowie nie znosili czekania zbyt dobrze. A czekanie na Harry'ego Pottera - jak mogło się wydawać - jedynie potęgowało ich męki.

Jednakże on sam był oczywiście uosobieniem spokoju. On jedynie wstawał od czasu do czasu, by się upewnić, że wszystkie świece wciąż się palą. Albo by sprawdzić, czy jego włosy nadal są w idealnym stanie. Lub by się upewnić, czy indyk się nie spalił. Czy jego pokój jest posprzątany. Czy trawnik przed domem jest oświetlony. Czy jego szaty są czyste. Czy jego matka jeszcze nie zemdlała. Czy…

Pukanie do drzwi.

Draco, który zmieniał właśnie dekorację na stoliku kawowym, zamarł w pół ruchu i spojrzał na swoją matkę. Narcyza Malfoy, która dopiero co odeszła od stołu w jadalni (kolejny raz), zatrzymała się na środku pokoju i spojrzała bezradnie na swojego męża. Lucjusz Malfoy, również niezdolny do jakiegokolwiek gestu, patrzył na nich oboje. Wtem krzyknął:

- Na Merlina, to nie sam Czarny Pan jest naszym gościem na kolacji. To tylko ten… - skrzywił się, jak gdyby rozgryzł wyjątkowo kwaśnego dropsa cytrynowego - …Harry Potter, więc przestańcie robić cyrk. Wszyscy!

Wybiegł z pokoju i skierował się do drzwi wejściowych. Draco i Narcyza w bezpiecznej odległości podążyli za nim.

Po kolejnym pukaniu Lucjusz Malfoy otworzył drzwi.

Przyszedł! Niech będzie błogosławiona gryfońska głupo… odwaga. No dobrze, dobrze!

Tam, pomiędzy Priyą a jego ojcem chrzestnym, stał Harry Potter. Spojrzenie zielonych oczu nie spoczywało jednak na jego ojcu, a skierowane było wprost do środka. Draco zrozumiał, że Harry szukał jego.

Potter go potrzebował.

Wtedy zdał sobie sprawę z tego, że wciąż chował się za swoją matką jak dziecko. Lekko podenerwowany, Draco zrobił krok naprzód.

- Dobry wieczór, przyjaciele – powiedział Lucjusz, zwracając się do Priyi i Severusa z uśmiechem i lekkim skinieniem głowy. Potem spojrzał na Chłopca, Który Przeżył.

- Dobry wieczór, panie Potter – wyciągnął do niego rękę.

Draco uśmiechnął się do Harry'ego, a brunet odwzajemnił uśmiech.

- Dobry wieczór, panie Malfoy – odparł, w końcu na niego spoglądając.

I wtedy uścisnął dłoń Lucjusza Malfoya.