N/A: Rozdział IV jednak w starej wersji, wybaczcie. Coś opuściła mnie na niego wena. Betowałam ja sama, niestety, więc jeśli coś znajdziecie – a na pewno znajdziecie – i będzie wam się chciało, możecie mi wysłać PM? Mam nadzieję, że rozdział wam się spodoba :)

Ilość słów: 9632

Rozdział IV

Przemknęli przez piętra, zgrabnie omijając urzędników. W całym budynku panowało dziwne jak tę porę dnia poruszenie. Lis miał niejasne wrażenie, że jest to związane z jego przyszłym zadaniem.

Będąc pod drzwiami gabinetu Tsunade, usłyszeli wysoko podniesiony kobiecy głos, nieco piskliwy i jeszcze jeden, definitywnie męski, mówiący coś uspokajająco.

Lis zerknął na Wilka, który wzruszył ramionami i zapukał. Weszli bez proszenia, zresztą nie było czasu na takie kurtuazje.

W pomieszczeniu naprzeciw biurka Hokage i jej samej siedziały dwie osoby: brązowowłosa kobieta w zielonym żakiecie i rudy mężczyzna ubrany w szyty na miarę garnitur. Oboje wyglądali na dochodzących do czterdziestki. Szatynka miała zaczerwienione, fiołkowe oczy i ocierała je mokrą chusteczką. W rogu pokoju stała Jeż. Jej chakra pulsowała uspokajająco i pewnie tylko dlatego kobieta nie wpadła jeszcze w histerię. Posiadanie klanowych rezerw leczniczej chakry było przydatne.

- Wchodźcie, chłopcy, i słuchajcie uważnie. - zaczęła Tsunade, patrząc ze współczuciem na parę przed nią.- Państwo tutaj to dyplomaci Kraju Piasku, Takashi i Rin Sora. Jadąc tutaj zostali napadnięci i...

- Oni mają uratować moją córeczkę? - wybuchnęła Rin, przyciskając chusteczkę do oczu. - Nie wyglądają na zbyt silnych... - prychnęła.

- Kochanie, uspokój się.- Takashi rzucił ANBU skruszone spojrzenie. Tężejący już obok Lisa Wilk uspokoił się. Ostatni klient, który zakwestionował jego umiejętności, zobaczył plecy Wilka i ten ani namową ani groźbą nie chciał się zgodzić później na wypełnienie tamtej misji.- Przepraszam za żonę. Hokage-sama mówiła, że jesteście najlepsi, ja jej wierzę...

- Nasza eskorta także miała być najlepsza!- krzyknęła szatynka, zanosząc się łzami.- Moje dziecko, moje biedne, małe dziecko...

Jeż podeszła do kobiety i szepnęła jej coś uspokajająco do ucha. Ręką przejechała po plecach pani Sora i ta bez jakiegokolwiek dźwięku zapadła w sen.

- Przepraszam, że to zrobiłam. - Jeż pochyliła lekko głowę przed dyplomatą. - To wszystko ją przerosło. Zaniosę pańską żonę do pokoju hotelowego...

- Mojej rezydencji - wtrąciła przywódczyni Konohy.

- ... rezydencji Hokage-sama i zaraz wracam. - Wykonała szybką technikę przeniesienia, nie kłaniając się na do widzenia nikomu. Lis ją znał, Jeż jest kuzynką Shikamaru. Cholernie silna i bardzo bystra. Jest także zbyt godna na zginanie przed kimkolwiek karku, ale nie próżna i egoistyczna. W sumie dla wielu ANBU jest pociągającą, lecz biedaczki zawsze dostają kosza. Lis wie, że wkurza ją, gdy faceci chcą jej zaimponować siłą - nie lubi podsłuchiwać, raz mu się tylko zdarzyło... no dobra, parę razy - i potrzebuje kogoś inteligentnego, kto wytrzyma jej humory. Jak na razie nikogo takiego nie znalazła.

- Kiedy porwano pańską córkę?- zapytał Wilk.- I gdzie to było?

- Przed kilkoma godzinami, jakieś trzydzieści kilometrów przed Konohą.- Lis dostrzegł w oczach Wilka złość. Jak ktoś śmiał zaatakować tak blisko Wioski? - Ansei nie jechała ze mną i z żoną, miała przyjechać trochę później.

- Takashi-san jest bardzo wpływowym politykiem - rzekła Tsunade, składając ręce na piersi. - Mamy pewne podejrzenia, co do sprawców tego czynu. Takashi-san jest prawą ręką władcy Kraju Ognia i chce wprowadzić ustawę regulującą eksport naszych produktów. By nie płacić zbyt dużego podatku od dochodu, duża ilość firm wysyła swoje wyroby do Deszczu, Trawy i Piasku jako pomoc charytatywną. Kraj Ognia nie ma podpisanej żadnej ustawy z tymi krajami i dlatego nie wiadomo, czy faktycznie jest to pomoc charytatywna. Zazwyczaj jednak produkty są zwyczajnie sprzedawane. Nie można jednak tego w żaden sposób sprawdzić. Dopiero projekt ustawy Takashi-san sprawi, że będzie można kontrolować, co się dzieje z towarami za granicą. Swoją drogą ciekawe, że nikt wcześniej tego nie zrobił.

-Władca Kraju Piasku nie chciał się zgodzić, a Trawa siedziała mu w kieszeni - wyjaśnił polityk. - Deszcz nie chciał się tym zajmować, gdyż nie potrzebował wojny z Trawą. Teraz jednak, kiedy sytuacja względem tej sprawy nie jest tak napięta, można coś z tym zrobić.

- Tylko ludzie czerpiący z tego zyski, nie chcą się zgodzić na taki układ - odezwał się Lis. - Porywając pańską córkę mieli nadzieję, że wycofa się pan.

- Dokładnie - przytaknęła Tsunade.- Szczególnie duża grupa działa na granicy Piasku. Właśnie Jeż znalazła resztki chakry, które doprowadziły nas w pobliże Suny. Dostaniecie od niej parametry kryjówki i będziecie musieli poradzić sobie sami. - Na te słowa mężczyzna poderwał się.- Spokojnie, znaleźliby pańską córkę, nawet gdybym im powiedziała tylko, że jest w okolicach granicy z Piaskiem. - Uśmiechnęła się delikatnie, jej oczy świeciły psotnie. - Sprawców macie oddać w ręce Kazekage-sama, zajęłam już się tym. - Wilk drgnął niezauważalnie, jego chakra lekko zawibrowała i Lis naprawdę musiał się postarać by to wyczuć. - Dziewczyna nazywa się Ansei, ma siedemnaście lat - Lis zdziwił się, słysząc to. Po lamencie jej matki wywnioskował, że dziecko ma około sześciu lat - rude włosy i ciemne oczy. Znakiem szczególnym jest znamię na prawej łydce i maleńka, prawie niewidoczna bliznę na ramieniu. - Przesunęła po biurku białą teczkę związaną beżowym paseczkiem. - Macie ją odbić jak najszybciej. Nie dostaliśmy jeszcze żądania okupu. Pośpieszcie się.

- Czy będą tam shinobi Kazekage? - Lis wziął teczkę, podając ją Wilkowi. Ten przejrzał pobieżnie jej zawartość, szybkość zawdzięczając klanowemu Byakuganowi.

- Kazekage pośle kilka patroli, ale nie wtrącą się, jeśli nie będziecie chcieli. I po wszystkim, Wilk, już nie wracasz.

- Oczywiście, Hokage-sama. - Wilk skinął głową. Jak na niego to i tak dużo. Zresztą wszyscy ANBU mają coś, co Tsunade nazywa "paraliżem pleców". Nigdy się nikomu nie kłaniają, jedynie pochylają lekko głowy, a to i tak rzadko.

Lis chciałby wiedzieć, dlaczego chakra jego tymczasowego partnera zawirowała, gdy usłyszał o Sunie. Coś tam kojarzył, że Wilk i Gaara mięli małą wymianę poglądów ze trzy lata temu, co skończyło się dla Wilka tygodniem w szpitalu w bandażach, a dla Gaary złamanym obojczykiem i nadwyrężoną kostka. Od tamtego czasu umiejętności Wilka znacznie wzrosły. Ciekawe, jaki teraz byłby wynik walki.

Opuścili gabinet Tsunade, w tym samym momencie wykonując technikę przeniesienia w to samo miejsce. Na dach ratusza.

- Za dziesięć minut w tym miejscu - zadecydował Wilk.

- Wziąć bomby? - Lis rzucił partnerowi uważne spojrzenie. Odpowiedział mu potwierdzający, lekko drwiący wyraz perłowobiałych oczu.

No tak. Całkowicie bezsensowne pytanie. Pracując razem zawsze wszystko wysadzają.

Nie brał ze sobą dużo rzeczy. Kilka wybuchowych zwojów, komplet shuriken i kunai oraz swój miecz. Ostatnio rozmyślał, czy by nie sprawić sobie czegoś lepszego. Ostatecznie, włada białą bronią świetnie i Sasuke nie raz dał mu do zrozumienia, że nie powinien już używać "mieczyka" ANBU. W mniemaniu Uchihy bronią tą shinobi władają tylko w ostateczności i ktoś dobrze walczący, powinien posiadać w swoim arsenale coś "porządnego". W takich chwilach Naruto zazwyczaj odparowywał, że raczej nie znajdzie niczego w rodzaju Kusanagi, więc po co w ogóle cokolwiek kupować?

Wilk już na niego czekał. Lis nie lubił pojawiać się drugi na miejscu spotkania. Zawsze wydawało mu się wtedy, że się spóźnił.

Zauważył obok swojego partnera dużą torbę podróżną. Uniósł kącik ust w idealnej replice drwiącego uśmiechu Sasuke.

- Nie jedziemy na wczasy - zauważył cicho.

- Ja owszem. Właśnie jutro miałem jechać do Suny jako pomoc dla Nary. - Wilk zarzucił sobie torbę na ramię, odwracając się tyłem do Lisa. Wyjął z kieszeni gumkę i splątał rozwiewne co chwilę przez wiatr włosy. - Coś taki opryskliwy? Obsługa Ichiraku zachorowała?

- Bardzo śmieszne - mruknął, wyciągając mapę. Miał na niej zaznaczoną najkrótszą drogę do Piasku. - Przesłuchiwałem dzisiaj pewnego kretyna, to wszystko.

Wilk spojrzał na niego z ukosa, strużki perłowej chakry musnęły Lisa, jakby próbując go uspokoić. Tylko przed czym? Lis zmrużył oczy, czując, że coś jest nie tak.

- Pantera do ciebie dzwonił – warknął, bardziej stwierdzenie niż pytanie, obnażając zęby. Zabije go. Albo przynajmniej porządnie zleje na najbliższym treningu.-Tak?

- Wpadłem na niego, gdy szedłem do domu się spakować - odpowiedział uprzejmie Wilk, na co Lis prychnął. Jak rezydencja Uchihów jest w centrum Konohy, tak Hyuuga znajduje się na samym jej końcu. I tak po prostu na siebie wpadli? Wziął uspokajający oddech, by nie wybuchnąć. - Wspomniał, że ostatnio jesteś rozdrażniony... ale to nie umniejsza twoich możliwości bitewnych.

- Ach tak? - chakra płynęła szybko po ciele Lisa, grożąc wybuchem. - Jak miło, że się o mnie martwi.

- Jesteście przyjaciółmi, co nie? - rzucił retoryczne pytanie Wilk. - A teraz lepiej zajmijmy się naszym zadaniem. Pokaz tę mapę.

- Złapiemy ekspres odjeżdżający za pięć minut i będziemy na granicy za trzy godziny - obwieścił Lis, wskazując na czerwony szlak narysowany na papierze. - Jedzie on prosto, więc zaoszczędzimy czas. Następnie ruszymy na północ. Jeż przesłała mi informację, że kryjówka prawdopodobnie znajduje się jakieś pięćdziesiąt kilometrów od stacji, na której wysiądziemy.

- Jeśli pobiegniemy, będziemy na miejscu szybciej niż ten ekspres - zauważył Wilk.

Lis uśmiechnął się, chowając mapę za pasem.

- To właśnie chciałem usłyszeć.

Noc była chłodna i bezgwiezdna. Wiejący wiatr rzucał im drobinki piasku w usta i oczy tak, że musieli zawiązać sobie chusty na twarzach i "pożyczyć" z jednego z mijanych po drodze sklepów okulary. Poruszali się najszybciej jak mogli, co kilka minut omijając oddziały ludzi Kazekage. Gaara mocno wziął sobie do serca słowa Tsunade o patrolach na granicy.

Miejsce wyznaczone przez Jeża okazało się lipą, jednak zalewie dziesięć kilometrów dalej poczuli skupisko chakry. Po pięciu minutach doszli do budowli zamaskowanej genjutsu. Nie było ani w połowie tak silne jak najsłabsze jutsu Lisa, wiec nie miał on zbytnich problemów ze zdjęciem techniki. Jak na razie nie natrafili na żadne straże, ale wszyscy mogą siedzieć tuż przy wejściu, gotowi, aby ich powitać.

Oczom Lisa ukazał się parterowy budynek z odpadającym tynkiem i oknami bez szyb. Wydmy dobrze go maskowały, więc obaj partnerzy nie dziwili się, że patrole mogły przegapić to. W końcu Gaara nie wysłał swoich najlepszych shinobi.

- Wejdziemy przez okno na dachu- odezwał się Wilk, wykorzystując swe klanowe oczy, by rozeznać się w sytuacji.- Dziewczyna jest więziona w piwnicy, pilnują ją straże złożone z ośmiorga osób.

- Czyli odbijamy ją i dajemy znak ninja Gaary, że mają tutaj poczekać na tych, którzy kazali ją porwać.

Żadnego przytaknięcie, lecz Lis wiedział, że Wilk się zgadza. Czasami był zdziwiony jak dobrze rozumie się z Wilkiem, prawie tak samo dobrze jak z Panterą.

Prawie.

Strych był bardzo zakurzony i brudny. Lisowi zakręciło się w nosie i o mało nie kichnął. Przeszli ostrożnie po drewnianej podłodze, uważając, by ta nie zaskrzypiała pod ich stopami. Takie stare rudery są naprawdę upierdliwe. Lis nie cierpiał takich bud. Zazwyczaj przy schodzeniu ze strychu wrogowie ich słyszeli. Drzwi lub klapa w podłodze miała nienaoliwione zawiasy i do widzenia elemencie zaskoczenia.

Tym razem jednak klapa nie wydala z siebie żadnego dźwięku i bezszelestnie zeskoczyli ze schodów na parter. Na lewo mieli kuchnię, na prawo pokój, a za sobą drzwi do piwnicy. Dochodziły stamtąd urywki rozmów i zbliżające się kroki. Szybko skryli się w salonie, nie chcąc na razie zostać przyłapanymi. Najpierw musieli zorientować się z kim walczą.

Ukryty za obdrapanym biurkiem Lis widział jedynie parę niebieskich butów, które pokręciły się chwile po kuchni wręcz błagającej o posprzątanie. Shinobi nawet nie zajrzał do pokoju, co zdziwiło Lisa. Każdy szanujący się ninja zrobiłby mały obchód. Stojący za skrzydłem szafy Wilk jedynie wzruszył ramionami na spojrzenie partnera.

Pomieszczenie było mocno zapuszczone i brudne. Ze ścian płatami odchodziła żółta tapeta, gdzieniegdzie widać było cegły. Na podłodze leżały opakowania po pizzy i chińskim jedzeniu na wynos. W powietrzu unosił się słodki odór pleśni. W rogu leżało jedzenie pokryte zielonym nalotem. Lis odwrócił wzrok.

Na biurku stał komputer i to nim zajął się Wilk. Niestety, nie było tam żadnych ważnych danych. Jedynie kilka gier i filmów erotycznych. Mimo to i tak skompresowali dysk i zrzucili go na dwie płytki DVD. Nie było zajęte dużo miejsca. W czasie, kiedy to kopiowali, nikt nie przyszedł. To tylko utwierdziło Lisa w jego teorii. Wyczuli chakrę, ponieważ ktoś tutaj skończył Akademię, lecz niekoniecznie miał wysoką rangę. Reszta osób była najprawdopodobniej zwykłymi ochroniarzami.

Otworzyli po cichu drzwi do piwnicy. Na dole migało małe światełko. Lis uspokoił oddech, wyjmując miecz. Zabawę czas zacząć.

Lis nie pomylił się. Faktycznie było tylko dwoje ninja i to zaledwie chuninów oraz sześcioro ochroniarzy. Bronili oni wejścia do celi, obłożonej kilkoma pieczęciami.

- Zapytam po raz ostatni: gdzie jest reszta waszych ludzi? - Wilk stał nad jednym z goryli, który wyglądał jakby zaraz miał zemdleć. - Mój partner rozpracowuje te pieczęcie już minutę, co znaczy, że tamci dwaj chunini ich nie założyli. Więc? - Faktycznie, Lis musiał się nieco natrudzić, by zdjąć techniki z drzwi.

- Pojechali do miasta - wyrzucił z siebie mężczyzna. Wzrok utkwił w ostrzu kunai Wilka. - Mieli niedługo wrócić.

- Widzisz, jednak umiesz mówić. - Wilk dotknął ochroniarza w skroń i ten padł zemdlony. - Już?

- Już. - Lis odsunął drzwi. Pokój był mały i zatęchły. W rogu, pod oknem siedziała skulona młoda dziewczyna. Na widok ANBU poderwała się, przyjmując pozycję obronną.- Spokoj...

- Zbliż się jeszcze kawałek, a oberwiesz jak tamten - zagroziła. Na policzku miała krwawą pręgę. Zraniona warga napuchnęła lekko. Miała zabrudzoną twarz i dłonie oraz podarte na kolanie spodnie. Nie wyglądała na mocno poszkodowaną. No i była ładna. - Jak tak wam przeszkadza mój ojciec, to może go porwiecie? - Jej oczy rozszerzyły się nagle, gdy nad ramieniem Wilka zobaczyła leżących jej oprawców. - Kim wy jesteście?

-ANBU Konoha-gakure- przedstawił ich Lis.- Ansei Sora, zgadza się? Pójdziesz z nami.- Wyciągnął rękę w kierunku dziewczyny, lecz ta odsunęła się, warcząc ostrzegawczo.

- Skąd mam mieć pewność, że nie kłamiecie?

Wilk podszedł do niej, wyciągając swoją legitymację. Przez kilka sekund panowała cisza, a później Ansei uśmiechnęła się.

- Idziemy do domu? - zapytała.

- Tak - przytaknął Wilk, dotykając delikatnie jej rannego policzka. - Kto ci to zrobił?

- Taki jeden osiłek... Nie chciałam dać się porwać. - Jakiś psotny ognik zatańczył w oczach dziewczyny. - Nie wiedział także biedaczek, że chodziłam na aikido.

- Jasne. Wyjdźmy stąd i wtedy zapytamy cię o nazwiska jakie pamiętasz i twarze. - Lis podał rękę Ansei. - Chodźmy.

Zatrzymali się jakiś kilometr od tamtej kryjówki, gdzie zostawili torbę z rzeczami Wilka. Noc była zimna, a Sora miała na sobie letnie rzeczy, więc Wilk wygrzebał dla niej jakąś swoją bluzę i teraz siedziała pod samotną sosną, obserwując partnerów i podjadając kanapki Wilka. Lis uważał, że to naprawdę miłe ze strony Wilka, iż tak pozwala na wszystko tej dziewczynie. Ale zasłużyła na specjalne traktowanie. Lis może na palcach jednej ręki policzyć osoby, które nie panikowały, gdy je uwalniał, a podeszły do tego racjonalnie jak Ansei. Skąd mam mieć pewność, że nie kłamiecie? Bystra nastolatka.

W trakcie rozmyślań Lisa, Wilk próbował połączyć się przez krótkofalówkę z najbliższym patrolem Gaary.

- Tak, na północ od was. Zgadza się. - Partner Lisa brzmiał, jakby zaraz miał wyjść z siebie. Lis przezornie odsunął się. Nie miał ochoty oberwać Obrotem Nieba. - Bandytów skrępowaliśmy, ale przyjdą jeszcze jedni... nie, cholera jasna, nie mam pojęcia, kto ma się nimi zająć! - wykrzyczał w kierunku słuchawki. Następnie, nie dając dojść do słowa rozmówcy, rzucił: - Poradzimy sobie sami, dzięki. - Rozłączył się i rzucił krótkofalówką w pobliską kępę trawy. Na granicy Piasku krajobraz przechodził z leśnego w pustynny i było trochę dziwnym widokiem oglądanie kilku drzew rosnących obok siebie, a tuż obok nich stojącej wydmy. - Chyba zostaliśmy sami.

- Ansei zostaje tutaj, a my idziemy zająć się tymi, którzy wrócą, tak?

Wilk przytaknął, a dziewczyna zakrztusiła się bułką.

- Zostawicie mnie? - Nie brzmiała jakby się bała, a raczej była zdziwiona. - Mieliście mnie chyba pilnować.

- Błąd - oświadczył Wilk. - Mieliśmy cię uratować i wrócić z tobą do Konohy, a ninja Kazekage miały zająć się twoimi porywaczami. - Lis wiedział, że jego partner jest wściekły i w takich chwilach nad sobą nie panuje. Kiedyś zrobił w takim stanie awanturę Hokage. Jakkolwiek wyrzucenie jej komputera przez okno było lekkim przegięciem, tak do tej pory Lis zaśmiewa się do rozpuki, kiedy tylko to sobie przypomni. - Widać musimy zająć się ty sami. Ci kretyni nie mają pewności, że porywacze są obywatelami Piasku i nic nie mogą zrobić. - Zacisnął mocno dłonie, a w następnej sekundzie je rozluźnił. - Dlatego panienko Sora, poczekasz tutaj na nas. Zostawimy cię obłożoną genjutsu i dostaniesz po jednym naszym klonie.

- W porządku. - Ruda kiwnęła głową.

Tak jak przewidzieli, "przełożeni" wrócili w ciągu półgodziny. W tym czasie zdążyli zostawić w całym domu pułapki. Jakoś nie mieli ochoty na walkę z kimś o wiele słabszym od siebie i tylko obserwowali, jak wszyscy po kolei wpadają w ich zasadzki. Szczególnym przypadkiem okazała się osoba numer pięć: dyplomata Trawy. Wilk sprawdził dowody osobiste całej reszty: sami obywatele Piasku. Lis poczuł, że jak tylko oddadzą tych zbirów jednemu z patroli, jego partner na pewno o tym wspomni. Sam zrobiłby tak samo.

Nie musieli wracać do Konohy. Takashi sam przyjechał po córkę i przekazał przy okazji wiadomość od Tsunade: Lis ma jechać do Suny z Wilkiem i przywieźć stamtąd zwój od Kazekage. Nie zmartwiło to Lisa, nawet troszeczkę się ucieszył - Naruto się ucieszył, Lisa to obeszło szerokim łukiem. Po prostu kolejne zadanie do zrealizowania.

W Suna-gakure byli następnego dnia pod wieczór. Ominęli skrzętnie strażników przy Bramie, jednak tuż za nią czekał Hideki - jeden z najlepszych ludzi Gaary - i go już nie ominęli. Był jednym z nielicznych shinobi, który był zdolny zauważył Lisa i Wilka.

- Kazekage na was czeka – oznajmił. - Chodźcie za mną.

Kazekage siedział w swoim biurze, zakopany po uszy w papierach. Ledwo skinął im na powitanie głową, od razu przechodząc do rzeczy.

- Hideki, wyjdź. - Ninja opuścił gabinet bezszelestnie i dopiero wtedy oficjalna maska przywódcy Wioski opadła. - Witam. Możecie ściągnąć maski, nikt was nie szpieguje.

- Hokage-sama kazała mi przekazać jej zwój - powiedział Lis, jakby nie dosłyszał poprzedniej wypowiedzi Kazekage. - Przesyła także wyrazy pozdrowienia.

- Podziękuj jej ode mnie. - Czerwonowłosy podszedł do szafy i z szuflady na kluczyk wyjął mały zwitek pergaminu. - Przekażesz jej to. A ty, Hyuuga, masz już gotowe mieszkanie. Zaraz ktoś cię do niego zaprowadzi. Proszę także - spojrzał z czymś, co można by uznać za nadzieję, gdyby nie był to Junchiruuki piaskowego demona - by Lis został do jutra. Wspaniale poradziliście sobie na granicy i zasłużyliście na odpoczynek.

Lis zmrużył oczy. Kazekage wie najlepiej, że broń rzadko powinna odpoczywać, częściej trenować. Wygląda na to, że faktycznie chce, by Lis został. Tylko po co?

- Oczywiście, zostanę.

- Zaraz ktoś was zaprowadzi do mieszkania. - Gaara wrócił za biurko, siadając nienaturalnie prosto. Grzywka wpadała mu lekko w oczy. Lis czuł, jak jego partner napina się, jakby chciał zaatakować. Tylko dlaczego? Kyuube zawarczał głucho, wyczuwając drżenie Shukaku. Lis wolał nie myśleć, co by było, gdyby ci dwaj się pokłócili.

Mieszkanie Wilka okazało się ładnie urządzoną kawalerką, gdzie jeden pokój pełnił równocześnie funkcję salonu, sypialni, przedpokoju i biura. Zaraz z niego przechodziło się do kuchni lub małej łazienki. Pod oknem stało biurko z komputerem, pod ścianą rozkładane łóżko. W szafie znaleźli kilka futonów i bez słów zdecydowali, że to na nich spędzą noc. Tak bardzo przyzwyczaili się do niewygodnego spania podczas misji, że łóżko było dla nich czymś za miękkim.

Neji wepchnął go do łazienki i zakał się umyć, a sam zabrał się za układanie rzeczy w szafie i przy okazji nastawił wodę na herbatę. Lodówka była dobrze zaopatrzona, a w szafce znaleźli puszkę z oolongiem. Hyuuga był także na tyle uprzejmy, iż pożyczył Lisowi swój szlafrok. W sumie byli dobrymi przyjaciółmi i Naruto nie raz i nie dwa gościł u siebie Hyuugę, który znowu pokłócił się z wujem tak, że jego pieczęć Uwięzionego Ptaka płonęła z bólu. W takich chwilach rozkładał na podłodze dodatkowy materac, zaparzał herbatę, przynosił ciasteczka i siedzieli do wczesnych godzin rannych nic nie mówiąc. Takie chwile zdarzały się, gdy Rocka Lee nie było w Konoha. Zazwyczaj to on zgarniał błądzącego po ulicach Neji'ego. Hyuuga w takich chwilach był nieobliczalny. Zmęczony, rozeźlony Wilk nie jest bezpieczny dla otoczenia.

Myjąc się, Lis pozwolił sobie na krótki odpoczynek, zdając się na szósty zmysł Hyuugi. Może i nikt ich nie zaatakuje, ale jednak. Zastanawiało go zachowanie Gaary. Był dziwnie spięty, jakby czekał na... cóż, cokolwiek by to nie było, Naruto... tak, teraz Naruto, wyciągnie to z niego. Są w końcu przyjaciółmi, aczkolwiek widzą się średnio raz na dwa miesiące.

Zjadł z Neji'm skromną kolację, niewiele mówiąc. Chciał się położyć i poczekać z odwiedzinami u Gaary po zaśnięciu Hyuugi, jednak ten stwierdził, że idzie na spacer i Naruto ma mu nie zdemolować mieszkania. Coś w jego głosie ostrzegło Uzumaki'ego, iż nie będzie to jakiś zwykły spacer. Podejrzewał, gdzie wybierze się Hyuuga i chociaż śledzenie Wilka równa się ORION'owi to pójdzie za nim. Jeszcze kretyni coś zrobią... Dlaczego większość jego znajomych musi mieć hopla na punkcie siły i honoru?

Skradał się za przyjacielem jak cień, tej był jednak zbyt zatopiony w myślach, by go zauważyć. Przysiadł na dachu najwyższego budynki i czekał. Po kilku minutach przyszedł Gaara. Naruto zauważył wymianę spojrzeń między nimi w biurze, nie sądził jednak, iż umówili się na spotkanie. Poczeka i zorientuje się, czy mają zamiar się bić, a potem sobie pójdzie.

Przez kilkanaście minut obaj rozmawiali przyciszonymi głosami. Gaara stał wyprostowany, na jego twarzy czysta obojętność, natomiast z postawy Neji'ego emanowała siła rodu Hyuuga, ich godność i dostojeństwo. Naruto bardzo chciał usłyszeć o czym rozmawiają, gdy nagle czerwonowłosy szepnął coś, co sprawiło, że Hyuuga drgnął i wyciągnął w jego kierunku rękę. Uzumaki prawie wyskoczył ze swojej kryjówki, chcąc ratować Wilka. Jak dotąd Shukaku pozwolił dotknąć się tylko Kyuube'emu...

To, co zobaczył odebrało oddech jego płucom i sprawiło, że serce przyśpieszyło do trzystu uderzeń na minutę. Neji przyciągnął do siebie Kazekage i pocałował go. Neji pocałował Gaarę. Naruto musiał oprzeć się o zbiornik z wodą, aby to przetworzyć. Gdy ponownie wychylił się zza swojej kryjówki ujrzał obu shinobi wyciągniętych na pelerynie Pustynnego. Policzki zaczęły palić go żywym ogniem. Neji przypominał kanon rzeźb mistrzów greckich. Miał pięknie wyrzeźbione ramiona i mięśnie brzucha, a zjeżdżające z niego spodnie ukazał wspaniale umięśnione, mocne, białe uda. Nachylał się nad Gaarą, szczypiąc ustami mlecznobiałą skórę. Subaku może i nie miał tak ładnie wyrzeźbionej sylwetki jak Hyuuga, był raczej drobny, ale i tak było widać, że trenuje i jest silnym ninją. Naruto obserwował z rosnącym uczuciem gorąca na twarzy, jak całują się, drapią i gryzą. Seks był mocny i namiętny i nie miał nic wspólnego ze świecącym księżycem. Czuł tę przepełnioną rządzą atmosferę i prawie się podniecił widokiem, jaki przedstawiali jego dwaj przyjaciele. Miał kiedyś misję, gdzie musiał podglądać kochającą się parę razem z Panterą - miał wtedy osiemnaście lat i partner zaśmiewał się pod nosem z jego zażenowania - ale nie, tamto nie równało się temu obrazkowi. Dziki, barbarzyński seks pełen namiętności.

Cholera, musi sobie kogoś znaleźć.

Neji poruszał się coraz szybciej miedzy nogami Gaary, ściskał mocno pośladki Pustynnego, twarz utkwił w zagłębieniu jego ramienia i nie był chyba świadomy, że czerwonowłosy zaciska ręce na jego plecach tak, iż na pewno zostaną siniaki, ani, że z odchyloną do tyłu głową i ustami łapczywie wciągającymi powietrze wygląda nieziemsko seksownie...

Uzumaki doszedł do wniosku, iż nie, nie pobiją się i może już iść. Zresztą miał niemiłe wrażenie, że oboje wiedzieli o jego obecności. W końcu są potężnymi ninja, prawda? Tylko dlaczego nie zareagowali? Pewnie chcieli mu pokazać, że potrafią zachować się w cywilizowany sposób, znaczy nie bijąc się. Reszta ich chyba mało obchodziła. Tak samo jak to, że nie będzie mógł im spojrzeć w oczy przez tydzień. Co najmniej.

Neji wrócił po jakichś dwóch godzinach wyraźnie zmęczony, otoczony zapachem dobrego, porządnego seksu. Nic nie powiedział, gdy zobaczył, że Naruto czyta, jedynie skinął mu głową i poszedł się myć. Uzumaki odetchnął z ulgą. Nie oberwał, aczkolwiek wszystko może się jeszcze zdarzyć.

- Myślałeś, że sobie urządzimy sparing? - zapytał Hyuuga, wychodząc z łazienki. Spod szlafroka wystawał kawałek bladej piersi z małym, czerwonym punkcikiem. - Tak?

- Raczej, że się zabijecie - mruknął Naruto, wstając.- Masz ochotę na coś do picia? Znalazłem jeszcze Cesarską Wiśnię.

Długowłosy przytaknął, wyraz jego perłowych oczu trudny do odczytania. Usiedli w kuchni jedynie przy świetle małej żarówki znad chlebaka. Pili herbatę w milczeniu, szukając odpowiednich słów. Byli ninja, nigdy nie mówili nic zbędnego.

- Zachowasz to dla siebie?

Zdziwiony Naruto uniósł brew.

- Przez chwilę myślałeś inaczej? - machnął lekceważąco ręką.- Daj spokój, nie wszyscy muszą wiedzieć, że twoje i Gaary utarczki wynikły z powodu napięcia seksualnego...

- To był pierwszy raz - odezwał się w zamyśleniu Neji, przerywając przyjacielowi.- Nie planowałem tego.

- Zawsze mówiłem, że spontaniczność rządzi- wyszczerzył się Uzumaki. Wargi Hyuugi wygięły się w delikatnym uśmiechu, który natychmiast został zasłonięty kubkiem.- Rozumiem, że praca tutaj będzie... owocna? - Z zainteresowaniem obserwował ciemniejące lekko policzki.- Zgadłem?

- Znalazłbyś sobie kogoś- fuknął Hyuuga, odwracając wzrok.- A teraz pij i idź spać.

- Do łóżka? - Naruto zrobił niewinną minkę i mrugnął powoli, długie rzęsy zatrzepotały niczym skrzydełka motyla. Czasami jednak fajnie było je mieć.- A-ale co na to powie Kazekage-sama?- Spuścił wzrok jak jakaś speszona nastolatka. Co powiedziałby "Kazekage-sama" nie dowiedział się, za to musiał schylić się przed lecącą małą gwiazdką shuriken. Kolejna rzecz łącząca Neji'ego i Sasuke: obaj nie znają się na żartach.- A teraz na poważnie. - Zrzucił maskę kawalarza i utkwił w przyjacielu nieruchome spojrzenie.- Jeśli to był tylko raz, to w porządku, ale jeśli chcecie to powtórzyć... Wybrałeś sobie ciężkiego kochanka, nie powiem. Przywódca Suny i potomek klanu Hyuuga. Wiesz, jaki byłby z tego skandal? - Upił łyk herbaty. Przyjemne gorąco rozlało się po jego ciele.- Nie chcę ci nic wypominać, mnie to nie przeszkadza, ale inni...

- Mam gdzieś, co pomyślą inni - burknął zza kubka Neji. Odstawił naczynie na bok i podparł głowę na ręku, patrząc w dal zamyślonym wzrokiem. - To nie tak, że my się kochamy. Po prostu ciągnie nas do siebie pod względem fizycznym, nic więcej. - Odgarnął kosmyk włosów z twarzy i Naruto żywo stanęła przed oczami scena, kiedy Gaara wtulał policzek w te włosy, na jego twarzy spokój i odurzenie. - Wiem, że to Kazekage, ale nie ma żadnych wyznań miłosnych, nic się nie dzieje.

Słowa Neji'ego zostawiły pewną furtkę, nie dokończyły swojej myśli, którą Uzumaki w lot złapał. "Nie ma żadnych wyznań." A jeżeli pojawi się jakieś wyznanie? Subaku nigdy nie był kochany, dopiero od kilku lat posiada osoby, które może nazwać przyjaciółmi, cały czas był sam. Wilk natomiast przez całe swoje życie słyszy, że jest jedynie boczną gałęzią rodu, aczkolwiek teraz nie uderza to w niego tak mocno jak niegdyś. Temu dwojgu wystarczy tylko przebić się przez mur drugiego, by zyskać coś więcej niż sporadycznego partnera do seksu. Ale nawet wtedy będą nad nimi wisiały słowa: "Nie ma żadnych wyznań" i faktycznie nic nie zrobią. Dwaj uparci shinobi. Chociaż, znając ich charaktery możliwe, że w przypływie wisielczego humoru obwieszczą światu to i owo. Byłoby wesoło.

Złapał spojrzenie Hyuugi i powiedziało mu ono, że jego właściciel wie, o czym myśli i zgadza się z tym. Wilk czasami woli gesty od słów, będąc w dzieciństwie okłamywanym dość długi czas. Zresztą w świecie ninja słowa mają małe znaczenie.

Naruto obserwował jak jego partner dokańcza swoją herbatę, myje kubek i idzie do sypialni/salonu/przedpokoju. Gdyby miał wskazać kogoś za jego kochanka na pewno nie byłby to Gaara.

Przykrywając się już kołdrą, usłyszał szept Wilka:

- Gaara prosił, by cię pozdrowić i przekazać, byś do niego jutro wpadł.

Zatkało go. I gdyby od tego zależało jego życie nie umiałby wskazać momentu w swoim życiu, w którym był bardziej zawstydzony niż teraz.

- Dzięki - mruknął w końcu. Był pewny, iż doleciał go słaby odgłos śmiechu.

Wstawił się w gabinecie Kazekage o siódmej rano, gdy jeszcze większość urzędników nie przyszła do pracy. Gaara jednak już siedział w swoim fotelu, przeglądając raporty z wczorajszej akcji. Pod oczami miał lekkie cienie.

- Kazekage-sama prosił bym przyszedł. - Stanął na baczność. Nie ubrał maski, miał ją schowaną w plecaku. Teraz nie była potrzebna.- Słucham.

- Naruto, jesteśmy tutaj sami - powiedział czerwonowłosy. - Nazwij mnie jeszcze raz "Kazekage-sama", a wypowiem wojnę Liściowi, a ciebie zaraz zmiotę.

Uzumaki'emu opadła szczęka. Czy Gaara właśnie...

- Zażartowałeś?- Naruto szybko podniósł wiszącą mu gdzieś w okolicach obojczyka żuchwę.- Prawie się nabrałem. Rozchorowałeś się czy co?

- Raczej odprężyłem. - Zielone oczy zmierzyły go długim spojrzeniem i wiedział, o czym jego przyjaciel mówi. Przynajmniej zostało mu tyle przyzwoitości, by się zaczerwienić. - Mam nadzieję, że spędziłeś spokojną noc i wyspałeś się tak jak ja. Księżyc wczoraj świecił niezwykle jasno, mam nadzieję, że ci nie przeszkadzał. Należał ci się odpoczynek, miałeś ostatnio dużo pracy. Podobno nie ruszył jeszcze proces szefów Akai Kin. Pewnie po nim Hokage-sama da ci urlop. Może przyjedziesz tutaj? Porozmawiamy trochę. Nocne rozmowy są dobre, przynajmniej tak mówi Sai. Sprzyjają zwierzeniom...

- No dalej, torturuj mnie jeszcze - mruknął urażony Naruto, składając ręce na piersi, coraz bardziej przekonany, iż Pustynny się źle czuje. - Obraziłem się. - Uśmiechnęli się do siebie: Gaara ledwo co wygiął usta, natomiast Uzumaki wyszczerzył całe uzębienie. - Wiesz, że nie będę ci robił żadnych wyrzutów. Po prostu... uważaj - dodał miękko, zostawiając Garze do dokończenia na co ma uważać: by nikt ich nie złapał i by się nie zakochał - bo to drugie nie wiadomo jak może się skończyć. Pustynny kiwnął głową, przyjmując wypowiedź przyjaciela do świadomości.- A w jakim celu mnie wezwałeś? Raczej nie po to, by omówić wczorajsze wydarzenia. - Mrugnął łobuzersko.

- Tsunade kazała ci jak szybciej wracać do Konohy w związku z aktywnością Akatsuki- rzekł Gaara nieco ostrożnym tonem, co wzbudziło w Uzumaki'm podejrzenia. - Miałem cię spytać, czy nie potrzebujesz ochrony.- Jego głos wyraźnie mówił, że nie uważa, by jego przyjaciel potrzebował ochroniarza. - W dodatku Uchiha kazał jej, a przynajmniej tak mi powiedziała przez telefon, poprosić mnie o ten zwój, co ci wczoraj dałem. Nie jest w sumie bardzo ważny. - Wzruszył ramionami. - Nie interesuje mnie to zbytnio, ale sądząc z tonu Hokage, sprawa jest poważna. I powinieneś się pośpieszyć, żeby uratować Uchihę. Rozkazać coś Hokage...

- Sasuke zawsze miał tupet. - Uśmiechnął się Naruto.- Sprawa faktycznie jest poważna, a ja nie potrzebuję ochrony.

- I tak powiedziałem Tsunade - oznajmił Gaara.- Rozumiem, że już idziesz?

- Niestety. - Zrobił zbolałą minę. Po chwili przyszedł mu do głowy diabelski pomysł. Nie ma jeszcze misji, nie ma maski Lisa, zatem może sobie na to pozwolić.- Nawet nie podejdziesz i mi ręki nie podasz? Nie masz zbyt wygodnego łóżka, skoro wstajesz cały obolały. - Kamienny wzrok Pustynnego mógł zabić. Piasek zaszeleścił lekko, lecz jego właściciel nie wyglądał na bardzo złego.

- Powinieneś sobie kogoś znaleźć.

-Już druga osoba mi to mówi. - Podszedł do Kazekage i uścisnął mu krótko dłoń.- Do zobaczenia kiedyś.

- Do zobaczenia.

Zamykał już drzwi, gdy coś go podkusiło do powiedzenia:

- Neji przeglądał dziś uważnie lodówkę. Radzę ci nie jeść nic, co ci poda. Rozstrój żołądka niszczy atmosferę. To ja lecę. Cześć!- Ledwo zdążył zamknąć drzwi i usłyszał, jak odbija się od nich piasek. Zachichotał diabelsko, po czym wyjął maskę lisa. Zwierzę szczerzyło do niego zęby. Większość masek posiada tylko pyszczki zwierząt, tylko jego i Wilka mają narysowane zęby. To chyba najbardziej przeraża ich przeciwników.

W Konoha był późnym popołudniem. Wziął szybki prysznic, a następnie przejrzał zostawioną na wycieraczce pocztę. Listonosz kładzie ją tam teraz, by jak kiedyś, nie oberwać pieczęcią. Sąsiedzi unikają go jeszcze bardziej niż kiedyś. W sumie ma dosyć pieniędzy, by przeprowadzić się do jakiegoś małego domku z dwoma pokojami na obrzeżach Wioski. Przyjaciele doradzali mu to nie raz i chyba w końcu ich posłucha. Szczególnie, że widział taki jeden, skryty drzewami przed szersza publicznością. Byłby odpowiedni.

Spojrzał na zegarek. Dochodziła szósta. Z doświadczenia wiedział, że uczącemu sie Uchisze nie wolno przeszkadzać. W takim razie komu ma oddać zwój? Lepiej sam się przejdzie do swojego partnera. Nie jest na tyle późno, by położyć się spać, a...

Cokolwiek chciał powiedzieć zapomniał o tym, kiedy złapał go nagły ból brzucha. Zgiął się wpół, rozpaczliwie chwytając ustami powietrze. Cholera, niedobrze. Trzęsącymi się dłońmi wykonał technikę uzdrawiającą, której nauczył go Sakura. Ale dlaczego demon ma swój napad właśnie teraz? Nie są otoczeni przez wrogów, gdzie tam! Ostatnio zabił dość dużo osób, by Kyuube był zadowolony. Zatem dlaczego?

Ból powrócił, lecz już nie tak mocny. Zacisnął zęby, postanawiając pobiec szybko do Sasuke, a następnie do...

Ponownie nim rzuciło.

Wyskoczył rzez okno, nie zamykając nawet drzwi. Im szybciej wszystko załatwi tym lepiej.

Uchiha nic nie powiedział, gdy pojawił się w jego drzwiach, ledwo utrzymując pionową postawę.

- Już prawie skończyłem - odpowiedział na niezadane pytanie. - Leć, młotku.

Normalnie by się obraził. Normalnie by stuknął Sasuke przypominając, że za trzy miesiące kończy dwadzieścia jeden lat. Normalnie już by się bili. Ale teraz nie mogło być mowy o normalności.

Sakura na jego widok nic nie powiedziała. Odkąd sama stała się pełnoletnia przeprowadziła się do małego, dwupokojowego mieszkania niedaleko szpitala. Naruto lubił tu przychodzić. Oboje żyli sami, tylko mieszkanie Haruno był potulne, bo tu mieszkała, a jego zapuszczone - egzystencja nie potrzebuje porządku.

Dziewczyna ulokowała zwijającego się z bólu Uzumaki'ego na futonie w swoim gabinecie i owinęła go miękką, puszystą kołdrą. Zostawiła mu także butelkę z wodą przy oknie i wyszła, obkładając drzwi pieczęciami blokującymi wyjście. Złapał jej współczujące spojrzenie i zrobiło mu się niedobrze. Nie lubił współczucia, nie w takich chwilach. To... ten ból jest po prostu ceną jaką płaci za siłę.

Kyuube krzyczał w jego wnętrzu, chcąc się wydostać. Na zewnątrz robiło się coraz ciemniej, a mu coraz trudniej było panować nad demonem. Lecz to przejdzie z pierwszymi promieniami słońca. Musi tylko wytrzymać. Przechodził przez humory Lisa nie raz i nie dwa, tylko że w tym roku zdarza się to już czwarty raz. Zazwyczaj było tylko dwa razy, góra trzy. I znacznie słabsze od tego teraz.

Wyplątał się z kołdry, nie chcąc jej podrzeć i skulił się na podłodze, niczym bojący się burzy lis. Drżał na całym ciele, pot spływał mu dużymi kroplami po twarzy. Jego wyostrzony teraz słuch złapał głos Sasuke. Przyszedł? Idiota, nie powinien, musi się uczyć...

Kolejna fala bólu sprawiła, że zawył. Za drzwiami zrobiło się małe poruszenie, lecz Sakura powstrzymała jego partnera przed wejściem. Czasami zdarzało mu się krzyczeć, lecz jeszcze nigdy nie krzyknął tak mocno. Chciał sobie znaleźć kryjówkę gdzieś w lesie na swoje ataki, ale bał się, iż raz nie podoła Kyuube'emu i ten opęta go, a wtedy drżyjcie ludzie, których spotka na swej drodze. O wiele łatwiej było się ukryć w pokoju przyjaciółki. Pilnowany przez prawie cały Team7 czuł się bezpieczniej. Świadomość, iż są osoby, które się o niego martwią była pomocna. Do następnego razu.

Z pokąsanych przez kły warg płynęła krew, plamiąc dywan, pazury wszczepiły się w skórę rąk. Niedobrze. Od dawna podczas ataków jego ciało nie zaczęło się zmieniać. Musi być silny, przypomnieć sobie nauki Jirayi... Nie! Demon zaatakował z całą mocą, czerpiąc energię z nienawiści jaką czuje do zabójcy swego nauczyciela. Musi myśleć o tych wesołych chwilach z Ero-sanninem, o niczym więcej...

Złapał się za ramiona, drąc ubranie. Zmiął w ustach wrzask rannego zwierzęcia, lecz następnego nie powstrzymał. Czuł, że zdziera sobie gardło.

To będzie długa noc.

Nie zmrużył oka, przez cały czas stawiając opór Lisowi. Przyjaciele nie zostawili go, słyszał ich cały czas i cieszył się, że są. To nie była misja, by ich nie było. Jakkolwiek bardzo chce się stać idealnym narzędziem nie może zapominać, iż musi mieć osoby, które wzbudzają w nim jeszcze jakieś uczucia. Ledwo wyjrzało za horyzontu słońce, Kyuube odpuścił. Naruto nie wiedział, dlaczego demony tak się zachowują, Shukaku również tak postępował i Gaara nie znał na pytania Uzumaki'ego odpowiedzi.

- Naruto...? - Sakura otworzyła powoli drzwi, ściskając w pogotowiu kunai. Kiedyś weszła, kiedy nie był w pełni sobą i rzucił się na nią. Na szczęście zdołała się odsunąć, nim jego pazury rozdarły jej gardło. - O Boże. - Podbiegła do niego, przekręcając na plecy. Zobaczył wypełnione strachem zielone tęczówki. - Słyszysz mnie?

- Słyszę - szepnął zdartym głosem. Dostrzegł nieco zlęknione spojrzenie Sasuke i pomyślał, że naprawdę musi źle wyglądać. - To...- wskazał na swoje rany na rękach i nogach oraz postrzępione ubranie- to nic. Masz w szafie mój zapasowy strój, prawda? - Usiadł, ignorując jej protesty.

- Zgłosisz to Tsunade, tak? - Cholera, czemu Sasuke brzmiał na... zdenerwowanego? Nie była to jednak złość związana z tym, że jego partner nie daje sobie rady z własną siłą. nie, to wynikało z lęku o tego partnera. Są razem w jednej drużynie, nie powinien się tak o niego troszczyć! Miecz za długo trzymany w pochwie nie stępi się, ale jego właściciel nie będzie wiedział jak się nim posługiwać i zostanie pokonany. A przecież obaj nie chcą, by ktokolwiek pokonał Drużynę Czwartą. Przymknął oczy, czując, że teraz odzywa się w nim natura Lisa. Nie, Sasuke może się martwić, nie są na misji, są w Konoha... Ale jaki shinobi daje się tak rozłożyć na łopatki własnej mocy? - Słyszysz mnie?

- Tak, Uciecha, powiem. Razem z wiadomością, że się nie uczyłeś, a siedziałeś przy mnie - warknął, w następnej sekundzie żałując swych słów. Nie warto robić sobie z Pantery wroga. - Przepraszam, jestem trochę roztrzęsiony.

- Rozumiem - stwierdził Sasuke - co było prawdą gdyż inaczej już by oberwał za "Uciechę" - i Naruto poczuł lekkie drżenie powietrza, gdy przyjaciel pojawił się nagle za jego plecami. Wiedział, co kombinuje, lecz był zbyt słaby by zareagować. Później mu przyłoży.

Cios w kark skutecznie go uśpił.

Obudził się około drugiej, promienie słoneczne padały mu na twarz. Wtulił twarz mocniej w pachnącą lawendą poduszkę, nie mając najmniejszego zamiaru wstać. Już w sekundę po przebudzeniu przypomniał sobie co się stało, a po zapachu poznał gdzie jest i dlaczego śpi. Sasuke go uśpił, zdając sobie sprawę, iż Naruto pójdzie na trening, chcąc sobie powetować swoją słabość i nieumiejętność całkowitej kontroli demona zamiast odpocząć. Przekręcił się na bok, a chłód prześcieradła wywołał na jego ciele dreszcze. Jak miękką poduszkę oraz kołdrę może znieść, tak materaca nie ścierpi. Sakura nie musiała kłaść go do swojego łóżka.

Jakby czytając mu w myślach dziewczyna weszła do pokoju, a wraz z nią przywędrowała aromatyczna woń kawy. Usiadła na brzegu łóżka, dotykając delikatnie jego ramienia. Dopiero teraz zauważył, że ma je całe obandażowane.

- Było gorzej niż zwykle - rzucił, patrząc w przestrzeń. Haruno nie odpowiedziała, posłała mu jedynie słaby uśmiech. - Przynajmniej Kyuube nie narozrabiał.

- Nie powiedziałabym - rzekła, pomagając Naruto usiąść. Podała mu kubek z parującym napojem, który przyjął z wdzięcznością. - Nie wiem, jak możesz to pić, naszym napojem jest herbata...- westchnęła cierpiętniczo. - W każdym bądź razie miałeś poharatane przedramiona, nogi oraz wargi, poplamiłeś mi dywan i rozbiłeś wazon, który dostałam od Ino na urodziny. - Otwierał usta, by przeprosić, lecz ubiegła go: - Spoko, nie lubiłam go. - Uśmiechnęli się do siebie.

Uzumaki usiadł wygodniej i jego uwagę zwrócił, że jest w samych bokserkach. Aby wyrazić się jaśniej: nie swoje.

- E... Sakura? - zapytał niepewnie.

- O co chodzi? - Podeszła do okna i otworzyła je na całą szerokość. Powietrze było ciężkie i parne. Niedługo będzie padać.

- Powiedz, że to nie ty mnie przebierałaś - poprosił zbolałym głosem. - Błagam.

- Och, wiesz, nie robiłam tego pierwszy raz. - Przerzuciła włosy za ramię, w jej oczach migotały złośliwe chochliki. Poczuł, że się czerwieni. Oprócz Sasuke - no bo biorą razem kąpiele - nikt wcześniej nie widział go nago. - Przebierałam już w szpitalu shinobi...- Jęknął głośno, na co Haruno zachichotała.- Ale ciebie przebrał Sasuke. Poszedł do sklepu i kupił jakieś ciuchy.

Zmierzył przyjaciółkę oburzonym wzrokiem.

- Nie mogłaś mi tego od razu powiedzieć? - warknął urażony.

-Naruto, nie jestem małą dziewczynką, wiem, jak wygląda chłopak bez bielizny - powiedziała z nikłym uśmiechem a la perfidna Tsunade.- A jak byłeś mniejszy to bez wstydu z Sasuke biegaliście w bokserkach. Starszy, ładniejsze ciało i się wstydzi, dobre. - Roześmiała się, najwyraźniej ucieszona zakłopotaniem Naruto. - A teraz serio, powiesz Tsunade? Bo ja tak, jeśli ty tego nie zrobisz. - Zagryzła wargę nagle zmartwiona. - Ten atak był bardzo silny. Sasuke jeszcze nie widział cię w tym stanie i był na mnie wściekły.

- Dlaczego? - Napił się kawy, delektując się jej smakiem. Tylko Sakura umiała taką zrobić. I jaka to miła odmiana po tej lurze, którą dają mu w biurze. - Co mu zrobiłaś?

- Nic. - Podniosła ręce do góry, jakby manifestując swoją niewinność.- Zazwyczaj mówiliśmy mu, że to nic takiego, a wczoraj miał piękny pokaz szaleństwa Kyuubego. Wchodzimy do pokoju, a ty leżysz w kałuży własnej krwi w poszarpanym ubraniu. Tak czerwonego Sharingan jeszcze nie widziałam. - Westchnęła, pocierając ze zmęczeniem czoło. - Poczekaj, przyniosę ci coś do jedzenia. Sasuke siedział przy tobie cały dzień, ale musiał iść się uczyć i przygotować do "operacji".

- Cały dzień? - Synapsy w mózgu Naruto zapaliły się ostrzegawczo, grożąc przeciążeniem.- To ile spałem?

- Cały piątek, mamy sobotę… O nie, ptaszku. - Złapała Uzumaki'ego za ramiona, nie pozwalając mu wstać. - Jesteś osłabiony i jako twój lekarz zakazuję ci wstawania. Zjesz obiad i możesz iść do szpitala. Sasuke na pewno poczuje się lepiej, gdy zobaczy, że nic ci nie jest, ale sam się do tego nie przyzna. - Wydęła śmiesznie policzki. - Uparty osioł.

Oboje zachichotali, wiedząc, co by im ten uparty osioł zrobił, gdyby ich teraz słyszał.

Zajrzał do szpitala, lecz z Sasuke nie rozmawiał, zaledwie mignął mu gdzieś przed oczami. Stan TenTen był ciężki, miała duże halucynacje i problemy z oddychaniem. Nie wiedział, jak Uchiha zamierza jej pomóc, ale skoro powiedział, że to zrobi, to na pewno wyzdrowieje.

Na korytarzu spotkał jej rodziców, jednak nie zatrzymał się, by nakarmić ich głupstwami w stylu: "Proszę się nie bać, wszystko będzie dobrze" lub "Wasza córka na pewno wyzdrowieje". TenTen jest kunoichi, która wie, ile czasami ninja muszą poświęcić. I chociaż kłóci się z Naruto na temat jego tezy o broni, to nie chciałaby, aby ktokolwiek po niej płakać. Ta silna kobieta, kiedyś powiedziała - po czterech butelkach sake i wygranym zakładzie - że jak ktoś zapłacze na niej grobie, to wróci z zaświatów i będzie delikwenta torturować.

Milutko.

Nie miał ochoty zostawać dłużej w domu, a ze szpitala go wyrzucili. Oprócz jego partnera i wyspecjalizowanego oddziału med-ninja nikt nie miał prawa tam przebywać. Zdejmowanie pieczęci będzie bardzo niebezpieczne, a manewrowanie chakrą w umyśle wymaga stuprocentowej koncentracji. Wystarczyłoby, iż by mocniej kichnął i zdekoncentrował Uchihę, a TenTen zmieniłaby się w roślinkę. Mówiła mu to jakaś nowicjuszka, najwyraźniej niemająca pojęcia o kim mówi. Pantera potrafił rozbroić bombę w środku potyczki, nic nie potrafiło zniszczyć jego uwagi. Jednak nie kłócił się, tylko potulnie wyszedł. Stracił cały dzień treningu, musi to nadrobić. Sakura obije go pewnie za to, nadal ma ręce i nogi w plastrach, lecz Haruno tutaj nie ma. Tego Sakurze nie żal, czego jej sercu nie żal. Czy jakoś tak. W każdym bądź razie nikt go nie pilnuje.

Poszedł na pole treningowe numer sześć wiejące pustkami. Było to jedno z najcięższych pól i rzadko ktokolwiek tutaj ćwiczył. Głosik w głowie Naruto nie dawał mu spokoju, bezustannie przypominając, iż odzyskał zaledwie osiemdziesiąt procent swojej sprawności fizycznej i może nie być gotowy na pułapki i trud tego treningu. Jak zwykle jednak zignorował ten głosik i rozpoczął rozgrzewkę. Nie może się obijać, jeśli chce zostać Hokage.

Przez bite trzy godziny czołgał się przez błoto, biegał między planszami z wymalowanymi podobiznami ninja wyskakującymi podczas pokonywania dystansu trzech kilometrów i wbijał w ich gardła i serca kunai, rzucał z rozbiegu do celu shurikenami, ćwiczył swoje Ras-Shurikeny, ciął mieczem pień drzewa, służący mu za przeciwnika i przestraszył dwie grypy młodych geninów.

- Hej, Naruto. - Kurenai podeszła do niego, za nią tłoczyła się trójka dzieciaków: dwóch chłopców i dziewczyna. - Usłyszałam o Akai Kin, moje gratulacje. - Uśmiechnęła się delikatnie.

- Dziękuję. Myślałem, że już nie chcesz ćwiczyć geninów- powiedział, patrząc na dzieciaki. Spuścili wzrok po krótkiej bitwie na spojrzenia. - I co robicie na tym polu?

- Poczułam twoją chakrę i pomyślałam, że pokażę moim podopiecznym, jak trenują jounini – odparła. - Ile już tutaj jesteś?

- Trzy godziny, właśnie miałem iść...

- Co? - jęknęła dziewczyna.- A chciałam prosić, by nauczył mnie pan tego z tymi shurikenami.

- Mnie też - odezwał się jeden z chłopców, wysoki szatyn. - To było ekstra, tylko pana zraniło.- Wskazał na ramię, skąd już przestała lecieć krew i zmarszczył czoło. - Dziwne, mógłbym przysiąc, że...

- Keiko, Hizashi, dajcie Naruto spokój - warknęła Kurenai. - Aby zrobić te shurikeny, trzeba być bardzo silnym ninja.

- Są silni - mruknął Uzumaki. Tak, czuł ich ciasno splątaną chakrę. Nie umieli jej jeszcze kontrolować, lecz gdy to zrobią, będą naprawdę dobrzy. Genini pokraśniali z zadowolenia. - Przepraszam, muszę już iść. - Wykonał technikę przeniesienia, ignorując ból mięśni. Nim przeniósł się do swojego domu, zdążył zauważyć podziw w oczach dzieciaków. Po całym katorżniczym treningu, uwalany błotem i zmęczony, miał jeszcze siłę wykonać tak trudne i niebezpieczne jutsu.

Drzwi nie były zamknięte na klucz, a krótkie oględziny wykazały, iż nikt pod nieobecność Naruto tutaj nie wchodził. Wziął szybki prysznic, przebrał się w dres i chwycił w locie kanapkę, nim znowu wyszedł. Miał do załatwienia małe sprawunki na mieście. Sklep, do którego idzie jest otwarty w sobotę i całe szczęście, gdyż inaczej musiałby czekać do poniedziałku i mógłby się rozmyślić. Po drodze sprawdził wiadomości na komórce. Była tylko jednak i to od Tsunade. Z jej treści jasno wynikało, co z nim zrobi, gdy tylko skończy z TenTen. Nie przyszedł ją poinformować o tym ataku. Czuł, że przez najbliższy miesiąc Drużyna Czwarta będzie dostawała najnudniejsze misji rangi B.

Dość często odwiedzał sklep z bronią, nie mając w zwyczaju zbierać całego swojego rynsztunku z miejsca walki. Zatrzymywał sie tylko przy regalach z kunai, shurikenami i wybuchowymi zwojami, na miecze nawet nie patrząc. Dzisiaj było inaczej.

- Witam, Naruto. - Zaprzyjaźnił się ze sprzedawcą, w końcu był tutaj jednym z najczęstszych klientów. - Trochę późno na twoje zwyczajowe zakupy.

- Jest wpół do siódmej - zauważył, podając mężczyźnie rękę.

Rankai Meian roześmiał się głośno. Był osoba wysokiej i nieco krągłej postury. Jego ręce potrafiły stworzyć najbardziej śmiercionośne bronie i klepać po plecach tak mocno, że Uzumaki kilka razy prawie wypluł płuco i go uderzył - instynkt nigdy nie spał, nawet kiedy był wśród znajomych.

- Zazwyczaj przychodzisz wczesnym rankiem. - Zatoczył dłonią koło, pokazują swoje wyroby. - Ten sam zestaw po zwykle?

- Nie - zaprzeczył, przebiegając wzrokiem sklep. - Potrzebuję dobrego miecza.

Podszedł do jednej z gablot. Wszystkie tutaj były miały szklane drzwiczki. W ogóle lubił ten sklep. Był skryty przed szerszą publicznością, pomalowany w środku na czerwono. Barwa tylko podkreślała zabójczy charakter znajdujących się tutaj przedmiotów. Była tu jakaś specyficzna, której nie potrafił nazwać. Zawsze też czuł chakrę, ale nie potrafił wyjaśnić czyja ona była i skąd pochodziła.

Wyciągnął dłoń, po jeden z mieczy, gdy Rankai pokręcił przecząco głową.

- To nie dla ciebie. Są dla chuninów, szybko je złamiesz. - Zaczął iść w kierunku lady, każąc gestem Naruto zrobić to samo. Obeszli stół i weszli do pomieszczenia za nim.- Wybierz coś stąd.

Oczom Junchiruuki ukazał się pokój od góry do doły wypełniony regałami z mieczami. Miały bardziej finezyjny kształt niż tamte i wyglądały na o wiele bardziej zabójcze. Wręcz czuł ich siłę. To z tego miejsca pochodzi ta nieznana chakra. Słyszał, że niektórzy mistrzowie wykuwania mieczy używali do ich stworzenia chakr poszczególnych natur, co pozwalała bardziej dopasować miecz do właściciela. Koncepcja "dopasowania" nie mieściła się w jego toku rozumowania, nie potrafił sobie tego wyobrazić. Jednak gdy patrzył jak Sasuke wspaniale walczy Kusanagi, a później jest nieco niepewny przy innym mieczu- raz mu się zdarzyło używać w walce czegoś innego- zaczynał co nieco łapać.

- Który mogę wziąć? - spytał, nie wiedząc, jak wybrać odpowiednie narzędzie.

- Te miecze są specyficzne, reagują na rodzaj chakry - wyjaśnił Meian. - Ty masz naturę powietrza, prawda?- podszedł do gabloty po prawej. Naruto zauważył, iż kolory rękojeści odpowiadają kolorom chakry poszczególnych natur: czerwony-ogień, brąz-ziemia, światło-żółty, woda-niebieski i powietrze-delikatny błękit. Uśmiechnął się wąsko. Śmieszne. - Ostatnio zrobiłem miecz pasujący do ciebie. - Zachichotał, widząc zdziwione spojrzenie klienta. - Zorientowałem się, że kiedyś przyjdziesz kupić miecz, twój partner dość często o tym wspominał.

Jak mogłeś zrobić broń pasująca do mnie, skoro ledwo mnie znasz? - Dotknął ręką szkła. Miecz po lewej przyciągał jego uwagę niczym magnes, czuł wibrującą w nim chakrę.

- Tajemnica zawodowa - odparł Rankai. - Jesteś silnym shinobi, który zrobi wszystko, by wypełnić swą misję, jesteś, cholera, legendą. Ty i twój partner. Wystarczy tylko posłuchać od przychodzących tu shinobi, jak się zachowujesz na misjach. - Naruto zwinął dłonie w pięści. - Dobra, nie denerwuj się. Potrzebujesz czegoś, co sieje duże spustoszenie i jednocześnie jest lekkie jak powietrze i niepozorne. - Otworzył szafkę, wyjmując broń, która przyciągnęła uwagę Uzumaki'ego. - Trzymaj.

Złapał za błękitną rękojeść, dziwiąc się lekkości broni. Wyglądała z daleka na cięższą. Ostrze było wąskie, ostre z obu stron. Przypominał miecz ANBU, lecz był znaczne dłuższy taki na 3/4 wysokości jego ciała - czyli pięknie zabójcze 132 centymetry, tak, on sam mierzy tylko 176 centymetrów - i wreszcie wiedział, co chciał mu przekazać Uchiha: musi mieć coś, pasującego do jego aury. Ładnie wyrzeźbioną rękojeść leżała pewnie w dłoni. Zrobił lekki zamach i zdziwił się łatwością, z jaką mu przyszedł ten atak.

- Ile kosztuje? - zapytał, nie mogąc oderwać wzroku od broni. - To... dziwne uczucie.

- Przyzwyczaisz się. - Machnął rękę Meian. - Zapewne po głowie chodzi ci teraz jak mogłem zrobić coś takiego jak ten miecz, mam rację?

- Stuprocentową. - Zmrużył oczy i podniósł miecz, patrząc na odbijające się w nim światło. Blask lamp ślizgał się hipnotyzująco na rękojeści, zjeżdżając śmiercionośnym błyskiem po ostrzu. Zauważył delikatny srebrny napis tuż przy uchwycie. - Dlaczego tu jest napisane: "Sabishii Hito"?- Słowa były wyryte tak, że dopiero broń ustawiona pod odpowiednim kątem, ujawniała pod wpływem słońca.

- To imię miecza - wyjaśnił Rankai, zakładając ręce na piersi. Wyglądał na lekko zdenerwowanego. - Nie mogę ci wyjawić, jak się tworzy miecze dla silnych shinobi twojego pokroju. Powiem tylko, że w trakcie tworzenia jest w stanie zaawansowanej medytacji i, dzięki temu, że cię znam, mogłem przelać odrobinę chakry jaką zostawiłeś w moim sklepie na złamanym kunai do naprawy w żelazo... Ugh! - Został pchnięty na ścianę przez bardzo złego Naruto. Sprzedawca złapał dłonie ściskające go za gardło, lecz nie ruszył ich ani o minimetr.- P-Puść...

- Wziąłeś próbkę mojej chakry? - wywarczał Uzumaki, złość krążyła po jego ciele, miecz, który już przypasał drżał lekko, jakby był gotów do walki. Tsunade musi szybko mu dać jakąś misję. - Takich rzeczy się nie robi.

- Ja... jestem twór... cą... i tak... niezwykle silny... jak ty... nie mogł... em... się oprzeć... - Meian prawie się dusił, jednak Junchiruuki nie złagodził uścisku.- Taką... próbkę... mogłem... zebrać ja... lub inny... twórca... tylko...

Puścił mężczyznę, który opadł na kolana i łapczywie zaczął wciągać powietrze oraz masować gardło. Poczuł maleńkie wyrzuty sumienia.

Maleńkie.

- Nie powiedziałeś mi o tym - rzekł urażony. - Tak ma się skończyć nasza znajomość?

- Nie, nie, nie. - Meian wstał, na jego gardle duży, zółto-zielony siniak. - Przepraszam. Ale twój partner tyle razy wspominał o mieczu dla ciebie... Nie potrafiłem się powstrzymać. Zresztą trzeba urodzić się z umiejętnością pozyskiwania chakry z broni. W Krajach Środka żyje zaledwie pięć takich osób: ja i mistrzowie wykuwania z Kraju Śniegu, Mgieł, Wodospadu i Piasku. Nie chciałem cię zdenerwować. - Potarł skroń wyraźnie zakłopotany. - Chodź, musisz zapłacić... A z ciekawości spytam, jak się nazywa?

- Sabishii Hito.

- Samotny człowiek. Tak, to chyba pasuje idealnie do Junchiruuki, nie sądzisz?

Kiwnął głową, przechodząc za mistrzem miecza do głównego pomieszczenia. Cena, jaką wystukał na kasie Rankai prawie zbiła go z nóg. Dziękował wszystkim bogom, jacy przychodzili mu na myśl, za oszczędzanie pieniędzy przez ostatnie pięć lat. Na mieszkanie raczej będzie musiał pożyczyć albo Tsunade da mu misje rangi S. Albo i dwie.

- Policzyłeś sobie od razu za podduszenie? - Wskazał dłonią rachunek. Wyjął z kieszeni kartę płatniczą i podał ją Meian'owi.- Nie wiedziałem, że złapałem tak mocno...

- Nie przejmuj się, jestem przyzwyczajony. Shinobi przychodzą, by zamówić miecz, po tygodniu go odbierają i są niepomiernie zdziwieni i wściekli, gdy im mówię, że tam w środku znajduje się ich chakra. - Podał Naruto małe urządzenie, na którym ten wystukał kod PIN. - Mogę ci pożyczyć książkę o mieczach. Bardzo mało ninja wie, jak się tworzy potężne miecze, jeszcze mniej ich używa. Temu, mam nadzieję, stworzysz odpowiednią legendę. - Wziął od Uzumaki'ego broń i zaczął ją zawijać w biały papier. - Nikt nie będzie mógł walczyć twoim mieczem, a jeśli spróbuje, od razu zauważy, jak ciężko mu idzie walka. - Podał klientowi pakunek, uśmiechając się lekko.- Nie pomyślałeś o czymś do czyszczenia ostrza?

Ze sklepu wyszedł dopiero pół godziny później zaopatrzony w książkę o mieczach, płyn do czyszczenia i kilka szmatek. Nie miał pojęcia, że wybór miecza będzie tak... dziwny. A z tego, co przeczytał, okazało się, iż Uchiha ma nieprawdopodobne szczęście, iż Kusanagi do niego pasuje. Mogło być inaczej.

Gdy dowlókł się już do mieszkania, było ciemno. Duże, czarne, deszczowe chmury zasłoniły całe niebo. Powietrzem oddychało się bardzo ciężko i miał nadzieję, że zaraz zacznie padać. Nie był już małym dzieckiem, nie bał się burzy. Kiedyś tak było. Nikt go nie przytulał, kiedy błyskały błyskawice i uderzały pioruny, jeszcze jako genin wpełzał pod łóżko, cały przerażony. Raz tak znalazł go właśnie Kakashi i Sasuke. Nie pamiętał już po co przyszli, kojarzył, że próbował wcisnąć im kit, że po prostu czegoś szukał, jednak nie uwierzyli. Hatake zaśmiał się i powiedział, iż przyszli do niego, bo Uchiha także nie przepada za burzą i pomyśleli, że ich ugości. Najpierw jednak musieli ogarnąć trochę małe mieszkanie. Przynieśli jedzenie na wynos z budki Ichiraku i spędzili nawet miłe popołudnie. Nie rozmawiał o tym wydarzeniu z Sasuke, słabości wynikające z samotnego dzieciństwa były między nimi tematem tabu. Od tamtego wydarzenia nie boi się już burzy.

Położył miecz na łóżku, podziwiając jego piękno. Och, jak chciał teraz iść i poćwiczyć! Nie miał jednak z kim, nikt o zdrowych zmysłach nie wyszedł by teraz z domu. W sumie Sasuke mógłby z nim potrenować, gdyby nie ten zabieg. Już dawno zauważył, że im obu brakuje piątej klepki. A samemu nudno i skończyła mu się chakra. Jeszcze nie doszedł do siebie, każdy gram nowo pozyskanej chakry idzie teraz do jego ran.

Sprawdził komórkę. Był tylko krótki SMS od Sakury, ze zajmie im to jeszcze ze dwie godziny i zaraz, kiedy skończą, zadzwoni do niego, na razie idzie wszystko dobrze, pozdrawia i całuje. Uśmiechnął się, widząc buźkę podobną do jego własnej ułożoną z kresek. Czy naprawdę ta dziewczyna ma tyle wolnego czasu? Będzie musiał pokazać Hokage, jak się obija podczas ratowania koleżanki. Miał przez to nadzieję, że Tsunade mu odpuści.

Odpalił komputer, gdy pierwsze krople zaczęły uderzać o parapet. Niebezpieczne było włączanie komputera przy burzy, jednak musiał sprawdzić pocztę. Oprócz SPAM'u znalazł tyko krótką notkę od Neji'ego i Shikamaru, że ostatnio ninja Gaary widzieli wysłanników Akatsuki kręcących się przy granicy Kraju Ognia. Nie powinni tego pisać, lecz Naruto był wdzięczny za złamanie prawa. Martwią się o niego. Chciał odpisać i zapytać Hyuugę jak tam Gaara, ale czuł, iż skończyłoby się to dla niego przy najbliższym spotkaniu z Wilkiem czymś bardzo złym, więc tylko skasował wiadomość i puścił im SMS'a "Dzięki". Domyślą się o co chodzi.

Na zewnątrz błyskało coraz groźniej, więc wyłączył urządzenie. Usiadł na podłodze przy małej lampce i pogrążył się w lekturze książki, a raczej próbował się pogrążyć. Tekst był bardzo ciekawy, trochę zawiły i naprawdę zapraszał do czytania, lecz jego myśli co chwila biegły w kierunku wprost przeciwnym do rozmyślaniu o rodzajach mieczy. Akatsuki ostatnio bardzo się uaktywniło i to go zamartwiało. Jeszcze Hokage odbierze mu jakąś misję, bo będzie się bała o swojego Junchiruuki, idealną maszynkę do zabijania.

Potarł ze zmęczeniem czoło. Najpierw sprawa Akai Kin, przerzucanie ton papierzysk, śmiertelna pieczęć TenTen, następnie porwanie- w sumie nic poważnego, jednak nie powinni z Neji'm się ścigać z pociągiem, a po prostu nim pojechać- dalej atak i katorżniczy trening. Chyba miał prawo być zmęczony? W dodatku gdzieś tam krąży Akatsuki i gdyby teraz...

Poderwał się szybko, porywając z łóżka broń. Jak mógł być tak niedomyślny? Jest zmęczony, bez chakry, a Akatsuki o tym wie. To dlatego natykał się tyle razy na poszlaki świadczące o obecności Itachi'ego! Czekali aż się zmęczy, by uderzyć!

Monotonny dźwięk rozpryskujących się na parapecie kropel uspokoił go nieco. Teraz to naprawdę przesadził. Skąd Uchiha miał wiedzieć, że będzie miał tak i przez to zostanie kompletnie bezbronny?... Dobra, nadal posiadał dość energii by pokonać jakiegoś mniej rozgarniętego jounina, lecz z nukeninem by sobie nie poradził.

Jak na zawołanie zgasło światło. Wyostrzony przez lata słuch złapał kroki na korytarzu. Ta osoba miała dużo chakry, ale nawet wysłannicy Akatsuki potrzebują paru minut na złamanie jego pieczęcie, a w tym czasie on zawiadomi ANBU całej Konohy.

- Panie Uzumaki - odezwał się głoś właściciela budynku. - Wyrzuciło korki, zaraz to naprawimy.

- Dobrze! - krzyknął. Więc to nie był Itachi ani nikt inny z Brzasku. A Dazai Osamo był chuninem, tylko na jednej z misji urwało mu nogę i musiał się wycofać. To stąd ta chakra.

Padało coraz mocniej i postanowił otworzyć okno, by wpuścić trochę chłodnego powietrza. Uchylił szeroko okiennice, w pogotowiu nadal trzymając Sabishii Hito. Nie był głupi. Ale jak ktokolwiek może przedostać się przez Bramę? Tsunade wysyła tam bardzo dobrych obserwatorów, wyćwiczonych w lokalizowaniu chakry i wyczuwania genjustu na kilometr. Zachichotał bez radości. ANBU to naprawdę paranoicy z bzikiem na punkcie mocy i przeczuciem, że są śledzeni przez własny cień. To profesja dla ludzi odpornych na załamanie nerwowe i widzenie we wszystkich wroga, a także ze skłonnościami samobójczymi, jak to ładnie kiedyś podsumował Kiba.

Coś poruszyło się w ciemnościach i skoczyło ku niemu. Nie zamknął okna, podniósł tylko broń, lecz refleks mu się stępił i zamiast wbić ostrze w ciało, które go napadło, jedynie przeciął kawałek materiału. Zaklął cicho, odwracając się. Znał bardzo dobrze tę dudniącą chakrę, błyszczącą rubinowo. Postać stojąca w cieniu wlepiła w niego czerwone ślepia. Szybko spuścił wzrok.

- Itachi Uchiha - szepnął, postępując ku niemu i ustawiając się w pozycji bojowej. - Jeśli zaraz stąd nie pójdziesz, będziesz miał na głowie wszystkie drużyny ANBU...

- Nie sądzę - przerwał mu Uchiha, kącik ust uniesiony w zwycięskim uśmieszku, lecz w oczach ziejąca pustka. - Jeśli to zrobisz młody Sarutobi zginie i ta kunoichi, którą zajmuje się mój brat także. Sasuke przybiegłby tu teraz, a ty chyba nie masz chakry, prawda?

Naruto przełknął ślinę. No to wpadł. Jak jakiś podrzędny uczeń Akademii. Dlaczego nie wyczuł mocy Itachi'ego wcześniej?

Fin.