Napisałam to w 2009. Stwierdziłam, że czas najwyższy, abym w końcu przeniosła tutaj wszystkie rozdziały z bloga i dokończyła to opowiadanie. Z góry przepraszam za wszystkie błędy; sama czytając ten rozdział zauważyłam, jak bardzo zmienił mi się styl. Mam gotowy szósty rozdział, a kolejne postaram się utrzymać w atmosferze narzuconej przez poprzednie.

Miłej - mam nadzieję - lektury :)

Rozdział V

Stał bez ruchu i patrzył na Itachi'ego, starając się zorientować, na ile mówi prawdę. Niby jak coś mogło się stać Konohamaru? Jakaś myśl zaczęła mu bomblować, gdzieś pod powierzchnią umysłu, jednak zignorował ją.

-Masz minutę, by powiedzieć, czego chcesz- rozkazał twardo i z żądaniem tak, jak tylko może rozkazywać osoba całkowicie wyzuta z chakry, zmęczona i napadnięta we własnym domu.- Czterdzieści sekund.

Uchiha poruszył się. Przewidział to, uskakując w bok. Zaatakował przeciwnika w ramię, lecz ten z łatwością wytrącił mu broń z drżącej ręki, posługując się kunai. Nim świadomość tego faktu przeniknęła do niego w pełni, leżał skulony na podłodze, trzymając się za żołądek. Dla zmęczonego Naruto nukenin był zaledwie ciemną smugą. Chciał wyć ze złości. Ale przecież jest Lisem. Tym Lisem, o którym wraz z Panterą powstało już kilka legend, przed którym drżą inny shinobi i na widok jego maski pokrywa ich zimny pot. Zawsze miał- i nadal ma- opinię kawalarza. Ile to już razy będąc dzieckiem, uciekał przed silniejszymi ninja? Tylko, iż oni nie chcieli mu zrobić krzywdy. Uchiha nie będzie miał takich obiekcji.

Itachi zbliżył się do niego nadal zachowując swą kamienną maskę. Przyklęknął, próbując wstać. Żołądek zaprotestował gwałtownie. Kuso. Nie powinien jeść tak obfitej kolacji. Wstał, zagryzając zęby. Był ANBU, a nie małym uczniem Akademii, robiącym pod siebie ze strachu. Czyż nie wykonywał tych wszystkich misji, gwarantujących dla jego znajomych kupno za trzy dni wieńca pogrzebowego? Walczył z przeciwnikami silniejszymi od siebie, gdy było ich więcej. Na pewno sobie poradzi i tym razem.

-Nadal chcesz walczyć.- Brzmiało to bardziej jak stwierdzenie aniżeli pytanie. Itachi musiał dojrzeć na jego twarzy determinację, zresztą nigdy pod wpływem dużej złości nie ukrywał uczuć. Dlatego na misjach tak bardzo potrzebował maski. Och, czasami mu się udawało, nawet dość często, lecz nie wtedy, kiedy sprawa dotyczyła jego osobiście. To była jego pięta Achillesowa, przeciwnik mógł się domyśleć, co chce zrobić. Pracuje jednak nad tym, podglądając Panterę.- Jesteś zmęczony, nie masz chakry i nie możesz jej znikąd pozyskać.

Obojętna twarz Uchihy wkurzała go. Różniła się od znanych rysów Sasuke. Nukenin miał bardziej kocie oczy i miększe rysy twarzy. Jednak szkarłatne oczy u obu braci miały ten sam pusty wyraz, oboje posiadali swe kamienne maski.

-Nie mogę pozyskać chakry, hę?- Naruto uniósł wyzywająco podbródek do góry, składając dłonie w pieczęć.- Jakbyś zapomniał, Kyuubi jest ognistym demonem z nieskończonymi pokładami chakry, więc…- Nie dokończył, tylko skupił się na pozyskaniu energii. Dla wrogów zazwyczaj trwało to sekundę, dla Uzumaki'ego kilka minut. Tym razem jednak nie mógł dostać się do demona, ale czuł pod skórą mocne pulsowanie chakry. Mięśnie jęknęły protestująco. Tak, osiągnął swój limit. Jeśli teraz zaatakuje, będzie musiał się długo kurować. Spojrzał na stojącego bez ruchu Uchihę i wykonał szybką technikę podziału cienia. Nic się nie stało. Chakra zwiększyła swój obieg, tak jak powinno być, lecz nie przyszła.- Coś ty mi zrobił?- wycedził zimno.

-Przy ciosie w żołądek zablokowałem twoją pieczęć.- Na chwilę w rubinowych oczach pojawił się zwycięski wyraz.- Nie sądziłem, iż tak szybko uda mi się złapać legendarnego Lisa.

-Czego chcesz? I jak się tutaj odstałeś?- Musi z nim trochę porozmawiać i zyskać na czasie. Wiedział, że przegrał, ale przynajmniej chce umrzeć mając świadomość wyjaśnienia wszystkich tajemnic.

-Młody Sarutobi.- Odpowiedź nukenina skonfundowała go nieco, lecz w pewnym sensie jej oczekiwał.- Nie wyglądasz na zaskoczonego.

-Bo nie jestem- odparł zgodnie prawdą.- Zacząłem się domyślać, kiedy wspomniałeś, że jeśli zrobię hałas zabijesz Konohamaru, a TenTen umrze.- Założył ręce na piersi, oczy mrużąc w wąskie szparki.- Założyłeś tak groźną pieczęć na TenTen, by zająć czymś Sasuke. Jednak to „młody Sarutobi" dostał techniką, dzięki której go kontrolujesz, mam rację?

-Tak.- Uchiha podniósł jego miecz i rzucił w kąt. Uzumaki poderwał się, chcąc go złapać, jednak chwyt na ręku powstrzymał go.- Masz wziąć kilka swoich rzeczy i iść za mną. W przeciwnym razie…- wzmocnił uścisk, a Naruto wiedział już, iż zostaną siniaki.- Oboje zginą.- Puścił chłopaka, który zatoczył się lekko, lecz nie upadł. Był na to zbyt dobrze przeszkolony.

-Nie zabijecie mnie od razu?- zapytał, nie ruszając się z miejsca. Coś tu mu wybitnie nie pasowało.- Myślałem, że chcecie Kyuubi'ego.

Uchiha nie odpowiedział, jednak po krótkim spięciu jego ramion Naruto domyślił się, że jeśli zaraz nie spełni ostatniego polecenia, Konohamaru faktycznie się coś stanie. Tchórz i dupek. Bardzo zmyślny tchórz i dupek. Może i jest zdrajcą, ale za to planującym wszystko perfekcyjnie. Oczywiście atak demona trochę mu pomógł, inaczej nie dałby sobie tak łatwo założyć jakiejś tam pieczęcie powstrzymującej użycie chakry. Zimny dreszcz przebiegł mu po plecach, kiedy uświadomił sobie, iż jest prawie całkowicie bezbronny. Prawie, bo ramiona nadal zachowały swą siłę, mogącą zmiażdżyć przeciwnikowi kość, nogi nadal będą szybko biegać, a ciało jest rozciągnięte i sprężyste, by nic mu się nie stało w trakcie upadku. Mimo wszystko to raczej na nic. Nawet jeśli uniknie wpadnięcia w Tsukiyomi, zostanie jeszcze Kisame, który siłą fizyczną znacznie przewyższa jego.

Podszedł do szafy i wyciągnął z niej dwie bluzki i dwie pary spodni na zmianę. Domyślał się, iż zostanie przetransportowany prosto do siedziby Akatsuki, a przecież nie wie jak to daleko. Włożył ubrania do obszernego plecaka, po krótkim namyśle dodając jeszcze gruby sweter. Wrzucając go, modlił się w duchu, by Uchiha nic nie zauważył. Między wełną a materiałową podszewką miał ukryty kunai. Itachi jednak był zbyt zajęty oglądaniem zabezpieczeń mieszkania, by coś zauważyć.

-Skończyłem- zakomunikował ponuro, zarzucając plecak na ramię. Nawet nie starał się mocno udawać, że nic nie schował do plecaka. Jest świetnym aktorem i jeżeli ma wyglądać na porwanego shinobi bez broni, będzie tak wyglądał. Coś jednak w jego twarzy musiało zaalarmować nukenina, gdyż zbliżył się do Uzumaki'ego.- Czego?- burknął niemiło.

Uchiha wyciągnął rękę i Naruto podał mu plecak. Itachi pogrzebał w nim przez chwilę i nie wyglądał na zaskoczonego, kiedy wyciągnął kunai. Pewnie bardziej by się zdziwił, gdyby go tam nie było, pomyślał Naruto.

-Idziemy.- Nukenin pchnął lekko Junchruuki w plecy.- Tylko spokojnie.

Naruto zacisnął zęby i wyszedł ze swojego mieszkania, błagając, by żaden sąsiad nie chciał teraz wyjść na korytarz. Uchiha niechybnie by go zabił. Jakby tego było mało, nukenin rozkazał mu aktywację pieczęci na drzwiach. Naruto bez trudu odgadł jego intencje. Widząc zamknięte drzwi jego przyjaciele mogą pomyśleć, że poszedł na jakiś dłuższy trening za Wioskę, co czasami mu się zdarzało, bądź dostał tajną misje. A co Tsunade? Pewnie nie będą jej pytali, gdzie jest, lecz przecież ona sama…

Wyszli na zewnątrz. Deszcz siekał mocno, porywisty wiatr rzucał im krople w twarz. Itachi otulił się mocniej płaszczem, do Uzumakiego natychmiast przykleiły się ubrania. Starał się nie myśleć o przenikającym kości chłodzie i gęsiej skórce pokrywającej całe ciało. Granatowo-czarne chmury płynęły nisko na niebie, raz po raz wypuszczając z siebie błyskawice. Pomogły one Uchiha, gdyż w taka pogodę żaden ninja nie patrolował Wioski. Mogli spokojnie bocznymi uliczkami dojść do Bramy, niezauważeni przez nikogo. Uzumaki obiecał sobie w myślach porozmawiać na ten temat z Tsunade. Burza nie burza, cholera jasna, Wioska powinna był chroniona cały czas!

Przy filarze czekał na nich Kisame, trzymając rękę na ramieniu stojącego obok niego z błędnym wyrazem twarzy Konohamaru. Nastolatek dygotał, lecz nie skarżył się. Miał szkliste spojrzenie i wyglądało na to, że nie oddychałby, gdyby ktoś mu nie rozkazał.

Hoshigaki zmierzył Naruto długim, oceniającym siłę spojrzenie. Uzumaki odpowiedział mu tym samym. Znał ten wzrok. Tak patrzyli na siebie ninja przez walką. Następnie nukenin przeniósł swoje rybie oczka na partnera, ich wyraz jakby lekko zaskoczony.

-Szybko ci poszło- zauważył cicho, stawiając wyżej kołnierz.- Odeślij tego tutaj- pacnął Konohamaru w ciemię- i chodźmy już.

Sharingan zawirował, czarne łezki zlały się w jeden okrąg. Sarutobi obserwował to ze szczenięcym zachwytem. Po chwili wykonał technikę przeniesienia i zniknął Naruto sprzed oczu.

-Nie będzie o niczym pamiętać.- Szept Uchihy prawie zniknął wśród huku błyskawic i wyjącego wiatru.- Daj to Kyuubi'emu i idziemy.

Naruto spiął się wewnętrznie, nie wiedząc o jakie „to" Itachi'emu chodzi. Hoshigaki wyjął ze swojej torby czarny płaszcz i rzucił nim w Uzumakiego. Nie ma mowy, nie ubierze tego.

-Weź to- warknął, potrząsając ramionami z naręczem materiału.- Nie założę tego.

-Posłuchaj, mamy cię doprowadzić żywego i zdrowego, ale niekoniecznie posiadającego wszystkie kończyny- zauważył miękkim, przepełnionym groźbą głosem Kisame.- Tak więc ubierz płaszczyk, albo Itachi karze twojemu koledze wyrżnąć w pień mieszkańców bloku, w którym mieszka.- Naruto zacisnął usta i nic nie powiedział, jednak jego spojrzenie jasno mówiło, że jeszcze odpłaci nukeninom za wszystko. W sumie płaszcz był bardzo ciepły, bez emblematu Brzasku jakim są czerwone chmury. I posiadał kaptur, który natychmiast założył. Nie przepadał za deszczem.- Idziemy.

-Nie boicie się, że wam ucieknę? Tak po prostu mam iść między wami?- w głosie Uzumaki'ego pobrzmiewało zdumienie. Nie no, nie są tacy głupi...

-Tak- odpowiedział prosto Hoshigaki.

...może jednak są.

-Wyczujemy twoją chakrę na kilometr- mówił dalej.- W dodatku tę pieczęć może zdjąć tylko Itachi.

-Jutro z rana zaczną mnie szukać- zauważył Naruto, naciągając mocniej kaptur na głowę i wychodząc za Kisame z Wioski. Uchiha szedł tuż za nim zupełnie bezszelestnie i gdyby nie wyczuwał jego chakry, nie zauważyłby go.- Nie zdążycie ze mną uciec daleko.

-Wysłałeś Tsunade list, w którym piszesz, że jedziesz na trening- odezwał się Władający Ostrzem. Widać brunet nie przepadał za pogadankami z jeńcami.- Nie będą cię szukać przez kilka dni. W tym czasie zdążymy opuścić Kraj Ognia.

Naruto przymknął oczy, przetrawiając tę informację w milczeniu. Mogą nie zauważyć. W końcu już kilka razy znikał nawet na całe tygodnie z Wioski, chcąc potrenować. Tylko że wtedy powiadamiał chociaż Panterę. Tak, musi zaufać, iż jego partner się zorientuje.

Znienacka odezwał się Itachi:

-Przesłałeś tę samą wiadomość mojemu bratu.- Niedaleko nich uderzył piorun. Jego blask upodobnił twarz Uchihy do bladej maski śmierci.

Szlag. Więc pomyśleli o wszystkim.

Wchodząć do lasu dostrzegł dwóch ninja, najprawdopodobniej tych pilnujących Bramy. Pomachali do niego wesoło, będąc pod wpływem genjutsu. Gdyby nie jego parszywa sytuacja, na pewno by im odmachał.


Przedzierali się przez las już pięć godzin w kierunku północno-zachodnim. Naruto orientował się, iż idąc dalej tą drogą dojdą do Kraju Deszczu. Tego mu jeszcze tylko brakowało. Nie cierpi tej zapyziałej dziury. Wykonywał tam kiedyś misję. Miał przeinfiltrować szajkę handlująca bronią. Okazało się, że w sprawę zamieszani są bardzo wysocy rangą ninja, a nawet sam przywódca Wioski. Ktoś zorientował się, że jest szpiegiem i musiał wraz z Panterą stawić czoła prawie całej Wiosce. Walczył wtedy z Kage Deszczu, będąc jeszcze dziewiętnastoletnim shinobi i podczas starcia uwolnił po raz pierwszy piąty ogon Lisa. Rozszarpał ciało przywódcy na kawałeczki oraz o mało nie zabił partnera. Ocknął się, siedząc na biodrach Pantery i przykładając mu pazury do gardła. Wokół nich powstał krater, w jego leju martwi ninja. Po raz pierwszy zabił tylu ludzi na raz. Zebrała się Rada Cieni i obradowali nad jego losem. Przeglądali dowody zgromadzone przez obu partnerów, niektórzy z trudem powstrzymywali wściekłość. Zabicie jakiegokolwiek Kage jest jednoznaczne z wyrokiem śmierci, lecz dowody przedstawione Radzie wyraźnie wskazywały na winę przywódcy Deszczu. Uniewinniono go, a nowy Kage odciągnął go na stronę, dziękując za uwolnienie jego Wioski. To jedyne miłe wspomnienie, jakie stamtąd posiada. O tamtego wydarzenia wie już, jak bardzo Cienie chcą odsunąć Junchruuki od bycia shinobi.

-Gdzie idziemy?- zapytał, doskonale zdając sobie sprawę z tego, że nie uzyska odpowiedzi.

A jednak Kisame odwrócił do niego.

-Do najbliższego miasteczka, gdzie mieszka nasz znajomy, który z pewnością nas ugości.

Naruto jęknął w duchu. Słowa o znajomym miały mu przekazać, że nie ucieknie i nikt na jego temat nie będzie zadał żadnych pytań. Wspaniale. Jego jedyna nadzieja w tym, że natknął się na jakiś patrol lub zauważy ich ninja z Konohy. Cudownie. Widać sam będzie musiał się sobą zająć. Jak zawsze. Musi tylko wyczekać odpowiedniego momentu. Z dwoma wyszkolonymi nukeninami pilnującymi go jak głodny pies kości będzie to trudne, lecz już nie raz stawiano go w trudnej sytuacji. Jeśli będzie trzeba zabije się, by Akatsuki nie dostało demona. Jego ciało nie ma dla niego najmniejszej wartości, jeżeli mogą zginąć niewinni ludzie.

Burza ustała dwie godziny temu, lecz chmury nie przepuszczały światła gwiazd i księżyca. Było po pierwszej. Uzumaki trząsł się cały w przemoczonym ubraniu, nic nie mówiąc. Jeszcze będzie skamlał, że mu zimno. Dobre sobie.

Gościniec wywiódł ich do małego miasteczka, które Naruto zna. Często przejeżdża przez nie, kiedy udaje się do Trawy. Kojarzy wszystkie uliczki i tajne przejścia pod osadą. Nigdy by jednak nie przypuszczał, że tutaj Akatsuki ma jakiegokolwiek swojego poplecznika.

Zastukali do drzwi najbogatszego domu. W jego oknach nadal paliło się światło, co nie było zbyt zaskakujące. Pewnie powiadomili gospodarza, że ma się ich spodziewać. Rozejrzał się wokół. Na ulicach nikogo nie było, wszyscy bali się, że jeszcze będzie padać i nie wystawiali nosa zza drzwi.

Otworzyła im młoda, nastoletnia dziewczyna ubrana w wykwintne, biało-niebieskie kimono pokojówki.

-Pan Oyada już na panów czeka.- Ukłoniła się, wpuszczając podróżnych do środka. Błękitne oczy były lekko wystraszone, wpadał na nie kosmyk brązowych włosów uwolnionych z wytwornego koka. Kiedy wskazała im ręką kierunek, w jakim mają pójść, zjechał jej materiał z nadgarstka i Naruto ujrzał dużego, fioletowego sińca. Dziewczyna szybko strzepnęła rękaw, przełykając ślinę. Spojrzał na nukeninów. Nie wyglądali, jakby cokolwiek zauważyli, jednak ninja są dobrymi aktorami, a Oyada jest ich przyjacielem, choćby nie wiadomo jak źle traktował służbę.- Pierwsze piętro, drzwi po lewej. Przepraszam, ale nie mogę państwa odprowadzić.- Ukłoniła się raz jeszcze i odeszła, lekko kuśtykając. Tym razem Uzumaki zauważył szybkie spojrzenie jakie rzucił jej Itachi. Nie potrafił go odczytać.

Kisame pierwszy zaczął iść po szerokich schodach pokrytych purpurowym dywanem. Korytarze miały białe ściany ze złoceniami, do połowy wysokości obite były drewnem dobrej jakości. Kryształowy żyrandol w holu na parterze i rzeźby wyraźnie mówiły o bogactwie gospodarza. Jak shinobi Konohy nigdy nie wpadli na jego trop i to tak blisko Wioski? Przecież patrząc po biedniejszych ulicach miasteczka od razu widać, że nie dorobił się swojego majątku uczciwie, szczególnie, jeżeli ma kontakty z Akatsuki.

Nim zapukali do dębowych drzwi otworzył im mężczyzna około czterdziestki, ubrany w szyty na miarę garnitur. Włosy miał gładko zaczesane, a na paznokciach manicure.

-Witajcie- rzekł, kłaniając się wpół. Wyglądał na zdenerwowanego.- W czym mogę pomóc?

-Potrzebujemy noclegu- stwierdził prosto z mostu Kisame.- Jutro już nas nie będzie.

-Och.- Uśmiech na ustach Oyady stał się bardziej wymuszony, zerkał niespokojnie na Itachi'ego, jakby się go bał. Może jednak nie pracuje z Akatsuki tak zupełnie z własnej woli?- Zaraz zawołam służącą i zaprowadzi was do pokoi…

-Weźmiemy jeden- odezwał się Uchiha. Sądząc po minie Hoshigaki'ego, Naruto wywnioskował, iż brunet rzadko kiedy zabiera głos w sprawach zakwaterowania.- Mamy towarzysza podróży, którego musimy pilnować.

-Oczywiście. Zaraz ktoś po was przyjdzie.- Gospodarz cofnął się do gabinetu zapełnionego książkami i pociągnął za dzwonek.- Jest już dosyć późno. Zjecie teraz czy za godzinę ze mną kolację?- Jego mimika twarzy wyraźnie mówiła, iż woli to pierwsze.

Kisame wyszczerzył zęby w przerażającym uśmiechu.

-Poczekamy na kolację.

-Słucham pana?- Przyszła ta sama dziewczyna, która otworzyła im drzwi.

-Ach, Ansei, zaprowadź naszych gości do pokoju na drugim piętrze- rozkazał Oyada, czując się trochę pewniej. Naruto zmrużył oczy. Przed nimi się trzęsie, a potem wyładuje się na służbie? Dupek.- Powiedz panom także, gdzie znajduje się jadalnie.

-Oczywiście.- Szatynka skłoniła się.- Proszę za mną.

Poprowadziła ich na kolejne piętro urządzone z równym przepychem co poprzednie. Nic nie mówiła, jedynie uśmiechała się miło i Naruto uznał, że podoba mu się ten uśmiech. Nie wpatrywał się jednak tylko w nią. Rozglądał się ukradkiem, próbując dojrzeć jakąś broń zawieszoną na ścianie. Bogacze często wieszali katany jako trofea nad kominkami. Tu niczego takiego nie znalazł.

Zostali umieszczeni w dużej sypialni z trzema jednoosobowymi łóżkami z szafką nocną przy każdym. Pokój był pomalowany na pastelowy błękit, ścianę naprzeciw posłań z rzeźbiony zagłówkami zajmowała szafa z klonowego drewna. Na podłodze leżał puszysty, biały dywan. Pod oknem stał niski stolik, a obok niego złożone maty. Oprócz tego każdą wolną powierzchnię zajmowały niebieskie poduszki obszyte koronką. Poczuł, że robi mu się niedobrze.

-Koniecznie musimy tu zostać?- zapytał, zajmując łóżko położone najbliżej drzwi.- Nie mówiliście, że was przyjaciel jest pozbawiony dobrego smaku. Koronki.- Skrzywił się z niesmakiem.

-Jadalnia znajduje się na parterze.- Uzumaki o mało nie podskoczył. Zupełnie zapomniał, że Ansei jeszcze nie poszła. Oj, niedobrze. Tsunade już by mu mogła odebrać uprawnienia ANBU.- Gong oznajmi panom, kiedy będzie czas kolacji.

Itachi skinął głową, a Kisame znikną w łazience, z którą łączyła się sypialnia.

-Powiadom Oyadę, że ma nam przygotować samochód- powiedział szeptem, patrząc z ukosa na dziewczynę.

-Oczywiście.- Ukłoniła się głęboko i wyszła.

Naturo rozłożył się na łóżku, wzdychając głęboko. Plecak rzucił na podłogę i teraz grzebał w nim w poszukiwaniu suchych ubrań. Wyjąwszy rzeczy, położył je obok siebie, czekając aż Kisame opuści łazienkę. Kątem oka obserwował Uchihę, który również przygotował sobie czyste ubrania i zaczął się przebierać.

-Wstydu nie masz- mruknął, starając się nie patrzeć na bladą pierś, z której właśnie zniknęła bluza.- Poszedłbyś do łazienki.

-Skoro wlazł tam Hoshigaki, nie wyjdzie do kolacji- wyszeptał, wycierając się ręcznikiem. Naturo zastanawiał się, co jeszcze ma w torbie.- Tobie też radzę się przebrać. Z zablokowaną chakrą demon nie będzie cię leczyć.

O tym nie pomyślał. Nigdy nie był nawet przeziębiony. Może to stąd biorą się te dreszcze i uczucie oblewania się gorącem i zimnem na przemian? Cholera, jeszcze złapie jakieś paskudztwo. Wątpił, by nukenini zatrzymali się w jakimś miłym miejscu i poczekali aż wyzdrowieje. Chociaż teraz będą podróżować samochodem. Tam przynajmniej będzie ciepło…

Już majaczy.

Podniósł się ociężale i zaczął zrzucać z siebie ciuchy. Itachi siedział na macie pod oknem i polerował kunai, nawet na niego nie patrząc. Bardzo dobrze. Nie lubił, kiedy ktoś przebywał z nim w jednym pokoju, kiedy się przebierał. Nawet Sasuke, pomimo wspólnych pryszniców, zostawiał go wtedy samego.

Wtulił twarz w poduszkę, na policzkach czując niezdrowe rumieńce. Przymknął oczy, ogarnięty nagłą sennością. Nie, nie może teraz pójść spać! Sam, pośród swoich porywaczy. To niegodne ANBU. Jeszcze obudzi się bez ręki czy czegoś… Stłumił ziewnięcie, dotykając dłonią czoła. Było gorące. Nawet bardzo. Kuso, kilka godzin bez ochrony Lisa i już choruje? Z kamienną miną popatrzył na Uchihę. Polerował kolejną broń w niezmienionej pozycji. Z łazienki dolatywał go jednostajny szum prysznica. Powieki zaczęły mu ciążyć coraz bardziej i ostatkiem sił zdołał wydostać się ze słodkich macek snu. Kiedy jednak ponownie zaczęło padać, uderzanie kropel o parapet, odgłos wody i pocierania materiału szmatki o metal uśpił go.


Obudził się jakąś godzinę później, a raczej został ze snu wyrwany przez potrząsanie za ramię. Warknął coś i usiadł, czując zawroty głowy. Cholera, nie powinien zasnąć. Nie nie powinien. Nie MÓGŁ. Powinien wykorzystać czas jaki został do kolacji do opracowania planu ucieczki, a nie… Czemu tak go boli głowa?

-Mały się rozchorował.- Czyjś tubalny głos wdarł mu się do czaszki, kalecząc po drodze uszy. Stłumił jęknięcie.- Przyślemy kogoś do niego z lekarstwami?

-Mógł bardziej uważać- odezwał się drugi o wiele cichszy i spokojniejszy. Tego głosu mógłby słuchać.- Chodźmy już. W tym stanie raczej nam nie ucieknie.

Dlaczego tu jest tak ciemno? Ach no tak, nie otworzył oczu. Uniesienie powiek na niewiele mu się zdało. Obrazy były zamazane i traciły co chwila swą ostrość. Zakaszlał, a ten ruch sprawił, że o mało nie wypluł sobie płuc. W ustach miał flegmę. Skrzywił się z niesmakiem.

-Nic mi nie jest- wycharczał, próbując wstać. Duże, mocne dłonie pchnęły go z powrotem na łóżko i zarzuciły na niego koc.- Jestem zdrowy.

-Oczywiście- powiedział płynnie ten sam melodyjny, niski głos.- A teraz idź spać, dobrze?

-Dobrze…

Dlaczego tak bardzo chcą, żeby poszedł spać? I gdzie się właściwie znajduje? Skupił wzrok na postaci przed nim, wytężając mocno umysł. Te czarne włosy… To na pewno Sasuke…

Zapadł się w miękkość pod sobą. Sasuke go w końcu chroni, prawda?

-Bę… dzie… dobr… nie?- mruknął, ledwo sklecając ze sobą zdania.

Ktoś podciągnął na niego wyżej okrycie i zasnął.


-Przepra… Au!- Naturo puścił gardło dziewczyny po skontaktowaniu, że nie, nie jest wrogiem i nie chce go zabić. Opadł z powrotem na łóżko, zanosząc się kaszlem. Ansei podała mu chusteczkę i kubek z wodą.- Lepiej?

-Tak, dziękuję.- Gorączka nieco spadła i czuł się o wiele lepiej. Potarł dłonią oczy.- Co tutaj robisz?

-Przyniosłam ci lekarstwa i posiłek.- Wskazała na tacę położoną na szafce nocnej.- Jest już rano, a dokładniej szósta dwadzieścia.

To by wyjaśniało brak łagodnego światła lamp.

-Jestem chory?

-Nie tak mocno jak jeszcze godzinę temu..- Uśmiechnęła się. W kąciku jej ust pojawił się mały dołek.- Szybko zdrowiejesz. A twoi przyjaciele zamknęli się z panem Oyadą w jego gabinecie.

-Nie są moimi przyjaciółmi- warknął, podpierając się na łokciu i siadając.- To- wskazał na jedzenie- możesz zabrać.

Spojrzała na niego ciężko z czymś, czego nie potrafił rozczytać.

-Jedzenie nie jest zatrute- szepnęła, jakby się bała, że ktoś będzie ich podsłuchiwał.- Sama sprawdzałam. Leki również.

Zmierzył ją wzrokiem, czując, że coś przegapił, tylko co? Nie, nie jest ninja. Wyczuwałby jej chakrę. To zwykła pokojówka, tylko… cholera, coś mu tu wybitnie nie pasuje. Ten jej spokojny, miękki wzrok. Gdzie już taki widział?

Podniósł szybko głowę, z całego serca starając się zapanować nad mimiką twarzy. Uśmiechnęła się szeroko, stawiając tacę z posiłkiem na jego kolanach.

-Zjedz, poczujesz się, lepiej- poradziła, podchodząc do okna i rozsuwając zasłony. Jak na zawołanie rolników Kraju Ognia znowu padało. Nie była to taka sama burza jaka przeszła nocą, tylko lekki kapuśniaczek, ale Naturo i tak poczuł się jeszcze gorzej niż może czuć się ktoś porwany i wieziony do miejsca swojej zguby. Nienawidził deszczu!- Nie jesteś głodny? W nocy nic nie jadłeś. Wypluwałeś nawet tabletki. Ten… Uchiha…

-To on mi je podawał?- zapytał z nagłą czujnością, zanurzając łyżkę w parującym rosole. Nie była to bardzo znana potrawa. Sakura znalazła kiedyś na nią przepis w Internecie, po jej siedemnastych urodzinach, gdzie Chouji postanowił przetestować przepis na nowy poncz. Nawet w Kraju Herbaty słynącym z mocno zakrapianych „herbatek" nie pił niczego tak mocnego. Nie wspominając na drugi dzień swojego kaca. Po jednym kieliszku! Nikt tego wyparzacza języka nie pił więcej.- Pewnie próbować mi dać jakąś trutkę- burknął, biorąc łyk zupy. Była dobrze przyprawiona i niezbyt tłusta. Taka, jaką lubił.- Jestem ANBU Ansei, a im wyżej w hierarchii ninja, tym jesteś bardziej wyczulony na podawanie ci czegokolwiek przez sen.- Przechylił talerz, pijąc. Wolał spożywać rosół tak, niż bawić się łyżeczką.- Muszę dostać się do telefonu.

Pokręciła przecząco głową, robiąc smutną minę.

-Kisame nas zamknął- obwieściła ponuro.- Przewidział twój ruch.

-A ty masz przy sobie telefon?

Oczy dziewczyny rozbłysły psotnie, kiedy sięgnęła do jednej z kieszeni kimona. Dzisiaj było ono zielone.

-Tak się składa, że mam.- Pomachała aparatem przed twarzą Naturo i następnie rzuciła mu go.- Śpiesz się. Powiedzieli, że mam dziesięć minut. Minęło już siedem.

Wystukał szybko numer i czekał, spoglądając na zegarek. Dwie minuty. Kuso, szybciej! W kilka chwil później o mało nie rzucił urządzeniem, kiedy usłyszał głos telefonistki mówiącej, że w związku z burzą wszelkie łączenia z początkiem 056 zostały zablokowane. Dopiero teraz zauważył, że zamiast komórki trzyma telefon bezprzewodowy.

-Jakie są szanse, że przemycisz mi tutaj komórkę?- oddał dziewczynie telefon i w tej samej sekundzie ktoś przekręcił klucz w drzwiach.- Cicho!

Weszła kolejna służka. Także miała na sobie zielone kimono, podkreślające zieleń jej oczu. Złote włosy okalały jej twarz, opadając na ramiona.

-Oyada-san każe ci już wrócić- powiedziała, nawet nie patrząc na Naturo. On sam wyczuł szóstym zmysłem, że nie jest taka sama jak Ansei.- Teraz.

-Już idę, Isao.- Ansei wykonała krótki ukłon i wzięła tacę z pustym już talerzem, odkładając na szafkę butelkę syropu. Nie dała po sobie poznać, że rozmawiali.

Kiedy wyszła, Isao zwróciła się do niego.

-Masz zejść na dół, biorąc swoje rzeczy. Wyjeżdżacie.

Kiwnął głową i wstał, widząc w tym swoją szansę. Blondynka posiada pewne rezerwy chakry, lecz jeśli będzie dostatecznie szybki, nie zdążyły założyć żadnej techniki. Zakuło go w piersiach, lecz nie dał tego po sobie poznać. Oboje byli shinobi i nie chciał jej pokazywać, jak źle się czuje. Przez cały czas śledziły go czujnie zielone oczy.

Ledwo zamknęła za nim drzwi, rozluźnił mięśnie i ugiął lekko kolana, przygotowując się do ataku. Nie spodziewała się tego, była pewna, że z zablokowaną chakrą nie odważy się na nic. Podciął jej nogi i uderzył dłonią w kark- tego ciosu nauczył go Wilk podczas jednej z misji. Nigdy nie wiedział, gdzie uderzyć, by ogłuszyć przeciwnika. Teraz jednak zadziałało i Isao opadła zemdlona. Zdążył ją złapać nim upadła na podłogę. Posadził ją za stolikiem z rzeźbą i poruszając się bezszelestnie ruszył korytarzem, gdzie na jego końcu widział telefon. Miał tylko głęboką nadzieję, że nikt go nie zauważy. Wyjął kunai zabrany blondynce, słysząc czyjeś kroki na schodach. Ukrył się za framugą drzwi, ale to była tylko kolejna służąca. Na szczęście poszła na kolejne piętro nie rozglądajać się na boki. Odetchnął głęboko. Spróbował jeszcze raz połączyć się z Kyuube'm, lecz nie mógł. Uważnie rozglądając się wokół, doskoczył do telefonu. Wybrał szybko numer Pantery, zerkając na schody. Usłyszał ciche pyk i odezwał się głos: „Tu Sasuke Uchiha. Skoro słuchasz automatu, znaczy, że koniecznie chcesz pogadać. Jeśli jesteś zakochaną we mnie do szaleństwa dziewczyną, powiedz, od kogo masz mój numer, chyba, że lubisz tę osobę. Po tym denerwujacym "pip" zostaw wiadomość." Rozległ się sygnał i zaczął mówić:

-Tu Naturo. Znajduje się na pozycji 21-34 sektor B. Zostałem…- rozległo się ciche pyk i zapadła cisza. Wiedząc kto stoi za nim, odwrócił się powoli.- To nieładnie przeszkadzać komuś w rozmowie, Uchiha.- Cholera, kiedy podszedł?!

Itachi wyrwał mu z ręki słuchawkę i odwiesił ją. Następnie zmierzył Uzumaki'ego bezbarwnym spojrzeniem czarnych oczu.

-Nieudana próba, Kyuubi- powiedział, odrzucając na bok wtyczkę aparatu.- Zapomniałeś, że wyczuwam twoją chakrę?- Złapał w stalowy uścisk rękę, którą Naturo zamachnął się na niego.- Isao nie jest silną kunoichi, domyśliłem się, że spróbujesz uciec.- Wzmocnił uścisk. Uzumaki oddychał powoli, nie chcąc pokazać po sobie bólu. Jeszcze tego brakowało!- Idziemy.

Szarpnął chłopakiem, popychając go do przodu. Naturo poprawił na ramieniu plecak, zastanawiając się, ile Itachi słyszał. Chyba nic, skoro nie zareagował. W końcu szeptał, a Uchiha nie ma chyba aż tak dobrego słuchu?

Zaczął schodzić po schodach, nadal będąc trzymanym przez bruneta.

-Możesz mnie puścić, nie jestem małym dzieckiem- fuknął.

Itachi nie dopowiedział, jedynie przyśpieszył kroku. Naturo czuł, że sobie porządnie nagrabił. Chciało mu się leżeć, miał nawrót gorączki, drapało go w piersiach i gardle, lecz wątpił, by pozwolili mu gdzieś odpocząć.

Kisame nie był zdziwiony, że to Uchiha przyprowadził ich jeńca. Uzumaki domyślił się, iż oboje wiedzieli o jego krótkiej chwili jako takiej wolności. Hoshigaki czekał na nich wraz z Oyadą w garażu przy srebrnym Sedanie.

-To my jedziemy- odezwał się Władający Ostrzem, otwierając drzwi samochodu po stronie kierowcy. Naruto usiadł na tylnim siedzeniu i ku jego pechowi to samo zrobił Itachi.- Dziękujemy za gościnę.

Uzumaki patrzył w milczeniu, jak mężczyźni się żegnają. Kuso, nie zdążył wiele powiedzieć, jednak jego słowa zaalarmują Sasuke. Nigdy nie dzwonił do nikogo podczas treningów za Wioską, podając miejsce swojego pobytu. Tak, będzie dobrze.

Wyjechali z garażu po cichu, samochód miał dobry silnik. Nie lubił jeździć autami, ten jednak z dębową deską rozdzielczą i miękkimi fotelami docenił. Przysunął się blisko okna, byle jak najdalej od Uchihy. Ten oczywiście, nie poczynił żadnej uwagi o takim zachowaniu. Wyglądał jak kukiełka. Bardzo mordercza kukiełka. Patrząc na jego bladą, jakby chorą twarz i delikatne dłonie Naturo z trudem wierzył, że zabił całą swoją rodzinę i jest bardzo groźnym shinobi.

Ledwo wyjechali z miasta, Uchiha poruszył się, wyciągając zza pazuchy mały nadajnik. Kisame rzucił myu szybkie spojrzenie.

-Zaczynaj.

Porcelanowy, długi palec nacisnął guzik i usłyszeli za sobą huk. Uzumaki poderwał się z miejsca, patrząc przez tylnią szybę na słup Czernego niczym smoła dymu będący doskonale widoczny na tle szarych chmur. Spojrzał ze złością na obu nukeninów. Jedna z jego szans właśnie wyleciała w powietrze.

-Co wam zrobił?- zapytał z furią.

Żaden nie odpowiedział. Ze wściekłym prychnięciem wtulił się w oparcie, przykładając rozgrzaną głową do zimnego szkła. To będzie długa podróż.


Podróżowali samochodem do granicy z Deszczem. Dalej szli piechotą, zatrzymując się w przydrożnych hotelach. Naruto już nie próbował uciec. Itachi potraktował go dość mocnym Tsukiyomi, by "dać mu nauczkę". Przynajmniej wyzdrowiał i teraz obmyślał nowy, lepszy plan. Przecież kiedyś muszą się pomylić, dać mu szansę na ucieczkę! Jednak, nawet kiedy przebudzał się w nocy, obojętnie gdzie to było: w szczerym polu czy zapadłym, hotelowym pokoiku, jeden z nukeninów trzymał wartę. To było denerwujące. Szczególnie nie lubił wart Uchihy. Nie życzył sobie, by morderca rodziny jego najlepszego przyjaciela patrzył na niego, jak na robala pod lupą. Tak czy inaczej jego szanse na odzyskanie wolności są raczej nikłe.

Pomimo rutyny nie tracił poczucia czasu. Wiedział, że jest środa, jedenasty dzień jego porwania. Zastanawiał się, czy w Konoha wiedzą już, że uciekł. Raczej powinni. Zostawił w końcu tyle wskazówek i nawet sami nukenini dali jego partnerowi oraz Tsunade jedną. Mimo to czekanie było denerwujące, szczególnie, że nie wiedział, dokąd idą. Deszcz opuszczą za dzień lub dwa, jeśli utrzyma się słoneczna pogoda. Z rozmów wynikało, że udadzą się do Skały, a stamtąd... No właśnie? Dokąd? Lepiej, żeby Sasuke się pośpieszył. Jeszcze nigdy nie musiał tak bardzo na kimś polegać i gryzło go to strasznie, raniąc dumę i ambicję.

Wkurzał się także strasznie o wszystkie „małe sprawunki", które załatwiali po drodze obaj partnerzy. Akatsuki miało wiele swoich udziałów w nielegalnych przedsięwzięciach- skądś organizacja musiała brać pieniądze na opłacenie swoich członków. Kiedyś Shika natrafił na zamaskowane konto bankowe Zetsu. Ilość zer odurzyła go. Oczywiście, wszystkie środki zainkasowała Konoha, przeznaczając je na o wiele lepszy cel niż leżenie na lokacie i nabijanie procentów. Tymi sprawami nie cierpiącymi zwłoki było najczęściej zbieranie haraczy i eliminowanie ninji, którzy usiłowali sprzedać jakieś informacje o Brzasku. Organizacja miała mnóstwo swoich szpiegów w różnych Krajach, jednak Naturo nigdy żadnego nie słyszał. Zostawiali go zawsze związanego i pod wpływem środków odurzających. Nauczył się je zwalczać, ale nie na tyle, by móc spróbować uciec. Nie posiadał klanowych genów takich jak ród Uchiha, które uodporniłyby go na trucizny. Tym zawsze zajmował się Lis. Teraz musiał poradzić sobie sam.

Zaraz za granicą Skały zostawili go znowu samego. Nie pytał dokąd idą, nigdy tego nie robił. Tym razem nie związali go, jedynie założyli bardzo silne pieczęcie na drzwi. Głupki. Oczywiście udawał, że nic nie zauważył, świetnie odgrywając omamionego narkotykami. Dawka była mniejsza niż zwykle, podróżowali przez wiele godzin bez odpoczynku i nukenini byli pewnie, że jest zmęczony. Upewniał ich w tym przekonaniu, maskując ziewanie tak, by je widzieli. Był dobry w udawaniu. Nawet tacy spece od obserwacji ludzkich zachowań jak Shikamaru, Neji czy Gaara nie potrafili zorientować się, czy kłamie, kiedy tego nie chciał. Nie dotyczyło to Sasuke, do którego był nazbyt podobny. Do końca nie mógł mieć pewności, że mu uwierzyli, jednak po ich wyjściu, powziął decyzję o ucieczce.

Zatrzymali się w nieliczącym więcej niż dwa tysiące mieszkańców miasteczku w ceglanej kamienicy, budowanej wedle starej mody. Na szczęście była czysta, co Uzumaki przyjął z wdzięcznością. Zauważył, iż nukenini nie mają obiekcji przed nocowanie gdziekolwiek, byleby nikt im nie poderznął w nocy gardeł. Sam tak także miał, jednak spędzenie po raz pierwszy czasu w miejscu, gdzie jest sucho i ciepło, napełniało go optymizmem. Szybko go zgasił. Pałający optymizmem shinobi nie żyją długo.

Otworzył okno, upewniwszy się wpierw, że obaj wysłannicy Akatsuki odeszli wystarczająco daleko. W twarz uderzyło go suche, gorące powietrze Kraju Skał. Słońce zakuło w oczy. Zasłonił je ręką, patrząc w dół. Oho, zły pomysł. Nagle osiem metrów, jakie dzieliło go od ziemi wydawało się strasznie dużą odległością. Lis skakał już i z większych wysokości, nie raz pozbawiony całkowicie chakry z Panterą przy boku. Ale nigdy w takich sytuacjach nie był pod wpływem ogłupiaczy. Wziął głęboki oddech i przerzucił nogi przez parapet, stawiając je niepewnie na wąskim gzymsie. Dobrze, że nikogo nie było na dole. Jego okno wychodziło na ciemną uliczkę i śmietniki. Prawdopodobieństwo, iż ktoś się teraz tu pokaże, w porze kolacji, było bardzo niskie. I całe szczęście. Złapał się przeżartej rdzą rynny, błagając, by po tylu latach wiernej służby nie zawaliła teraz. Ustał, zachowując idealną równowagę. Posuwał się niepewnie do przodu, badając stopą każdy centymetr powierzchni. Poruszał się w tempie metr na minutę, co i tak było szybko. Po piętnastu metrach dotarł do drabinki przeciwpożarowej. Opuścił się po niej ostrożnie w dół, obserwując cały czas, czy nikt nie idzie. Miał nadzieję, że dzięki zwykłym jeansom i białej koszuli wtopi się w tłum. Włosów nie zakrywał czapką z daszkiem, tutaj mieszkało wiele osób o blond włosach i do tego opalonych. Gdyby oddalił się na więcej niż kilometr od nukeninów, a ci wypytywali by kogoś o niego, nikt by im go nie skazał. Ot, kolejny blondyn. Jedyne co go mogło zdradzić to blizny na twarzy, dlatego trzymał głowę nisko, kiedy już wszedł pomiędzy kilku pracoholików wracających do domu.

Zatrzymał się gwałtownie, jakby uderzony obuchem. Coś się zbliżało, czuł to. Jakiś dzieciak uderzył w niego, odbił się i wylądował na chodniku.

-Mógłbyś uważać jak chodzisz!- wykrzyknął nastolatek, otrzepując tyłek. Minął go, najwyraźniej obrażony.

Naturo wymruczał jakieś „Sorry", skupiony na odczytywaniu przekazów swojego siódmego zmysłu ninja. Czyjaś mocna chakra wirowała w powietrzu, przyniesiona z południowym wiatrem. Południowym?... Nie, to nie jest jedna osoba. Jest ich więcej!

Odkrycie tego faktu przywołało na jego twarzy bardzo głupi, szeroki, nieprzystojący elitarnemu shinobi uśmiech. Znaleźli go. Nareszcie. Pewnie okrążą Wioskę, nie chcąc ponosić strat w ludności cywilnej. Itachi i Kisame na pewno już ich również wyczuli. Musi szybko się stąd oddalić.

Jak na zawołanie na końcu ulicy pojawił się Itachi. Dał nura w jakąś boczną uliczkę, wiedząc, że nie ucieknie. Nie mógł jednak pozwolić na to, by Uchiha wyrżnął w pień pół ulicy, pragnąc mu dopiec. O nie, musiał być sam. Oparł się o tylną ścianę sklepu z meblami, składając ręce na piersi.

Nie usłyszał, kiedy pojawił się obok niego. Po prostu to wyczuł. Tak samo jak zamach na swoją głowę. Schylił się i odskoczył. Spodziewał się kolejnego ciosu, jednak ten nie padł. Nukenin po prostu stał i patrzył… i to z jakiegoś powodu strasznie go to denerwowało. Czarne oczy były nieruchome, niczym u jastrzębia, który wypatrzył z wysoka swoją ofiarą.

-Czego?

-Ta ucieczka była głupia- zauważył szeptem Uchiha. Nigdy nie mówił głośniej.- Teraz jednak pójdziesz ze mną.

-Przyszli po mnie.- Naturo uśmiechnął się z wyższością. Uwielbiał skoki na bungie bez bungie, jak to ładnie kiedyś określiła Sakura: zawsze drażnił przeciwnika, nawet jeśli nie miało mu to wyjść na zdrowie.- Strach obleciał?- Itachi nie zniżył się do odpowiedzi, jedynie czarne łezki w jego oczach wykonały pełny, powolny obrót. Uzumaki prychnął, odwracając wzrok.- Mnie tym nie przestraszysz.

-Później pogadamy o tym, jak załatwiłeś sobie akcje ratunkową, Kyuubi.- Naturo zjeżył się. Nie lubił, gdy tak go nazywał brunet.

Itachi wykonał technikę, za której znakami nie nadążył Uzumaki. Zawiał silny wiatr i w następnej chwili pojawili się w małym pokoju o nisko zawieszonym suficie. Stało tu tylko jedno łóżko i krzesło, na półce zawieszonej na szarej ścianie leżało kilka książek. Wszystko pokryte grubą warstwą kurzu. Nie było okna, jedynie u sufitu wisiała pojedyncza żarówka

-Co tutaj robimy?

-Poczekamy, aż Kisame załatwi twoi kolesi.- Uchiha przeszedł do drugiego pomieszczenia, jakim okazała się mikroskopijna kuchenka, równie zabrudzona co pozostałe pomieszczenie. Na wysokim stole stały reklamówki z żywnością. Wyglądało na to, że trochę to pobędą.

-To jest…

Nie dokończył pytania. Uchiha wykonał szybki obrót i uderzył go z rozpędu w żołądek. Spodziewał się tego, wiedział, że za swoją ucieczkę oberwie. Wpadł na ścianę, nie wydając z siebie dźwięku. Otarł krew z ust, poczekał aż zniknął mu sprzed oczu mroczki i dokończył pytanie, jakby nigdy nic:

-To jakaś kryjówka na wyjątkowe okazje?- Podszedł do lodówki, otworzył ją i zakrył nos, czując woń zaawansowanej pleśni. Wewnątrz leżało coś zielonkawego w najwyższym studium rozkładu.- Ugh.- Zamknął drzwiczki, zerkając w przelocie nas Itachi'ego, rozpakowującego zakupy. W tym przypominał swojego brata: jego ruchy krótkie i metodyczne.- Śpisz na podłodze, rozumiem? Ja jestem gościem…

Uchiha podniósł na niego wzrok, jego myśli całkowicie zamknięte w lustrze czarnych oczu. Naturo przeszedł dreszcz. Tak puste spojrzenie spotkał tylko raz: po powrocie Sasuke od Orochimaru.

-Śpimy razem- powiedział głosem, w którym nie trzeba było skoczyć studiów psychologicznych, by odczytać: „Mnie też to się nie podoba i ani słowa, bo będą ostatnimi w twoim życiu".- W nocy temperatura bardzo spada, a tu nie ma ogrzewania.

-Jak będziesz wiedział, czy już możemy wyjść?

-Drzwi muszą zostać otwarte od zewnątrz. Dopóki Hoshigaki nie wróci, nie wyjdziemy.

-A jeśli go złapią? Przecież cię nie zdradzi, prawda?

Uchiha schował ostatnią konserwę w mini-szafce, nie siląc się na odpowiedź. Przeszedł do pokoju, zrzucając z siebie ubrudzony piaskiem płaszcz. Naturo poszedł za nim, czekając na odpowiedź. Jeśli Kisame umrze, to co wtedy? Po pewnym czasie przyjdzie tu ktoś z Akatsuki? A jeśli nikt o tym… domku nie wie? Wtedy zginą z głodu lub pozabijają się wzajemnie. Cholera jasna!

Nim Itachi zniknął w łazience jeszcze mniejszej niż kuchnia- co wydawało się niemożliwe- rzucił przez ramię:

-Zgadłeś.

Uzumaki zwinął dłonie w pięści. Nie cierpiał tych sztuczek z Mangekyo Sharinganem.


Szybko odkrył, że wodę trzeba było podgrzewać. Uchiha zostawił mu nieco ciepłej, akurat tyle, by zdążył się ochlapać i nie siedzieć długo w łazience. Żarówka świeciła o wiele ciemniej niż w pokoju i co kilka minut rozjaśniała się mocniejszym światłem. Nie miał żadnych rzeczy na zmianę, ale na starodawnej pralce zostawiono drugi szlafrok. Ubrał go, nie dziwiąc się ciepłocie materiału, z którego został wykonany. Im zakodowany w jego umyśle zegar pokazywał coraz późniejszą godzinę, tym robiło się chłodniej. W szafie z taniego drewna znalazł dużą ilość kocy oraz grubych swetrów. Nie wydawało mu się, aby jednak miało się zrobić tak zimno. Uchiha był typem zmarzlucha. Domyślał się, że zainstalowano tu baterie słoneczne- tylko to mogło wyjaśnić skomplikowany układ kabli. Jest to miejsce zaciemnione, dlatego nocą robi się chłodniej lub system cieplny został tak zaprogramowany. Albo jedno i drugie.

Kiedy wyszedł z łazienki, brunet już leżał, zajmując równą połowę łóżka. Czarne włosy rozsypane na białej poduszce, jaśniejącej w poświacie żarówki na lekki żółty, były jedyną rzeczą, jaka wystawała spośród naręczy koców. Faktycznie, było trochę chłodno. Chciał podejść do posłania z zamiarem skręcenia karku śpiącemu nukeninowi, lecz wątpił, aby to wypaliło. Uchiha był najmłodszym w historii ANBU, jest niezwykle groźnym przestępcą i jeżeli odkąd skończył siedem lat spał spokojnie, to Naturo jest święty. On sam nie spał spokojnie od czasów skończenia treningu u Jirayi. Kyuubi dręczył go wizjami pełnymi krwi i ludzkich trucheł, jako jounin, a następnie ANBU do zadań specjalnych, na misjach odpoczywał z zamkniętymi oczami nie więcej niż cztery-pięć godzin. Itachi podniósłby się, gdyby tylko dotknął tych przeklętych drzwi lub jego samego. Pytanie tylko, jak mają obok siebie spać? Posiada dość wyczuloną

strefę osobistą i potrafi zaatakować budzącego go Sasuke.

Szlag.

Kręcił się i wiercił, nie mogąc zaznać nawet krótkiej drzemki. Uchiha nie poruszył się przez całą noc, która trwała dla nich gdzieś od północy do piątej rano. Naturo zastanawiał się, czy zasnął. Pewnie również nie. Jak można spać, kiedy osoba za twoimi plecami bez skrupułów może cię uśmiercić na sześć sposobów w mniej niż dwie sekundy.

Ledwo poczuł, że jego ciało jest jako tako wypoczęte, wyszedł z łóżka, ostrożnie, by nie pokazać, jak bardzo jego umysł jest zmęczony tą dziwną bliskością. Nie, nie wolno mu pokazać słabości. Itachi nie poruszył się, ale podejrzewał, iż jak tylko znajdzie się w kuchni, nukenin również wstanie.

Wyjął z jednej z trzech szafek zupkę w proszku i nastawił wodę w czajniku. Itachi nie był zbyt kreatywny, kupując jedzenie: same puszki i dania mrożone plus witaminy w tabletkach. Ale czego się spodziewał? W końcu to Kisame zawsze organizował zapasy, zajmował się zakwaterowaniem i wybierał najkrótszą drogę do celu. Itachi stał obok niczym cień, ożywiając się tylko w trakcie walki. Przez resztę czasu wyglądał, jakby nie zawsze wiedział, co się wokół niego dzieje.

Nic nie powiedział, kiedy brunet wszedł do kuchni. Zjadł swoją zupkę siedząc na zakurzonym stoliku, a Uchiha zajął się odgrzewaniem dla siebie jakiejś zapiekanki. Nalał sobie szklankę wody mineralnej i rozpuścił w niej jedną z witamin. Nie wiadomo ile tu będą siedzieć, nie może ignorować awitaminozy. Wątpił, by na nią zachorował, lecz zawsze warto o siebie zadbać. Zjadł szybko i odkręcił kran. Ku jego zniecierpliwieniu woda nie popłynęła.

-System uruchamia się dopiero o siódmej- poinformował go nukenin, ledwo poruszając ustami.

Zostawił brudne naczynia w zlewie, przechodząc do łazienki. Chciał się ubrać. Nie podobało mu się, że Itachi widzi go w samym szlafroku. Szarpało to jego intymność, która była i tak już nadwyrężona.

Spędził ten dzień, a raczej siedemnaście godzin, jakie dzieliły go do umownej ciszy nocnej na sprzątaniu i przeglądaniu skąpej biblioteczki. Czuł, że zdąży przeczytać wszystko, co się tutaj znajduje. Zaczął od „Miasta Salem" Kinga. Czytał to już kiedyś, pamiętał wszystkie szczegóły, lecz miał do tej książki słabość: była pierwszym horrorem jaki przeczytał. Przez cały ten czas Uchiha siedział w kuchni, a on sam w pokoju. Dzięki temu uspokoił swoja skaczącą agresję względem otoczenia, wynikłą z naruszenia jego strefy intymnej. Nie podobało mu się spojrzenie, jakim obrzucał go Itachi za każdym razem, kiedy szedł po coś do jedzenia, czyli trzy razy. Czuł spojrzenie czarnych oczu wwiercające mu się między łopatki. To było wkurzające. I niebezpieczne. Nigdy nie wiadomo, co odbije komuś, kto wymordował całą swoją rodzinę i prawie doprowadził młodszego brata do utraty zmysłów. Dlatego też cały czas był skupiony na ruchach Uchihy, nawet w tych najciekawszych fragmentach książki. Czytał ją specjalnie jak najdłużej, a gdy po ośmiu godzinach rozpoczął swoje ulubione kata- już w posprzątanej sypialni i po lekturze- brunet zdawał się tego nie zauważać.

Był to układ, jaki poznał na karate kyokushin-kai. Zmodyfikował go tylko nieco, z już i tak śmiercionośnych ciosów, tworząc jeszcze mocniejszą i szybciej zabijająca mieszankę. Lubił te ćwiczenia, przypominały mu taniec, tylko o wiele bardziej zabójczy.

Wyprowadził mocne kopnięcie, rozluźniając mięsnie ramion i skręcając biodra. Przekręcił się, uderzając z łokcia wyimaginowanego przeciwnika w podbródek, a następnie pchnął cuki w nos wroga. Gdzieś tam z tyłu głowy coś mu mówiło, że Itachi obserwuje go, jednak nie podchodził. Nie zabronili mu ćwiczyć, prawda? A mu zostały już tylko cztery obroty. Takie kata pomagało się odprężyć i uwolnić skumulowane napięcie. Było idealne na odstresowanie się po zamknięciu na małej powierzchni z nukeninem. Po skończonej walce rozpoczał całą serię ćwiczeń wytrzymałościowych: brzuszki, pompki na dwóch pięściach, później jednej, na końcu zginał się na samych rękach, rozciąganie.

Skończył, a jego intuicyjny zegar pokazał wpół do dziesiątej. Ciekawe, jak długo wytrzyma pokazywanie prawidłowej godziny, gdy jest odcięty od światła. Noc można rozpoznać po chłodzie, a jeśli będzie cały dzień padać? Przez dwadzieścia cztery godziny będzie panowało zimno.

Wziął czysty ręcznik z komody i otarł nim spocony tirs, ramiona i szyję. To mu przypomniało pewien trenig, na krótym pozbyli się z Sasuke koszulek podczas ćwiczeń i następnego dnia Konohę obiegły zdjęcia- nie zdołali odebrać aparatu fankom Uchihy; stworzyły wspaniałą siatkę przerzutową dla rzeczy Sasuke- obu ćwiczących, co było niemałym zaskoczeniem dla Naruto. Od tego czasu on również posiada swój fanklub. Miłe, aczkolwiek strasznie nurzące i kłopotliwe.

Położyl się na swojej połowie materaca z kolejną książką "Cień Templariuszy". Początek zapowiadał się ciekawie, pomimo niezbyt zachęcajacego opisu książki. Zagłębił się w lekturze, starając się nie zauważać spojrzenia Uchihy i dziwnego napięcia, które się między nimi zrodziło. Musiał iść spać, by nie przestawić swojego zegara biologicznego, a nie rozwikływać zachowania Itachi'ego. Jakby miał za mało zamartwiania się przez Akatsuki. Proszę. Chciał się wyspać, odpocząć po treningu... O.K., nie był zmęczony, trenował juz ciężej. Cenił jednak chwile, gdy mógł po prostu nic nie robić i czytać. To było rzadkie i uspokajające w równym stopniu co kata.

Przewróciwszy pięćdziesiątą stronę powiedział sobie ostro: „Dość". Nigdy nie posiadał zbyt dużych rezerw cierpliwości, tak był i tym razem. Miał już dość nukenina i chętnie mu o tym powie.

Słowa zamarły mu w gardle, kiedy zorientował się, że brunet stoi oparty o framugę drzwi i patrzy na niego. Dreszcz przebiegł mu po plecach i nie potrafił sprecyzować jakiego był rodzaju. Jak mógł nie zauważyć poruszenia nukenina? Cały czas uważnie go obserwował, nie pozwolił sobie przecież skończyć obserwację.

-O co chodzi?- zapytał, nie siląc się nawet na uprzejmy ton.

Itachi nie odpowiedział, jedynie jego spojrzenie stało się jeszcze ciemniejsze. Uzumaki poczuł, że zasycha mu w gardle. Nagle zaczął rozczytywać uczucia i myśli kłębiące się w czarnych oczach. Nie były one teraz gładkie niczym szkło, nie można było się w nich przejrzeć. Przebiegały po jego półnagim ciele rozłożonym wygodnie na boku. Nie potrafił się poruszyć pod tym drapieżnym, oceniającym wzrokiem. Nie, coś mu się wydaje. Świetnie rozczytuje ludzkie zachowania, ale teraz MUSI się mylić.

-Chyba się domyślasz.- Słowa Uchihy zawirowały lekko w powietrzu, upadły na dywan i zniknęły między jego włóknami. Była w nich jakaś obietnica, której nie złapał. A może tylko nie chciał?- Mam rację?

To może być jakaś podpucha. Brunet czasami go prowokuje, rzadko, lecz jednak. Ale nie było tak tym razem. Mówiły mu to czarne, głodne oczy, napięte ramiona i barki. Tylko obojętna maska została na swym miejscu, głucha na wołanie ciała.

Dobra, mogą się pobawić.

-Nie wiem, czy dobrze zrozumiałem.- Między strony włożył znalezioną w szafce kuchennej małą karteczkę z jakimś przepisem pochodzącym najprawdopodobniej od jednej z puszek.- Proponujesz mi coś?

Atmosfera była tak gęsta, że niewiele brakowało, by zaczął się dusić. Uchiha opuścił swoje miejsce przy futrynie, podchodząc do niego odrobinę. Dzielił ich teraz dystans dwóch metrów i Naturo czuł, iż gdyby teraz im ktoś przerwał tę pełną napięcia chwilę, zwiałby na drugi koniec świata. Dopiero taka odległość dzieląca go od Uchihy byłaby odpowiednia. Teraz jednak nie potrafił się powstrzymać. Był zmęczony obecnością drugiej osoby tak blisko siebie, lecz nie na tyle, by się zgodzić. Zwyczajnie chce się trochę z nim podroczyć.- Proponujesz mi coś?

-Możliwe.- Brunet nie poruszył się, jego oczy uspokajały się powoli.

Ale nie na tyle, by powstrzymać dreszcze pełzające po ciele Naturo prosto do jego… Cholera, niech już sobie pójdzie.

Z czystej przekory dodał jednak:

-Zawsze sprawdzam rzeczy, które dostaję, nim je przyjmę.- Uniósł się na łokciu, patrząc na najemnika Brzasku z wyzwaniem. Podejmie grę czy nie? Nie?

-Nie powinieneś odstępować od tej reguły.

Tak.

Zanim mózg Uzumaki'ego wyprodukował jakąś ciętą, porażającą ripostę, Itachi znalazł się tuż przy nim. Jego dłonie na ramionach Junchruuki, kolana tuż przy biodrach i usta przy ustach. O, Kami-sama, on chyba nie zamierza…

Czas jakby się zatrzymał, patrząc w napięciu na dwójkę shinobi siedzących razem na jednym łóżku, nieprzyzwoicie blisko siebie. Od dawna Naruto nie dopuścił do siebie nikogo tak blisko jak teraz Uchihę. Zrobiło mu się zimno, później gorąco. Mentalnie dał sobie w policzek za jakieś „babskie durnoty". Nie potrafił jednak odsunąć się, powiedzieć czegoś. Cisza przedłużała się, a on był w stanie jedynie siedzieć i wdychać zapach Itachi'ego, wpatrywać się w jego cienkie, wyglądające na wiecznie zimne wargi. Nie miał pojęcia skąd brunet wytrzasnął tak upajający zapach oleandra, lecz nie byłoby głupim pomysłem kupić sobie taki sam. Wszystkie jego zmysły ninja krzyczały, aby się odsunął. Zignorował je. Podparł się wygodniej na lewej ręce, zrzucając na podłogę książkę. Spojrzał w tej samej chwili w ciemne tęczówki.

Jakby to spojrzenie i trzask upadającego woluminu były jakimś znakiem, Itachi pocałował go. Naparł wargami na wargi Uzumaki'ego, nie próbując się dostać do wnętrza ust, a jedynie odcisnąć swoje piętno na nich. Na pewno jego usta nie były zimne, o nie. W sumie Naturo nie przypominał sobie, aby kiedykolwiek dotykał czegoś równie gorącego. Nie odpowiedział jednak na pocałunek, pozwalając przejąć kontrolę Uchiha. Ten ukarał go za bierność ugryzieniem dolnej wargi, co posłało między nogi Junchruuki iskry. To także go orzeźwiło.

Odsunął się od bruneta, a raczej jego samego odsunął od siebie. Kiedy wyładował na plecach przykryty drugim ciałem? Stanowczo musiał popracować nad swoja samokontrolą.

-Teraz ja powiem, że nic się nie zdażyło, a ty mi przyznasz rację- szepnął, nie mogąc się zmusić, by spojrzeć na nukenina. Gdy jednak to zrobił, powietrze uleciało z jego płuc. Na ułamek sekundy zobaczył całkowicie otwartą twarz Itachi'ego, co wprawiło go w stan ciężkiego szoku. Nie, cholera nie! Nie będzie się poddawał fanaberiom pana Uchihy!

-Obaj skłamiemy.- Brunet nachylił się mocniej nad nim, wciskając go w materac. Nadgarstki Naturo zostały skutecznie zablokowane, tak samo jak nogi. Ich pozycja przypominała jakąś pułapkę ze sztuk walki. Szarpnął się, obnażając zęby.- Może to jednak przemyślisz?

-Czy naprawdę myślisz, że… Aa…- Zagryzł wargi, czując rękę Uchihy pełznącą po jego torsie zygzakowatym ruchem. O nie, stanowczo nie! Kolejny raz zacisnął zęby. Zwinne palce trąciły jego sutki i ledwie powstrzymał swoje zdradzieckie ciało przed pójściem w górę za tymi cudownymi palcami.- Przestaaań!- Początkowy szept zmienił się prawie że krzyk, kiedy Uchiha zacisnął dłoń na jego pobudzonej męskości. Osz, tego już za dużo.- Cholera, zrób to i przestań mnie dręczyć.- Starał się brzmieć poważnie i udało mu się to.

Czarne oczy zmierzyły go z czymś, co odczytał jako wyzwanie i czystą kpinę.

-Dopiero, gdy przyznasz, że także chcesz… się rozgrzać.- Itachi liznął jeden z sutków Naruto. Uzumaki tym razem nie powstrzymał swojego jęku. Kto by pomyślał, że dwa punkciki mogą być aż tak wrażliwe?- Więc? Zimno ci?

-Taak…

Cicha odpowiedź podziałała na Itachi'ego niczym płachta na byka. Wręcz zmiażdżył usta Naturo w pożądliwym pocałunku. Czyżby Lodowy Książę Mnie-Nic-Nie-Rusza nie był tak lodowy jak to się zdaje? Kropla krwi wyciśnięta z jego warg została wessana przez zachłanne usta. Chłodne dłonie przesunęły się po jego boku, wywołując dreszcze. Wydawało się, iż każdy nerw jego ciała jest połączony z penisem, który zaczął drżeć nerwowo po każdej pieszczocie. Uwolnionymi dłońmi zdarł z Uchihy koszulkę i zaczął kąsać i gryźć jego szyję. Itachi zamruczał, wyraźnie kontent z takiego zachowania. Objął pośladki Naruto, za co został ukarany mocnym ugryzieniem w ramię. Niech sobie nie pozwala na za dużo!

Naruto dał się ponownie nakryć drugim ciałem, skupiając się na czerpaniu przyjemności z ponownego pocałunku. Rysował paznokciami blade plecy, pozwalając by obce ręce badały rejony jego ciała, które okazały się nagle niezwykle podatne na pieszczoty. Pocierali o siebie swoje erekcje w miażdżącym rytmie. Sam zamruczał, gdy Itachi pozbył się jego spodni i bielizny, ujmując członka w półzwodzie. Zaczął go masować i szczypać jądra, cały czas nie rozdzielając ich ust. Naruto przywarł do niego mocniej, pocierając swoimi pośladkami o wypukłą twardość w spodniach Uchihy. Cholera, podobało mu się to. I faktycznie, nie było już zimno. Czuł pełznące pod skórą gorąco, słyszał zadowolony chichot Kyuubi'ego. Rozwiązła szelma. Penis Itachi'ego pod takim dźwiękiem stwardniał jeszcze bardziej. Sam rozpoczął powolny masaż przez materiał, starając się zignorować palce wędrujące wokół jego wejścia.

-Nie… na… sucho- syknął, odpychając od siebie głowę Itachi'ego, której diabelsko zdolne usta rozpoczęły wysysanie skomplikowanego wzoru malinek na jego brzuchu, a palce krążyły po jego pośladkach. Pociągnął za czarne spodnie.- Tego także się pozbądź.

Uchiha poszedł do łazienki i wrócił z niej w błyskawicznym tempie już nagi. Naruto przebiegł rozgorączkowanym wzrokiem po bladym, wysportowanym nagim ciele, zatrzymując spojrzenie na purpurowym, ciężkim od erekcji członku. Wyciągał ręce i Itachi wylądował między nimi, kąsając go w szyję.- Co masz?

Nie czuł nigdy takiej rządzy, takiego pragnienia zespolenia się z drugim ciałem. To było chore. Nie mógł przecież uprawiać seksu ze swoim porywaczem, przestępcą rangi S, mordercą rodziny najlepszego przyjaciela, a jednak… Jest młodym mężczyzną bez perspektyw na jakiś dobry związek. Dlaczego nie ma na kilka minut zapomnieć o swoim parszywym życiu?

Mocny zapach oleandra uderzył go w nozdrza. Uchiha wylał odrobinę płynu na swoją dłoń i poprowadził palce do jego wejścia. Uzumaki opadł na poduszkę, pogodzony z faktem, że za chwilę zostanie zerżnięty przez Itachi'ego Uchihę. Nie chciał powolnego, słodkiego seksu. Potrzebował czegoś mocnego i, wnioskując z urywanego oddechu nukenina, dostanie to. Przejechał językiem po ustach, czując na nich słono-cynamonowy posmak skóry… kochanka? Bardziej partnera. Tak, to dobre określenie. Skrzywił się, gdy trzeci palec wtargnął do jego wnętrza nieco zbyt gwałtownie. Wziął głęboki oddech i wyszeptał z trudem:

-Nie jestem z porcelany…- Górujące nad nim czarne ślepia łypnęły jakby czymś rozbawione, poczym Uchiha wrócił do oglądania jak jego palce zagłębiając się w tyłku Uzumaki'ego.- Uchiha, cholera jasna…- Pociągnął ciemne włosy, opadające na spoconą twarz. Wyglądał pociągająco. Pot perlił się na bladym ciele podkreślając wszystkie krzywizny, żarówka oświetlała ciemne kosmyki, dając im jeszcze ciemniejszy odcień. Ale nukenin tu nie rządzi. Naturo musi mu to pokazać.

-Jak sobie życzysz- warknął Itachi, nagle wściekły z powodu, którego Junchiruuki nie potrafił rozszyfrować. Przecież robią to tylko po to, by się ogrzać, prawda? W porządku, raczej po to, by się nie pozabijać z frustracji. Uchiha rozprowadził trochę olejku na swoim członku i wepchnął jego czubek w drugie ciało.- Może być?

Naturo chciał mu odpowiedzieć, nawet bardzo. Nie mógł jednak tego zrobić, zbyt zauroczony nowymi doznaniami. Penis Uchihy był gorący i rozciągał go w przyjemny sposób, dostając się dalej. Zacisnął zęby ponownie na ramieniu bruneta, nie chcąc krzyczeć. To uczucie wypełnienia, jakie ogarnęło jego ciało nie dało się porównać z niczym innym, czego kiedykolwiek doświadczył. Lecz dlaczego tak wolno? Cholera, nie są jakimiś pieprzonymi kochankami, prawda? Jasne, że nie. Wyraził swoje niezadowolenie przez kolejne ugryzienie w ramię, które zaczęło już nieco krwawić. Itachi zrozumiał przekaz i wstrzymując pomruk- sądząc po zaciśnięciu jego ust- zaczął się poruszać, szybko i mocno, jak pędzący po torze wyścigowym koń, na oślep, byle do celu. Uzumaki wygiął się w tył, kiedy przed oczami zobaczył błyski. To było dobre. Zatopił się wygodnie w materacu, patrząc spod przymrużonych oczu na pożółkły sufit. Nad nim majaczyła twarz bruneta, jednak ten nie chciał jego atencji i nie domagał się jej przez pocałunki. Naturo po prostu leżał, czerpiąc przyjemność z podrażniania jego prostaty. Przez te wszystkie błyski latające przed oczami trudno mu było powstrzymywać jęki, traktował jednak ten stosunek jako kolejne wyzwanie. Nie pokaże, jak bardzo mu się podoba…

Czuł, że Uchiha niedługo skończy, jego ruchy coraz szybsze i gorączkowe, palce wszczepiały się w ramiona Uzumaki'ego zostawiając krwawe pręgi. Junchruuki przyjął pocałunek, jakim potraktował go drżący z własnej przyjemności Itachi. Ciepła wilgoć popłynęła po jego udzie, a brunet wydał z siebie cichy, nieco zaskoczony okrzyk. Długo się chyba nikogo nie miało, pomyślał z przekąsem, zapominając, że on sam z nikim jeszcze seksu nie uprawiał. Świadomość faktu, że właśnie przestał być prawiczkiem jakoś nie zrobiła na nim wrażenia.

Nukenin pocałował go w brodę, a następnie mocno szczypnął zębami. Liznął sutki i przesunął się w dół. Jego ciepły, urywany oddech połaskotał penisa Naturo, który zadrżał radośnie, nie przejmując się zawstydzeniem właściciela. Jak własne ciało może go tak zdradzać? Wilgotny język przesunął się po trzonie i Uzumaki odkrył, iż ma niejakie problemy w myśleniu. Jeszcze jedno powolne, długie liźnięcie i czubek została wchłonięty przez czerwone, opuchnięte od pocałunków wargi. W tym momencie zarejestrował poważne uszkodzenia w motoryce. Czy coś chciał powiedzieć? Nie, chyba nie… Usta przesunęły się na jądra i przebiegło mu przez myśl, że nie powinien tak się odkrywać i…

I dlaczego Itachi robi to tak wolno?

-Uchiha… zimno… mi…- wydukał, ledwo panując nad oddechem. Ciemne oczy spojrzały z nad jego męskości do połowy zanurzonej w ustach bruneta. Perwersyjny obrazek, przez który stwardniał jeszcze bardzie i gdyby nie ucisk u podstawy członka doszedłby od tego tylko widoku.- Nie… jesteśmy… kochankami… Szybciej...- Tak, to właśnie chciał powiedzieć. Niech brunet nie gra przed nim żadnych czułostek i miłostek, tylko da mu dojść!

Ciemne tęczówki błysnęły ostrzegawczo, ich właściciel nieprzyzwyczajony do wykonywania czyichś rozkazów. To będzie musiał się przyzwyczaić.

Jego penis został poddany bez żadnego ostrzeżenia mocnemu ssaniu i lizaniu i Naturo mógł już tylko leżeć i dyszeć z przyjemności. Miał poranione od zębów wargi, tym razem jednak z własnej winy, nie demona. Zaciskał ręce kurczowo na prześcieradle, powstrzymując się przed zanurzeniem rąk w gęstych, czarnych włosach łaskoczących go po biodrach oraz udach i wbić się głęboko w te gorące, ssące usta… Wtulił twarz w poduszkę by nie krzyknąć z rozkoszy.

Itachi odsunął się, nasienie poleciało na prześcieradła. Uchiha oblizał wargi i podciągnął się na rękach, jakby chcąc go pocałować. Naruto jednak odwrócił głowę na bok, dysząc ciężko. Orgazm przetaczał się przez jego ciało falami, paraliżując układ ruchu i nerwowy i chyba jeszcze oddechowy, bo jakoś strasznie ciężko oddycha. Nigdy nie odczuł tego tak mocno jak teraz. Ostatni raz- i jedyny- dał sie w ten sposób dotknąć Sasuke, a to i tak tylko rękoma.

Muszą to powtórzyć.

Przetoczył się na bok i usiadł, spychając z siebie Itachi'ego. Uchiha nie wyglądał na złego na tak obcesowe traktowanie. Szczerze mówiąc wyglądał tak jak zwykle: jakby nic się nie wydarzyło. To tylko wkurzyło Naruto. Dlaczego brunet może wyglądać, jakby dopiero co wyszedł z kąpieli- pomijając siniaki i inne otarcia; naprawdę mocno ściskał udami jego biodra, a te ranki na ramieniu wciąż krwawią- a on nie może dojść do siebie?

-Cieplej?- zapytał ironicznie, wstając i krzywiąc się na lepkość na skórze i bół dolnych partii ciała.- Idę do łazienki.- Nie wiedział, dlaczego to mówi, to było oczywiste. Burnet skinął głową i zaczął porządkować poplamione koce i prześcieradło.

Coś go w tej niewzruszonej postawie ukuło boleśnie. Powstrzymując gniewne sapnięcie, poszedł do łazienki. Wcierając się ręcznikiem uświadomił sobie, że już od dawna nie pokazał po sobie tylu uczuć, co teraz, przez te kilka dni, odkąd został porwany. Zachowanie niegodne shinobi z uprawnieniami ANBU. Wrzucił brudny ręcznik do pralki i wrócił do pokoju. Zimno wywoływało na jego skórze gęsią skórkę. Itachi już leżał przykryty zapasowymi kocami z szafy. Na miejscu Naturo czekały na niego trzy takie same. Wciągnął bokserki, narzucił na siebie szlafrok i położył się plecami do drugich pleców.

Zmęczenie wraz z sennością ogarnęły jego obolałe ciało szybciej niż się spodziewał. Zasnął, nie chcąc myśleć o tym, co przed chwilą się wydarzyło. I tak już trudno było nie czuć unoszącego się w powietrzu zapachu seksu, potu i oleandra.

Fin.