Ciastka

Wymykanie się w czasie ciszy nocnej stało się ich zwyczajem. To nie było zbyt skomplikowane. Najważniejsze było wybranie odpowiedniego momentu: nie za wcześnie, żeby wszyscy zdążyli usnąć i nie za późno, żeby nie zostać wziętym za takich, co włóczą się po nocy. Nikogo nie było na korytarzach po dziesiątej z tego prostego powodu, że to było niedozwolone. Istniała niewielka szansa, że ktoś ich przyuważy. Nigdy nie rozmawiali, kiedy przechodzili obok drzwi do innych sypialni.

Albrecht wymknął się pierwszy, tym razem znacznie wcześniej. Friedrich był pewien, że Christoph i Hefe jeszcze nie spali i nie odważył się odezwać. Chciał wyjść, ale wiedział, że to wydałoby się podejrzane, więc leżał na wznak, wpatrując się w sufit i przysłuchując się oddechom kolegów.

Albo był tak niecierpliwy, albo tej nocy zaśnięcie zabrało im więcej czasu. Znacznie później niżby chciał, zaryzykował wymknięcie się z pokoju. Bał się, że Albrecht może już wracać, zaniepokojony jego nieobecnością. To by oznaczało, że nie uda im się spędzić razem czasu poza czujnym nadzorem, gdy nie byli przepędzani z miejsca na miejsce jak stado baranów.

Szybko i bezgłośnie poruszał się korytarzami, sprawdzając wszystkie miejsca, w których się spotykali, ale nigdzie nie było śladu Albrechta—ani w łazience, ani przy wykuszu. Friedrich zaczął prawie biec: krużganek, wnęka za salą gimnastyczną, pralnia. Nic. Zostało tylko jedno miejsce, kuchnia po przeciwnej stronie zamku, chyba że minęli się w drodze.

Zanim Friedrich skręcił za róg, usłyszał rozmowę. Ktoś był przed kuchnią. Chciał się wycofać, zanim go zauważyli, ale odniósł wrażenie, że tamci też nie chcieli być zauważeni. Szeptali. Zwalniając, przysunął się do ściany—nieważne, jak to było niedorzeczne, w razie czego i tak nie zapewniłoby mu to żadnej osłony—i zatrzymał się tuż przed zakrętem.

Jeden z głosów należał do dziewczyny. Drugi-

Friedrich wstrzymał oddech i wyjrzał zza rogu. Niepotrzebnie się martwił. Dwa gołąbki były tak zajęte gruchaniem, że nie zauważyłyby nalotu. Ta dziewczyna z kuchni, Katharina, odwijała dwie babeczki z lnianej szmatki i wręczała je Albrechtowi, który uśmiechał się do niej tym swoim pełnym wdzięczności uśmiechem. Uśmiechem, który sprawiał, że człowiek czuł się wyjątkowy...

Friedrich zacisnął szczęki. Nie musiał już nic więcej widzieć. Oddychając ciężko przez nos ruszył z powrotem. Szedł, stąpając ze złością, nie dbając o to, że ktoś mógłby usłyszeć. Jeśli złapią jego, może złapią też te dwa gołąbeczki. Albrechtowi nic nie zrobią—był synem Gauleitera, ale prawdopodobnie nie będą tak łaskawi dla tej dziewczyny.

Ktoś od tyłu złapał go za ramię. Odwrócił się z rękoma przepisowo wyprostowanymi wzdłuż boków, z wymówką na ustach, ale zamiast surowego wzroku oficera, napotkał szczęśliwy i podekscytowany—Albrechta. Ścisnęło go w piersiach. A więc to tak.

- Co robisz? Tupiesz jak na paradzie - Albrecht wyszeptał rozbawiony, rozglądając się jednocześnie dookoła z niepokojem.

- Wracam do pokoju - Friedrich odpowiedział jak mógł najobojętniej.

- Nie tak głośno! - Albrecht poprawił dwa ciastka, które trzymał na przedramieniu — Dostałem dwie babeczki - wystawił je do przodu, bardzo z siebie zadowolony.

- No, proszę. Ale fajnie.

Friedrich odwrócił się na pięcie i zaczął iść przed siebie, nie bardzo wiedząc dokąd.

- Zaczekaj! - Albrecht, skonsternowany, znowu złapał go za ramię – Nie możemy wrócić z tym.

- Więc je zjedz.

- Co ty... Wziąłem je dla nas!

Słysząc pełen urazy głos Albrechta, Friedrich zatrzymał się. Jakim prawem Albrecht czuł się zraniony?

- Chodźmy na krużganek — powiedział Albrecht szorstko i ruszył przed siebie, nie oglądając się.

Wbrew sobie, Friedrich poszedł za nim w pełnej napięcia ciszy. Sztywne plecy Albrechta świadczyły o tym, że on też nie czuł się swobodnie.

I dobrze.

Z wymuszoną nonszalancją Friedrich oparł się o kamienną balustradę. Albrecht nawet na niego nie spojrzał, tylko położył jedno ciastko obok jego łokcia, wziął swoje do ręki i wziął porządnego gryza. Udając, że podziwia krajobraz, ostentacyjnie patrzył wszędzie, tylko nie na Friedricha.

Friedrich wykorzystał to, żeby schować ciastko za swoim ramieniem, opartym na balustradzie. Prędzej mu włosy na dłoni wyrosną, niż zje cokolwiek, co Albrecht dostał od tej dziewuchy.

Kiedy Albrecht w końcu spojrzał na niego, Friedrich uśmiechnął się słabo.

-Dobre? - zapytał.

Albrecht sztywno skinął głową, ciągle z tym urażonym wyrazem twarzy.

- O, zobacz, a moje spadło - kontynuował Friedrich. Oczami wskazał dziedziniec zamku trzy piętra niżej.

Czarne oczy Albrechta błysnęły w świetle latarni, gdy zerknął na dół, a potem z powrotem na Friedricha. Friedrich poczuł się nieswojo, jakby to on był winien, ale nie spuścił wzroku.

Albrecht otworzył usta, żeby coś powiedzieć i Friedrich spodziewał się jakiejś reprymendy, ale zamiast tego usłyszał:

- Chcesz moje?

Odmówiłby, ale Albrecht wyciągnął rękę z połową ciastka, która mu została, przyglądając mu się uważnie z wyrazem twarzy, którego Friedrich nie potrafił rozszyfrować.

Przykuty do miejsca, zrobił jedyną rzecz, jaką był w stanie. Otworzył usta, pozwalając, żeby Albrecht go nakarmił. Zamykając je wokół słodkiego kremu, poczuł, że Albrecht nie cofnął ręki. Zerknął na niego, szukając odpowiedzi. Jedyne, co zobaczył to to zdeterminowane spojrzenie.

Poczuł, jak w piersi rozchodzi mu się ciepło. Powoli zamknął usta, czekając, aż Albrecht zabierze palce. Palce zostały tam, gdzie były, pozwalając, żeby krem roztopił się pomiędzy nimi, pozwalając, żeby język Friedricha wślizgnął się pomiędzy nie, wylizując słodycz. Gdy Albrecht się cofnął, jego palce wysunęły się spomiędzy wilgotnych ust Friedricha.

-Szkoda, że twoje spadło - powiedział cicho Albrecht.

- Nie spadło - odpowiedział Friedrich bez wahania. Wyprostował się, odsłaniając ciastko leżące spokojnie na balustradzie.

Albrecht nie okazał zdziwienia. Spojrzał na nie i z powrotem na Friedricha.

- Nie zjesz?

Friedrich uniósł je i ugryzł, po czym podsunął Albrechtowi, który posłusznie otworzył usta. Palce Friedricha zanurzyły się w wilgotnym cieple. Jak gdyby obawiając się, że Friedrich mógłby się wycofać, Albrecht ujął go za nadgarstek. Całe szczęście, gdyż inaczej Friedrich osunąłby się na kolana. Albrecht przełknął ciastko i oblizał palce Friedricha, wpatrując się w niego niespokojnymi oczami.

Gdy skończył, ostrożnie położył rękę Friedricha z powrotem na balustradzie.

Obydwaj oddychali głęboko, nie odzywając się, nie poruszając, jedynie wpatrując się w siebie. Ich dłonie ledwie się dotykały.

Coś odwróciło uwagę Albrechta i spojrzał w dół. Zmiana warty. Ciemne sylwetki wymaszerowały za bramę, a za chwilę zluzowany oddział wszedł do zamku. Zwyczajowa czujność zastąpiła płomień w oczach Albrechta.

- Musimy już iść.

Friedrich nie mógł się nie zgodzić.

Ociężale ruszyli w kierunku dormitorium.