Słowem wstępu: to mój debiut w świecie FF HP, ale nie proszę o wyrozumiałość, a raczej szczerość i obiektywizm.

Akcja fika rozpoczyna się jakiś czas po pokonaniu Czarnego Pana, czego dokonał oczywiście Harry, ale dopiero w kilka lat po ukończeniu Hogwartu. Wszelkie niejasności powinny się rozjaśniać w miarę rozwoju tej historii. Opowiadanie raczej niekanoniczne :). Zignorowałam w zupełności tom 7 i częściowo 6, resztę dostosowałam do potrzeb tej historii. Będę ogromnie wdzięczna za wszelkie uwagi.

Rozdział zbetowany przez: Zilidyę i Robaczka
Ostateczne poprawki:Tyone i Fantom

Wszelkie błędy są moją winą.

ROZDZIAŁ 1

Dług

"Śpiączka to miły stan. Dobrze w niego zapaść,

kiedy nie można się zdecydować: żyć czy umierać."

— Hermiono, nie wiem, czy to najlepszy pomysł. — Wysoki, rudowłosy młodzieniec po raz kolejny starał się przemówić do rozsądku swojej niedawno poślubionej małżonce.

Nie było to proste, zważywszy na to, iż to zazwyczaj ona wybijała mu z głowy pomysły, a nie odwrotnie. A to, co teraz sobie ubzdurała, było dla niego szaleństwem. To nie miało prawa dobrze się skończyć.

— Oczywiście, że tak. Sam byś to przyznał, gdybyś tylko choć na chwilę postarał się przyjrzeć tej sytuacji z odrobiną obiektywizmu — ucięła Hermiona, posyłając Ronowi pełne zniecierpliwienia spojrzenie.

Taki sam wyraz twarzy miała za każdym razem, kiedy zadawał jej jakieś pytanie, na które odpowiedź zapewne by znał, gdyby tylko chciał poświęcić trochę czasu na zapoznanie się z ich domową biblioteką.

— Ale...

— Ronaldzie Weasley, skończyłam już dyskusję z tobą na ten temat. — Młoda kobieta nagle zatrzymała się przed dużymi, dębowymi drzwiami. — Jesteśmy na miejscu.

Hermiona spojrzała na stojącego obok niej męża, którego mina jasno dawała do zrozumienia, że ten nie ma zamiaru w jakikolwiek sposób ułatwić jej realizacji pomysłu. Westchnęła, po czym uniosła rękę i zdecydowanie zapukała.

Weasley, przestępując z nogi na nogę, z uwagą przyglądał się swojej małżonce, będąc gotowym na szybki odwrót, gdyby na jej twarzy pojawił się choć cień niepewności. Nic takiego jednak nie nastąpiło, ku jego wielkiemu rozczarowaniu.

Sekundy oczekiwania zmieniały się w minuty.

— Widać Nietoperz pole... — Ron nie dokończył, gdyż nagle drzwi się otworzyły i stanął przed nimi wysoki, ciemnowłosy mężczyzna.

Przyglądał im się z miną, jak gdyby miał przed sobą niezwykle interesujący składnik do eliksirów i rozważał najlepszy sposób jego pokrojenia. W ich mniemaniu nie wróżyło to niczego dobrego.

Hogwarcki mistrz eliksirów zmarszczył brwi, nie dając po sobie jednocześnie poznać zdziwienia, spowodowanego pojawieniem się na progu swoich kwater dwóch trzecich Złotej Trójcy Gryffindoru, o której nawet po tych kilku latach wciąż krążyły niezwykłe opowieści. Historie te na pewno z biegiem czasu trafią do kanonu najbardziej znanych i najchętniej opowiadanych legend tego zamku.

— Dzień dobry, panie profesorze — powiedziała niepewnie Hermiona. — Czy... czy możemy na chwilę wejść?

Snape nic nie odpowiedział, choć jego usta jeszcze mocniej się zacisnęły, ale po chwili gestem ręki pokazał im, że mogą wejść, uchylając jednocześnie szerzej drzwi.

Nawet się nie odwrócił, by sprawdzić, czy jego niespodziewani i niepożądani goście idą za nim. Usiadł w swoim ulubionym fotelu z czarnej skóry.

Ron i Hermiona spojrzeli na siebie, po czym niepewnie ruszyli za swoim byłym już nauczycielem, który nawet teraz jednym spojrzeniem potrafił ich zmusić do zrobienia w myślach natychmiastowego rachunku sumienia.

Oboje niepewnie przysiedli na skórzanej kanapie, która delikatnie zaskrzypiała pod ich ciężarem.

Snape podniósł głowę, intensywnie wpatrując się w dwójkę swoich byłych uczniów, którzy mieli skłonność do wywoływania u niego bólów głowy. Miał przeczucie, że mimo biegu lat, nie utracili tej zdolności.

— Słucham? — spytał w końcu mistrz eliksirów, chcąc jak najszybciej pozbyć się tej dwójki ze swoich kwater i znowu móc cieszyć się świętym spokojem.

Ron szturchnął delikatnie Hermionę, dając jej jasno do zrozumienia, że skoro jej pomysłem było przyjście tutaj, to również i do niej należeć będzie mało wątpliwy zaszczyt wtajemniczenia tego nieprzyjemnego typka w jej plan.

— Hmmm... tak... — Hermiona odchrząknęła i wzięła głęboki oddech, a potem, zbierając w sobie wszelkie pokłady odwagi, spojrzała wprost w czarne oczy swojego byłego nauczyciela. — Przyszliśmy w sprawie Harry'ego.

— Mogłem się tego spodziewać — mruknął Snape. — Kontynuuj.

— Chodzi o to... Profesorze, wierzę, że jest pan jedyną osobą, która może mu pomóc, to znaczy, Harry'emu.

Severus nie dał po sobie poznać ani jednym drgnieniem mięśnia, co myśli o tej rewelacji. Aczkolwiek, w skrytości swojego ducha, był niezmiernie ciekaw powodów, dla których ta dwójka musiała poczuć się tak zdesperowana, by przyjść tutaj i to właśnie jego prosić o pomoc. Sytuacja musiała być naprawdę krytyczna.

— W jakież to znowu kłopoty wplątał się nasz Złoty Chłopiec? — spytał głosem ociekającym ironią.

— Harry... on... Najpierw kilka miesięcy zajęło nam odnalezienie go, a potem stało się jasne, że dzieje się z nim coś niedobrego.

— Konkretniej, Granger — warknął Snape.

— Weasley — rzucił automatycznie Ron, a na jego policzkach po chwili wykwitł rumieniec.

— Nieistotne. Nie mam czasu na wysłuchiwanie tej bezsensownej paplaniny.

— Przecież są wakacje — odpowiedział Ron, zanim zdołał ugryźć się w język.

— Co dolega panu Potterowi? — spytał zimno Snape, zupełnie ignorując uwagę młodego mężczyzny, za co ten był niezwykle wdzięczny, obiecując sobie, że już więcej się nie odezwie.

— No, tak... Chodzi o to, że tak naprawdę tego nie wiemy. Harry nie chce z nami rozmawiać.

— Legilimencja...

— Nie — Hermiona przerwała pośpiesznie mistrzowi eliksirów. — Próbowaliśmy. Sprowadziliśmy legilimentę z Mungo, ale skończyło się to tym, że wylądował w szpitalu. Harry całkowicie zaoklumował swój umysł.

— To niedorzeczne, panno Gr... — Snape spojrzał na siedzącego naprzeciw mężczyznę i uśmiechnął się z przekąsem. — Pani Weasley.

— Wcale nie! Harry jest naturalnym oklumentą.

Mistrz eliksirów wciągnął ze świstem powietrze. To by wyjaśniało opory, jakie napotkał, kiedy starał się tego bachora nauczyć oklumencji. W przypadku naturalnego oklumenty trzeba było tylko pojedynczego bodźca zwalniającego magię, aby wszelkie wcześniejsze próby nauki stały się zupełnie bezsensowne. To było niezwykle interesujące i Severus poczuł się tak, jakby krew w jego żyłach zaczęła płynąć z większą mocą.

— Potrzebujemy naturalnego legilimenty. Pana.

— Skąd...

— Bo był pan w stanie wejść do umysłu Harry'ego — pospieszyła z odpowiedzią Hermiona. — Co jest możliwe w przypadku naturalnego legilimenty. Każdy wyuczony legilimenta, po pierwsze, nie byłby w stanie tego zrobić, bo przy takiej próbie zwolniłby blokadę, a po drugie, od razu byłby w stanie stwierdzić, że Harry jest naturalnym oklumentą.

— To się nie trzyma przysłowiowej kupy, pani Weasley. Pan Potter nie był w stanie zablokować umysłu przed Czarnym Panem — rzucił od niechcenia Snape.

— A ilu zna pan naturalnych oklumentów, którzy powiązani byliby w tak niezwykły sposób z najmroczniejszym czarodziejem wszechczasów? Skąd w ogóle wiadomo, czy było to możliwe? Nie może pan przytoczyć na to dowodów, poza tym bardzo możliwe, że Vo... Voldemort był również naturalnym legilimentą, a wie pan doskonale, że w takim przypadku obowiązują zupełnie inne zasady przy stawianiu murów wokół umysłu. Musi nam pan pomóc.

— Nic nie muszę — zaczął zimno mistrz eliksirów, ale przerwał mu rozzłoszczony głos Weasley'a, który wstał z wersalki, wpatrując się ze złością w swojego byłego nauczyciela.

— Nie masz wyjścia, Sna... eee... profesorze Snape.

— Posłuchaj mnie uważnie, Weasley...

— To ty mnie posłuchaj! — wykrzyknął całkowicie rozzłoszczony Ron. — Masz wobec niego dług życia, ty... ty... bydlaku!

— On umiera, profesorze — wyszeptała cicho Hermiona, ukrywając twarz w dłoniach. — Umiera i my nie jesteśmy w stanie mu pomóc. Jak pan myśli, ile nas musiało kosztować przyjście tutaj, wiedząc, że będzie pan mniej niż chętny, by udzielić jakiejkolwiek pomocy Harry'emu? Przez chwilę łudziłam się, że może się pan zgodzi dobrowolnie, ale... to Harry pana uratował. To nie był Remus, jak panu potem powiedziano. To Harry...

— Słucham? — Mistrz Eliksirów zmarszczył groźnie brwi.

Nienawidził, kiedy był zmuszony dowiadywać się istotnych rzeczy, z którymi powiązana była jego osoba, od osób trzecich.

— Nie słyszysz, ty tłustowłosy dupku? — wykrzyknął zdesperowany Ron. — To Harry cię uratował! Co więcej, przyjął na siebie kilkanaście zaklęć, którymi mieli zamiar potraktować cię twoi, tak zwani, przyjaciele. Prawdopodobnie do tej pory walczy ze skutkami niektórych z nich.

Hermiona zaczęła łkać. Rudzielec spojrzał na nią rozdarty pomiędzy chęcią walnięcia Snape'a w jego krzywy nos a pocieszeniem jej. W końcu westchnął z rezygnacją i usiadł z powrotem na kanapie, obejmując płaczącą kobietę ramieniem.

Severus milczał. Przez dłuższą chwilę wpatrywał się w parę siedzącą naprzeciwko niego. Analizował ich przepełnione bólem spojrzenia. Młoda pani Weasley trzęsła się lekko, ale był pewny, że nie z powodu naturalnego chłodu panującego w lochach. Ich miny i postawy ciała mówiły jedno – byli całkowicie bezradni.

Dług. Miał ochotę siarczyście zakląć. Całe jego życie polegało na spłacaniu długów. Czy to magicznych, czy też takich, których zaciągnięcie sam sobie wmówił. I nie było szansy, by mógł się od nich wymigać. W pierwszej sytuacji nie pozwoliłaby mu na to magia, a w drugiej resztki dumy, jakie posiadał.

W dodatku, jeśli prawdą był, że Potter dobrowolnie przyjął na siebie chociażby jedno z zaklęć, które przeznaczone było dla niego, a zaliczano je do czarnomagicznych, to w ciągu najbliższych kilku godzin magia sama zacznie go zmuszać do wypełniania zaciągniętej powinności. Teraz, kiedy już wiedział, że ma wobec Pottera magiczne zobowiązanie, nie było żadnej możliwości, by mógł to zignorować.

Przeklęty Potter i jego mania ratowania wszystkich i wszystkiego!

— Oznacza to, że nie mam wyjścia — mruknął posępnie mężczyzna, całkowicie zapominając, że przed chwilą miał zamiar przekląć młodego Weasleya za „tłustowłosego dupka".

— Nie ma pan — odpowiedziała Hermiona. — Przykro mi.

— Niech pani nie będzie śmieszna — prychnął z pogardą Snape.

— Nie! Naprawdę! Nie chciałam tego... Myślałam... Ale nie mieliśmy wyjścia. Ktoś musi mu pomóc i jeśli to musi być pan, to... To w porządku. Chcemy go po prostu odzyskać, bez względu na wszystko.

Mistrz eliksirów spojrzał zimnym wzrokiem na kobietę, ale w jej oczach widział, że mówiła całkowicie szczerze.

— W porządku, a teraz idźcie już.

Hermiona i Ron wstali, ale kiedy mieli już wyjść, kobieta nagle odwróciła się w drzwiach.

— Tylko proszę mu nie mówić, że powiedzieliśmy panu o długu.

— Dlaczego? — chciał wiedzieć Severus.

— Harry tego nie chciał. Wiedział, że dług nie ma wiążącej mocy, kiedy dłużnik nie jest go świadomy. Nie chciał, by kiedykolwiek czuł się pan zobowiązany... Miał nadzieję, że kiedyś sam pan...

— Starczy, Hermiono — wtrącił nagle Ron, wyjmując różdżkę. Machnął nią delikatnie i na stoliku obok fotela, w którym wciąż siedział mistrz eliksirów, pojawił się zwitek papieru. — To adres Harry'ego i wskazówki, jak się tam dostać.

— Do widzenia, profesorze — powiedziała w końcu Hermiona.

— Do widzenia — mruknął po chwili Ron. — Dziękujemy — dodał sztywno.

Drzwi cicho zamknęły się za dwójką młodych ludzi, a Severus Snape sięgnął po butelkę Ognistej Whisky, którą zawsze trzymał na stoliku obok swojego ulubionego fotela. Nalał sobie pełną szklankę trunku, nie przejmując się zupełnie, wczesną i raczej mało odpowiednią na picie alkoholu, porą.