Tytuł: Głęboka przykrywka.

Beta: Eman

Pairing: Sephiroth/Genesis/Cloud

Ostrzeżenia: humor, fluff ;)

N/T: Dziękuję serdecznie za poprzednie komentarze. Oto kolejny rozdział :)

~*~~*~~*~~*~ Rozdział III ~*~~*~~*~~*~

- Sephiroth, muszę ci się do czegoś przyznać.

- Hm? - Mężczyzna ledwo spojrzał na rozmówcę znad dokumentów.

- Dzisiaj prawie zgrzeszyłem - kontynuował beztrosko Genesis, rozciągając się na krześle.

- Jak to?

- Widziałem na korytarzu rozkosznego, niskiego blondynka. Kadet... śliczny jak poranek, oczy niczym niebo. - Genesis odchylił się, patrząc na sufit. - Całym sercem pragnąłem zaciągnąć go w ciemny kąt i zdeprawować, ale powstrzymałem się. Och, jak się powstrzymałem! - Westchnął dramatycznie, ciesząc się każdą minutą swojej gry. - Nie jesteś ze mnie dumy?

Sephiroth uśmiechnął się złośliwie. - Bardzo. - Jego westchnięcie było bardziej prawdziwe. - Chciałbym, abyśmy mogli zaciągać go w ciemne kąty. Wydaje z siebie takie słodkie dźwięki, gdy jest zaskoczony.

- Nieprawdaż? - Genesis usiadł wygodniej. - A następnie mówi, abyśmy nie nazywali go naszym "małym chickabo". Czasami jest zbyt rozkoszny.

- Hmmm. - Sephiroth zatrzymał się w połowie pieczętowania i podpisywania dokumentów. - Chciałbym również, aby nie wywołało to takiego skandalu.

- Tak jak i ja. - Genesis skrobnął paznokciem szew tapicerki krzesła. - Sephiroth - rzekł cicho. - Byłem bardzo grzeczny dzisiaj, prawda?

Srebrnowłosy Generał spojrzał na kochanka. Znał tę grę. - Tak, byłeś bardzo dobrym chłopcem, Genesis, sprzeciwiając się pokusie.

- A czy czasem grzeczni chłopcy nie zasługują na nagrodę? - zapytał skromnie Rhapsodos.

Sephiroth odłożył papiery. - Chodź tutaj i weź ją.

[center]~*~[/center]

- Lubisz kaczkę, prawda?

- Um... - Cloud wiedział, że poprawna odpowiedź brzmiała "Tak", lecz szkliste mięso ozdobione pokrojonymi warzywami, leżące przed nim na chińskiej porcelanie, nie przypominało zbytnio kaczki. A przynajmniej nie taką, którą znał. - Tak mi się wydaje.

Sephiroth burknął: - Mówiłem ci, że powinniśmy zamówić rybę.

- Ryba była dwie randki temu - warknął Genesis na wydechu. - Zresztą La Couronne przyrządza wyśmienitą kaczkę.

- Uch, proszę panów? - Cloud nadal nie pozbył się tego zwyczaju. - Naprawdę nie musicie robić tego wszystkiego dla mnie, wiecie. - Omiótł wzrokiem stół nakryty kryształami, srebrem oraz nieskazitelnym obrusem. To wszystko nieco przerastało chłopaka pochodzącego z zabitej deskami górskiej wioski.

Genesis położył rękę na jego ramieniu. - Ale jak inaczej moglibyśmy coś dla ciebie zrobić? Nie możemy cię wyprowadzić z budynku. - Nie z aparatami gotowymi do robienia zdjęć, językami do gadania oraz Turk* do wykonania głupich rozkazów. Spotkania w tej formie były dla bezpieczeństwa Strife'a jak ich własnego.

- Zrozumcie, to nie tak, że nie cenię sobie tego, lecz nawet jeśli mamy randkować wewnątrz kompleksu ShinRa, nie musicie robić tego wszystkiego.

Sephiroth spojrzał w dół. - Nie lubisz tego, Cloud?

Kadet przełknął. - Cóż, niezupełnie. Nie potrafię nazwać żadnej rzeczy stąd. - Zerknął na swoje stopy. - I nigdy nie wiem, którego widelca użyć.

Sephiroth ożywił się: - Tak samo ja! Cóż, nie wiedziałem przez długi czas.

- Seph? - Mina Genesisa wyrażała zdziwienie.

Generał objął Clouda za ramiona, wskazując ruchem ręki na zastawiony stół. - Nie masz się tym co za bardzo przejmować. W taki sposób Genesis traktuje swoich nowych towarzyszy. Robił dla mnie to samo, kiedy zaczęliśmy się spotykać.

- Hej, Sephiroth. - Rhapsodos podszedł do swojego wieloletniego przyjaciela. - Nigdy mi nie powiedziałeś, że tego nie lubiłeś.

- Angeal zabronił mi ranić twoje uczucia.

Genesis chciał się odciąć, ale ochota na to przeszła mu szybko. - Co jest ze mną i tymi niedouczonymi wiejskimi chłopakami? - Uspokoił się nieco i odgarnął włosy z oczu. - Więc powinniśmy to wszystko zgarnąć i przenieść się w takim razie na kanapę?

- Nie.

- Proszę?

- Powiedziałem 'nie', a nie znaczy 'nie'. Banan, nie!

- Skończ, Seph, on nie żartuje.

Sephiroth zmarszczył brwi. - Ale nawilżę to bardzo dobrze.

Cloud podparłszy się na łokciach, ścisnął mocno uda. - Powiedziałem NIE, Sephiroth. Żadnych zabawek większych niż puszka!

Mężczyzna westchnął i odłożył dildo na szafkę nocną. - Okej. - Ześlizgnął się z łóżka, sięgając po szlafrok.

Jego kochankowie obserwowali go w zdziwieniu. - Sephiroth - zawołał Genesis - gdzie idziesz? Nie powiedział, że mamy zupełnie skończyć.

- Będę za minutę - odpowiedział, po czym wyszedł z sypialni.

Cloud spojrzał na czerwonowłosego generała. - Nie chciałem, aby uciekł. Jest z nim dobrze?

Genesis przysunął się bliżej blondyna i objął go. - Czasami tak ma. Jestem pewien, że wszystko z nim w porządku, najprawdopodobniej poszedł spalić trochę energii, jeśli mnie rozumiesz. - Będąc na granicy smutku, Cloud skulił się przy piersi partnera.

Sephiroth, jak zapowiedział, wrócił po minucie. - Gdzieś ty polazł? - syknął Rhapsodos, tuląc do siebie mocniej kadeta. - Prawie zniszczyłeś cały wieczór.

- Nie chciałem - rzekł poważnie. - Po prostu musiałem się upewnić. - Uniósł wyżej owoc swej późnej wycieczki do automatu z napojami. Zaczął przykładać go do swych "zabawek", porównując.

Cloud przyglądał mu się ze swojego miejsca w ramionach drugiego generała. - Co robisz?

- Mierzę.

Pozostała dwójka spojrzała po sobie. - Musiałeś wziąć winogronową puszkę? - utyskiwał Genesis. - Wiesz, jak nienawidzę tego smaku.

- Właśnie dlatego ją wziąłem - odpowiedział Sephiroth, wybierając węższe dildo w kolorze oczu Clouda. - Nie będziesz jej kradł, aby się napić, kiedy będę jej potrzebował do mierzenia. Teraz podaj mi kondom.

- Jak to się stało, że nie byłeś bardziej zaskoczony, Cloud? - zapytał pewnego ranka Genesis.

- Zaskoczony czym? - Kadet wycisnął więcej żelu do mycia na gąbkę. Jabłka. To zawsze były jabłka z generałem**.

- Tym, że uważaliśmy cię za ładnego.

- Co, nie połechtałem wystarczająco waszej próżności? - Cloud uśmiechnął się złośliwie w stronę kochanka, kontynuując mycie. - Połowa bazy próbowała się już dostać do moich majtek.

- Co?

Strife wzruszył ramionami. - Wiesz, grupa chłopaków, zamknięta razem i żyjąca w stresie, żadnych dziewczyn wokół. - Nieco zwolnił ruchy gąbką. - Widocznie zwrócili swoją uwagę na najlepszą dostępną rzecz. - Nie powiedział już nic więcej. Genesis spojrzał w dół na swojego małego kochanka, starając się zobaczyć błękitne oczy oraz jasne włosy zamiast czerwieni.

- Pięćdziesiąt pompek, dziewczynki! I później jeszcze raz tyle! Boże, nie wierzę, że mam zrobić mężczyzn z takiej gromady panienek! Skończcie z tym jęczeniem! Zachowujecie się, dziewczyny, jakbyście liczyły na to, że generałowie we własnych osobach przyjdą i was uratują! Cóż, mam dla was wiadomość, laleczki. Możecie być największymi ciotkami na tej planecie, ale żaden z was nie jest na to wystarczająco ładny! Nawet ty, Strife, więc zmaż ten uśmieszek z twarzy i zrób pięćdziesiąt więcej!

- Doskonałe refleks, kadecie - skomentował Sephiroth. Teraz przemawiał jako Generał, a jego rzadkie pochwały były cenne. - Szybkie myślenie w obliczu ognia i całkowita biegłość w obsługiwaniu sprzętu.

- Nie można także zapomnieć o wspaniałym uratowaniu towarzyszy broni - powiedział Genesis, wychodząc z chmury dymu.

Cloud zaczerwienił się. - Ta, cóż... - Postawił na podłodze gaśnicę i rozejrzał się po zrujnowanej kuchni. - Dzięki i w ogóle, ale następnym razem możemy po prostu zamówić pizzę.

- Ty żałosny aktorzyno! - wrzasnął w stronę ekranu Genesis. - Nie nadajesz się nawet na przeszczep dla małpy.

- Wie, że go nie słyszą, prawda? - spytał Cloud, spoglądając na Sephirotha.

- Cii, po prostu pozwól mu krzyczeć. Dostarcza nam więcej rozrywki niż film. - Mężczyzna pomógł kadetowi nie rozsypać góry popcornu na swoich kolanach.

- Słyszałem to! - Rhapsodos odwrócił się do nich. - Naprawdę, niektórzy w ogóle nie potrafią docenić klasyki. - Przekręcił się z powrotem, zirytowany. Sephiroth z młodszym kochankiem skuli się na kanapie, dusząc się ze śmiechu.

- Uh, jego dykcja jest żałosna! - Genesis poderwał się z miejsca, kiedy aktor pomylił się w kolejnej wypowiedzi. - Widziałem lepszy popis gry aktorskiej pijanego, ściekowego szczura! - Drgnął, gdy kulka popcornu uderzyła go w ucho.

- Leżeć na froncie! - odezwał się Cloud. Rhapsodos spojrzał na niego groźnie.

- Uważaj, Gen - ostrzegł Sephiroth, biorąc więcej popcornu. - Jest z masłem.

Sephiroth rozsiadł się w swoim namiocie, zabierając się za samotne jedzenie obiadu. Jego telefon zadzwonił w połowie posiłku. Kontynent dalej, na równie gołym polu, Genesis powiedział: - Cześć. - "[i]Tęsknie za tobą[/i]", było tym, czego nie dopowiedział.

Rozmawiali o ruchach wroga. Gawędzili krótko o pogodzie, która oddziaływała na rozmieszczenie żołnierzy. Narzekali nawet, niejasno, na rozkazy, gdyż tego oczekiwano od wojskowych.

Nie wspomnieli o pustych łóżkach, ani o pozostawionych przyjaciołach lub o tym jednym, do którego nie mogli zadzwonić, ponieważ miał zbyt niską rangę, aby posiadać własny telefon.

Nie dali Cloudowi swoich planów dnia. Nie tylko ich związek musiał zostać w tajemnicy. Kadet zazwyczaj tak czy inaczej dowiadywał się wszystkiego w swoich wolnych chwilach. Ostatecznie dali mu klucze.

Czasami przygotowywał sobie kanapkę. Kiedy indziej, obejmując ramionami kolana, oglądał telewizję. Jednak przez większą część czasu kulił się na środku dużego łóżka i zasypiał na kilka chwil, śniąc o skórze i jabłkach.

- Ciii...- wyszeptał Generał. - Nie obudź go.

- Oczywiście, że nie - odpowiedział Genesis, zdejmując płaszcz. - Mamy w końcu cały jutrzejszy dzień, nieprawdaż? - Sephiroth przytaknął, przysuwając się bliżej do nastolatka. Weekendy mogłyby im zejść na opowieściach, Cloud nie musiał szybko wracać do baraków z przymusem bycia pierwszym.

Rhapsodos skończył się rozbierać i wsunął się pod kołdrę. Był ostrożny, ale powieki Clouda i tak się uchyliły. Poruszył się nieco w ramionach Sephirotha, wydając z siebie niski dźwięk.

- Wszystko dobrze, Cloud - powiedział Generał, gładząc jego włosy. - Jesteśmy tutaj.

Genesis przejechał palcem po policzku chłopaka. - Wracaj do snu, Mały Chickabo.

- Mmm... - wymruczał Cloud, przekręcając się. - 'Obry sen. - Lecz to było więcej niż sen.

CDN.

Więc co o tym myślicie? :)

* Turk - patrz dopiski pod rozdziałem pierwszym/

** jabłka - Genesis jest dość znany ze swojej miłości do banorskich jabłek.

I zrobiłam małą zmianę w nazewnictwie postaci. Tam, gdzie w środku zdanie jest "generał" z wielkiej litery chodzi oczywiście o Sephirotha.