Oryginał: Second Life (.?sid=17863)

Autorka: Lariope

Zgoda: tak

Rating: M

Ogólnie: Dumbledore poprosił Hermionę aby wyszła za Snape'a, co ma pomóc w jego działaniach jako szpiega. Dość kanoniczna (na tyle na ile paring pozwala) wizja szóstego i siódmego tomu z perspektywy Hermiony.

Rozdział pierwszy

Severus Snape automatycznie usunął zabezpieczenia ze swojego gabinetu. Pchnął drzwi i przeszedł szybko przez pokój, opadając na duże, skórzane krzesło, na którym siedział, kiedy otrzymał wezwanie od Dumbledore'a. Wycelował różdżką w drzwi, zatrzasnął je i ponownie zabezpieczył, dodając warstwę wymagającą podania hasła. Później pozwolił głowie opaść i oparł ją na rękach. Przez palce widział otwartą książkę i nabazgrane notatki, które porzucił, kiedy, wydawałoby się wieki temu, pojawił się lśniący kształt przypominający feniksa.

„-Severusie, potrzebuje cię teraz"- powiedział zaniepokojony głos. Snape natychmiast porzucił swoją pracę i przez kominek przeszedł do gabinetu Dumbledore'a. Tam znalazł starego mężczyznę zwiniętego na orientalnym dywaniku przed biurkiem. Natychmiast zobaczył, że jego lewą rękę objęła klątwa. To był cud, że w ogóle udało mu się wywołać Patronusa. Głupi, głupi człowiek! Pomyślał, kiedy wziął rękę Dumbledora w swoje własne ręce. Rzucił zaklęcie hamujące na łokieć czarodzieja, mając nadzieję że w ten sposób kupi trochę czasu.

-Zgredku!- zawołał. Skrzat domowy z trzaskiem pojawił się przed nim.

-Proszę pana?- zapytał bojaźliwie.

-Eliksiry! Moje komnaty.. Potrzebuję eliksir uzupełniający krew, maść na oparzenia, bloker klątw, mój najsilniejszy eliksir uzdrawiający i Vita Secundus… Natychmiast!

Zgredek nie zwlekał na tyle długo, żeby odpowiedzieć. Zniknął z trzaskiem, zostawiając Snape'a samego z Albusem i coraz głośniejszym głosem w jego umyśle, który krzyczał i bełkotał, że Albus Dumbledore umierał. Albus Dumbledore zamierzał zostawić go tutaj samego i, kiedy to zrobi, co wtedy? Dla kogo wtedy będzie szpiegował ? Będzie niczym więcej niż Śmierciożerca. Jego ręce drżały, kiedy podciągał rękaw szaty Dumbledore'a. Rzucił zaklęcie diagnozujące, krzywiąc się gdy otrzymał wynik.

Zgredek przybył, obładowany butelkami.- Sir.- powiedział. Snape wziął od skrzata najmniejszą fiolkę i wyczarował czarkę. Przelał do niej zawartość fiolki i dodał trochę eliksiru uzdrawiającego z największej butelki, pomijając pozostałe. Mikstura była ciężka i gęsta, ale tak miało być. Przyłożył naczynie do ust Dumbledore'a, zauważając z ulgą, że dyrektor odruchowo przełknął. Snape rzucił różne zaklęcia żeby pomóc eliksirowi znaleźć zniszczenia szybko, po czym zorientował się że nie zwolnił skrzata.

-To wszystko Zgredku, dziękuję.

-Ale sir.. Dyrektor Dumbledore…?- Zgredek kołysał się nerwowo w przód i w tył.

-Będzie dobrze- powiedział ostro Snape.- A ty nikomu o tym nie powiesz.- Skrzat obrzucił go powątpiewającym spojrzeniem, ale deportował się natychmiast. Snape rozejrzał się po pokoju, mając nadzieję na jakieś wskazówki co do tego, gdzie dyrektor mógł spotkać tak złośliwą klątwę. Skupił się na pierścieniu, który leżał zmiażdżony i pęknięty obok miecza Gryffindora. Przesunął się, żeby go dotknąć, jednak zamiast tego odwrócił się z powrotem do Dumbledore'a, który zaczynał się poruszać.

-Dlaczego,- powiedział Snape bez wstępów,- dlaczego włożyłeś ten pierścień? Jest obłożony klątwą, jestem pewien że sobie to uświadamiałeś. Dlaczego w ogóle go dotknąłeś?

Dumbledore nie odpowiedział.

-To jest cud, że dałeś radę tu wrócić!- kontynuował z wściekłością Snape.- Ten pierścień powoduje klątwę o niezwykłej mocy. Jedyne co mogę zrobić to zahamować ją. Zamknąłem ją w jednej ręce do czasu…- Dumbledore podniósł swoją wyschniętą, czarniejącą rękę przed twarz, żeby ją obejrzeć. Snape obserwował go, pełny strachu, bólu i obrzydzenia. Te wszystkie lata. Przez te wszystkie lata należał do Dumbledore'a, ufał, że odkupi swoją duszę. I teraz, zanim wojna naprawdę się zaczęła, teraz Dumbledore mógł ponownie zostawić go samego, samego z jego przeszłością. Snape nigdy nie wmawiał sobie, że jest lubiany albo nawet uznawany za godnego zaufania przez innych członków Zakonu Feniksa. Tylko upór Dumbledore'a chronił jego miejsce pośród nich. Teraz nie będzie miał do nich dostępu, żadnej pomocy. Nic nie pozostanie do zrobienia, jedynie czekanie na moment, kiedy zostanie zdemaskowany. Czekanie na śmierć. Jak stary czarodziej mógł być tak nieostrożny ze swoim własnym życiem, skoro od niego zależało tak wiele innych?

-Świetnie się spisałeś Severusie. Jak myślisz, ile czasu mi zostało?

Snape odwrócił się od otwartej, ufnej twarzy Dumbledore'a. Miał ochotę go uderzyć.

-Nie mogę powiedzieć. Może rok. Nie można zatrzymać takiego zaklęcia na zawsze. W końcu się rozprzestrzeni. To jest typ klątwy, które z czasem robią się silniejsze.

-Cóż, to zdecydowanie ułatwia sprawy- powiedział Dumbledore.

-Słucham?- odpowiedział Snape, odsuwając się.- Nie nadążam.

-Mówię, oczywiście, o planie Voldemorta, żeby biedny Draco Malfoy mnie zabił.

-Jak już ci mówiłem, Albusie, Czarny Pan nie chce, żeby mu się udało. To prosty plan torturowania Lucjusza, za jego dawne pomyłki. Żeby zmusić rodzinę do przyglądania się porażce chłopca… I jego karze.

-A jak sądzę, ty masz wykonać jego zadanie, kiedy zakończy się porażką?

Snape zawahał się. Voldemort nigdy nie powiedział tego wprost, jednak, w jakiś sposób, on wiedział, że to prawda.

-Myślę, że taki jest plan.

Dumbledore potaknął.

-Cóż, będę wdzięczny za uwolnienie od tortur spowodowanych klątwą- powiedział prosto.

-Nie zamierzasz chyba pozwolić Malfoyowi na zabicie ciebie?

-Oczywiście że nie!- odpowiedział Dumbledore.- Ty musisz to zrobić.

Oczywiście. Oczywiście. Ponieważ do czego potrzebni są szpiedzy, kiedy przychodzi co do czego? Możesz rozpieszczać ich i ubierać w szaty nauczycieli. Możesz wprowadzić ich do sekretnych stowarzyszeń i prosić o uleczenie nieuleczalnego. Możesz zająć ich opieką nad dziećmi. Ale na końcu zawsze oczekujesz od nich żeby zabijali. Oni zawsze są bronią. Nigdy tarczą.

-Powinienem zrobić to teraz, czy chcesz kilka chwil na napisanie epitafium?- Snape usiadł na krześle i przywołał na twarz ironiczną obojętność. Dumbledore zachichotał.

-Ośmielę się powiedzieć, że ten moment nadejdzie w odpowiednim czasie.

-Jeśli zamierzasz umrzeć, dlaczego nie pozwolić Draco zrobić tego i uchronić go przed gniewem Czarnego Pana?

-Ponieważ dusza Draco nie jest jeszcze zbyt zniszczona. Wolałbym nie być powodem rozdarcia jej na pół.

-A moja dusza, Dumbledore?

Zawsze na brzegach jego umysłu pozostawał strach, wspomnienie twarzy Dumbledore'a, kiedy ten plunął na niego i szepnął „Obrzydzasz mnie". Zawsze zostawało podejrzenie, że mimo całej opieki, Dumbledore wciąż go nienawidzi, uznając za niewartego pogardy. Teraz prawda wyszła na jaw, pomyślał Snape z dotychczas nieznaną goryczą.

-Sam wiesz, jak bardzo zrani twoją duszę pomoc staremu mężczyźnie w uniknięciu bólu i upokorzenia- powiedział Dumbledore.

-Świetnie- odparł lodowatym tonem i do chłodu w jego głosie dopasowała się nagła, zimna pewność, że to zawsze był plan.- A kiedy zamierzasz poinformować Zakon?

-Na pewno masz świadomość, że to musi być nasz sekret?- powiedział Dumbledore.- Hogwart upadnie. A kiedy to się stanie, ty musisz być całkowicie wkupiony w łaski Voldemorta. Nie może być więcej tańca między stronami. W jaki inny sposób zostaniesz wybrany na dyrektora? Liczę, że ochronisz dzieci.

Ochrona dzieci, rzeczywiście.

-Czyli zamierzasz nazwać mnie zdrajcą i zwrócić Czarnemu Panu- stwierdził Snape beznamiętnym tonem. Jego twarz nie wyrażała żadnych emocji i przypominała maskę.- A mam przeżyć…?

Dumbledore zawahał się i przez moment Snape zderzył się z świadomością, że nie było planu na tą szczególną możliwość, że dług, który miał u Lily Potter zostanie w końcu spłacony razem z odsetkami. Nikt nie oczekiwał, że on przeżyje wojnę. Na pewno nie oczekiwał tego Dumbledore i, jeśli być szczerym, on sam tego nie oczekiwał. Ale przez lata, zaczął myśleć, że to możliwe, że ktoś, nawet jeśli on sam nie liczył na to, mógł mieć nadzieję że on przeżyje. Myślał, że Dumbledore mógł mieć taką nadzieję.

-Rozumiem- mruknął.

-Severusie- powiedział łagodnie Dumbledore.- Mój drogi Severusie. Wiem o co cię proszę. Na pewno nie myślałeś, że zostawię cię bez żadnej deski ratunku? Obaj wiemy, że twoje szanse na przeżycie tej wojny są prawie tak marne jak moje. Ale myślę, że jest sposób na ochronienie naszego sekretu i zabezpieczenie dla ciebie szans na życie.

Usta Snape'a ścisnęły się a podbródek uniósł się lekko. Nikt, kto nie znał go blisko nie zauważyłby ulgi na jego twarzy, ale można było ją dostrzec w sposobie w jakim wyginały się jego brwi i w bladości skóry.

-Powiedz Albusie- wycedził.

Dumbledore chwiejnie pochylił się do przodu. Snape prawie wybuchnął, żeby powiedzieć mu, żeby się zrelaksował i oszczędzał siły. Ale czuł w tym momencie, że jego egzystencja balansuje na małym, niewidzialnym punkcie i chce dowiedzieć się tego, zanim punkt odwróci się i rozedrze go na kawałki.

-Chcę żebyś poślubił Hermionę Granger.

Snape zbladł i odpowiedział dopiero po chwili.

-I jak małżeństwo z wspaniałą, gryfońską wiem-to-wszystko zapewni mi szanse na życie?- zapytał.- Życie warte przeżycia w każdym razie- dodał niegrzecznie.

Dumbledore przechylił lekko głowę, w zrozumieniu zdenerwowania Snape'a zanim kontynuował.

-Hermiona nie jest członkiem Zakonu. Nie jest zobowiązana do dzielenia się jego, lub własnymi sekretami. A jednak jest ikoną Jasnej strony i jestem pewien, że stanie się nią jeszcze bardziej w trakcie wojny. Jej zaufanie tobie- urwał- może wiele mówić.

-Powinienem się oświadczyć natychmiast?- zapytał sarkastycznie Snape.- Moje komnaty, oczywiście, będą odpowiednim domem dla każdego z moich uczniów.

-Panna Granger ukończy siedemnaście lat w ciągu najbliższych trzech miesięcy.- powiedział Dumbledore, jakby rozmawiali o pogodzie lub ostatnim meczu quidditcha.- Jeśli ty się zgodzisz, ja jej to zaoferuję. Najwyraźniej to będzie po prostu jeden sekret więcej. Oboje będziecie żyć jak dawniej.

Jedyna myśl, która trzymała Snape przy zdrowym rozsądku to prosty i dodający otuchy fakt, że Hermiona Granger nigdy w życiu nie zgodzi się poślubić tłustowłosego mistrza eliksirów, nietoperza z lochów o czarnym sercu. Nagle stał się głęboko wdzięczny osobie, którą zmuszony był być przez te lata. Dumbledore rzeczywiście sądził, że ma rację. Wydawało się, że przemyślał to i doszedł do wniosku, przez jakiś niezmierzony proces, że to jest dobry pomysł.

-A jak zamierzasz ją w moim imieniu zachęcić?- zakpił.- Panno Granger, wszystkiego najlepszego z okazji urodzin! Jak miło cię widzieć! Profesor Snape zamierza mnie zabić. Wyjdź za niego i udowodnij, że był z Zakonem przez cały czas, dobrze?

Dumbledore zachichotał.

-Severusie, radzisz sobie ze słowami. Chciałbym móc ci zaufać, żebyś sam przekonał pannę Granger.

Snape prychnął.

-Ponieważ jestem pewien, że to jest niemożliwe, zamierzam przedstawić to jej tak jak tobie- jako konieczność. Hermiona jest blisko zaznajomiona z poświęceniem i ma bardzo rozwinięte poczucie sprawiedliwości. Pamiętasz, jak sądzę, rok, w którym skrzaty domowe prawie zaczęły strajkować? Ona rozumie stawkę i jestem pewien, że zrobi wszystko co w jej mocy, żeby zobaczyć że jesteś odpowiednio uznany.

-Panna Granger jest gryfonką, Albusie i jak powiedziałeś, ma ścisłe poglądy na sprawiedliwość. Nie będzie stała i patrzyła jak cię zabijam.- jego głos zniżył się i było słychać w nim odcień żalu, że sam nie może być tym, kto tak się zachowa.- Będzie wolała umrzeć.

Dumbledore otrzeźwiał.

-W tym wypadku myślę że masz rację. Jednak nie widzę potrzeby mówienia pannie Granger o tej konkretnej części planu. Musimy tylko ją poinformować, że ty będziesz sprawiać wrażenie jakbyś powrócił do Śmierciożerców, że popełnisz trochę okrucieństw które zapewnią ci akceptację w ich środowisku i że nikt oprócz niej nie będzie znał prawdy w tej kwestii.

Snape spojrzał na niego z ukosa.

-Wiedziałem, że manipulowałeś ludźmi w imię wyższego dobra dawniej, ale to wydaje się zbyt podstępne nawet jak na ciebie, Albusie. Tu nie ma wyższego dobra. Moje dobre imię nie jest powodem do skazania młodej dziewczyny na…

-Gdybym nie znał cię tak dobrze, pomyślałbym że bardzo rycersko ochraniasz młodej dziewczynie…

-Młodej dziewczynie… MŁODA dziewczyna! Odłóżmy wszystkie dowcipne przekomarzania się na bok. To jest niedorzeczne! Ona nie ma jeszcze 17 lat! Jest moją uczennicą! Skoro nalegasz, żebym się ożenił, to dlaczego nie z kimś starszym, bardziej odpowiednim?

-Jestem pewien, że to dla ciebie nie jest strata, że bardziej odpowiednie czarownice nie żyją- powiedział ostro Dumbledore. W duchu Snape cofnął się przed jego słowami, jak przed uderzeniem. Dumbledore wywołał Lily bez wypowiedzenia jej imienia. – Ci, którym moglibyśmy zaufać zginęli w pierwszym starciu – kontynuował.- i kilkoro dzieci urodziło się w czasie wojny…

-Jest jeszcze Nimfadora- Snape wykrzywił się mówiąc to .

-Ona jest przyrzeczona…

-Mówisz o wilkołaku? Bo on nie wydaje się zbyt chętny- jeśli wybaczysz zwrot*- do ożenienia się z nią. Dumbledore popatrzył na niego gniewnie po raz pierwszy tego wieczoru.

-Nimfadora kocha Remusa. Bez względu na to czy uczucie jest odwzajemnione. Nigdy by się nie zgodziła…

-Więc rezygnujemy z czarownicy, która mogłaby, całkiem słusznie, bronić swoich marzeń, na rzecz przekonania młodszego i bardziej plastycznego obiektu?- zapytał Snape jadowicie.

-Jeśli nalegasz, żeby patrzeć na to w ten sposób.

Dwóch mężczyzn siedziało w milczeniu, patrząc na siebie przez jakiś czas. Dumbledore westchnął.

-Wybacz że to mówię, Severusie, ale jest prawdopodobieństwo że zmienimy jej życie bardzo mało, jeśli w ogóle. Szanse że…

-Nie mam złudzeń co do mojej długowieczności- splunął Snape.

-Więc nie widzę powodu dla twojego sprzeciwu.

Nagle Snape poczuł się bardzo głupio, broniąc panny Granger. Powinno być dla niego jasne, że Dumbledore nigdy nie zaryzykowałby swojej drogocennej gryfońskiej księżniczki, gdyby naprawdę uważał, że jej życie mogłoby być zniszczone. Ona, oczywiście, nigdy by nie została przeznaczona na stracenie.

-I nic w moim życiu się nie zmieni?- zapytał dosadnie.- Będę żył dokładnie jak wcześniej?

-Przydzielając jej tyle szlabanów, ile, jestem pewien, przydzielałbyś w innym wypadku, Severusie.

-Więc, jak sądzę, nie ma już nic do powiedzenia w tej kwestii- powiedział, wstając.- Porozmawiaj z panną Granger, jeśli musisz, jednak szczerze wątpię że się zgodzi- podszedł do biurka, żeby zebrać butelki i fiolki porozrzucane po nim. Dumbledore złapał wąską, nieoznaczoną fiolkę, kiedy Snape sięgnął po nią. Snape pomyślał, że dyrektor był niesamowicie szybki, jak na kogoś, kto zaledwie pół godziny wcześniej był na krawędzi śmierci. Stary czarodziej podniósł fiolkę do światła zanim zaczął mówić w ciszy. Jego napięty głos powiedział Snape'owi, że jest wściekły.

-Czy to jest Vita Secundum?- i zanim Snape zdążył odpowiedzieć, kontynuował- O nie. Nie. Powiedz, że nie zrobiłeś…

-Jest pełna, jak możesz wyraźnie zobaczyć. Chyba że klątwa pogorszyła twój wzrok?- zapytał Snape z ironiczną troską.

-Dlaczego to jest w tym gabinecie?

-Poprosiłem Zgredka, żeby to wziął razem z innymi eliksirami. Tymi, które uratowały ci życie, jeśli wolno zauważyć.

-Severusie, myślałem, że wyraziłem się jasno, w kwestii Vita. To jest przeznaczone tylko i wyłącznie dla Harry'ego. Niczyje życie nie jest ani trochę…

-Ważne. Tak, wiem- powiedział kwaśno Snape.- Widzę, że moja troska o twoje zdrowie, była niesłuszna.

-Nie spędziliśmy lat nad tym eliksirem, żeby wyrzucić go na bzdury!- syknął Dumbledore.

-Jestem pewien, że lepiej będę się czuł z twoim brakiem szacunku do własnego życia, kiedy zabiorę to od ciebie- powiedział Snape, zabierając fiolkę z uchwytu Dumbledore'a i wyszedł z pomieszczenie, powiewając szatami.

Wciąż siedząc w swoim wytartym, skórzanym fotelu, Snape podniósł głowę z rąk i spojrzał na komnatę. Wszystko było zupełnie normalne, niezmienione. Sterta zwiniętych pergaminów na biurku, ogień dogasający na palenisku, abisyński dywanik jego matki na kamiennej podłodze, gdzie leżał od czasu kiedy Snape dołączył do nauczycieli Hogwartu i zajął te pokoje. A jednak, mimo że najprawdopodobniej miesiące miną zanim coś się zmieni, Severus Snape czuł że jego życie, takie jakie znał, właśnie się skończyło.

*W oryginale „He hardly seems to be chomping at the bit to marry her" - nie wiem jak przetłumaczyć ten żart słowny tak żeby oddać sens-' chomp' znaczy mlaskać, przeżuwać, ciamkać, a 'chomping at the bit' palić się, być chętnym do zrobienia czegoś- Snape wyraźnie nawiązuje do zwyczajów wilkołaka. Postanowiłam zostawić po prostu znaczenie idiomu bez gry słownej.