Thanks to kasssumi for translating this for me

Sen 1

Snape patrzył, jak Chłopiec, Który Przeżył szedł w jego stronę, pogrążony w myślach. Wyszedł z cienia, ale chłopak nie zauważył go i wyminął go.

— Panie Potter, dlaczego nie jest pan w łóżku, gdzie powinien pan być? — zapytał Snape.

Głowa Harry'ego poderwała się w górę, a jego twarz nie wyrażała niczego.

— Przepraszam, proszę pana. Wrócę do dormitorium.

Dłoń o długich palcach wyciągnęła się i zatrzymała go.

— Co się dzieje, że wałęsa się pan po korytarzach tak często, panie Potter?

Harry przyjrzał mu się przez moment.

— Normalnie spaceruję, aby zapomnieć koszmar lub wizję.

— Normalnie? — zapytał Severus.

— Taa, to trudne wrócić do snu po wizycie umysłu „Toma moje–pantalony–są–za–ciasne Riddle'a".

Severus zwalczył uśmiech.

— Widzę, dlaczego tak się dzieje. Rozumiem, że ten normalny powód nie jest przyczyną dzisiejszego wykroczenia? — Severus skinął głową, żeby zaczęli iść.

Harry szedł obok Mistrza Eliksirów.

— Dzisiaj musiałem pomyśleć.

— Czy przypadkiem nie musi pan odwiedzić skrzydła szpitalnego po takim staraniu? — zapytał Severus z powagą.

Harry obrócił się, aby popatrzeć na Severusa, zanim nie zaczął się śmiać miękko.

— Jasny gwint, zażartował pan! Teraz rozumiem wszystko.

— Proszę iść, panie Potter, i odpowiedzieć na pytanie — rzucił Snape, zaniepokojony poufałością.

— Jestem po prostu trochę zmieszany w tej chwili, nie ma się czym martwić. I Dumbledore nie musi o tym wiedzieć — westchnął Harry, nie chcąc o tym mówić ale wiedząc, że i tak będzie musiał.

— Co powoduje pańskie zmieszanie? Byłeś tak zgubiony w swoich myślach, że nie zauważyłeś mnie stojącego tuż obok. Możesz mi zaufać. Bądź pewny mojej dyskrecji; nikomu nic nie powiem, a często rozmowa pomaga.

— Cóż, skoro i tak nadal śpię, to dlaczego nie. Obudzę się za kilka godzin i wszystko wróci do normy. — Wzruszył ramionami. — Nie mam już pojęcia, co robię. Miałem randkę w zeszłym tygodniu z Krukonką. Było okropnie. Była... za miękka. Pocałowała mnie i wiem, że powinno mi się to spodobać, ale było okropnie. Potem, później tego samego tygodnia, kiedy byłem w Hogsmeade, spotkałem się z Wesleyami, Billem i Charlie'em. Charlie podniósł mnie i przytulił. Więcej poczułem od tego. Więcej dzięki prostemu uściskowi, niż od głupiego pocałunku. Nie mam pojęcia, co to znaczy — powiedział Harry, brzmiąc na zagubionego i sfrustrowanego.

— Rozważałeś możliwość, że preferujesz męskie towarzystwo nad damskie? — zapytał Snape w zamyśleniu.

— Nie, aż do zeszłego tygodnia — odpowiedział szczerze Harry.

— Może powinieneś zaprosić któregoś z panów Weasley na randkę w takim razie — zadrwił Snape, w jego głosie brzmiała oczywista niechęć.

Harry parsknął.

— Bez urazy dla żadnego z nich, ale patrzę na nich jak na braci i tak właściwie żaden z nich nie jest w moim typie.

— Kto dokładnie „jest w twoim typie"? — zagłębiał się Snape.

— Myślę, ze ktoś taki jak ty. To pewnie dlatego śnię o tobie. To nie tak, że to pierwszy raz.

— Śniłeś o mnie? — zapytał Snape, zaskoczony.

— Tak, kilka razy. Do niedawna nie mogłem naprawdę powiedzieć, że to ty, póki nie zacząłem myśleć o tych snach należycie, ale to na pewno byłeś ty. Przyciskałeś mnie do ściany i pochylałeś się, żeby mnie pocałować... ale zawsze budziłem się akurat przed tym, zanim to zrobiłeś — powiedział Harry, podnosząc wzrok po raz pierwszy. Byli prawie na korytarzu Grubej Damy. — Czas na koniec snu, zgaduję. Tym razem nawet nie próbowałeś mnie pocałować — powiedział smutno Harry.

Severus zatrzymał się i przycisnął Harry'ego delikatnie do ściany.

— Czy tego pan chce, panie Potter? Żebym cię pocałować? Muszę cię ostrzec, że się nie dzielę.

— Nie musiałbyś się dzielić, przecież i tak nie ma cię więcej — powiedział Harry, mając na ustach miękki uśmiech, kiedy normalnie srogi mężczyzna pochylił głowę z wargami ułożonymi w lekki uśmiech.

Ich usta spotkały się w delikatnym ale pełnym namiętności pocałunku. Harry próbował go pogłębić, ale Severus się odsunął.

— Śpij dobrze, Harry. — Głos Severusa był ochrypły.

— Już śpię, Sev. To dlatego nie odebrałeś punktów domowi albo nie dałeś mi szlabanu... i pocałowałeś mnie. To z pewnością sen. Wspaniały sen, ale jednak sen.

— Do łóżka — rozkazał Snape, mając teraz na twarzy pełny uśmiech.

Następnego ranka Harry obudził się szczęśliwszy, niż czuł się od dłuższego czasu. Skierował się na dół do Wielkiej Sali z resztą Gryfonów. Zjadł śniadanie. Sowia poczta była dostarczana normalnie, ale Harry był zaskoczony, kiedy sowa wylądowała tuż przed nim. Zabierając mały zwój, przeczytał prostą notkę

To nie był sen