KŁAMAŁAŚ

- Kłamałaś.

- Dan? – Blair odłożyła gazetę, którą trzymała na kolanach i wstała z fotela. – Co ty tu robisz?

Dan podszedł do niej bliżej, tak blisko, że patrzył w sam środek jej ciemnych tęczówek.

- Kłamałaś.

- Zawsze kłamię – Blair nie odsunęła się od niego nawet na milimetr. Przecież się go nie boi! – Tylko nie wiem, czym mogłabym skłamać Danowi Humphreyowi. Naprawdę nie przyjęliby cię do sekcji „Dobrze zapowiadający się".

- Kłamałaś w sprawie pocałunku, Blair. To nieprawda, że nic dla ciebie nie znaczył.

Teraz Blair odsunęła się na bezpieczną odległość. Na wszelki wypadek.

- Chciałbyś by tak nie było – powiedziała składając usta w charakterystyczny sposób, by pokazać, że nim gardzi. – Nie kłamałam Samotny Chłopcze. To nic nie znaczyło.

- Więc zrób to jeszcze raz.

- Co? – Miała nadzieje, że warstwa różu ukryła fakt, że gwałtownie zbladła.

- Pocałuj mnie jeszcze raz, Blair Waldorf. Udowodnij, że to nic nie znaczyło.

- Och, nie ma szans. Nie interesują mnie chłopcy z Brooklynu.

Dan popatrzył na nią znacząco.

- Wiedziałem. Boisz się. To coś znaczyło.

- Przestań – wysyczała.

- Boisz się.

- Nie nazywaj mnie tchórzem.

- Tchórz.

- Och, do cholery Humphrey. – Blair podeszła do niego, przyciągając go do siebie. – Masz swój pocałunek!

Kiedy tylko poczuł jej usta na swoich wargach, powróciło to uczucie. Uczucie, dzięki wkutemu wiedział, że kłamała. Objął ją w tali i mocno przyciągnął do siebie, i pogłębił pocałunek, badając jej usta. Kiedy chciała się odsunąć, nie pozwolił jej na to. Całował ją tak mocno i tak intensywnie, że zakręciło mu się w głowie. Przypomniał sobie, że nigdy nie całował tak Sereny. A może to od jej zapachu? Serena zawsze miała bardziej delikatne perfumy. Trzymał ją tak blisko, że czuł jej piersi na swojej klatce piersiowej i czuł, jak twardnieją jej sutki. To było tak nieoczekiwane doznanie, że przygryzł jej wargę. Blair jęknęła. Jęknęła naprawdę i teraz już wiedział, że to nie perfumy. Tylko ona. Kręciło mu się w głowie od zapachu Blair Waldorf. Odchyliła głowę do tyłu i zrobiła to tak, że bez zastanowienia przejechał językiem po jej odsłoniętej szyi. Znów jęknęła. Zmiażdżył jej usta w pocałunku, a ona wplotła ręce w jego włosy i przestała grać. Była tą Waldorf, która płakała, oglądając z nim film. I była tą Waldorf, w której, cholera jasna, się zakochał. Przerwał pocałunek tak gwałtownie, że gdyby jej nie przytrzymał, upadłaby. Patrzył na nią z przyjemnością, na jej zaróżowione policzku, na błyszczące z podniecenia oczy. Rozdrgane nozdrza i kropelki potu na idealnym czole. Patrzył na nią i czekał. Kiedy się opanowała, a jej twarz znów była chłodna i pełna dystansu, odrzuciła włosy od tyłu i poprawiła bluzkę.

- Kłamałam – powiedziała tylko. – Kłamałam, ale nie wolno ci o tym pamiętać.

- Mam odejść?

- Musisz – powiedziała tylko, i odwracając się od niego, wbiegła na górę.

Dan patrzył jak odchodzi i wiedział, że to dopiero początek. Uśmiechał się. Kłamałam, w jej ustach brzmiało jak wyznanie miłości.