Rozdział 5 – Dzień z życia figlarza

Od: Albus Dumbledore

Do: Syriusz Black

Temat: Teleportacja

Syriuszu,

dziś zorganizuję Harry'emu jego pierwszą lekcję. Sugeruję Wyjącą Chatę. Jestem pewien, że znasz to miejsce.

Należy oczywiście zachować ścisłą tajemnicę. Przekażę przyjaciołom Harry'ego, że pobiera on dodatkowe lekcje Oklumencji, a Ty zapewniasz mu ochronę.

Jest niezbędne, byś zachęcał Harry'ego do osiągania jak najlepszych wyników i absolutnie nie ograniczał jego postępów. Dla nas w Hogwarcie powoli staje się oczywiste, że jest on w stanie zrobić wszystko, na co ma ochotę, a uświadamianie mu ograniczeń może zaburzyć te zdolności. Jestem pewien, że nie muszę przypominać Ci, jak istotna jest każda najdrobniejsza przewaga, którą może osiągnąć nad Voldemortem.

Z poważaniem,

Albus

Przewodniczący Wizengamotu i Sekretarz Międzynarodowej Konfederacji Czarodziejów


Od: Jest za wcześnie

Do: Ranny ptaszek

Temat: Kapusta i Królowie

Dzień dobry Lunatyku, mój stary kumplu,

właśnie dostałem ciekawego Mmaila od Dumbledore'a

Jest niezbędne, byś zachęcał Harry'ego do osiągania jak najlepszych wyników i absolutnie nie ograniczał jego postępów. Dla nas w Hogwarcie powoli staje się oczywiste, że jest on w stanie zrobić wszystko na co ma ochotę, a uświadamianie mu ograniczeń może zaburzyć te zdolności.

Jakiś pomysł o co mu chodziło?

Zmęczony S.

hau, ziew


Od: Wcześnie? Wschód słońca był kilka godzin temu

Do: Leniwy pies

Temat: Re: A od kiedy Ty czytasz Carrolla?

Jakby to wyrazić w psim języku: hau hau hau szczek hau szczek

R.


Od: Niezbyt rozbawiony

Do: Kiepski żartowniś

Temat: Re: Re: Odkąd Ty gadasz o magicznym lustrze

ha, ha, kurde, ha

teraz poproszę po angielsku

Syriusz – to wiele wyjaśnia


Od: Bardzo rozbawiony

Do: Bardzo marudny

Temat: Re: Re: Re: Och!

Dobra, myślałem, że to jest śmieszne.

Gdybym miał zgadywać, odwołałbym się do jego trzeciego roku. Uczyłem go zaklęcia Patronusa, a obaj wiemy, jakie to trudne. Wygląda na to, że Harry nie dowiedział się, że trzecioroczniak nie może wytworzyć uformowanego Patronusa.

Logicznie rozumując, tak wiem, że dla Ciebie to bardzo brzydkie słowo, należy uznać, że nauczyciele z Hogwartu doszli do wniosku, że Harry może zrobić wszystko, jeśli tylko uzna, że potrafi to zrobić.

Tak więc powinieneś pokazać Harry'emu jak się teleportuje, zobaczyć jakie zasady uda mu się złamać i dobrze się przy tym bawić.

I co masz na myśli pisząc „to wiele wyjaśnia"?

Lunatyk


Od: Wcale, że nie marudny…

Do: Śmianie się samemu do siebie to oznaka choroby psychicznej

Temat: Re: Re: Re: Re: :)

„hau hau hau szczek hau szczek" to generalnie największa obelga w psim języku. Oznacza to, że zamiast zjadać owce #$%^&*# je.

S.

hau, hau


Od: Mruga z niedowierzaniem

Do: Syriusz

Temat: Język psów

Serio?

Remus


Od: Jestem animagiem z formą psa

Do: Wilkołak

Temat: Re: Język psów

Jasne, jestem Seriusz

S.


Od: Jęczący wilk

Do: Scooby

Temat: Re: Re: Język psów

NIECH CIĘ SZLAG! JEŚLI JESZCZE RAZ WYJEDZIESZ Z TYM STARYM ŻARTEM Z SERIUSZEM TO SPŁATAM CI TAKIEGO FIGLA, ŻE POPAMIĘTASZ DO KOŃCA ŻYCIA.

Remus


Od: Lubię przysmak Scoobiego

Do: Kudłaty

Temat: Re: Re: Re: Język psów

Remus, staruszku, nie musisz krzyczeć. Czy ten żart naprawdę jest taki kiepski? Harry powiedział mi to samo.

Syriusz


Od: Dzięki za więcej materiałów do szantażu

Do: Komediant bez poczucia humoru to kiepski żart

Temat: Re: Re: Re: Re: Język psów

TAK!


Od: Harry James Potter

Do: Amelia Bones

DW: Kingsley Shacklebolt

Temat: Niesprecyzowane pytanie

Pani Bones,

gdyby, hipotetycznie, jakiś Śmierciożerca pojawił się nagle w Ministerstwie Magii, ile czasu zajęłoby podanie mu Veritaserum i postawienie go przed sądem?

Z poważaniem,

Harry


Od: Amelia Bones (Dyrektor Departamentu Przestrzegania Prawa)

Do: Chłopiec, Który Przeżył

DW: Niezwykle Ślepy Auror

Temat: Re: Niesprecyzowane pytanie

Harry,

odpowiadając wprost na Twoje pytanie: natychmiast. Powinniśmy oczekiwać niespodziewanie pojawiających się Śmierciożerców?

Jedyny problem, jaki może się pojawić, to przeszkody ze trony pewnych kluczowych członków personelu Ministerstwa.

Amelia


Od: Kingsley

Do: Amelia

Temat: Harry

Jak myślisz, ma jakiegoś asa w rękawie?

K.


Od: Ami

Do: Shack-man

Temat: Re: Harry

Zdecydowanie mam taką nadzieję! Nie należy do tych, którzy zadają hipotetyczne pytania z ciekawości. Teraz to ja jestem ciekawa.

A.


Od: Harry

Do: Najwyższa sędzina

DW: Główny Auror

Temat: Re[2]: Niesprecyzowane pytanie

Czyli pomogłoby, jeśli Knota nie byłoby w pobliżu? Zapewne mógłbym to zorganizować, ale przydałoby się, żeby przydzielić na dziś Tonks jako jego ochronę.

Tak zupełnie bez związku ze sprawą, zdecydowanie odradzam zgromadzenie aurorów w biurze pana Shacklebolta. Nie kłopotałbym się również rezerwacją sali sądowej nr 1. Acha, upewniłbym się też, że dziennikarz Proroka Codziennego nie pokaże się na miejscu.

Harry


Od: Kingsley Shacklebolt

Do: Harry Potter

DW: Amelia, Tonks

Temat: Re: Dzisiaj

Harry,

nie mam pojęcia jakie masz asy w rękawie, ale zacznijmy od tego, żebyś mówił mi po imieniu. Każdy kto walczył z Czarnym Panem zasłużył na to.

Z jakiegoś powodu zorganizowałem spotkanie z czterema aurorami, by omówić ich przydziały. Spotkanie powinno potrwać cały dzień

Sala sądowa nr 1 została zamknięta do sprzątania, ale powinno się ono skończyć na dwie minuty przed zapotrzebowaniem na nią.

Tonks, dzisiaj jesteś w osobistej ochronie. Minister może wybrać się gdzieś z wizytą i musimy mieć go na oku.

K.S.


Od: Chłopiec, Który Przerzył

Do: Rita Skeeter

Temat: Gorący news

Pani Skeeter,

proponuję ciąg dalszy naszego paktu. Potrzebuję coś załatwić, Ty potrzebujesz u mnie dobrej opinii.

Na Twoim miejscu spędziłbym dzisiejszy dzień nadrabiając papierologię w Ministerstwie, najprawdopodobniej trzymając się blisko sali sądowej nr 1, mimo że jest zamknięta na sprzątanie.

Jeśli coś się wydarzy, a Twój materiał na ten temat będzie uczciwy i otwarty, być może rozważę udzielenie kolejnego ekskluzywnego wywiadu.

Harry – który ma przyjaciół w Ministerstwie, którzy chętnie poznają Twój sekret.


Od: Najlepsza Dziennikarka w Proroku

Do: Chłopiec, Który Dorósł

Temat: Re: Gorący news

Proszę, proszę, wygląda na to, że nasz chłopaczek zaczął dorastać. Użycie metody kija i marchewki to zdecydowanie znak dojrzałości.

Dziś Cię posłucham.

Rita


Harry spojrzał na zegarek i jęknął. Tworzenie świstoklików zeszłego wieczoru kosztowało go mnóstwo sił, a będzie to musiał zrobić ponownie.

Ubrał się szybko i zbiegł do sali Eliksirów w lochach.

- Wejdź, Potter – zawołał Snape, gdy Harry zapukał.

Harry wszedł, rozglądając się z zainteresowaniem. Jego nauczyciel siedział za biurkiem. Na blacie nie było absolutnie nic, poza butelką z zielonym płynem, stojącą na samym środku.

Harry'emu dobrą chwilę zajęło zidentyfikowanie wyrazu twarzy ponurego nauczyciela. Snape był zestresowany.

- Masz – rzucił nagle. – Wypij to.

Harry podniósł butelkę i spojrzał nauczycielowi badawczo w oczy. Snape wziął głęboki oddech. Po raz pierwszy doświadczał uczucia, które mu wcześniej opisano. Czuł, jakby te płonące zielenią oczy zaglądały do głębi jego duszy, testując go i osądzając.

Miał głęboką nadzieję, że zdał ten test, bo Syberia mu się nie uśmiechała.

Harry skinął spokojnie głową i odkorkował butelkę.

- Zdrówko – rzucił z uśmiechem, unosząc butelkę w toaście, po czym wychylił płyn do dna i wzdrygnął się. Snape zdawał sobie sprawę, że to smakuje okropnie, gorzej niż wywar tojadowy.

Przez kilka sekund nic się nie działo, ale gdy eliksir zaczął wywierać swój efekt, Harry runął na ziemię, ściskając głowę w agonii. Zwinął się w ciasny kłębek, ze wszystkich sił starając się nie wrzeszczeć.

Zanim eliksir zakończył swoją pracę minęło pełne sześćdziesiąt sekund.

Snape czekał cierpliwie. Był pod wrażeniem, że chłopak zdołał powstrzymać okrzyk bólu. Zdawał sobie sprawę jak bolesne są skutki działania eliksiru. Było mu jednak żal chłopaka, który zwijał się na podłodze. Nikt nie powinien mieć takiego obycia z bólem, by wytrzymać takie cierpienie bez jednego krzyku.

- Moje oczy… nie widzę – wyszeptał Harry, zaczynając wpadać w panikę.

Snape głośno westchnął. Chłopak wciąż zachowywał się jak typowy Gryfon.

- Zdejmij okulary.

Harry zrobił jak mu polecono i zamrugał. Rozejrzał się i zamrugał ponownie.

Widział.

Idealnie.

- Ja widzę – wyszeptał do siebie, a w jego tonie słychać było zdumienie i zachwyt.

- Jeden z moich najwspanialszych wynalazków – wyjaśnił Snape z dumą. – Zniszczył całkowicie twoje oczy, rogówkę i nerwy wzrokowe, a następnie odbudował je z powrotem, ale bez niedoskonałości oryginału.

- Dlaczego? – spytał Harry, ponownie mierząc spojrzeniem nauczyciela Eliksirów.

Severus Snape zbladł. Był pierwszą osobą, która doświadczyła badawczego spojrzenia Harry'ego bez filtra w postaci soczewek okularów. Oczy chłopaka przypominały mu spojrzenie Dumbledore'a. Tyle tylko, że starszy czarodziej miał lata doświadczenia w ukrywaniu swoich emocji i mocy. U Harry'ego wszystko było nietknięte, pierwotne, napędzane przez siłę, której Snape nie chciał poznawać.

Chciał skłamać, powiedzieć coś, co sprawi, że nie wyjdzie na to, co zarzuciły mu Blaise i Ginny.

- Bo nie chcę, żebyś wysłał mnie na Syberię, gdy zostaniesz Ministrem Magii.

Harry przechylił głowę, wpatrując się w nauczyciela. Nie był pewien czego szuka, ale czuł, że jest coś wartego zobaczenia gdzieś w głębi świadomości Mistrza Eliksirów.

Snape starał się utrzymać neutralną minę, podczas gdy spojrzenia zagłębiało się w niego bezlitośnie, głębiej niż dotarł ktokolwiek inny.

- Niech się pan nie martwi – uśmiechnął się Harry. Jego oczy wróciły do normy, jakby nic nie zaszło. – Nie wyślę pana na Syberię.

Przerwał na moment, bawiąc się wyrazem ulgi, który pojawił się na twarzy Snape'a.

- Myślałem raczej o Alasce.

Snape zamrugał. Choć starał się jak mógł, nie mógł powstrzymać rozbawienia, które mignęło na jego twarzy. Harry wyszczerzył się w uśmiechu, ale zaraz spoważniał.

- Dziękuję – powiedział.

Snape kiwnął głową, akceptując wyrazy wdzięczności.

- Chyba nie jestem gotowy, by wszyscy o tym wiedzieli – stwierdził zamyślony chłopak, rozważając setki spraw, w które już był uwikłany.

- Ukrywasz talent, Potter? Jakie to ślizgońskie z twojej strony.

- W pana ustach to zdecydowanie musi być komplement – odparł Hary z namysłem.

Snape parsknął śmiechem.

- Przyłóż różdżkę do okularów i powiedz „Lassgay Learcay".

Harry posłuchał i uśmiechnął się, gdy szkła straciły swoje własności skupiające. Ponownie podziękował i popędził na śniadanie.


Od: Severus

Do: Dumbledore i opiekunowie domów

Temat: Podziałało

Po pierwsze, dałem Harry'emu eliksir naprawiający oczy dziś rano. Podziałał idealnie. Prosił mnie jednak, bym zachował to w sekrecie, więc byłbym wdzięczny, gdybyście nie rozpowszechniali tej informacji.

Po drugie, jakkolwiek niechętnie to przyznaję, wygląda na to, że panna Weasley miała rację. Harry chciał zmienić soczewki w okularach w zwykłe szkło, więc powiedziałem, by użył „Lassgay Learcay", co zrobił z pełnym powodzeniem.

Sev

Wspierający kres głupiego machania różdżkami od piętnastu lat


Od: Min

Do: Albus, Sev, Pommie, Filli

Temat: Re: Podziałało

Och, Severusie! Wizengamot odebrałby Ci różdżkę, gdyby wiedział, że uczysz dzieci zaklęć w łacinie podwórkowej.

W każdym razie dobrze wiedzieć, że to działa. Wymyślę dzisiaj coś na moją lekcję.

M.


Od: Filius

Do: Najważniejsi Nauczyciele

Temat: Re[2]: Podziałało

Bardzo interesujące. Dobra robota, Sev.

Min, jeśli chcesz prawdziwego wyzwania, naucz go bycia animagiem. Wiemy, że był nim jego ojciec, a talent do takich rzeczy jest z reguły dziedziczny.

F.


Od: Albus Dumbledore

Do: Opiekunowie domów

Temat: Re[3]: Podziałało

Filiusie, znakomity pomysł.

Minervo, podczas śniadania dam Harry'emu jego nowy rozkład zajęć, więc możemy zrobić to przy innych – to pozwoli uniknąć podejrzeń ze strony jego przyjaciół.

Przekażę Wam tę samą radę, którą dałem dzisiaj Wąchaczowi: Jest niezbędne, byśmy zachęcali Harry'ego do osiągania jak najlepszych wyników i absolutnie nie ograniczali jego postępów.

Zaczynam podejrzewać, że źródłem mocy Harry'ego jest sama magia. Chłopak ma znacznie bliższy kontakt z magią niż ktokolwiek z nas, niemal osobisty. Polecam Wam przyjrzenie się jego aurze, gdy rzuca zaklęcie. To niezmiernie interesujący widok.

Albus

Przewodniczący Wizengamotu i Sekretarz Międzynarodowej Konfederacji Czarodziejów


Od: Minerva

Do: Albus

Temat: Animag

Oszalałeś? Nauczenie się transformacji animaga zajmuje wiele miesięcy. Nawet Harry o tym wie.

M.


Od: Umysł bez odrobiny szaleństwa to umysł nudny

Do: Maniakalny dachowiec

Temat: Re: Animag

Zapewniam Cię, że jestem w stanie pełnej kontroli nad moim umysłem. Często się jednak zastanawiałem czy człowiek popadający w szaleństwo zdaje sobie z tego sprawę?

Co do czasu potrzebnego na to zadanie to nauczałaś samych Huncwotów. Harry będzie mógł skorzystać z doświadczenia najlepszego nauczyciela transmutacji w szkole oraz najbardziej naturalnego animaga.

Albie


Od: Słodki kociak

Do: Pochlebca

Temat: Re[2]: Animag

Albusie, jeśli Ty byś zwariował, absolutnie nikt by się nie zorientował.

Co do czasu to rozumiem Twój punkt widzenia, jak dobrze wiesz pochlebstwa nieźle Ci wychodzą.

Zrobię co w mojej mocy, by powstrzymać mój naturalny sceptycyzm.

Min

Mrrr, mirr


Harry siedział przy stole Gryffindoru, rozkoszując się spokojnym śniadaniem z Ginny i Hermioną. Jego rudowłosa dziewczyna siedział obok niego, a najlepsza przyjaciółka naprzeciwko.

Zerknął ponad ramieniem i ku swojej radości zauważył, że Crabbe i Goyle siedzą sami w pobliżu Blaise i kilku innych członków AD.

- Zaraz wracam – poinformował Harry, całując czubek głowy Ginny. – Muszę coś puścić w ruch.

Podszedł do stołu Slytherinu, zadowolony, że w Wielkiej Hali jest niewiele osób, które mogą go obserwować.

- Cześć Blaise – powiedział głośno.

- Eeee, cześć? – odpowiedziała dziewczyna, mocno zaskoczona jego obecnością po tej stronie Hali.

Harry stanął tyłem do dwóch ślizgońskich monstrów i mrugnął do Zabini.

- Dziś będzie nowe spotkanie AD – poinformował na tyle głośno, by Crabbe i Goyle to usłyszeli. – Mam nadzieję, że nikt nie powie o tym Knotowi. W zeszłym roku próbował tego zakazać.

Blaise dojrzała przelotny błysk rozumu w oczach dwóch chłopaków, którzy usiłowali ich obserwować w sposób, który tylko im wydawał się niezauważalny.

- Dobrze Harry – odparła Blaise. – Nie powiem nikomu. To będzie tajemnica.

- Dzięki – uśmiechnął się psotnie Harry. – Zobaczymy się później.

Odwrócił się i zdusił śmiech, gdy dwóch Ślizgonów zerwało się ze swoich miejsc, starając się wyglądać niewinnie. Wyraz ich twarzy w ciekawy sposób przypominał miny słoni, które wpadły w błoto.

Harry podszedł do Ginny i Hermiony i uśmiechnął się z zadowoleniem.

- Czy któraś z was ma przypadkiem wolny kawałek pergaminu? – spytał.

Ginny wydobyła jeden z torby, podała mu, a następnie patrzyła ponad jego ramieniem, jak pisze Mmaila.

- Najwyższy czas, żebyś powiedział nam wreszcie na czym polega twój plan – stwierdziła zdecydowanie Hermiona, patrząc, jak Harry kreśli kolejne słowa.

Harry zorientował się, że jego dziewczyna kiwa głową, popierając Hermionę, więc stwierdził, że czas na ujawnienie zamiarów.

- To naprawdę proste. Najpierw wysłałem Mmaila do Amelii Bones i Kingsley'a Shacklebolta, by ostrzec ich, że dziś pojawi się u nich Śmierciożerca. Odpisali, że poradzą sobie, jeśli tylko uda się usunąć z drogi Knota, więc dałem im znać, że się tym zajmę, jeśli dzisiaj przydzielą Tonks do jego ochrony. Właśnie powiedziałem Crabbe'owi i Goyle'owi, że bardzo bym nie chciał, żeby Knot dowiedział się o AD, więc będą chcieli być sprytni i powiadomić go o wszystkim anonimowo, żeby tatusiowie pochwalili ich za pokrzyżowanie moich planów. Właśnie piszę Mmaila do Tonks, żeby dała mi znać, kiedy Knot wyruszy z Ministerstwa, żeby zamknąć AD. Kiedy tylko dostanę od niej Mmaila i upewnię się, że Knot jest poza biurem, wyślę świstoklik-załącznik do Pettigrewa.

Mówiąc to pisał jednocześnie Mmaila do Tonks, więc nie dostrzegł zdumionych min obu dziewczyn.

- Harry – odezwał się profesor Dumbledore, podchodząc do całej trójki. Niezmiernie ciekawiło go, skąd taka mina na twarzach dwóch dziewcząt, ale zdawał sobie sprawę, że lepiej nie pytać. – Załatwiłem ci dodatkowe lekcje Oklumencji z mistrzem tej dziedziny – oznajmił. – Niestety zastrzegła sobie całkowitą anonimowość, więc lekcje będą się odbywały w Hogsmeade. Będziesz miał trzy dwugodzinne sesje w tygodniu.

- Trzy? – spytał zdumiony Harry. Oczekiwał tylko dwóch: teleportacji i tańca.

- Owszem – odparł Dumbledore. Jego oczy rzucały wesołe iskierki. – Jeśli pozwolisz ze mną, podejdziemy do profesor McGonagall, by dostosować twój plan zajęć.

- Dobrze, proszę pana – zgodził się Harry. Błyskawicznie wysłał Mmaila, pocałował delikatnie swoją dziewczynę i podążył za wiekowym dyrektorem.

- Proste? – wymamrotała pod nosem Ginny.

- I to mnie nazywają geniuszem? – wymamrotała w tej samej chwili Hermiona.

Dziewczyny spojrzały na siebie i uśmiechnęły szeroko.

- Wiesz co? – stwierdziła cicho Hermiona. – Ta mała wojna z twoimi braćmi robi dużo dobrego dla Harry'ego. Daje mu wiarę w siebie i umiejętność radzenia sobie z różnymi sytuacjami. Masz jakiś pomysł jaką psotę planuje?

Ginny uśmiechnęła się.

- Nie sądziłam, że to wszystko będzie miało taki korzystny efekt – przyznała. – Ale jestem bardzo zadowolona.

- Psota Harry'ego? – naciskała Hermiona, widząc, że młodsza dziewczyna zaczyna odpływać.

Ginny otrząsnęła się i wyszczerzyła zęby.

- Nie mam bladego pojęcia. Wiem tylko, że będzie wielka i załatwi całą szóstkę za jednym zamachem. Aha, gadał z profesorem Flitwickiem na temat sposobów, w jaki mugolski sprzęt mi-pi…

- Hi-fi – poprawiła odruchowo Hermiona.

- Tak, hi-fi, jak można go uruchomić w Hogwarcie.


Od: Harry

Do: Lavender i Parvati

Temat: Kostiumy

Lav, Pav,

gdybym załatwił kilka kostiumów to czy dałybyście radę dostosować je do podanych przeze mnie rozmiarów?

Oczywiście zapłaciłbym za Wasz czas.

Pozdro,

Harry


Od: Lav

Do: Harry

DW: Pav

Temat: Re: Kostiumy

Harry, pomożemy Ci z radością. Domyślam się, że ma coś wspólnego z nadchodzącym figlem, o którym krążą plotki. Jeśli to prawda, to zrobimy to za darmo.

Obie jesteśmy doświadczonymi krawcowymi, po szkole mamy zamiar założyć konkurencję dla Madam Malkin. Nasza pomoc dla Ciebie będzie dużym atutem w działaniach PR-owskich, nie wspominając już o dobrej zabawie.

L.


Od: Anonim

Do: Publiczny adres Ministra Knota

Temat: Informacja

Szanowny Panie,

dowiedzieliźmy sie rze Harry Potter dalej prowaci AD.

Powinien pan o tym wiedziedź


Od: Korneliusz Oswald Knot

Do: Sekretariat

DW: Ochrona

Temat: Wizyta

Otrzymałem informację, że w Hogwarcie wciąż działa nielegalne stowarzyszenie. W południe odwiedzę Hogwart, by domagać się wyjaśnień od dyrektora. Proszę przygotować świstoklik do natychmiastowego transportu. Jestem zajętym człowiekiem.

Knot

Głosuj na Knota w nadchodzących wyborach. Głos na Knota to głos na Stabilność i Rozwój


Od: Tonks

Do: Chłopiec, Który Ma Coś W Rękawie

Temat: Knot

Harry, Knot zamierza pojawić się w południe i domagać informacji na temat Twojego klubu. Co ty kombinujesz?

T.


Od: Zupełnie niewinny

Do: Mój ulubiony metamorfomag

Temat: Re: Knot

Ja? nic takiego. Nie mam pojęcia, czemu Knot mógłby tak nagle zażądać wizyty w Hogwarcie.

Z innej beczki: jak tam Twój związek z Charliem?

Harry


Od: Harry Potter

Do: Profesor Dumbledore, Profesor Snape, Profesor Flitwick, Profesor McGonagall, Profesor Sprout

DW: Gin-Gin, Hermi, Wąchacz, Lunatyk

Temat: Agenda Dyskusyjna

Z przyjemnością zapraszam Państwa dziś w południe na lunch do Pokoju Życzeń. Dziś będziemy mieli wyjątkowego gościa, Ministra Knota, który jakimś sposobem dowiedział się, że AD wciąż jest aktywne.

Wydaje mi się jednak oczywistym, że nie otrzymał wiadomości wyjaśniającej, że AD to skrót od Agendy Dyskusyjnej – specjalnej instytucji ustanowionej dla mniej formalnych kontaktów między uczniami i nauczycielami oraz omawiania bieżącej sytuacji w szkole.

Wydaje mi się, że wykazalibyśmy ducha naszej szkoły, gdybyśmy zaprosili go do udziału w spotkaniu.

Harry


Od: Severus

Do: Czwórka profesorów

Temat: Re: Agenda Dyskusyjna

Dobra, nie ustalę stawek na zakład, że dzisiejsza wizyta Knota ma coś wspólnego z wczorajszymi rewelacjami w sprawie świstoklików. Po prostu pójdę i zobaczę co planuje ten młody Ślizgon.

S.

Wspierający kres głupiego machania różdżkami od piętnastu lat


Od: Minnie

Do: Złodziej

DW: Trójka profesorów

Temat: Re[2]: Agenda Dyskusyjna

Przyznam, że sama jestem ciekawa. Zdecydowanie on coś planuje. Przypuszczam, że panna Weasley wie o co chodzi, była nieprzytomna cała pierwszą lekcję.

Severusie, przypominam Ci, że Harry, niezależnie od jego czynów, jest wciąż w Gryffindorze. W związku z tym jest mój.

Minnie

*ostrzegawczy syk*


Od: Albus

Do: Severus i Minerva

DW: Pomona i Filios

Temat: Re[3]: Agenda Dyskusyjna

Minervo, uważam, że masz rację pisząc, że panna Weasley wie, co się wydarzy. Wydaje mi się, że Harry powiedział to jej i pannie Granger podczas śniadania.

Jestem też pewien, że Severus nie stara się ukraść Harry'ego. Zwraca jedynie uwagę, że ostatnio chłopak uwalnia więcej ze swoich ślizgońskich umiejętności.

Z niecierpliwością czekam na lunch z Ministrem Knotem. Uważam, że będzie nadzwyczaj kształcący. Dla wszystkich obecnych.

Albus

Przewodniczący Wizengamotu i Sekretarz Międzynarodowej Konfederacji Czarodziejów


Od: Tonks

Do: Harry

Temat: W drodze

Harry, właśnie wychodzimy.

Aha, a Charlie i ja stajemy się sobie coraz bliżsi. Czemu?

N.


Od: Harry James Potter

Do: Lord Voldemort

Temat: Dołączenie

Mój Panie,

wysłałem Mmaila opisującego moje zdolności do Twojego robaka.

Mam nadzieję na rychły kontakt

Harry


Od: Voldemort

Do: Robak

Temat: Harry

Robaku! Potter wysłał ci list. Przeczytaj i natychmiast wyślij zawartość. Ten głupiec dołaczy do naszych sił. Jak tylko przybędzie, zabijemy go.

L.V.

Zwycięstwo lub Śmierć


Harry uśmiechnął się, widząc jak Syriusz, jako Łapa, oraz Remus wchodzą do Pokoju Życzeń. Na widok Harry'ego Syriusz zmienił się w człowieka. Harry podszedł i uściskał obu mężczyzn.

- Cieszę się, że udało wam się przyjść.

- Jesteśmy zadowoleni, że możemy tu być – odparł Remus z uśmiechem. – Czemu dokładnie zawdzięczamy ten zaszczyt?

Harry uśmiechnął się niewinnie.

- Czyżbym nie mógł już zobaczyć się z moim ulubionym chrzestnym oraz nauczycielem?

Ich rozmowa została przerwana przez wejście Hermiony i Ginny.

- Hej – uśmiechnęła się Ginny, całując swojego chłopaka w policzek.

- Hoho – uśmiechnął się Syriusz. – Założę się, że nie tylko to całuje – zażartował, mając nadzieję ją zawstydzić. Pamiętał jak łatwo było to zrobić, gdy był młodsza, a to była idealna okazja.

Harry zrobił szybki krok naprzód, stając między Syriuszem i Ginny.

- Naprawdę wolałbym, żebyś tego nie robił – stwierdził, potrząsając lekko głową. – Niedługo tego pożałujesz.

- Słucham? – nie mógł uwierzyć Syriusz.

- Pozwól, że opowiem ci, co moja wspaniała dziewczyna zrobiła z Draco Malfoy'em – zaproponował Harry, starając się odsunąć swojego chrzestnego od Ginny.


Knot wtargnął przez główne drzwi Hogwartu w sposób, który tylko jemu wydawał się majestatyczny. Tonks i dwaj pozostali aurorzy podążali za nim, ukrywając uśmiechy.

- Ministrze Knot – zawołała McGonagall, udając zaskoczenie. – Czym Hogwart może panu służyć?

- Przybyłem, by zobaczyć się z Dumbledorem – warknął, starając się być tak onieśmielającym, jak to tylko możliwe.

Surowa nauczycielka uniosła jedną brew. Wyraźnie nie zrobiło to na niej wrażenia.

- Jeśli pozwoli pan ze mną, dyrektor jest w tej chwili na spotkaniu AD.

- AD? – wykrzyknął Knot, spiesząc za wysoką nauczycielką.

McGonagall zdusiła uśmieszek i przyspieszyła lekko, zmuszając ministra by truchtał za nią, chcąc dotrzymać jej kroku.

- Nie tylko zdaje sobie z tego sprawę, ale wręcz do tego zachęca? Zmuszę go z tego powodu do rezygnacji!

Profesor Dumbledore zaklął drzwi do Pokoju Życzeń, by przez krótki czas zachowywały się jak normalne wejście. McGonagall otworzyła je i weszła do pokoju. Wyglądał jak wiktoriańska jadalnia. Długi mahoniowy stół otaczały krzesła, na których siedzieli główni nauczyciele Hogwartu, Harry, Ginny i Hermiona.

- Ministrze Knot – zawołał Harry z radością, podnosząc się z krzesła. – Co za miła niespodzianka. Czy dołączy pan do nas podczas spotkania AD?

- Co? – wydusił Knot.

- AD – powtórzył Harry. – Agenda Dyskusyjna. Profesor Dumbledore uznał, że uczniowie ze wszystkich domów odniosą wiele korzyści, jeśli będą mogli spotkać się z nauczycielami i omówić sprawy szkoły. Możemy zaprosić jednego gościa, więc pozwoliłem sobie na przyprowadzenie profesora Lupina. Jesteśmy bardzo szczęśliwi, że przybył pan właśnie, gdy wypada nasza kolej. Proszę, czy dołączy pan do nas?

Knot zagapił się na niego, na przemian otwierając i zamykając usta. Próbował pojąć jak to możliwe, że nie istnieje żadna Armia Dumbledore'a, a on został wyprowadzony w pole.

- W rzeczy samej Korneliuszu – dodał Dumbledore, również wstając. – Przyłącz się do nas – zaprosił. Następnie machnął różdżką i wyczarował krzesła dla nowych gości.

Lunch okazał się sukcesem. Przy stole trwała ożywiona i inteligentna dyskusja. Każdy z nauczycieli pomyślał, że warto byłoby kontynuować te spotkania.

- Przepraszam – powiedział w pewnym momencie Harry, udając zawstydzenie. Wyciągnął różdżkę i sprawdził Mmaila. Uśmiechnął się, widząc zawartość.

- Proszę mi powiedzieć, panie Ministrze. Co pan myśli na temat Syriusza Blacka?

Syriusz siedział w swojej psiej formie pod biurkiem, karmiony resztkami z talerza Hermiony. Ginny z premedytacją ignorowała jego skomlenie o resztki z jej talerza.

- Obrzydliwy przestępca. Hańba dla całego czarodziejskiego świata.

Syriusz usiadł i groźnie zawarczał.

Knot spojrzał na psa, który nagle wyłonił się spod stołu i uśmiechnął w duchu. Oto wreszcie okazja, by narzucić swój autorytet i przypomnieć wszystkim kto tu rządzi.

- Ten kundel nie ma obroży ani żadnych magicznych ograniczeń – orzekł pompatycznie.

Syriusz warknął ponownie. Nienawiść do mężczyzny, który go uwięził, całkowicie przesłoniła rozsądek. Rzucił się na niego. W ostatniej chwili powstrzymał go Harry.

Snepe wywrócił oczami. Czuł, że to nie skończy się za dobrze.

- Muszę domagać się, by ten niebezpieczny kundel został uśpiony – zawołał Knot, jego twarz błyszczała ze strachu. Zdołał dostrzec podobieństwo psa do Ponuraka.

- Ty – wskazał na aurora stojącego obok Tonks. – Zabierz kundla natychmiast do Departamentu Magicznych Zwierząt.

Harry zamarł i spojrzał na Dumbledore'a, który wydawał się przytłoczony. Technicznie rzecz biorąc Knot miał rację. Zwierzęca forma Syriusza nie była zarejestrowana ani nie posiadała magicznych ograniczników, a biorąc pod uwagę jego rozmiary i obecność w Hogwarcie oznaczało to, że zwierzę jest w jakiś sposób magiczne, a przez to niebezpieczne.

- Nie! – zawołała Ginny, rzucając się naprzód i kryjąc twarz w futrze na karku psa. – Nie mój Wąchacz.

Rudowłosa dziewczyna uniosła wzrok na Ministra Magii, a w oczach błyszczały jej łzy.

- Nie może pan go zabić, proszę pana, po prostu nie może. On po prostu jest trochę nadopiekuńczy wobec mnie i mojego chłopaka. On naprawdę jest dobrym pieskiem. Po prostu teraz jest złym pieskiem.

Czarodziejka spojrzała w dół i mocno uderzyła psa w nos.

- Zły Wąchacz! Zły piesek!

Syriusz zapiszczał, częściowo by dobrze odegrać swoją rolę, a częściowo dlatego, że dziewczyna nie powstrzymywała się podczas uderzenia.

Remus Lupin zakrztusił się, desperacko usiłując powstrzymać histeryczny śmiech. Harry zapowiedział Syriuszowi co go czeka, a teraz animag musiał spłacić dług.

Piątka nauczycieli również usiłowała ukryć śmiech, choć nie wszystkim się to udawało. McGonagall zapewne bawiła się najlepiej, wciąż pamiętając ten wieczór, kiedy Syriusz wypił za dużo piwa kremowego.

Ginny zakończyła karę i poklepała psa po biodrze.

Syriusz całkowicie zatracił się w psiej formie. Pomachał z animuszem ogonem, po czym nachylił, by się polizać, jednak w porę zorientował się, co robi. Zapewne by się zarumienił, gdyby tylko pies mógł to zrobić.

Ginny spojrzała na ministra szeroko otwartymi oczami. Postarała się, by jej głos brzmiał nieco wyżej niż normalnie:

- Proszę nie krzywdzić mojego małego, puchatego, przytulanego Wąchaczka-sraczka. Chciałam mu wykupić licencję, naprawdę, ale nie było mnie stać. Znalazłam go w Hogsmeade jako szczeniaczka, gdy bardzo tęskniłam za domem. Byłam taka samotna, a on podszedł do mnie i polizał mnie po twarzy. Był taki słodziutki i miły, taki niewinny mały szczeniaczek, ciągle siusiał w domu. Starałam się go wytresować, ale on oczywiście jest tylko zwykłym psem, bo całe lata zajęło mi nauczenie go, by nie kupkał gdzie nie powinien i nie gryzł moich butów. Ale ja go kocham! Zawsze mnie pocieszał, kiedy płakałam, karmię go resztkami ze stołu, i jego język łaskocze, i rzadko miewa pchły, ale czasem ma gazy i one naprawdę śmierdzą, i jest moim najlepszym przyjacielem. Proszę go nie krzywdzić, proszę pana, proszę.

Knot skupił się, starając się zrozumieć jakim cudem dziewczyna zdołała powiedzieć to wszystko bez brania oddechu. Harry był cały czerwony, desperacko starając się kontrolować niemal bolesną potrzebę wybuchnięcia śmiechem. Hermiona uderzała głową w stół, starając się z całych sił powstrzymać śmiech. Snape, w nagłym uderzeniu geniuszu, rzucił zaklęcie wyciszające na nauczycieli i Remusa. Za ministrem włosy Tonks przybierały na przemian wszystkie kolory tęczy, gdy metamorfomag starała się powstrzymać śmiech.

- Od dawna oszczędzam moje kieszonkowe, proszę pana – mówiła dalej Ginny, głaszcząc Syriusza po brzuchu, co sprawiło, że pies położył się na plecach z wszystkimi czterema łapami w powietrzu. – Naprawdę chcę go zarejestrować. Chciałam poprosić wujka Remusa, bo ja jestem jeszcze w szkole i w ogóle. Nie jestem tylko pewna czy go wysterylizuję.

Syriusz zapiszczał żałośnie, ale nie chciał się ruszać spod jej magicznych palców.

Snape zamarł bez ruchu, obserwując zemstę za wszystkie psoty Syriusza. Przywołał wszystkie umiejętności, zyskane twarzą w twarz z Voldemortem, by nie paść w parkosyzmach śmiechu. By wspomóc samokontrolę skandował pod nosem na okrągło jedną frazę: „Powinna być w Slytherinie… Powinna być w Slytherinie…"

Pisk okazał się dla Remusa kroplą, która przelała czarę. Nagle poczuł nieodpartą potrzebę poprawienia sznurówek. Pochylił się, a gdy zniknął z widoku zwinął się w kłębek i wydał z siebie histeryczny rechot.

- Myślałam, żeby oddać go na jakiś czas jako samca rozpłodowego. Jest takim dużym psem z dobrymi genami, że na pewno ktoś by go chciał. Mógłby na siebie zarobić. Co pan myśli?

Knot zorientował się, że nie może oderwać wzroku od oczu dziewczyny, które wydawały się płonąć.

- Eeee – zaczął. – Myślę, że najbezpieczniej…

- Och – przerwała Ginny. – Ma pan rację. Uczyli nas ostatnio w szkole, że nie ma czegoś takiego jak bezpieczny seks. Trzeba mu je uciąć.

Filius Flitwick ześliznął się z krzesła i dołączył do Remusa na podłodze. Przez chwilę podziwiał zaklęcie Snape'a, które pozwalało mu zachować całkowitą ciszę, jednocześnie umożliwiając usłyszenie tego, co dzieje się wokół, zanim wreszcie poddał się ogarniającej go wesołości.

Pomona Sprout pochyliła się nad stołem, co pozwoliło jej na ukrycie twarzy w długich włosach. Kołysała się w tył i w przód, a po twarzy spływały jej łzy śmiechu.

Severus Snape siedział jak wmurowany na swoim miejscu, absolutnie bez ruchu.

Minerva McGonagall miała do dyspozycji lata doświadczeń w radzeniu sobie z Huncwotami i bliźniakami Weasley'ami, więc na pierwszy rzut oka była całkowicie opanowana. Zdradzały ją jedynie drgające kąciki ust.

Albus Dumbledore wydawał się nieporuszony. Jedyną różnicę można było zaobserwować w jego oczach, które rzucały ogniki na rekordowym poziomie.

Tonks poddała się i usiadła pod ścianą ściskając kolana. W takiej samej pozycji siedzieli pozostali aurorzy, ostrożnie dobrani ze względu na swoją znajomość historii Syriusza Blacka.

- Ale – kontynuowała Ginny, sięgając po różdżkę – nie stać mnie na zapłacenie za to, więc się uczyłam.

Transmutowała parę leżących na stole noży w wielkie nożyce ogrodowe z błyszczącymi czerwonymi ostrzami.

- Proszę zobaczyć, kastrują tak samo dobrze jak tną – ogłosiła z dumą, pokazując narzędzie Ministrwi Magii.

Knot rzucił tylko okiem i odruchowo złapał się za krocze, żeby upewnić się, że wszystko jest na swoim miejscu.

Syriusz, czując ostrza, usiłował się odsunąć, ale Ginny zdecydowanie go przytrzymała, prezentując zdumiewającą siłę.

- Ale będę musiała być ostrożna, bo inaczej mogę uciąć więcej niż jego jądra.

Syriusz zemdlał. Usłyszał więcej, niż mógł znieść.

- O, widzi pan – zawołała Ginny. – Poszedł sobie spać, mogę już to zrobić. Pomoże mi pan?

Knot przełknął mocno ślinę i energicznie potrząsną głową.

- Nie. Nie, wszystko w porządku, panno Weasley. Przypomniałem sobie jednak, że jestem pilnie potrzebny w moim biurze. Proszę go zarejestrować i zapomnimy o sprawie, obiecuję.

Minister rzucił jeszcze okiem na zwiniętego w kłębek psa i wybiegł, nie chcąc widzieć tego, co planowała dziewczyna. Aurorzy, po kilku chwilach, które zajęło im doprowadzenie się do stanu używalności, podążyli za nim, uśmiechając się do Ginny w podzięce za możliwość oglądania takiego widowiska.

Syriusz obudził się i poczuł ulgę, widząc że Ginny transmutowała nożyce z powrotem w sztućce.

- Przykro mi – powiedziała Ginny z żalem wypisanym na twarzy. – Ale Knot nalegał, żebym dokończyła robotę.

Oczy Syriusza rozszerzyły się tak bardzo jak to tylko możliwe w przypadku psa i, pomimo wytrzymałości nabytej przez lata spędzone w Azkabanie, zemdlał ponownie.

Dumbledore osunął się na najbliższe krzesło i po raz pierwszy od wielu, wielu lat zaniósł się histerycznym śmiechem. Widok psiej mordki Syriusza, gdy Ginny kłamała mu w żywe oczy, będzie czymś co pozostanie w jego pamięci do śmierci.

Animag ponownie się ocknął i ujrzał pokój zanoszący się histerycznym śmiechem. Transformował się z powrotem do ludzkiej postaci i złapał za krocze. Dopiero wtedy zrozumiał, że padł ofiarą psoty.

Chciał ruszyć w stronę dziewczyny, ale odkrył że, podobnie jak reszta pokoju, nie jest w stanie wykonać ruchu, gdyż Harry zdecydował, że chce być przy Ginny jako pierwszy. Użycie magii nie było w tym wypadku świadome, po prostu chciał się upewnić, że będzie przy Ginny przed wszystkimi innymi.

Przysunął się do niej i uniósł drobną dziewczynę z podłogi, kręcąc nią wokół siebie.

- To było niesamowite – wyznał, jego oczy zdradzały głębokie emocje. – Byłaś rewelacyjna.

Wziął głęboki oddech, starając się uspokoić. Uniósł jedną rękę i delikatnie dotknął jej policzka, żeby mógł spojrzeć jej w oczy.

- Kocham cię, Ginny Weasley – wyznał jej po raz pierwszy, tak szczerze jak tylko był w stanie.

Ginny zatonęła w jego oczach. Zarumieniła się słysząc pochwałę, zdumiała słysząc deklarację. Tymczasem pozostali znów mogli się poruszać, jako że Harry zajęty był czymś innym.

- Harry, naprawdę?

- Z całego serca – wyszeptał, nie siląc się na ozdobniki.

Ginny wspięła się na palce i pocałowała go delikatnie, przelewając w ten pocałunek wszystkie uczucia, jakie żywiła wobec chłopaka o kruczoczarnych włosach.

Remus wstał i patrzył na parę z podziwem, zabarwionym nutką zazdrości. Najpierw James Potter rozkochał w sobie Lilly Evans, w opinii Remusa jedną z najwspanialszych czarownic na całym świecie. A teraz Harry miał tą wspaniałą dziewczynę, która była tak inna od Lilly, ale tak podobna w sile jej uczucia. Zazdrościł Potterom tego talentu do znajdowania swoich drugich połówek tak wcześnie w życiu.

Harry, pomny widowni, nie przeciągał za bardzo pocałunku.

- Panno Weasley – odezwał się Snape. – 20 punktów dla Gryffindoru za szybkie myślenie godne Ślizgona.

- 20 punktów za wzorową transmutację – dodała McGonagall, nie chcąc być gorszą od Snape'a. W końcu te dzieci to jej uczniowie.

Harry przesunął się tak, by stanąć za Ginny i objął ją w pasie. Nie chciał tracić z nią kontaktu w takiej chwili, z czego Ginny była bardzo zadowolona. Nauczyciele, Remus i Hermiona powoli otrząsali się po ataku wesołości. Syriusz wyglądał, jakby nie wiedział czy ma być wdzięczny czy wkurzony, gdy zorientował się jak udanego figla spłatała mu Ginny.

- Na pewno wszyscy zastanawiacie się, co robił tu Knot – odezwał się Harry, decydując się wyjaśnić ostatnie wydarzenia.

Dumbledore, już opanowany, skinął głową. Pozostali nauczyciele z powrotem usiedli.

Harry nie ruszył się z miejsca, za bardzo podobało mu się przytulanie. Miał zacząć wyjaśnienia, gdy nagle rozległ się sygnał przychodzącego Mmaila. Dotknął go różdżką i uśmiechnął się.

- Może jednak odpowiem na wasze pytania, gdy przeczytacie najnowszego Mmaila – stwierdził.

Ku ich zaskoczeniu przed każdym pojawiła się ikonka przychodzącego Mmaila


Od: Prorok Codzienny

Do: Lista Mailingowych Subskrybentów

Temat: Syriusz Black niewinny!

*Prorok Codzienny*

*Syriusz Black Niewinny!*

*Peter Pettigrew żyje!*

Raport Specjalny: Rita Skeeter

Zdumiewająca wiadomość wprost z Ministerstwa Magii: Peter Pettigrew żyje! Wczoraj został wydany w ręce Departamentu Przestrzegania Czarodziejskiego Prawa i natychmiast poddany działaniu Veritaserum. Pettigrew został złapany przez nikogo innego jak Chłopca, Który Przeżył, Harry'ego Pottera. Potter opublikował oświadczenie, w którym stwierdził, że teraz jego rodzice mogą spoczywać w pokoju, po ujęciu ich Strażnika Tajemnicy, który zdradził miejsce ich pobytu Temu, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać piętnaście lat temu.

Informacja jest szokiem dla społeczeństwa, które od dawna wierzyło, że to Syriusz Black był Strażnikiem Tajemnicy i zdrajcą Potterów. Potterowie, Black, Pettigrew i Remus J. Lupin byli przyjaciółmi w Hogwarcie i pozostali nimi po ukończeniu szkoły. Jak twierdzą źródła zbliżone do rodziny, Black (37 l.) miał początkowo zostać Strażnikiem Tajemnicy, ale przekonał Potterów do wyboru Pettigrewa, gdyż Black byłby zbyt oczywistym wyborem.

W Sali Sądowej nr 1 Ministerstwa Magii Amelia Bones przewodniczyła nadzwyczajnej sesji sądu, by skazać Petera Pettigrew za współudział w morderstwie Jamesa i Lilly Potterów, jak również zamordowanie dwunastu mugoli. Został skazany na pocałunek dementora w Azkabanie z rygorem natychmiastowej wykonalności. Aurorzy przetransportowali go na natychmiastowe wykonanie wyroku.

W uzasadnieniu wyroku sędzia Bones powiedziała Pettigrewowi:

- Jesteś obrzydliwym osobnikiem, który pomógł w zrujnowaniu niezliczonych ludzkich żyć. Jesteś osobiście odpowiedzialny za przestępstwa, które przytłoczyłyby poczuciem winy każdą normalną osobę. Sąd uznaje cię winnym wszystkich zarzucanych czynów i skazuje na pocałunek dementora z rygorem natychmiastowej wykonalności.

Sędzia Bones powiedziała też:

- Co do Syriusza Blacka, uznaję go niewinnym wszystkich zarzucanych mu czynów i niniejszym deklaruję, że może spokojnie kontynuować swoje życie, bez jakiejkolwiek skazy w jego aktach. Odszkodowanie za lata niesłusznego uwięzienia zostanie przyznane w późniejszym terminie.

1 listopada 1981 roku, dzień po zabójstwie Potterów przez Tego, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać, Syriusz T. Black został oskarżony o morderstwo Petera Pettigrew oraz dwunastu mugoli na zatłoczonej londyńskiej ulicy. Mrożący krew w żyłach raport DPCP, stworzony na podstawie zeznań aurorów przybyłych na miejsce zbrodni, przedstawiał Blacka jako mordercę bez skrupułów, który zabił nie jednego, a trójkę swoich najbliższych przyjaciół. Dedalus Diggle osobiście zeznał, że gdy przybył na miejsce zbrodni, Black śmiał się, podczas gdy aurorzy go zabierali.

Po aresztowaniu Black został zesłany do Azkabanu bez procesu. Spędził w nim dwanaście lat jako więzień. Black uciekł w 1993 roku. Zarówno czarodziejski jak i mugolski rząd zmobilizowały wszystkie środki w pościgu za zbiegiem. Nigdy nie został odnaleziony.

Auror Kingsley Shacklebolt powiedział reporterowi „Proroka" od razu po procesie:

- Schwytanie Pettigrewa zostało w całości zaaranżowane przez Harry'ego. Bez jego pomocy wymierzenie sprawiedliwości mogłoby potrwać jeszcze wiele lat.

Shacklebolt kierował poszukiwaniami Syriusza Blacka.

- Nigdy nie wierzyłem, że Syriusz jest winny – zapewnia. – Znałem pana Blacka odkąd graliśmy razem w drużynie Gryffindoru. W tej sprawie nie pracowałem by odnaleźć Syriusza, a by udowodnić jego niewinność.

Anonimowe źródło z Ministerstwa twierdzi, że Black jest częścią tajnej organizacji walczącej z Sami Wiecie Kim. Interesująca informacja, biorąc pod uwagę, że większość z nas wierzyła, że Black jest Śmierciożercą. Do czasu opublikowania artykułu nie byliśmy w stanie skontaktować się ze świeżo ułaskawionym czarodziejem.

Rita Skeeter


W miarę jak wszyscy kończyli czytać artykuł, w Pokoju Życzeń zapadła pełna zdumienia cisza.

- Zrobiłeś to! – pisnęła Ginny, obracając się, by móc pocałować swojego chłopaka. – Zrobiłeś to! – podskakiwała jak szalona, zdając sobie sprawę jak wiele znaczy to dla Harry'ego i Syriusza.

Syriusz Black nie mógł oderwać oczu od iluzorycznego wyobrażenia Mmaila, który oznajmiał jego uwolnienie. Nie mógł w to uwierzyć. Remus delikatnie położył rękę na ramieniu przyjaciela i uśmiechnął się.

- Gratulacje Syriuszu.

- Remusie, może zabierzesz go do mojego biura – zaproponował Dumbledore. – W biurku mam odrobinę ognistej whisky. Syriusz wygląda, jakby potrzebował kielicha. Hasło to „W sprawie Harry'ego".

Wilkołak skinął głową i poprowadził niezarejestrowanego animaga w stronę drzwi.

- Wysłałeś Pettigrewowi jeden z twoich świstoklików-załączników? – spytał Dumbledore, patrząc na Harry'ego z rozbawieniem.

- Tak – odparł Harry. – Hermiona i Ginny odkryły zaklęcia i sposób na załączenie go w Mmailu.

Hermiona uśmiechnęła się lekko. Łzy spowodowane atakiem śmiechu już obeschły. To było typowe dla Harry'ego, żeby wychwalać zasługi wszystkich innych, tak jakby jego były pomijalne. Chciała, żeby Ron też mógł się nimi cieszyć, ale wiedziała, że nie w tym wypadku. Bardzo go kochała, ale wiedziała, że musi zmusić go, by zmienił nastawienie do pewnych spraw. Nie mogła zgodzić się na spędzenie reszty życia z kimś, kto jednocześnie był hipokrytą i osobą o wąskich horyzontach. Miał wiele wspaniałych cech, które podziwiała, ale jego widzenie świata tylko przez pryzmat czerwieni Gryffindoru, choć wystarczające, gdy była młodsza, teraz stawało się obciążeniem.

- Skąd miałeś adres Pettigrewa? – Snape był pierwszym, który zadał to pytanie na głos.

- Podał mi go Voldemort, razem z zaproszeniem do grona jego sługusów.

- A ty sprowadziłeś tu Knota, żeby nie przeszkadzał pani Bones?

- Mniej więcej – zgodził się Harry. – Pomyślałem, że biorąc pod uwagę funkcjonowanie Ministerstwa, jeśli uda nam się go osądzić i skazać, zanim ktoś będzie mógł użyć swoich wpływów, będzie znacznie lepiej dla wszystkich. Jedyna osoba, która mogła to powstrzymać to Knot, a on na szczęście był daleko.

- No cóż – uśmiechnął się z dumą Dumbledore. – Wydaje mi się, że powinniśmy ci pogratulować, ale jednocześnie zwiększyć czujność, bo Voldemort na pewno nie przyjmie tego z całkowitym spokojem.


Od: Hermiona Granger

Do: Fleur Delacour, Penelope Clearwater, Nymphadora Tonks, Katie Bell, Angelina Johnson

DW: Ginny Weasley

Temat: P.U.N.K.T

Drogie Panie,

uznałam, że powinnam przybliżyć Wam zachowanie tych nadgorliwych palantów, w których wszystkie wydajemy się być zakochane. Starałam się odkryć lekarstwo na tę przypadłość, ale wydaje mi się, że takowe nie istnieje ;-)

Wygląda na to, że chłopaki Weasley'owie, niewystarczająco usatysfakcjonowani doprowadzeniem do rozpadu dwóch związków Ginny, zdecydowali zniszczyć także trzeci, niezależnie od faktu, że Ginny jest po uszy zakochana w swoim nowym chłopaku, znanym nam skądinąd Harrym Potterze.

Jak na razie sprawili, że Harry pojawił się na środku Wielkiej Sali odziany jedynie w ręcznik, co miało stanowić ostrzeżenie, by ją zostawił.

Jak na razie wygląda, że Harry radzi sobie bardzo dobrze, ale nie w tym rzecz. Jeśli wasi chłopcy choć trochę przypominają Rona, to ich zachowanie trąci hipokryzją w najwyższym stopniu.

Biorąc to pod uwagę proponuję stworzenie Przymierza dla Uwolnienia od Nadgorliwych Krępujących Tumanów.

Wydaje mi się, że wszystkie będziemy potrzebowały wsparcia, jakie możemy dać sobie nawzajem.

Zaczęłam otrzymywać pewne wskazówki co do psoty, jaką Harry planuje na Tumanach w ramach zemsty i myślę, że możemy załapać się na miejsca w pierwszym rzędzie, jeśli zaoferujemy mu swoją pomoc.

Hermiona.


Od: Fleur Delacour

Do: Członkinie P.U.N.K.T.

Załącznik: Biblia

Temat: Re: P.U.N.K.T

Drogie Panie,

zgadzam się z Hermioną w całej rozciągłości. Nie miałam pojęcia, że Bill bierze udział w takich przedsięwzięciach poniżej wszelkiej krytyki.

Zdecydowałam, że dopóki jego nastawienie się nie zmieni, straci pewne przywileje.

Absolutnie nie mam nic przeciwko pomaganiu Harry'emu, to taki miły chłopak.

W załączniku Biblia Wili – podarunek dla moich nowych sióstr. Wydaje mi się, że kiedy będzie po wszystkim będziecie miały dużo radości wykorzystując jej zawartość.

F.


Od: Penelopa

Do: Członkinie P.U.N.K.T.

Temat: Re: Re: P.U.N.K.T

Zapisuję się. Myślałam, ze Percy wyczerpał swój limit kretyńskiego zachowania w zeszłym roku, kiedy nie chciał uwierzyć Harry'emu. To zaszło za daleko.

Zgadzam się z Fleur. Percy też jest odcięty.

P.C.


Od: Tonks

Do: Członkinie P.U.N.K.T.

Temat: Re: Re: Re: P.U.N.K.T

Też w to wchodzę. Chociaż coraz bardziej zakochuję się w Charliem, uważam, że można by go odrobinę przytemperować.

Muszę zwrócić Waszą uwagę, że Harry tak naprawdę wcale nie potrzebuje naszej pomocy, żeby sobie z nimi poradzić.

Czytałyście co dzisiaj zrobił? Uwolnił swojego chrzestnego i pojmał prawą rękę Voldemorta w czasie jednej akcji. Jeśli jednak zacznie swoją psotę to powinna być ona niezła, więc jeśli pomoc ma nam zapewnić miejsca w pierwszym rzędzie to jestem cała sobą za.

Tonks


Od: Katie i Angelina

Do: Cały P.U.N.K.T

Temat: My też

Ano, my też dołączymy. Fred i George doświadczą nieco celibatu. Dobry pomysł Hermiono, ale naprawdę musimy kiedyś porozmawiać z Tobą na temat nadawania nazw.

K&A


- Dziękuję – powiedział Syriusz z uczuciem, ściskając Harry'ego. Kilka kolejek ognistej whisky i spacer przez Hogsmeade we własnej osobie przekonały go, że to prawda. Wreszcie jest wolny.

Harry uśmiechnął się z zadowoleniem.

Szli w stronę Wrzeszczącej Chty na pierwszą lekcję teleportacji, jako że miejsce to znajdowało się tuż za antyteleportacyjnymi osłonami Hogwartu.

- No dobrze, Harry – powiedział Syriusz poważnym, nauczycielskim tonem, który przetrwał jedynie pięć sekund, po których Harry mocno go odepchnął.

Padając, Syriusz zmienił się w psa i skoczył na Harry'ego, wywracając chłopaka. Energicznie polizał go po twarzy, śliniąc się tak mocno, jak to możliwe.

- Bleee – krzyknął Harry. – Siad, albo powiem Ginny.

Syriusz zeskoczył z niego i zmienił się z powrotem w człowieka, patrząc krzywo na chrześniaka.

- Chowasz się za jej spódniczką?

- Jasne – odparł Harry z zawadiackim uśmiechem. – Mam stamtąd świetny widok na jej tyłeczek.

Syriusz parsknął śmiechem.

- Wygląda na to, że zakochałeś się w dziewczynie o ognistym temperamencie.

Harry potaknął.

- Wiem, jest niesamowita.

- Dobra, wracamy do teleportacji. Powinienem wyłożyć ci mnóstwo teorii jak to wszystko działa, ale znasz mnie. Nie mógłbym przestrzegać zasad, nawet gdyby polegały na rysowaniu prostej linii.

Harry roześmiał się i skinął głową.

- Chcę, żebyś zrobił coś w miarę prostego. Wszystko co musisz zrobić to wyobrazić sobie, jak najdokładniej, cel, którym w tym wypadku będzie ten róg. Potem otwórz swój umysł i popchnij się tam. To uczucie jest przeciwieństwem świstoklika. Świstoklik łapie cię za żołądek i ciągnie. Tutaj pcha cię twoja magia, więc przypomina to wielki materac pchający cię w plecy.

Syriusz stanął koło Harry'ego.

Najpierw patrz na mnie.

Ułamek sekundy później Syriusz stał po drugiej stronie pokoju odwrócony w drugą stronę.

- Widzisz, to proste.

Harry skinął głowę i wziął głęboki wdech. Nagle poczuł nerwy.

- Nie martw się – zawołał Syriusz z drugiego końca pokoju. – Fred i George to potrafią, więc nie może to być takie trudne, nie?

Harry roześmiał się i potaknął. Skupił się na narożniku i usiłował otworzyć umysł.

- O właśnie – głos Syriusz popłynął przez pokój. – A teraz przepchnij się tam.

Harry spróbował. Czuł, jak jego magia wzrasta, starając się przyjść mu z pomocą, ale nie potrafił jej wyzwolić.

Syriusz odczekał chwilę i postanowił pomóc. Tak cicho jak potrafił aportował za Harry'ego i krzyknął:

- BU!

Harry podskoczył i obrócił się błyskawicznie.

- SYRIUSZ – krzyknął. – Co to, cholera, miało znaczyć?

Syriusz patrzył na niego z samozadowoleniem.

- Widzisz gdzie jesteś?

Harry rozejrzał się i zorientował, że stoi w rogu.

- Zrobiłem to? – spytał niepewnie.

- Ano – przyznał Syriusz, z niemal ojcowską dumą wypisaną na twarzy. – Teraz zobaczmy czy uda ci się wrócić bez mojego straszenia.

Harry skinął głową i zrobił jak mu kazano. Pojawił się obok Syriusza z głośnym pyknięciem.

- Świetnie – stwierdził jego chrzestny. – Teraz chciałbym, żebyś zrobił to jeszcze raz, ale postaraj się zredukować hałas. Wiem, że bliźniacy robią go mnóstwo, ale oni chcą robić zamieszanie. Ty będziesz chciał poruszać się tak cicho, jak to możliwe. Ten hałas przy twoim pojawieniu powoduje gwałtownie przemieszczające się powietrze. Jeśli postarasz się pojawić trochę wolniej, powinieneś dać radę.

Harry skinął głową i ponownie się skoncentrował. Kiedy jego magia wiedziała o co chodzi, było to o wiele łatwiejsze. Uczucie było znacznie lepsze niż w przypadku świstoklika. Czuł, jakby to on wszystko kontrolował. Zniknął i pojawił się za Syriuszem tak wolno, jak to możliwe. Z uśmiechem krzyknął:

- BU!

Syriusz podskoczył i spojrzał na Hary'ego spode łba. Ten odpowiedział mu niewinnym spojrzeniem.

- Dobra – warknął Syirusz. – Wygląda na to, ze opanowałeś krótkie dystanse. Co powiesz na teleportację do Little Whinging?

- Dobra – zgodził się Harry z ochotą. – Park?

- OK. – zgodził się Syriusz i deportował, pozostawiając Harry'ego, by ten sam sobie poradził.

Zielonooki chłopak uśmiechnął się i również zniknął.

Zamiast od razu pojawić się u celu, zatrzymał się, by rozejrzeć się wokół. Było nadzwyczaj szaro. Widział promienie światła przemykające wokół niego. Uznał, że to inny teleportujący się czarodzieje.

W pewnej odległości ujrzał coś wyglądającego jak ściana i ruszył w tamtym kierunku.

Znalazł się tam w jednej chwili. Dystans w próżni nie miał znaczenia. Przyjrzał się ścianie z ciekawością. To co wziął za solidną płaszczyznę okazało się wirującą w szybkim tempie półkolistą sferą magii, która zdawała się pokrywać znaczny obszar.

Kiedy się przyglądał, dojrzał małe dziurki błyszczące w osłonie, jakby całość wykonana była z wielu warstw magii, obracających się wokół centralnego punktu z rozmaitym tempie.

Harry wiedział, że to co zamierza zrobić jest niezwykle głupie, ale nie mógł się powstrzymać. Przyjrzał sie wzorom wirującym na osłonie i przesunął się w miejsce, w którym miał pojawić się otwór. Zgrał to idealnie w czasie i zdołał przedostać się przez osłonę.

Milisekundę później pojawił się w biurze profesora Dumbledore.

Dumbledroe siedział w wielkim krześle z nogami na biurku. Zdjął buty, ale miał na sobie skarpetki, z których Zgredek byłby dumny. W dłoni trzymał raport jednego z członków Zakonu.

Albus nagle poczuł, że ktoś jest w jego gabinecie i zerwał się na równe nogi z różdżką wycelowaną w intruza. Z tego co wiedział nikt nie powinien się tak po prostu tu znaleźć.

- Harry – powiedział, opadając z powrotem na krzesło. – To nieładnie tak straszyć starego człowieka. Nie powinieneś być z Syriuszem?

Harry zarumienił się.

- Przepraszam pana. Teleportowałem się z Łapą, ale zatrzymałem się, by rozejrzeć się w próżni. Zobaczyłem tą wielką osłonę, więc chciałem się bliżej przyjrzeć. Byłem ciekawy, więc kiedy dostrzegłem wzór w pojawiających się dziurach, przeskoczyłem przez nie. Ale wydawało mi się, że nie da się teleportować w Hogwarcie?

Dumbledore popatrzył na chłopaka z namysłem.

- Nie jest to niemożliwe, Harry – wyjaśnił w końcu. – Po prostu przekracza możliwości większości czarodziejów. Może wrócisz do Syriusza? Porozmawiamy o tym później.

Harry skinął głową i zniknął. Tym razem łatwiej było mu przewidzieć pojawienie się otworów.


Od: Albus Dumbledore

Do: Aberforth Dumbledore

Temat: Osłony

Aberforth, staruszku, co u Ciebie?

Czy mógłbyś uczynić mi szybką przysługę i zerknąć na osłony wokół Hogwartu? Właśnie ktoś powiedział mi, ze są w nich dziury.

Albus


Od: Młodszy brat

Do: Starszy brat

Temat: Re: Osłony

Albusie,

u mnie wszystko w porządku. Ludzie wciąż zostawiają mnie w spokoju, myśląc, że jestem szalony. Oczywiście kozy w tym pomogły.

Próbowałeś miśków-żelków? To mugolskie słodycze, które spróbowałem w ostatnich dniach. Bardzo przyjemne.

Zerknąłem na osłony i muszę powiedzieć, że wciąż uznaję je za nasze najwspanialsze dzieło po dziś dzień.

Są nieprzenikalne i nie mogłem znaleźć w nich najmniejszego błędu. Obawiam się, ze ten, kto powiedział Ci o dziurach, jest tak szalony, za jakiego mnie uważają.

Abe


Od: Dumbledore Stary

Do: Dumbledore Młody

Temat: Re[2]: Osłony

Próbowałem miśki-żelki kilka lat temu I muszę przyznać, że w rzeczy samej są bardzo przyjemne. Oczywiście nie tak dobre jak moje cytrynowe dropsy.

Chciałbym, żebyś nie wkładał tyle wysiłku w udawanie szaleńca. Albo nie robił tego w tak dziwny sposób. Popatrz na mnie. Wszyscy myślą, że jestem stuknięty, a i tak darzą mnie szacunkiem.

Co do osłon, właśnie jeden uczeń teleportował się przez nie. Powiedział, że zatrzymał się, by rozejrzeć się w Próżni, ujrzał osłony, znalazł dziurę i przeszedł przez nią.

Albus


Od: Trudno mówić na mnie młody, mam ponad 150 lat

Do: Prastary

Temat: Re: Re[2]: Osłony

Albuisie, to Ty zawsze pragnąłeś szacunku. Ja tylko chciałem spokojnego życia z robieniem za barmana na boku i pomaganiem Ci w razie potrzeby. Wiesz co myślę o Czarodziejskim Świecie. Gdyby ministerstwo miało choć odrobinę rozsądku, nie byłoby całej tej okropnej sprawy z Voldemortem.

Co do tego Twojego ucznia… Czy muszę pisać jak śmiesznie to wszystko brzmi. Byłem już gotowy na ogłoszenie Cię niepoczytalnym i zesłanie do Św. Munga. Ale, biorąc pod uwagę nikłe prawdopodobieństwo, że jednak możesz mieć rację, zdecydowałem się na eksperyment. Deportowałem bez przygotowanego celu.

Wygląda na to, że Twój uczeń miał sporo racji, a Próżnia to bardzo dobry termin. Sugeruję, żebyś kiedyś sam spróbował. W każdym razie spojrzałem na nasze osłony i w rzeczy samej mają drobne dziurki. Podejrzewam, że taka już natura magii. Próbowałem się przez nie przedostać, ale nie dałem rady.

Przyjrzałem się też Ministerstwu Magii i okazało się, że mają tam sporo spartolonej roboty. Zupełnie nie tak dobra jak nasza. Ich dziury są znacznie większe i przy odrobinie wysiłku udało mi się przez nie przedostać.

Albusie, naprawdę nie martwiłbym się o to. Na świecie może istnieć dziesięciu do piętnastu czarodziejów zdolnych, by wejść w Próżnię, trzech (bez Twojego ucznia, mam na myśli Ciebie, mnie i Voldemorta), którzy zdołaliby przebić osłony Ministerstwa i żadnego zdolnego wejść do Hogwartu.

Powiedziałbym, że około połowy czarodziejów, którzy potrafiliby wejść w Próżnię jest po Ciemnej Stronie, ale nie sądzę, żeby któryś na to wpadł. Ja nie wpadłem.

Aha, pogratuluj ode mnie panu Potterowi. Może któregoś wieczoru wpadlibyście do mnie na herbatę? Jestem zainteresowany co jeszcze mógłby zrobić.

Bardzo zaciekawiony Abe


Od: Jestem tylko o rok starszy

Do: Szczawik

Temat: Re[4]: Osłony

Dziękuję, Abe. Doceniam, że poświęciłeś swój czas. Będę zachwycony, mogąc przyprowadzić pana Pottera. Przy okazji gratuluję celnej dedukcji.

Ostatnio zorientowaliśmy się, że, częściowo ze względu na jego wychowanie, Harry nie zdaje sobie sprawy, że pewnych rzeczy nie da się zrobić. Zdołał pojmać Petera Pettigrew używając świstoklika wysłanego w załączniku do Mmaila. Uczenie go jest niesamowicie mobilizujące, bo nieustannie nas zaskakuje.

Co powiesz na piątek o szóstej wieczór? Myślę, że pan Potter aportuje nas obu do Twojego domu.

Albie


- To co ci tyle zajęło? – spytał Syriusz.

- Zatrzymałem się po drodze, żeby się rozejrzeć - odparł radośnie Harry.

- Jak się czujesz.

- W porządku – odpowiedział z uśmiechem Harry.

- No dobra. Czytałeś „Quidditch przez wieki"?

Harry wyglądał na zaskoczonego zmianą tematu.

- Przejrzałem kilka razy.

- OK. – skinął głową Syirusz. To była jedyna książka, którą, jak mu się zdawało, Harry mógł przeczytać, która wspominała o ograniczeniach dotyczących międzynarodowej teleportacji. – To, czego teraz spróbujesz to podwójna teleportacja. Aportujesz nas obu na Isla Español.

- Gdzie to jest? – spytał Harry.

- Nie musisz wiedzieć – uśmiechnął się Syriusz. – Dawaj, podejmiesz wyzwanie?

Harry chwycił Syriusza za rękę. Zniknęli, by pojawić się na piaszczystej plaży.

- Wow – mruknął Syriusz, naprawdę pod wrażeniem. – Dobra robota, mały. Większość czarodziejów nie da rady podróżować za granicę, a co dopiero zabrać kogoś ze sobą. Jak się czujesz?

- Zmęczony – przyznał Harry, ziewając. – Gdzie jesteśmy?

Syriusz uśmiechnął się lekko i poprowadził Harry'ego po plaży w stronę małej jaskini. Wewnątrz znajdowały się pozostałości ognia i mnóstwo ptasich szczątków. Harry przyglądał się temu z szeroko otwartymi oczami. Obrócił się do chrzestnego.

- Tutaj byłeś?

Syriusz skinął głową z nietypowo poważną miną.

- Nigdy nie mówiłeś mi dokładnie co się stało – dopytywał się Harry. Za pomocą różdżki wyczarował ogień i dwa wygodne krzesła.

Syriusz uśmiechnął się i usiadł. Spojrzał w stronę plaży, ponownie zachwycając się 25-metrwoymi rozbryzgami fal.

- Kiedy Bellatriks posłała mnie w stronę zasłony spanikowałem i próbowałem deportować. To uratowało mi życie. Zasłona to brama do czegoś, no cóż, bardzo nieprzyjemnego. Wydaje mi się, że deportowałem w połowie drogi do tego innego świata. To było ekstremalnie trudne, pamiętam, że musiałem zużyć wszystkie siły. Wylądowałem tutaj, nie mam pojęcia jak. Byłem tak zmęczony, że zmieniłem się w Wąchacza i zasnąłem. Kiedy się obudziłem, zapadł zmrok. Próbowałem przemienić się z powrotem, ale nie dałem rady. Mocno mnie to zmartwiło, bo niespecjalnie mi się podobał pomysł spędzenia reszty życia jako pies na wyspie gdzieś na krańcu świata. No i oczywiście wychodziłem z siebie, martwiąc się o jednego mojego chrześniaka.

Syriusz wyczarował dwa drinki i podał jednego Harry'eu.

- Po dwóch miesiącach pobytu tutaj poczułem, że moja magia, ku mojej ogromnej uldze, zaczyna się odbudowywać. Żywiłem się przedrzeźniaczami, salamandrami i resztą lokalnych zwierząt. Nie byo to może najbardziej pożywne, ale utrzymało mnie przy życiu.

Syriusz podniósł się i zaczął przechadzać tam i z powrotem. Wspomnienia wyraźnie były w nim wciąż żywe.

- Minął kolejny miesiąc, zanim zdołałem się zmienić w człowieka. Badałem wyspę jako pies. Bałem się zbliżyć do ludzi jako człowiek. Mój wizerunek terrorysty nie wzbudzał specjalnego zaufania mugoli.

- SYRIUSZ! – przerwał im nagle głośny okrzyk. Złotoskóra kobieta, ubrana w coś co wyglądało jak lekkie poncho i jaskraworóżową spódnicę, pędziła w ich stronę. Harry nie rozumiał języka, w którym mówiła, jednak nietrudno było się domyślić, że przeklinała.

Harry spojrzał na swojego chrzestnego, który zażenowany przebierał nogami. Bosa kobieta w końcu do nich dobiegła i bez chwili wahania wymierzyła piorunujący prawy sierpowy w policzek byłego skazańca.

Syriusz runął na ziemię jak bokser po nokautującym ciosie.

Kobieta, wciąż wściekła, kopnęła w niego piaskiem, nie przestając krzyczeć w tym samym dziwnym języku. Harry przez moment rozważał przyjście chrzestnemu z pomocą, ale uznał, że cokolwiek Syriusz zrobił, zapewne zasłużył na to, co go spotyka.

W końcu kobieta opadła na kolana i pocałowała zamroczonego czarodzieja.

- Ty chrześniak? – spytała Harry'ego w łamanej angielszczyźnie.

- Tak – odparł Harry, kiwając jednocześnie głową.

- Syriusz bardzo cię kocha. O nic inne nie mówi. Obiecuje też kontakt z Juanita. On kłamiąca świnia.

Harry parsknął śmiechem.

- Poznałaś Syriusza, gdy tu przebywał?

- Si. Syriusz był u mnie. Robił dużo bestii z dwoma plecami.

Syriusz zarumienił się po czubki uszu. Szybko rzucił zaklęcie tłumaczące na obu Anglików, pozwalając im mówić po hiszpańsku.

- Przepraszam Juanito – zaczął przepraszać. – Naprawdę chciałem się z tobą skontaktować.

- Wy cholerni czarodzieje – takie mogło być w miarę cenzuralne tłumaczenie jej odpowiedzi.

Syriusz zamarł.

- Wiesz o czarodziejach?

Juanita wywróciła oczami.

- Pojawiasz się znikąd, bez dokumentów, środków utrzymania i mówisz, że jesteś tu od kilku miesięcy. W tym samym czasie znika wielki pies, który terroryzował okoliczną zwierzynę, a pojawia się ponownie tylko, gdy nie ma cię w pobliżu. Podniecasz się, gdy widzisz po raz pierwszy sowę i udało ci się wydostać z tej wyspy, gdy ktoś wysłał ci brudną skarpetkę. Mogę być zwykłą wieśniaczką, ale nie jestem głupia, Syriuszu Black!

- W takim razie Syriusz nie był tu sam przez cały czas? – spytał Harry.

- I nagle mówi po hiszpańsku jak miejscowy? Czarodziej!

Hary skinął głową i zdjął okulary. Przynajmniej wiedział już gdzie się znajduje. Pamiętał jak robił szkolny projekt o Wyspach Galapagos zanim poszedł do Hogwartu.

Spojrzał w oczy kobiety, analizując ją dogłębnie.

Juanita wciągnęła gwałtownie powietrze. W końcu Chłopiec, Który Przeżył przeniósł wzrok na swojego chrzestnego.

Harry czuł pewność siebie Syriusza, już nieraz wcześniej rywalizowali na siłę spojrzeń. Uśmiechnął się pod nosem, Łapa nie zdawał sobie sprawy o ile było to prostrze bez okularów.

Harry uśmiechnął się do kobiety.

- Jest coś, co chcesz wziąć z domu?

- Moja biżuteria – odparła Juanita jak w transie.

- Accio biżuteria Juanity – zawołał skoncentrowany Harry, machając ręką.

- Harry, co ty robisz? – spytał nagle bardzo zdenerwowany Syriusz.

Harry uśmiechnął się do niego, ale nie odpowiedział.

Biżuteria przybyła chwilę później. Harry wstał z krzesła, złapał Syriusza i Juanitę za ręce i przetransportował do rezydencji Blacków przy Grimmauld Place.

- Gdzie ja jestem? – spytała lekko przerażona Juanita.

- W Anglii – wyjaśnił Harry. – Syriusz cię kocha. Nie mógł wrócić do ciebie, jak obiecał, bo wciąż był przestępcą poszukiwanym za zbrodnię, której nie popełnił. Uważał, że lepiej, żebyś o nim zapomniała, niż miała pędzić życie w ukryciu. Dziś po południu został uznany niewinnym i natychmiast popędził, by być blisko ciebie.

To ostatnie było lekką przesadą, ale Harry uznał, że upiecze mu się to.

- Syriuszu, Juanita cię kocha. Meriln jeden wie czemu. Nie zapomniała o tobie, nie miała nikogo innego. Nie ma w domu rodziny i wie o Czarodziejskim Świecie znacznie więcej niż nam powiedziała. Możecie mi później opowiedzieć jak się poznaliście. Na razie stąd spadam.

Z tymi słowami deportował się z powrotem do Hogwartu.


- Kochasz mnie? – spytała Juanita, patrząc na Syriusza. Czarodziej powoli skinął głową.

- Odkąd cię spotkałem – odparł po prostu.

- Dlaczego po mnie nie wróciłeś?

Łzy w jej oczach zraniły go bardziej, niż cokolwiek innego.

- Byłem uciekinierem, połowę czasu spędzałem jako pies. To nie jest życie dla ciebie. Zasługujesz na to, co najlepsze.

- Nie zasługuję, by zdecydować za siebie? Całe życie byłam ekwadorską wieśniaczką, niewiele może być gorsze od tego!

Syriusz przysunął się do niej.

- Przepraszam – wyszeptał.

Złożyła głowę na jego ramieniu.

- Widzę, czemu go kochasz.

Animag otoczył ją ramionami, ciesząc się z ponownego uczucia bliskości..

- Harry jest niesamowity – przyznał. – To on mnie uwolnił.

Juanita odchyliła głowę i powoli go pocałowała.


Harry wrócił do biura Dumbledore'a kompletnie wyczerpany. Błyskawicznie zasnął na kanapie dyrektora. Zasnął tak głęboko, że nie zareagował, gdy profesor wrócił, próbował go obudzić, a następnie wziął się za papierkową robotę.

- Harry?

Chłopak niechętnie otworzył oczy.

- Przepraszam, panie profesorze.

- Musisz coś zjeść – jasnoniebieskie oczy przyglądały mu się z troską.

- Czy przepraszałem już pana za zniszczenie pana biura? – spytał zmęczony Harry.

- Tak – uśmiechnął się Dumbledore. – W tej samej chwili, kiedy wybaczyłeś pomyłki starego człowieka.

- Ale pan nie jest – zaczął Harry odruchowo, ale uśmiechnął się. – Właściwie to jest pan dość stary.

Dubledore roześmiał się.

- Tak czy inaczej przepraszam, że to zrobiłem.

- Nie ma sprawy, Harry. Masz ochotę na przechadzkę do Wielkiej Sali?

- Niespecjalnie – przyznał Harry z rozdzierającym ziewnięciem.

- W takim razie zjemy tutaj.

Harry uśmiechnął się z wdzięcznością.

- Wydaje mi się, że muszę opowiedzieć kilku osobom co robiłem dziś po południu.

- Komu? – spytał dyrektor.

Harry zastanowił się przez moment. Zdecydował się na dodanie profesora Snape'a do listy. Będzie go potrzebował do drugiego etapu planu przeciwko chłopakom Weasley'om, a poza tym nauczyciel zaoferował mu rano zawieszenie broni.

- Ginny, Hermiona, profesor McGonagall i profesor Snape.

Dumbledore skinął głową i użył Fiuu, by zaprosić profesora Snape'a, sugerując jednocześnie, by ten wziął ze sobą eliksir pieprzowy oraz profesor McGonagall która miała przyprowadzić Ginny i Hermionę.

Dwie dziewczyny i opiekunka Gryffindoru przybyły jako pierwsze.

- Harry! – zawołała Ginny, zszokowana na widok swojego wyczerpanego chłopaka. – Co ci się stało?

- Opowiem, kiedy przyjdzie profesor Snape – ziewnął Harry.

Ginny usiadła koło niego i skłoniła, żeby się położył z głową na jej kolanach. Delikatnie głaskała jego włosy, niemal zapominając, że mają towarzystwo.

McGonagall i Hermiona wymieniły delikatne uśmiechy i usiadły.

- Przepraszam za spóźnienie – powiedział Snape, wpadając do pokoju ze zdecydowanie zbyt dużą dawką energii, jak na gust Harry'ego. – Nie miałem gotowego, więc musiałem uwarzyć porcję od początku.

- Dziękuję Severusie – uśmiechnął się Dumbledore i wyczarował mu krzesło.

Snape tylko zerknął na Harry'ego i od razu podał mu eliksir, zgadując, że to dla niego.

- Dzięki – odezwał się Harry, mający trudności z utrzymaniem otwartych oczu. Usiadł i opróżnił butelkę jednym haustem.

Wszyscy mu się przyglądali, oczekując, że lada moment dym zacznie wylatywać z jego uszu, ale nic takiego nie miało miejsca.

- Podziałało? – spytała Hermiona.

- Tak – odparł Hary z uśmiechem. – Nie czuję się już, jakbym musiał spać przez kilka lat. Teraz starczy mi kilka dni.

- Harry – Snape zmarszczył brwi. – Taka ilość eliksiru powinna sprawić, że będziesz skakał po ścianach, jak nieznośny Gryfon.

- E tam – podał to w wątpliwość Harry, jednocześnie machając ręką. Na biurku pojawiło się kilka dużych talerzy z kanapkami i Harry bez chwili wahania zanurkował w jedzenie. W końcu postanowił rozpocząć rozmowę:

- Syriusz się zakochał.

Snape upuścił talerz.

- Co?

- Dokładnie to samo pomyślałem – uśmiechnął się Harry. – Okazuje się, że podczas gdy wszyscy uważali go za zmarłego, stary kundel „robił Bestę z dwoma plecami" z ciekawą mugolką o imieniu Juanita.

- Juanita? – spytał Dumbledore z błyskiem w oku.

- Tak, to całkiem ładna Ekwadorka.

- A skąd ty to wiesz? – zażądała odpowiedzi Hermiona.

Harry wziął głęboki oddech i ujął swoją dziewczynę za rękę.

- Przekonałem Syriusza, żeby nauczył mnie teleportacji.

- Dobry pomysł – wtrąciła Ginny z uśmiechem.

- Dzisiaj po południu omówiliśmy podstawy, a potem powiedział, żebym teleportował nas obu na Wyspy Galapagos przy wybrzeżu Ekwadoru. Tam opowiadał mi co się z nim działo przez tak długi czas. Nagle Juanita pojawiła się i znokautowała go jednym ciosem.

Śmiech wypełnił gabinet. Najgłośniej śmiał się Snape, którego animozja wobec Blacka zmniejszyła się znacznie po wcześniejszej zemście Ginny.

- W każdym razie widziałem, że się kochają, więc przywołałem biżuterię Juanity, a następnie teleportowałem naszą trójkę na Gimmauld Place. Powiedziałem im, ze ciągle się kochają, a następnie deportowałem z powrotem do Hogwartu, zostawiając ich razem.

Harry znowu zaczął się robić śpiący.

- Nie można teleportować się w Hogwarcie – stwierdziła Hermiona.

Harry nie odpowiedział. Zasnął z głową opartą na ramieniu Ginny. Dziewczyna przekręciła się nieco, by jego głowa znowu spoczęła na jej kolanach.

Dwójka nauczycieli i dwójka uczniów automatycznie zwróciła się do Dumbledore'a w poszukiwaniu odpowiedzi. Stary dyrektor usiadł z wesołym błyskiem w oku.

- Stworzenie osłon antyteleportacyjnych jest bardzo trudne. W efekcie trzeba stworzyć permanentną magiczną barierę wokół obszaru, który chcesz chronić. Jak wiecie, magia żyje i nigdy nie trwa w niezmienionym stanie. Z tego co zrozumiałem, Harry teleportował się na dalszą odległość po raz pierwszy w życiu, więc postanowił zatrzymać się w pół drogi i rozejrzeć.

Snape i McGonagall poderwali się zaskoczeniu. Spojrzeli na siebie i skinęli głowami. Zniknęłi, a po kilku chwilach pojawili się tam, gdzie byli wcześniej.

- Widzieliście Próżnię? – spytał Dumbledore z uśmiechem.

- Tak – odparł Snape. – Dobra nazwa. Nigdy nie pomyślałem, żeby się po prostu rozejrzeć. Widziałem osłony, imponujące.

- Widzieliście dziury?

- Tak, ale ledwo, prawie ich nie było.

- Ale właśnie przez nie aportował się Harry.

- Czy Voldemort mógłby to zrobić? – spytał Snape.

- Nie sądzę – odparł radośnie Dumbledore. – Bardzo mało prawdopodobne jest, by w ogóle spróbował. Nam przez lata nie przyszło do głowy nic podobnego. Wątpię, by jemu nagle przyszło.

- To czemu Harry jest taki zmęczony? – spytała Ginny. Podobało jej się, że jej chłopak może się teleportować po Hogwarcie. Widziała sporo potencjalnych korzyści, niektóre miały nawet związek z nauką. Podobało jej się też, że Harry śpi na jej kolanach. Pokazywało to jak bardzo jej ufa.

- Ginny – profesor McGonagall uśmiechnęła się do rudowłosej czarodziejki. – Zwykły czarodziej może teleportować się z łatwością po kraju, może też po Europie. Generalnie im dalej się udajesz, tym bardziej cię to męczy. Harry wziął inną osobę na drugi koniec świata co wymagało fenomenalnych ilości mocy. Następnie sprowadził z powrotem dwójkę ludzi. Będę musiała poważnie porozmawiać z Syriuszem. Nie powinien pozwalać Harry'emu na takie rzeczy. Nie wiem, jak bardzo musi być teraz zmęczony.

Cała piątka spędziła wieczór, omawiając wydarzenia tego dnia, podczas gdy Harry spał tak spokojnie, jak nigdy w życiu. Delikatne palce Ginny trzymały z daleka koszmary.

W końcu Dumbledore wysłał dziewczyny do ich dormitoriów, obiecując, że zabierze Harry'ego do skrzydła szpitalnego, by mógł odespać swoje wyczerpanie.


Od: Bill

Do: Wszyscy bracia

Temat: Plecy mnie bolą

A wiecie czemu mnie bolą?

Bo zeszłą noc spędziłem na pieprzonej kanapie. Moja droga dziewczyna półkrwi wila użyła dwóch języków, by wyrazić swoje niezadowolenie z powodu naszych akcji wobec „kochaniego Harriego".

Nie podoba mi się ta kanapa.

Prponuję, żebyśmy pozwolili Harry'emu chodzić z Ginny.

Bill – nie mam pojęcia co znaczy „comment peut on etre aussi stupide et borné, ça me dépasse!", ale sądząc po wyrazie jej twarzy nie było to nic miłego!


Od: Charlie

Do: Chłopaki Weasley'owie

Temat: Re: Plecy mnie bolą

No cóż, Tonks też wyraziła swoje niezadowolenie. Dodam, że bardzo głośno. Dziewczyna metamorfomag ma pewne zalety, ale jest NIESAMOWICIE upokarzające, gdy zamienia się w mamę, żeby na mnie nakrzyczeć.

Ron, nie mógłbyś trzymać swojej cholernej dziewczyny pod kontrolą?

C.

Draconis dominium


Od: Najmłodszy

Do: Starsi

Temat: Re[2]: Plecy mnie bolą

Ostrzegałem Was przecież, że tak będzie. I nawet nie myślcie o wycofaniu się teraz. To co, jeśli śpicie na kanapie? Ja muszę cierpieć już od kilku dni.

Jesteśmy w tym razem.

Mam pomysł. Może zafundujemy Harry'emu Grupową Pogadankę Weasley'ów?

Ron


Od: Pan P. Weasley

Do: Rodzeństwo

Temat: Re: Re[2]: Plecy mnie bolą

Ja również spędziłem ostatnią noc na kanapie. Penelopa nie pozwoliła mi nawet na wzięcie czystej szaty rano.

Ale Ron ma rację, jesteśmy w tym razem. To tylko drobna przeszkoda.

Co do pomysłu na Grupową Pogadankę Weasley'ów to jako ostatnia ofiara tej techniki, mogę ręczyć za jej skuteczność. Jednak muszę przyznać, że niezależnie od tego, jak przerażający jesteście Wy wszyscy, to właśnie nasza siostra jest najstraszniejsza.

Nie wiem czy zauważyliście, jak świecą jej oczy, kiedy czyś się podnieca. Świeciły, gdy nazwała mnie „świniogłowym niedorozwojem", a ja czułem jak przepalają mnie na wylot. To było niezwykle niepokojące. Obawiam się, że to właśnie Ginny zmusiła mnie do przeanalizowania swoich czynów i przyznania jakim dupkiem się stałem.

Jestem Wam wdzięczny, że zawróciliście mnie z drogi, którą radośnie kroczyłem. Zapomniałem najważniejszej zasady Weasleyów: najpierw Rodzina.

Percy - noc na kanapie skłania do refleksji

Informacje zawarte w tym Mmailu są poufne i mogą nieść za sobą prawne skutki. Są przeznaczone jedynie do wiadomości adresata. Zabroniony jest dostęp do tego Mmaila przez nieupoważnione osoby. Jeśli nie jesteś zamierzonym adresatem, ujawnianie, kopiowanie oraz jakiekolwiek działania lub powstrzymanie się od działań na podstawie zawartych w nim informacji są zakazane i moggą stanowić naruszenie prawa.


Od: Bliźniacy

Do: Niebliźniacy

Temat: Cholera jasna!

Chłopaki, czego potrzebujecie, żeby dać sobie spokój? Ginny jest wystarczająco dorosła, żeb o siebie zadbać. I mówiąc kurde szczerze, Harry jest dla niej najlepszym facetem.

Czy ktoś z Was widział Proroka dziś rano?

Harry złapał Pettigrewa i uwolnił Syriusza Blacka jednego pieprzonego dnia. Musimy Wam przypominać, jak długo Zakon starał się to osiągnąć? Ponad dwadzieścia cholernych lat.

Nie zamierzamy zamykać Harry'ego w pokoju i straszyć go, póki nie zostawi Ginny, tak jak zrobiliśmy to z Percym. To po prostu nie zadziała. Ten gość stał twarzą w twarz z Voldemortem!

Nam też nie podoba się, że zostaliśmy wykopani z łóżek, zwłaszcza, że po raz pierwszy w historii nie chcemy brać w tym udziału.

Aha, Percy, byłeś kretynem, ale to nie znaczy, że przestałeś być naszym bratem

F&G


Od tłumacza: Kapusta i Królowie z maila Syriusza z początku rozdziału to nawiązanie do wiersza „Mors i Stolarz" z powieści Lewisa Carrolla „Alicja po drugiej stronie lustra".

Shack-man" czyli przydomek, który Amelia Bones nadała Kingsley'owi, wywodzi się oczywiście od nazwiska i kojarzy się z Pack-manem, więc został w oryginalnym brzmieniu. Jednak po angielsku jest dwuznaczny, ponieważ „Shack" to wiejska chata, więc „Shack-man" można przetłumaczyć jako „Wieśniak".

P.U.N.K.T. to w oryginale S.P.O.T (Society for Protection from Overbearing Twits). Spot to po angielsku kropka, a rozwinięcie nazwy, w wolnym tłumaczeniu, "Stowarzyszenie dla Ochrony przed Apodyktycznymi Palantami (Durniami)". Starałem się oddać zarówno sens nazwy, jak i skrótu:)

"comment peut on etre aussi stupide et borné, ça me dépasse!", znaczy po francusku "Nie pojmuję, jak ktoś może być tak głupi i ograniczony"