W poszukiwaniu ojca

Jesień 1999

Młody mężczyzna spacerował zamyślony korytarzami Hogwartu. Półtora roku po wielkiej bitwie szukał tu… sam nie wiedział kogo. Dawnych kolegów? Nauczycieli? Ukończył szkołę cztery lata temu, kto mógłby tu jeszcze pamiętać jego nazwisko.
- Harry? – usłyszał nagle głos i szybkie kroki. – Harry?… Och, przepraszam, wzięłam cię za kogoś innego…
Przed nim stała ładna dziewczyna o rudych włosach do ramion i brązowych oczach.
- Jak się nazywasz? – młodzieniec wysilał pamięć, ale twarz rozmówczyni z nikim mu się nie kojarzyła. No cóż, znał głównie Ślizgonów...
- Ginny Weasley… och! – kobieta zaczerwieniła się. – Chciałam powiedzieć, Ginny Potter. Przepraszam… Myślałam, że jesteś kim innym, bardzo go przypominasz. Nie sądzę, byśmy mieli okazję się widzieć wcześniej…
- Evan Prince. Absolwent z 1995 roku. – zrobił pauzę. – Powiedziałaś: „Potter"?
Jego rozmówczyni uśmiechnęła się.
- Wyszłam za mąż w lipcu. A ty przypominasz mi męża. Takie same oczy.
Evan zamrugał. Uwaga o oczach wytrąciła go z równowagi. Od razu zorientował się bowiem, kto jest jej mężem. Harry Potter, Chłopiec-Który-Przeżył. Dopiero po chwili dotarły do niego jej kolejne słowa.
- Och, nie rób takiej miny! Jeśli jeszcze raz usłyszę coś o Chłopcu-Który-Przeżył, zaznajomisz się z paroma nietoperzami! Chciałam odwiedzić dyrektorkę – skończyłam szkołę w czerwcu. McGonagall wydawała się zainteresowana moją dalszą karierą. A już na pewno madame Hooch… - Ginny roześmiała się perliście. – A kogo ty szukasz?
- Profesora Snape'a. Był moim Mistrzem Eliksirów i głową domu… - urwał, bo z twarzy kobiety odpłynęła cała krew.
- Gdzie się podziewałeś przez ostatni rok? – zapytała wreszcie zduszonym głosem. Zauważył, że nie dodała „Ślizgonie". – Nie słyszałeś o bitwie?
Och… Evan poczuł, że robi mu się słabo. Wziął głęboki oddech.
- Słyszałem, oczywiście. Co to ma wspólnego z … z profesorem Snape'em?
Brązowe oczy Ginny Potter jeszcze bardziej się rozszerzyły.
- Ty nie wiesz… - wyszeptała. – Profesor Snape nie żyje. Zginął podczas bitwy. Hej!
Gryfonka wyciągnęła rękę, żeby go podtrzymać. Nogi ugięły się pod Evanem. Nie był w stanie wydobyć z siebie głosu. Nawet po to, by zadać jakieś idiotyczne pytanie w stylu Gryffindoru.
- Jeżeli miałeś jakieś ważne pytanie do profesora Snape'a, to może powinieneś iść do profesor… dyrektor McGonagall – powiedziała Ginny, kiedy Evan złapał już oddech.
Chłopak potrząsnął głową.
- Ona mi nie pomoże. Snape… Snape wiedział… - palce Ślizgona zacisnęły się kurczowo na jej ramieniu. Evan wyglądał na prawdziwie zdesperowanego. Ginny była zaintrygowana.
- Może powinieneś iść z tym do Harry'ego. To znaczy - mojego męża . Dużo wiedział o Severusie… profesorze Snape … Poza tym Harry jest aurorem. Mógłby ci pomóc z twoim problemem.
Twarz chłopaka zbielała jeszcze bardziej na dźwięk imienia „Severus". Wziął głęboki oddech i próbował się opanować. Patrzył długo w przestrzeń. Nagle Evan odwrócił się w jej stronę i zapytał.
- Czy twój mąż może szukać zaginionych ludzi? Teraz? A może jest na misji?
- Chwilowo jest wolny – Ginny sięgnęła wolną ręką do kieszeni.
Evan zesztywniał, ale wyjęła stamtąd tylko wizytówkę. Podała mu ją – zerknął. „Harry James Potter, auror…" Nie czytał dalej, podziękował skinieniem głowy.


Evan zastukał nerwowo różdżką w drzwi. Spędził cały poprzedni dzień na zastanawianiu się, czy powinien skorzystać z oferty. Teraz odpowiedziała mu cisza. Wreszcie drzwi uchyliły się trochę. Ku zdziwieniu Evana nikogo za nimi nie było.
- Spójź w dół – poradził wysoki, dziecinny głosik.
Evan zerknął w podanym kierunku. Stał przed nim uroczy berbeć z niesfornymi czarnymi włosami i brązowymi oczami. Ślizgon zamrugał i spróbował sobie przypomnieć wszystko, co wiedział o Potterze. Dzieciak wyglądał na jakieś dwa latka… Jego myśli przerwał pisk.
- Wujku Harry! Wujku Harry!
Evan zdążył się tylko zdziwić, czemu dzieciak nazywa Pottera „wujkiem", zanim gospodarz nie pojawił się w drzwiach. Harry Potter wyglądał dokładnie tak, jak go opisywano. Miał czarne niesforne włosy, dokładnie takie same, jak berbeć u jego stóp, zielone oczy oraz słynną bliznę. Najwyraźniej dopiero wrócił z pracy, wciąż miał bowiem na sobie służbowe szaty aurora. Celował w niego różdżką, patrząc podejrzliwie. Evan zwalczył chęć podniesienia rąk do góry.
- Jestem Evan Prince. Chciałem…
- Och, tak. Ginny wspominała o tobie. Szukasz kogoś, tak?
Potter złapał go za ramię i poprowadził do salonu, rzucając parę słów po drodze („Teddy, przestań" „Gin, mamy gościa!"). Evan zdążył tylko zamrugać, zanim stół przed nim nie pokrył się różnego rodzaju kawałkami pergaminu i wycinkami z gazet. Potter usiadł naprzeciwko i od razu spytał.
- Kogo pan szuka, panie Prince?
Od razu do rzeczy. Ślizgon chrząknął. Wydawał się zakłopotany. Zaskoczony zielonymi oczami Harry'ego. Zastanawiał się chwilę.
- Szukałem profesora Snape'a… W Hogwarcie. Pańska żona powiedziała mi, że zginął w bitwie…
- Tak… Jak Remus i Tonks… - westchnął Potter.
Evan nie wyglądał na zirytowanego wtrąceniem, raczej zasmuconego. Szybko podjął wątek.
- Miałem nadzieję, że odpowie mi na parę pytań… - przełknął ślinę, kontynuował jednak, zanim Potter mógł mu przerwać. – Szukam moich rodziców. Pańska żona wspominała…
- Tak, tak, zgadza się – auror pokiwał głową.
Zdawał się czekać na dalsze informacje. Evan zauważył, że już trzymał w dłoni pióro i kawałek pergaminu. Potter patrzył na niego wyczekująco. Ślizgon chrząknął.
- Widzi pan, niewiele o nich wiem. Wychowałem się w mugolskim sierocińcu. Kiedy miałem 11 lat, okazało się, że jestem czarodziejem. Trafiłem do Slytherinu. Nigdy się nie dowiedziałem, czy jestem czarodziejem czystej krwi, czy też może mugolakiem. Długo nie mogłem zrozumieć, czemu wszyscy uważają moją obecność w domu węża za dziwną. Poszukałem w bibliotece i wiem, że Prince'owie to stary ród czystej krwi…
- Który już wymarł – wtrącił Potter, kiwając głową. Zamyślił się wyraźnie. Evan kontynuował.
- Kiedy ukończyłem 18 lat, wyrzucili mnie z tego sierocińca. Dali mi tylko jedną rzecz - kartkę z nazwiskami moich rodziców. Powiedzieli, że matka mnie odwiedzała przez prawie dwa lata. Ojca nigdy nie widzieli. Pomyślałem, że poszukam rodziców. Tyle, że wtedy wybuchła wojna. Opuściłem Anglię i wróciłem dopiero teraz.
Potter popatrzył na niego zamyślony.
- Domyślam się, że zachowałeś tę kartkę?
- Oczywiście – Evan odparł oburzony. Dopiero po chwili przypomniał sobie , że Potter też jest sierotą. – Proszę. – wyciągnął stary, pożółkły arkusz papieru. – Nie wszystko jest czytelne, niestety.
Potter położył kartkę na stole. Zmarszczył brwi, próbując ją odczytać. Mruknął pod nosem jakieś zaklęcie i westchnął zniechęcony.
- „Urodzony 21 września 1978. Evan Prince. Syn Severusa…" – psiakrew, nie można odczytać – „i-„
Potter nagle urwał. Wyglądało na to, że się zachłysnął. Evan nachylił się nad kartką. Doskonale wiedział, że imię jego matki było nieczytelne, wciąż jeszcze dawało się jednak odczytać nazwisko. Evans.
- Popatrz na mnie – powiedział nagle Potter. Evan podniósł głowę, tylko po to, by wzrok młodego aurora prześwidrował go na wylot. – No tak… Masz jej oczy.
„Czyje oczy?" chciał zapytać Evan, ale przerwało mu wejście Ginny z herbatą. Ku jego zaskoczeniu Potter nawet nie zerknął na tacę. Wciąż wpatrywał się w Ślizgona.
Wreszcie jął przepisywać na swój kawałek pergaminu dane z pożółkłego arkusza. Ślizgon dostrzegł, że auror nie zawahał się nawet na chwilę i dopisał imię do nazwiska jego matki. Następnie popchnął swoje notatki w jego kierunku.
„Lily Evans" – widniało w rubryce nazwisko matki. Evan spojrzał zdumiony na Pottera.

Cdn