Rozdział 3

Harry westchnął ciężko, poprawiając okulary na nosie. Dudley przekazał mu nieliczne informacje, jakie miał na temat Snape'a. Wyglądało na to, że Mistrz Eliksirów jakimś cudem przeżył ugryzienie przez Nagini. Oczywiście, wiadomość ta sprawiła, że Evan natychmiast zapragnął odnaleźć ojca.
Niestety, zadanie nie okazało się proste. Nic, co wiązało się z Severusem Snape, nie było proste – pomyślał gorzko Evan, siedząc naprzeciw Pottera. Wyglądało na to, że jego ojciec nie powrócił jeszcze do zdrowia, więc wbrew sobie zdecydował się odłożyć wizytę w Spinner's End na później.
Od paru dni siedział więc z Potterem, swoim przyrodnim bratem, nad kartkami, na których opisano życiorys i zwyczaje jego ojca, a także jego obecny wygląd.


Evan Prince i Harry Potter odwiedzili Spinner's End pewnego jesiennego popołudnia. Odnaleźli właściwy dom bez żadnych trudności, jednak ku ich rozczarowaniu nikogo w nim nie było.
Z sąsiedniego domu wyjrzała kobieta.
- Co tu robicie? Bo zawołam policję!
Harry odpiął od koszuli swoją odznakę aurora.
- Jestem prywatnym detektywem. Szukamy człowieka, który tu mieszka – wskazał kciukiem dom Snape'a. – Sprawy rodzinne, wie pani.
- Ja tam wątpię, żeby stary Tobias synowi coś zostawił – prychnęła kobieta. – Pijus był i wszystko przepił. Dzieciaka po piwo wysyłał. A potem chłopak poznał taką jedną rudą dziewuchę i przepadł. Wrócił dopiero niedawno. Jakiś taki odmieniony…
- Wiele lat minęło – zauważył Harry, aby odwrócić uwagę kobiety od Evana.
- To też, ale młody Snape wygląda, jakby przeszedł… wojnę jakąś albo co. Albo zamach jakiś. Ma takie blizny, o… i jakiś ponury jest. Zawsze był dziwny, ale teraz – bez kija nie podchodź. Jak mój stary, co stracił najlepszego kumpla na wojnie.


Pomimo codziennych wizyt w domu Snape'ów przy Spinner's End, Evanowi i Harry'emu poszczęściło się dopiero w niedzielę. Zza starych, podartych i zakurzonych firanek sączyło się słabe światło. Mężczyźni wymienili spojrzenia, a potem Harry zastukał zaśniedziałą kołatką.
Usłyszeli kroki, a potem szczęk zdejmowanego łańcucha. Drzwi uchyliły się na kilka centymetrów. Łypnęło na nich ciemne oko ponad lufą starej strzelby.
- Pan Snape? – zapytał Harry. – Chcielibyśmy porozmawiać…
Wszelkie nadzieje, że Snape nie poznał jego głosu, rozwiały się natychmiast. Mocna ręka złapała go za ubranie i przycisnęła do ściany. Harry rozpoznał Snape'a… bardziej po zapachu eliksirów i sylwetce, niż po twarzy, bowiem w korytarzu panowała ciemność.
Evan usłyszał szczęk zamykanych drzwi i przez chwilę pomyślał o Harrym, stojącym oko w oko z jego ojcem. Docierały do niego podniesione głosy. Ślizgon naparł mocniej na drzwi. Na jego szczęście, Snape… ojciec… nie zdążył założyć z powrotem łańcucha.
- Lumos – mruknął Evan, rozświetlając ciemny korytarz.
Nie docenił refleksu człowieka, który większość życia spędził w cieniu śmierci. Usłyszał krzyk Harry'ego, a potem instynktownie rzucił się na ziemię. Kula przeleciała mu nad uchem.
- Evan? Evan, żyjesz? – krzyknął Harry.
Snape opuścił strzelbę na dźwięk imienia Evan i przyjrzał się dokładniej obu czarodziejom.
- Daj mi dobry powód, Potter, żebym cię nie zastrzelił. Na początek możesz powiedzieć, co obaj tu robicie…
- Wynajęto mnie, abym odnalazł jego rodziców – odparł Harry zgodnie z prawdą.
Snape prychnął i zrobił ruch, jakby miał wycelować w niego. Evan poderwał się z podłogi i złapał profesora za rękę.
- Panie profesorze, on mówi prawdę…
- Ciekaw jestem, co pan tu robi, panie Prince, skoro pan szuka swoich rodziców…
Evan zobaczył kątem oka, że Harry wzdycha i przewraca oczami. Niewiele myśląc, złapał swojego dawnego profesora – człowieka, który był jego rodzonym ojcem – za kurtkę i zaczął nim gwałtownie szarpać.
- Dlaczego… nigdy… nie… powiedziałeś… mi… prawdy? – wrzasnął mu w twarz, podkreślając każde słowo potrząśnięciem.
- Evan! Evan, uspokój się, on jest ranny! – Potter złapał go za ręce i próbował przywołać go do porządku.
Ślizgon w końcu puścił Snape'a, który oparł się o ścianę, próbując złapać oddech.
- Może mi pan wyjaśnić, co pan ma na myśli, panie Prince? Tym razem najlepiej bez rękoczynów … - powiedział profesor, kiedy już mógł mówić.
- Dobrze wiesz, o co mi chodzi! – wrzasnął Evan.
Mistrz Eliksirów cmoknął tylko z niezadowoleniem. Harry złapał Evana za ramię, zanim temu znów puściły nerwy.
- Może przejmę inicjatywę, bo inaczej do niczego nie dojdziemy… Evan, uspokój się. Panie profesorze, może powinien pan usiąść, to będzie długa historia…
- Zamknij się, bracie, nie prosiłem cię o opinię – wybuchnął Evan.
- Skoro już nazwałeś mnie bratem , weź głęboki oddech i pomyśl, co by pomyślała mama, gdyby mogła nas widzieć.
Snape z trudem opadł na krzesło. Wodził wzrokiem od jednego do drugiego, jakby chcąc ustalić, co za niedowarzony eliksir wypili…
- Dobrze pan słyszał – kontynuował Potter. – Evan Prince jest synem mojej matki… Lily Evans.
- Jeśli to miał być żart, Potter, to był on bardzo kiepski. Powiedz Weasleyom, żeby poprawili poziom swoich dowcipów.
- To nie jest dowcip George'a, panie profesorze. Evan ma dokumenty, które to potwierdzają… zresztą, wystarczy spojrzeć na jego oczy.
Evan poczuł na sobie spojrzenie profesora i ku swemu zdumieniu zauważył, że ono łagodnieje… na chwilę.
- Ciekaw jestem, kto miałby być w takim razie ojcem pana Prince… nie przypomina on zupełnie twojego ojca, Potter.
- Nic dziwnego. Jego ojcem nie był James Potter.
- Któż zatem? – Snape roześmiał się drwiąco. – Lily nie była…
Evan chrząknął i wbił w Mistrza Eliksirów twarde spojrzenie.
- Jeszcze się nie domyślasz? – przeczesał dłonią ciemne włosy. – Spójrz w lustro…
Chwilę później żałował swoich słów – twarz Snape'a straciła jakikolwiek kolor. Wyglądał bardziej jak woskowa figura niż człowiek.
- To nie jest śmieszne, panie Prince – wydusił z siebie.
- Nie żartuję. Urodziłem się latem 1978 roku.
Snape wbił w niego wzrok, którego Evan nie mógł odczytać. Profesor ruszał ustami, ale nie mógł wydobyć z siebie słów. Ślizgon stwierdził, że nie będzie już pozostawiał wątpliwości.
- Pan jest moim ojcem.

KONIEC