Studium w cieniu

Bishop obserwuje.

Aidanowi wydaje się, że ma wszystko pod kontrolą, że jest w stanie wyrwać się i uciec od nich, daleko. Aidanowi wydaje się, że jest w stanie odciąć się od swojej prawdziwej rodziny, że może sobie założyć domek, w którym on i jego nowi przyjaciele będą bezpieczni. Aidanowi wydaje się, że jest w stanie wszystkich obronić i ocalić, zbawić wszystkich tak, jak nikt nie zbawił jego.

Aidanowi wydaje się wiele rzeczy.

Aidan jednak popełnia błąd za każdym razem, gdy coś sobie zakłada. Nie docenia wpływu, jaki Bishop ma na otoczenie. Nie docenia jego charyzmy i uroku osobistego, jego planów i gotowości do poświęcenia. Nie docenia pozycji, jaką Bishop zajmuje w jego małym świecie.

Aidanowi nigdy by do głowy nie przyszło, że jego mała wycieczka w samodzielność jest dokładnie tym, co Bishopowi jest potrzebne. Może na początku wyglądało to na poroniony pomysł, ale później… Później Bishop dojrzał pozytywy tej sytuacji.

Zobaczył, ile wniosków można wyciągnąć z samego przyglądania się wysiłkom Aidana, i ile śmiechu mogą one dostarczyć. Sytuacja z Rebeccą? Czysta komedia. A jak dorzucić do tego świeżo zmienionego dzieciaka, całe przedstawienie robi się rewelacyjne. Oni — Aidan — naprawdę sądzili, że mogą być rodziną, a właściwie — kiepską karykaturą szczęśliwej, ludzkiej rodziny.

Genialne.

Dlatego jest część Bishopa, która żałuje, że Aidan dzieciaka zabił.

(Bishop o tym wie, bo ma oczy wszędzie.)

Teza pierwsza: potwór nie będzie potrafił bawić się w dom.

To Aidan zdołał obalić po kwartale. Tyle Bishop potrzebował, by ostatecznie stwierdzić, że żaden z mieszkańców wesołej kamieniczki nie złamie się nagle i nie zacznie mordować niewinnych mieszkańców Bostonu.

A zapach pieczonego kurczaka i płynu do płukania ubrań, którymi Aidan ostatnio pachnie, tylko potwierdza nową opinię Bishopa. Wampir — jeśli tylko zechce i się postara — może w przekonujący sposób udawać człowieka, na tyle nawet, by przeżyć dłuższy okres czasu tylko w ich towarzystwie. Będzie potrafił wyprzeć się swoich naturalnych instynktów na tyle, że przeżyje na nieświeżej krwi ze szpitala, że będzie mógł siedzieć w zatłoczonej restauracji i udawać kogoś, kim od dawna nie jest.

Teza druga: wilkołaki darzą wampiry instynktowną nienawiścią, więc żaden wilkołak nie będzie w stanie żyć z wampirem.

Badanie ciekawe o tyle, że porusza podstawową wadę jego planu. Z ludźmi można sobie poradzić, Bishop doskonale o tym wie, ale co zrobić z innymi stworzeniami? Marcus zażartował kiedyś, że Aidan przygarnął i próbuje wychować kundla. Wtedy Bishop się zaśmiał, rozbawiony przytykiem, jak i również bezsilną wściekłością, odmalowaną na twarzy jego protegowanego. Wtedy jednak Bishop jeszcze nie rozumiał, jak wiele ta delikatna przyjaźń między Aidanem i… Joshem może zmienić. Jak bardzo można ją wykorzystać, jaką wielką władzę mu nad Aidanem da.

Teraz Bishop to wie.

Za jakiś czas również Aidan zda sobie sprawę, że „przysługa" Bishopa, jego troska i zainteresowanie to tylko część badania, część obserwacji intrygującego socjologicznego eksperymentu, który Aidan i jego wesoła gromadka (Jose i Sally, o ile Bishop się nie myli) bezwiednie przeprowadzają i w którym dostali główne role. Zrozumie, że nic nie dzieje się bez przyczyny, a wypuszczenie Josha nie było ze strony Bishopa tak wielkim poświęceniem, jak mu się początkowo wydawało.

Ale być może wtedy będzie już za późno, bo eksperyment się skończy, a Bishop nie będzie potrzebował, aby w jego mieście stała mała kamieniczka, w której wspólnie żyją wampir, wilkołak i duch.

Na razie eksperyment trwa. A Bishop wszystko obserwuje, ukryty w cieniu, którego istnienia Aidan nawet nie podejrzewa.