A/N Jak zwykle dziękuję nieocenionej syriuszowej :* Za pomoc i betowanie.

Informacje łóżkowe

Ryszard zawsze w tych momentach próbował nie słuchać paplaniny Hiacynty. Za każdym razem, gdy był w trakcie tego, Hiacynta musiała go instruować. Jej gadanina sprawiała, że pan Bukiet po prostu zaczynał się irytować, co z kolei przekładało się na jakość samego aktu.
– Ryszardzie, jesteś pewien, że trafiłeś tam, gdzie trzeba? – zapytała Hiacynta wprost do jego ucha. Właśnie takie uwagi sprawiały, że tracił apetyt na seks. Miał ochotę zakończyć to całe przedstawienie. Wystarczyło jedynie wstać. Tak. Jakby to było takie proste. Ale znał Hiacyntę. Od razu zaczęłaby się wojna. Śmierć wtedy byłaby wręcz pożądana. Ryszard zdecydowanie wolał się pomęczyć jeszcze tę chwilę. Zacisnął usta i zamknął oczy. Takie są właśnie uroki małżeństwa.
– Tak, jestem pewny. – Po czym dla pewności mocno pchnął biodra do przodu. Bukietowa, nie spodziewając się takiego nagłego ruchu ze strony męża, wydała krzyk. Delikatnie objęła mężczyznę za kark.
– Ryszardzie, masz postarać się o syna – zażądała. Chciała syna, musiała mieć syna. Mężczyzna sapnął, czego nie omieszkała skomentować.
– Ryszardzie, nie sap. Tak robią ludzie z niższej klasy.
Kiedy będzie koniec?, zapytał siebie samego w myślach. Starał się, jak mógł. Ale Hiacynta potrafiła zrobić z siebie całkowicie aseksualną kobietę. Po skroni zaczął mu lecieć pot. Niespodziewanie poczuł kwiatowy zapach swojej małżonki. Woń pobudzała jego zmysły, a wyobraźnia rozpoczęła pracę na najwyższych obrotach. Już powoli się rozkręcać, kiedy Hiacynta postanowiła go ponaglić:
– Ryszardzie, możesz się pośpieszyć? Muszę jeszcze wypisać te niebieskie zaproszenia na kolację. Tak myślę, czyby nie zaprosić pani Forest. Wiesz z tych Forestów, co mają ten bardzo ekskluzywny sklep z porcelaną.
Co go obchodzi jakaś pani Forest i jej porcelana? Spojrzał na Hiacyntę zamglonym wzrokiem. I to był błąd. Natychmiast stracił ochotę na baraszkowanie. Podczas gdy go ogarniała rosnąca przyjemność, pani Bukietowa leżała obojętnie z głową odchyloną do tyłu, ale bynajmniej nie z rozkoszy. O nie! Wzrok skierowany w prawą stronę pokazywał, że Hiacynta nie uczestniczyła psychicznie w kochaniu. Co więcej, ona najwyraźniej rozmyślała, jakie tu ciasto upiec na czwartkową kolację przy świecach. Tego było za wiele. Ryszard miał wrażenie, że uprawia seks sam ze sobą. To była straszna myśl. Powoli zaczął złazić z żony. Ta, jakby się ocknąwszy, złapała go za ramię.
– Ryszardzie Bukiet, co ty wyprawiasz? – Miała pretensjonalny ton głosu. Mężczyzna zacmokał i nie patrząc na nią, powiedział dość niepewnie:
– Właśnie skończyłem.
– Już? Ale ja nie poczułam... no wiesz...tego? – Hiacynta się zmieszała. Nie znosiła mówić o takich prymitywnych rzeczach. Nie, żeby ją to krępowało, ale po prostu uważała, że ludzie z jej klasą nie powinni mówić o t y m głośno.
– Czego nie poczułaś? – Mężczyzna spojrzał na nią zdumiony. Bukietowa lekko się zawstydziła.
– No wiesz... Tego... męskiego jogurtu. – Słowa żony spowodowały, że Ryszard otworzył ze zdziwienia usta, co jeszcze bardziej speszyło Hiacyntę. Nie chcąc więcej tłumaczyć, przyciągnęła ukochanego do siebie i dała delikatnego buziaczka w nos.

Ciąg dalszy nastąpi...