Tytuł: Czekając Na Happy-End

Ostrzeżenia: Opowiadanie zawiera pary męsko-męskie.

Prawa własności: Nie posiadam żadnej z postaci Harry'ego Pottera, które w całości należą do J.K. Rowling. Pozostałe przedstawione pomysły są moją własnością.

Streszczenie: 2 lata po wojnie życie Harry'ego było udane: Severus oświadczył się, ich wspólny przyjaciel Draco pomagał im zorganizować wesele, inni nie krytykowali tych planów. Jednak pewnego dnia Harry znika bez słowa. HPSS SSDM

Ignoruje Insygnia śmierci i wydarzenia prowadzące do śmierci Dumbledore'a - na potrzeby historii.

Rozdział 3

W pustym korytarzu Hogwartu mistrzowi eliksirów towarzyszyła jedynie ciemność i cisza, zmącana jedynie cichym chrapaniem pozawieszanych na ścianach portretów. No i Dumbledore, który mimo dyskretnego zachowania nie dawał o sobie zapomnieć. Nie poruszał się, ani nie odzywał. Jedynie co od czasu do czasu do uszu Snape'a dobiegał cichy zgrzyt rozgrywanych przez starszego czarodzieja dropsów i szelest szat, ale Severus nie komentował uzależnienia czarodzieja do cytrynowych cukierków, jak to zwykle robił. Nie przerywał ciszy kąśliwymi uwagami. Myśli pędziły od towarzyszącego mu czarodzieja w stronę Harry'ego i z powrotem.

Czekali, a Severus nie wiedział jeszcze na co.

Czekali, a Severus myślał.

W głowie królowała mu mantra: „co tu się, na Merlina, dzieje?" czasami w wersji z ostrzejszymi słowami. Gdyby nie umiejętności mistrza magii umysłu byłby pewien, że zwyczajnie śni. W końcu każdy człowiek ma limit dotyczący ilości druzgocących informacji jakie można przyswoić jednorazowo. A zbyt wiele poglądów Snape'a spotkało się tego dnia z końcem.

Jak dotąd w milczeniu obserwował rozgrywające się przed jego oczami sceny ze szkolnego życia Pottera. Wspomnienia czarnowłosego mijały się z wyobrażeniami byłego profesora o życiu Złotego Chłopca. Owszem, nie odbiegały od przekonań profesora tak daleko, jak mocno różniła się wizja o rozpieszczającej rodzinie od realiów życia na Privet Drive 4. Chłopiec w końcu zamiast zgadzać się z opinią Snape'a i być od małego rozkapryszonym, przesyconym sławą i pewnym siebie dzieciakiem, spędzał dni pracując na odrobinę jedzenia i zero miłości. Jednak o ile w rodzinnym domu Harry walczył o lepsze życie, w Hogwarcie walczył o przetrwanie samo w sobie.

Severus wiedział, że Potter doświadczył w murach zamku niejednej przygody. Znał liczne historie o starciach z Voldemortem, bazyliszkiem czy szalonymi więźniami, którym udało wydostać się z Azkabanu. Sam przecież celował różdżkę w twarz Barty'ego, będącego pod działaniem eliksiru wielosokowego. Resztę opowieści znał z relacji. Nie raz szkoła buczała od plotek na temat czarnowłosego nastolatka, nie omijało to też pokoju nauczycielskiego. Severus nie zniżał się nigdy do takich rozrywek, ale jako szpieg musiał widzieć więcej od innych. Czytał więc artykuły dotyczące lokalnego celebrity, słuchał plotek i śmiał się w duchu z głupoty innych.

„Dzielny Potter"? Co najwyżej pełny pychy i przypisujący sobie niepotrzebne zasługi.

„Skromny Bohater"? Akurat! Kolejny Lockheart, ot co – myślał.

W końcu podczas lat gry na dwóch frontach jako szpieg nauczył się wyłuskiwać niezbędne informacje. Wiedział więc, ile w tych historiach tkwi prawdy. A przynajmniej tak mu się wydawało. Teraz nie mógł zrozumieć, jak łatwo dał się zaślepić przez własne uprzedzenia. Snape skrzywił się – nie przepadał za przyznawaniem się do błędów. Szczycił się tym, że popełnił ich niezwykle mało. A swoje prawdy o życiu Pottera rozgłaszał na prawo i lewo, choć ograniczył to nieco po wejściu z nim w związek. I to tylko dlatego, żeby nie oczerniać samego siebie przy okazji. W końcu za kogo by go uważano, jeśli otwarcie manifestowałby wszelkie wady i błędy swojego partnera? Swoje wiedział, więcej ponadto nie potrzebował. Za najbardziej rzetelne opinie o życiu Harry'ego uważał słowa Dumbledore'a, a i tak posądzał dyrektora o przekoloryzowanie ich i dodawanie Wybrańcowi niepotrzebnych zalet.

– Zatrzymaj się, Albus – mawiał nie raz. – Nie potrzebuję słuchać kiepskich fantazji o starożytnych bohaterach, które właśnie wylatują z twoich ust. – krzywił się – Złoty Chłopiec nie jest bohaterem, żaden z niego heros czy zbawca. Jego przerośnięte ego nie potrzebuje puchnąć jeszcze bardziej. Jeśli dalej będziecie masowo dodawać mu więcej do jego nadmiernej już pychy, po prostu pęknie od tej całej przesady. I tyle nam zostanie z przyszłego pogromcy - nieco więcej niż plama krwi. Jedyne co osiągniemy, to namacalny dowód na brak jakiejkolwiek myśli w pustej głowie Pottera. W końcu nie odnajdziemy ani śladu mózgu w tym całym krwawym bagnie – w takich momentach rozjaśniał się nieco, jakby roztaczana wizja była wyjątkowo kusząca. – Ogranicz się więc do faktów i skończ czytać do poduszki bajki dla dzieci. Nie jestem 5-latkiem, który zgubił swojego wypchanego hipogryfa, rozpacza i trzeba go ululać do snu.

Innym razem:

– Nie wiem po co te kwiatki przy opowieści. To nie zielarstwo ani grządka w szklarni – warknął wówczas. – Chłopak nie ma za wielu zalet i nie przekonasz mnie do niego tymi wyssanymi z palca opowieściami. Chcę wiedzieć co się stało, nie potrzebuję informacji jaką nosił na sobie bieliznę Chłopiec-Który-Mnie-Denerwuje kiedy się zadrapał.

Zadrapanie. Severus zacisnął długie palce na grzbiecie nosa. Skaleczenie, które zawsze wizualizował jako rozbite kolano czy coś podobnego, okazało się raną zadaną przez kieł bazyliszka. Dowiedział się o tym dopiero teraz, w myśloodsiewni. Podczas gdy bestia zadawała śmiertelny cios, mógł jedynie stać obok mentora i oglądać przemijające wspomnienie. Znów wyciągnął dłoń w obronie chłopca zanim zorientował się, że cała scena należy do przeszłości. Jak mógł zapomnieć? Przecież wiedział, że dziecko przeżyło.

Może zapomniał się chwilowo dlatego, że ból na twarzy umierającego chłopca był aż nazbyt rzeczywisty...

– Niech to szlag – dudniało Severusowi w głowie. – Albus bynajmniej nie przesadzał. Nawet pomijał wiele rzeczy.

Merlinie, czyżby zaczynało mi na nim zależeć?" Wrócił myślami do wyszeptanych niedawno słów i ręki wyciągniętej w obronie dziecka. Parsknął pod nosem. Odpowiedź nie zmieniła się, nawet pod wpływem przeszłości.

Przez lata szczycił się stanowiskiem obrońcy Pottera, a w rzeczywistości bronił go dość rzadko w ogólnym rozrachunku. Owszem, nie raz pomógł dzieciakowi ocalić życie. Czym jednak była pomocna dłoń w kilku sytuacjach w porównaniu z tak wieloma zagrożeniami? Niewielki ułamek, ot co. Chłopak zbyt często ratował się bez niczyjej pomocy. Całkiem nieźle sobie z tym radził, mimo że działał samotnie.

I tak jak Severus, nie chwalił się swoimi osiągnięciami przed nikim.

Snape wiedział, że nie odwzajemnia uczuć Harry'ego i że nie zależy mu na Zbawcy Wielkiej Brytanii. W każdym razie nie zależy mu tak jak powinno, niezależnie od przyjętego punktu widzenia. Owszem, teraz czuł współczucie, pewną dozę zrozumienia, jakiś rodzaj więzi i niechętny podziw. Był to pewien postęp, ale dalej nie było to to. Zresztą zawsze uchodził na zimnego drania, co w dużej mierze pokrywało się z prawdą. Uważał, że tacy jak on kochali tylko raz, nieszczęśliwie, by później egzystować na oparach smutnych wspomnień. Siebie określał mianem szczęściarza, gdyż po latach znalazł ciepło w tych samych oczach, które 20 lat wcześniej nie patrzyły na niego z tak silnym uczuciem. Skorzystał więc z okazji i wyciągnął dłoń. Zainteresował się chłopcem, w którego oczach widział miłość. Uczucie, którego na próżno szukał w tych samych zielonych tęczówkach Lily, matki Pottera. I właśnie w ten prosty sposób zastąpił zmarłą jej żyjącą wersją. Wydawało mu się wówczas, że skończył egzystować i wreszcie zaczął żyć.

Czy chłopiec wiedział to wszystko? Severus był pewien, że nie. Wraz z tą wiedzą zniknęłaby w oku Harry'ego iskra szczęścia i czułości. Ciepło przygasłoby, a po nim pozostałyby tylko zimne zgliszcza dawnego związku i duża dawka nienawiści. Zmiany byłyby łatwo zauważalne. Chłopiec-Który-Przeżył niezaprzeczalnie posiadał pewne atuty, ale na pewno nie należała do nich cierpliwość czy umiejętność gry aktorskiej. Gryffindor nie na darmo słynął z braku pohamowania. Wystarczyłby cień podejrzenia, a Harry wybuchnąłby pretensjami niczym kipiący kociołek - z pianą i innymi dodatkami. Tymczasem Severus korzystał z tego co miał i nie zamierzał rezygnować chłopca czy też, odwrotnie, łagodzić jego niepewności. Mistrz eliksirów zawsze uchodził za osobę nietowarzyską, więc brak czułych gestów, zaangażowania w związek czy nieokazywanie emocji nie dawały podstaw do podejrzeń.

– Stoimy brudnymi butami głęboko w czyiś wspomnieniach, czy to nie fascynujące? – wyszeptał niespodziewanie Dumbledore, odrywając Snape'a od rozmyślań.

Mistrz eliksirów przeniósł wzrok z kamiennej podłogi na stojącego obok siwego czarodzieja. Ten w dalszym ciągu namiętnie przegryzał cytrynowe cukierki, a jego niebieskie oczy wwiercały się w przeciwległą ścianę. Przez chwilę znów otaczała ich cisza.

– Jak lubię często powtarzać, to niesamowite, na co pozwala nam magia. Zawsze urzekała mnie zadziwiającymi możliwościami,swoistym brakiem limitu czy elastycznością. Jedyne co zatrzymuje czarodziei tkających czary, to ich własna wyobraźnia. Czasem ten brak ograniczeń wręcz mnie przeraża – dyrektor przymknął powieki. – Alas, nasunęły mi się słowa Virginii. Są odpowiednie do tej całej sytuacji, w której obecnie się znajdujemy, mój chłopcze. „Pamięć jest szwaczką, i to kapryśną. Pamięć śmiga igłą w górę i w dół, w lewo i w prawo, to rzadszym, to gęściejszym ściegiem. Nie wiemy, które wspomnienie czeka następne w kolejce, które stoi za nim." Albowiem „Cisza przyjacielu, rozdziela bardziej niż przestrzeń. Cisza przyjacielu nie przynosi słów, cisza zabija nawet myśli." Czyż nie?

Severusowi wystarczyła chwila, aby zrozumiał przekaz i delikatnie przytaknął. Albus celowo wrzucił tu „puste" wspomnienie przedstawiające pozbawiony życia korytarz. Cisza, pustka, ciemność. Potrzebna im obu była chwila na oddech pomiędzy szalonymi wycieczkami w głąb czyjejś przeszłości. Przerwał więc bieg myśli dotyczący Pottera, wzmocnił mentalne bariery wokół umysłu i uspokoił się. Po kilku minutach był już gotowy na kolejną porcję niespodzianek.

Czekali.

Ranny, ale nieźle trzymający się na nogach Harry powrócił na Grimmauld Place. Poskładano go do kupy niezwykle szybko, nie szczędząc środków ani personelu. Droga Wybrańca od granicy śmierci do jako takiej sprawności zajęła zaledwie 5 godzin. Z Świętego Munga udał się na chwilę do Ministerstwa, gdzie pozostawił pod opieką Amelii Bones ciało martwego Voldemorta. Tymczasem w siedzibie Zakonu Feniksa było głośno od wielu godzin. Świętowanie. Radość. Szaleństwo rozrywające zebrane osoby. Liczne uściski i pocałunki. W tym jeden ich – Harry'ego i Severusa.

Mistrz eliksirów poruszył się nerwowo pod ścianą, o którą oparł plecy. Dziwnie patrzyło się na samego siebie połączonego w pocałunku z zielonookim osiemnastolatkiem. Pocałunek rozpoczął pod wpływem impulsu.

Do dziś pamiętał, jaka euforia opanowała go tamtego wieczora, gdy zniknął tatuaż na jego przedramieniu. Z pozoru niewiele znacząca krótka chwila mrowienia w ręce i całkowite wyblaknięcie czarnej plamy tuszu, a tak silne związane z tym emocje. Wolność! Coś, o czym Severus nie wspominał na głos. Ulotne marzenie, które nawiedzało go rzadko i wyłącznie w snach. Był przekonany, że nawet jeśli się uda wygrać tę wojnę, szpieg nie dożyje tej chwili. Sądził, że skona będąc wciąż w kleszczach swojego Pana. Wolność! Uwolnienie się od Czarnego Pana, od Dumbledore'a i Zakonu, od idiotycznych dzieciaków z Hogwartu! W całym tym zamieszaniu aż pocałował jednego z nich. Ledwo co 20-letniego Wybrańca. Z wdzięczności? Dla chwili zapomnienia w zielonych oczach? Może dla uczucia bliskości z kimś, kto znał doniosłość chwili lepiej od innych? Może dla bliskości samej w sobie, niezależnie od tego, z kim...

Do dziś nie był pewien.

– Dlaczego taki przeskok, Albusie? – wyrwało mu się.

Sędziwy dyrektor obrócił twarz w jego stronę i pytająco uniósł brwi. Patrzyli właśnie na zapatrzoną w siebie parę. Przerwali pocałunek, którego nikt nie zauważył z powodu panującego szaleństwa, które ciągnęło się już wiele godzin. Ktoś krzyczał o alkohol, słychać było czyjś płacz i kogoś innego śmiech. Hałas, krzyki, wrzawa. Nikt nie próbował wyrwać ich z osobliwego transu, w którym się znaleźli. Stali więc, zapatrzeni, przypominając wyspę na morzu ogarniętym sztormem. I pomimo iż oczy obydwojga były komicznie rozszerzone w zadziwieniu, nie przerywali kontaktu wzrokowego. Na ustach Pottera zaczynał pojawiać się uśmiech.

– Poprzednie wspomnienie pochodziło z piątego roku Pottera. Koniec Czarnego Pana nastąpił dopiero kilka lat później. Czy nie wydarzyło się nic istotnego w tych licznych miesiącach? – mistrz eliksirów uściślił pytanie.

Dumbledore mruknął, ni to potakująco, ni to zaprzeczając. Przyglądał się, jak widmowy Harry podnosi palce do ust. Potter dotknął wargi delikatnie, jakby upewniając się, że nie śni, i jego uśmiech się pogłębił.

– Owszem, masz rację. Zrobiliśmy mały przeskok we wspomnieniach Harry'ego. Nie chcę w końcu zanudzić cię przeszłością, której nic nie zmieni. Mój cel leży gdzie indziej, nie w kolejnych scenach z życia Harry'ego związanych mniej lub bardziej z Voldemortem czy walką – wyjaśnił Dumbledore.

Otaczający ich hałas nie milkł, Grimmauld Place szalało. Nikt nie zauważył, jak dwie sylwetki wymykają się na piętro trzymając się za ręce. Ich pierwsza wspólna noc – przypomniał sobie Severus, gdy wspomnienie zaczęło blaknąć wokół nich. Obydwoje spragnieni siebie nawzajem nie zastanawiali się długo. Wykradli się cicho i w sypialni Harry'ego udowodnili sobie, że jeszcze żyją. I że to nie sen. Pamiętał tylko, że wszystko rozpoczęło się brutalnie, na ile tylko pozwalały gojące się rany Harry'ego, a skończyło szybko. Na resztę wieczoru pozostały im zadrapane nawzajem plecy i pogryzione wargi. Tamtej nocy Severus odkrył, że najprostszy sposób na uciszenie Gryfona to zamknięcie mu ust pocałunkiem.

– Mocniej! Ah… Szybciej! – wyrywało się Harry'emu.

W bólu znaleźli dowód na to, że wciąż istnieją. W końcu Sofokles przyznał kiedyś, że „Bez bólu i cierpień nie istniejemy".

Po wszystkim ubrali się i zeszli na dół, do świętującego Zakonu. Zrobili to chyba tylko po to, by resztę wieczoru i nocy spędzić na grze. „Zabawa" polegała na spokojnym sączeniu alkoholu i wzajemnym łapaniu swoich krótkich spojrzeń i zerknięć. Kilkakrotnie zbyt śmiało oparli podrapane plecy o oparcie krzeseł i podrywali się energicznie do przodu by nieco później złapać ironiczny uśmiech towarzysza niedoli. Co jakiś czas ktoś zachodził do ciemnego rogu, w którym się skryli, aby nieświadomie zakłócić ich ostoję.

– Ej Snape, dolać ci czegoś? – pytał Fletcher, który już konkretnie chwiał się na nogach. Wraz z większą ilością alkoholu w organizmie wzrósł mu widocznie poziom odwagi. W końcu członek Zakonu czy nie, trzeba wykazać się jajami, żeby zaczepić mistrza eliksirów. Wystarczyło jednak jedno ostrzejsze spojrzenie Severusa, małe warknięcie, a Mundungus uciekł z podwiniętym ogonem.

Wiele osób zaczepiało Harry'ego z wyrazami wdzięczności i nie tylko.

– Gratulacje, Potter – Moody mierzył chłopca wzrokiem. – Takie chuchro, a poradziłeś sobie całkiem nieźle. Będziesz musiał powiedzieć, jakim sposobem nie skończyłeś jako krwawa plama i garść glutów. Tymczasem do zobaczenia na szkoleniu w Ministerstwie i pamiętaj: Stała czujność! To że uniknąłeś marnego końca tym razem, nie znaczy, że masz odsłaniać tyły.

Szalonooki odmaszerował, a Snape prychnął za nim z pogardą.

– Zadufany w sobie paranoiczny dupek – skomentował i odwrócił się w stronę Harry'ego.

W oczach Chłopiec-Który-Znów-Przeżył wirowały różne emocje. Wychwycił dozę humoru zabarwioną rozczarowaniem, ale zdecydowanie dominowały smutek, żal i cierpienie. Mieszały się z czymś jeszcze, czego mistrz eliksirów nie potrafił odszyfrować. Snape wątpił jednak, żeby Pogromca Czarnego Pana i Zbawca Brytanii aspirował do kariery w Ministerstwie Magii. Na pewno nie widział zielonookiego chłopca na stanowisku aurora. Potter widział i doświadczył za dużo przelanej krwi, niemalże tyle co doświadczone jednostki specjalne czarodziei. Harry nie potrzebował dodatkowych wrażeń w życiu, ani kolejnych jatek. Wojna się skończyła, a wraz z nią walka o przeżycie.

Imprezę skończyli znów w jednym łóżku, w pokoju Pottera na Grimmauld, by w wyczerpaniu zasnąć razem. Rano Ron z Hermioną wpadli do sypialni i natknęli się na nich, wtulonych pod pościelą. W ten sposób Severus i Harry zostali ogłoszeni parą, nim zdążyli uzgodnić cokolwiek między sobą.

I tak już zostało.

– Poza tym musisz nauczyć się nazywać rzeczy po imieniu – wrócił do tematu Dumbledore. – Czarny Pan to nikt inny jak Voldemort i bynajmniej się nie „skończył" jak to ująłeś. To nie kropka na końcu książki, to nie The End czy Fin, po którym następują napisy końcowe, a życie wraca do normy. Zginął, został zamordowany, zabity, pokonany etc – Albus odwrócił wzrok i dodał nieco ciszej. – A Harry dalej nosi jego krew na rękach...

– Dosłownie? – spytał Severus.

Tylko Potter sam w sobie i najprawdopodobniej dyrektor Hogwartu znali pełny przebieg tamtego dnia. Nikt dotąd nie miał okazji usłyszeć od Zbawcy jego wersji wydarzeń, a nie było innych świadków znających powód śmierci Tego-Którego-Imienia-Nie-Wolno-Wymawiać. Ostatnia klątwa rzucona przez Pottera nie zabiła Czarnego Pana, jedynie przyspieszyła śmierć, której przyczyn nie znali. Gazety huczały od wszelakich donosów i alternatywnych wersji, wywiady z uczestnikami Zakonu Feniksa czy aurorami zapełniały się domysłami. Chłopiec-Który-Znów-Przeżył odmówił wywiadu, nawet najbliższym nie zwierzając się z niczego. Publika, ministerstwo, aurorzy, zakon, przyjaciele, wrogowie – zjednoczeni w niewiedzy. Jedyne co im oferowano to kilka faktów, a oficjelom dodatkowo zwłoki Voldemorta. Przeniesiono je świstoklikiem do odpowiednio przygotowanego pomieszczenia zaraz po zabezpieczeniu życia Pottera. Tylko kilka osób widziało stan ciała pokonanego Czarnego Pana, w tym kilku rannych świadków ostatniego starcia. Pozostali, do których zaliczał się Snape, musieli zadowolić się dekretem potwierdzającym zgon. Dołączono do niego w formie dowodu wykresy z Św. Munga, które stwierdzały śmierć fizyczną Sam-Wiesz-Kogo wraz z ostatecznym odejściem jego magii. Dokumenty ukazywały zdecydowany koniec Czarnego Pana i nie dawały szans na jego powrót. Całość wydano jako swoisty dodatek do Proroka i pozostałych gazet. Ot, mały bonusik, pełny krwawych szczegółów rodem z taniego mugolskiego horroru. Rozchwytywany był przez magiczny świat jak najlepsze produkty Weasley'ów.

Dumbledore musiał wyczuć ciekawość w głosie młodszego czarodzieja, więc uśmiechnął się do niego i zmienił temat rozmowy.

– Wspominałeś, że prywatność jest dla ciebie najważniejsza, więc wspomnień dotyczących ciebie nie będzie tu za wiele – nieschodzący z ust dyrektora uśmiech nie zwiastował wiele dobrego. – Za chwilę pojawi się ich jeszcze kilka, ale wybrałem tylko te istotne z uwagi na dziwne zachowanie twojego narzeczonego.

– Wybrałeś? – Severus spojrzał pusto na swojego mentora. – Z czego wybrałeś?

Dwójka czarodziei mierzyła się przez chwilę wzrokiem. Po chwili oczy młodszego rozszerzyły się w zrozumieniu. Ich rozmowa wcześniej dotyczyła już legilimencji i wyciągania z chętnego na to obiektu wspomnień, które później mistrz magii umysłu mógł traktować jako własne. Nie przeszkadzały one w jego codziennej egzystencji ani nie prowadziły do rozdwojenia jaźni, stanowiły jednak swoisty zapas doświadczeń i wiedzy. Wprawni czarodzieje potrafili wydobyć duży zapas przeszłości danej osoby, także mugola, wraz z nabytymi przez niego umiejętnościami. Niewielu jednak mistrzów było wprawnych w sferze tego czaru, a jeszcze mniej potrafiło dobrze asymilować takie pokłady myśli.

– Jak dużo? – wyszeptał.

Dumbledore nie reagował. Stał naprzeciw Severusa bez uśmiechu na skrytych w brodzie ustach. Nawet błysk w jego niebieskich oczach przygasł. Snape nie wytrzymał i podniósł głos.

– Jak wiele doświadczeń wydobyłeś? Jak wiele wspomnień dzielicie? – pod koniec ostatniego pytania niemalże warczał w stronę starca.

Mistrz eliksirów trząsł się w gniewie na tak brutalne złamanie jego prywatności. Chłopak nie miał prawa dzielić ich osobistych przeżyć i wspomnień. Wspomnienia należały też do Snape'a i tylko on miał prawo decydować, z kim chce się nimi dzielić. A sędziwy dyrektor Hogwartu może i czasem należał do tej grupy, ale minęło to razem z końcem kariery Snape'a jako szpiega Zakonu.

– Wszystko – padła wyczekiwania odpowiedź. – On dał mi wszystko.

Severus zamarł. Miał nadzieję, że się przesłyszał.

– Wszystko? – wychrypiał po chwili – Pokazał ci całe nasze życie?

Dumbledore przytrzymał jego pytające spojrzenie przez chwilę, po czym potrząsnął głową. Przez cały czas spokojnie przegryzał kolejnego dropsa.

– Nie, nie pokazał mi całego waszego życia – skomentował spokojnie dyrektor.

Severus już niemalże czuł ogarniającą go ulgę, gdy dotarło do niego, że kryzys nie został zażegnany. Pewna część informacji, podobna do ich pierwszego pocałunku, wyciekła. Tylko jak duża? Przeniósł spojrzenie z powrotem na Albusa. Mierzyli się wzrokiem, a wokół nich wspomnienie wspólnie spędzonej po bitwie nocy powoli blakło i przeradzało się w kolejne. Rysy stojących obok siebie na Grimmauld Place postaci Harry'ego i Snape'a rozmazywały się stopniowo. Nikły. Tymczasem Dumbledore i Severus trwali nieruchomo. Dyrektor przerwał bezruch, sięgnął do kieszeni i wyciągnął stamtąd kolejnego cukierka. Podnosząc go do ust zawahał się i wstrzymał.

– Harry nie wyjawił mi wszystkich wspomnień z waszego życia, gdyż zwyczajnie nie mógł – wyjaśnił.

Snape'owi jednak coś nie odpowiadało w sposobie, w jaki dyrektor zdecydował się wrócić do tematu. Jak gdyby chciał, żeby kontynuowali dyskusję. Nie wychodził przy tym jednak z inicjatywą. Wydawało się, że wolałby odpowiadać na bezpośrednie pytania.

– Wiem, wspominałeś już – skomentował Snape nieustannie kierując niecierpliwe spojrzenie w niebieskie oczy rozmówcy. – Problem w tym, że zaczynam wyczuwać niedopowiedzenie. I to spore.

Albus uśmiechnął się ciepło i wrzucił cytrynowego dropsa do ust. Przerzucał go przez chwilę z jednej strony ust do drugiej.

– Alas, nie mylisz się, chłopcze – ciepły uśmiech Dumbledore'a nabrał nieco drapieżnego charakteru. – Pokazał mi w końcu nie wasze, tylko swoje wspomnienia – pochylił się w stronę skamieniałego nagle mistrza eliksirów. – Znam całe życie Harry'ego Pottera. Każdą jego chwilę...

Severus nie potrafił ukryć zaskoczenia, maska opadła. Rozszerzonymi oczyma śledził ruchy ust, z których padały słowa siwego czarodzieja.

„Całe życie? Toż to szaleństwo!" - rozbrzmiewało mu w głowie. Pamiętał całkiem dobrze, jakie wymagania stawiał czarodziejom ten specyficzny czar. Badania dotyczące pokładów mocy koniecznych do wymiany wspomnień zatrzymały się na pomiarze obejmujących okres 2 lat. Wymagania konieczne do przesłania takiej ilości informacji były niesamowite, trudne do spełnienia dla doświadczonych mistrzów sztuki legilimecji i oklumencji. A chłopak... Potter obecnie liczył 22 lata, a myśloodsiewnia zawierała wspomnienia z całego jego życia. Pierwsza wymiana nie mogła się odbyć wcześniej niż 3-4 lata temu. Jeśli jednak dyrektor posiadał w swoim władaniu całą przeszłość i, jak wynikało z jego słów, teraźniejszość...

– Merlinie... – wyrwało się byłemu profesorowi.

22 lata wspomnień. A jeśli i doświadczeń? Severus posiadał tytuł mistrzowski w magii umysłu, ale nie potrafił sobie nawet wyobrazić zużycia mocy koniecznego do takiej wymiany. Co z tego, jeśli odbywała się ona w niewielkich porcjach. W takim przypadku wymagania nie zmieniłyby się znacznie.

Nagła myśl przerwała jego naukowe rozmyślania.

Dumbledore znał całe ich wspólne życie z Potterem, z punktu widzenia Chłopiec-Który-Znów-Postanowił-Zadziwić. Jednak to nie tłumaczyło też początkowej, silnej niechęci dyrektora do Snape'a. Chyba... Chyba że Harry wiedział o czymś, z czego nie zdawał sobie sprawy Severus. I przekazał to swojemu mentorowi, kiedy widzieli się ostatnio.

Coś było nie tak. A Snape bez wiedzy co to takiego było, znajdował się na przegranej pozycji.

Tymczasem dookoła dwóch czarodziei świat przemienił się w kolejne wspomnienie. Albus odwrócił się w stronę wyłaniających się z mgły kształtów, które zaczęły wyostrzać się by odtworzyć kolejną scenę. Zerknął przelotnie na Snape'a przyciągając jego uwagę i spuentował jeszcze całą sytuację. Severus nie spodziewał się tego ostatniego gwoździa do trumny.

– Wierzę w równą wymianę – powiedział cicho Dumbledore. – On dał mi wszystko, jak już wspominałem. Wspomnienia z całego życia.

W głowie mistrza eliksirów zaczynało kiełkować podejrzenie, jakie słowa padną z ust Albusa. Wydawało się jednak ono zbyt nierealne. W końcu jak mogłoby to być możliwe? 22 lata to olbrzymia porcja, a Dumbledore...

– Wiesz, Severusie, ja po prostu nie lubię być dłużny. Więc, jak już pewnie się domyślasz z kontekstu, wymiana doświadczeń odbyła się obustronnie – starzec znów uśmiechnął się do skamieniałego towarzysza. – W ten sposób nie pozostałem Harry'emu dłużny...

– Merlinie – wycharczał zszokowany Snape.

Czy ten dzień nie mógł przestać go zaskakiwać?