Opis: I shall not drink anymore. Promise. Parodia.


„Druga Szansa", powiedziała

W każdej historii ważne są pierwsze spotkania. Czy to król wyruszający na świętą krucjatę spotyka wieśniaka, czy też wojownik odnajduje księżniczkę, którą później będzie musiał przez pięć tomów powieści ratować, czy też dzielna drużyna wpada na smoka z bogatą piwniczką trunków – pierwsze spotkania definiują to, jak ludzie odnoszą się do siebie. Potem, pierwsze wrażenia mogą być powoli i boleśnie przezwyciężane. Historie zazwyczaj przemilczają wątki mówiące o tym, że czasami pierwsze wrażenia są jak najbardziej prawidłowe i nie ma czego przezwyciężać.

Historie również przemilczają, że królewski wierzchowiec padł pod chatą chłopa i król musiał dalej jechać na ośle, którego zarekwirował wraz z żoną biednego kmiotka, lub to, że dzielna drużyna była zalana w siedem dup a smok nie lepszy. Nie wspominają również, że księżniczka właśnie spadała przez balustradę balkonu przybytku wątpliwej reputacji i o mało nie zabiła wojownika złamanym obcasem swojego pantofelka.

Każda dobra historia również ma swój początek, choć czasem dzięki zabiegom literackim i stylistycznym wprowadzenie rzeczywiste staje się zakończeniem, które odsłania nam niezwykłe prawdy i głęboką, oświecającą wręcz, motywację postaci.

Każdy autor staje więc przed wyzwaniem, czy zaczyna swą opowieść od początku, czy też od spotkania definiującego dynamikę postaci. Są też tacy, którzy zaczynają gdzieś pomiędzy. Nie zawsze jednak wybór jest na tyle oczywisty, gdy ma się do czynienia z podróżami w czasie i pokrewnymi sytuacjami, gdzie początek nie da się łatwo wskazać palcem, a pierwsze spotkania odbywają się raz na tydzień.

Więc. Pierwsze spotkania. I początki.

Naszą opowieść można zacząć prozaicznie, od słów „kiedyś, dawno temu", i nie będzie to wprowadzenie złe, gdyż jakieś kiedyś i dawno temu ma odniesienie do naszej historii. Z drugiej strony, biorąc pod uwagę naturę drążonej sytuacji, nie jest ono prawidłowe. Można również zacząć opowiadanie pierwszym chronologicznym spotkaniem, które daje nam wgląd w stosunki postaci – jednak jaki sens jest w opisie zdarzenia, w wyniku którego dwóch głównych aktorów sztuki ginie?

Nasz początek będzie stanowić jakby pierwsze spotkanie. A potem będziemy mieć jakby wprowadzenie. Tak, aby zachować jakby równowagę.


Generał Sephiroth z uniesioną elegancko brwią chłonął scenę przed sobą. Obejmowała ona dziewczynę, zdecydowanie nieletnią, wychodzącą z sypialni jego Porucznika. Co więcej, owo z trudem zachowujące równowagę zjawisko miało na sobie rozpięta koszulę i o wiele za duże bokserki, które zsuwały się z bioder. Nie otwierając oczu, dziewczyna szła przed siebie, zdecydowanie drapiąc się po pośladku i mrucząc pod nosem.

Zatrzymała się dopiero gdy twarzą uderzyła w pierś mężczyzny, co sprawiło, że cofnęła się o krok i ciekawie się mu przyjrzała. Zawiało czymś, co posiadało aromat padliny leżącej co najmniej przez tydzień na poboczu w wilgotnym klimacie, kiedy się jej odbiło.

Na krótki moment jej wzrok odzyskał pozory przytomności – w którym to krótkim momencie drobna blondynka schwyciła Generała za sprzączki munduru, odchyliła się do tyłu, i uderzyła z zamachu głową. Po czym poprawiła kolanem i ruszyła dalej, zataczając.

-…zawsze chciałem to zrobić,- zaśmiała się do siebie, omal nie uderzając w odrzwia w drodze do toalety, gdzie niezwłocznie zasnęła przytulona do deski sedesowej.

Zack odczuwał w tym momencie jedynie głęboki żal. I tak wiedział, że zginie śmiercią nagła i brutalną, więc chociaż mógłby zrobić zdjęcia, by mieć dowód że kadet drugiego roku zdołał całkowicie zaskoczyć Generała Sephirotha, bohatera Wojny o Wutai, który właśnie półleżał na kanapie zwinięty z bólu. Jednakże, aparat był w kufrze pod łóżkiem, i nie było czasu, by po niego pójść a potem wrócić i zdążyć jeszcze pstryknąć fotki. Życie było cholernie niesprawiedliwe.

- Mogę wszystko wytłumaczyć. Obiecuję, uh, Sir.- Brunet zaczął wycofywać się w stronę okna. Pal sześć, że było to trzydzieste piętro, miał większe szanse przeżycia w skoku samobójczym, niż teraz, tutaj, w chwili obecnej.


Cloud Strife, Bohater znany tylko wybranej grupie (która z każdym kolejnym razem, gdy był Bohaterm, rosła znacznie), siedział na ganku swojego domu i popijał powoli piwo z butelki. Życie było dobre. Szczególnie, gdy nikt od niego niczego nie chciał.

Aerith odchrząknęła lekko, przyciągając jego uwagę.

- Doszliśmy do pewnego porozumienia i chcielibyśmy prosić cię o pomoc w pewnym przedsięwzięciu,- Cetra zaczęła, nerwowo poruszając palcami.

Blondyn milczał.

- Bo widzisz, jest możliwość, żeby wszystko zmienić. Tak jakby wysłać cię teraz trochę do przeszłości i zapobiec.

Nadal milczał.

- Proszę?

…Życie było do dupy, Cloud przyznał. Nudne, jeszcze raz nudne, i całkowicie niezaprzeczalnie fatalistycznie nudne. We wspaniałym wieku dwudziestu siedmiu lat widział już wszystko, zrobił już wszystko, a wszystko, co mu zostało, to tylko ta rozpadająca się chata na kompletnym zadupiu. Nie dostarczali tu nawet poczty i gazet, a telewizor nic nie odbierał. Radio stroiło się na jakąś religijną stację, w której co pół godziny nadawali wycia.

- Dobra.

Chwilę później, po krótkich wyjaśnieniach, wszystko było gotowe.

- Muszę cię tylko ostrzec, mogą być pewne komplikacje.

- Jakie,- blondyn zaczął w zielonym rozbłysku. W kolejnej chwili usiadł na zgrzebnym łóżku, dokańczając,- …komplikacje?

Tyle w temacie odpowiedzi. Rozejrzał się. Ah, łuszcząca się farba, grzyb na suficie, lekki zapaszek skwaśniałych skarpet i mokrego psa. Wspomnienia. Cloud przeciągnął się i podrapał po piersi. Chwilę zajęło mu zwrócenie uwagi na to coś, co było dziwne, miękkie i kuliste. Uniósł drugą rękę, by sprawdzić, i poczuł drugi obiekt, który, sądząc po dotyku, był przyczepiony do niego.

Z rosnącym przerażeniem spojrzał w dół i odchylił krawędź koszulki. Wzrok potwierdził jego obawy.

Cloud wydał z siebie głośny wrzask. Na szczęście, moment później, rzucony z precyzją trep pozbawił go przytomności.

- Na litość boską, Strife! Trzecia w nocy! Daj nam, kurwa, spać,- jęknął ktoś z drugiego końca sypialni.